Lifestyle Psychologia

Świat oszalał. Nie dajcie się wciągnąć w ten młyn!

Michalina Grzesiak
Michalina Grzesiak
27 sierpnia 2016
Fot. iStock/Fly_dragonfly
 

Włączając telewizor nie wie już człowiek sam, czy oglądając poranny serwis informacyjny nie jest przypadkiem nowym uczestnikiem Truman Show. Czy może dom cały obwieszony kamerami podgląda właśnie reakcje jego na absurdy, płynące zewsząd, jak mydlane bańki i obijające się o twarz raz po raz. Rzeczy, które nauczyły nas matki i ojcowie, ich wychowanie i codziennie, starannie wlewane w młode głowy prawdy o świecie, wpadają w jakiś niewyobrażalny mikser,  pozostawiając w głowach sieczkę. Dokąd zmierzasz świecie, czyś ty przypadkiem nie oszalał?

Kobiety

Wpadły w niebezpieczną pułapkę perfekcji. Nie maja innego wyjścia niż wyglądać idealnie, bo jedyne wzory z jakich czerpią, to telewizja, reklama i kolorowe gazety. Wszystkie kampanie wrzeszczą, krzyczą, szczują: Masz być jak ja! Masz chcieć jak ja! Karmić czym ja! Pachnieć jak ja! Ubierać się w co ja! Myśleć jak ja! Masz przestawić mózg na mniemanie mas, jak robotów. Masz nie mieć swojego zdania. Masz się stawać zaprogramowanym trybikiem w całej machinerii nowoczesnego postrzegania kobiety, matki. Zamknąć się i płynąć z nurtem w bardzo bezpiecznym pontonie. Masz zamknąć pysk. Zrozumiałaś? Nie polemizować, że chciałabyś inaczej, że to może nie dla ciebie taka presja. Dochodzi do tego, że dziewczyny stają przed lustrem umęczone, brzuch po porodach, po cesarskich cięciach i innych przygodach losu, przymykając powieki ze łzami w oczach łapią się w pasie, próbując przemilczeć przed sobą stan rzeczy. 

Do łóżka chodzą tylko w długich koszulach, przed mężami rozbierają się po ciemku, bo same już chyba nie wierzą, że ciało może wyglądać inaczej. Że tak, ciało kobiety może wisieć. Że ciało matki wystaje zza kusych majtek. Że piersi są nierówne. Jedna tryska mlekiem na cztery strony świata, a druga wyschła już jak stare jabłko. Że rozstępy nie oszczędzają ud. Że przerwa między nogami kiedyś tu była, przysiąc by mogła! Ale już jej nie ma. Nie dają sobie czasu na powrót do formy w duchu zdrowego rozsądku, nie skupiają się na budowaniu porządnych relacji z dziećmi, tylko nie marnując czasu zaczynają wstydzić się samych siebie i zapędzają zdrowie psychiczne na szafot.

Otwierają później gazety dla „nowoczesnych” pań, a tam sesja odważnych czterech, co zdecydowały się pokazać sylwetki po dwójce dzieci, trójce, i zaczynają śmiać się histerycznie pod nosem, bo przed oczami stają normalne, piękne, zdrowe kobiety i ich dzieci, z wymalowanym na twarzy szczęściem, które redakcja nazywa „odważnymi”. Jakim prawem? Bo nie wpadły w sidła wygórowanych oczekiwań społecznych? Bo noszą spodnie w rozmiarze 42? „Normalne” droga redakcjo, to jest sesja „normalnych” czterech matek.

Nagość

Z każdej dziury wylewa się golizna. Jest wszędzie, oblepia jak rzep, jak żywica na palcach. Nie wstydzimy się wyjść wieczorem na miasto w kiecce ledwo zakrywającej gniazdo, nikt nie obejrzy się z pogardą na dziewczynę z bufetem na wierzchu i dupą świecącą jak słońce w zenicie, nie mamy problemu, żeby pogapić się na wystawione porno gazety na witrynach polskich sklepów i opowiedzieć koleżankom przy drinku, jak wczoraj wieczorem robiłyśmy facetowi loda, ale na samą myśl i widok siorbiącego przy cycku niemowlaka mamy odruchy wymiotne. Obrzucamy się inwektywami, ciśniemy w siebie strasznym szambem. Hipokryzja. Zapomniał świat, pogubiła się ludzkość, kiedy na skrzyżowaniu zamiast przeciąć prosto cały czas skręca w jedną stronę zataczając błędne koło. A przypomnieć aż się prosi, ze funkcja piersi pierwotnie taki cel właśnie ma – żeby karmić i podtrzymywać zdrowe życie. Nie tarmosić, lizać, powiększać, podwieszać, macać. Nie po to by się do ich widoku dotykać przed monitorem uświnionego komputera. To wszystko zastosowanie wtórne. Niewiarygodne, co?

