Lifestyle

8 najlepszych seriali pełnych erotycznych wątków

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
27 lipca 2021
fot. OJO Images/iStock
 

Wybrałyśmy dla ciebie na wakacje najgorętsze seriale, w których jest najwięcej ciekawych erotycznych wątków i scen seksu. Nie tylko „Californication” i „Seks w wielkim mieście”! Koniecznie oglądaj, zwłaszcza teraz, kiedy masz więcej czasu na beztroskie zabawy. Komentuj i wybierz z nami kolejne. Napiszemy wtedy drugą część!

1. „Sex Education”

Serial opowiada historię nie do końca dopasowanego społecznie nastolatka. Otis jest jedynym synem dwojga terapeutów seksualnych – Jean i Remiego. Po rozwodzie rodziców zostaje z mamą i dorasta, podsłuchując przez dziury w podłodze swojego pokoju prowadzone przez nią sesje terapeutyczne. To nie jest typowa rodzina! „Otis posprzątaj, przeprowadzam dzisiaj warsztaty waginalne”, słyszy od mamy nastolatek na co dzień. Nic dziwnego, że ten chłopak wie więcej niż jego rówieśnicy, więc zaczyna udzielać swoim kolegom porad seksualnych. Jeśli myślisz, że to typowy serial dla nastolatków, jesteś w błędzie.

Tę historię ogląda się z wielkiem zainteresowaniem, a przy okazji można się sporo dowiedzieć o potrzebach, obsesjach i lękach młodych ludzi. Wielkim atutem jest tragikomiczna tonacja. Brawo Brytyjczycy, tylko wy to potraficie tak zrobić!

2. „Girls”

Początkująca pisarka Hannah dowiaduje się od rodziców, że nie będą jej już dłużej utrzymywać. Dziewczyna zaczyna więc nowy etap, w którym wspierają ją przyjaciółki: pracująca w galerii sztuki Marnie, studentka matematyki Shoshana i lekkoduszna podróżniczki Jessy. To opowieść o szalonym życiu dwudziestokilkuletnich dziewczyn, które nie potrafią znaleźć sensownej pracy, nie wiedzą, czego tak naprawdę pragną, a ich związki przyprawiają często o zawrót głowy. Na początku mówiło o tej produkcji, że to nowa wersja „Seksu w wielkim mieście”. Tam też były cztery koleżanki i Nowy Jork, ale były też drogie kiecki, drinki i … oderwanie od rzeczywistości. Natomiast życie „Dziewczyn” (także to erotyczne), nie jest tak lukrowane.

Bohaterki nie maja pieniędzy, za to mają… nieidealne ciała, masę kompleksów, emocjonalnych frustracji, a seks często dostarcza im więcej problemów niż radości. To bohaterki z krwi i kości. „Dziewczyny” odważnie, realistycznie (a może nawet naturalistycznie) opowiadają o pożądaniu, wstydzie, niefrasobliwym seksie, ale przede wielkim głodzie… miłości.

3. „Sex w wielkim mieście”

To pozycja kultowa i bardzo nagradzana. Serial dostał (bagatela!) już 32 nagrody. Cztery przyjaciółki z Nowego Jorku – felietonistka Carrie, agentka PR Samantha, prawniczka Mirandy i marszand Charlotte – plotkują o swoim życiu erotycznym oraz codziennych sytuacjach. ”Seks w wielkim mieście” wystartował w 1998 roku i był przełomowy, bo odczarował na tamte czasy temat kobiecej seksualności. Bohaterki przekonywały nas, że możemy rozmawiać o swoich potrzebach wprost, mieć tylu partnerów, ilu chcemy i uprawiać niezobowiązujący seks. Dokładnie tak jak mężczyźni. Ale jeśli pragniemy stabilizacji, to możemy też mieszkać w domku z ogródkiem oraz poświęcić się mężowi i dzieciom. „Kobiety mogą cieszyć się seksem i robić to, co chcą!”, przekonywały nas mieszkanki Nowego Jorku. Paradoksalnie niewiele było w tej produkcji odważnych erotycznych scen. Ciekawostka: nie wszystkie serialowe panie się rozbierały, np. Sarah Jessica Parker miała zapisane w kontrakcie, że nigdy nie zdejmie stanika. Nie mniej jest to „obowiązkowa lektura obrazkowa” dla każdego widza (nie tylko płci pięknej).

