Lifestyle

Tej nocy spadnie wiele drobnych okruchów szczęścia. Błagam, nie proście tylko, żeby On wrócił

Małgorzata Mueldner
Małgorzata Mueldner
11 sierpnia 2016
Fot. iStock/Remains
 

By „sięgnąć gwiazd” czasem trzeba wdrapać się pod górę, niekiedy spaść z niej i porządnie stłuc sobie kolana i nie tylko – tak to już w życiu bywa, ale bez względu na wszytko nie warto rezygnować z marzeń, tylko dlatego, że są one dalej niż na wyciągnięcie ręki, choćby na sierpniowym niebie.

Co roku, zazwyczaj w sierpniu na niebie pojawia się najpopularniejszy rój meteorów nazywany Perseidami. Okruchy skalne z kosmosu kończą swoje życie spalając się po wejściu w atmosferę, a towarzyszy temu krótkotrwały błysk i nadzieja na spełnienie marzenia.

W wielu krajach świata, od Europy po Amerykę, uważa się dostrzeżenie „spadającej gwiazdy” za zapowiedź szczęścia, wystarczy jedynie natychmiast zamknąć oczy i pomyśleć życzenie. Niektórzy twierdzą, że owe marzenia należy zachować tylko dla siebie, podobnie jak, te, które wypowiadamy w myślach zdmuchując świeczki na urodzinowym torcie.

Japończycy natomiast uważają, że po zobaczeniu spadającej gwiazdy trzeba szybko odchylić poły kimona lub kurtki, by zabrać ze sobą powodzenie, które przynosi gwiazdka. Rzymianie interpretowali zjawisko jako zapowiedź narodzin dziecka, bądź innych doniosłych wydarzeń. Arabowie z kolei brali „spadające gwiazdy” za kamienie ciskane przez anioły, by odgonić złe duchy.

Jedno jest pewne bez względu na czas, region świata, krąg kulturowy, w którym przyszło nam żyć bacznie obserwujemy astronomiczny spektakl i przypisujemy mu magiczne właściwości.

Ale jak tu nie mówić o magii, kiedy leżymy sobie na spalonej słońcem trawie, wsłuchane w odgłosy południowej nocy – dźwięk cykad i pohukiwanie sówki, która zapewne mieszka gdzieś w okolicy. Pijemy białe domowe wino i wpatrujemy się w niebo układając w głowie listę życzeń, a raczej marzeń.

Domownicy poszli już spać, widać nie każdy jest zdesperowany, aby swoje losy zawierzyć gwieździe, która jest już,jakby nie było, martwa. My jednak gotowe jesteśmy na wszystko, odwiedziłyśmy już lokalną wróżkę, więc czemu by jeszcze nie skorzystać z dodatkowej możliwości ingerencji w przyszłość.

Wpatrujemy się w granatowe niebo, na którym oprócz samolotów widać jeszcze wyraźnie satelity, a roju meteorów póki co nie ma. Cierpliwość i humor, z jakim znosimy niewygody – wszystkie wbijające się w różne części ciała patyczki, kamyczki, nie wspominając o małych wyjątkowo ciętych komarach, zostaje jednak wynagrodzona.

Spadają! Jedna mignęła tak szybko, że nie zdążyłam nawet pomyśleć. Postanawiamy, więc  trwać w skupieniu, by nie przegapić kolejnej okazji. Na szczęście, szczęście wydaje się być zaklepane, bo niespodziewanie na niebie pojawił się naprawdę imponujący świecący ślad. Uff! Tym razem zdążyłyśmy. Ja i przyjaciółka patrzymy na siebie bez słów, bo dobrze wiemy, co każda z nas „wysłała”, i dlatego zapewne parskamy śmiechem, a może, żeby nieco usprawiedliwić swoją wiarę w przesądy.

Tej nocy spadło jeszcze wiele okruchów szczęścia, nie wszystkie wyłapałyśmy, ale z perspektywy roku muszę powiedzieć, że warto skakać, wspinać się po drabinie do nieba, by zrealizować choćby jedno ze swoich marzeń.

Moja drabina… co szczebelek, to oberwany, więc droga czasem się wydłuża niemiłosiernie wystawiając cierpliwość na próbę, a może ucząc tej cierpliwości, której chyba nie tylko mi brakuje. W każdym razie nie poddaję się i już czekam na noc z 11 na 12 sierpnia, kiedy na niebie ponownie pojawią się „spadające gwiazdy”.  Najbardziej widoczne będą około 2 w nocy polskiego czasu.

Każdy rok jest inny, inne będą okoliczności podziwiania roju Perseidów i marzenia będą nieco odmienne, skorygował je bowiem czas i dystans do wielu spraw.

