Lifestyle

Poprawianie urody za pomocą preparatów medycyny estetycznej. Co dajemy sobie wstrzyknąć?

Redakcja
Redakcja
8 kwietnia 2022
medycyna estetyczna
 

Medycyna estetyczna bazuje m.in. na wykorzystywaniu specjalistycznych preparatów, które mają za zadanie poprawiać nasz wygląd. Substancje chemiczne typu toksyna botulinowa, kwas hialuronowy, biostymulatory typu polikaprolakton, czy kwas l-polimlekowy – to tylko niektóre z powszechnie stosowanych w komercjalnie dostępnych produktach. Oczywiście każdy producent ma swoją recepturę, przez co każdy gotowy preparat różni się, ma trochę inny skład i technologię produkcji. To wszystko powoduje, że są różnice w bezpieczeństwie ich stosowania, skuteczności i trwałości efektu pomiędzy produktami zawierającymi tę samą substancję firmy A , B czy C. O tym na co zwracać uwagę i jak nie pogubić się w świecie preparatów medycyny estetycznej, mówi dr Marek Wasiluk.

Preparaty medycyny estetycznej warto sprawdzać z dwóch powodów. Przede wszystkim dla naszego bezpieczeństwa, ale też, aby poznać ich skuteczność! Jak mówi dr Marek Wasiluk, każda tego typu substancja powinna pochodzić ze sprawdzonego źródła. – Preparaty dopuszczone do obrotu, muszą mieć specjalne certyfikaty. Kwas hialuronowy wyrobu medycznego, a toksyna botulinowa leku. To daje gwarancję ich jakości i bezpieczeństwa, ponieważ, aby je otrzymać, producenci muszą trzymać się w trakcie ich produkcji określonych standardów, i muszą zweryfikować w procesie badań, że ich produkt, o danym składzie, jest bezpieczny dla ludzkiego organizmu.

Udając się na zabiegi, polecam więc pytać o certyfikaty preparatów, jakie będą nam podawane i stosowane w zabiegu. To klucz do bezpieczeństwa, tym bardziej, że zdarzają się na rynku preparaty bez certyfikacji. Warto również orientować się od ilu lat producent danego preparatu jest na rynku i skąd pochodzi.

– Są marki powszechnie znane i cenione, ale też totalne noname’y. Powierzenie swojej urody, ale i zdrowia tym drugim jest ryzykiem i brakiem rozsądku. Jeśli ktoś oferuje nam zabieg taką substancją, radzę też sprawdzić kwalifikacje samego gabinetu lub specjalisty – ostrzega dr Marek Wasiluk.

Jak się okazuje, dobrą, pośrednią wskazówką świadczącą o jakości substancji jest też ich cena i koszt samego zabiegu. Kilkukrotne różnice w cenach preparatów, np. z kwasem hialuronowym, to nie tylko marketing, ale też różnica w składzie, jakości samego produktu. Różnica w cenie takiego samego zabiegu, wykonanego dobrym i słabym preparatem, może być nawet trzykrotna. Tani zabieg, a co za tym idzie zazwyczaj również preparat, oznacza zwykle niższą jakość. A to przekłada się na możliwość częściej występujących powikłań, ale też słabsze działanie i efekt. Nie znaczy to, że trzeba koniecznie wybierać najdroższe zabiegi, ale nie sięgajmy też po najtańsze.

fot. GeloKorol/iStock

Względy bezpieczeństwa to jedno. Natomiast nawet, jeśli trafimy na dobry jakościowo preparat okazuje się, że może mieć nieco inne właściwości niż wydawałoby się ten sam i to z tej samej półki innej marki, a co za tym idzie może dawać też nieco inne efekty.

