Lifestyle

Nocne sowy kontra ranne ptaszki. Znajdź 7 różnic

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
10 czerwca 2016
Fot. iStock / Leonardo Patrizi
 

To czy jesteś nocną sową czy rannym ptaszkiem jest w dużej mierze zapisane w twoich genach – mówią naukowcy. Więc jeśli twoja mama albo tata lubili „posiedzieć sobie” do późna, jest duża szansa, że i ty będziesz lubił bardzo długie wieczory. A jak to wpłynie na twoje życie i możliwości wykorzystywania życiowych szans? Zdaniem badaczy dzieci o wyższym poziomie inteligencji dużo częściej wyrastają na dorosłych, którzy kładą się spać późno, niezależnie od tego, czy to środek tygodnia, czy weekend. Jednak ranne ptaszki zdają się być lepiej zorganizowane i przygotowane do odnoszenia sukcesów, bo częściej przejmują inicjatywę. I nocne marki i poranne skowroneczki mają swoje mocne i słabe strony. Niektóre nawet bardzo zaskakujące!

1. Ranne ptaszki to perfekcjoniści, nocne sowy to ludzie przedsiębiorczy

Według badań przeprowadzonych na Uniwersytecie w Barcelonie, w Hiszpanii, ludzie, którzy wstają skoro świt są bardziej wytrwali w dążeniu do celu i mniej narażeni na poczucie chronicznego zmęczenia, frustrację i depresję. To perfekcjoniści. Nocne sowy są za to bardziej skłonne angażować się w działania ekstrawaganckie, wymagające impulsywności i chętnie poszukują nowych, nieoczywistych rozwiązań. Są lepszymi przedsiębiorcami.

2. Ranne ptaszki budzą się z uśmiechem, nocne sowy marszcząc brew

Jeśli lubisz być aktywny do późnych godzin, gdy zadzwoni poranny budzik naciskasz jeszcze kilka razy przycisk z napisem „drzemka”, euforia pojawi się u ciebie grubo po 18-tej. Co ci lubią rano wstawać, witają za to pierwsze promienie słońca z uśmiechem.

3. Ranne ptaszki przejawiają więcej inicjatywy, ale nocne sowy są… mądrzejsze

Cóż, sukces nie zawsze jest uzależniony tylko i wyłącznie od poziomu inteligencji.  Ale wyniki testów łączących sobie elementy matematyki, czytania ze zrozumieniem, „pamięciówki” i zadania sprawdzające refleks wypadły jednoznacznie na korzyść nocnych sów. To oczywiście nie oznacza, że jedynie nocne sowy są skazane na sukces.

4. Ranne ptaszki piją herbatkę, nocne sowy sięgają po kieliszek

Skowroneczki częściej zaparzą sobie sobie aromatyczny napój w filiżance, nocne marki sięgną po kofeinę (kawa i cola) oraz alkohol i nikotynę. Te ostatnie słabości są ściśle związane z nocnym trybem życia J.

5. Ranne ptaszki są bardziej kreatywne wieczorem, nocne sowy zaś – rano

Zaskakujące, prawda? „Szczyty kreatywności” przypadają na okres rozluźnienia, wtedy kiedy przedstawiciele obu grup działają poza „swoimi” godzinami. W badaniu przeprowadzonym w 2011 roku okazało się, że wnikliwe problemy wymagające twórczego myślenia lepiej rozwiązane były przez uczestników obu „obozów” w teoretycznie niekorzystnych dla nich godzinach. Wybuchy kreatywności pojawiają się bowiem najczęściej w okresach zmęczenia psychicznego.

6. Ranne ptaszki są starsze, nocne sowy młodsze…

Choć nie jest to sztywna reguła. Poobserwujcie jednak swoich dziadków i rodziców, a zauważycie jak często z wiekiem nabywamy tendencję do wcześniejszego zasypiania i wczesnego wstawania.

7. Ranne ptaszki kochają śniadania, noce sowy – kolacje

Nasze ulubione godziny aktywności nie tylko wpływają na nasze nastroje, wybór używek i stosunek do pracy, ale również na to jak się odżywiamy. Podczas gdy ranne ptaszki wstają wcześnie i celebrują zdrowe śniadanie czytając poranne wiadomości, nocne sowy zrywają się z łózka późno, zjadają w pośpiechu byle co. Wieczorem za to lubią naprawdę dobrze zjeść.

A wy kim jesteście? Nocną sową, czy rannym ptaszkiem?


