Lifestyle

Zmiana nie boli, ale brak akceptacji już tak. Przestańmy wierzyć, że lepsze zawsze jest to, co już było

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
8 czerwca 2018
Fot. iStock / Martin Dimitrov
 

Dlaczego boimy się zmian, jeśli życie jest ich pełne? Zmiana jest jedyną stałą we wszechświecie. Dziś nie jesteśmy tą samą osobą co wczoraj; jutro będziemy znowu inni. Czy to akceptujemy, czy nie. Istnieje wiele okoliczności, na które po prostu nie mamy wpływu. Ale nie zdajemy sobie z tego sprawy. Musimy zatem pozbyć się lęku przed zmianami. Są lepsze sposoby życia niż nieskończone opieranie się „nowemu”. I dlaczego kurczowo trzymamy się myśli, że to, co było kiedyś, było lepsze?

Idealizowanie przeszłości jest powszechnym nawykiem. Wynika z naszej tendencji do zapominania o negatywnej stronie i wybierania tylko pozytywnych wspomnień. O wiele łatwiej pamiętamy szczęśliwe doświadczenia z dzieciństwa niż te smutne. Ponadto, jeśli aktualnie znajdujemy się w stanie niepokoju i rozpaczy i porównujemy z tym, czego doświadczyliśmy wcześniej, to jest prawdopodobne, że przeszłość jawi nam się w różowych barwach.

Jeśli weźmiemy to pod uwagę, łatwiej zrozumiemy, dlaczego zmiany powodują w nas lęk. Nasz mózg lubi czuć się bezpiecznie. Kiedy pojawia się zmiana i wypycha go z jego strefy komfortu, przestraszy się. Jak może więc kochać nowości?

Przebieg naszego życia wpływa na nas i przekształca nas w pewien sposób. Im szybciej go zaakceptujemy, tym lepiej będziemy w stanie poradzić sobie z wprowadzonymi zmianami. W ten sposób nie utkniemy w przeszłości ani w złudzeniach dotyczących przyszłości. Będziemy świadomie żyć teraźniejszością.

Nie jesteśmy tymi samymi ludźmi co w zeszłym roku. Ludzie, których kochamy, są także inni. Miejmy świadomość,  że nadal możemy kochać kogoś, kto się zmienia. Tak jak możemy nadal kochać siebie.


Na podstawie: nospensees.fr

 


Lifestyle

22 etapy toksycznej relacji. Empata i narcyz – tak różni, a żyć bez siebie nie mogą. Do czasu

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
8 czerwca 2018
Fot. iStock/Milan_Jovic
 

Jak to się dzieje, że osoba pełna miłości, współczucia i chętna, by dać jak najwięcej z siebie swojemu partnerowi najczęściej pada ofiarą narcyza? Przyciąganie między tą dwójką jest bardzo mocne, ale koniec związku, o ile nie nastąpi jakaś cudowna zmiana, raczej przesądzony.  Warto przyjrzeć się, krok po korku, jak wygląda ta przedziwna relacja.

22 etapy toksycznej relacji

Etap 1

Władczy narcyz przyciąga empatę. Zaczyna się związek. Empata kocha głęboko i bezwarunkowo. Czuje się spełniony emocjonalnie, mimo że narcyz nie odgrywa żadnej roli w budowaniu silniejszej więzi. Empata czuje się usatysfakcjonowany i myśli, że jego miłość jest odwzajemniona tylko dlatego, że może przebywać w pobliżu narcyza.

Etap 2

Empata zaczyna wierzyć, że w końcu spotkał miłość, o której inni ludzie mogą tylko marzyć. Narcyzm potwierdza to, stwarzając iluzję wyjątkowości tego związku.

Etap 3

Czasami wydaje się, że narcyz chce tego związku tak samo jak empata.

Etap 4

W miarę upływu czasu narcyz zaczyna sprawiać, że empata czuje się słaby, niepewny. Narcyz nigdy nie rozpocznie otwartego ataku, ale użyje takich stwierdzeń jak „nie chcę cię skrzywdzić, ale …” by wskazać na pewne niedociągnięcia ze strony partnera. Będzie próbować przejąć kontrolę nad wspólnym życiem.  Stopniowo empata zaczyna wierzyć, że jest mniej zdolny sprawny i „potrzebuje” kogoś takiego jak narcyz w swoim życiu. Dostaje sygnał, że nikt inny by go nie chciał.

Etap 5

Dla empaty ten związek staje się wszystkim. Z miłości zawsze chce uspokajać i wspierać narcyza, rozmawiać z nim, pomagać i robić to, co sprawia, że ​​on czuje się dobrze. Empata jest dawcą, stara się zaradzić wszystkim nieszczęściom, które kiedykolwiek przytrafiły się narcyzowi.

Etap 6

Empata ma dobre i czyste serce i nie może sobie wyobrazić, że głębokie i nierozwiązane rany narcyza nie są takie same jak jego własne. Uzdrawianie tych ran różni się od uzdrawiania jego własnych.

