Lifestyle

Różowy dom? Dla Polki nie ma nic niemożliwego!

Agnieszka Sierotnik
Agnieszka Sierotnik
10 września 2016
Różowy dom
Screen Instagram/Olek
 

A gdyby tak zamienić dobrze znany wam budynek w pobliżu, w prawdziwe dzieło sztuki? Ten najbardziej zaniedbany, pamiętający jeszcze czasy wojny? Aleksandra Oleksiak, uznana w świecie polska artystka street-art, znana ze swoich szydełkowych dzieł, tym razem postanowiła tchnąć w nas odrobinę nadziei.

Aleksandra Oleksiak, szerzej znana jako Olek, podbiła świat swoim unikalnym pomysłem na pokrywanie przestrzeni miejskich szydełkowaną dzianiną. Nie szydełkuje jednak sama! Wszędzie tam, gdzie się pojawia, angażuje kobiety do wspólnej pracy i wzajemnego poznawania się. Szydełkowanie w wersji street art to nie tylko staromodna forma wyrobu dzianiny, ale przede wszystkim ekspresja, inspiracja, a bardzo często także maskowanie politycznych sporów i wojen.

To those who are confused. Yes, we crocheted TWO houses!! First one in #Avesta #Sweden ( pic here) and another one in #Kerava #Finland #ourpinkhouse We live in challenging times, a changing world filled with conflict, wars and natural disasters. But I like to think that it’s also a world filled with love. Our pink house is about the journey, not just about the artwork itself.  It’s about us coming together as a community.  It’s about helping each other.  In the small Swedish community of Avesta we proved that we are stronger together, that we can make anything happen together.  People from all walks of life came together to make this project possible.  Someone donated the house, another one fixed the electricity and @redheartyarns generously donated the materials.  And of course, most importantly, many women joined us in the effort to make my dream a reality. When I first came to Avesta to install a work of art at the Verket museum, I had originally intended to recreate a traditional home. And I did.  However, when the Syrian and Ukrainian refugees who helped me install my piece started telling me the candid stories of their recent experiences and horrors of their home countries, I decided to blow up my crocheted house to illustrate the current unfortunate situation worldwide where hundred of thousands of people are displaced.  After I exploded the house I wanted to create a positive ending for them as a symbol of a brighter future for all people, especially the ones who have been displaced against their own wills.  Women have the ability to recreate themselves.  No matter how low life might bring us, we can get back on our feet and start anew. We can show everybody that women can build houses, women can make homes.  In 2015 over 21 million people lost their homes due to war and conflicts in their native countries. The pink house, our pink house is a symbol of a bright future filled with hope.  Everybody should have a home #olek

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika olek (@oleknyc)

Tym razem pasja zawiodła Oleksiak do Keravy w Finlandii. Tam przy pomocy kobiet z Syrii i Ukrainy, które mają status uchodźcy, pokryła różową tkaniną stary dom. Nie jest to jednak byle jaki budynek. Doskonale wpisuje się w ideę nadawania nadziei przez maskowanie sporów. Dom ten był bombardowany w czasach wojny radziecko-fińskiej w latach 1939-1940. Kiedyś symbol tragedii i śmierci, dziś ma być symbolem nadziei i miłości.

#climbingladders Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika olek (@oleknyc)

Na swoim Instagramie artystka podkreśla, że ten projekt ma być sygnałem jedności. „Nasz różowy dom jest symbolem świetlistej przyszłości wypełnionej nadzieją; to symbol zjednoczonego społeczeństwa” – pisze Olek. Nie mamy pojęcia, jaki będzie jej kolejny projekt, ale ten zdecydowanie poruszył nasze serca!


Lifestyle

Masz kłopot ze wczesnym wstawaniem? Budzik z wibratorem obudzi cię od razu!

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
10 września 2016
Fot. Screen ze strony littleroosterstore.com
 

Jeśli każdego dnia o bladym świcie twój budzik dzwoni nieustannie, a ty wciąż naciskasz opcję drzemki, potrzebujesz innego pomysłu na szybką pobudkę. Nie chodzi o nagły hałas czy kubeł zimnej wody wylany na twoją głowę. Jak się okazuje, istnieją zupełnie inne, wyjątkowo przyjemne sposoby na poranne wstawanie. 

Co powiesz na budzik w wibratorem?

Na rynku furorę robi nowy sposób na przyjemną i skuteczną pobudkę — budzik z wibratorem! To alternatywa dla tradycyjnego budzenia, która chyba dla żadnej z kobiet nie pozostanie obojętna. „Little Rooster„, czyli „kogutek„, to stworzony z myślą o kobietach model budzika wyposażony w wibrator. Kogutek wystarczy ustawić na wybraną godzinę i włożyć na noc do majtek. Gdy przyjdzie czas pobudki, włączy się intymny masaż.

Można go kupić w białym i różowym kolorze i dowolnie ustawić jeden z 27 trybów wibracji pod własne preferencje. Z początku kogutek furorę robił w USA i Wielkiej Brytanii, ale szybko jego sława rozeszła się po świecie, czyniąc pustki w magazynach „Little Rooster”.