– To prawda. Np. dostępnych w Polsce, zatwierdzonych przez Polskie prawo toksyn botulinowych jest kilka. Np. Botox firmy Allergen, Azzalure Galdermy, czy Bocouture marki Merz. Każdy z nich różni się nieco działaniem oraz ma swoją odrębną procedurę podawania. Ale co więcej nawet w obrębie jednej firmy produkuje się różne odmiany tego samego preparatu! Np. Galderma wypuściła już 3 preparat toksyny botulinowej – Alluzience, która jako pierwsza na rynku ma płynną postać, jest gotowa do podania. Wszystkie inne botuliny, również innych producentów, do tej pory dostępne były w formie proszku, z których lekarz następnie musiał przygotować odpowiedni roztwór. M.in. od jego stępienia zależała skuteczność zabiegu. Nowy preparat ma nie pozostawiać pola do pomyłek. Poza tym oczyszczenie tej botuliny też ma być lepsze, przez co ma mniej alergizować – wyjaśnia dr Marek Wasiluk.

Także rynek wypełniaczy na bazie kwasu hialuronowego jest bardzo konkurencyjny. Dostępnych preparatów tego typu jest jeszcze więcej niż toksyny botulinowej, kilkadziesiąt. Ale nawet tutaj zdążają się ciekawe, trochę inne produkty.

– Mogę tu wymienić kwas hialuronowy MaiLi, który jest trochę inny niż pozostałe. Co wynika z technologii produkcji. Ma formułę wyjątkowo elastycznego żelu, dzięki czemu wykonane nim uzupełnienia tkanek są bardziej precyzyjne i plastyczne, a przez to pozwalające zachować bardziej naturalny wygląd twarzy niż inne preparaty, a to niezwykle ważne w przypadku pracy wypełniaczami – opisuje specjalista kliniki L’exerta.

Preparaty mogą się różnić w obrębie tego samego nazewnictwa również ze względu na wskazania do zastosowania. Dr Marek Wasiluk tak opisuje np. biostymulatory:

– Osoby, które mnie znają – są moimi pacjentami lub czytują np. mój blog wiedzą, że bardzo lubię biostymulatory. To substancje, które naturalnie odbudowują kolagen w skórze, przywracając jej właściwe objętości i kształt. Wśród biostymulatorów wiele lat stosowałem kwas l-polimlekowy, Sculptra. Potem pojawił się polikaprolatkon Ellanse, który ma o wiele szersze wskazania do stosowania m.in przez lepszą konsystencję, dzięki czemu umożliwia bardzo precyzyjne korekty.

Przestawiłem się więc zdecydowanie na niego. Natomiast niedawno wprowadzono nowy kwas polimlekowy Lanluma, który skłonił mnie do ponownego sięgnięcia po preparat z tej póki. Nie chcę nim zastąpić Ellanse, który pięknie modeluje i odmładza twarz, ale za to uważam, że tym nowym preparatem warto modelować ciało! Lanluma to bardzo efektywny stymulator syntezy włókien kolagenu i elastyny, który bardzo mocno zadziała na większych obszarach i poprawi kształt np. pośladków, biustu, ramion, bioder, czy brzucha. Zabieg ujędrni je i uniesie, sprawiając, że ich tkanka  będzie bardziej zwarta. To cenne wskazanie dla osób, które nie chcą decydować się na inwazyjne operacje plastyczne.

– Na tych kilku przykładach preparatów widać, ze ich świat jest bardzo bogaty, a jedna substancja drugiej, tylko z pozoru tej samej, wcale nie musi być równa. Warto więc przede wszystkim być tego świadomym, a decydując się na zabiegi, wcześniej dokładnie zapoznać z proponowanym nam preparatem.


dr Marek Wasiluk ‒ specjalista medycyny estetycznej, właściciel nowej, warszawskiej kliniki L’experta. Pierwszy i jedyny Polak, który ukończył studia MSC in Aesthetic Medic w szkole Barts and The London School of Medicine and Dentistry na prestiżowym uniwersytecie Queen Mary University of London. Autor eksperckiego bloga www.marekwasiluk.pl i książki pt. „Medycyna estetyczna bez tajemnic”.


Lifestyle

Wielkanoc tradycyjnie, smacznie i… zdrowo? To możliwe!

