Lifestyle Psychologia

Wyremontuj sobie życie… Życie to zmiana, czy potrafisz wpuścić do niego trochę świeżego powietrza?

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
19 marca 2016
Fot. istock / mediaphotos
 

Rozglądasz się po pokoju, masz już dość tych wszystkich staroci, pajęczyn pod sufitem – pora wpuścić trochę świeżego powietrza do swojego życia i coś zmienić. A co jeśli  lubisz swoje starocie i sentymenty i sama myśl o remoncie napawa cię strachem i niechęcią? Nic nie szkodzi, wcale nie musisz zamieniać swojego życia na inne – ono zmienia się cały czas – ale przyznasz, że jest różnica między sentymentalnym vintage pełnym wspomnień a rupieciarnią na strychu? Chyba już wiesz co robić? Otwieramy okno…

Życie to zmiana

Nieustannie coś się zmienia. Dla jednych to powód do radości i ekscytacji dla innych to tylko stres i przemożna chęć ucieczki, ale jedno jest pewne – zmiana to nieodłączna część ludzkiego życia, rozwoju, postępu. To czy jesteś ze zmianami za pan brat i szybko się do nich adaptujesz w praktycznie każdych warunkach, determinuje twój sukces. Bo świat na nikogo nie będzie czekał.

Jeśli ze strachu przed zmianami masz ochotę uciec w ciemny kąt i udawać, że cię nie ma – twoja droga będzie trudna, ale nie niemożliwa do pokonania. Możesz również zostać zachłannym zbieraczem zmian jak trofeów, kolekcjonować je i trochę się od nich uzależnić… Więc co w nich dobrego? Tylko i aż jedna podstawowa rzecz – wszystko się zmienia, ale wpływ mamy tylko na to, jak my się zmieniamy.

Pora na remont

Usiądź i zastanów się na spokojnie czy naprawdę chcesz i potrzebujesz zmiany, czy raczej jesteś do tego zmuszony. To olbrzymia różnica. Co czujesz? Podekscytowanie czy nieprzyjemny uścisk w żołądku i strach? Zanim weźmiesz się za gruntowny remont zastanów się, czy go chcesz i czy jest ci potrzebny. Czasem do zmian musimy dorosnąć, innym razem muszą zaczekać na odpowiedni moment. Rozlicz się z przeszłością, aby nie była ci kulą u nogi podczas skoku w nowe.

Nie zawsze zmiana jest potrzebna. Może zamiast gonić za nowym stylem i porywać się na wielki remont wystarczy tu trochę posprzątać?

Kolekcjoner wspomnień

To niesamowity typ człowieka, zmiany są dla niego bardzo trudne. I nic w tym dziwnego – trudno rzucić się wir zmian, czyli niepewnej przyszłości, gdy jedną nogą (lub obiema nogami)  bardzo chce się zostać w tym, co stare. Bo to co już było jest bezpieczne, bezpieczne – bo dobrze znane. Każda życiowa zmiana to swego rodzaju przeżycie żałoby po tym co było. Żałoba, czyli pogodzenie się ze „stratą” i zmianą na coś zupełnie innego.

Kolekcjoner wspomnień niechętnie się z nimi rozstaje, to dla niego trudny, powolny i bolesny proces. Ale to nie oznacza, że jest do tego nie zdolny. Bardzo wiele zależy od tego czy zmiana jest narzucona czy upragniona.

RADA: Jeśli życie/sytuacja zmuszą się zmiany, zamiast się poświęcać całą energię na walkę z nowym, spróbuj je oswoić. Wielka zmiana nie będzie taka groźna, gdy ją poskromisz. Podziel ją na małe i bezpieczne dla ciebie etapy/kroki, które będziesz realizować. Już nie jest tak strasznie, prawda?