Źródło: Lifehack.org


Lifestyle

9 rzeczy, przez które nie potrafisz znaleźć miłości

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
10 czerwca 2016
9 rzeczy, przez które nie potrafisz znaleźć miłości
Fot. iStock / gruizza
 

Jak tu otworzyć swoje serce jeszcze raz i na nowo pokochać po tym, jak zostało się zranionym? Jeśli zanurzysz się w głąb siebie odpowiedź znajdzie się sama. Tak to właśnie jest: to, co powstrzymuje cię przed miłością, to rzadko jakieś zewnętrzne ograniczenia. Większość barier stwarzasz sobie sam, hamują cię twoje lęki, uprzedzenia i wygórowane wyobrażenia.

Co przeszkadza nam znaleźć prawdziwą miłość i kochać dobrze:

1. Nieaktualne wzorce

Każdy z nas nosi w sobie przekonania dotyczące miłości i życia w związku. Tworzymy je w oparciu o doświadczenia z poprzednich relacji i wzorce wyniesione z domu rodzinnego. Nasze umysły lubią znaleźć sobie taki jeden model „na stałe”, a następnie dopasowywać do niego rzeczywistość. To spory błąd: nie ma dwóch takich samych osób, związków, relacji między ludźmi. Ten model czy wzór, który sprawdzał się w poprzedniej relacji, w nowej jest bezużyteczny: trzeba „uczyć się człowieka”  od podstaw. A przeszłość się nie powtórzy, bo i ty jesteś już innym człowiekiem.

2. Wcześniejsze związki

Nawet jeśli poprzedni związek się formalnie zakończył, dla ciebie etap tego związku jeszcze nie jest zakończony. Być może żyjesz nadzieją, że jeszcze do siebie wrócicie, ciągle jeszcze kochasz, albo macie ze sobą jakieś nierozwiązane sprawy. Może trzymają cię przy nim wspomnienia i oczekujesz, że twój kolejny związek będzie taki jak twój ostatni. To się nie skończy dobrze: nowy partner nie otrzyma od ciebie prawdziwej szansy by rozgościć się w twoim sercu na „swoich” zasadach, taki jaki jest, z jego własną miłością. Powiedz „do widzenia” swojej przeszłości. Daj sobie szansę.

3.Twój charakter

Czasem przyczyna, dla której nie możesz być szczęśliwy w miłości jest bardzo prozaiczna. Wszyscy wokół potrafią ją dostrzec – ty rzadko kiedy. Potrafisz przeanalizować to jakim właściwie jesteś partnerem? Bo jeśli bywasz arogancki, egoistyczny, lub poniżasz tych, których kochasz, nie spodziewaj się cudów. Miłość wymaga pracy nad sobą. Jeśli posiadasz cechy, które są szkodliwe dla tego typu relacji jakiej chcesz, musisz być gotów się zmienić.

4. Negatywne myślenie

Jeśli w życiu bliższa ci filozofia Kłapouchego niż Tygryska, raczej nie rozsiewasz wokół siebie feromonów szczęścia. Brutalna prawda jest niestety taka, że ludzie uśmiechnięci, pozytywnie nastawieni do innych i do życia łatwiej znajdują swoje drugie połówki i są szczęśliwsi w miłości. Przyczyna jest prosta: przede wszystkim jest im dobrze samym ze sobą, związek nie jest dla nich lekarstwem na cale zło tego świata lecz świadomym wyborem.

5. Brak miłości własnej

Nie można dobrze kochać kogoś innego, jeśli nie potrafi się kochać siebie. Nikt inny nie może cię „uzupełnić” o swoją miłość. Pokochaj siebie, przekonaj się o swojej wartości i wyjątkowości. Nie oceniaj się, nie porównuj od innych. Będzie dobrze.

6. Mechanizmy obronne

Zbudowałeś mur broniący dostępu do twojego serca, tak by nikt nie mógł cię już zranić. Nie jesteś gotowy na miłość i związek. Relacje międzyludzkie wymagają od nas oddalenia się od naszej strefy komfortu i podejmowania emocjonalnego ryzyka. Zamknięte serce nie dostrzeże w porę szansy na miłość. Otwórz je.

7. Lista, lista

Jeśli stworzyłaś sobie listę 20 rzeczy, których szukasz u partnera, to albo się szybko i srogo zawiedziesz, albo ktoś naprawdę wartościowy umknie ci tuż koło nosa. Prawdopodobnie taka „idealna” osoba nie istnieje, a jeśli nawet to pewnie szybko okazałoby się, że zupełnie do ciebie nie pasuje.