W każdym razie plan jest prosty – najpierw jedziemy na rowerach do kina, a później wpatrujemy się w niebo. O ciepłej nocy raczej mowy nie będzie i trzeba zadbać o sweter, albo kocyk. I nastawić się tym razem na niewygody spowodowane nie kamyczkami, czy źdźbłami trawy wbijającymi się w plecy, a odgiętymi szyjami w pozycji siedzącej. Leżeć nie będziemy, bo biorąc pod uwagę rosę na trawie, to by przypomniało oglądanie nieba z perspektywy kałuży. Usiądziemy zatem na tarasie ze szklanką cydru, który dostałam w prezencie od byłego męża, a więc nadaje się najlepiej do toastu za powodzenie wszelkie i szczęście, którego on mi zawsze życzy i jeszcze za miłość, bo tego również mi życzy. Muszę koniecznie powiedzieć o tym „spadającej gwieździe”, wszak może spełni jego marzenia w tej kwestii.

W tym roku, więc skieruję wzrok ku wschodniej i południowo-wschodniej stronie nieba i z dala od miejskiej łuny będę cierpliwie wpatrywać się w piękno sierpniowego sklepienia. Marzeniem podzielę się na wszelki wypadek tylko z gwiazdką…ciekawe, co uzna za najważniejsze do spełnienia w tym roku.

A wam życzę, aby „spadające gwiazdy” odgoniły wszystkie złe duchy i były zapowiedzią prawdziwie pomyślnych dni! Oderwijcie na moment wzrok od przyziemności i skierujcie go ku sierpniowemu niebu. Bo przecież najważniejsze w życiu to mieć marzenia i czekać ich spełnienia!

Aha i błagam was – nie proście, żeby on wrócił. Ta gwiazda niech świeci już w innej galaktyce, a najlepiej niech przepadnie w …czarnej dziurze.


Lifestyle

Jak na rozstaniu można zarobić? Mistrz marketingu!

Agnieszka Sierotnik
Agnieszka Sierotnik
11 sierpnia 2016
Fot. iStock/choja
 

A gdyby tak w najgorszy dzień w roku, ktoś dał ci kosz pełen wina i słodyczy? Czy twój humor nie poprawiłby się ani trochę, a na twarzy nie zagościłby uśmiech? Okazuje się, że wśród gotowych zestawów na urodziny, jubileusze czy sukcesy edukacyjne, mogą pojawić się też takie na rozstania!

Najlepszy dzień w roku to ten zaraz po walentynkach, kiedy wszystkie słodkości z serduszkami są przecenione conajmniej o połowę. To zrozumiałe, w końcu trzeba się pozbyć zalegającego towaru. Można też zrobić większy interes. Kiedy opowiedziałam redakcyjnym dziewczynom o koszach na rozstanie stwierdziły, że trzeba o tym napisać, więc piszę!

Exclusive balloon gift box by Molala.

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika molalacompany 無啦啦 (@molalacompany)

W jednym z katowickich sklepów osiedlowych, wśród pięknych koszy pełnych dobrego alkoholu i najlepszych słodyczy, wzrok przyciągał wielki transparent: „Zły dzień? Rozstanie? Kosz pełen dobroci pomoże!”. Uśmiechnęłam się szeroko, choć wcale nie przechodziłam przez rozstanie czy inne dramatyczne momenty w życiu. Mój jedyny błąd polegał na nie zrobieniu zdjęcia…  

W koszu na rozstanie znajdowały się wszelkie rodzaje czekoladek, cukierki, wafelki, batoniki, no i oczywiście alkohol, wino i wódka. Brakowało tylko lodów czekoladowych i pizzy! Taki zestaw poprawi humor nawet w najgorszej sytuacji.

Okazuje się, że pomysł koszy na rozstanie jest bardzo popularny w Stanach Zjednoczonych. Trudno się dziwić, w końcu tam codziennością są imprezy z okazji rozwodów. W amerykańskiej wersji słodkiego pocieszenia znajdziemy jeszcze ulubione filmy, kosmetyki, a nawet… laleczki voodoo!

All my single ladies ?#GiveWhatever Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika @whateverbaskets

Następnym razem, gdy wasza przyjaciółka będzie przechodzić przez rozstanie, koniecznie skomponujcie jej własny kosz z prezentami!


Lifestyle

Jeden z najlepszych sposobów na walkę z depresją? Pakuj walizkę i wyruszaj w podróż

Agnieszka Sierotnik
Agnieszka Sierotnik
11 sierpnia 2016
fot. iStock/coloroftime

Depresja to ciągle temat tabu, choć dotyka co dziesiątego z naszych rodaków. To choroba, w której nic nie jest białe lub czarne, a uczucie przytłoczenia, smutku i ciągłego nieszczęścia niestety nie znika z dnia na dzień. Najważniejsze w leczeniu depresji jest jej zrozumienie, dzięki któremu otrzymasz odpowiednie wsparcie w czasie drogi do zdrowia. Stany depresyjne są prawdziwym koszmarem, ale na szczęście istnieją podróże!

Depresja? Pora pakować walizki!

