Lifestyle

Tajemnice mogą szkodzić. Czasem lepiej jest zrzucić z siebie ich ciężar

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
31 sierpnia 2017
Fot. iStock/jacoblund
 

Tajemnice są zwyczajną częścią życia i nie ma człowieka, który nie miałby choć jednej pikantnej informacji do ukrycia. Nic dziwnego, bo przecież nie ze wszystkim mamy ochotę się dzielić z otoczeniem, a życie obfituje z zaskakujące zdarzenia. Lubimy wiedzieć to, o czymś inni nie wiedzą.

Gdy ktoś powierzy nam swoją tajemnicę, liczy na to, że będziemy w stanie jej dochować i nie rozniesiemy dalej. Sami niechętnie dzielimy się sekretami i wolimy je przyjmować, niż wyjawiać. Najczęściej ukrywamy rzeczy wstydliwe, takie, które mogą nas wprowadzić w tarapaty, kogoś skrzywdzić lub zostać użyte przeciwko nam samym.

Tajemnica do odkrycia

Nie zawsze jednak trzeba trzymać wszystko tylko dla siebie, bo może mieć to zgubny wpływ na samopoczucie psychiczne. Naukowcy z Uniwersytetu w Kolumbii przebadali 13000 osób, które udzieliły informacji na pytanie,  jak często w ostatnich latach zdarzyło im się myśleć na temat swoich tajemnic. Okazało się, że uczestnicy badania wracali do nich najczęściej wtedy, gdy czuli samotność i o wiele częściej o nich myśleli, niż rozmawiali. Ponad 70% badanych, którzy myśleli o skrywanych przez siebie tajemnicach, miała problem ze skoncentrowaniem się na prostych czynnościach i duże problemy z wykonywaniem zadań intelektualnych.

Wniosek jest prosty — tajemnice utrudniają funkcjonowanie, przy czym sama treść tajemnicy nie jest tak istotna, jak fakt, że nawet błahe sekrety zaburzają równowagę psychiczną, powodując stres. Przeciętnie każda osoba skrywa 13 tajemnic, w tym 5, którymi nigdy nie chcielibyśmy się podzielić.

Jeśli dręczą się sekrety, z którymi nie wiesz co zrobić i nie możesz spokojnie przejść nad nimi do porządku dziennego, podzieli się z przyjaciółką lub terapeutą. Będziesz miała nie tylko zapewnioną dyskrecję, ale poczujesz się o wiele lżej z tym, co musisz dźwigać.


 

źródło: dzielnicastylu.pl


Lifestyle

„Kobiety lubią gwałt, tylko na początku jest strasznie”. Jest mi wstyd za tych wszystkich, którzy nagle chcą stać się obrońcami kobiety, by ugrać swoje

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
31 sierpnia 2017
Fot. iStock/prudkov
 

„Kobiety lubią gwałt, tylko na początku jest strasznie” – powiedział jeden z włoskich prawników komentując tragiczną sytuację z Rimini, kiedy to nieznani sprawcy dokonali zbiorowego gwałtu na Polce.

Gwałt to nieznane dotąd w Europie zjawisko, które przyszło do nas wraz z uchodźcami – tak już twierdzi nasz, rodzimy wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki, który zresztą na Twitterze postuluje o karę śmierci dla gwałcicieli z Włoch, a nawet byłby skłonny dopuścić w ich wypadku tortury.

Ministrze Jaki, a co z gwałcicielami z Łodzi? Którzy przez 10 dni więzili kobietę, która ostatecznie zmarła w szpitalu? Co z posłem Piaseckim, który bił żonę, znęcał się nad nią? Co z 30-latkiem, który zgwałcił 12-latkę i nie poniósł za to żadnej kary? Co z policjantami, którzy przesłuchując kobietę zgłaszającą gwałt pytają, co miała na sobie, ile wypiła drinków i czy znała UWAGA rzekomego sprawcę?

Może Minister jest zdania, że kobiety lubią gwałt, mają tylko problem z odróżnieniem gwałtu od dobrego seksu, a sprawcy od prawdziwego mężczyzny, który wie, jak z kobietą postępować? Jak jest? Czy w Pana oczach gwałcicielami są tylko ci, którzy mają inny kolor skóry, pochodzą z innego kontynentu? Gwałt na żonie, córce, koleżance z pracy gwałtem nie ma prawa być, bo sprawcą nie był uchodźca? Przybysz z innej planety? Na miłość boską! W jakim kraju my żyjemy? Kiedy wygłasza się takie brednie? Kiedy w komentarzach pod artykułami o tragedii w Rimini czytam, że ona sama sobie byłą winna, bo wyszła na spacer z mężem wieczorem?

Tak samo winna jest ta, co późno wraca z pracy do domu? Głupia ta, co nie pilnuje swojego drinka i ktoś wykorzystuje ją dosypując tabletkę gwałtu? Serio?