8. Oczekiwania.

Wzorując się na owych listach tworzysz nierealistyczne oczekiwania co do swojego partnera. Im więcej masz wymagań dotyczących jego kariery, osobowości, zachowania w określonych sytuacjach, tym bardziej prawdopodobne, że nie utrzymasz tego związku

9. Gorycz i gniew

Nie można pielęgnować w sobie goryczy i złości z przeszłości, jeśli celem jest „cała na przód”. Wybacz i sobie i tym, którzy cię zranili. Jeśli jesteś gotowy, aby zakochać się jutro, bądź gotowy przebaczyć ludziom, którzy zranili cię dziś.

Kochaj. To najpiękniejsze co nam się w życiu przydarza. Nie pozbawiaj się możliwości bycia dla kogoś całym światem i dostrzegaj cały świat w tej drugiej osobie.


Źródło: mindbodygreen.com


Lifestyle

Pielęgniarka z Centrum Zdrowia Dziecka: To mnie obraża. Walczymy o wasze dzieci, dlaczego nikt nie walczy o nas?!

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
9 czerwca 2016
Wikimedia / Piotr VaGla/ CC0 Public Domain

– Dziękuję wam za to, że jeszcze wam się chce, że macie siłę do walki, że wierzycie, że można coś zmienić. Starsza pielęgniarka dziękowała nam, strajkującym koleżankom, bo ona już nie miała siły, nie miała nadziei. W oczach miała łzy. Zostały jej dwa, trzy lata pracy, chce tylko dotrwać do końca. Ale my, młodsze mamy walczyć. Mamy upominać się o to co nasze, mamy prawo żądać godnego traktowania.

16 dni strajku, 16 dni walki o to, by ktoś nas zobaczył, by usłyszał, by w końcu potraktował poważnie. Podpisano porozumienie, strajk zakończono. Władza klepie się po opasłych brzuchach, bo w końcu kryzys został zażegnany, a oni sobie przypiszą sukces ugaszenia tego pożaru. Dyrekcja Centrum Zdrowia Dziecka może roześmiać się nam w twarz, może nam dzisiaj powiedzieć: „Widzicie, gdzie wasze miejsce? Zapamiętajcie dobrze to, co się stało. Niech jedna nauczka wam wystarczy. Nie próbujcie więcej się wychylać”.

Po pierwsze zostałyśmy oplute

Przez media, przez ludzi, na których wsparcie liczyłyśmy. Do matek jednego z naszych szpitalnych dzieci podszedł dziennikarz komercyjnej stacji i spytał: „Szukam negatywnych opinii na temat pracy pielęgniarek. Mogłaby Pani coś powiedzieć?”. Kiedy odpowiedziała, że nie ma nic złego do powiedzenia, poszedł szukać dalej.

Dlaczego ci rodzice, którzy tak chętnie wypowiadali się o fatalnej pracy pielęgniarek z CZD nie powiedzieli, że ich dzieci nigdy nie były pacjentami szpitala? Dlaczego nabrano wody w usta, zaczęto nas obrzucać błotem. Mówić, jakie jesteśmy chciwe i zawistne.

Dlaczego nikt nie wszedł na oddział, nie towarzyszył nam w pracy, nie widział, jak wielu mamy pacjentów, a jak nieproporcjonalnie dużo papierkowej roboty. Dlaczego nikt nie spędził dnia u boku pielęgniarki? Nie znam żadnej, która pracowałaby tylko na etacie w szpitalu? Każda, aby godnie żyć, musi dorabiać. Dlaczego podczas strajku nikt o tym nie powiedział głośno? Dowiedziałyśmy się o sobie, że jesteśmy leniwe, zależy nam tylko na pieniądzach, a zdrowie małych pacjentów stawiamy na szarym końcu… No tak, ale przecież my jesteśmy od picia kawy… zapomniałam.

Po drugie pokazano nam, gdzie nasze miejsce

Może jakby stanęli za nami górnicy i zaczęli palić opony przed sejmem, coś byśmy wskórały, coś osiągnęły. Ale nie. My jesteśmy grupą ciężko pracujących kobiet. Naiwne, które kształcą się za swoje pieniądze, które uczą się w czasie wolnym, które same bez pomocy państwa i szpitala edukują się, by móc pomagać lepiej.

Więc skoro jesteśmy takie głupie, że chcemy się rozwijać, że decydujemy się na pracę, którą kochamy, za głodowe stawki, to można nas traktować jak śmieci nie mające prawa głosu.