Zbieracz zmian

Kocha zmiany. Ledwo skończy jedną już planuje następną. Nie obraca się za siebie, tylko czym prędzej rusza na polowanie. Kolejne trofeum do kolekcji życiowych zmian. Lubi myśleć o sobie, że świetnie sobie radzi, nie przeżywa, adaptuje się i idzie przez życie jak burza. Ale ile można tak gnać, nie przeżywając w ogóle tego co się wydarzyło? Każdy twardziel kiedy musi się zatrzymać, a wtedy ogrom emocji, które czekały w kolejce może być przerażający.

RADA: Możesz rekompensować sobie emocji czymś w zamian – zakupami na chandrę, nowym chłopakiem  miejsce „Starego”, który odszedł, skoncentrowaniem się na zupełnie innym obszarze życia. To ułatwia, pomaga, ale nigdy nie jest rozwiązaniem długoterminowym. Nie udawaj, że zmiany w twoim życiu są nieważne, nie robią na tobie wrażenia. Pozwól sobie na ich przeżywanie. Jesteś człowiekiem.

Rozważny i romantyczny

Można mu zazdrościć wyważenia. Zmienia się – ale te zmiany SA dla niego rozwijające. Nie gna i nie ucieka, pozwala na nie i stara się jak najlepiej je wykorzystać. Pozwala sobie na przystanek i niemoc, tak samo jak pozwala sobie na szaleństwo i zapomnienie. Czuje całym sercem i tego serca słucha. Zmiany są tak różne, że nie da się ich upchnąć w schematy postępowania – tak samo jak nie da się ich unikać. Rozważny i romantyczny – nie próbuje tego robić, bo po co?

RADA: Bądź sobą. Słuchaj siebie, świetnie się adaptujesz do nowego. Jeśli wydarzy się coś nieplanowego podczas twojego remontu – zwyczajnie spróbujesz znaleźć rozwiązanie.

Każdy reaguje zupełnie inaczej na zmiany – nie ma złych i dobrych sposobów by się z nimi uporać – są tylko złe i dobre sposoby dla nas. No więc usiądź wygodnie w fotelu i zapytaj siebie, czy chcesz coś zmieniać? Tak? Pomyśl teraz jak tej zmiany chcesz dokonać. Nie? Nic nie szkodzi, jeśli zmiana jest ci potrzebna, zastanów się co możesz zrobić, żeby się na nią najpierw przygotować. Nie trzeba burzyć ścian, ale od czasu do czasu trzeba co nieco w życiu odmalować.


Lifestyle Psychologia

Jak ja głupio kochałam… najgłupiej na świecie. Gdzie trzeba się znaleźć, żeby otworzyć oczy szeroko?

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
19 marca 2016
Fot. iStock / shumelki
 

Patrzy na swoją córkę, czteroletnią Igę i wie, że ona to najlepsze co mogło ją w życiu spotkać, bynajmniej dotychczas.

Boże jak ja go kochałam. Nieziemsko przystojny, męski. Siedział sam w knajpie i od razu przykuł mój wzrok. Był w nim jakiś smutek. I te oczy. Utonęłam w nich.

Później, jak zostawił mnie po raz kolejny, biegałam do kościoła jak porąbana. I modliłam się najgłupiej, jak mogłam na świecie: „Proszę, żeby do mnie wrócił. Niech wróci, niech zdradza, ale niech jest”.

Ktoś by powiedział: klasyczna wpadka. Kłóciłabym się, że nie klasyczna, że planowana, że chciana. Skłamałbym w połowie. Bo to ja chciałam i planowałam tę ciążę. On nie. Był zaskoczony. „To nie bierzesz tabletek”, spytał, choć nie zrobił tego nigdy wcześniej, jakby normą było, że do mnie należy zabezpieczenie się. No tak, w końcu to ja mogłam zostać z dzieckiem, on raczej nie.

