Lifestyle Psychologia

Pozoranci – mistrzowie udawania. Udają, że „coś” robią, że kochają, że jesteś OK

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
23 lutego 2016
Fot.Splitshire / Daniel Nanescu / CC0 Public Domain
 

Tak to się już w życiu plecie, że uwielbiamy je sobie komplikować. Udajemy kogoś kim nie jesteśmy, wyobrażamy sobie, że nasze relacje wyglądają inaczej niż w rzeczywistości. Wciągamy się w grę pozorów i trwamy tak w przekonaniu, że to dobre i bezpieczne. Do czasu.

Historia pierwsza: Ona kocha i On kocha

Ale nie ją. Znajomą z pracy. Ma romans i myśli, że ona o tym nie wie, choć być może czasem jest nieostrożny. Ona się domyśla, ale woli nie wiedzieć na pewno. Żyje w swojej niewiedzy jak w bańce mydlanej: wiadomo, że to miejsce nietrwałe i niepewne. Kiedy pęknie bańka? W najmniej oczekiwanym momencie. I zostanie mokra plama. Póki jednak unosi się jeszcze w powietrzu, ona codziennie daje mu całusa na dobranoc, a rano na dzień dobry. Uśmiecha się do niego pięknym uśmiechem, gdy wychodzą do pracy i na zmianę odwożą córkę do szkoły. Pozory są ważne.

Więc spędzają wspólnie wakacje, wolne dni i święta, a w Wigilię przygotowują razem karpia w galarecie i jadą najpierw do jej, a potem jego rodziców. I tylko kiedy dzielą się opłatkiem, ona ukradkiem ociera łzę. Bo znów widziała w jego telefonie SMS od K. i przypomniało jej się.  Ale i tak wszyscy myślą, że ta łza, to ze szczęścia. „Jaka wspaniała para” – mówią.

Historia druga: On jest zmęczony (bo ciężko pracuje)

Ma 25 lat, mieszka w domu z rodzicami i jest bardzo pracowity. To znaczy, tak mówią o nim inni, choć on sam jeszcze nigdy nie pracował. „Mój syn studiuje” – informuje wszystkich znajomych z dumą jego mama. To prawda, jest studentem. Już dość długo i kilku kierunków (broń Boże nie naraz!). Większość egzaminów zalicza jednak „fartem”, ale ma też pewien niezwykły talent: do perfekcji opanował udawanie, że wie. Coś tam przeczyta w ostatniej chwili, coś mu się przypomni z treści wykładu, w którym akurat uczestniczył. Połączy to i ubierze w słowa, okrągłe i uniwersalne. Pani profesor będzie zachwycona, bo chłopak ma urok osobisty. No i „lać wodę” z taką pewnością siebie na całym wydziale potrafi tylko on. Ślizga się tak od podstawówki. A jak przy tym elegancko wygląda, jaką ma pięknie uprasowaną koszulę! W czasach, kiedy studenci przychodzą na egzamin w tym co mają akurat pod ręką, to naprawdę rzadkość..

– Jak on ciężko pracuje – mówi Mama, kiedy syn zamyka się w pokoju, żeby „się pouczyć”. – Przecież w domu nawet palcem nie ruszy, do pracy mu się nie spieszy – zauważa ojciec. – Daj mu spokój – ripostuje żona – nie widzisz, że te studia go wykańczają?.

Historia trzecia: Ona i Ona bardzo się lubią

Pracują razem. Ta pierwsza jest, dajmy na to asystentką szefa, ta druga, specjalistką w dziale administracji. Codziennie mijają się na korytarzu z szerokim uśmiechem, zdarza się, że wypiją razem kawę, albo pójdą razem na obiad do stołówki. „Ha, ha” śmieją się ze swoich żartów, a w łazience poprawiają przed jednym lustrem makijaż.

– Świetnie sobie radzisz – mówi asystentce specjalistka. „ Jak ona w ogóle dostała tę posadę?” – myśli.  – Pięknie dziś wyglądasz – uśmiecha się. „Co to za prowincjonalny wygląd. Bardziej na czerwono już się nie dało tych ust?” – rozbrzmiewa jej w głowie. Dlaczego udaje sympatię? Nikt nie wie. Choć, że udaje wiedzą wszyscy.

Pozory, maski. Wszyscy lubimy je czasem założyć, ale do niektórych potrafią przylgnąć na całe życie. Mistrzowie pozorów myślą, że trudno ich rozszyfrować. Tak naprawdę, zawsze coś ich zdradzi. A wtedy trudno im zaufać, trudno powierzyć obowiązki. Strzeżcie się pozorantów.


