Lifestyle

„Za chwilę będę”, „Świetnie wyglądasz” – kłamstwa nasze codzienne

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
12 maja 2016
Fot. istock / barbaragibbbons
 

Kto nie kłamie, niech pierwszy rzuci kamień. Oj tam, możemy się zarzekać, że jesteśmy uczciwi, że my to nigdy nie kłamiemy, brzydzimy się kłamstwem i inne takie. Ale gdyby tak przyjrzeć się bliżej? Kłamiemy na potęgę, codziennie.

Popytałam wśród znajomych, jakiego kłamstwa używają najczęściej. Przykładami rzucali właściwie jak z rękawa, bez zastanawiania się nad tym dłużej. I co – nie ma dnia bez kłamstwa, choćby najmniejszego 😉

Oto kłamstwa nasze codziennie:

Tak, za chwilę jestem, już jadę

A dopiero wychodzimy z domu, albo wciągamy spodnie na tyłek i w panice myślimy: „Kurde, wiem, wiem, że już powinnam być”. No, ale nie udało się wyjść wcześniej, ogarnąć wszystkiego tak, by zdążyć na umówione spotkanie, być punktualnie na imprezie. A że za chwilę nas nie będzie? No przecież mógł być korek, trzeba było zajechać na stację benzynową, a tam akurat awaria kasy, jak już zatankowaliśmy… Zawsze coś się może wydarzyć.

Świetnie wyglądasz. Widać, że schudłaś

Mówimy tak wiedząc, że komuś będzie po prostu miło, albo chcąc sprawdzić reakcję. Czasami, kiedy słyszymy: „No przestań, jak schudłam, wręcz przeciwnie”, oddychamy z ulgą, że to tylko złudzenie optyczne, i poprawiamy sobie nastrój, że nie tylko nam założenia diety nie wyszły. Ale tak, często mówimy komuś, że świetnie wygląda, choć wcale tak nie myślimy i wcale tak nie jest.

Oddzwonię

Jak często kończycie szybko rozmowę zapewniając, że oddzwonicie, choć wiecie, że nigdy to nie nastąpi, co więcej, numer na który mielibyście oddzwonić umieszczacie na czarnej liście, tak, by dana osoba nie mogła się do was dodzwonić.

Nie mogę teraz rozmawiać, mam spotkanie

Czasami myślę, że posiadanie telefonu komórkowego sprawia, że kłamstwo przychodzi nam o wiele łatwiej. Bo jak można było powiedzieć komuś, kto dzwonił kiedyś do nas na stacjonarny telefon do domu, że jesteśmy na spotkaniu. No nijak. A tymczasem, gdy dzwoni przedstawiciel banku, jakaś osoba z naglącą promocją lub ktoś z kim kompletnie nie mamy ochoty rozmawiać, zawsze można użyć fortelu: „Przepraszam, jestem na spotkaniu” – kłamstwo nr 1, kłamstwo nr 2, które pada zaraz potem: „Oddzwonię”.

Przepraszam, nie przyjdę dzieciaki mi się rozchorowały

Choć z tym chorowaniem jesteśmy dość ostrożni. Szybciej powiemy, że dziecko jest jakieś takie niewyraźne, albo, że boli je brzuch, bo wówczas następnego dnia na pytanie: „I jak Jasiu/Majka” – możemy odpowiedzieć, a że okazało się, że to nic takiego. Po prostu nasze dziecko było w gorszym nastroju, albo po kryjomu najadło się cukierków, stąd ból brzucha.

Wysłałam maila, nie doszedł?

Naprawdę nie doszedł? To niemożliwe. Proszę poczekać, zaraz sprawdzę. O kurczę zapisał się w roboczych, pierwszy raz mi się to zdarzyło. Albo się nie zapisał, wysłał i zaginął gdzieś w czasoprzestrzeni. Oczywiście nigdy go nie było, ale przecież nikt oprócz nas nie musi tego wiedzieć.

