Kuchnia Lifestyle

Niektórych produktów nie powinno się myć przed gotowaniem, a jednak wszystkie to robimy

Pani Mądrala
Pani Mądrala
30 października 2017
przepisy
Fot. iStock/anandaBGD
 

Co jak co, ale zdrowie jest dla mnie bardzo ważne. W moim domu restrykcyjnie przestrzega się zasad higieny. Nie chodzi tylko o częste mycie rąk, ale także o odpowiednie przygotowywanie posiłków. Wszystkie wiemy, co się dzieje, gdy wszyscy domownicy cierpią na zatrucie pokarmowe… Dlatego byłam w potężnym szoku, gdy dowiedziałam się, że moja nadgorliwość przynosi więcej szkody niż pożytku.

W mojej kuchni można znaleźć trzy deski do krojenia, których regularnie używam. Jedna jest do mięsa, druga do ryb, a trzecia do warzyw i owoców. W mojej lodówce próżno szukać produktów przeterminowanych, a co dopiero takich, na których pojawiła się pleśń. Nigdy nie pozwalam moim dzieciom jeść niemytych warzyw i owoców, ponieważ jestem na tym punkcie przewrażliwiona. Tak, do tej pory myłam wszystko, co później lądowało na talerzach, nawet jeśli po drodze zaliczało obróbkę termiczną. Jeżeli robisz podobnie, popełniasz błąd. Okazuje się, że kilku produktów nie powinno się myć przed gotowaniem.

Surowy kurczak

Muszę przyznać, że jeszcze do niedawna opłukiwałam pierś z kurczaka pod kranem. Okazuje się jednak, że na powierzchni mięsa znajdują się groźne bakterie. Jeżeli umyjemy mięso w zlewie, chorobotwórcze drobnoustroje rozprzestrzenią się wokół zlewu i na blatach. Lepiej więc pokroić kurczaka bez wcześniejszego mycia i przyrządzić w wysokiej temperaturze, by zabić bakterie.

Jajka

Wiesz, że bywają opryskiwane specjalnym preparatem, który chroni je przed bakteriami? Żeby nie zmyć tej substancji, jajka chowaj do lodówki bez mycia. Zrób to dopiero bezpośrednio przed użyciem.

Grzyby

Jeżeli zamierzasz je smażyć, nie mocz ich zbyt długo w wodzie, ponieważ łatwo ją chłoną. Grzyby należy wyłącznie opłukiwać i wycierać papierowym ręcznikiem. To samo dotyczy pieczarek, które ja osobiście wrzucałam kiedyś do zlewu i zalewałam wodą, by dobrze się umyły…

Ogórki kiszone

Niektórzy obawiają się białego nalotu, który się na nich znajdują, więc myją je dokładnie po wyjęciu ze słoika. Tymczasem ten biały nalot jest niezwykle cenny! To bogate źródło bakterii probiotycznych, które usprawniają pracę jelit.

Źródło: Shape


Kuchnia Lifestyle

Biały nalot na czekoladzie. Zjeść czy wyrzucić – oto jest pytanie

Pani Mądrala
Pani Mądrala
9 listopada 2017
Fot. iStock/Eva-Katalin
 

W moim domu rzadko je się kupne słodycze. Wolę raz w tygodniu upiec ciasto, niż podawać moim dzieciom słodkości nafaszerowane chemią. Mimo to, mam w kuchni szafkę, w której mam schowane czekolady, delicje, słone orzeszki i inne frykasy. Tak na czarną godzinę. Wypadła ona wczoraj, gdy zmęczona wróciłam z pracy. Sięgnęłam po praliny.

Już po otwarciu opakowania uderzył mnie ich zapach – obłędny! Wyciągam jedną z papierka, patrzę, a ona cała pokryta białym nalotem. No nie powiem, mina mi trochę zrzedła. Apetycznie to to nie wyglądało. Szybka analiza w głowie i mam odpowiedź – no tak, dostałam je z okazji Dnia Matki, czyli trochę poleżały. Sprawdzam datę ważności. Jest ok. Zjadać czy wyrzucić? Robię szybki risercz w internecie.

Okazuje się, że biały nalot na czekoladzie powstaje w wyniku niewłaściwego transportowania lub przechowywania produktu. Jest niczym innym, jak mikroskopijnymi drobinkami tłuszczu, które wydobyły się na powierzchnię. Pojawia się po delikatnym roztopieniu czekolady. Choć nie zmieniła ona swojego kształtu, co przecież zdarza się, gdy trzymamy ją np. w rozgrzanym samochodzie, doszło do rozpuszczenia.

Zła wiadomość?

Ziarna kakaowca, z którego została przygotowana czekolada, nie były najwyższej jakości.

Dobra wiadomość?

Taką czekoladę można jeść. Jeżeli wyjątkowo obrzydza cię biały nalot, możesz wykorzystać czekoladę do przygotowania innych wypieków.

Ja moje pralinki zjadłam. A co mi tam!


 

Źródło: Smaker


Kuchnia Lifestyle

Mój niezawodny sposób na pozbycie się zaskórników. Produkty na pewno masz w domu

Pani Mądrala
Pani Mądrala
23 października 2017
Fot. iStock/Voyagerix

Jak już zapewne wiecie, nie jestem fanką gotowych kosmetyków, dostępnych w drogerii. Niedawno pisałam o moim cudownym odkryciu – domowym antyperspirancie. Mam nadzieję, że choć jedna z was skorzystała z tej propozycji. Dzisiaj podzielę się z wami moim sposobem na zaskórniki. W sieci można znaleźć wiele przepisów na domowe peelingi czy maseczki, ale uwierzcie – nie wszystkie są skuteczne. Aby to sprawdzić, trzeba je niestety wypróbować na własnej skórze. Od tego macie mnie. 
Na początek wyjaśnijmy sobie, czym w ogóle są te całe zaskórniki. To te małe, czarne punkciki na nosie i w jego okolicy, które nie tylko wyglądają nieestetycznie, ale także świadczą o tym, że nieodpowiednio dbamy o cerę. Trochę wstyd, prawda?

Przede wszystkim należy skupić się na odpowiedniej pielęgnacji skóry. Do podstawowych zabiegów zalicza się: oczyszczanie skóry każdego dnia, peelingi 2-3 w tygodniu, regularne stosowanie tonika. Dzięki tym czynnościom zminimalizujesz ryzyko powstawia zaskórników – czyli gromadzenia się zanieczyszczeń w porach skóry.

W celu pozbycia się wągrów, regularnie stosuję naturalną pielęgnację 2w1 czyli peeling i maseczkę na bazie jednej mieszaniny z dwóch składników. Chodzi o ryż i mleko. Sypki ryż zalewam ciepłym mlekiem i odstawiam na kilka godzin. Po tym czasie blenduję i powstałą papkę nakładam na twarz. Masuję okrężnymi ruchami i zostawiam na kilka minut. Następnie zmywam ciepłą wodą.

Wyjątkowo skuteczna jest także maseczka z ananasa, która doskonale zwęża pory. Minus? Potrzebujemy około 1/2 szklanki soku ze świeżego ananas. Kto ma sokowirówkę lub chociaż wyciskarkę, ten sobie poradzi. Sok mieszamy z jedną łyżeczką miodu i nakładamy na twarz na około 15 minut. Jeżeli masz w domu liście aloesu możesz też zmiksować jego miąższ z dojrzałym pomidorem i jako papkę nałożyć na twarz. Również pomaga w walce zaskórnikami.

Jeśli znasz inne, naturalne metody – daj znać w komentarzu. Chętnie wypróbuję!