Lifestyle

Wygrana Trumpa wydawała mi się niemożliwa. Życzę kobietom – wszystkim, by traktowano je z szacunkiem

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
9 listopada 2016
Fot. iStock / DanBrandenburg
 

Wczoraj usłyszałam – wygra Trump. I wydawało mi się to niemożliwe. Nie jestem specem od Stanów Zjednoczonych, ale wyborami trudno się nie zainteresować, zwłaszcza gdy walka toczy się między mężczyzną gardzącym kobietami a kobietą.

I choć płeć nie powinna mieć tu znaczenia, powinna być ostatnią rzeczą, która decydować będzie o tym, kto zostanie prezydentem Stanów Zjednoczonych, to jednak z nadzieją kobiety spoglądały w stronę Hilary Clinton. Nie dlatego, że w zestawieniu z Trumpem wydawała się bardziej stonowana i przewidywalna, ale właśnie dlatego, że była kobietą. Że jej wygrana niosłaby za sobą nadzieję dla wielu innych kobiet. Potrzebowałyśmy tej wygranej, żeby pokazać szowinistycznej części świata: „Zobaczcie, w jednym z najpotężniejszych państw na najwyższym stanowisku zasiada kobieta”.

Ale tak się nie stanie. Tak, męska część świata może roześmiać się nam dzisiaj w twarz i powiedzieć: „Ha, i co dzisiaj powiecie. Wasza Hilary, kobieta, przegrała i to przegrała z kimś, na kogo nikt nie stawiał”. I choć nie powinien to być pojedynek płci, to jednak w tle trudno było pozbyć się tego podziału. Zwłaszcza, że to kobiety w Ameryce podkreślały, jak ważna dla nich samych byłaby wygrana Clinton, jak innego słowa nabrałoby hasło o równości płci, o szacunku i równouprawnieniu. Tymczasem podczas kampanii Trumpa słyszało się o pogardzie, arogancji wobec kobiet, jakiś czas temu przestawiono nagrania, gdzie nowy prezydent USA w sposób wulgarny i seksistowski wypowiada się o kobietach. I takiego języka pewnie możemy się spodziewać. Boję się języka nienawiści, rasizmu, języka, który będzie karmił się strachem innych ludzi. Jeśli takim językiem zacznie mówić Ameryka, to wszyscy będziemy spoglądać z niepokojem za ocean…

Co można powiedzieć po tych wyborach? Pewnie to, że Ameryka dała znak, że ma dość pustych obietnic, że chce zmian, że może lepiej zaryzykować głosując na Trumpa niż na kolejne cztery lata iść w to co znane, a co niczego dobrego (ale też nic złego) obywatelom Stanów nie przyniosło. Było miło, grzecznie, bez spektakularnych ruchów, które wyrównałyby szanse, ograniczyły biedę, dały godziwe życie tym wszystkim, którzy żyją życiem spokojnym, ale biednym, bo takich ludzi w Ameryce jest bardzo dużo.

Dzisiaj tak na gorąco myślę, że właśnie dlatego Amerykanie nie wybrali Hilary Clinton – nie dlatego, że jest kobietą, ale dlatego, że nie dała im pewności, że obejmując najwyższe stanowisko w kraju, coś zmieni. To już ich polityczne nastroje. My możemy przyglądać się naszym.

I z tej perspektywy czuję, że powinniśmy my – kobiety jeszcze głośniej mówić jednym głosem. Powinniśmy piętnować nadużycia władzy wobec kobiet, które były lub są molestowane seksualne przez swoich szefów, które są mobbingowane, muszą znosić niewybredne komentarze na temat swojego wyglądu i swojej kobiecości.

Nie jesteśmy tylko opakowaniem. Nie ono świadczy o naszej wartości i dobrze, żeby każdy miał tego świadomość. I mam nadzieję, że będzie o tym pamiętał nowy prezydent USA. Kampania się skończyła. Czas wziąć się do pracy. Oby kobiety w Stanach nie musiały wychodzić na ulicę, żeby pokazać swoje oburzenie i niezgodę na działania nowej władzy. By były traktowane z szacunkiem. Tego dzisiaj i nam również życzę.