4. „Maser of Sex”

Serial oparty jest na prawdziwej historii amerykańskich pionierów badania ludzkiej seksualności – Virginii Johnson oraz Williama Mastersa. Ale cofnijmy się do lat 50.! On jest lekarzem ginekologiem zafascynowanym studiowaniem ludzkiej seksualności. Początkowo wagę jego badań docenia niewielu, ale wśród nich jest piękna asystentka Virginia Johnson, rozwódka samotnie wychowująca dzieci. Ich wspólna praca okazuje się rewolucją nie tylko na polu naukowym, ale mmh… także prywatnym. Virgina i Willam to fascynujący duet, którego którego losy naprawdę śledzi się z ciekawością. Tu jest wszystko: pragnienia, ambicje, zazdrość, namiętności. Poza tym w żadnym serialu nie zobaczysz takich scen jak tu – masturbacja ludzi podłączonych do „pionierskiej” aparatury, która bada naturę orgazmu…

Wow, dużo się tu dzieje! I jeszcze jeden wielki plus za scenografię, kostiumy, fryzury, rekwizyty, które są po prostu perfekcyjne. Przeniesiesz się w czasie i poczujesz, jak wiele zmieniło się przez 70 lat w kwestii naszego podejścia do seksualności. Perełka w czterech sezonach!

5. „Californication”

„Wiesz, satysfakcja jest śmiercią pożądania”, mówi cynicznie Hank Moody, nowojorski pisarz i autor bestsellerowej powieści „God Hates Us All”. Jego partnerka Karen, z którą ma dwunastoletnią córkę Rebeccę, odchodzi do innego mężczyzny. I tu zaczyna się… totalna orgia i jednocześnie całkiem romantyczna historia. W „Californication” przez siedem sezonów oglądamy, jak Hank pogrąża się w morzu alkoholu, narkotyków i przygodnego seksu, tylko dlatego, że nie może być z kobietą, którą naprawdę kocha. Wśród kochanek pisarza są: 16-letnia dziewica, mężatki, studentki, profesorki, muzy rockmanów i artystyczne dusze, prawniczki, przedstawicielki najstarszego zawodu świata i… właściwie trudno znaleźć kobietę, której Hank nie zaciągnął do łóżka. A one go uwielbiają!

6. „You Me Her”

Jack i Emma są małżeństwem po trzydziestce, które się bardzo kocha, ale ma problemy w łóżku. Chcąc podkręcić temperaturę w związku, para decyduje się na skorzystanie z usług Izzy, studentki psychologii, która dorabia jako dziewczyna do towarzystwa. Sprawy komplikują się, kiedy to, co w zamierzeniu miało być „układem za kasę”, zmienia się w odwzajemnione (przez wszystkie trzy strony) uczucie. Dziewczyna zawraca w głowie obu małżonkom i wszystko wymyka się spod kontroli. Cała trójka mierzy się z uczuciem, które trudno im przyjąć i zracjonalizować. Kontekst erotyczny schodzi na dalszy plan, bo pojawiają się pytania: „Czy związek pomiędzy trzema osobami jest możliwy?”, „Czy monogamia jest częścią naszej natury czy jedynie kultury?”, „Czy można kochać dwie osoby jednocześnie?”. Chcesz poznać odpowiedzi?

7. „The Affair”

Tu wcale nie chodzi o seks. „The Affair” to niezwykle barwna emocjonalna historia czwórki osób, których losy splątały się ze sobą jednego dnia lata, kiedy dwójce z nich przydarzył się gorący romans. Zacznijmy od tego, że Noah to nauczyciel literatury, który marzy o karierze pisarza. Mężczyzna od blisko dwudziestu lat jest żonaty z Helen, z którą ma czwórkę dzieci. Pewnego dnia para rusza na wakacje do nadmorskiej miejscowości Montauk. Na miejscu odwiedzają restaurację, gdzie kelnerką jest młodziutka Alison, która nie może się otrząsnąć po stracie ukochanego dziecka. Noah jest nią zafascynowany…

Zobaczysz tu jedne z najbardziej uczuciowych i intymnych scen erotycznych, jakie wyreżyserowano w serialach. Emocje po prostu sięgają zenitu, a największym atutem jest to, że poznajesz tę samą historię z czterech perspektyw: zdradzanej żony, romansującego męża, jego kochanki i jej partnera. Widz lubi i rozumie wszystkich: nie wie już, czyją stronę trzymać i to jest właśnie… wspaniałe.

