Lifestyle Psychologia

18 powodów, dla których lubię być dorosła

Małgorzata Ohme
Małgorzata Ohme
12 maja 2016
Fot. iStock / gilaxia
 

Pomyślałam dziś, że lubię być dorosła. Wciąż czytam, dlaczego lepiej być dzieckiem, dziecko może to i tamto, w dzieciństwie wszystko było najsmaczniejsze. Niewątpliwie tak. Ale gdyby tak głębiej się nad tym zastanowić, to z wielu powodów wolę dorosłość. Tak, dorosłość. Ten poważny, obarczony odpowiedzialnością, żmudny i chwilami nudny czas. To zmęczenie i strach o wszystko. Ten lęk o starzeniu się i odchodzeniu. I te wieczne spotkania z deficytami z dzieciństwa.

Lubię być dorosła z kilku powodów

1. 

Po pierwsze możliwość decydowania o sobie. W tych ważnych i mało ważnych sprawach. Czy mam ochotę zjeść na obiad makaron czy kotleta. Czy pojadę na wakacje na działkę czy wybiorę greckie all inclusive. Czy zostanę na imprezie do rana czy położę się wcześniej, by rano być wyspana. Nikt mi nie mówi jak ma być czasami nawet nie dając wyjaśnienia dlaczego.

2.

Nie muszę zjadać do końca z talerza. Ani jeść tego, czego nie lubię, bo zdrowe. Nawet jeśli jem liść sałaty udając, że ma smak makaronu z truflami – to sprawia mi to przyjemność.

3.

Nie ma szkoły. Z całym szacunkiem- według mnie każda moja praca jest lepsza niż chodzenie do szkoły. Wiem, co mam robić. Raczej nie doświadczam upokorzeń lub przemocy. Nie boję się czyiś humorów, a nawet jeśli szef je ma, to jest on jeden, a nie kilkunastu. No i przerwy trwają więcej niż 10 minut!

4.

Nie muszę utrzymywać kontaktów z ludźmi, których nie lubię. Nie trzeba mijać ich codziennie na korytarzu i uśmiechać się sztucznie. Nie ranią mnie tak plotki. Wiem o sobie coś więcej niż mówią inni (choć ta umiejętność pojawiła się całkiem niedawno). Mówię, co myślę znacznie częściej. Użyję modnego dziś słowa – jestem asertywna, a konformizm nie jest już wartością nadrzędną w moim życiu, jak kiedyś.

5.

Nie rozpadam się na kawałki po każdej porażce. Traktuję to jak wyzwanie i idę dalej. Rozumiem, że nie wszystkim musi podobać się, co robię i nie każdy musi mnie kochać. Płaczę, gdy ktoś odchodzi, ale żyję dalej. Nawet całkiem dobrze mi się żyje.

6.

Nie szukam sensu we wszystkim, co robię. Niektóre rzeczy po prostu cieszą. Odczuwam radość poznając nowy smak albo doświadczając piękna w spotkaniu, obrazie, przyrodzie. Jestem bardziej uważna i dostrzegam szczegóły, które kiedyś nie miały znaczenia.

7.

Nie roztrząsam każdego słowa, reakcji, zachowania. Wiem, że ludzie czasami są bezmyślni i nie ma się co zastanawiać, dlaczego i po. Nie wszystko jest powodowane mną i moim zachowaniem. Egocentryzm dziecięcy bywa bardzo męczący.

8.

Rozumiem dzięki temu, że ludzie są różni. Myślą i czują inaczej Na tym właśnie polega piękno tego świata, by czerpać z tej różnorodności, a w swojej intymności szukać podobieństw. Rozumiem powiedzenie Ani z Zielonego Wzgórza „pokrewna dusza”. To ktoś, kto patrzy na życie podobnie jak ja. I to skarb mieć choć jednego takiego człowieka obok siebie.

9.

Odczuwam ulgę, bo akceptuję niedoskonałości. Nie wymagam od siebie ani też od innych – ideałów. Wiem, że ludzie idealni są nieprawdziwi. A już na pewno nudni jak flaki z olejem. Toleruję słabości, w bo w nich jest nasza autentyczność.