Musimy się koniecznie spotkać

O tak, tak, ustalimy termin. Bo ile można to spotkanie odkładać, zawsze sobie obiecujemy i nigdy się nie udało. Bo tak naprawdę nie mamy na to ochoty, czy też w ogóle nas to nie zajmuje. Mówimy tak z grzeczności, a nawet z chwilowej chęci spotkania się, która mija dziesięć kroków dalej i o której zupełnie zapominamy. Do kolejnego przypadkowego spotkania.

Właśnie miałam do ciebie dzwonić

Ale mnie wyczułaś. Właśnie brałam telefon, żeby do ciebie dzwonić. No wiesz, ale telepatia. Tiaaa jasne. Patrzysz na telefon, kto dzwoni i myślisz: „Kurde no miałam dzwonić, ja pierdzielę znowu zapomniałam” i… kłamstwo gotowe.

Nie, dzięki nie jestem głodna

Choć na myśl o kawałku ciasta cieknie ci ślinka. Ale twardo zaprzeczasz, że w ogóle nie masz ochoty i że właściwie to nie lubisz słodyczy, zresztą niedawno zjadłaś obiad, choć to raczej było śniadanie. Ale nie chcesz dawać podstaw do komentarzy na swój temat: „Patrz mówi, że na diecie, a ciasto je”, „Mogłaby pomyśleć o tym, jak wygląda, a nie jeść ciasto”. Oczywiście często są to nasze wyobrażenia, bo z w rzeczywistości pewnie rzadko ktoś o nas tak myśli. Poza tym często i tak dajemy się skusić: „A wiesz daj, ale tak naprawdę odrobinę, dla posmakowania”.

No zobacz, nie jem, a tyję

Dziwne nie? Nie jem słodyczy, chleba i ziemniaków, a co wchodzę na wagę to więcej i więcej. Tylko zapominamy powiedzieć, ze jemy dwa razy dziennie, a do tego podjadamy późnym wieczorem co nam w ręce wpadnie. Ale może to tarczyca? Tak, na pewno nie jest to nasz sposób odżywania – ten jest idealny – dla innych.

Oczywiście, że pamiętam, jak mogłabym zapomnieć

Mówimy, gdy ktoś mówi: „Zapomniałaś, że dziś są jego urodziny”, „Nie pamiętasz, jak on ma na imię?”, „Pamiętasz dziś o spotkaniu?”. I oczywiście, że pamiętasz – na zewnątrz, bo w głowie już rozbrzmiewa: „Ja pie*dole, jak mogłam zapomnieć, f*ck”.

U mnie wszystko świetnie

Taa, jasne. Jest cudownie, pięknie i wspaniale. To nic, że wszystko się wali i pali żywym ogniem. Ale trzeba się uśmiechnąć i nie dać nikomu satysfakcji, że coś idzie nie tak. Więc przyklejamy uśmiech mówiąc: „Wszystko dobrze” w duchu myśląc: „A co cię to obchodzi”.

Dodacie coś do tej listy?


Lifestyle

18 powodów, dla których lubię być dorosła

Małgorzata Ohme
Małgorzata Ohme
12 maja 2016
Fot. iStock / gilaxia
 

Pomyślałam dziś, że lubię być dorosła. Wciąż czytam, dlaczego lepiej być dzieckiem, dziecko może to i tamto, w dzieciństwie wszystko było najsmaczniejsze. Niewątpliwie tak. Ale gdyby tak głębiej się nad tym zastanowić, to z wielu powodów wolę dorosłość. Tak, dorosłość. Ten poważny, obarczony odpowiedzialnością, żmudny i chwilami nudny czas. To zmęczenie i strach o wszystko. Ten lęk o starzeniu się i odchodzeniu. I te wieczne spotkania z deficytami z dzieciństwa.

Lubię być dorosła z kilku powodów

1. 