Wychowanie

Świat jest chory psychicznie. Świat nie potrafi już podjąć własnej decyzji, ale posiłkuje się wymyślanymi i coraz bardziej popularnymi ideologiami o wychowaniu dzieci. Zapisuje sobie świat te głębokie wynurzenia w poradnikach, zbiorach, dekalogach i listach, odhaczając codziennie ptaszkiem wersy, trzymając się ściśle planu ułożonego odgórnie. Czy podałam dzisiaj dziecku dwa banany, a może tylko jeden, sama już nie pamiętam. Czy przeczytałam minimum trzy bajki, czy wyczyściłam z diety spożywanie glutenu do zera, czy przypadkiem nie skarciłam za mocno, czy nie narzuciłam, czy nie powiedziałam „NIE”, czy nie nakrzyczałam, czy odpowiednio mocno przytulałam,  czy te buty nie zniszczą nóżek, czy mają wkładki, a materac ten, czy on oddycha, ile punktów dostał w rankingu, ile w skali, czy fotelik taki, to cztery gwiazdki ma, a może dziesięć, słodzona herbata na noc – dobry Boże, czy ja przypadkiem nie czyham na rychłą zagładę własnego młodego pokolenia?

Poważnie potrzebujemy zapisu, żeby wiedzieć, że przytulanie i brak przemocy fizycznej to dobra droga do spokojnej dorosłości naszych dzieci? I-N-S-T-Y-N-K-T. Instynkt schował się do piwnicy i zakrył grubą warstwą cegieł. I tak sobie w tej piwnicy leży i cicho piszczy „ratunku, tu jestem!”. Może go jeszcze kiedyś któraś odnajdzie. Gubią się matki w nowej rzeczywistości, bo zamiast iść za głosem serca i przeżywać własne dzieci w zgodzie ze sobą i w nieopisanych pokładach miłości, to wchodzą, czytają i po raz kolejny po prostu się programują. Jak roboty kuchenne. Strasznie się uzależniają. Od informacji nabytych przez kogoś, od ideologii, które są w trendzie, od ludzi potrafiących mówić głośno i wyraźnie, z talentem przywódczym, pociągającym tłumy. Obyśmy nigdy nie doczekały czasów globalnego odcięcia zasięgu sieci, bo wymrzemy marnie. Jak bez wody i źródła białka. Czyż nie?

Relacje rodzicielskie

Absurd tak dokładnie zbudowany na fundamencie historii o zboczeńcach i złych domach, w których faktycznie źle się działo, co jest niepodważalne. Nie wiedzieć czemu natomiast my naród, mamy nieodpartą potrzebę przerysowywania. Potrzebę domalowywania po parze rąk i nóg do potworów bez głowy z zastępami macek. Nie potrafimy znaleźć złotego środka. Albo jestem dobry, albo zły, albo jestem mistrzem w czymś, albo totalnym lebiegą. Do czego doszło, że chodząc bez stanika, po domu, przed oczami czteroletniej córki, zaczyna się człowiek drapać po głowie, czy nie wygląda to źle w świetle moralności i prawa. Gdzie popełniliśmy błąd, że na forach autorytetów pedagogicznych dowiadujemy się, że własnych dzieci nie można całować w usta, bo po pierwsze: usta zostawia się dla przyszłego partnera, a po drugie: krwiopijcze bakterie zeżrą te dzieci od środka. Jak ja się cieszę, że mnie to jednak mama całowała w usta i na pohybel – robi to do tej pory, a mam blisko trzydzieści lat.

Więc wyłączę telewizję na dziś, wygaszę internet, zamknę prasę, bo w zgodzie chcę trwać z własnymi poglądami i pokryć włosy platyną w pełnym zdrowiu psychicznym. Kobietom też radzę, nawołuję i ładnie proszę – nie dajcie się wciągnąć w ten młyn. Jesteście piękne, mądre i pełnowartościowe. Zacznijcie przesiewać informacje na sicie z drobnym oczkiem, im szybciej tym lepiej, bo zmarnujecie najpiękniejsze lata, a przypominam, życie mamy tylko jedno! Powodzenia. Jesteście super!


