Lifestyle

Internetowe przyjaźnie – czy mogą być prawdziwe?

Anika Zadylak
Anika Zadylak
8 sierpnia 2016
Fot. iStock/ Petar Chernaev
 

Piotrek zaczepił mnie, na forum internetowym. Dla rodziców z chorymi dziećmi. Okazało się, że on też był chory. To było lata temu, bo już naście, więc jeszcze ostrożniej do tego podchodziłam. Odpowiedział na mój komentarz, tak inaczej niż poprzednicy. Z humorem, takim jaki lubię, na pograniczu. Ale odpisywałam jednym zdaniem, ucinając wszelką dyskusje. On też nie był, przesadnie wylewny. Mimo to, jakoś tam mnie zaczepiał, a ja niby nie chciałam, ale coś tam odpowiadałam. Nie wiem kiedy numerami GG się wymieniliśmy, potem telefonami. Mijały tygodnie, miesiące i lata. Dosłownie, i nie było dnia żebyśmy choć jednego smsa nie wymienili. A jak już się u jednego źle działo, drugi wyczuwał automatycznie i był. Z flaszką po drugiej stronie komunikatora. I płakał ze mną, i pił. Trochę się obawiałam tej naszej przyjaźni, bo ja miałam męża, On żonę. Ale rozumieli. Zresztą Piotrek, jest bardziej jak brat. Łączy nas niestety też, ta sama choroba. Każdy się dziwił, jak to możliwe, że Piotr co rano oznajmia, że pijemy razem kawę, a przecież dzieli nas tyle kilometrów. A my przez pierwsze parę lat przyjaźni, nawet do siebie nie dzwoniliśmy. Tylko pisaliśmy. Zdjęcia swoich  dzieci wysyłaliśmy, kartki z wakacji.

Ale gdy odszedł mój mąż, to on zadzwonił pierwszy. I wiedział, co powiedzieć, żeby mnie choć trochę uspokoić. I znam też, tak jak jego, żonę Asie i ich synka. Cudowne dziecko. I oni są dla mnie mega ważni, i wiem, że ja dla nich na pewno nie obojętna. I nawet gdy milczę tygodniami, bo zły czas, bo praca, bo kolejny facet dał mi popalić, to Piotrek pisze. I czeka. Bo wie, że takie stany też są potrzebne, że wszystko w życiu jest po coś.

I ja sobie tych poranków, bez tej wirtualnej kawy jakoś nie wyobrażam. I boję, panicznie boję, gdy znika w szpitalu. I gdy telefon milczy. Albo gdy pyta, jak to zrobić, żeby „stamtąd” też ta kawa do mnie docierała. Jak on już spakuje się, w jedną stronę. I gdy w środku nocy pisze mi, żebym się nie poddawała, bo przecież są ludzie, którym na mnie zależy. Że oni na mnie czekają. Zawsze możemy na siebie liczyć, pod każdym względem. Przecież znamy się tak cholernie dobrze już naście lat. Wiemy o sobie bardzo dużo, żeby nie powiedzieć wszystko. Pomagamy, wspieramy, czasem kłócimy. Potrafimy się opieprzyć, jak któreś z czymś przesadza, obgadać wspólnego kumpla i ponarzekać na pracę. Jesteśmy „zwyczajną” parą dobrych znajomych. Choć jeszcze nigdy, nie było nam dane, spotkać, usiąść przy jednym stoliku i stuknąć filiżankami.