Po pierwsze możliwość decydowania o sobie. W tych ważnych i mało ważnych sprawach. Czy mam ochotę zjeść na obiad makaron czy kotleta. Czy pojadę na wakacje na działkę czy wybiorę greckie all inclusive. Czy zostanę na imprezie do rana czy położę się wcześniej, by rano być wyspana. Nikt mi nie mówi jak ma być czasami nawet nie dając wyjaśnienia dlaczego.

2.

Nie muszę zjadać do końca z talerza. Ani jeść tego, czego nie lubię, bo zdrowe. Nawet jeśli jem liść sałaty udając, że ma smak makaronu z truflami – to sprawia mi to przyjemność.

3.

Nie ma szkoły. Z całym szacunkiem- według mnie każda moja praca jest lepsza niż chodzenie do szkoły. Wiem, co mam robić. Raczej nie doświadczam upokorzeń lub przemocy. Nie boję się czyiś humorów, a nawet jeśli szef je ma, to jest on jeden, a nie kilkunastu. No i przerwy trwają więcej niż 10 minut!

4.

Nie muszę utrzymywać kontaktów z ludźmi, których nie lubię. Nie trzeba mijać ich codziennie na korytarzu i uśmiechać się sztucznie. Nie ranią mnie tak plotki. Wiem o sobie coś więcej niż mówią inni (choć ta umiejętność pojawiła się całkiem niedawno). Mówię, co myślę znacznie częściej. Użyję modnego dziś słowa – jestem asertywna, a konformizm nie jest już wartością nadrzędną w moim życiu, jak kiedyś.

5.

Nie rozpadam się na kawałki po każdej porażce. Traktuję to jak wyzwanie i idę dalej. Rozumiem, że nie wszystkim musi podobać się, co robię i nie każdy musi mnie kochać. Płaczę, gdy ktoś odchodzi, ale żyję dalej. Nawet całkiem dobrze mi się żyje.

6.

Nie szukam sensu we wszystkim, co robię. Niektóre rzeczy po prostu cieszą. Odczuwam radość poznając nowy smak albo doświadczając piękna w spotkaniu, obrazie, przyrodzie. Jestem bardziej uważna i dostrzegam szczegóły, które kiedyś nie miały znaczenia.

7.

Nie roztrząsam każdego słowa, reakcji, zachowania. Wiem, że ludzie czasami są bezmyślni i nie ma się co zastanawiać, dlaczego i po. Nie wszystko jest powodowane mną i moim zachowaniem. Egocentryzm dziecięcy bywa bardzo męczący.

8.

Rozumiem dzięki temu, że ludzie są różni. Myślą i czują inaczej Na tym właśnie polega piękno tego świata, by czerpać z tej różnorodności, a w swojej intymności szukać podobieństw. Rozumiem powiedzenie Ani z Zielonego Wzgórza „pokrewna dusza”. To ktoś, kto patrzy na życie podobnie jak ja. I to skarb mieć choć jednego takiego człowieka obok siebie.

9.

Odczuwam ulgę, bo akceptuję niedoskonałości. Nie wymagam od siebie ani też od innych – ideałów. Wiem, że ludzie idealni są nieprawdziwi. A już na pewno nudni jak flaki z olejem. Toleruję słabości, w bo w nich jest nasza autentyczność.

10.

Zarabiam pieniądze i wydaję na co mi się podoba. Choćbym miała jeść kromkę z masłem do końca miesiąca, bo mam ochotę na drogie szpilki albo wyjazd, na który wiem, że mnie nie stać. Jestem autonomiczna i samodzielna i to jest wolność, która istnieje tylko w dorosłości.

11.

Właśnie, wolność. Słowo klucz do dorosłego życia. Wolność fizyczna i psychiczna. Wolność myślenia, decydowania, odczuwania. Wolność, która stanowi dla mnie wartość ogromną.

12.

