Lifestyle

Nigdy nie jest za późno na rozmowę. 5 kroków do odbudowania spalonego mostu

Redakcja
Redakcja
19 marca 2017
Fot. iStock
 

Życie stawia nas w sytuacjach, w których czasem podejmujemy trudne czy złe decyzje. Bywa, że palimy za sobą mosty, zamykamy ostatecznie drzwi, nie oglądając się za siebie. Skutek bywa różny, jedni cieszą się nowym życiem, uwolnieniem się od dręczącej przeszłości, toksycznych znajomości. Inni po czasie dochodzą do wniosku, że spalenie za sobą mostu było zwyczajnym błędem, wpływającym na życie i ograniczającym pewne możliwości.

Trudno jest naprawiać popełnione błędy, tym bardziej, gdy wydaje się, że nic nie można już zrobić. Czasu nikomu nie uda się cofnąć, wypowiedzianych słów zapomnieć i odwrócić efektu podjętych działań. Nie zawsze jednak sprawa jest stracona, warto przynajmniej spróbować odbudować to, co zostało zburzone.

5 kroków do odbudowania spalonego mostu:

1. Odważ się na postawienie pierwszego kroku

Najtrudniej jest porzucić swoje pretensje, żal i uprzedzenia i wyciągnąć rękę do drugiej osoby. Odrzuć przekonanie, że tylko winny czy słabszy wychodzi z inicjatywą zgody. To nie wzięcie na siebie całej winy, ale gest dobrej woli, otwierający drogę do porozumienia.

2. Przebacz i proś o przebaczenie

Nikt nie jest bez winy w zniszczonych relacjach, należy więc być uczciwym wobec siebie i drugiej osoby. Przebaczenie musi nastąpić po obu stronach, aby przejść przez trudną sytuację, bez dalszego wzajemnego obwiniania, bez urazy. Przebaczenie pozwala zakopać wojenny topór i podążać dalej.

3. Bądź otwarta na rozmowę 

Zaangażowanie w otwartą i szczerą rozmowę pomoże oczyścić atmosferę, wyjaśnić problemy i poszukać wspólnie najlepszych rozwiązań. Rozmowa to podstawa, by wyrzucić złe emocje, kłamstwo lub fałszywe nadzieje, które doprowadziły do zerwania relacji.

4. Słuchaj 

Rozpoczęcie rozmowy to połowa sukcesu. Na jego pozostałą część składa się umiejętność otwartego słuchania. Odrzuć swoje pretensje, wersję wydarzeń, uprzedzenia, osądy. Słuchaj z otwartą głową, bo tylko w ten sposób na nowo będziesz mogła spojrzeć na zaistniałą sytuację.

5. Bądź gotowa na kompromis

To nie jest tak, że tylko jedna osoba bierze na siebie całą winę i po sprawie. Rozmawiając o tym, co się wydarzyło i o tym, czego oczekujesz od drugiej osoby, bądź gotowa na pewne ustępstwa, jako wyraz dobrej woli. Z reguły więcej, niż tylko jedna sytuacja i osoba przyczynia się do zerwania znajomości. Oczywiście, nie rezygnuj z tego, co dla ciebie jest ważne, ale weź pod uwagę potrzeby drugiej strony. Kompromis pozwoli odbudować zerwaną relację na zasadzie wzajemnego zaufania i jasnych, ustalonych oczekiwań. Dzięki temu nie będzie miejsca na niezadowolenie i niedomówienia.

Odkładając na bok własne ego i koncentrując się na pracy nad poprawą relacji, masz duże szanse na odbudowanie spalonego mostu.


 

źródło: www.powerofpositivity.com


Lifestyle

Samotne macierzyństwo to często wybór kobiety. Czy mężczyzna zawsze ma prawo wiedzieć, że został ojcem?

Anika Zadylak
Anika Zadylak
19 marca 2017
Fot. iStock/ue_
 

Dziecko, powinno mieć oboje rodziców, ale niestety życie piszę różne scenariusze. Powodów, dla których niektóre z nas decydują się na samotne macierzyństwo, bądź po prostu z dala od ojca dziecka, jest tak samo dużo jak historii ludzkiego życia.

Sylwia, mama 8 letniej Dominiki

Miał być ślub, a był pogrzeb i depresja, która mnie też o mało nie zabiła. Byłam najszczęśliwszą kobietą na ziemi, miałam faceta, który po czterech latach cudownego związku, oświadczył mi się i usłyszał „tak”. Ale garnitur zamiast do śluby, musieliśmy założyć Adamowi do trumny. To był wypadek samochodowy, dwa dni przed weselem. Do drzwi zapukał policjant i od razu wiedziałam, że stało się coś strasznego. Z kolejnych dwóch lat niewiele pamiętam, bo sporo piłam i ciągle byłam na lekach uspokajających. Tak wiem, to kiepskie połączenie, ale mi wtedy było wszystko jedno.