Koleżanka usłyszała rozmowę dwóch lekarek: „Te pielęgniarki to pi*dy. My położyliśmy wypowiedzenia i dla nas od razu pieniądze się znalazły”. Tak, my też byśmy mogły położyć wypowiedzenia. Ale nie mamy oszczędności, nie mamy możliwości przejścia do pracy na lepszych warunkach. To jak pułapka – inny szpital da mi 200 złotych więcej, ale nie wiem, co mnie tam czeka. Czasami lepiej wybrać znane zło, niż nieznane. Lekarze takich dylematów nie mają. Do ratowania życia dziecka zawsze ktoś musi się znaleźć. A my? Jak szara masa musi zapełniać szpitalne korytarze.

Nie znam pielęgniarki, która odeszłaby od łóżka ciężko chorego dziecka, która by z godziny na godzinę powiedziała: „Nic mnie nie obchodzi, że ono potrzebuje opieki. Nie płacą mi, odchodzę”. Nie znam takiej. Ale my też jesteśmy ludźmi, my też nie jesteśmy w stanie pracować półtora etatu i cieszyć się z pensji, którą każdego miesiąca otrzymujemy. Czy po to się uczyłam, kończyłam studia, żeby teraz uczciwie pracując nie móc wysłać swojego dziecka na dodatkowy angielski, by nie móc wyjechać za granicę na wakacje? Ja nie chcę pieniędzy za nic. Chcę dostać godziwe wynagrodzenie za to, co robię, z wzięciem pod uwagę odpowiedzialności, która w pracy na mnie spoczywa. Czy to jest nieuczciwe, tak trudne do zrozumienia?

Po trzecie roześmiano się nam w twarz

300 złotych brutto podwyżki. Tak, skaczmy do góry, cieszmy się, ogłośmy sukces. WOW. Im dłużej trwał strajk, tym w nas było mniej nadziei. Nikt się za nami nie wstawił, nikt nas nie poparł. Zbyt dużo interesów w szpitalu myje ręce kolejnym osobom, by opłacało się komukolwiek zwrócić na nas uwagę, zawalczyć razem z nami. Dlaczego lekarze nie powiedzieli: „Popieramy nasze pielęgniarki, w geście solidarności przyłączamy się do ich strajku. Zasługują na godziwe warunki pracy”? Niee, bo każdy lekarz wie, że jak dostaniemy więcej pieniędzy w szpitalu, to kto przyjdzie do ich prywatnych klinik, która pielęgniarka będzie musiała dorobić?

Młode dziewczyny wynajmują w Warszawie mieszkanie w trójkę, czwórkę. Mieszkają we dwie w jednym pokoju! Jak one mają sobie ułożyć życie, jak cieszyć się z tego, że mają pracę, skoro nie mogą dzięki niej spokojnie i godnie żyć. Przecież dane czarno na białym pokazują, że tylko 1/3 pielęgniarek po skończonych studiach pracuje w zawodzie. Większość dziewczyn wyjeżdża za granicę. I nawet jak kiedyś ktoś łaskawie da im za pracę w szpitalu 3,5 tysiąca złotych, to która zdecyduje się wrócić?

300 złotych… Angielski mojego dziecka, na który mnie nie stać w Warszawie kosztuje 1500 złotych…Strajk się zakończył porażką. To porażka nie pielęgniarek, to porażka rządu i dyrekcji Centrum Zdrowia Dziecka. To pokazanie, jak nami pogardzają, jak się z nami nie liczą i jak mają nas za nic, dając nam jałmużnę w postaci „wypracowanego porozumienia”. Walczyłyśmy, wierzyłyśmy, że coś uda się w końcu zmienić. Ale opadałyśmy z sił, z nadziei, której było coraz mniej. Bo jak walczyć, gdy wszyscy są przeciwko tobie? Nikt nie dałby rady.

Wracamy do pracy pokonane. Nie chcemy klepania po ramieniu, współczujących spojrzeń… Nie wiem tylko, co powiem tej starszej koleżance, która tak w nas wierzyła ze łzami w oczach dziękując za wolę walki, której dziś już we mnie nie ma…


wysłuchała: Ewa Raczyńska 


Zobacz także

„Kochanie, przecież wiesz, że nie umiem robić prania…”. Zero litości, ON też może się nauczyć! 5 sposobów na łatwe pranie

Kobieto, zacznij dzielić się obowiązkami ze swoim partnerem. 10 wskazówek, jak to zrobić

Kiedy jesteś współuzależniona, upodabniasz się do uzależnionego partnera