8. „Orange Is the New Black”

Twórcy tej produkcji poszli na całość i tak powstało siedem już sezonów komediodramatu opartego na bestsellerowych wspomnieniach Piper Kerman. Serial opowiada o dobrze sytuowanej mieszkance Brooklynu – Piper, która zostaje skazana na karę piętnastu miesięcy pozbawienia wolności. Aby spłacić swój dług wobec społeczeństwa, Piper zamienia swoje wygodne życie w Nowym Jorku u boku narzeczonego na pomarańczowy kombinezon. Wkrótce kwestionuje niemal wszystko, w co do tej pory wierzyła i tworzy sojusze z grupą ekscentrycznych i szczerych do bólu więźniarek oraz zakochuje się na nowo w wyjątkowej kobiecie – Alex.

Trudno znaleźć serial o odważniejszej dawce damsko-damskiej erotyki. Piper i Alex to jedna z najgorętszych lesbijskich par w historii wszechseriali. Na pierwszy rzut oka widać, że scenariusz piszą kobiety, które nie boją się mówić nam, że wszystkie jesteśmy piękne, niezależnie od tego, ile mamy lat i czy jesteśmy chude, czy grube i kogo chcemy całym sercem pokochać.

Koniecznie napiszcie, jakie seriale z wątkami o seksie, lubicie najbardziej…..


Lifestyle

Na ile w seksie powinniśmy godzić się na spełnianie fantazji partnera. Czy jeśli robię z nim w łóżku coś, co mi „tak sobie” pasuje, to jakoś nadużywam siebie?

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
27 lipca 2021
fot. silverkblack/iStock
 

Ty pytasz, my znajdujemy specjalistę, który odpowie na wszystkie twoje wątpliwości. Przeczytajcie list Krystyny, która zastanawia się, czy lubi seks analny. Może tak naprawę ma zupełnie inne potrzeby. Jak powinna poprosić partnera o ich spełnienie?

Zapraszamy na nasz nowy cykl: #ListyOSeksieBezTabu


„Od jakiegoś czasu zastanawiam się, na ile w seksie powinniśmy godzić się na spełnianie fantazji partnera. Czy jeśli robię z nim w łóżku coś, co mi „tak sobie” pasuje, to jakoś nadużywam siebie? Jak poznam, że mi to szkodzi? Przyznam, że mój partner bardzo lubi seks analny. Dlatego, jak się z nim spotykam, to wcześniej biorę tabletkę na przeczyszczenie. Mam związane z tym pytanie: czy jeśli tak robię dwa, trzy razy w miesiącu, to nie osłabiam swojego układu odpornościowego? Tyle się teraz mówi o tym, że w jelitach mieszkają dobre bakterie! Może powinnam jakoś inaczej się do takiego seksu przygotować? Przyznam też, że mój partner lubi szybki, ostry, gorący, namiętny seks. Na początku bardzo mi to pasowało. Nigdy nie spotkałam wcześniej tak wymyślnego i gorącego kochanka. Jednak po dwóch latach coraz częściej myślę o tym, żeby mu zaproponować coś, o czym czytałam. Nazywa się to „slow seks”. Na czym dokładnie to polega? Obawiam się trochę, że mój partner ma taki żywiołowy temperament, że może mu się nie spodobać ten rodzaj intymności. Co robić?”

