Lifestyle Uroda

Magiczny sposób na zmarszczki pod oczami. Akcja „Bądź piękna każdego dnia”. Dzień #26 [16.05.]

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
16 maja 2016
Magiczny sposób na zmarszczki pod oczami
Fot. Flickr / Milán Auman / CC BY-SA
 

Dziś pomysł na szybką, ekspresową maseczkę. Czuły kobiecy punkt: delikatna skóra pod oczami. Nie potrzebujesz fortuny, żeby była napięta  i gładka.

Regularnie stosuj maseczkę z marchwi i jajka. Marchewka to naturalne źródło retinolu – najlepszego składnika zapobiegającego zmarszczkom. W jajku są z kolei witaminy i proteiny, które ujędrniają skórę.

Jak ją zrobić?

Potrzebujesz: jednej marchewki drobnostartej, białka z jednego jajka, 1 łyżki żelu aloesowego (żel aloesowy kupisz w każdym sklepie zielarskim).

Białko, marchewkę i żel aloesowy ubij mikserem, potem nałóż maseczkę pod oczy i na powieki. To co ci zostanie – wsmaruj w twarz. Trzymaj około 20 minut. Potem delikatnie zmyj wacikiem kosmetycznym albo wilgotnym ręcznikiem.

Akcja „Bądź piękna każdego dnia”

Do 18 maja będziemy codziennie umieszczać dla was wpisy dotyczące urodowych wyzwań. Będziemy was namawiać do odrobiny szaleństwa, do zadbania o to, by wasza uroda była tej wiosny widoczna w wyjątkowy sposób.

Co trzeba zrobić? Pod codziennym wpisem dotyczącym naszej akcji zamieść komentarz, w którym napiszesz, co takiego dzisiaj zrobiłaś dla swojej urody. Najciekawsze z komentarzy zostaną nagrodzone.


A poniżej na zachętę przypominamy o wyjątkowych nagrodach ufundowanych przez BaByliss.

Depilator IPL

Depilator IPL BaByliss | Akcja "Bądź piękna każdego dnia"

Mat. prasowe

Prostownicę 

Mat. prasowe

Mat. prasowe

Lokówkę

Mat. prasowe

Mat. prasowe

Czas trwania: 20.04.2016 – 18.05.2016. Wyniki zostaną opublikowane do dnia 27.05.2016

Regulamin akcji dostępny jest tutaj.

Zobacz wszystkie wyzwania w naszej akcji


źródło interia.pl


Lifestyle Uroda

„Oskarżona o morderstwo matka nastolatka… Kochanie, niedługo tak o mnie napiszą!”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
16 maja 2016
Fot. Pixabay / RyanMcGuire / CC0 Public Domain
 

Rano trzasnąłeś drzwiami wychodząc i syknąłeś: „wkur… mnie”. Doceń spokój mój święty, bo nie poleciałam za tobą, nie nawrzeszczałam, nie darłam się jak opętana: „Ty dupku, cholero ty jedna, ty mój problemie dzisiaj największy”. A mogłabym, prawda?

Ależ skąd, ja jestem zen, matka święty spokój. Przy życiu trzyma mnie pamięć naszych dobrych chwil. Lubię przeglądać nasze stare zdjęcia. Wzruszać się fotografiami ze szpitala, z Twojej nauki chodzenia, upadania. Z zabaw, karmienia. Z przedszkola. Niedawno koleżanka mi powiedziała, że nienawidzi chodzić na przedszkolne akademie, a na szkolnych zasypia. Eh, nie wie co mówi. Szkolne akademie są cudowne, przedszkolne to tylko wzruszenie – najpiękniejsze momenty miłości macierzyńskiej. Gorzej już z zebraniami w liceum. Szczególnie, gdy twój nastolatek to pan kłopot, pan katastrofa.

