Związek

17 rzeczy, na które zasługujesz w związku

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
6 sierpnia 2016
Fot. Kaboompics/CCO
 

„Czy to już wszystko?” – pytasz, bo zastanawiasz się, czy więcej nie możesz dostać, czy związek, w którym jesteś dał ci maksimum tego, co dać powinien?

Czy właśnie na to czekałaś, tego oczekiwałaś. A może te pytania to wynik braków, jakie odczuwasz w swoim związku  może dostajesz za mało, może tkwisz w relacji, w której nie czujesz się do końca spełniona?

Są rzeczy, na które każdy z nas ze strony partnera zasługuje, które czynią związek pełnym i satysfakcjonującym dla obu stron.

Czego powinnaś oczekiwać?

Partnera, który jest dla ciebie wyzwaniem

Bo to dla niego chcesz się zmieniać, chcesz się rozwijać, gdyż to on jest nieustającą inspiracją i motorem napędowym twoich działań, poszerzania horyzontów, realizacji planów i marzeń

I takiego, który kocha cię taką jaką jesteś

I nie ma zamiaru cię na siłę zmieniać, jest świadomy twoich słabości, które nie determinują jego uczuć do ciebie, wręcz przeciwnie – jest wdzięczny za to, że właśnie taka jesteś.

I który potrafi ci pokazać, na co zasługujesz

Bo gdy go zapytasz: „Kochanie, co chcesz mi dać” jest w stanie bez wahania odpowiedzieć i nie skończyć tylko na słowach.

Partnera, który szanuje różnice między wami

Dla niego nie są problemem twoje odmienne poglądy na pewne rzeczy. Owszem dyskutuje z tobą, stara się zrozumieć, zaakceptować, ale z drugiej strony kocha cię za twoje dziwactwa i rzeczy, którym jesteś wierna.

Kogoś, kto wspiera cię w twoich marzeniach i planach

Kto jest dla ciebie wsparciem, kto cię motywuje i wierzy, że komu, jak komu, ale tobie na pewno uda osiągnąć to, co sobie zaplanowałaś.

Partnera, który sprawia, że czujesz się bezpieczna emocjonalnie i fizycznie

Czyli takiego, który przytuli cię po ciężkim dniu, i pozwoli ci odpocząć na kanapie z dobrą herbatą czy kawą w ręce.

I kogo oczy zapalają się na twój widok

I w tych oczach widzisz pożądanie, namiętność i podziw.

Partnera, który rozumie czym jest kompromis

Który nie udowadnia ci tylko swoich racji, ale też wysłuchuje twoich, kto nie narzuca ci własnego zdania, ale bierze pod uwagę, co ty masz do powiedzenia.

Partnera, który jest uczciwy wobec ciebie i siebie

Taki związek wolny jest od podejrzeń, insynuacji i kłamstw, w którym twój partner i ty potraficie samym sobie i sobie nawzajem spojrzeć bez problemu w oczy.

Kogoś, kto potrafi śmiać się

Zwłaszcza w trudnych sytuacjach. Kto szuka pozytywów i nie zawsze bierze życia bardzo poważnie.

Z kim śmiejesz się z tych samych żartów

Bo macie podobne poczucie humoru i rozumiecie się bez słów w sytuacjach, które wywołują u was uśmiech. Ile razy razem płakaliście ze śmiechu?

Partnera, który kocha twoje ciało

Bez względu na to, jak wygląda – jakiej jest wielkości, jaki rozmiar nosisz, pod warunkiem, że ty też kochasz samą siebie pomimo wszystko. Twoje ciało jest dla ciebie.

Kogoś, kto potrafi dać ci rozkosz

Taką, że palce zaciskasz na prześcieradle łóżka, a wasz seks potrafi być naprawdę wyjątkowy.

I potrafi do seksu cię zachęcić

Bo wie, co tobie sprawia przyjemność. Nie namawia, nie zmusza, nie wymaga – sprawia, że seks dla was jest dobrą zabawą.