Głupia? Ale ja się bałam, że go stracę. Wtedy myślałam: „Pokocha mnie bardziej, jak urodzę mu dziecko, wtedy zawsze przy mnie będzie”. Jakbym już wtedy czuła, że nie kocha mnie wystarczająco mocno, by przy mnie być.

A ja tak bardzo chciałam być kochaną. Głupia? Pewnie tak. Ale to mój ojciec odszedł, gdy kończyłam 13 lat. W moje urodziny wyściskał mnie i wyszedł. Wtedy, gdy zaczynałam być kobietą. Gdy potrzebowałam jego akceptacji, zachwytu w jego oczach. Kiedy chciałam dla niego być piękna. A on to wszystko odrzucił.

Więc tak, bałam się, że on też mnie zostawi. A co mogłam mu dać więcej oprócz siebie – tylko dziecko.

„Chyba zwariowałaś” – powiedział, gdy pokazałam mu test. „To jakiś żart, jesteś niepoważna”. Stałam zdezorientowana. „To nic, to nic, jest w szoku, potrzebuje czasu… w końcu to szok”, myślałam.

Tak, dla niego to był szok. Trzasnął drzwiami i wyszedł. Kiedy do niego wydzwaniałam odebrał i spytał tylko: „Co chcesz z tym zrobić?”. Prosiłam, żeby przyszedł, że porozmawiamy.

I przyszedł. Na drugi dzień. Po nocy, której nie przespałam. Po walce, którą stoczyłam w sobie – usunąć, czy nie. Ale to przecież jego dziecko. Matko, jak ja głupio kochałam. Najgłupiej na świecie. Tuliłam go, szeptałam, że wszystko się ułoży, że będziemy mieć dziecko, że będzie cudownie. A on siedział sztywno na kanapie. „Będziesz tego żałowała” – tyle mi wtedy powiedział.

Przeprowadził się do mnie. To wtedy był najszczęśliwszy dzień w moim życiu. Patrzyłam, jak układa swoje koszulki, jak skarpetki upycha do szuflady. Nawet książki swoje ulubione przyniósł. Stały na podłodze, nie zdążył dojechać regał, który dla niego zamówiłam. Był zły, ale zrobiłam jego ulubioną kolację, udało mi się go udobruchać.

Był nadąsany, ale co się dziwić, dla niego to nowa sytuacja, nowe miejsce, które oczywiście, że znał, ale nigdy wcześniej nie mieszkał. Trudno jest się rozstawać ze swoimi ulubionymi szczegółami – tłumaczyłam go. Nie miał czasu na wybieranie łóżeczka i wózka. Gdy powiedziałam, że to będzie córka, powiedział: „Niech ma na imię Iga”, a ja płakałam ze szczęścia wierząc, że w tym momencie ją pokochał, że zrozumiał, że to wszystko dzieje się naprawdę. Iga, Igunia – pięknie.

„Dlaczego śpisz na kanapie” – pytałam, a w odpowiedzi słyszałam, że nie może spać obok mnie, kiedy ja z tym wielkim brzuchem. Na seks też nie miał ochoty. Gdy wychodziłam z inicjatywą mówił: „Daj spokój, gdzie ty z tym brzuchem i cyckami z mlekiem, jakbym się miał pieprzyć z własną matką”. Miał rację, co to za atrakcja kochać się z kobietą, która tak wygląda. Nie przytyłam dużo, miałam chyba 10 kilo więcej w dniu porodu. Jakby to miało jakieś znaczenie. Dla niego miało.

„Gdzie jesteś” – wysyłałam SMS-y, gdy nie odbierał telefonu. Iga płakała, to chyba kolki, a jego nie było całe dnie, czasami noce. „Nie dam rady” – dzwoniłam jeszcze wtedy do mojej mamy, a ona mówiła: „Kochanie, spokojnie, to trudny czas, wytrzymasz, zobaczysz, wszystko się ułoży. Musisz być twarda dla Igi”.