„Czy on się zapowiadał?” pyta mnie przerażona przyjaciółka, matka dwóch słodkich bliźniaków lat pięć. Pyta zaraz po tym, jak widzi jakie w kuchni robisz tornado, jak walisz plecak gdzie popadnie i przewracasz oczami, gdy do Ciebie mówię.

Cóż, że ja mam jej powiedzieć. Że nie zapowiadałeś się? Że byłeś najsłodszym dzieckiem świata. Mówiłeś milion razy dziennie: „kocham”, wtulałeś się we mnie, uwielbiałeś się ze mną bawić i nie cierpiałeś wakacji beze mnie?

„Och, zapowiadał się” kłamię. Po cóż mam ją stresować, niech karmi się pięknym macierzyństwem. Nie będę jej mówić, że przyjdzie moment, że się nim udławi.

No cóż, teraz to nie jest najlepszy moment dla nas. Łudzę się przyszłością, bo to podobno mija, a Twój bunt jest nam potrzebny do tego, by w przyszłości mieć dobrą relację. Oczywiście, o ile dożyję, nie trafię w końcu do Tworek, na Sobieskiego czy gdzie tam bądź. Odizolują mnie od Ciebie. Będę tylko leżeć, gapić się w ścianę, brać kolorowe proszki i rozmawiać ze specjalistami. Już czuję, że tego potrzebuję.

Mam małą prośbę. Tak dla naszych w miarę stabilnych kontaktów, bo w końcu wciąż jestem w miarę tolerancyjna, w miarę miła. A uwierz, jestem już na granicy i choć wszyscy we wszystkim podziwiają moją cierpliwość, powoli budzą się we mnie mordercze instynkty. Nie chcesz zobaczyć mnie w prawdziwym szale to

Bądź łaskaw!!!

Mówić rano „dzień dobry”…

To taka prosta rzecz. Uwierz, psujesz nam humor, gdy widzimy cię od rana wściekłego, walisz naczyniami i mówisz, że wszystko gówno. To złe, tamto niedobre. Choć raz się powstrzymaj. Nie wiem czy widzisz, ale jesteśmy potem cholernie poddenerwowani, a też ni

Sprzątać po sobie łazienkę…

Nie wiem dlaczego łazienka po Tobie wygląda jak po powodzi. Okej, kąpiesz się brawurowo. Weź to posprzątaj po sobie, bo wciąż to powtarzam i czuje się już zmęczona. Jest taka ściereczka do umycia prysznica. Leży obok kaloryfera. Zawsze czyściutka, zauważyłeś?

I zamykaj klapę od toalety.

Dotrzymywać słowa…

Mojego słowa pilnujesz jak żandarm. „Miałaś być o 17″, „Miałaś mi to kupić dziś”, „Obiecałaś, że ugotujesz”. Serio?!!!!. A wiesz, ile Ty obiecujesz każdego dnia. Jeśli zapewniasz, że wrócisz o 22.00– to wracaj, a nie pisz SMS o 22.30: „Autobus się spóźnia”. Jeśli zapewniasz, że poprawisz matematykę i historię– to dotrzymuj słowa.

Miło by Ci było gdybym ściemniała: produktów na lasagne zabrakło, o rany, okradli mnie, nie mam gotówki, nie było tej bluzy, którą chciałeś, no nigdzie. Nie mogę Ci zamówić– no komp mi padł. No wiesz, nieszczęścia chodzą po ludziach. Taaak, wiesz to doskonale.

No i po prostu nie dotrzymałam słowa, bo- poczekaj jak to brzmi w Twoim wydaniu– nie miałam fazy.

Słabe, co?

Odzywać się z szacunkiem (w miarę), w ogóle coś mówić….

„Nooo…” „Coooo?” „Czegoooo?”, „Po coooo?”, „No dobrze, a jak ma być”– to Twoje ulubione zwroty. Zastanawiam się czasem, czy ty w ogóle umiesz mówić. Ale chyba umiesz, bo przecież słyszę jak szczebioczesz ze swoją dziewczyną. Znasz tyle związków frazeologicznych, tak barwnie opowiadasz. Jakaż szkoda, że my słyszymy tylko jakieś urywki, odzywki, syki.

