Lifestyle

Niedziele z dreszczykiem, czyli „Mordercy w koloratkach” czekają na wiernych…

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
10 listopada 2016
Fot. screen / Mordercy w koloratkach
 

Przychodzi wyczekiwany piątek, po nim relaksująca sobota i niepokojąca niedziela, która wieczorem przypomina o konieczności poniedziałkowego zrywu do pracy. Jeśli akurat jesteś w gronie nieszczęśników, do których wracają męczące myśli o tygodniowym kieracie, skup się na czymś innym.

Tak samo prosto się mówi, jak i działa. Wystarczy, że zamiast smętnie przeszukiwać szafę pod kątem ubrań, porządkować papiery czy planować rozkład dnia, włączysz telewizor. Nie, to nie żart, ale uczciwa oferta seansu rewelacyjnie odciągającego myśli od poniedziałku. Jesteś ciekawa propozycji?

Jak niedziela, to i Kościół

Choć akurat w niezwykłym, intrygującym, a może nawet przerażającym wydaniu. Nikt o wyznanie pytać nie będzie, więc każdy może spędzić niedzielny wieczór z intrygującą historią, która zatrzyma myśli właśnie przy sobie. Bo czy może być coś bardziej ekscytującego od niewiadomej, która ukrywa się pod maską niewinności i świętości?

Nie od dziś Kościół wzbudza emocje, tak samo dobre, jak i pełne niechęci. Z założenia instytucja mająca na celu propagowanie dobrych postaw chrześcijańskich, przez niektórych swych kapłanów, wiele traci na wizerunku. Duchowny wszak jest tylko człowiekiem i obok dobrych ludzi z powołania, koloratkę przywdziewają także ci, którzy kryją mrok w duszy. Do czego są skłonni? Historii rodem z horrorów i kryminałów jest wiele, bo jak to się mówi — najciemniej pod latarnią. Grzech pojawia się tam, gdzie przyświecać powinno dobro.

”Nie zabijaj”. Piąte, zadeptane przykazanie 

Nie zabijaj i nie okazuj gniewu, nienawiści i chęci odwetu. Gdy otrzymasz policzek, nadstaw drugi… Teoretycznie nikt nie ma prawa odbierać życia drugiemu człowiekowi. Właśnie do tego obliguje każdego piąte przykazanie. Ale nawet ci, którzy powinni stać na straży moralności i dekalogu, miewają z tym problem. Jeśli jesteś ciekawa, ile potrzeba, by bez mrugnięcia okiem zadeptać życie, przyjrzyj się niejednemu przypadkowi amerykańskich pastorów, którzy dopuścili się tej najgorszej zbrodni.

„Mordercy w koloratkach” w CBS Reality

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Nowa seria CBS Reality „Mordercy w koloratkach” prezentuje historie aż dziesięciu duchownych, którzy dosłownie i w przenośni szli po trupach do celu. Zastanawiałaś się kiedyś, co popycha do popełnienia takiej zbrodni? Zwykle chodzi o pieniądze lub o zatajane przed rodziną i lokalną społecznością romanse. Czasem o jedno i drugie. Ale każdy prezentowany przypadek bywa inny. 

Uchylając rąbka szokującej tajemnicy

Pastor James Castria zabił właśnie dla pieniędzy. Najpierw poznał ze sobą dwójkę swoich wiernych, udzielił im ślubu, a następnie coraz bardziej zdobywał ich zaufanie. Starsi państwo uwierzyli Jamesowi na tyle, że zdecydowali się powierzyć mu zarządzanie swoimi finansami. Nie wiedzieli o tym, że pastor, wielbiciel wystawnego życia, popadł w długi i zrobi wszystko, by je spłacić. Jimmy Lowell i Susan Smith przypłacili życiem tę zbytnią wiarę w ludzi – pastor, wiedząc, że nie da się dłużej ukrywać tego, że zdefraudował pieniądze małżeństwa, dokonał podwójnego zabójstwa.  

Podobnie materialistyczne podejście prezentował wielebny John Canning. Para wiernych  w podeszłym wieku zżyła się z nim na tyle, że postanowiła go adoptować. Przybrani rodzice udzielili mężczyźnie pełnomocnictwa finansowego. Na efekty nie trzeba było długo czekać. John, który w rzeczywistości był złodziejem i oszustem, zaczął stopniowo korzystać z oszczędności nowych rodziców. Gdy jego działania wyszły na jaw, zamordował starszych państwa, by następnie wygłosić mowę na ich pogrzebie.

Colin Howell, choć był uważany za bardzo pracowitego człowieka (łączył funkcję duchownego z pracą dentysty) i był powszechnie lubiany, nie umiał powstrzymać się przed pokusą małżeńskiej zdrady. By spełnić życiowe plany, postanowił zabić nie tylko własną żonę, ale też męża swojej kochanki. Howell był na tyle przebiegły, że upozorował samobójstwo tych dwojga i policja nie aresztowała go zaraz po dokonaniu zbrodni. Niespełna 20 lat później mężczyzna, dręczony wyrzutami sumienia, sam przyznał się do winy. 