Krystyna

Na list odpowiada coach seksualności Joanna Bartmańska


Droga Krystyno,

Zacznę odpowiadać na twój list od końca. Piszesz, że masz ochotę na bardziej powolny seks. Moim zdaniem warto, byś o tym porozmawiała z partnerem i powiedziała mu, czego teraz potrzebujesz i dlaczego właśnie „slow seks” przyciąga teraz twoją uwagę. Myślę Krystyno, że tej fantazji dotykasz swoich ważnych potrzeb. Zgaduję, że może tu chodzić o potrzebę intymności, więzi, kontaktu, bliskości, uważności, empatii i bycia ważną. Ale to ty musisz sobie odpowiedzieć na pytania: „Co tak naprawdę oznacza dla ciebie »slow seks« i co jest kuszące w tej wizji?” Jeśli już będziesz wiedziała, to wtedy do rozmowy zaproś partnera. Być może okaże się, że twoje obawy, że on nie zaakceptuje twoich potrzeb, są na wyrost. Nawet jeśli nie wszystko mu się spodoba, być może znajdzie coś, co dla niego też będzie atrakcyjne. Warto sprawdzać, gdzie macie wspólne „TAK”.

Ponieważ napisałaś, że seks analny „tak sobie” ci pasuje, myślę, że warto byś zastanowiła się, czy twoja granica nie została przekroczona. Zatrzymaj się na chwilę i zadaj sobie kilka pytań: „Co mi w tym przeszkadza?”, „Czego bym chciała więcej, a czego mniej?”, „Czego potrzebuję, żeby czuć się bezpieczniej, swobodniej, lepiej, by mieć z tego przyjemność i satysfakcję”. Warto być uważną i słuchać siebie. O nadużywaniu siebie mówimy, kiedy robimy coś, na co nie mamy zgody albo zgadzamy się pod presją czy pod wpływem lęku, wstydu oraz kiedy ignorujemy ważne sygnały naszego ciała. Jakie to mogą być sygnały? Zastanów się, czy nie czujesz napięcia w ciele, na przykład w okolicy klatki piersiowej, miednicy, genitaliów. Nasze ciała są bardzo mądre i reagują zwykle jako pierwsze. Warto więc zwrócić uwagę na wszelkie sygnały tzw. czerwone lampki, które zapalają nam się w głowie i ciele. Jeżeli ignorujemy je, to znaczy, że robimy coś wbrew sobie, a to jest najprostsza droga do tego, żeby przestać czuć przyjemność i pożądanie.

Opisujesz też, że bierzesz często tabletki przeczyszczające, by spełniać fantazje swojego partnera. Moim zdaniem nie jest to dobra metoda. Jak sama zauważyłaś, to może doprowadzić do kłopotów ze zdrowiem. Zachęcałam, byś sprawdziła, co by się takiego stało, gdybyś tych tabletek nie wzięła i pozwoliła sobie uprawiać seks analny w zgodzie ze sobą, z uważnością na swoje ciało, potrzeby i granice. Chciałam ci też powiedzieć, że tak naprawdę kał nie zalega w kanale odbytu, trafia tam dopiero na chwilę przed wypróżnianiem się. Jeżeli więc dbasz o lekkostrawną, obfitą w błonnik dietę i wypróżniasz się regularnie, nie powinno dojść do krepujących sytuacji.

Mogę też poradzić kilka sposobów, które powinny uspokoić cię przed planowaną randką.

  • Wystarczy kąpiel rozluźniająca, która pozwoli ci na umycie odbytu palcem. Umyj go samą wodą bez użycia środków chemicznych.
  • Jeżeli jednak uznasz, że to jest dla ciebie za mało, możesz zastosować delikatną lewatywę, także bez użycia środków chemicznych i ziół. Jedynie na bazie ciepłej wody. W aptece albo w sklepie z gadżetami erotycznymi kupisz specjalną końcówkę do prysznica, albo gruszkę do lewatywy. Nabierz do niej około szklanki wody, posmaruj końcówkę lubrykantem i delikatnie umieść ją w odbycie. Ważne, żeby robić to uważnie, powoli i naciskać na gruszkę do momentu wpompowania wody do środka. Dobrze sprawdzi się tu pozycja leżąca, na boku, z podciągniętymi kolanami. Potem pójdź do toalety i pozbądź się wody. Jeżeli woda nadal będzie brudna i to ci przeszkadza, możesz powtórzyć procedurę. Jeżeli jednak zauważysz, że ona się nie oczyszcza, być może jest to sygnał, żeby tego dnia nie próbować seksu analnego. Po wykonaniu lewatywy weź prysznic, dokładnie umyj okolice odbytu i po kilku godzinach możesz zaczynać zabawę.

Mam nadzieję, że to powinno cię trochę uspokoić i dać komfort, którego potrzebujesz.