Redakcja
Redakcja
8 kwietnia 2022
 

Święta Wielkanocne to wyjątkowy okres spędzany w gronie najbliższych. Podczas ich trwania można sobie pozwolić na małą dietetyczną rozpustę. Pomimo tego warto zadbać o odpowiednią kompozycję świątecznych potraw. Podpowiadamy, co jeść na Wielkanoc i jakie aktywności urozmaicą ten wyjątkowy okres.


Wielkanoc – jak jeść lekko i zdrowo?

Wielkanocne zupy

Zdrowe jedzenie w czasie Wielkanocy nie oznacza rezygnacji z tradycyjnych potraw. Zacznijmy od zup! Dla wielu z nas klasycznym daniem jest żurek lub barszcz biały. W czasie ich przygotowywania warto zadbać o kilka szczegółów, które sprawią, że potrawy staną się mniej kaloryczne i zdrowe.

Po pierwsze, wspomniane zupy powinny być przyrządzane na wywarze składającym się z dużej ilości warzyw, takich jak: marchewka, pietruszka, por oraz seler. Należy pamiętać, że tego typu produkty powinny pochodzić ze sprawdzonych ekologicznych źródeł. Takie rozwiązanie sprawi, że zupa stanie się źródłem cennych witamin i minerałów.

Osoby uwielbiające białą kiełbasę powinny ją gotować w osobnym garnku, dzięki czemu danie stanie się mniej tłuste. Tego rodzaju zupy można zabielać za pomocą jogurtu naturalnego.

Jajka

Kurze jajka stanowią podstawowy element większości wielkanocnych stołów. Należy pamiętać, że w połączeniu z majonezem zawierają duże ilości cholesterolu. Dlatego warto postawić na alternatywne sposoby przyrządzania jaj. Wiola Lis z ekocentrum Arkana Smaku podpowiada: „Majonez można zastąpić jogurtem lub majonezem wegańskim, przy zastosowaniu bardzo smacznych i zdrowych dodatków, takich jak: szczypior, chrzan, kiełki rzodkiewki, rzeżucha lub suszone pomidory”. Ekologiczne pochodzenie wymienionych produktów zapewnia bezcenną dawkę składników odżywczych i sprawia, że Święta Wielkanocne nie skończą się problemami żołądkowymi.

Jajka faszerowane pieczarkami, łososiem, awokado, tuńczykiem - przepis

Fot. iStock

Wielkanocne słodkości

Podczas Wielkanocy lubimy zajadać się różnego rodzaju słodkimi wypiekami, takimi jak: babka, sernik lub mazurek. Przy ich przyrządzaniu warto postawić na zdrowsze zamienniki, które sprawią, że ciasta będą zawierały mniej cukru i tłuszczu. Aby to osiągnąć, można zastosować produkty takie jak: mąka orkiszowa, kasza jaglana, mielone orzechy, daktyle lub olej rzepakowy. Wybór zdrowych składników jest naprawdę szeroki i zależy tylko od naszych indywidualnych preferencji smakowych.

Ewelina Klimek, specjalistka produktowa w Arkanach Smaku dodaje: „Ogromną popularnością przed każdymi Świętami cieszą się zamienniki cukru. Klienci bardzo często wybierają ksylitol lub erytrytol, które świetnie sprawdzają się w świątecznych wypiekach i pozwalają obciąć nieco ich kaloryczność”.

Święta na świeżym powietrzu

Święta to czas, podczas którego jemy więcej niż na co dzień. Z tego powodu nie można zapominać o aktywności fizycznej, pozwalającej na spalenie nadmiaru spożytych kalorii. Wybrany sposób ćwiczeń nie musi być katorgą! Mogą to być aktywności wykonywane na świeżym powietrzu, co pozwoli na efektywne dotlenienie organizmu.

Wielkanoc to czas spędzany z rodziną dlatego warto postawić na wysiłek w towarzystwie najbliższych. Róbcie to, co sprawia Wam przyjemność! Bieganie, jazda na rowerze lub rolkach czy też długi spacer? Niezależnie od rodzaju aktywności ruch na świeżym powietrzu niesie ze sobą szereg korzyści. Poza wspomnianym dotlenieniem pozwala na spalanie nadmiaru kalorii, ma pozytywny wpływ na samopoczucie i pozwala zapomnieć o trudach codzienności. Z tych powodów warto korzystać z ciepłej, wiosennej aury i postawić na aktywności fizyczne na łonie natury.