Według obietnic producenta, kogutek ma budzić kobiety powoli, zmysłowo i z przyjemnością, a same posiadaczki budzika mają się czuć pewne, szczęśliwe i pobudzone. Widać, jego użytkowniczki są wyjątkowo zadowolone, ponieważ na stronie producenta widnieje sporo pozytywnych komentarzy i zapewnień, że kogutek „budzi” kobiety take podczas wyjść na miasto, kolacji w restauracji a także podróży.

Gadżet kosztuje 69 funtów i działa dzięki ładowaniu przez USB. Kupić go można poprzez stronę www.littleroosterstore.com 

Fot. littleroosterstore.com

Fot. Screen ze strony littleroosterstore.com

Panowie też nie powinni się martwić, trwają prace nad stworzeniem modelu budzika z wibratorem dedykowanym specjalnie dla nich.


źródło: tech.wp.pl , www.littleroosterstore.com


Lifestyle

Sorry, mamo, jestem w ciąży!

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
10 września 2016
Mamo, jestem w ciąży
Fot. Screen/ FoxSearchlight

Jak to jest, kiedy w wieku 40 lat dowiadujesz się, że będziesz babcią? Nie mam pojęcia. W tamtej chwili nie myślałam o sobie. Nie przeszło mi przez głowę: „Ale mnie urządziła”. Myślałam o mojej 15-letniej córce, która pod wpływem jednego impulsu, głupoty, niedojrzałości, w jednym momencie zawiązała sobie życie, pozbawiła możliwości, w dużym stopniu ukształtowała już swoją przyszłość. Nie poczułam wściekłości. Raczej ogromny smutek. Kiedy dziecko ma urodzić dziecko, nie ma mowy o radości. Od tamtego dnia martwię się codziennie.

Bo to miły chłopiec jest

Znam go, oczywiście. Michał jest w równoległej klasie, w szkole Pauliny. Ja znam większość jej kolegów i koleżanek. Bywają u nas w domu – wpadają, wypadają, często zostają na obiad. Taki dom otwarty trochę. Cieszyło mnie to, że potrafią powiedzieć mi o swoich problemach, że rzucają czasem: z panią to łatwiej pogadać niż z moją mamą. Teraz mam do siebie żal o to, że nie zauważyłam kiedy w kłopoty wpakowała się moja własna córka. Michał nie był jej pierwszą miłością. Raczej przyjacielem, dobrym kompanem, tak wydawało mi się jeszcze trzy miesiące temu. Widocznie coś się musiało zmienić. A może wcale się nie zmieniło, tylko zrobili to pod wpływem głupoty, impulsu, z ciekawości? Bo dla obojga był to pierwszy raz. Przynajmniej tak twierdzą. Nie widziałam nigdy, żeby trzymali się za ręce, nie widziałam pocałunków, wypieków na twarzy, kiedy o nim mówiła. Ani potrzeby zwierzeń. To miły chłopak jest – mówiła o nim po prostu, jak mówi się o chłopakach, w których raczej się nie zakochasz.

Mamo, nie dam rady, na tę górę nie wejdę

Że zachowuje się inaczej, zauważyłam już dwa tygodnie po zakończeniu roku szkolnego. Chowała się w pokoju, coś czytała po kryjomu, albo wychodziła z psem. Mniej jadła, mniej mówiła, przestała przychodzić do mnie wieczorem pogadać, jak to miałyśmy w zwyczaju. Patrzyłam i czekałam. Dawałam jej czas wtedy, kiedy już wiedziała. Nie wiem, jak mogłam się nie domyśleć.

Na początku sierpnia pojechaliśmy na wakacje w góry: Paulina, moja młodsza córka, mąż i ja. Tam się o wszystkim dowiedzieliśmy, podczas jednej z górskich wypraw. Był upalny, duszny dzień. Zobaczyłam, jak moja do tej pory bardzo sprawna fizycznie córka, usiadła blada i słaba na kamieniu i z przepraszającym wyrazem twarzy powiedziała po prostu: Sorry mamo, dalej nie idę. Jestem w ciąży.

W taki oto sposób poinformowała nas, że spodziewa się dziecka. Niewiele pamiętam z tego momentu. Spojrzałam na mojego męża, był na przemian czerwony i blady. Spojrzałam na nią: prawie mdlała. Wzięliśmy ją pod ręce i wróciliśmy w milczeniu prawie, do pensjonatu. Tam usiedliśmy we trójkę przy stole i posypały się pytania. Płakałam, Paulina płakała. Słów mojego męża nie przytoczę. Nie nadają się do druku. „To chyba jedenasty tydzień… Test… Michał… Chyba zrezygnuję ze szkoły” – dźwięczało mi w uszach, jakby z oddali. Im dłużej patrzyliśmy na naszą córkę, tym mocniej docierało do nas, że ona zupełnie nie zdaje sobie sprawy z tego, co właściwie się wydarzyło. Dwa dni później wróciliśmy do domu. Poszłyśmy do zaprzyjaźnionej ginekolog, która potwierdziła ciążę Pauliny i skierowała nas pod opiekę znajomej, specjalizującej się w nastoletnich ciążach.