10.

Zarabiam pieniądze i wydaję na co mi się podoba. Choćbym miała jeść kromkę z masłem do końca miesiąca, bo mam ochotę na drogie szpilki albo wyjazd, na który wiem, że mnie nie stać. Jestem autonomiczna i samodzielna i to jest wolność, która istnieje tylko w dorosłości.

11.

Właśnie, wolność. Słowo klucz do dorosłego życia. Wolność fizyczna i psychiczna. Wolność myślenia, decydowania, odczuwania. Wolność, która stanowi dla mnie wartość ogromną.

12.

Seks. Taki jak chcę i z kim chcę. Ten bez poświęcania się, by ktoś mnie zaakceptował kosztem mojego dyskomfortu. Ten z dbałością o moje potrzeby i fantazje. Ten bez przemocy i nierówności w braniu/dawaniu. Taki, w którym moja przyjemność jest tak samo ważna jak partnera, a słowa „nie” nie muszę tłumaczyć.

13.

Alkohol. Dobry, droższy, ulubiony. Czerwone primitivo sącząc do kolacji. Zapach i aromat ważniejszy niż szum w głowie. Bez głowy w kiblu i kaca, który rujnuje poranek i południe następnego dnia. Bez głupich zachowań po. I bez telefonów tam gdzie ich być nie powinno. W dobrym towarzystwie najlepszy.

14.

Relacje z rodzicami, od których nie jestem już zależna. Brak zakazów. Brak złości na zakazy. Brak gderania i odmiennego zdania, które muszę uszanować. Wzajemność. Wreszcie.

15.

Utrzymywanie kontaktów z tymi krewnymi, którzy coś wnoszą do mojego życia. Brak kontaktu z tymi, którzy są toksyczni, fałszywi i chcą tylko pożyczyć pieniądze.

16.

Bycie matką. Doświadczanie miłości najpiękniejszej, bo bezwarunkowej. Odpowiedzialność za nich. Poczucie, że są częścią mnie. I że zostaną, gdy mnie zabraknie.

17.

A nade wszystko spokój w głowie. Mniejsze lub większe zrozumienie siebie. Tego kim jestem, dokąd idę i po co. Brak dylematów tam gdzie nie ma sensu je mieć. Zaufanie do siebie.

18.

I miłość. Własna. Do tej małej dziewczynki zagubionej, potem zbuntowanej nastolatki, młodej dziewczyny poszukującej i dziś dojrzałej kobiety.

linia 2px

Mam dzieci, pracuję z nastolatkami, doświadczam na co dzień ich dylematów, obserwuję piękno rodzącej się kobiecości, podziwiam, zachwycam się, zazdroszczę czasami, ale nade wszystko… odczuwam ulgę. Że ja już jestem dorosła.


Lifestyle Psychologia

Ambasada Dobrej Zabawy, czyli jak wytłumaczyć przedszkolakowi, co to jest protokół dyplomatyczny?

Redakcja
Redakcja
12 maja 2016
Fot. Materiały prasowe
 

Kto to jest dyplomata? Czy minister może nosić trampki i żuć gumę do żucia, a jego żona zrobić sobie „selfie”? Dzieci znane są z zadawania śmiesznych, celnych i błyskotliwych pytań. Rolą rodzica nie zawsze jest jednak udzielanie konkretnych odpowiedzi. Dużo więcej najmłodsi uczą się, gdy sami poszukują rozwiązania nurtujących je zagadek. Gdzie? Najlepiej w ambasadach, Francji i Niemiec, które już 21 maja otworzą swoje drzwi dla wszystkich ciekawskich.

Kino, place, czy sale zabawy są już dzisiaj passé. Rodzice poszukują bardziej ambitnej rozrywki dla swoich dzieci. Chętnie odwiedzają interaktywne wystawy, czy muzea, gdzie dzieci mogą uczyć się przez dobrze przemyślaną i zaplanowaną zabawę. Dzięki temu prostemu zabiegowi najmłodsi mogą poznać tematy z pozoru przeznaczone wyłącznie dla dorosłych odbiorów, np. zawiłości dyplomacji.