Lifestyle

11 małych kroczków, by stać się lepszym sobą

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
9 listopada 2016
Fot. iStock / Petar Chernaev
 

1. Czytaj codziennie. Książki

2. Ucz się nowego języka

3. Ćwicz regularnie, choć raz w tygodniu

4. Unikaj pesymistów

5. Zrezygnuj z telewizji

6. Pozbądź się złych nawyków

7. Postaw sobie cel, który chcesz osiągnąć za pięć lat i zrób listę, jak krok po kroku, to zrobisz

8. Puść przeszłość, uwolnij się od niej

9. Znajdź nowe hobby

10. Naucz się radzić sobie z odmiennymi od ciebie ludźmi

11. Spróbuj zidentyfikować swoje wady i „martwe punkty”, w których zazwyczaj utykasz

A ty, zrobiłeś już dla siebie choć jedną rzecz z tej listy?


Na postawie: lifehack


Lifestyle

Naukowe sposoby na lepszy poranek, i cały dzień. Niektóre są bardzo zaskakujące

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
9 listopada 2016
Fot. iStock / ArthurHidden

Nie śniło się filozofom, ale naukowcom już tak. Bo zamiast kolekcjonować bajki o udanym poranku, sprawdzamy fakty. I dziś zamiast poematu o kawie (mmm, naprawdę ją kochamy!), mamy garść pomysłów na poranek prężny i zaczynający naprawdę dobry i „produktywny” dzień. Niektóre pomysły mogą być zaskakujące, ale…

Przekonajcie się sami!

Budź się ze słońcem

Według badań (a tych jest prawdziwe zatrzęsienie) główną przyczyną zaburzeń snu współczesnego człowieka jest nadmiar ekspozycji na sztuczne światło. Wlicza się w to również światło wszystkich ekranów, które z lubością zabieramy do łóżek. To zakłóca nasz naturalny rytm organizmu, który przede wszystkim powinien reagować na światło słoneczne.

Przeprowadzono eksperyment, grupę osób cierpiących na bezsenność lub zaburzenia snu zabrano na wyprawę: bez sztucznego światła i budzików. W efekcie ich problemy zniknęły po kilku dniach. Na pewno zaobserwowaliście to podczas swoich wakacji – spanie do południa nie towarzyszy wam całe dwa tygodnie urlopu, bardzo często wstajecie równie wcześnie, co w domu, a jednak bez trudu i bez budzika…

Medytacja

Sposobów na medytację jest bardzo wiele. I nie ma jednego słusznego – każdy medytuje po swojemu. Jedno jest jednak pewne – korzyści. Medytacja zmniejsza nasz poziom lęku, poprawia produktywność. Według naukowców 20-to minutowa sesja medytacji cudownie trenuje mózg, tak, aby zbytnio się nie rozpraszał, poprawia jego działanie i osiąganie celów. Spokojnie i leniwie się przeciągając można wyeliminować tę przeklętą wielozadaniowość.

Wniosek? Na szalony poranek najlepsza jest medytacja. Wtedy można sprawnie i bez histerii ogarnąć i kawę, i dzieci i nawet psa.

Automatyzacja

Co jest najbardziej frustrujące z rana? Te wszystkie decyzje, które trzeba podjąć. I choć w życiu ich nie unikniemy – to o poranku, proszę bardzo!