Inny poseł – Jacek Sasin w TVP mówi, że gwałt w Rimini jest dowodem na to, jak bardzo Europa staje się niebezpieczna, jak należy ją chronić przed imigrantami. Jakby to właśnie oni robili krzywdę polskim kobietom. Mam ochotę napisać: „co to za bzdury!”. Jak można wykorzystywać ogromną tragedię kobiety do wygłaszania takich głupot.

Panowie (a też pewnie znajdą się i panie) fakty są takie, że w naszym kraju, w którym nie ma uchodźców, ponad trzy miliony kobiet rocznie doświadcza przemocy – seksualnej, fizycznej, psychicznej. Jesteśmy krajem, gdzie 30% obywateli uważa, że gwałt może być wytłumaczony i usprawiedliwiony okolicznościami! Oczywiście na korzyść sprawcy. Rozumiem, że to 30% dotyczy sytuacji, kiedy mąż gwałci żonę w ich wspólnej sypialni? Gdy kobieta jest sama sobie winna, bo założyła za krótką spódniczkę albo w jakiś tylko dla sprawcy znany sposób zachęciła go do gwałtu? Tak? 70% niezgody na gwałt dotyczy sytuacji, gdy sprawcą jest uchodźca? Ale ile w naszym kraju gwałtów na kobietach, na dziewczynkach dokonali nielegalni imigranci?

Halo – panowie posłowie stojący nagle w obronie kobiet – który z was odpowie mi na to pytanie? Który z was spojrzy w oczy kobiecie, która uciekła z domu ze swoimi dziećmi, bo tylko tak mogła ocalić swoje życie – uciekając przed mężem tyranem. Przypominam – to nie dotyczy jedynie patologii, to rodzina posła, rodzina znanego developera, świętującego sukcesy prawnika, poważanego w środowisku prezydenta miasta. Co im powiecie? Że to niemożliwe? Że konwencję antyprzemocową, nad którą dumacie, jak się jej pozbyć, zastąpicie waszymi pomysł dbania o bezpieczeństwo kobiet (które, powiedzmy sobie szczerze – najchętniej byście widzieli w kuchni przy garach)?

Ja dziękuję za takie bezpieczeństwo. Za bezpieczeństwo fundowane mi w kraju, gdzie 21% mężczyzn uważa, że nie ma czegoś takiego jak gwałt w małżeństwie! Co więcej tego samego zdania jest 16% kobiet!* Bezpieczeństwo w kraju, gdzie kobiety nie zgłaszają popełnienia przestępstwa, którym gwałt jest, bo się wstydzą, bo się boją oprawcy, bo nie chcą być stygmatyzowane, jako te, które same się o gwałt prosiły! Bo nie wierzą, że ktoś im uwierzy?

Dziękuję za bezpieczeństwo w kraju, w którym wiceminister sprawiedliwości publicznie wygłasza swoje teorie na temat kary śmierci i torturowania!

Ja was nawet nie proszę, żebyście się opamiętali, bo tego szaleju dodawanego do waszej codzienności nie da się zatrzymać. Ja tylko proszę was wszystkich, abyście nie dali się zmanipulować, abyście nie rozsiewali tych nasion nienawiści, abyście głośno mówili o tym, jaka krzywda dzieje się kobietom, której doświadczają od legalnych obywateli naszego kraju! Abyście nie zapominali, że to ten rząd cofnął dotację dla Centrum Praw Kobiet, chce odstąpić od konwencji antyprzemocowej i próbuje nieustannie ograniczać kobietom prawo wyboru, samostanowienia o sobie i swoim ciele. Wyboru, a nie nakazu! To też ważne, aby każdy zrozumiał.

Znam kobiety, które doświadczyły przemocy także tej seksualnej, znam córki, których matki były gwałcone przez ich ojców. Znam córki gwałcone przez ojców. Polka, o której pisze dzisiaj cała Europa jest w naszym kraju gwałcona po raz drugi, bo wykorzystuje się ją do manipulacji, do politycznego wycierania sobie jej tragedią gęby. Bardzo dobrze, że polskie służby zaangażowały się w zatrzymanie sprawców tego brutalnego gwałtu. Tylko kiedy zaangażują się w pomoc kobietom tu na miejscu? Kobietom, które każdego dnia przemocy doświadczają? Przecież to właśnie im odbiera się krok po kroku poczucie bezpieczeństwa.

Czy teraz zjawiając się na policji mamy mówić: „być może był to imigrant”, by wszystkich postawić na nogi? Obrzydliwe. Jest mi wstyd, jest mi wstyd za tych wszystkich, którzy nagle chcą stać się obrońcami kobiety tylko po to, by wyciągnąć z jej tragedii polityczne korzyści.


*dane za MPiPS 

 


Lifestyle

6 nieoczywistych oznak lęku przed bliskością, które utrudniają nawiązanie głębokiej relacji

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
31 sierpnia 2017
Fot. iStock/KristinaJovanovic

Gotowość do bycia z kimś i tworzenia związku jest oznaką emocjonalnej dojrzałości. Zaangażowanie w partnerski układ może wynikać z różnych powodów i niesie ze sobą czasem sprzeczne emocje. Poza radością, oczekiwaniem i nadzieją, może do tego dochodzić lęk przed otwarciem i zaangażowaniem.