I ufa tobie

Dlatego wasz związek wolny jest od oskarżeń, podejrzeń i rozczarowań. Tak samo ty ufasz jemu.

Partnera, który nigdy celowo cię nie zawstydzi

Nie sprawi, że poczujesz się niekomfortowo, że będziesz zażenowana sytuacją nie bardzo wiedząc co zrobić. On szanuje twoje uczucia, jest ich świadomy i nie będzie dążył do tego, żebyś poczuła wstyd.

Partnera, który doskonale wie, jak niedoskonała jesteś

Każdy z nas ma wady i nieważne, jak bardzo byśmy się starali, nigdy nie będziemy idealnymi partnerami. I akceptujemy to, jesteśmy z tym pogodzeni dostrzegając też pracę drugiej osoby, którą wkłada w bycie lepszym i w to, by wasz związek był bliższy ideału.

Chciałoby się powiedzieć: „to tyle”. Czy mało? Czy zbyt dużo? Pewnie każdy sam powinien ocenić…


Związek

Kiedy seks w związku schodzi na dalszy plan. Czy jest szansa zadbać o jego nową jakość?

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
6 sierpnia 2016
Fot. iStock/oleg66
 

Seks to stała związku, która – zdarza się,  zamiast dostarczać nam przyjemności, bywa powodem frustracji i pretensji. Dlaczego? Bo mijamy się w oczekiwaniach, bo trudno nam zaakceptować wymagania partnera, bo jedna ze stron nie ma ochoty na seks, czego druga nie jest w stanie zrozumieć. Zaczynają się domysły, padają oskarżenia. „Jesteś moim mężem” – kobiety wywierają presję, „Nie chcesz, to pójdę, gdzie indziej” – szantażują mężczyźni.

Podobno to, jaki mamy seks jest odzwierciedleniem naszych relacji w związku. Skąd się biorą problemy, jak je przełamywać i kiedy zacząć się martwić brakiem seksu? Rozmawiamy z seksuolog Anną Golan.

Ewa Raczyńska: Kiedy w związku pojawia się problem z seksem, a raczej z jego brakiem, to kobieta najczęściej myśli: „nie jestem już dla niego atrakcyjna”, albo „a może on kogoś ma”. Słusznie?

Anna Golan: Myślę, że takie postrzeganie problemu jest przede wszystkim wynikiem kobiecej niekonsekwencji. My nie chcemy być postrzegane stereotypowo, nie chcemy pełnić jakiś bardzo tradycyjnych ról, natomiast nasze myślenie na temat mężczyzn nie jest wolne od stereotypów.

To znaczy?

Mówimy sobie, że mężczyzna cały czas powinien myśleć o seksie, powinien mieć większe libido, zawsze mieć ochotę. I jeśli nie chce się kochać, to dla nas oznacza, że mu się nie podobamy. Nie bierzemy pod uwagę, że on też ma swoje uczucia, że doświadcza stresu i może cenić w relacji różne inne rzeczy, nie tylko seks. Bo może się okazać , że partner potrzebuje porozmawiać, potrzebuje poczuć się doceniony, co ma wpływ na to, czy będzie miał ochotę się z nami kochać. Nie dziwmy się, że jej nie ma, jeśli jest ciągle krytykowany, przestawiany z miejsca na miejsce.

Kiedy zauważamy w naszym związku problemy seksualne, bardzo ważnym jest, by porozmawiać, ale delikatnie, empatycznie. Nie może być tak, że partner, który ma jakieś problemy, obniżone libido, spotyka się z oskarżeniami, z roszczeniami ze strony partnerki. Nie uwodzimy, ale domagamy się seksu. On słyszy: „Jesteśmy małżeństwem, seks mi się należy”, a jeśli nie chce się kochać,  to wybucha awantura. Nie jest to ani seksi, ani zachęcające.

Coraz częściej jednak słychać oburzone głosy kobiet: „Dlaczego to ja mam się starać, rozumieć, ubierać tę seksowną bieliznę, a co z nim?”.