 Gdy dziś o tym myślę, to jakby echem z przeszłości słyszę, że kiedyś były inne czasy. Żeby kogoś poznać, zaufać, związać na lata czy niestety rozczarować, trzeba było wyjść z domu. Telefon stacjonarny, miało niewielu. Sama to pamiętam, jak gwizdałam pod oknem Magdy, przyjaciółki. Taki środek komunikacji. Gwizdanie, pukanie do drugich drzwi. Nie było innej drogi.
Teraz jest łatwiej (?). W sieci możesz być każdym. Niekoniecznie sobą. Możesz się bardzo naciąć, pozwolić się oszukać, dać mocno skrzywdzić. Ale przy odrobinie zdrowego rozsądku, dystansu, słuchania przede wszystkim głową a nie od razu bezgranicznie i sercem, można zyskać przyjaciela na lata. Do końca życia. I nie chodzi tylko o jeden, wyjątkowy przykład w postaci Piotra i jego rodziny.
To nic nadzwyczajnego mieć bliskich znajomych, czy nawet miłość z internetu. To nikogo specjalnie nie dziwi, nie szokuje, nie gorszy. Ludzie od dawna tak zawierają znajomości. Przez względy zawodowe, przez wygodnictwo, przez łatwość w komunikacji. Oczywiście, że takie relacje mają swoje minusy. Czasem choć jest wszystko to, czego potrzebuje druga osoba, z jakiś przyczyn nie ma tej zwykłej, ludzkiej bliskości. Tej, kiedy możesz kogoś złapać za rękę, przytulić się, oprzeć głowę na ramieniu. Bo odległość, bo choroba, bo kilka innych powodów.
I tego się obawiałam najbardziej, że przez ten brak „normalności”, nasza historia zakończy się szybciej, niż myślę. Usłyszałam jednak, że nie trzeba siedzieć obok, żeby być bardzo blisko. Bo przecież jesteśmy prawdziwymi postaciami, mimo, że poznanymi przez internet. Oczywiście, że mimo ostrożności, niejednokrotnie dałam omamić, oszukać, straciłam czujność. Ale gdy poznajesz człowieka na koncercie, w pracy, u znajomych – to też przez dłuższy czas też niewiele o nim wiesz. Przecież nie przychodzisz do jego domu, nie sprawdzasz czy nie szukają go przez Interpol, nie robisz wywiadu wśród sąsiadów. Starasz się ufać, poznawać, obserwujesz. I też niestety, rożnie trafiasz.
Z perspektywy lat widzę, że ludzie w obu przypadkach tak samo przychodzą i odchodzą, na ich miejscu pojawiają się nowi. Że zarówno w sieci jak i w realu, możesz oberwać, albo zyskać bratnią duszę, często na całe życie. Nie ma reguły, dobrych porad, złotego środka. Ale gdy myślę o Piotrku, Kasi, Ewie, Arturze, Ani oraz jeszcze kilku innych osobach, to wiem, że nie taki diabeł straszny jak malują. I, że historie ze stroną internetową w tle, mogą być piękne i prawdziwe. Bo tak samo jak tu – na podwórku, w kinie, na koncercie, w restauracji czy pracy – tam po drugiej stronie monitora, żyją ludzie. Też mają swoje podwórka, parki, dyskoteki, tramwaje. I innych ludzi w okół siebie. Ale czasem przychodzą tu, gdzie ty teraz jesteś, czytasz i uśmiechasz się lekko. Bo masz przynajmniej, jednego takiego przyjaciela. Takiego, bez którego nie bardzo widzisz kolejne dni. Takiego, pobranego z neta.

Lifestyle

Naprawdę pozwolisz, by strach zniszczył twoją miłość? Nie pozwól mu na to!

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
8 sierpnia 2016
Fot. iStock/ portishead1
 

Jak wielu rzeczy w swoim życiu się boimy?

Boimy się:

– że ktoś nas zrani, porzuci,

– że zawiedziemy sami siebie,

– że rozczarujemy siebie lub innych,

– że poniesiemy porażkę

– że zostaniemy źle ocenieni.

A najbardziej na świecie boimy się kochać. Miłość jest uosobieniem naszych wszystkich lęków, pomimo spokoju, szczęścia, jesteśmy wiecznie wystawieni na ataki naszych paranoi, strachów.