Lifestyle Psychologia

My, kobiety, cierpiętnice. Kiedy poświęcasz się za bardzo, nigdy nie będziesz szczęśliwa

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
25 lutego 2016
 

Cierpiętnicy. Umartwiają się i dobijają poczuciem, że od nich zależy los całego świata (czyli ich mężów, żon, dzieci i niewydolnych życiowo przyjaciół). Bo jak nie oni, to kto zadba o tych mężów, żony, dzieci i przyjaciół? Szczęście innych przedkładają ponad szczęście własne, zapewniając, że to im wystarczy. Ale radości z tej misji nie widać. Cierpiętnicy mają charakterystyczne miny. Miny osoby zmęczonej życiem, wykorzystanej przez najbliższych i potwornie niezadowolonej. Ilu znacie takich, co kochają się poświęcać dla innych i chętnie i głośno o tym mówią (nawet jak nie mówią)?

Beata, Kasia albo Justyna. Lat 32 a może 45. Dziecko, a może trójka i mąż lub jego brak. Praca zawodowa, a może „tylko” w domu. W obu przypadkach chroniczne zmęczenie jest dość zrozumiałe. Najczęstsza mina: umęczona kura domowa. Albo wściekła, poddenerwowana matka. Albo wiecznie skwaszona żona.

Znaki charakterystyczne:

  1. Ciągłe poczucie osamotnienia i bycia zaniedbaną przez najbliższych.
  2. Brak życia innego, niż to, podyktowane przez obowiązki.
  3. Brak woli zmian lub brak motywacji do zmian.
  4. Brak potrzeb albo nieumiejętność ich komunikowania.
  5. Wiecznie „na fochu” i z pretensjami.
  6. Nie widzi, że sama doprowadziła do sytuacji, w której się znalazła.

Najczęstsze zwroty w komunikacji domowej:

– No tak. Jeśli nie ja tego nie zrobię żadne z was palcem nie ruszy.

– Bo ty nigdy nie zrobisz tego jak należy i ja i tak zawsze muszę jeszcze raz.

– To ja w domu wszystko robię, a ty/wy…

– Dlaczego tylko ja o tym myślę w tym domu?

– To ja tobie/wam tyle daję, tak się poświęcam, a ty/wy…

– Dobrze, poczytam ci. Jestem wykończona, wstałam dziś o piątej, żeby ugotować ci TWOJĄ ULUBIONĄ POMIDOROWĄ. Boli mnie głowa, nie mam siły, ale poczytam ci, nie przejmuj się wykończoną matką.

– Padnę a zrobię.

– Dlaczego nikt mi nie pomoże?! Dobrze, już dobrze, idź stad, ja to zrobię. Odpoczywaj sobie po pracy, kiedy twoja żona zasuwa na pięciu etatach: praczki, kucharki, opiekunki do dzieci, zaopatrzeniowca i sprzątaczki!

– Zrobiliście sobie ze mnie służącą!

– Nikt mnie tu nie szanuje!

– Wychowuję twoje dzieci, a ty nawet nie zapytasz jak ja się czuję?!

Supermoc:

Wprowadzanie napiętej, nieprzyjemnej atmosfery (dlaczego coś nie jest zrobione już, w tej chwili) i wzbudzanie wyrzutów sumienia (poziom mistrzowski). Bo niby to dla nich to wszystko, ale ona ciągle o sobie.

– Wyjdź gdzieś, odpocznij – mówi mąż, który tego wyrazu twarzy ma już po dziurki w nosie. I on by naprawdę chętnie pomógł, wsparł żonę, mimo, że sam ciężko pracuje i wraca do domu wykończony. Chce tylko po pracy chwilę odpocząć. Ale już w progu witają go wyrzuty.

Kochana Matko Polko Cierpiąca, twoje dzieci dorosną. Będą wdzięczne za to, ile dla nich poświęciłaś. Ale przecież większość rodziców „coś” dla dzieci poświęca. Twoje dzieci nie chcą patrzeć na wiecznie nieszczęśliwą mamę. Twój partner/mąż wolałby ciebie uśmiechniętą niż wiecznie skwaszoną. I szczęśliwy bałagan niż wiecznie umęczony porządek.