I byłam twarda. Gdy zgwałcił mnie pijany po jakieś służbowej imprezie. „Dziwka” – rzucił mi na koniec. Zasypiałam wtulona w Igę i płakałam. „To nic takiego, on nie chciał, denerwuje się, bo jestem wiecznie zmęczona, muszę zacząć bardziej się starać.” Wstałam z uśmiechem. Zrobiłam jajecznicę, której nie zjadł, bo był umówiony z kolegą na tenisa.

Poprosiłam mamę, by wzięła Igę do siebie na jedną noc. Mała miała pół roku, mogła zostać poza domem. Już dawno jej nie karmiłam. On nie mógł znieść moich wiecznie mokrych koszulek i staników. Poszłam do fryzjera, zrobiłam sobie paznokcie, przygotowałam kolację. To wtedy mi powiedział, że to pomyłka, że mnie nie kocha, że jest tylko ze względu na Igę. „Nie rób cyrku” – powiedział, gdy zaczęłam płakać. Ale wtedy się nie wyprowadził.

Zaczęłam zostawiać z nim Igę. Bo przecież tylko dzięki niej mogłam go zatrzymać. Gdy spała, mówiłam, ze skoczę po zakupy, że mama dzwoniła i muszę do niej iść. Dzwonił: „Wracaj ona ryczy, pewnie jest głodna”. Iga zapłakana zasypiała na moich rękach. A on wychodził. Nie mógł znieść tego skowytu. Przestałam wychodzić.

Jak nisko trzeba upaść? Jak długo można kochać? Zmieniłam imię na „Poczucie Winy”. Ono jedyne mnie nie opuszczało. Byłam winna, że jego nie ma w domu, że wraca wkurzony, że za krótko piekłam mięso, że moja zupa pachnie jak żarcie dla psa, że wyglądałam jak zapchlony kundel. Gdy pytałam za co to wszystko, odpowiadał: „Przecież sama tego chciałaś. Czasami zastanawiam się czy ten bachor jest mój”. To wtedy rzuciłam się na niego z pięściami. Dostałam raz. „Głupia dziwka”.

Gdzie trzeba się znaleźć, żeby otworzyć oczy szeroko? Iga miała rok, gdy się wyprowadził. Nikomu nie powiedziałam. Nawet mojej mamie. Wiedziałam, że wróci. Modliłam się o to całe noce. Zostawił swoje książki. Po tygodniu wszedł jak gdyby nigdy nic. Chodziłam na palcach, żeby go nie wystraszyć, żeby nie uciekł. Myślałam, że jak mnie nie zauważy, to zostanie już na zawsze, że zrozumiał, że jednak mnie kocha. I że kocha Igę.

Głupia? „Dlaczego” – myślałam, kiedy pobił mnie drugi raz. Leżałam na podłodze i zastanawiałam się „dlaczego?”. Wiedziałam, że mnie zdradza, zresztą nie krył się z tym. Gdy próbowałam walczyć, mogłam liczyć tylko na pogardę: „Myślisz, że ktoś by z tobą wytrzymał?”. Więc dziękowałam za to, że chociaż on wytrzymuje, że niech będzie, że to kryzys, który minie, a który przychodzi z dzieckiem.

„Wszystko się ułoży”, powtarzałam jak mantrę. Że głupia? Pewnie tak. Nie poszłam do pracy, bo nie dało się zasłonić siniaka koło oka. Zresztą ile razy Iga może mnie uderzać zabawką.

Spakowałam się wtedy. Iga płakała, a ja pakowałam nasze rzeczy. Nic nie czułam. Jakby nie było we mnie uczuć. Tylko zadanie do wykonania. „Odejdź nim cię zabije” brzmiało mi w głowie, choć nie wiem, skąd przyszło.