Lifestyle Psychologia

Sięgając po marzenia, człowiek siłą rzeczy udaje się w podróż. Czasem wędruje latami, czasem wędrować nie przestaje

Agata Sliwowski
Agata Sliwowski
27 sierpnia 2016
Fot. iStock / fcscafeine
 

Jakoś tak się porobiło, że pomiędzy marzeniami i życiem jest przepaść. Ogromna i przerażająca przestrzeń, która skutecznie powstrzymuje nas przed tym, by najzwyczajniej w świecie sięgnąć po marzenia. Bo życie tak nas nauczyło, a i rozum też tu się chętnie wypowiada, że sięganie po marzenia wcale nie jest takie najzwyczajniejsze na świecie. Jest za to straszne, niepewne, nieokreślone i co najgorsze, nie wiadomo czym się potencjalnie skończyć może.

No bo właśnie! Co takiego stać się może, jaki scenariusz nam grozi, gdy wbrew rozumowi i społecznej świadomości zbiorowej, jednak weźmiemy dobry rozbieg i jednym susem wylądujemy na drugim brzegu?

Żeby nie być gołosłowną, zrobiłam tak kiedyś. Siedziałam wówczas na brzegu A, na całkiem przyzwoitej sędziowskiej posadzie i zionęłam nieszczęściem jak smok ogniem. Wypłata jednak była, może jeszcze nie europejska, ale obiektywnie prawie przyzwoita, rutynę też miałam, życie miało jakiś rytm. Wszystko znane, obwąchane, człowiek we śnie mógł takim życiem zarządzać, bo na autopilocie sunął jak statek przez jakieś niewzburzone morze. Gdyby nie dusza pewnie już dzisiaj byłabym wypasionym, przemądrzałym sędzią, wyrokującym w sądzie, w domu, w sklepie i na ulicy… zgodnie z zawodowym skrzywieniem.

Rzecz w tym, że po drugiej stronie, na brzegu B, na łące rozległej i soczystą trawką porosłej, jak słodkie baranki marzenia się pasły. Niczego tam więcej nie było, tylko te łąki rozległe i te barany rozanielone. No i wielka niewiadoma. A jednak skusiłamnie jakoś. Wiec wzięłam rozpęd i śmignęłam na drugi brzeg. Stare życie tylko westchnęło, uznając mnie za szalony, zwyczajnie stracony przypadek. Nic więcej się jednak nie zadziało, kataklizm nie nastąpił.

Ja tymczasem wylądowałam w Ameryce. Jeśli więc sięganie po marzenia oznacza nieznane, niezbadane tereny, to nawet nie metaforycznie, ale jak najbardziej dosłownie, na takim terenie wylądowałam. Bach! Jestem. Świat dookoła inny. Ludzie w innym języku mówią, wieżowce na Manhattanie jak drzewa w lesie, szumią nieznaną mi melodię. Ale kusi mnie ona wiec idę za ciosem. Idę tam gdzie słyszę muzykę, jakiś kierunek obrać przecież muszę. Mijają dni, tygodnie, miesiące i lata. Jestem u siebie. Życie znów ma rytm. A ja, nie tylko przetrwałam, ale nawet nie zadrasnęłam się przy upadku! Zachęcona tym nieoczekiwanym sukcesem zaczynam więc jakby trochę więcej skakać. Z brzegu na brzeg. Za tymi barankami, no wiecie… Bo tylko pierwszy skok jest w gruncie rzeczy trudny. Później człowiek już nie ma oporów. Barana sobie upatrzy i myk, jednym szusem już jest przy nim. Podekscytowany jak dzieciak, gotowy na te najpiękniejsze z chwil.

Bo to, że takie to są chwile, to pewnie każdy śmiałek zaświadczy. Coś się bowiem dzieje, coś magicznego prawie, gdy człowiek tak zrzuca te kajdany i pada w objęcia przygody nie bacząc na konsekwencje, których notabene, przewidzieć raczej nie może. Zresztą, nawet nie musi, bo porwany przez wir zdarzeń dostaje od losu tylko to co najlepsze. Otwierają się przed nim jedne drzwi, drugie drzwi, drzwi dziesiąte. Pomysły doskonałe z rękawów się wysypują, właściwi ludzie wychodzą zza zakrętu, siadają obok w autobusie, podają nam rękę na osiedlowym party. No nie przesadzę, jak powtórzę oklepane to zdanie, że cały wszechświat tak kombinuje, by ten człowiek odważny, akrobata od marzeń, nie poczuł się rozczarowany.