Seks. Taki jak chcę i z kim chcę. Ten bez poświęcania się, by ktoś mnie zaakceptował kosztem mojego dyskomfortu. Ten z dbałością o moje potrzeby i fantazje. Ten bez przemocy i nierówności w braniu/dawaniu. Taki, w którym moja przyjemność jest tak samo ważna jak partnera, a słowa „nie” nie muszę tłumaczyć.

13.

Alkohol. Dobry, droższy, ulubiony. Czerwone primitivo sącząc do kolacji. Zapach i aromat ważniejszy niż szum w głowie. Bez głowy w kiblu i kaca, który rujnuje poranek i południe następnego dnia. Bez głupich zachowań po. I bez telefonów tam gdzie ich być nie powinno. W dobrym towarzystwie najlepszy.

14.

Relacje z rodzicami, od których nie jestem już zależna. Brak zakazów. Brak złości na zakazy. Brak gderania i odmiennego zdania, które muszę uszanować. Wzajemność. Wreszcie.

15.

Utrzymywanie kontaktów z tymi krewnymi, którzy coś wnoszą do mojego życia. Brak kontaktu z tymi, którzy są toksyczni, fałszywi i chcą tylko pożyczyć pieniądze.

16.

Bycie matką. Doświadczanie miłości najpiękniejszej, bo bezwarunkowej. Odpowiedzialność za nich. Poczucie, że są częścią mnie. I że zostaną, gdy mnie zabraknie.

17.

A nade wszystko spokój w głowie. Mniejsze lub większe zrozumienie siebie. Tego kim jestem, dokąd idę i po co. Brak dylematów tam gdzie nie ma sensu je mieć. Zaufanie do siebie.

18.

I miłość. Własna. Do tej małej dziewczynki zagubionej, potem zbuntowanej nastolatki, młodej dziewczyny poszukującej i dziś dojrzałej kobiety.

linia 2px

Mam dzieci, pracuję z nastolatkami, doświadczam na co dzień ich dylematów, obserwuję piękno rodzącej się kobiecości, podziwiam, zachwycam się, zazdroszczę czasami, ale nade wszystko… odczuwam ulgę. Że ja już jestem dorosła.


Lifestyle

21 znaków, że nie jesteś w życiu we właściwym miejscu. Nie czekaj, aż twoje ciało odpłaci ci depresją

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
12 maja 2016
21 znaków, że nie jesteś w życiu we właściwym miejscu. Nie czekaj, aż twoje ciało odpłaci ci depresją
Fot. iStock / FarukUlay

To może być życie z niewłaściwym partnerem, życie w samotności, niespełnione marzenia. Czasem mówimy sobie: jest okej, tak musi być, choć wszystko gdzieś w środku mówi nam: „ratunkuuuuuu, nieeee, dość”.

Przepytałam kobiety na różnych etapach życia.  Wiek 25 – 40 lat . Jak ciało, emocje komunikują nam, że a.) jesteśmy w kryzysie, b.) zaraz możemy być w kryzysie, c.) nasze życie znacznie różni się od życia, które sobie dla siebie wyobrażamy, d. ) czas na zmiany.

1. Charakterystyczny, poranny ucisk w żołądku (niektórzy z nas czują go w klatce piersiowej) i myśl: „Bosz… znów?”

2. Brak sił, by wstać. „To może jeszcze pięć minut?”, „Nie, piętnaście”. Oczywiście, to może być sygnał zwykłego niewyspania, ale jeśli pojawia się kilka razy w tygodniu– to raczej niekoniecznie.

3. Rozkojarzenie. Osoba do tej pory zorganizowana ma nagle problem z zapamiętaniem najprostszych rzeczy. Gdzie ja zostawiłam portfel? A kluczyki? Rany, zapomniałam mężowi powiedzieć o zebraniu dziecka.