Trafiłyśmy do domu samotnej matki. Stanęłam w drzwiach z walizką w jednej ręce i z Igą w drugiej. Stałam i płakałam. Nad sobą, nad nim, nad moją córką. To ona mnie uratowała. Zobaczyłam w niej siebie. To wtedy, gdy wyszedł do pracy spojrzałam na nią i wyobraziłam sobie jej życie… „Chcesz dla niej tego samego, chcesz, by ona żyła tak, jak ty?”. To jak dotknięcie w sobie dziecka. Nie, ja wtedy nic nie rozumiałam. Wiedziałam tylko, że muszę wyjść. Myślałam o tym, co muszę zrobić za godzinę, dwie. Bez planów. Z godziny na godzinę, później z dnia na dzień.

Chciałam, żeby nas szukał, żeby przyszedł i przeprosił, żeby obiecał, że on już nigdy i że teraz naprawdę na zawsze. To nigdy się nie zdarzyło. A ja po roku przestałam na to czekać.

To, gdzie dziś jestem, to długa droga. To droga od bycia ofiarą do zrozumienia, że się nią było. Czy potrafię inaczej? Nie wiem, ale patrzę na Igę i wiem, jakiego życia nie chcę dla niej. Nie chcę, by ona uczyła się ode mnie tego, co jest istotą kobiecej słabości – tej głęboko skrywanej potrzeby bycia kochaną i akceptowaną przez mężczyznę, przez byle jakiego mężczyznę. Mam nadzieję, że dla niej nie zrozumiałam tego za późno.


Lifestyle Psychologia

Dzień #13. Zadbaj o siebie naprawdę. #SlimemGO

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
19 marca 2016
Idź na wrotki
Fot. Flickr / Hey Paul Studios / CC BY

Dziś sobota! Macie więcej czasu dla siebie. O nie, nie marudźmy, ze za chwilę święta. Nic z tych rzeczy. Poświęćcie dla siebie jedną godzinę i…

…i idźcie na wrotki albo rolki! Zobaczycie, że da wam to mnóstwo przyjemności i zabawy (i oczywiście ruchu dla swojego ciała). Nieważne kiedy ostatnio wasze stopy miały pod sobą kółka, bawcie się jak dzieci – beztrosko. Miłej jazdy – nie zapomnijcie pstryknąć sobie pamiątkowej fotki :).

I jak? Chcecie naprawdę o siebie zadbać? Przyłączcie się do naszej wiosennej akcji: „Zadbaj o siebie naprawdę”.

My będziemy wam prezentować różne formy aktywności, a wy wysyłajcie nam zdjęcia, piszcie, jak o siebie dbacie, jak dbacie o swoje ciało, jak sobie radzicie.

ZADANIE KONKURSOWE:

Jest banalne. Wystarczy wrzucić pomysłowe zdjęcie Waszej aktywności na Facebooka z oznaczeniem #SlimemGO. Czy to rolek na nogach, czy pięknego widoku podczas spaceru. A może zdążycie zrobić fotkę w trakcie pogoni za autobusem, czy przy wchodzeniu po schodach? Liczy się pomysł. Te najciekawsze zostaną nagrodzone zestawami fantastycznych kosmetyków, które też pomogą Wam odwdzięczyć się ciału i zadbać o siebie w sposób wyjątkowy. W opisie zdjęcia, napiszcie nam w paru słowach, jak naprawdę o siebie zadbałyście tego dnia.

SZCZEGÓŁY NASZEJ AKCJI ZNAJDZIECIE TUTAJ

#SlimemGO

Fot. Materiały prasowe

Chcesz o siebie zadbać naprawdę? #SlimemGO.


Zobacz także

„Teraz albo nigdy” – wygraj fantastyczną komedię z Jennifer Lopez na DVD!

„Chcę tylko, by moje dzieci miały godne warunki do życia”. Pani Renata łamiącym się głosem prosi o pomoc dla swoich dzieci. Proszę – nie zostańmy obojętni

18 rzeczy, które możesz kontrolować w swoim życiu, nawet jeśli myślisz, że jest inaczej