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Podobną słabość do romansów miał także pastor Tracy Burleson. Jeśli dodamy do tego skłonność do przemocy, na tragiczne efekty nie trzeba długo czekać. Tracy namówił swojego syna z wcześniejszego związku, by zabił macochę. Liczył, że dzięki temu będzie mógł spokojnie widywać się z kochanką, ale też zyska pieniądze z polisy na życie żony. Na szczęście policja dowiodła prawdy i mężczyzna trafił do więzienia z dożywotnim wyrokiem.

Kanał CBS Reality zaprasza na nieprzewidywalne jak samo życie scenariusze. Ujrzycie tu losy tych, którzy mają dobre serca, tych o prawdziwie czarnych charakterach, aż po zupełnie wyjątkowe i nietypowe osobowości. Serię „Mordercy w koloratkach” można obejrzeć  w CBS Reality w każdą niedzielę o 21:00. Powtórki w piątki o 22:00.


Lifestyle

Narodowa Histeria. Może czas w końcu wyluzować?

Karolina Krause
Karolina Krause
10 listopada 2016
Fot. iStock
 

Wiecie, że histeria to zaburzenie jedynie kobiece? A przynajmniej myślano tak do XVII wieku. Jakiś facet (a jakże) stwierdził kiedyś, że wynika to z jakiegoś nieprawidłowego funkcjonowania macicy (czy coś w tym stylu) i tak wierzono w tę bajkę przez jakieś 4 tysiące lat. Niezłe nie? No to mi się wydaje, że dzisiejszy świat, to jedna wielka baba, bo na histerię chorują dziś wszyscy.

Przykładów na powszechną epidemię nie trzeba szukać daleko. Jeszcze kilka miesięcy temu na ekranach telewizorów, komputerów, telefonów, tabletów (i Bóg jeden wie czego jeszcze), pojawiał się jeden temat – Brexit. Mimo, że rzecz działa się na Wyspach, cała Polska drżała o losy swoich rodaków pozostawionych samym sobie po drugiej stronie kanału La Manche. Co z wizą? Co z pozwoleniem o pracę? Naprawdę ich stamtąd wyrzucą? Minęły 4 miesiące. Na razie nie wyrzucili…

Teraz na tapecie pojawił się Trump, który straszy, że między Stanami a Meksykiem wybuduje mur większy niż ten w Chinach. Życzę mu powodzenia. Leonardo DiCaprio w swoim najnowszych dokumentalnym filmie o globalnym ociepleniu przewiduje rychły koniec naszej planety, bo krowy emitują zbyt dużo gazów cieplarnianych. A kiedy w końcu wyszłyśmy na ulicę walczyć o nasze prawa (#Czarny poniedziałek) okazuje się, że to wszystko na nic, skoro i tak wszyscy umrzemy na raka. Bo oto rząd niejako za naszymi plecami podpisuje ustawę o zniesieniu zakazu dotyczącego GMO.

To wszystko przywołuje mi na myśl ostatnią długą rozmowę z moim przyjacielem – zszedł nam na niej cały wieczór! Na początku chciałabym uprzedzić, że mój przyjaciel jest pracoholikiem (choć na ten moment jeszcze znajduje się w fazie zaprzeczenia). Tak się akurat złożyło, w wyniku różnych splotów wydarzeń, że na jakiś czas zatrzymywałam się w jego mieszkaniu. Do domu wrócił o godzinie dziewiątej. – A co tak wcześnie? – spytałam, ubabrana po łokcie w pianie, bo pech chciał, że właśnie rozlałam całą butelkę oliwy na podłogę. Widząc moje totalne zakłopotanie i ogólny kuchenny armagedon, nie zastanawiając się wiele, wyrzucił – Idziemy na herbatę? Przytaknęłam.

Gdy tak popijałam owocową herbatę w jednej z kawiarenek w centrum, mój kumpel dywagował nad polityczną grą wielkich gospodarczych mocarstw świata. Wiadomo, Warszawa. Jego zdanie w całej tej sprawie było oczywiste. Jak tylko Rosji i Stanom znudzi się ingerowanie w zbrojny konflikt w Syrii, zaczną rywalizować ze sobą w bardziej cywilizowany sposób, czytaj: ekonomiczny. Co gorsza odkryłam niedawno że nie tylko on tak uważa!

Później zebrało mu się na porównanie ustroju politycznego Stanów Zjednoczonych i naszej Unii. Zastanawialiśmy się nad tym, czy u nich jest lepiej, że głosuje się stanami i czy w ogóle mamy jaki kol wiek wpływ na to co dzieje się w Parlamencie Europejskim (o matko!). Od słowa do słowa, przeszliśmy w końcu na temat uchodźców i tego, co różni ich od terrorystów.