Jasne. Nie przeczę… Jest mały hak. Lecz gdzie go nie ma kochani? Ten konkretnie, wymaga od nas wzięcia za życie odpowiedzialności. Niby brzmi niegroźnie ów hak, tak na papierze nazwany, ale w życiu wszystko przecież jest zawsze inaczej. No i najtrudniej chyba na świecie jest za to życie głową odpowiadać. Tymczasem trzeba, bo bez tego, nie ma zmiłuj się. Za zdradę lub uniki w tym temacie, nawet i największy marzyciel do systemu jak skazaniec powrócić będzie musiał.

Tymczasem, sięgając po marzenia, człowiek siłą rzeczy w podróż się udaje. Czasem wędruje latami, czasem wędrować nie przestaje. Może to jest właśnie owa konsekwencja? A może po prostu nagroda? Ktoś, kto spogląda na świat z tego stacjonarnego brzegu, ktoś kto nigdy nie założył skrzydeł, pewnie myśli o naszym śmiałku, że pogubiony z niego człowiek, taki bez stałości w życiu, bez żadnego oparcia. Nie wie on jednak, że życie to przecież jest podróż, a nie zasiedzenie, jakie wygodne by ono nie było. Że życie to ruch, to rwący strumień, cztery pory roku, które nieustannie się zmieniają. Życie to noc i dzień, narodziny i śmierć. Ten zaś, kto raz w podróż podobną się udał, kto raz zasmakował podróży marzeń, nie chce już wracać do świata constans. Taki ktoś zna bowiem życia sekret, taki ktoś aż za dobrze wie, że wszystko płynie. Panta rhei….


Lifestyle Psychologia

My o niebie, oni o chlebie – o czym marzą w miłości kobiety, czego chcą mężczyźni

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
27 sierpnia 2016
Fot. Unsplash / Alex Hockett / CC0 Public Domain

Jedna z teorii głosi, że my – kobiety, jesteśmy z Wenus, a oni – mężczyźni, są z Marsa. No cóż, to by wiele tłumaczyło, ale chyba jednak lepiej jest myśleć, że wszyscy jesteśmy z tej samej planety i mówimy tym samym językiem. Co wcale nie znaczy, że mówimy tak samo i to samo. Bo choć w miłości każdy ma jakieś pragnienia, oczekiwania i dążenia, to w zależności od płci wyglądają one trochę inaczej.

O czym marzą kobiety?

Sporym uproszczeniem byłoby powiedzenie, że kobietom do szczęścia wystarczy przystojny książę na białym koniu – pewnie nie miałybyśmy nic przeciwko, ale czasami nawet korona na głowie nie pomoże,  jeśli facet nie będzie myślał o związku poważnie i nie przestawi swoich priorytetów. Bo dla kobiet w miłości liczy się „my” a nie „ja”. Kobiety chcą działać w duecie, tworzyć nową rzeczywistość z kimś, kto będzie je kochał, szanował i wspólnie planował przyszłość. Tak już mamy, tak jesteśmy skonstruowane. Dlatego nasz wymarzony mężczyzna nie musi być z bajki, ale powinien…

Być oddany i zaangażowany w związek

To bardzo proste – nasz partner chce spędzać z nami czas, okazuje nam zainteresowanie, szanuje naszą pracę, naszą rodzinę i przyjaciół. Zależy ma na tym, by naprawdę nas poznać i by razem iść przez życie.  I nie chodzi nam tutaj o wielkie słowa i płomienne deklaracje, bo liczą się czyny! Kochający mężczyzna będzie stał za nami murem, wspierał, motywował i całym sobą okazywał, że gramy do tej samej bramki.

Być szczery i prawdomówny

Można się naśmiewać z kobiecego pytania „o czym myślisz?”, ale nas to naprawdę interesuje! I nie chcemy słuchać wtedy wykrętów i wymyślonych odpowiedzi, ale poznać prawdę. Szczerość i uczciwość to podstawa. Nawet wtedy, gdy w związku coś zaczyna zgrzytać i sypać się, wolimy o tym dowiedzieć się prosto w oczy  – może i nazywają nas słaba płcią, ale silne z nas babki i damy sobie radę.