Nie spotykałam się z nikim na stałe, czasem jakiś szybki seks, żeby odreagować, a potem znowu pogrążyć się w bólu i rozpaczy. Myśl o dziecku, upragnionym i planowanym z moim zmarłym narzeczonym, wróciła blisko pięć lat po tamtych ciężkich wydarzeniach. Od razu wiedziałam, że chcę być matką, chcę mieć dla kogo żyć i kogo kochać. Ale nadal, nie chciałam z nikim być. Z ojcem biologicznym mojej Dominiki nie znałam się szczególnie dobrze. Kilka razy się spotkaliśmy, był seks, rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Celowo przestałam się zabezpieczać, nie powiedziałam mu o tym. Wiedziałam, że jego podejście do ojcostwa jest nijakie,  bo mówił, że jakby już musiał, no to ewentualnie, wspierałby pieniędzmi. Było mi to na rękę, zwłaszcza, gdy okazało się, że on wyjeżdża na stałe za granicę, a ja… jestem w 6 tygodniu ciąży.

Córka zapytała mnie o swojego ojca tylko raz. Pani w szkole, kazała napisać wypracowanie o tym, czym zawodowo zajmują się rodzice. I wtedy porozmawiałyśmy chwilę. Powiedziałam jej, że człowiek, o którego pyta, jest dobry i mądry, ale nie możemy ze sobą być. Mieszka, bardzo daleko stąd i nie mamy kontaktu. Zaznaczyłam, że gdy Misia będzie trochę większa, wrócimy do tej rozmowy. Nie dopytywała, śmiała się, że razem we dwie też jest nam dobrze i że wiele dzieci w klasie ma tylko jednego rodzica. Jeśli kiedykolwiek zażąda prawdy, powiem jej. A jeśli, będzie chciała go odszukać? Nie wiem, nigdy o tym nie myślałam, ale pewnie pierwsza będę musiała to zrobić. I przyznać się, że jestem nie tylko dawną znajomą, ale też matką jego dziecka. Nie uważam, że komuś wyrządziłam krzywdę swoją decyzją. Moja córka ma wszystko czego potrzebuje, kocham ją ponad wszystko.

Spotykam się z kimś teraz, zna Dominikę oraz moją historię i nie potępia za to, jak postąpiłam. Cieszy mnie, że stara się być przyjacielem dla mojego dziecka, a może kiedyś będzie dla niej tatą, którego trochę ja jej odebrałam.

Lucyna, mama 15 letniego Rafała

To był romans, na dodatek w pracy z kimś, kto już miał rodzinę i dom. Nie kochałam go, po prostu pociągał mnie fizycznie i intelektualnie. Spotykaliśmy się przez blisko pół roku po kryjomu. Któregoś wieczoru powiedział, że gdybym jakimś cudem zaszła w ciążę, to on uczciwie mówi, że nie chce tego dziecka. Zadeklarował pomoc finansową, gdyby trzeba było ewentualnie „pozbyć się problemu”.

Kiedy się zorientowałam, że spóźniająca się miesiączka to nie wynik burzy hormonów, jeszcze chwilę pracowałam w tamtym biurze. Później poszłam na zwolnienie od psychiatry, żeby nie rozeszło się, że jestem w ciąży. Do tamtej firmy nigdy nie wróciłam.

Zmieniłam pracę i zniknęłam z jego życia. Nie szukał mnie nawet przez chwilę, ani razu nie zadzwonił, nie wysłał maila. To mnie tylko upewniło, że dobrze zrobiłam. A  kiedy na świecie pojawił się mały Rafał, oszalałam! Z radości, o której wcześniej nie miałam zielonego pojęcia. Nie sądziłam, że posiadanie dziecka to takie pokłady wspaniałej energii i miłości totalnie bezwarunkowej. Zupełnie nie myślałam, że jestem sama, tym bardziej, że miałam cudowne wsparcie zarówno od rodziny jak i znajomych. Lata mijały, w moim życiu, pojawił się kolejny mężczyzna, z którym chciałam założyć prawdziwą rodzinę.  Łukasz, wiedział o całej sprawie i nie nie do końca zgadzał się z moją postawą, ale starał zrozumieć i nie komentować.

– Mamo, dlaczego ja w ogóle, nie jestem podobny do taty? – spytał Rafał, gdy miał już 11 lat, a Łukasz, był od dawna moim mężem i… ojcem naszej wspólnej córki. Wtedy jeszcze, nie powiedziałam mu prawdy. Zbyliśmy go z mężem, a wieczorem usiedliśmy porozmawiać na spokojnie. Łukasz radził, by pojechać do biologicznego ojca Rafała i o wszystkim mu powiedzieć. Przecież nie mogłam dłużej milczeć, a nie chciałam okłamywać syna, że jego prawdziwy tata umarł.

Zdobyłam numer telefonu do byłego partnera i poprosiłam o spotkanie. Zgodził się, a nawet cieszył, że się odezwałam. Kiedy powiedziałam mu, że ma syna, usłyszałam, że to problem, z którym on nie ma i nie chce mieć nic wspólnego.