4. Brak mocy. To co kiedyś wydawało się łatwizną – np. służbowe spotkania teraz wydają się prywatnym Everestem.

5. Poczucie, że przerasta nas codzienność i zwyczajne czynności: zakupy?? poczta??? mechanik?? Nieeeee…

6. Brak decyzyjności. Od drobiazgów typu: „które buty?” po poważne rzeczy: „Chcę być z tym partnerem czy nie?”, „Szukam nowej pracy czy zostaje w tej?”, „A co ja właściwie chcę robić?”

 7. Niepokój spowodowany brakiem decyzyjności, osadzające myśli: „Proszę bardzo, nawet tego nie potrafię”.

8. Trudności z rozpoznaniem własnych uczuć. Jednego dnia wydaje mi się, że kocham kogoś, drugiego dnia jestem pewna, że nie. Jednego dnia kogoś lubię, drugiego nie. Niepewność czy czujemy złość czy smutek, żal czy wściekłość.

9. Wspominanie. Zbyt częste wspominanie jest często wyrazem niezadowolenia z tego co „tu i teraz”. No chyba, że zbliżają się nasze okrągłe urodziny czy jesteśmy po siedemdziesiątce :).

10. Intensywna potrzeba odzywania się do ludzi, z którymi nie mieliśmy kontaktu, załatwianie pewnych spraw, choć jeszcze jakiś czas temu uważaliśmy te sprawy za zamknięte.

11. Analizowanie jak żyją przyjaciele i znajomi, porównywanie się z nimi.

12. W ogóle większe zwracanie uwagi na innych ludzi. Zajmowanie się ich sprawami, analizowanie ich zachowań. Często jest to wynik tzw. przeniesienia. W innych ludziach widzimy rzeczy, których nie chcemy zauważyć w sobie, albo nie chcemy tych rzeczy dopuścić do głosu. Na przykład wyjątkowo irytuje nas despotyczna koleżanka (wcześniej ją lubiłyśmy). Być może jest to wynik tego, że podświadomie jesteśmy złe, że nie potrafimy uwolnić siły i mocy w sobie, co sprawia, że mniej rzeczy osiągamy.

13. Zwracanie uwagi na negatywne aspekty życia. Widzimy wokół choroby, nieszczęścia, problemy, a nie dostrzegamy, że komuś urodziło się dziecko czy właśnie kupił sobie nowy, piękny dom

14. Zachowania autodestrukcyjne: objadanie się, kompulsywne zakupy, picie alkoholu, palenie papierosów, czyli złość, która wynika z frustracji kierujemy na siebie.

15. Poczucie wewnętrznego napięcia, niektórzy nazywają to wewnętrznym dygotem.

16. Irytacja. To bardzo łatwo można zaobserwować w korkach, kolejkach. Gdy jesteśmy w dobrym momencie życia, na przykład zakochani, gdy ktoś wpycha się przed nas samochodem– najwyżej przez sekundę poczujemy irytację. Za chwilę uśmiechniemy się, machniemy ręką. E, czym to jest w perspektywie całego świata. Gdy nasze życie nie jest takie jak byśmy chcieli– korki, ludzie doprowadzają nas do szaleństwa. Zabić tych debili, nie powinno się tumanów wypuszczać na ulice, kretyni…..

17. Brak radości i celu– no i co z tego, że będą wakacje? Przecież zaraz się skończą. Nowe studia? Ale po co.

18. Mniejsza potrzeba spotykania się z ludźmi. Bo o czym tu z nimi w zasadzie rozmawiać? Co im powiedzieć?

19. Zmniejszone poczucie własnej wartości. Nieee, ja się do tego chyba nie nadaję.

20. Ale może być też poczucie: ale dlaczego ja jestem tutaj?!!!! Stać mnie, k…., na więcej.

21. Częstsze analizowanie swojego życia i dokonanych wyborów.


Zobacz także

Dziecko i pies – co powinien wiedzieć każdy rodzic?

Czy pamiętasz o prawidłowej higienie dłoni? Światowy Dzień Mycia Rąk z Carex

Nowy język w siedem dni? Wyzwanie podjęte!

Nowy język w siedem dni? Wyzwanie podjęte!