Wielkanocny odpoczynek

Dla większości z nas Wielkanoc to czas wolny od pracy. Podczas tego okresu należy zapomnieć o swoich codzienny służbowych obowiązkach i postawić na różnorakie formy relaksu. Dla jednych będzie to nadrobienie czytelniczych zaległości. To czas, kiedy można sobie pozwolić na
leniwe wieczory w towarzystwie ulubionych autorów książek. Inną formą relaksu mogą być wspólne zabawy z dziećmi. Pomijając tradycyjny śmigus-dyngus warto postawić na rozrywki stymulujące pracę mózgu zarówno dzieci, jak i dorosłych. Mogą to być klasyczne gry towarzyskie, takie jak: kalambury, państwa-miasta, okręty lub chińczyk. Inną ciekawą opcją jest wspólne układanie puzzli lub tworzenie ciekawych kształtów z plasteliny lub klocków.

Kolejnym sprawdzonym pomysłem jest przygotowanie ciekawego seansu filmowego. Dzieci uwielbiają kino domowe ze zdrowymi przekąskami u boku swoich rodziców. Takim wypoczynkiem nie pogardzą również sami dorośli.


Lifestyle

Małgorzata Ohme i Joanna Flis: Alkohol, kompulsywne objadanie i oglądanie seriali. Wysoki stres to pułapka uzależnień

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
8 kwietnia 2022

Wysoki stres to pułapka uzależnień. Jak zatroszczyć się o siebie i być czujnym w trudnych czasach? Na to pytanie odpowiadają Małgorzata Ohme i psychoterapeutka Joanna Flis, autorka książki „Współuzależnieni. Jak zatroszczyć się o siebie i budować zdrowe relacje z osobami uzależnionymi”. Całą rozmowę można zobaczyć na platformie Mindgram.

Małgorzata: Czy czas pandemii, a teraz wojny, który obfituje liczne stresory, sprawił, że uzależnialiśmy się częściej?

Joanna: Tak, ten czas był wyzwaniem, bo też zmienił naszą wewnętrzną mapę świata. Dotychczas większość z nas myślała, że na tym świecie można polegać i że jest on przewidywalnym miejscem. Mamy więc wyzwanie, a ono zawsze implikuje u niektórych osób niekoniecznie zdrowe sposoby na rozwiązywanie kryzysów, które są wewnętrzne. Dlatego wzrosła ilość osób korzystających z sieci w sposób nałogowy. Są badania (raport Nask „Nastolatkowie 3.0”), które pokazały, że 94% młodych ludzi cierpi po okresie pandemii na FOMO (fear of missing out – ssytuacja, w której osoba odczuwa przeraźliwy strach przed tym, że ominie ją jakaś ważna informacja i z tego powodu czuje potrzebę stałego monitorowania wydarzeń przy użyciu smartfona, czy komputera — przyp. red.) W czasie pandemii o 50 minut więcej spędzamy przy telefonie i teraz trudno nam się z tego wycofać. Izolacja i brak więzi społecznych wpłynęła na to, że szukamy w Internecie więzi, a nawet wsparcia psychologicznego.

Rozwinął się także bing-watching, czyli oglądanie seriali nadmiarowo, po 10 odcinków na raz. Uzależniliśmy się nawet od słuchania podcastów, które oczywiście są potrzebne, ale musimy zdać sobie sprawę z tego, że nie powinniśmy cały dzień chodzić ze słuchawkami w uszach. To nie jest zdrowe i pokazuje, że wypełniamy swoją głowę cały czas różnymi treściami, uciekamy od tego, co w tej głowie po prostu mamy. Rozwinęło się wiele kompulsywnych zachowań. Ludzie sięgają po telefon 120 razy dziennie i kupują coraz więcej, zwłaszcza przez Internet. Rozwijamy się nie tylko w zachowaniach nałogowych, ale też kompulsywnych. Coś takiego się dzieje, że mamy coraz mniejszy repertuar kontentowania napięcia.