Zdrowy dystans do problemów bardzo często wymaga zmiany otoczenia, chociaż na kilka dni. Może i żadne badania naukowe nie udowodniły dobrego wpływu podróżowania na zdrowie psychiczne, ale wystarczy przypomnieć sobie radość i świeżość umysłu, jaka pojawia się w czasie wyjazdów. Razem ze zwiększającą się odległością od domu, coraz bardziej zmienia się nasze spojrzenie na problemy, ludzi czy sytuacje, które doprowadziły do depresji. To właśnie ten moment leczenia, który jest przełomowy. Są jeszcze hormony, endorfiny i oksytocyna, które mają ogromny wpływ na pracę mózgu, a co za tym idzie na nasze humor i samopoczucie. Dzięki podróżom poziom endorfiny i oksytocyny zdecydowanie wzrasta, a ludzie, którzy dużo podróżują są po prostu szczęśliwsi.

Nowe otwarcie

Depresja może mieć wiele objawów, ale jednym z najczęstszych jest izolacja i alienacja. Zamykasz się na ludzi, którzy tak naprawdę mogą pomóc ci w chorobie. Nie ma w tym nic dziwnego. Chorzy uważają, że odcinając się, niwelują ból i rozczarowanie osób, z którymi wcześniej miały styczność, ale i swój. Kiedy wybierasz się na wycieczkę dalszą czy bliższą, musisz radzić sobie w nowych sytuacjach. Mózg zostaje zmuszony do myślenia w zupełnie inny sposób niż dotychczas, by poradzić sobie w nowym środowisku. Dodatkowo skierowanie uwagi na problemy do rozwiązania, takie jak znalezienie hotelu, lotu czy restauracji, w której można zjeść regionalne specjały, pozwala na zapomnieniu o przytłaczających sytuacjach. Zgoda, uciekanie od problemów przez kierowanie uwagi na zupełnie nowe, mniejsze, może nie jest najlepsze, ale z czasem przyzwyczajamy się do zadaniowego myślenia. A przy okazji możemy zawrzeć nowe przyjaźnie, kreując przy okazji pozytywne wspomnienia, które będą ostoją w gorsze chwile.

Co jest możliwe?

Niskie poczucie własnej wartości – oto najlepszy przyjaciel depresji. Nagle życie przestaje mieć sens, a ty nie potrafisz zrobić herbaty. A skoro nie potrafisz, bo jesteś tak beznadziejna, to po co w ogóle wstawać z łóżka? Podróżując uczymy się swoich możliwości na nowo. Poznajemy swój potencjał i odkrywamy siebie, jakkolwiek tandetnie to brzmi. Tylko doświadczając zupełnie nowych rzeczy możemy się dowiedzieć, co tak naprawdę jest możliwe. Z drugiej strony, poznajemy ludzi, którzy podejmowali tak samo trudne decyzje życiowe jak my. Nie przejmowali się zasadami panującymi w społeczeństwie, wybrali to, co dobre dla nich. I to właśnie o to swoje własne dobro chodzi. Kiedy podróżujesz, robisz dokładnie to co chcesz, jesz rzecz, na które po prostu masz ochotę, a przy okazji zaczynasz myśleć, że tylko od ciebie zależy twoje życie.

Duży obraz

Pierwsze uderzenie depresji jest jak uderzenie prosto w brzuch, cholernie bolesne i zabierające siłę na cokolwiek. Pozbawia nas także zdolności patrzenia na życie jak na wielki obraz, zbudowany z wielu planów, postaci i wydarzeń. Zaczynamy myśleć o wszystkim z dnia na dzień, wcale nie w ten dobry sposób. Nie łapiemy dnia, ale chcemy go zdusić w zarodku, zostając w domu, odcinając się i ciągle analizując najmniejsze porażki. Nie widzimy, że wszystko dzieje się po coś, a kropki w końcu się łączą. Kiedy wyrywamy się z codziennego środowiska, w którym dopadła nas depresja, zaczynamy zauważać więcej. Patrzymy na nowe miejsce jak na ogromny, nieznany obraz. I to właśnie wtedy pojawia się myśl, że w ten sam sposób trzeba spojrzeć na swoje życie.

Nowi ludzie, świeże spojrzenie

Kiedy depresja uwięzi cię w domu, a praca będzie ograniczała się do płaczu nad dokumentami, nie będziesz miała ochoty rozmawiać nawet z najbliższymi. W głowie pojawia się myśl, że jesteś dla nich udręką, że psujesz im życie, że jesteś czystym złem. Ciężko się z tym zmierzyć, także ludziom, którym na nas zależy. Kiedy poznajesz ludzi w czasie podróży, nie mają pojęcia kim jesteś, dopóki sama im o sobie nie opowiesz. Dzięki temu, jak oni patrzą na ciebie, możesz przypomnieć sobie o swojej wartości. W końcu jesteś wspaniałą osobą, która cierpi na okropną chorobę. Może podróże nie pozwolą się z nią samotnie uporać, ale dzięki dystansowi i świeżemu spojrzeniu, wrócisz do domu i bliskich z chęcią zmian i postanowieniem powrotu do zdrowia.


 

 

źródło:LifeHack.org


Zobacz także

11 zdrowych nawyków, które pozwalają radzić sobie z depresją

11 wskazówek, które pozwolą określić, czy jesteś osobą nadwrażliwą emocjonalnie

Do której godziny są czynne sklepy w Sylwestra

Markowe perfumy w Lidlu. Calvin Klein 100 ml za jedyne 99 zł!