A teraz odwróć sytuację? Chcesz, żebym mówiła do Ciebie tylko: „nooooo” i „po co?????!!!”

Żyć bardziej z nami…

Wystarczy obiad, jednodniowy wyjazd, bo przecież nie wymagam, żebyś jechał z nami na dwa tygodnie i wciąż się uśmiechał. Ale jak już jesz ten obiad to nie patrz się non stop w telefon. Nikt nie umrze przez 15 min. Też mam zadania to wykonania, a potrafię odłożyć telefon.

Zresztą zobacz jak się wściekasz, gdy rozmawiam z przyjaciółką, gdy czegoś chcesz….

Nie awanturować się o wszystko…

Jest mi bardzo przykro, że nienawidzisz fizyczki, wkurzają cię kumple, kłócisz się z kimś, nie podoba ci się świat. Rozumiem. Ale staraj się nie awanturować o wszystko. Nie muszę wiedzieć zawsze gdzie jest twoja bluza, dlaczego siostra wyjadła ci nutellę i nie muszę mieć kasy na każdą twoją przyjemność. Przykro mi, że pies, którego chciałeś sika i nie tylko ja muszę to sprzątać. Przykro mi, że w ogóle musisz mieć minimalne obowiązki.

Sorry, taki jest świat.

Dzięki temu, że ja jestem obowiązkowa i odpowiedzialna– masz co jeść, gdzie mieszkać, nie żyjesz w chlewie i nie masz matki alkoholiczki.

Weź to, do diabła, doceń!

Wciąż kochająca Matka

P.S I tak, oczywiście, doceniam, że oglądamy wspólnie filmy, gdy masz dobry humor. Tylko, kurczę, jestem dorosła. Nie chcę wciąż znosić fochów innych i czekać na czyjś dobry humor – muszę znosić to już w pracy. Czemuż  w domu muszę??


Lifestyle Uroda

Dekalog człowieka radosnego. 10 rzeczy, których naprawdę nie musisz

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
16 maja 2016
Fot. iStock / Dekalog człowieka radosnego

Jedna z moich koleżanek kilka lat temu poważnie zachorowała.  Z przepracowania, stresu, napięcia, niepokoju. Dziś jest innym człowiekiem. Kiedyś była kobietą tornado, huraganem, dziś żyje, mówi, działa wolniej. Wczoraj powiedziała mi: „człowiekowi wydaje się, że tyle musi, a potem gdy dzieje się coś poważnego, choruje, rozumie, że to była tylko iluzja. Napięcie, które sam sobie zrobił”.

I tak z całą pewnością są rzeczy, których nie musisz:

1. Osiągnąć sukcesu

To jest największy żart współczesnych czasów. Że wszystkim nam się wmawia, że sukces to jest największa wartość, że wszyscy możemy to mieć. Mega pracę, pieniądze, prestiż. A tymczasem niektórzy a.) nie mają cech charakteru, które sprawiają, że łatwo im osiągać wysokie cele, b.) w głębi duszy tego nie chcą.

Boimy się być przeciętni jakby przeciętność to było najgorsze zło.  A może lepiej być przeciętnym szczęśliwym, a nie nie gnanym przez ambicje nieszczęśnikiem?

2. Nigdy nikogo nie zawieść

Zresztą jakbyśmy się nie starali, zawsze kogoś zawiedziemy, rozczarujemy. Więc może lepiej przestać nieustannie dbać o „bycie w porządku”.

3. Być zawsze świetna w pracy

Na tym polega ból perfekcjonisty– że po prostu musi być najlepszy. Albo chociaż bardzo dobry.  Każda uwaga to cios w serce, każdy brak awansu, minimalna krytyka. No sorry nie. Najlepsi popełniają błędy, najlepsi tracą pracę i najlepsi nie zawsze są doskonali.

Szkoda zdrowia na to, bo tę batalię i tak przegramy.