Etap 7

Związek przynosi korzyści jedynie narcyzowi. Empata powoli zaczyna sobie zdawać z tego sprawę, ale boi się mówić lub walczyć o swoje potrzeby i pragnienia.

Etap 8

Im więcej oddania, miłości, troski, uczucia i wysiłku, jakie empata wkłada w związek, tym większa kontrola narcyza nad związkiem .

Etap 9

Empata dochodzi do głosu, zaczyna mówić o tym, że nie jest szczęśliwy. Narcyzowi to się nie podoba.

Etap 10

Narcyz szuka uwagi. Może interesować się innymi parterami, angażować w coś nowego, empata nie jest tego świadomy.

Etap 11

Kiedy empata w końcu wybucha, mówi coś w rodzaju: „Moje uczucia mają również znaczenie”, narcyz lekceważy jego zachowanie, by na nowo przejąć kontrolę nad związkiem.

Etap 12

Empata jest zmieszany. Zaczyna wątpić w to, że w ogóle jest godny miłości.

Etap 13

Empata nie widzi, że pada ofiarą manipulacji.

Etap 14

Empata próbuje dość do porozumienia z narcyzem, ten jednak usprawiedliwia swoje zachowanie i zrzuca winę na partnera.

Etap 15

Empata czuje się zagubiony i zraniony. Ale próbuje zachować spokój. Zaczyna widzieć, co się tak naprawdę dzieje.

Etap 16

Empata zaczyna uważać, że ma wewnętrzną siłę, by pomagać innym.

Etap 17

Empata musi zdać sobie sprawę z gorzkiej prawdy, że nie każdy zasługuje na jego miłość, troskę i uczucie. Nie każdy, kto wydaje się strapiony i nieszczęśliwy, ujawnia swoje prawdziwe „ja”.

Etap 18

Empata zaczyna rozumieć jak wygląda jego sytuacja w związku z narcyzem.

Etap 19

Dla empaty nastąpi bolesne przebudzenie. Będzie uczyć się z tego doświadczenia przez najbliższy czas.

Etap 20

Narcyz będzie trwał tak, jakby nic się nie stało i jakby on był całkowicie  niewinny. Za chwilę nie będzie pamiętać, że ktoś tak bardzo go kochał. Nie będzie pamiętać silnej więzi, jaką kiedyś miał z partnerką. Odejdzie dalej.

Etap 21

Narcyz jest już otwarty na nowy związek.

Etap 22

Empata jest silniejszy ,mądrzejszy i bardziej ostrożny, jeśli chodzi o miłość.


Na podstawie: themindsjournal.com

 


Lifestyle

Przez rok byłam kochanką żonatego mężczyzny. Dowiedziałam się o sobie wielu rzeczy, na przykład tego, że jestem zdolna do wszystkiego

Listy do redakcji
Listy do redakcji
8 czerwca 2018
Fot. iStock/lechatnoir

Nie patrz już tak na mnie. Owszem, zakochałam się w żonatym mężczyźnie. Ale prawda jest taka, że kiedy kochasz, nie myślisz o tym, czy on jest wolny, czy nie. Po prostu chcesz z nim być, chcesz, by cię kochał, przytulał, chodził z tobą do łóżka, do kina, do znajomych. Potem, po jakimś czasie przychodzi moment oprzytomnienia, bo okazuje się, że „musimy być ostrożni”. Jednak ty tego nie chcesz. Chcesz, by ona się dowiedziała, żeby niewygodna sytuacja przestała uwierać, chcesz grać w „otwarte karty”. To jest ten moment, kiedy okazuje się, że tak naprawdę jesteś sama. I że, nigdy nie byłaś z nim w związku.

Spotykałam się z żonatym przez rok i dowiedziałam się dzięki tej relacji więcej, niż przez 28 lat mojego życia nauczyłam się o mężczyznach i kobietach. Odeszłam z poczuciem żalu. Nie, nie dlatego, że byłam częścią wielkiego oszustwa, zdrady. Mam żal o to, jak słabi są mężczyźni. Jak łatwo nimi manipulować, jak przewidywalne są ich zachowania i jak trudno im podjąć ostateczną decyzję.  Ale to nie wszystko.