Czynności, które wykonujemy po przebudzeniu, są tymi, które możemy sprowadzić do poziomu automatu. Bez decydowania, zastanawiania się. Właśnie dlatego tak dobrze działają te wszystkie proste rady w stylu: przygotuj dzień wcześniej ubranie, wstań 5 minut wcześniej, aby uniknąć korków itepe, itede. W gruncie rzeczy jednak wcale nie oszczędzamy czasu tak dosłownie, jak nam się wydaje – oszczędzamy go właśnie ograniczając konieczność podejmowania decyzji. Bo przygotowanie ubrania wcześniej, wcale nie sprawi, że „szybciej” je na siebie założymy, ważne, że nie będziemy miotać się z decyzją, co dziś założyć ;). Tak samo sprawy mają się ze śniadaniem, toaletą, wyjściem, trasą dojazdu.

To nie są decyzje wymagające wielkich poświęceń i rozmyślań. Automatyzujemy i włączamy porannego autopilota.

Proste.

Tylko jedna rzecz

To ciekawy efekt. Według Gary’ego Keller, autora „One Thing” działamy trochę jak w efekcie kloców domina. Mamy niekończące się listy zadań do wykonania, i zawsze, ale to zawsze znajdzie się zadanie, które w rzeczywistości oddala nas od celu. Bo zawsze znajdzie się coś niezwykle „ważnego”, co zaburza całą resztę listy naszych priorytetów. Wiecie, jak to działa. Wystarczy, że w domino jeden klocek zamieni się w blokadę i już – utykamy w jednym miejscu.

Znajdź tę blokadę w swoim domino, to co zabiera ci najwięcej czasu, dezorganizuje, przesuwa.

Pierwsze – najtrudniejsze

Energia, którą dysponujemy jest ograniczona, podobnie siła woli. Dlatego trzeba mądrze dysponować tym, co mamy.

Według pewnego badania kora przedczołowa, część mózgu odpowiedzialna za kreatywność, jest najbardziej aktywna, gdy się budzimy.  Idąc tym tropem najtrudniejsze dla nas zadania powinniśmy zaplanować właśnie na początek dnia. To może wydawać się trudne, bo przyszło nam poranek w pracy zaczynać łagodnie, najlepiej od kawy. Jednak być może warto poeksperymentować ze sobą, zadania nad którymi ślęczymy godzinami głównie patrząc romantycznie w pustkę lub migający na ekranie kursor, załatwić rano – a potem, mieć więcej czasu i na kawę i na relaks.

Taki plan dni pozwoli lepiej wykorzystać te same możliwości. Są przecież zadania, które wcale nie wymagają aż takiego skupienia czy kreatywności.

Dobry wieczór to gwarancja poranku

I choć mówimy dziś o porankach, o wydajności i kreatywności o wschodzie słońca niemalże, to to jak spędzimy poprzedni wieczór, ma olbrzymie znaczenie. Dobry i solidny sen to podstawa, ale ten fundament warto podbudować malutkim wieczornym harmonogramem. Harmonogram – nie luźna lista niekończących się zadań, pozwoli zaoszczędzić czas i chaos, od samego rana.

Ekstremalnie, „po fińsku”

A co powiecie na hydroterapię? Czyli na przemienny zimny i gorący prysznic. Badania wykazują, że taka hydroterapia ma wiele korzyści dla naszego zdrowia, w tym zmniejszenie stresu, wsparcie dla układu odpornościowego, zwiększoną zdolność do spalania tłuszczu , a nawet jest pomocna w walce z depresją.

Wystarczy po zwykłym porannym prysznicu, zrobić kilka naprzemiennych sesji bardzo zimną i gorącą wodą. Efekt rześkości – gratis ;).

To co, spróbujecie?


Źródła: lifehackpublicationcoach.comncbi.nlm.nih.govsciencedirect.com


Zobacz także

L4 dla zdrowia psychicznego? Zobacz zaskakującą odpowiedź tego szefa na wiadomość pracownicy

Kochaj życie, kochaj siebie i doceń zanim zgubisz. 9 rzeczy, które dodają miłości blasku

5 przekonań, które wpędzają nas w nieudane związki

Wszystkim ojcom dziś życzę, by byli dumni z tego, że ich synowie są do nich podobni!