Okazywać hojność

Hojność, w której chodzi nie tylko o pieniądze i obsypywanie podarunkami, choć nie ma co ukrywać, że i to lubimy i doceniamy. Prawdziwym skarbem jest dla nas mężczyzna, który potrafi i lubi sprawiać nam przyjemność – nie tylko materialną. Symboliczne już kwiaty bez okazji albo śniadanie do łóżka, komplementy, prawdziwe zainteresowanie naszymi sprawami i empatia znaczą o wiele więcej – to znak, że partner o nas myśli, chce sprawić nam trochę radości, okazuje swoje uczucia. Z pewnością docenimy takie gesty i okażemy zasłużoną wzajemność.

Zapewnić nam satysfakcjonujący seks

Bo choć w miłości ważne jest dla nas połączenie dusz i umysłów, to i połączenie ciał ma niemałe znaczenie. Dla każdej z nas satysfakcjonujący seks będzie znaczył coś zupełnie innego, ale facet, który w sypialni wyczynia z nami cuda, to prawdziwe spełnienie marzeń.

Czego chcą mężczyźni?

Zapewne dla nikogo nie będzie szokiem, że mężczyźni mają w miłości zupełnie inne pragnienia i oczekiwania. Dla nich przestawienie się z „ja” na 'my” nie jest takie oczywiste i potrzebują na to nieco więcej czasu i wysiłku (i motywacji ze strony swojej partnerki). Te międzypłciowe różnice nie są jednak przeszkodą, by stworzyć trwały i dobry związek, a ich poznanie będzie najlepszym początkiem do uzyskania równowagi i porozumienia. Oto cztery rzeczy, których chcą mężczyźni:

Seks

Faceci chcą seksu. To jest ich stałe pragnienie, bardzo istotne dla relacji z kobietą, źle znoszą nasze „nie dzisiaj kochanie”, „nie teraz” i „boli mnie głowa” – czują,, że ich potrzeby zostały zlekceważone, a oni sami odrzuceni. Ten popęd jest też powodem, dla którego panowie oglądają się za młodszymi partnerkami, z którymi będą mogli zaspokoić swoje żądze, podczas gdy ich dojrzałym już żonom słabnie libido i zmniejsza się chęć na miłosne igraszki.

Wolność

Paradoksalnie, mężczyźni w związku potrzebują wolności. My chcemy być z nimi coraz bliżej i bliżej, dopytujemy, planujemy, a oni czują się tym stłamszeni, jak zamknięci w jakiejś pułapce. Pytania „gdzie byłeś?”, „dlaczego nie odpisałeś?’ czy „co robimy wieczorem?” mogą traktować jako zamach na ich wolność i swobodę.

Przebaczenie

Kobieta może wybaczyć, ale nigdy nie zapomni – znacie to zdanie? Wywlekanie na światło dzienne zamierzchłych spraw i urazów sprzed lat to domena niektórych pań. Pamiętają dokładnie co, kiedy i jakiej sytuacji powiedział ich facet i nie zawahają się mu o tym przypomnieć. Tymczasem dla mężczyzn istotna jest umiejętność przebaczenia, zapomnienia o pewnych sprawach i nie chowania urazy do końca życia.

Szacunek i docenienie

Mężczyźni chcą być chwaleni i szanowani przez swoje kobiety. Nasze pochwały muszą być szczere i prawdziwe, bo nie tylko my lubimy, gdy parter jest prawdomówny i oddany. Dobrze sprawdzi się tutaj życzliwe podejście wobec partnera, podziwianie, komplementowanie, a czasem nawet i „głaskanie” naszego ukochanego dobrym słowem i wymownymi gestami. Wbijanie mężczyźnie szpili i głoszenie złośliwych komentarzy sprawi tylko, że poczuje się on niedoceniony i sfrustrowany. Drogie panie, od dzisiaj, dla dobra miłości, koniec z docinkami!


Na podstawie: www.psychologytoday.com

Zapisz


Zobacz także

Poradnik pozytywnej egoistki. Dlaczego być dobrym dla siebie, to być dobrym dla innych

Za siłą niesamowitej kobiety, zawsze stoi… inna kobieta. Akcja #Jestem Kobietą

Jak przetrwać święta z narcyzem lub narcyzką? Porzucić nadzieję, że się zmieni, chronić siebie