Jeśli czujesz, że zabrnęłaś w to cierpiętnictwo za daleko, specjalnie dla ciebie, kilka porad:

1. Oni naprawdę sobie sami poradzą ­- sprawdź ich

Zostaw  z tym bałaganem w cholerę raz, drugi, trzeci… Kiedy zgłodnieją, sami sobie zorganizują jedzenie i pozmywają talerze, kiedy już nie będzie na czym jeść. Tak, wiem, że trudno ci będzie się powstrzymać. Ale naprawdę myślisz, że wychowujesz dzieci na dorosłych, którzy nie potrafią o siebie zadbać? Że wyszłaś za mąż faceta, który padnie z głodu jeśli żona nie poda mu obiadu?

2. Odpoczywaj, a nie łap oddech

MASZ KIEDY. Po prostu przestań żyć w poczuciu, że wszystko MUSI być zrobione. Albo, że musi być zrobione teraz. Kiedy ostatnio myślałaś o swoich przyjemnościach? Kiedy mówiłaś głośno o tym, czego TY potrzebujesz?

Kino, spacer, wystawa, pogaduszki z bliską koleżanką (nawet o tym, jak wam w życiu ciężko)… Zacznij to realizować. P.S Życie z tobą też jest trudne.

3. Zacznij wymagać

Nie, wcale nie jest za późno. Tylko nie dziw się, że na początku będzie ciężko. W końcu sama ich przyzwyczaiłaś, że to ty jesteś za wszystko odpowiedzialna. Tylko zmień ton. Tym przesiąkniętym wieczną pretensją wiele nie zdziałasz.

4. Twoja córka patrzy na ciebie

Czego chcesz dla niej, kiedy będzie dorosła…?

5. Zacznij odmawiać

Masz do tego prawo. Ty też możesz nie chcieć czegoś zrobić bo jesteś: zmęczona, zajęta, a TO jest czasochłonne, bo jest już noc, a rano musisz wstać, bo nie… Po prostu. Nie tłumacz się i nie przepraszaj.

6. Miej swoje życie

A okaże się, że są rzeczy ważne i ważniejsze.

Cierpiętnico! Naprawdę nigdy nie jest za późno na zmiany. Nie wybieraj tego, co już znasz i w czym ci bezpiecznie. Zmień swoje życie. Każdy jest kowalem swojego szczęścia. Uśmiech dodaje urody. Skwaszona mina raczej nie.


Lifestyle Psychologia

Matka-singielka „od wszystkiego”. Przebij to… Czy masz tę supermoc?

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
18 lutego 2016
Fot. iStock / AleksandarNakic

Kiedy zawiłe, życiowe okoliczności oprócz Matki Polki robią z ciebie jeszcze singielkę, sprawy się komplikują, doba skraca niemiłosiernie, a dzieci jakby przybywa. Nie tam zaraz, że w niepokalany sposób i że fizycznie. Tak to już się wtedy dzieje, że mimo, że jeden plus jeden daje dwa, odczuwalny wynik to cztery. No i w sumie ta matematyka się zgadza. W końcu i was było dwoje. A teraz jesteś jedna.

Ustalmy to od razu i bez fałszywej dumy: nie mam pani do sprzątania, ani niani do opieki nad dziećmi. Nie uważam też broń Boże, że to obciach i zbędny luksus. Kiedy jednak domowy budżet planujesz drogą eliminacji i cięcia zbędnych kosztów, sprawa jest prosta: o niani możesz tylko posłuchać.

Z zapartym tchem słucham więc opowieści znajomych o tym, jak korzystają z pomocy opiekunki, zwanej czasem „ciocią”, a czasem po prostu Halinką. Niektóre nianie to wręcz członkowie rodziny, bez których domowa logistyka po prostu nie działa, a w sytuacjach kryzysowych (gdy niania jest chora) dochodzi prawie do rozwodów, rzezi niewiniątek i załamań na tle nerwowym. No bo „co my teraz zrobimy!?”…

–  A nie możesz przełożyć tego egzaminu? – usłyszała moja znajoma, studiująca jeszcze niania, kiedy oznajmiła „swojej” rodzinie (w slangu niań tak miło mówi się o pracodawcach), że w tę sobotę nie może, bo zaczęła się sesja.

–  Zaraz, zaraz to w soboty też pracujesz? – zapytałam zdziwiona – Przecież ONI mają chyba wolne weekendy? – No tak – oświeciła mnie ich Ostatnia Deska Wiecie Czego – ale przecież jak jest sobota, to ONI muszą odpocząć. ON ma bardzo odpowiedzialną pracę, więc musi się wyspać. A ONA wieczorem lubi wyjść do kina, czy do teatru. Więc w zasadzie muszę być pod ręką.