Ja: – No dobra, ale nie przeraża cię, że ten cały ISIS regularnie atakuje kulturową stolicę Europy? Bo mnie tak. I nie wiem, jak to się skończy za parę lat. Jeśli czeka nas wojna to chciałabym się zawczasu przygotować. Lepiej byłoby się przeprowadzić już teraz. Jestem kobietą. To znacznie zmienia punkt widzenia. Wiem, że będę chciała w przyszłości założyć rodzinę i to pewnie w nie tak bardzo odległej przyszłości. Może warto by się przeprowadzić już teraz. Zanim to wszystko się zacznie…

A on spojrzał na mnie z nieco opiekuńczym wzrokiem i powiedział tylko: – Pewnie, zgadzam się. Tylko, gdybyś nie zauważyła to świat w tym momencie równo zapieprza do przodu. Nie wiesz co będzie za 10. a nawet za 5 lat. Więc po co się tym przejmować na zapas? Nic na to nie poradzisz. Pewnie, że warto być na bieżąco z tym co się dzieje i być otwartym na różne możliwości, ale nie ma powodów by się tym martwić, czy stresować. Będzie co będzie.

Czytałam gdzieś ostatnio o tym, że Polacy zawsze byli podzieleni w swoich poglądach. Że nawet jak był podział na szlachtę i chłopów, to gdy tylko coś się działo, ci piersi wpadali w histerię, a drudzy ze stoickim spokojem mówili, że „jakoś to będzie”. Czytałam i płakałam. Ze śmiechu. Jak nic, ja – histeria, on – tumiwisizm. Nie wiem jak wy, ale ja myślę, że już pora się z tej naszej małej, narodowej histerii pomału wyleczyć. Codziennie media na całym świecie atakują nas kolejną porcją zarazków, tylko od nas zależy czy uda nam się na nie uodpornić. Idę więc za radą dobrego przyjaciela i zamierzam wyluzować. Co powiedziawszy sięgam po kubek z moją ulubioną herbatą. Polecam melisę – mi pomaga.


Lifestyle

Wierzysz w mit o „tym jedynym” i dwóch połówkach jabłka? Książę z bajki nie istnieje, psycholodzy mają na to logiczne argumenty

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
10 listopada 2016
Wierzysz w mit o "tym jedynym" i dwóch połówkach jabłka? Książę z bajki nie istnieje, psycholodzy mają na to logiczne argumenty
Fot. iStock/Ridofranz

Jesteś sama, bo uważasz, że nie znalazłaś jeszcze„tego jedynego”? Sądzisz, że gdzieś, nie wiadomo gdzie, czeka na ciebie ktoś, kogo będziesz mogła nazwać drugą połówką jabłka?

Psycholodzy uważają, że „książę z bajki”, czyli idealnie dopasowany partner, nie istnieje. Nie ma na świecie człowieka, który będzie do ciebie zawsze idealnie pasował, bo ludzie się stale zmieniają (choćby poprzez wzajemny wpływ na siebie) i ich relacje, rzadko kiedy pozostają statyczne.

Cechy, które w mężczyźnie, którego spotykasz na swojej drodze uważasz za skrojone pod swoje oczekiwania, za jakiś, dłuższy lub krótszy moment będą już wymagały „uaktualnienia” :). Twoje wymagania i oczekiwania zmienią się, a i on nie będzie już tą samą osobą. Nie można więc dopasować się „raz i na zawsze”.

Wyobrażenie, że oto postawiło nas sobie na drodze przeznaczenie, tworzymy sami, nadając swojemu związkowi mityczny wymiar, po to, aby samych siebie przekonać,  że ta miłość zaowocuje relacją na całe życie.

Lepszym sposobem analizy związku jest spojrzenie zdroworozsądkowe – rozważ, czy oboje jesteście gotowi zaangażować się na stałe, czy nie ma między wami problemów z komunikacją, czy jest w was chęć „dostosowywania się” i czerpania z poprzednich doświadczeń w pracy nad obecną relacją. Czy jeśli coś zaczyna się zmieniać, oboje potraficie pokierować ten związek tak, by obie strony były nadal szczęśliwe? A może dobrze jest tylko wtedy, kiedy wszystko jest „po staremu”?

Kto powiedział, że odrobina realizmu w miłości odziera ją z romantyzmu? 😉


Źródło: psychcentral.com


Zobacz także

Kiedy chcesz, jak chcesz, z kim chcesz i gdzie chcesz! Akcja „Kocham podróże, kocham swobodę”

Pokaż mi swój talerz, a powiem ci czy jesteś szczęśliwa. Akcja „To lato jest Twoje. Pierwszy krok do zmian”

domy

Dom nad łąkami? Szum wody, zieleń traw i świeże powietrze mogą się stać częścią twojej oazy spokoju