Właściwie jestem zdolna do wszystkiego

Wcześniej nie sądziłam, że mogłabym zrobić coś takiego drugiej kobiecie – chcieć „odbić” jej faceta. Kiedy go poznałam, przestało mieć dla mnie znaczenie, że ona istnieje. Właściwie nic się nie liczyło, poza nim. Moja przyjaciółka, jedyna, która wiedziała, mówiła mi wprost – „oszalałaś, chciałabyś, żeby i w twój związek ktoś tak wlazł z butami?”. Guzik mnie to obchodziło, bo uważałam, że to nasza relacja jest tą „pierwszą, najważniejszą”. Przecież go kochałam, więc to mnie się należał. Tak było. Wiele razy chciałam napisać do jego żony, powiedzieć jej o nas, wiele razy wyobrażałam sobie jak on staje w progu mojego mieszkania z walizką. „Odszedłem od niej, wybrałem ciebie” – widziałam to oczami wyobraźni, marzyłam o tym, to się stało moim celem, moją obsesją. Wierzyłam w to. Był nawet taki moment, kiedy chciałam błagać go o to, żeby to zrobił. Co mnie powstrzymało? Chyba zaczęłam wtedy widzieć, rozumieć, że to ja jestem w jego życiu „na chwilę”, że nigdy nie zamierzał związać się ze mną na stałe. Ale wiem, że dla niego byłabym skłonna zrobić wiele. Na przykład godzić się na spotkania o dziwnych porach, w dziwnych miejscach. Tam, gdzie nikt się nie dowie.

Można nienawidzić kogoś nie znając go

Jej nienawidziłam. Widziałam jej zdjęcie, kiedy otwierał portfel, żeby zapłacić za naszą wspólną kawę, za weekend nad morzem, za pokój na godziny. Słuchałam łapczywie, kiedy czasem o niej opowiadał, starając się wyłapać wszystkie słabości, szukając pogardy i braku szacunku dla niej w tonie jego głosu. Oglądałam jej zdjęcia na Facebooku i porównywałam ją do siebie. Cieszyłam się widząc te, na których wyglądała niekorzystnie. Komentowałam bezlitośnie, kiedy o niej opowiadał. Chciałam za wszelką cenę pokazać mu, jaka jest beznadziejna. Tak, to ja.

Można bardzo szybko znienawidzić tego, kogo się bardzo kochało

Wydawało mi się, że to niemożliwe. Był dla mnie najważniejszy. Szalałam na punkcie jego zapachu, kształtu jego podbródka, jego dłoni. Uwielbiałam jego głos, sposób w jaki się do mnie zwracał, kiedy miał na mnie ochotę albo kiedy po prostu był ciekaw mojego zdania. Bo, wierzcie lub nie, poza seksem łączyło nas jeszcze wiele innych rzeczy, może nawet dużo ważniejszych – dobrze się rozumieliśmy, bawiły nas te same rzeczy. I tak, powiedział, że mnie kocha. Tylko, zdaje się, jeśli chodzi o to jedno wyznanie, nasze definicje znacznie się od siebie różniły. On „kochał mnie”, czyli traktował jak miłe urozmaicenie swojego nudnego, małżeńskiego życia. Ja kochałam, czyli wiązałam z nim plany na przyszłość, widziałam go w swoim życiu.

Kiedy usłyszałam od niego: „Nie wygłupiaj się, przecież się nie rozwiodę”, moja miłość zamieniła się nienawiść. Znienawidziłam go za to, że uwierzyłam w tę bajkę. Praktycznie z dnia na dzień.

Mężczyźni nie odchodzą od żon

Są tchórzami, którzy chcą „upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu”. Mieć kochankę i mieć żonę. Mieć odrobinę dreszczyku emocji, kiedy spotykają się po kryjomu z tobą i dalej spokojne, stabilne życie „porządnego faceta”. Wolą „zachować twarz” niż zaryzykować dla ciebie swój wizerunek. Żona, czego by o niej nie mówili, jest dla nich jakimś wyznacznikiem statusu społecznego. Mogą cię zwodzić miesiącami i latami, nigdy nie mówiąc wprost, że możesz na coś liczyć. Mogą opowiadać o niej najgorsze rzeczy, ale i tak dadzą się jej zmanipulować, kiedy się w końcu zorientuje, że nie jest jedynym graczem na tym boisku.

A na koniec usłyszysz po prostu: „przecież wiedziałaś, że mam żonę, nic ci nie obiecywałem, bo nie mogłem”. Tak, to była twoja decyzja, że weszłaś w ten układ. Jesteś przecież dużą dziewczynką, rozumiesz, na co się piszesz, prawda?

Po wszystkim przychodzi jednak poczucie winy

Ale dopiero w momencie, gdy zostajesz sama. Myślisz nawet, że to poczucie samotności jest karą za to, że o mało co nie rozbiłaś czyjegoś związku. To jednak nie takie proste, to twoje uczucie jest bardzo złożone. Nikt ci jednak nie współczuje, że twój związek się rozpadł, bo nie miałaś do tego mężczyzny żadnego prawa. To prawda, choć przykra.

Związek z mężczyzną, który ma już z kimś własne życie jest upokarzający. Bo nigdy nie będziesz „numerem jeden”. On może dawać ci takie złudne wrażenie podczas waszych wspólnych nocy (albo raczej godzin, bo przecież na noc musi wracać do domu, do żony), ale tak naprawdę nigdy nie będziesz dla niego priorytetem. To moja najbardziej bolesna lekcja.

 


Zobacz także

Droga teściowo, żyj i pozwól żyć innym. Jedziemy przecież na tym samym wózku

Jak znaleźć czas na sport?

Kiedy zależy ci zbyt mocno, zawsze tracisz…