Jeśli decydujesz się na seks analny, pamiętaj, by robić to w zgodzie ze sobą, świadomie, powoli, bez pośpiechu, bez presji, by stosować duże ilości lubrykantu i by komunikować się z partnerem podczas seksu. Warto określić na początku granice – czego chcemy, a czego już nie podczas tej penetracji.

Chciałabym jeszcze na koniec napisać co coś bardzo ważnego – seks zawsze łączy się z fizjologią i tak naprawdę zabrudzenia, płyny fizjologiczne, różne dźwięki i odgłosy są jego nieodłączną częścią i nigdy się ich do końca nie pozbędziemy. Nawet najdokładniejsze przygotowania nie uchronią nas przed tym w 100 procentach. Namawiam więc wszystkich, nie tylko ciebie Krystyno, do normalizacji tego doświadczenia. Zabrudzenie może się zdarzyć i jest naturalne. Dobrze mieć tego świadomość i podejść na luzie, odrobinę z humorem, ale też z taką naturalnością, bo są to po prostu… rzeczy ludzkie.

***

Joanna Bartmańska, certyfikowana coachka seksualności i trenerka komunikacji opartej na empatii. Wspieram ludzi w ich rozwoju seksualności. Słucham, rozmawiam, edukuję, doradzam, stwarzam bezpieczną, empatyczną przestrzeń bez oceniania. Pomagam ludziom rozkwitać seksualnie. Wierzę, że nasza energia seksualna to coś, co sprawia, że jesteśmy żywi, soczyści, świadomi, pewni siebie i w autentycznym kontakcie ze sobą. Dlatego tak warto o nią zadbać. Lubię żyć zmysłowo, w przyjemności, blisko natury i w ukochaniu siebie.

https://www.facebook.com/joannabartmanskacoachingseksualnosci/

Joanna Bartmańska


Lifestyle

„Nie czuję wakacji. Dlaczego nawet na urlopie muszę zastanawiać się nad nastrojami mojej rodziny? Mam dość zaspokajania potrzeb wszystkich. Ludzie, radźcie sobie sami

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
26 lipca 2021
fot. Constantinis/iStock

Napisałaś: „Wakacje, a ja ich nie czuję. Dlaczego muszę zajmować się nastrojami swojej rodziny, nie chcę tego robić. Kiedy ja odpocznę?”.

Wiesz, że ostatnio na jednej z kobiecych grup poruszany był podobny temat? Dlaczego tak wiele z nas nie potrafi odpuścić, stresuje się tym, jak czują się bliscy, czy są zadowoleni. Rozładowujemy każde napięcie, wakacyjne też, czujemy, że musimy mieć nad wszystkim kontrolę, bo jak jej nie mamy– coś się stanie. Ktoś się pokłóci, dojdzie do spięcia tych członków rodziny, którzy lubią, rozumieją się mniej.

Uczę się na terapii, jak nie mieć tego napięcia. Odpuścić, zająć sobą. Wiesz, że też nie musisz trwać w oczekiwaniu? Nie musisz się przejmować, co czuje Twoja rodzina, jak się bawi każdego dnia i w każdej minucie Waszych wakacji?

Odpuść, bo to tylko mechanizm

Terapeutka kazała mi się przyjrzeć, dlaczego to robię. Dlaczego zajmują mnie inni. Dlaczego czuję się za nich odpowiedzialna.

Masz podobnie, prawda? Kilka razy opowiadałaś przecież o kłótniach w domu, które „rozładowywałaś” zabawiając rodziców.
Albo ta historia o tym, jak Twoja młodsza siostra miała konflikt z tatą. Ile razy byłaś miła, usłużna, zabiegająca za nich oboje, żeby tylko się znów nie pokłócili? Bo wtedy tata ją karał, a Ciebie przy okazji też. Zawracał z drogi, chociaż mieliście jechać na cały dzień nad morze, odwoływał bilety do kina i teatru. Dzień później żadne z nich nie pamiętało konfliktu, Ty za to przez wiele dni analizowałaś, jak mogło być cudnie na wycieczce, czy na spektaklu.