Jak wytłumaczyć przedszkolakowi, co to jest protokół dyplomatyczny?

– Najlepiej porównać to z sytuacją bliską i znaną najmłodszym – tłumaczy Lukas Wasielewski, attaché prasowy Ambasady Niemiec. – Czyli w praktyce odnieść się np. do przedszkola czy szkoły, w których dziecko musi stosować się do pewnych zasad, dzięki którym panuje miła atmosfera.  Tak samo jest z dyplomatą. Ambasadorowie, ministrowie, czy głowy państw muszą podczas swojej pracy stosować się do określonych reguł. Jeżeli ktoś nagle je zlekceważy, może dojść do nieporozumień oraz niemiłych, a czasem śmiesznych konsekwencji – dodaje. Przykłady takich sytuacji można mnożyć, ważne by znaleźć taki, który przemówi do najmłodszych odbiorców.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Zabawa do późnych godzin wieczornych, a potem problemy ze wstawaniem i opóźnienia w porannym grafiku. Scenariusz dobrze znany każdej rodzinie. Spóźnianie się to, jak się jednak okazuje, nie tylko domena najmłodszych. Podczas oficjalnej wizyty zagranicznej pary królewskiej w Hamburgu zaplanowano uroczysty wieczór w operze. Monarchowie niestety nie przybyli punktualnie, przez co cała sala łącznie z artystami czekała na nich z rozpoczęciem spektaklu. Dopiero po upływie piętnastu minut dyrygent zadecydował o rozpoczęciu opery. Odwiedziny zagranicznych głów państw często wymagają elastyczności i uszanowania odrębności kultur. Podczas oficjalnej wizyty króla Arabii Saudyjskiej Fahda, saudyjskie służby protokolarne nie zgodziły się, by w kolacji na cześć monarchy uczestniczyła tłumaczka prezydenta Francji François Mitterrand’a. Dlaczego ? Bo była kobietą, a król Fahd nie może występować publicznie, gdy w jego pobliżu znajduje się kobieta. Kancelaria francuskiego prezydenta musiała więc w trybie natychmiastowym znaleźć tłumacza francusko-arabskiego, który był mężczyzną!

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Podczas Dnia Otwartego w Ambasadach Francji i Niemiec najmłodsi będą mogli poznać wiele innych ciekawych historii z życia dyplomatów, podczas specjalnych lekcji protokołu dyplomatycznego.
– Opowiemy o podstawowych zasadach uprzejmego zachowania, jakie obowiązują podczas spotkań przedstawicieli różnych państw. Pokażemy, jak wygląda protokolarnie nakryty stół. Będzie można dowiedzieć się również, jak kraje podpisują między sobą umowy – opowiada Lukas Wasielewski. Najmłodsi dowiedzą się dużo więcej. Na przykład, jak zostać dyplomatą, kiedy dyplomata może założyć trampki i dlaczego ambasador siedzi w limuzynie zawsze po prawej stronie tylnej kanapy. Dzieci będą mogły spróbować swoich sił także podczas zajęć praktycznych. – W naszej ambasadzie urządzimy stoisko młodego wyborcy. Stoisko i materiały wyborcze będą imitowały materiały używane podczas prawdziwych wyborów, a więc kabiny, urny, listy wyborcze, karty do głosowania i koperty – mówi Alain Dubuy, radca prasowy  Ambasady Francji. – Dzieci będą uprawnione do głosowania na podstawie dowodu tożsamości, którym w tym wypadku będzie paszport Dnia Otwartego – dodaje. Dzieci wybiorą w ten sposób najlepsze stoisko Dnia Otwartego. Jak zapewnia dyplomata, zabawa ta pokaże najmłodszym, na czym polegają prawa i obowiązki obywateli. Przybliży także jeden z aspektów pracy konsulatu, który podczas wyborów we Francji umożliwia obywatelom korzystanie z prawa do głosowania za granicą. Na najmłodszych czeka jeszcze cała masa edukacyjnych atrakcji. Tylko podczas Dnia Otwartego dzieci będą miały m.in. okazję zwiedzić rezydencje ambasadorów i zrobić sobie z nimi popularne „selfie”.