4.  Być miła dla tych, którzy cię zawiedli

To już naprawdę jest czasem czysty masochizm. Czasem może lepiej być „bez klasy”, ale prawdziwym. Do rozważenia:)

5.  Zawsze dobrze wyglądać

To już jest kuriozum, że nie można wyjść bez makijażu, żeby znajoma sąsiadka nie spytała: „jest pani chora?”. Każda zmiana w naszym wyglądzie (na niekorzyść) traktowana jest jako dowód, że zawalił nam się świat, mamy depresję, dopadły nas wszystkie życiowe kataklizmy.

Nie, to nie jest życiowy kataklizm. Nie chciało mi się. Wolałam zrobić coś innego. Mam taki czas.

Nie mówię, żeby chodzić w workach i ważyć 100 kg. Ale naprawdę obsesja pięknego wyglądu jest nieznośna. I bardzo bardzo dla wielu z nas męcząca.

6. Nieustannie działać

Rozumiem, że niektórzy to lubią, tak odpoczywają– wtedy ok. Ale są tacy, którzy odpoczywają z książką na kanapie, albo leżąc na polanie i gapiąc się w jezioro.

7. Za wszystko przepraszać

Przepraszam, że zbiłam szklankę, że kubek, nie uśmiechnęłam się ładnie, zupa jest za słona, ciasto nieudane, wylałam wodę w gościach, że jestem złą partnerką, nieodpowiednią matką, że się spóźniłam, źle łóżko pościeliłam, do mamy nie zadzwoniłam o 15.00 tylko pięć po, zajechałam panu drogę, zatrąbiłam niepotrzebnie, nie oddzwoniłam, nie zapamiętałam.

Witaj grzeczna dziewczynko. A teraz poproszę już idź sobie.

8. Zawsze rozumieć swoje błędy i wstydzić się za nie

Samoświadomość jest piękna, ale bardzo męcząca. Można do niej dążyć, ale czasem staje się naszym najgorszym wrogiem, zabiera sen, wpędza w poczucie winy.

Wszyscy robimy czasem coś złego, nieodpowiedzialnego i nieodpowiedniego. Zamiast nieustannie powtarzać: „To moja wina, tak mi wstyd”, lepiej powiedzieć sobie; „Pomimo tej sytuacji nadal jestem ok”, „Wciąż lubię siebie”, „Pomyślę, co mogę realnie zrobić, żeby naprawić tę sytuację”.

9. Mieć nieustannie dobry humor

To jest kolejny żart współczesnego świata. Musisz się uśmiechać, emanować dobrą energią, czary mary szczęście już. Nieważne, że straciłaś pracę, pies ci choruje, problemy w związku. Emanuj dobrą energią, bo jesteś energetycznym wampirem.

Uff..A gdzie smutek? A gdzie złość? Lęk? Trzy najważniejsze emocje dzięki którym, za jakiś czas, możesz poczuć się szczęśliwa?

10. Nie bać się

Nie bój się, do odważnych świat należy”, „Rób to, czego się boisz” mawiają niektórzy. A pytanie można by odwrócić: „Po kiego mam robić to, czego się boję?”. Albo: „A dlaczego nie należy do ludzi zachowawczych?”.  Czy to jakaś kolejna definicja osiągania celów i zdobywania sukcesu?

Bójmy się CZASEM, strach nas ostrzega przed niewłaściwymi dla nas ludźmi, niefajną pracą, działaniem, które nie przyniesie  korzyści. Nie zawsze, ale często. Poza tym jedni są odważni, drudzy mniej. I co z tego? Nic z tego.


Zobacz także

„Później, mam teraz panią z gwałtem”. Szokujące przesłuchanie kobiety, która została zgwałcona

Hydrorelaks w solance? Dlaczego warto korzystać z wód termalnych [infografika]

Nowe, niebezpieczne wyzwanie Tide Pod Challenge! Zobacz, w co może się „bawić” twoje dziecko