Ja bym powiedziała, że obie strony muszą się starać utrzymywać wzajemną atrakcyjność i nie mam tu na myśli tylko atrakcyjności fizycznej. Bywa, że kobiety myślą: „wystarczy, że ubiorę seksowną bieliznę i już”. A przecież mężczyzna też oczekuje dotyku, jakieś gry miłosnej, przecież można wnieść do relacji więcej niż wyląd.

To staranie się bycie atrakcyjnym polega też na tym, że my się rozwijamy, zmieniamy także osobowościowo dla siebie, dajemy sobie wolny czas, możliwość zatęsknienia za sobą. To też jest bardzo ważne. Jednak rzeczywiście bywa tak w niektórych związkach, że jedna strona ma poczucie: ja się rozwijam, ja nad sobą pracuję, ja ćwiczę, staram się być atrakcyjna, a mój partner nie nadąża w tym wszystkim, daje z siebie dużo mniej. To może rodzić poczucie niesprawiedliwości. I jeśli druga strona się nie obudzi, nie zacznie się starać, może ta sytuacja skończyć się kryzysem lub rozpadem związku.

Oczywiście trzeba pamiętać, że staramy się na różne sposoby. Dla kogoś będzie to dbanie o dom, dla innego zapewnienie bezpieczeństwa finansowego, mniejszą będzie przywiązywać wagę do wyglądu zewnętrznego. Dlatego też warto doprecyzować, czego też od siebie nawzajem oczekujemy, jak chcemy, żeby partner okazywał nam uczucie, czy to, że mu się podobamy

A może zacząć od zdefiniowania sobie nawzajem, co dla niego znaczyć „być kobietą”, a dla niej „być mężczyzną”?

Tak, to dałoby nam taki klucz: co mogę zrobić, żeby sprawić przyjemność tej drugiej stronie. Bo jeśli nasz mężczyzna zachowuje się męsko, my odbieramy to jako komplement w stronę naszej kobiecości. Kiedy natomiast zachowuje się inaczej, niż oczekiwałybyśmy, w sposób dla nas niemęski, gdzieś to nas rozdrażnia, obraża, czujemy, że dotyka naszej kobiecości, podważa ją.

Tak samo działa to u mężczyzn. Oni często mówią terapeutom: ja przy mojej partnerce nie mogę się poczuć męsko, nie mogę o czymś zadecydować, nie mogę jej niczym zaimponować. Taka kobieta nie jest dla mnie atrakcyjna seksualnie.

To jakie przyczyny leżą u podstaw braku pożądania w związku. Słyszę: „daj spokój, jesteśmy w takim wieku, że nie ma co już liczyć na fajerwerki”. I choć jego i ją to frustruje, nic z tym nie robią.

Przyczyn może być wiele. Kiedy mówimy o związku z dłuższym stażem, to trzeba wziąć pod uwagę zarówno kobiety, jak i mężczyzn. Problem nie leży tylko po jednej stronie.

Pierwszą grupą przyczyn mogą być te związana ze stanem zdrowia i kobiety, i mężczyzny. Dlatego istotne jest to, czy nie mają oni problemów z hormonami, bo przecież już długotrwały stres może rozregulować układ hormonalny. Mogą to być także zaniedbania w innych obszarach. Na przykład kobieta przyjmuje nieodpowiednio dobraną antykoncepcję.

Poza tym u mężczyzny po 40-tym roku życia obniża się testosteron, ale też spotykamy się z przypadkami, kiedy to młodsi mężczyźni mają nieprawidłowy, niski poziom tego hormonu. Wymaga to odpowiedniego leczenia.

Oczywiście inne kłopoty zdrowotne także mogą mieć wpływ na problemy z seksem, jak choćby banalna niedokrwistość, która sprawia, że w ogóle mamy mniej energii, źle się czujemy, kiepsko sypiamy, więc oczywiście mamy też mniejsze libido, które jest wskaźnikiem naszego ogólnego stanu.