Nazajutrz zabrałam syna na lody, a w parku opowiedziałam krótką i zmyśloną historię. Uśmierciłam w niej „biologicznego”, bo on sam tego sobie życzył. Rafał przyjął to bardzo spokojnie i normalnie. Mówił, że to przykre, ale jeśli tak się stało, to cieszy się, że teraz ma tak dobrego ojca. Nie wiem, czy kiedyś powiem mu prawdę. Nie wiem, czy jest jakikolwiek sens, skoro tamten człowiek i tak zawsze chciał się pozbyć mojego syna.

Dziś jestem szczęśliwą matką, dwójki kochanych dzieci oraz żoną człowieka, który traktuje Rafała jak rodzonego syna. I wiem, że dobrze zrobiłam. W moim jednak przypadku, to było najlepsze wyjście z całej sytuacji.

Wybór, przed jakim stanęły moje bohaterki, oznacza często życie w kłamstwie, poczuciu winy i unikanie trudnych pytań. Czy ojciec ma prawo wiedzieć? Po raz kolejny okazuje się, że ile historii, tyle opinii…


Lifestyle

Jarmuż? Tylko jak do diabła go jeść? A może ukisić

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
19 marca 2017
Fot. iStock/stephanie phillips

Zakochaliśmy się w jarmużu, mam wrażenie, że to warzywo przez wiele lat zapomniane, a przecież znane już w starożytności, wróciło na salony i… na nasze stoły. Obecnie jarmuż możemy dostać właściwie w każdym sklepie, nawet w markecie i wcale nie trzeba szukać go w dobrze zaopatrzonych warzywniakach.

Jarmuż to jedna z najbardziej zdrowych i odżywczych warzyw. I choć pewnie nie ma osoby, która o jarmużu nie słyszała, to zawsze pojawia się pytanie: „Jak do diabła to jeść”. No właśnie. Niby podobne do kapusty, ale jednak inne. Gotować? Kroić? Jak przygotować, by smakowało już przy pierwszym posiłku? A my mamy dla was pewnie zaskakującą propozycję – kiszony jarmuż!

Pyszny, zdrowy i do tego tak nieoczywisty, że aż miło zobaczyć zdumienie na twarzach gości, którym podacie kiszony jarmuż. Dzięki takiej obróbce jarmuż możemy jeść nie tylko zimą.

Jak go przyrządzić? Są dwa sposoby.

Jarmuż w maślance i z gorczycą

Co potrzebujesz:

4-litrowy słój

500 g jarmużu

3 l maślanki

5 łyżek gorczycy

2 główki czosnki

100 g soli

Co zrobić:

Zmiksuj maślankę z czosnkiem i solą. Upchnij liście jarmużu w słoiku, dodaj ziarna gorczycy, następnie zalej maślanką. Podobno jarmuż kiszony, jak też inne kiszonki, najlepszy jest po dwóch miesiącach.

Jarmuż w jogurcie z jałowcem i olejem

Co potrzebujesz:

4-litrowy słoik

500 g jarmużu

2 kg jogurtu

1 l wody

2 łyżki jałowca

2 główki czosnku

100 g soli

100 ml oleju słonecznikowego tłoczonego na zimno

Jak przygotować? Dokładnie tak samo, jak przepis wyżej. Przy czym po zalaniu jarmużu jogurtem zalać go na koniec olejem. Odstawić, obserwować, a później zjeść ze smakiem. Ale jak zjeść? Z czym?

Można na przykład przyrządzić zupę z fermentowanego jarmuży w maślance. Potrzeba 300 g jarmużu fermentowanego, 500 ml maślanki, 4 jajka ugotowane w koszulce. Miksujemy jarmuż z maślanką, doprawiamy solą i pieprzem. Następnie przelewamy do rondla i gotujemy do momentu wrzenia. Przepis można modyfikować dowolnie, dodać ulubione dodatki – ziemniaki, boczek – kto co lubi.

Gdzie jeszcze można wykorzystać liście jarmużu? A chociażby przy robieniu naszych popularnych gołąbków – nadać im nowoczesny, inny smak. Liście kiszonej białej kapusty są bardzo delikatne i nie nadają się do zawijania, dlatego warto właśnie przy tej potrawie użyć naszego kiszonego jarmużu. Nadzienie do gołąbków – to już dowolna nasza interpretacja. Można zrobić farsz z mięsem mielonym, można zrobić gołąbki bezmięsne.

Pozostaje tylko życzyć smacznego i udanej przygody z jarmużem w nowej odsłonie.

A jeśli zaintrygowały was przepisy na kiszonki sięgnijcie koniecznie po książkę Aleksandra Barona „Kiszonki i fermentacje”, gdzie znajdziecie inspiracje, porady na kiszenie i fermentację nie tylko jarmużu, ale też dynię, pietruszkę, pomidory czy chociażby rabarbar!

 


Zobacz także

10 rad Dalajlamy – jeśli weźmiesz je sobie do serca, znów poczujesz przypływ życiowej energii

Przewodnik po sposobach parzenia autentycznej włoskiej kawy i poradnik, jak zamówić espresso niczym prawdziwy Włoch

Nie oddalasz się ode mnie, tylko od samej siebie. Nie opuszczę cię, aż do zapomnienia