Fot. Dział prasowy ambasady Francji w Polsce

Fot. Materiały prasowe

Dzień Otwarty Ambasady Francji i Niemiec, 21 maja, Warszawa, wejście od ul. Jazdów.


Lifestyle Psychologia

„Za chwilę będę”, „Świetnie wyglądasz” – kłamstwa nasze codzienne

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
12 maja 2016
Fot. istock / barbaragibbbons

Kto nie kłamie, niech pierwszy rzuci kamień. Oj tam, możemy się zarzekać, że jesteśmy uczciwi, że my to nigdy nie kłamiemy, brzydzimy się kłamstwem i inne takie. Ale gdyby tak przyjrzeć się bliżej? Kłamiemy na potęgę, codziennie.

Popytałam wśród znajomych, jakiego kłamstwa używają najczęściej. Przykładami rzucali właściwie jak z rękawa, bez zastanawiania się nad tym dłużej. I co – nie ma dnia bez kłamstwa, choćby najmniejszego 😉

Oto kłamstwa nasze codziennie:

Tak, za chwilę jestem, już jadę

A dopiero wychodzimy z domu, albo wciągamy spodnie na tyłek i w panice myślimy: „Kurde, wiem, wiem, że już powinnam być”. No, ale nie udało się wyjść wcześniej, ogarnąć wszystkiego tak, by zdążyć na umówione spotkanie, być punktualnie na imprezie. A że za chwilę nas nie będzie? No przecież mógł być korek, trzeba było zajechać na stację benzynową, a tam akurat awaria kasy, jak już zatankowaliśmy… Zawsze coś się może wydarzyć.

Świetnie wyglądasz. Widać, że schudłaś

Mówimy tak wiedząc, że komuś będzie po prostu miło, albo chcąc sprawdzić reakcję. Czasami, kiedy słyszymy: „No przestań, jak schudłam, wręcz przeciwnie”, oddychamy z ulgą, że to tylko złudzenie optyczne, i poprawiamy sobie nastrój, że nie tylko nam założenia diety nie wyszły. Ale tak, często mówimy komuś, że świetnie wygląda, choć wcale tak nie myślimy i wcale tak nie jest.

Oddzwonię

Jak często kończycie szybko rozmowę zapewniając, że oddzwonicie, choć wiecie, że nigdy to nie nastąpi, co więcej, numer na który mielibyście oddzwonić umieszczacie na czarnej liście, tak, by dana osoba nie mogła się do was dodzwonić.

Nie mogę teraz rozmawiać, mam spotkanie

Czasami myślę, że posiadanie telefonu komórkowego sprawia, że kłamstwo przychodzi nam o wiele łatwiej. Bo jak można było powiedzieć komuś, kto dzwonił kiedyś do nas na stacjonarny telefon do domu, że jesteśmy na spotkaniu. No nijak. A tymczasem, gdy dzwoni przedstawiciel banku, jakaś osoba z naglącą promocją lub ktoś z kim kompletnie nie mamy ochoty rozmawiać, zawsze można użyć fortelu: „Przepraszam, jestem na spotkaniu” – kłamstwo nr 1, kłamstwo nr 2, które pada zaraz potem: „Oddzwonię”.

Przepraszam, nie przyjdę dzieciaki mi się rozchorowały

Choć z tym chorowaniem jesteśmy dość ostrożni. Szybciej powiemy, że dziecko jest jakieś takie niewyraźne, albo, że boli je brzuch, bo wówczas następnego dnia na pytanie: „I jak Jasiu/Majka” – możemy odpowiedzieć, a że okazało się, że to nic takiego. Po prostu nasze dziecko było w gorszym nastroju, albo po kryjomu najadło się cukierków, stąd ból brzucha.