Mogą też pojawiać się kłopoty, które mężczyźnie utrudniają odbycie stosunku – nieosiąganie erekcji lub problemy z jej trzymaniem, co powoduje, że mężczyzna wycofuje się z seksu, a czego powodem mogą być kłopoty z nadciśnieniem, cukrzycą, problemy kardiologiczne.

Dlatego, kiedy pary zgłaszają się do mnie, najpierw skupiamy się na aspektach zdrowotnych.

Inną grupą przyczyn jest styl życia. Niestety Polacy się przepracowują, często zdarza się, że pacjenci, którzy do mnie trafiają, odżywiają się źle, nieregularnie, nie uprawiają sportu.

Oczywiście ten styl życia z czegoś wynika. Czasami z braku wiedzy, ale też z naszych predyspozycji. Dlatego wówczas pracujemy z pacjentami nad ich przekonaniami.

Jakimi?

Najczęściej są to przekonania, że wszystko musi być idealnie, albo się nie liczy. Taka osoba bardzo angażuje się w pracę i nawet, a czas wolny traktuje zadaniowo. Dla takiego człowieka nawet wyjście na siłownię, które miało być relaksem i formą odpoczynku, staje się obowiązkiem. Robi on tabelkę w exelu, stawia sobie wymagania, a jak coś się nie uda, jest niezadowolony z siebie.

Tak też często działają kobiety. Muszą być idealne w pracy i jak wracają do domu to widzą tylko listę zadań. Więc musi być wysprzątane, ugotowane, dzieci zadbane.

Jeżeli mamy w sobie przekonanie: na początek obowiązki, a czas na przyjemności przyjdzie później, to ten czas może nie nadejść, albo będę już tak zmęczona, że nie będę miała siły na seks, albo nie będę umiała czerpać z niego przyjemności.

Jest jeszcze jedna grupa przyczyn, które powodują w związku problemy z seksem – to relacja z partnerem, ale też z dziećmi. Współcześnie rodzice popełniają jeden błąd – dziecko, które się pojawia w ich życiu, staje się dla nich całym światem, przez co zapominają, że oni jako para również są ważni. Wszystko podporządkowane jest dzieciom. Czyli dzieci bez pukania wchodzą do naszej sypialni, śpią z nami nawet do czwartego, czy siódmego roku życia. Taka para traci w ten sposób swoje prywatne miejsce i okazję do intymności. Bo jeżeli cały dzień pracujemy, czas na seks mamy albo wcześnie rano, albo przed snem i jeśli dzieci zajmują naszą sypialnię, to nasze okazje do seksu stają się bardzo ograniczone.

Poza tym zapominamy, by spędzać czas tylko we dwoje, nie tylko rodzinnie. Często słyszę, jak para mówi, że nie pamięta, kiedy spędziła wspólnie, bez dzieci, weekend, czy nawet wieczór. A przecież zmiana zwyczajów, układu sił, rozkładu czasu może być bardzo ważna, by przywrócić intymność.

Oczywiście mówiąc o naszym życiu seksualnym musimy pamiętać, że kłopoty biorą się także z obopólnych żalów, konfliktów zamiecionych pod dywan, w wyniku których nie mamy już ochoty kochać się z partnerem.

Wszystko sprowadza się do tego, że ze sobą nie rozmawiamy?

Umiejętność rozmowy i rozwiązywania konfliktów na bieżąco jest bardzo ważna. I tu nie chodzi o rozmowy dla samych rozmów, ale o rozmowy w celu poszukiwania rozwiązania. Nie możemy rozpoczynać dyskusji uderzając w oskarżenia, przerzucanie się winą, odpowiedzialnością, tym, kto jest bardziej poszkodowany, kto się bardziej poświęca.