Wieczorem rozmawiałam z mężem, pierwszy raz od kilku dni, na spokojnie. Przedtem to były tylko nerwowe półsłówka. Znowu popłynęły łzy, tym razem ojcowskie. Łzy strachu o ukochane dziecko. Tej nocy prawie nie spaliśmy, ale jakoś się pozbieraliśmy.

Postanowiliśmy zrobić wszystko, by jej pomóc. Ale szkołę musi kontynuować, dopóki będzie mogła. Nie byliśmy tylko pewni, jak zareaguje dyrektorka jej gimnazjum, wychowawca, nauczyciele.

Jak wychowałaś TO DZIECKO?!

Rodzina, póki co nie zdała egzaminu. Moja teściowa, która jest osobą bardzo wierzącą i zapaloną obrończynią życia poczętego, rozpoczęła gorączkowe poszukiwania możliwości przeprowadzenia zabiegu, najlepiej gdzieś jak najdalej stąd (a na pewno najdalej od niej). Wycofała też natychmiastowo kieszonkowe, które co miesiąc przesyłała Paulinie na jej konto. O ciąży dowiedziała się od młodszej wnuczki, która wygadała się, jak to dziecko. Telefoniczna reprymenda nastąpiła w ekspresowym tempie: Jak to teraz będzie wyglądać? Jej wnuczka, z brzuchem? Jak zamierzam to rozwiązać? Powinnam „coś zrobić”! Jak ja wychowałam to dziecko?

Więcej nie odebrałam.

Dzień dobry, przyszliśmy z pomocą. Pomożemy rozwiązać problem

Uważam, że na Michała moja córka nie ma co liczyć. Chłopak jest przerażony, najchętniej uciekłby byle dalej od tego „problemu”, który współtworzył. Na męską rozmowę, nawet przez telefon jeszcze się nie odważył. Paulina broni go, jak to nastolatka. Myślę, że do opieki nad przyszłym synem czy córką nie ma co go zmuszać, chociaż jest we mnie olbrzymie poczucie niesprawiedliwości, kiedy wyobrażam sobie jak beztrosko biega po boisku do koszykówki, podczas gdy moja córka przymusowo staje się odpowiedzialną kobietą, matką.

Jego rodzice przyszli do nas pewnego popołudnia. Bardzo dobrze sytuowani,pachnący, eleganccy. Przywitali się i niezręcznie przepraszali „za swojego syna”.  Chcieliby „jakoś” rozwiązać ten problem. Mama wyraziła zaniepokojenie o Paulinkę, że taka drobna, młoda, a przecież świetnie się uczy, że szkoda…  Ojciec chichotał głupio, że jego syn ma świetne wyniki w konkursach kuratoryjnych i wybiera się do świetnego liceum…

Rozmowa toczyła się szyfrem: My możemy współuczestniczyć w kosztach… – rzucał co jakiś czas ojciec nie sugerując wprost, że zasponsorują nam zabieg. Po godzinie, kiedy stało się jasne, że zostaną dziadkami wyszli, przebąkując coś o wyprawce.

Nie umiem powiedzieć, gdzie popełniłam, gdzie popełniliśmy błąd. Idąc z Michałem do łóżka, Paulina dobrze wiedziała, że może zajść w ciążę. Jest nastolatką uświadomioną, w domu rozmawialiśmy bez skrępowania o seksie, antykoncepcji, ciąży. Wydawało mi się, że córka mówi mi o wszystkim, co dla niej ważne, czego się boi, czego nie jest pewna… Myliłam się. Są momenty, w których oboje z mężem czujemy olbrzymi lęk, niepewność.  Myślę sobie: „Córeczko, zawiodłam cię”. Mam poczucie, że czegoś nie dopilnowałam, że TO mogłoby się nie wydarzyć. Ale takie jest życie – nie na wszystko masz wpływ, nie wszystkiemu potrafisz zapobiec.

Paulina chce urodzić. Stać nas na to, żeby wspomagać ją finansowo. Ale musi ponieść wszelkie konsekwencje swojej decyzji. Wszyscy je poniesiemy. Może poza Michałem.

Wysłuchała: Anna Frydrychewicz


Zobacz także

18 sygnałów mówiących o tym, że twoje życie jest lepsze niż ci się wydaje

Niedobór żelaza – objawy, przyczyny, skutki. Czy wiesz, jak uzupełnić żelazo w organizmie?

To MIT. Kobiety wcale nie radzą sobie lepiej z bólem niż mężczyźni, co lekarze nieustannie ignorują

Jak żyć szczęśliwie?

Nie zbudujesz szczęścia na czyimś cierpieniu. Jak żyć szczęśliwie i nie krzywdzić innych