Odczuwając obawę przed odrzuceniem można jednocześnie zachowywać się irracjonalnie czy niesprawiedliwe, krzywdząc w ten sposób partnera i samą siebie. Osoby w związku mogą czuć, że są nieszczęśliwe, ponieważ czują się osaczone lub mało ważne dla oddalającego się partnera. Osoby bez pary mogą czuć się samotne, uważając, że nikt ich nie potrzebuje, nie rozumie i nie są wystarczająco atrakcyjne.

Lęk przed bliskością może się objawiać na wiele sposobów

Emocjonalna, a niekiedy i fizyczna ucieczka, oddalanie się od drugiej osoby, negatywnie wpływa na jakość związku. Jeśli zastanawiasz się, czy u ciebie nie pojawił się taki problem, sprawdź, jakie sygnały mogą świadczyć o rozwijającym się strachu przed prawdziwą bliskością.

1. Nie masz na nic czasu

Jesteś cały czas w ruchu, robisz kilka rzeczy naraz. Możesz śmiało określić się mianem człowieka orkiestry, dla którego żadne wyzwania nie są straszne. Każda minuta twojego życia jest wypełniona po brzegi obowiązkami, nie masz czasu na bycie sama ze sobą oraz z bliskimi. Twój związek czy też relacja z drugą osobą na tym cierpi, nawet jeśli tobie wydaje się, że masz nad wszystkim kontrolę. Wypełnienie grafiku od pierwszej do ostatniej minuty może wynikać z tego, że uciekasz od swoich słabości, lęków, mając realną wymówkę od prawdziwego i głębokiego zaangażowania.

2. Przedstawiasz wiele twarzy

Odczuwasz potrzebę lub przymus zakładania różnych masek i wchodzenia odmienne role, w zależności od tego, kto tobie towarzyszy. Nie chcesz lub nie potrafisz być sobą, bo za bardzo przejmujesz się tym co powiedzą i pomyślę o tobie inni. Taka postawa, odgrywanie z góry założonych ról nie pomoże budować bliskości, a daje jedynie pozorne wrażenie kontroli sytuacji.

3. Jesteś twardzielką, która nie chce pomocy

Podchodzisz optymistycznie do życia i uważasz, że nie potrzebujesz pomocy, bo ze wszystkim dajesz sobie radę. Jesteś taka Zosia Samosia, która udaje, że nie potrzebuje ani dobrego słowa, wsparcia, ani podania ręki nawet w trudnym czasie. Taka niedostępność powoduje, że inni dostrzegają w tobie kobietę, do której nie należy się zbliżać, bo w swojej niezależności nie potrzebuje towarzystwa.

4. Jesteś chodzącym ideałem

I tym samym odstraszacz od siebie innych ludzi, którzy chcą pozwolić sobie na normalność, zwyczajne życie, a nie stałe wyścigi i próbę dorównania twojemu perfekcjonizmowi. Bycie panią doskonałą kosztuje ogrom czasu i energii, niekiedy nie wystarcza ci ich na nic innego, niż tylko na dopieszczanie własnych spraw. To nie ułatwia budowania relacji z kimś, komu się do pięt nie dorasta.

5. Wybierasz ludzi, z którymi nie możesz się związać

Czy to z powodu odległości, czy faktu, że ta osoba ma już swoje życie, rodzinę, partnerkę. Wybieranie kandydatów na partnerów, z którymi nie można się związać z przyczyn formalnych, najpewniej wynika z ogromnego lęku popychającego do nienawiązania relacji i budowania bliskiej więzi. Niestety w ten sposób zawsze będziesz samotna.

6. Sabotujesz istniejące relacje

Czyli robisz wszystko, aby nawet wbrew dobrym chęciom partnera związek poniósł klęskę. Możesz wykazywać zachowania bierno-agresywne, czyli na przykład dążyć do stałego prowokowania kłótni, czepiać się rzeczy nieistotnych, które w żadnym innym przypadku nie miałyby znaczenia, koncentrować się na szczegółach, czego nie może znieść druga strona będąca w związku.

Skutkiem powielania powyższych zachowań jest bolesna samotność. Trudno być szczęśliwym, gdy nie można znaleźć porozumienia i nawiązać prawdziwej więzi z drugą osobą. W efekcie mogą pojawiać się frustracje, pogłębione lęki, ale na szczęście można zdecydować się na terapię, która pozwoli zmienić nastawienie, wyjaśnić mechanizmy, które powodują takie, a nie inne destrukcyjne zachowania. Terapia oraz chęci pacjenta do dokonania zmian, dają duże szanse na poprawę jakości życia i nawiązanie satysfakcjonującej i głębokiej relacji.


 

źródło: zmianywzyciu.plwww.psychologiczny.com.pl


Zobacz także

Rozwiązanie konkursu „Piękno jest kobietą”

Rozwiązanie akcji #MiesiącKobiet

O, nie! Tego nie wyrzucę, czyli dlaczego tak trudno nam pozbyć się niepotrzebnych rzeczy