Rozmawiamy chwilę i okazuje się zaraz, że (przynajmniej w tym wypadku) pod słowem „niania” kryje się pełnoetatowa wielofunkcyjna pomoc domowa (zostaje z dziećmi nawet grubo po godzinach, jeśli IM „coś wypadnie”, wzywa hydraulika i elektryka), kulinarne pogotowie (bez jej gara zupy na weekend i pulpecików w sosie koperkowym nie przeżyją), kurier sklepowy (codzienne sprawunki taszczy popychając jedną nogą wózek z bliźniakami, gdy odbiera ich z przedszkola), a nawet pielęgniarka (nie pytajcie). Jest idealnym rozwiązaniem na każdy problem. A z tym gotowaniem na weekend, to naprawdę o wiele oszczędniej niż we czwórkę co sobotę do knajpy. Poza tym, kto im w tej restauracji dzieci przypilnuje, kiedy będą jedli?

Ten (nie oszukujmy się, że tak to wygląda zawsze) skrajny przypadek, skłonił mnie do refleksji na temat mojej tak zwanej matczynej zaradności. Odpowiedzialna praca, logistyka, opieka na dziećmi, odpoczynek i oszczędność… ONI mają to tylko w teamie z nianią. A ja dzięki jakieś nadprzyrodzonej supermocy matek-singielek.

Odpowiedzialna praca

Mam, bo jak zawalę, to zawiodę innych: jestem elementem codziennej układanki. A poza tym, jak nie nazwać jej inaczej niż odpowiedzialną, skoro to nasze jedyne pewne źródło utrzymania? To zawodowo, bo osobiście najbardziej odpowiedzialną pracą na świecie jest wychowanie samotnie dwojga nieletnich ”na ludzi”. Spróbujmy tego nie schrzanić.

Organizacja

Poziom wzorowy. Kto nie gotował zupy na następne dwa dni z niedzieli na poniedziałek w godzinach zawansowanej ciszy nocnej, robiąc jednocześnie notatki (alb inną niezbędną zawodowo rzecz) do pracy, ten doszedł jedynie do poziomu „zadowalający”. Przypadki nagłe? Stymulują jedynie mózg matki-singielki do natychmiastowego poszukiwania efektywnych rozwiązań. Młody chory, starsze do szkoły? Acha: pierwszy telefon do mamy koleżanki z „naszej” klasy: Pomożesz? Zabierzesz na pokład moje dziecko i podrzucisz ? Odhaczamy. Drugi telefon do przychodni: Nie ma numerków?! Proszę pani, ja pani zaraz udowodnię, że są. Tak, poczekam. Dziękuję. Odhaczamy. Trzeci do pracy: Mam mały poślizg, dzieciak chory. Nadrobię, obiecuję, potrzebuję dwie godziny na przeorganizowanie. Odhaczamy. Kurtyna.

Zakupy? Z wywieszonym językiem, w drodze z: pracy, szkoły, przedszkola, zebrania w szkole, zajęć z angielskiego. Przemyślane (budżet!) i zdrowe (dzieci!). Przebijcie to.

Opieka nad dziećmi

Najlepsza, jaką tylko można sobie wymarzyć. Miłość na wyciągniecie ręki, bliskość, której nie da nikt inny.

Odpoczynek

Po pierwsze, kto powiedział, że liczy się tylko solo…? Teatr? W przedszkolu dają świetne przedstawienia. Kino? Domowe genialnie się sprawdza. Co z tego, że Disney. Disney jest w porządku. Relaks? Czasem dosłownie „wyrwany” codzienności, często okupiony poczuciem winy („Matko Boska, siedzę tu już trzy minuty i nic nie robię”). Małe, krótkie chwile, kiedy ośmielasz się zamarzyć o czymś dla siebie. Czy ONI (tamci) w ogóle marzą, skoro mają już wszystko? 😉

Oszczędność

Podstawa naszego planowania. Matki- singielki oszczędzają wszystko: pieniądze, czas, a sobie – wspomnień, które doprowadziłyby je do niepotrzebnych łez… Nie, przepraszam, jedno dajemy bez opamiętania: miłość.

Kochane matki- singielki, opiekunki, praczki, sprzątaczki, kucharki! Jako „nianie” byłybyśmy bezkonkurencyjne. Jako mamy jesteśmy bohaterkami. Niech sobie inni gadają. Ściskam.