Natomiast, jeśli chodzi o seks, to powiedziałabym, że o seksie rozmawiamy za dużo, albo w bardzo nieumiejętny sposób. Partnerzy krytykują się, mówią o swoich oczekiwaniach w taki sposób, że u drugiej osoby powoduje to tremę, poczucie bycia egzaminowaną u kobiety, czy niemęskim u mężczyzny.

A jak przywrócić w związku namiętność, jak zadbać o obecność seksu, nie marginalizując go, nie udając, że nie jest dla nas ważny?

Zacznijmy od tego, że nie możemy cały czas funkcjonować owładnięci namiętnością i ciągłym myśleniem o partnerze. Utrudniałoby to nam codzienne funkcjonowanie. W długoletnim związku na  pierwszy plan wysuwa się zaufanie, intymność i ja bym nie postrzegała tego jako straty.

Zmieniamy się, rozwijamy i seks też może się zmienić, może być bardziej wysmakowany, jesteśmy bardziej świadomi swoich ciał, tego, co sprawia nam przyjemność. Więc myślę, że seks w takim dojrzałym związku to może być zupełnie nowa jakość. Z osób, które wiecznie za czymś gonią, stajemy się takimi koneserami, ale wtedy, kiedy cały czas jednak pamiętamy o tym, że my też jesteśmy parą, że my też jesteśmy kochankami.

Seks może na pewnych etapach, na jakiś czas zejść na dalszy plan, ale na pewno przerwy, które trwałyby wiele tygodni, miesięcy, są już przerwami niebezpiecznymi dla związku. Kiedy problemy seksualne trwają kilka lat, to bardzo trudno jest odbudować intymną sytuację, zwłaszcza, że partnerzy przestają siebie nawzajem postrzegać jako osoby seksualne tylko funkcjonują jak przyjaciele, pozamykali się na siebie.

I kiedy nie spotkaliśmy się intymnie od kilku tygodni, to myślę, że już powinna się zapalić nam czerwona lampka. Powinniśmy o tym porozmawiać, powiedzieć, że za tym tęsknimy, zaaranżować jakieś możliwości, by mogło dojść do intymności. I nie mam tu na myśli tylko stosunku, bo może lepiej postarać się o takie naturalne warunki dla intymności – żebyśmy wybrali się gdzieś we dwoje, zaczęli spać nago, częściej się całować. Powinniśmy odbudować takie naturalne sytuacje, w których mogłoby się pojawić pożądanie, czy okazja do seksu. Bo przecież nie możemy sobie powiedzieć: od miesiąca się nie kochaliśmy, to umówmy się na piątek na 21:00, bo może się okazać, że nie ma nastroju, bo go po prostu nie stworzyliśmy.

Nie jest może tak, że tylko nam się wydaje, że seksu w związku mamy zbyt mało, bo nie jest tak, jak kiedyś, że codziennie  w kuchni, w łazience, na stole?

Tak, możemy mieć jakieś wyobrażenie, bo też żyjemy pod pewną presją. Seks jest wszędzie, są publikacje o seksie, mamy poczucie, że wszystko jest takie dostępne, że mnóstwo rzeczy jest do wykorzystania, że powinniśmy być otwarci. To powoduje często takie przekonanie, że u nas jest gorzej – często zupełnie niepotrzebne.

Dostępność gadżetów seksualnych sprawia, że czujemy się zobowiązani je wykorzystać, bo inaczej nasz seks jest nudny?

Ja to widzę tak – seks to też jest jakieś spotkanie, można to porównać do formy komunikacji między ludźmi. Jeśli chcemy, by to spotkanie wywołało w nas silne emocje, żeby coś się działo, żeby iskrzyło, to tak też musi być w naszej relacji z partnerem. Jeżeli my jesteśmy sobą znudzeni, to nawet jak sobie kupimy 10 wibratorów i różne przebrania, to będzie to sztucznie. Musimy zacząć od siebie, żebyśmy my nawzajem byli dla siebie atrakcyjni, żebyśmy chcieli się spotkać intymnie i takie spotkania aranżowali niekoniecznie wieńcząc je seksem. On przyjdzie, jeśli tylko będziemy ze sobą blisko.