Zobacz także: „Mój ojciec pije wódkę tak, jak my herbatę. Piwo, jak my wodę. A ja? Mam ataki paniki i napady gniewu”

Jeśli chodzi o alkohol, to ostatnie badania Uniwersytetu Jagiellońskiego pokazują, że na każdego mieszkańca, włączając w to dzieci, pijemy jedno piwo dziennie. To pokazuje, jaka jest skala. Do tego trzeba dołożyć fakt, że ten wskaźnik od wielu lat stale wzrasta. Czasem myślimy, że w latach 90. było źle, ale statystyka pokazuje jednak, że jesteśmy w gorszym miejscu.
Ostatnio zajmowałam się tematem jedzenia kompulsywnego, które pełni różne funkcje np. redukuje napięcia. Sięgamy też po jedzenie z powodu nudy. Jaki widzisz tu mechanizm? Dlaczego sobie z tym nie radzimy?

Joanna: Królową matką uzależnienia jest nałogowa regulacja uczuć. Po pierwsze: nie rozpoznajemy emocji. Po drugie: mamy niską zdolność do znoszenia emocji o silnym natężeniu i wszystko nam się wydaje dużo trudniejsze. A po trzecie: na nierozpoznane emocje reagujemy tylko w jeden sposób – nałogowy.

Wiele dzieciaków, które wychowują się w domach, w których mało się mówi o emocjach, nie potrafi od początku tych emocji nazywać. Jeśli te osoby trafią na przestrzeń, która jest w stanie regulować ich pobudzenie układu nerwowego w górę albo w dół, to jest to piękny fundament do tego, by rozwinęło się uzależnienie. U źródeł każdego uzależnienia leży trudność w rozpoznawaniu swoich stanów emocjonalnych, nieumiejętność przypisywania im prawdziwych potrzeb i ich adekwatnego zaspokajania. Mamy więc trzy kroki: muszę wiedzieć, co czuję. Muszę wiedzieć, co to dla mnie oznacza. Muszę umieć się tym zająć.

Zobacz także: Dorosła Córka Alkoholika. Wstyd czy siła, które bierze się z twojej wyjątkowej wrażliwości

W pewnym sensie zachowania kompulsywne albo nałogowe zwalniają nas z tego obowiązku. Ja mogę wykonać mniej pracy, sięgnąć po dwie kostki czekolady i zagłuszyć w ten sposób cokolwiek czuję: nudę, bezsilność, złość, żal, samotność. To dotyczy jakichkolwiek emocji, które niosą ze sobą cząstkę wiedzy na temat nas samych. Mogę się temu nie przyglądać, mogę to zagłuszyć.

Kultura i rodzina bardzo mocno unieważniają emocje. Dobrze, by już małe dziecko miało prawo przeżywać ich cały repertuar. My zazwyczaj jednak słyszymy: „Nie płacz, nic się nie stało, nie histeryzuj”. Jeśli unieważniamy część emocji, to unieważniamy wiedzę młodego człowiek na temat samego siebie. Na dzień dobry termostat jego wewnętrzny jest już uszkodzony. Pamiętajmy, że my potrafimy unieść tylko taką emocję, którą jesteśmy stanie w sobie poczuć. Jeśli środowisko unieważnia, nie masz na to szansy, bo mechanizmy obronne zniekształcają to doświadczenie i wtedy… boli cię głowa, brzuch, albo sięgasz po czekoladę czy alkohol. Po prostu nie masz dostępu do tego swojego centrum sterowania światem.

Małgorzata: Dzieci w rodzinach alkoholowych często dostają mylne przekazy od rodziców: „To nieprawda, że tata przyszedł pijany. To się nie wydarzyło!” Dlatego uczą się, że to, co widzę i czuję nie jest prawdą. To burzy im zaufanie do samych siebie.