Wysłałam maila, nie doszedł?

Naprawdę nie doszedł? To niemożliwe. Proszę poczekać, zaraz sprawdzę. O kurczę zapisał się w roboczych, pierwszy raz mi się to zdarzyło. Albo się nie zapisał, wysłał i zaginął gdzieś w czasoprzestrzeni. Oczywiście nigdy go nie było, ale przecież nikt oprócz nas nie musi tego wiedzieć.

Musimy się koniecznie spotkać

O tak, tak, ustalimy termin. Bo ile można to spotkanie odkładać, zawsze sobie obiecujemy i nigdy się nie udało. Bo tak naprawdę nie mamy na to ochoty, czy też w ogóle nas to nie zajmuje. Mówimy tak z grzeczności, a nawet z chwilowej chęci spotkania się, która mija dziesięć kroków dalej i o której zupełnie zapominamy. Do kolejnego przypadkowego spotkania.

Właśnie miałam do ciebie dzwonić

Ale mnie wyczułaś. Właśnie brałam telefon, żeby do ciebie dzwonić. No wiesz, ale telepatia. Tiaaa jasne. Patrzysz na telefon, kto dzwoni i myślisz: „Kurde no miałam dzwonić, ja pierdzielę znowu zapomniałam” i… kłamstwo gotowe.

Nie, dzięki nie jestem głodna

Choć na myśl o kawałku ciasta cieknie ci ślinka. Ale twardo zaprzeczasz, że w ogóle nie masz ochoty i że właściwie to nie lubisz słodyczy, zresztą niedawno zjadłaś obiad, choć to raczej było śniadanie. Ale nie chcesz dawać podstaw do komentarzy na swój temat: „Patrz mówi, że na diecie, a ciasto je”, „Mogłaby pomyśleć o tym, jak wygląda, a nie jeść ciasto”. Oczywiście często są to nasze wyobrażenia, bo z w rzeczywistości pewnie rzadko ktoś o nas tak myśli. Poza tym często i tak dajemy się skusić: „A wiesz daj, ale tak naprawdę odrobinę, dla posmakowania”.

No zobacz, nie jem, a tyję

Dziwne nie? Nie jem słodyczy, chleba i ziemniaków, a co wchodzę na wagę to więcej i więcej. Tylko zapominamy powiedzieć, ze jemy dwa razy dziennie, a do tego podjadamy późnym wieczorem co nam w ręce wpadnie. Ale może to tarczyca? Tak, na pewno nie jest to nasz sposób odżywania – ten jest idealny – dla innych.

Oczywiście, że pamiętam, jak mogłabym zapomnieć

Mówimy, gdy ktoś mówi: „Zapomniałaś, że dziś są jego urodziny”, „Nie pamiętasz, jak on ma na imię?”, „Pamiętasz dziś o spotkaniu?”. I oczywiście, że pamiętasz – na zewnątrz, bo w głowie już rozbrzmiewa: „Ja pie*dole, jak mogłam zapomnieć, f*ck”.

U mnie wszystko świetnie

Taa, jasne. Jest cudownie, pięknie i wspaniale. To nic, że wszystko się wali i pali żywym ogniem. Ale trzeba się uśmiechnąć i nie dać nikomu satysfakcji, że coś idzie nie tak. Więc przyklejamy uśmiech mówiąc: „Wszystko dobrze” w duchu myśląc: „A co cię to obchodzi”.

Dodacie coś do tej listy?


Zobacz także

Panowie, to czyny, nie czcze gadanie, czynią z was prawdziwych mężczyzn

Akcja "Miłość to spotkania"

A może chrzanić te wszystkie dobre rady i po prostu się zakochać? 5 rzeczy, które sprawiają, że miłość, której się nie spodziewasz jest tą wyjątkową!

Zapomnieć o własnych dzieciach z powodu przeceny w sklepie? „Zrób coś dla siebie, poczuj się lepiej” – to nie są zwykłe zakupy, to coś znacznie więcej…