 

ANIA_GOLAN_30X20Anna Golan – psycholog, seksuolog kliniczny. Zajmuje się edukacją seksualną, terapią osób cierpiących z powodu problemów seksualnych, doświadczających kryzysu w relacjach partnerskich i rodzinnych, prowadzi terapię par i małżeństw. Prowadzi prywatny gabinet terapeutyczny www.psychoterapiawarszawa.com.pl

 

 

 


Związek

Hope Street Cards: okaż wsparcie tym, którzy naprawdę go potrzebują

Agnieszka Sierotnik
Agnieszka Sierotnik
6 sierpnia 2016
Screen z Facebooka/ Hope Street Cards

Pomimo tego, że choroby psychiczne zaczynają stawać się w naszym społeczeństwie codziennością, ciągle mamy problem z rozmawianiem o nich. Zazwyczaj jest to powód do wstydu i zamknięcia się przed światem, niż do otwartego dialogu, który może okazać się bardzo pomocny. Tak samo jak gest otuchy, na przykład kartka z życzeniami szybkiego powrotu do zdrowia.


Tylko w tym roku jeden na pięciu Australijczyków zapadnie na chorobę psychiczną – od depresji po dwubiegunowość, ale tylko jeden na czterech z chorujących dostanie kartkę z pozdrowieniami i słowami wsparcia. Badania wykazały, że pacjenci leczący się psychiatrycznie otrzymują tylko połowę pocztówek, które dostają pacjenci „zwykłych” oddziałów w szpitalach. Dlaczego mowa akurat o Australii? Bo właśnie z krainy kangurów i słodkich misiów koala pochodzą siostry, które postanowiły coś zmienić – Trudy i Sam.

 Kilka lat temu syn ich bliskiej przyjaciółki próbował popełnić samobójstwo. Nawet Sam, która z zawodu jest psychologiem, nie potrafiła znaleźć słów, by wyrazić swoje wsparcie. Jakiś czas później ich mama dowiedziała się, że ma raka. Wtedy wybór kartek był ogromny! Jakby tego było mało, Sam wymagała hospitalizacji z powodu nawrotu swojej choroby psychicznej. W prywatnym szpitalu psychiatrycznym nie potrafiła się nadziwić, jak mało osób ma przy swoich łóżkach kwiaty czy kartki. Była naprawdę przygnębiona brakiem wsparcia dla tych, którzy najbardziej tego potrzebowali.

To właśnie wtedy zrodził się pomysł na Hope Street Cards. Kartki, które mają wyrażać wsparcie, miłość i opiekę w ten najlepszy sposób – pełen empatii i nadziei. Hope Street Cards mają jeszcze jeden walor, uświadamiają bliskim, z czym tak naprawdę zmagają się ich chorzy. Sam i Trudy podzieliły się obowiązkami; kiedy pierwsza wymyśla teksty, druga pracuje nad ilustracjami i wyglądem. Aktualnie można znaleźć kartki, które są kierowane do osób chorujących na depresję, nerwicę i bipolarność.

Dzieła sióstr z Australii można nabyć online, a każdy dolar z zakupu będzie przeznaczony na Black Dog Institiude, organizację non-profit, która walczy z negatywnym stosunkiem do ludzi z zaburzeniami psychicznymi, a przy okazji prowadzi programy edukacyjne w tym temacie.


Zobacz także

Czym jest zdrada dla mężczyzn, a czym dla kobiet? Są kwestie, w których bardzo się różnimy

Kilka powodów, dla których faceci nie chcą uprawiać seksu, gdy pojawi się dziecko

Kilka powodów, dla których faceci nie chcą uprawiać seksu, gdy pojawi się dziecko

Ja chcę się rozstać, ty powtarzasz jedynie: „O co ci właściwie chodzi?”. Nie wierzę, że można nie wiedzieć, kiedy się krzywdzi