Joanna: Dlatego tak wielu z nas nie ma dostępu do swojej intuicji, czegoś, co kiedyś miało potężne znaczenie dla ludzi, a teraz jest traktowane jako takie… czary -mary. A intuicja jest wypadkową tych naszych poczuć, doświadczeń, świadomości. Psychologowie twierdzą, że podstawową cechą syndromu DDA jest: nie widzę, nie słyszę, nie czuję. A przecież żebym mógł poruszać się po tym świecie, muszę najpierw mieć poczcie, że to, co czuję, widzę i słyszę jest prawidłowe i nikomu nie zagraża. (…) My natomiast bardzo ograbiamy siebie wzajemnie z naszych wewnętrznych zasobów. Bo emocje, to zawsze są nasze zasoby i drogowskazy. Dlatego osoby DDA zazwyczaj są bardzo zewnątrz sterowne, czyli uzależnione od tego, kto im coś powie, poradzi.

Małgorzata: Kiedy „nie nabyliśmy się dziećmi”, które mogły beztrosko bawić się, to tak naprawdę całe życie jest w nas ktoś, kto za tym tęskni. Zamieniamy się z rodzicami rolami. Musimy być dorosłymi za szybko. I to nam się czkawką odbija w dorosłym życiu. Ktoś mówi: on ma kryzys 30-latka, 40-latka, a okazuje się, że on „cofa się”, by nadrobić lata dziecięce, bo nie miał okazji nabawić się beztrosko w młodości. Trudno nam budować dorosłość, jak zatrzymaliśmy się na tym etapie dziecięcym, bo tylko pozornie jesteśmy tylko dojrzali.

Joanna: Wiele dzieci w takich rodzinach jest parentyfikowana przez swoich rodziców. To jest taka sytuacja, gdy zamieniamy się rolami. Dorosłe dziecko alkoholika, które było „bohaterem rodzinnym”, to jest właśnie taka postać sparentyfikowana. Później ta jego dojrzałość jest tylko pozorna i ono musi pomóc dorosnąć tym „niedojrzałym częściom” swojej osobowości. Najczęściej jednak tego nie chce. W zamian za to buduje w sobie np. poczucie kontroli, bo tylko to chroni go przed utraconą w dzieciństwie godnością. Musimy uświadomić sobie, jak wiele nieadekwatnego wstydu, upokorzenia i poczucia winy przeżywają dzieci w takich domach, w których dzieje się ta arytmetyka cierpienia. One muszą w niezdrowy sposób zbudować protezę poczucia własnej wartości. Najczęściej jest to proteza w formie: kontroli, dumy i przymusu bycia idealnym, perfekcyjnym.

Wyobraźmy sobie, że jesteśmy koszykiem. W przypadku DDA ten koszyk jest jednak dziurawy. Zbieramy do niego kolejne trofea, które mają nam podnieść poczucie wartości, ale to jest jak syzyfowa praca. Ponieważ koszyk jest dziurawy, wszystko z niego wypada. Odwaga polega na tym, by zobaczyć dziurawy koszyk i zdjąć maskę mocy. Zobaczyć, kim się jest naprawdę. Jeśli mamy przyzwolenie wewnętrzne, by dotknąć swojej słabości, by zobaczyć ją w sobie, to możemy iść o krok dalej –  ta słabość tak naprawdę nic o mnie nie mówi. To jest tylko rana po doświadczeniach z dzieciństwa, powidok, pokłosie tego, co przeżyłam. A nie dowód na to, kim jestem. Tylko wtedy mamy szanse na zmianę. Zmianę swojego życia.

Cały wywiad można odsłuchać na YouTube.


Zobacz także

Akcja „Zęby na 6-tkę!”. Tydzień I, wyzwanie #5

Polacy pomagają, a w tle: konkurs o Wołyniu, ulotki antyaborcyjne i problem z dostępem do szkół dla uczniów z Ukrainy

Dieta 1500 kcal - zasady, efekty, co wolno jeść?

List od młodej mamy do młodej mamy