Albo mama. Lubiła się obrażać, milczała przez parę dni, a Ty robiłaś wszystko, żeby jej przeszło. Nauczyłaś się nawet reagować wcześniej. Jako jedyna z rodziny potrafiłaś odczytywać sygnały ostrzegawcze, a potem „rozbrajać” mamę. Zdajesz sobie sprawę, ilu konfliktom zapobiegłaś.

Tak ma wiele z nas. W dzieciństwie nauczyłyśmy się mediować między rodzicami, być miłe, ciepłe, wszystko po to, żeby ktoś obok nie był niezadowolony.

Kontrola to nasze drugie imię. Kontrolerki nastrojów innych. I wieczne pomocnice.

I proszę, jesteś na wakacjach, miało być cudownie. Dla Ciebie. A nie jest. Mediujesz między synem a córką. Basen, plaża, czy rowery. Jeśli plaża, to która. Jednocześnie zerkasz na męża (jest z wami naprawdę rzadko, wreszcie oderwał się od pracy), patrzysz, bo czujesz, że zaraz wybuchnie i powie, że skoro dzieci nie potrafią się dogadać, on wybierze autorytarnie. I wybierze zwiedzanie w upale, którego nikt dziś nie chce.

Odpuść, bo nie masz wpływu

Zobacz, tyle energii wkładasz w zaspokajanie potrzeb innych, a i tak ktoś jest niezadowolony, córka nastolatka fuka, syn przewraca oczami. Zostaw to wszystko, idź sobie sama na kawę. Co z tego, że on mówi, że to bez sensu marnować czas na kawę (we Włoszech!), nie chce, niech nie idzie. Co z tego, że powiedzą, że jesteś egoistką. A oni nie są wszyscy egoistami? Przyzwyczaili się, że mają Cię na każde zawołanie.

Trzydaniowy obiad, w trzech wersjach najlepiej, bo córka jest wegetarianką, a mąż na diecie keto. Samochód wiecznie w użyciu, bo trzeba zawieźć, przewieźć, ogarnąć. I przecież nie ograniczasz się tylko do rodziny.

Nikt się nie zgłosił do trójki klasowej, zgłosiłaś się Ty
Nikt się nie zgłosił, żeby pomóc wspólnej przyjaciółce, zgłosiłaś się Ty
Nikt się nie zgłosił do dodatkowego projektu, zgłosiłaś się Ty

A teraz jesteś nieszczęśliwa na wakacjach, bo oni wszyscy polegają na Tobie. Jaka restauracja (wybierz, ale jak wybierzesz ktoś i tak będzie niezadowolony), który hotel (znów są niezadowoleni, niech następnym razem znajdą lepszy), kierunek, kawiarnia, wszystko Ty.

„Co mam zrobić” pytasz. „Zostaw ich” odpowiadam.

Chociaż wiem, jakie to cholernie trudne. Ale kiedy sama zaczęłam odpuszczać, zauważyłam, że nic się nie dzieje. Świat się nie wali. Nie reaguję już na każde skrzywienie twarzy syna, złą minę taty, nie nadskakuję koleżankom i przyjaciółkom. Jestem lżejsza, szczęśliwsza.

Trochę osób odeszło, bo nie mogło mnie ścierpieć w nowej wersji (to na ogół Ci, którym chodziło o to, żebym nadskakiwała i na tym opierała się nasza relacja). Trochę osób przestało oczekiwać tego ode mnie. A trochę było mi wdzięcznych za to, że przestałam się wreszcie NARZUCAĆ z pomocą. I odgadywaniem ich potrzeb. Innych czasem to męczy. A co najważniejsze, zobaczyłam, że ludzie doskonale SAMI sobie radzą. Ktoś się z kimś pokłóci, ktoś musi sam poradzić sobie z frustracją i gniewem. Ale w efekcie wszystkim wychodzi to na dobre.

Dlatego, błagam, nie myśl o innych choć w wakacje. Poradzą sobie. Nawet twój nastoletni syn czy córka. Oni najbardziej. Zajmij się tą osobą, która potrzebuje Cię najbardziej i z którą już zawsze będziesz. Sobą.


Zobacz także

Dzień #25, ostatni. Zadbaj o siebie naprawdę. #SlimemGO

7 objawów świadczących o tym, że twój partner dąży do przejęcia kontroli w związku

Świat oszalał. Nie dajcie się wciągnąć w ten młyn!