Często to lęk staje się przyczyną kryzysu w związku, a bywa, że i rozstań, zwłaszcza, gdy nie potrafimy się mu przeciwstawić, kiedy strach determinuje nasze wybory, myśli, a także uczucia. Jeśli się boisz – mów o tym, sygnalizuj, że to twoje obawy mogą popsuć wasze relacje. Lepiej mówić o swoich lękach niż się w nich zamykać.

Lęk może zniszczyć twój związek. Dlaczego?

Bo cały czas boisz się, że się rozstaniecie

To jak samospełniająca się przepowiednia. Im bardziej będziesz się martwić tym, żeby wasz związek się nie skończył, tym chętniej będziesz ów koniec zapraszać do waszego życia. Twój partner może stać się bardziej zaborczy, zazdrosny. Ty zaczniesz mieć pretensje o najmniejszą nawet rzecz, wiele będzie cię drażnić. Zamiast zażegnywać kłótnie będziesz je podsycać, dążyć do konfliktu zupełnie nieświadomie. Dlaczego? Bo chcesz przestać się bać? Niech to się w końcu stanie, wtedy odetchniesz z ulgą. Ale czy naprawdę tego chcesz? Chcesz się rozstać?

Rada: Rozmawiaj ze swoim partnerem, mów mu skąd się bierze twoje zachowanie, uświadom sobie i jemu, że to strach jest powodem waszych kłopotów.

Bo kurczowo trzymasz się swojego partnera

Nie chcesz go puścić, chcesz, by zawsze był blisko ciebie. Boisz się, że jak pozwolisz mu choć na chwilę skupić się tylko na sobie, to cię porzuci, bo pozna kogoś innego, kogoś ciekawszego, zobaczy, że ty nie jesteś tą jedyną, że może być z kimś lepszym. Nie da się tak dłużej trwać w związku. Nie można komuś ograniczyć przestrzeni, zabrać wolności, przywiązać do siebie. Jeśli ktoś dusi się w związku – ucieknie prędzej czy później.

Rada: Po pierwsze popracuj nad poczuciem własnej wartości. Jeśli boisz się, że inne kobiety są od ciebie lepsze i że twój partner odejdzie do jednej z nich, to powinnaś zacząć skupiać się i doceniać wszystko to, co w tobie dobre. Po drugie – powiedz partnerowi, że dla ciebie bardzo ważne jest, gdy on mówi, czemu z tobą jest, za co cię kocha. To daje ci względny spokój.

Bo we wszystkim na nim polegasz

O wszystko pytasz. Nie podejmujesz sama żadnej decyzji. Nie widzisz tego, ale w pewnym momencie on decyduje nawet o tym, co zjecie na obiad, gdzie zrobić zakupy i kiedy iść do lekarza. On jest w nieustannym napięciu, cały czas przez ciebie naciskany, pytany: czy na pewno, co o tym myśli, co by ci doradził i co zrobiłby na twoim miejscu. Nie da się tan funkcjonować przez dłuższy czas, kiedy nie dajesz wytchnienia, kiedy zawieszasz się na kimś, kto zostaje zmuszony do decydowania nie tylko o sobie, ale jeszcze o tobie. Jasne, partner pomaga nam w wielu rzeczach, ale nie we wszystkich

Rada: Spróbuj sama o sobie zadecydować. Zapisać się na jakieś zajęcia, które będą rozwijać twoją pasję. Stwórz sobie własną przestrzeń. Nie bój się, on nie ucieknie

Bo nie wychodzisz poza swoją strefę komfortu

Wasz związek się nie rozwija, bo ty jesteś zachowawcza. Najchętniej powtarzałabyś stały utarty schemat. Partner proponuje ci wyjazd, wyjście na koncert, na kolację, a ty uparcie odmawiasz, szukasz wymówek, bo przez swoje lęki jesteś zamknięta na to, co nowe. Wolisz obejrzeć film w domu, zamówić jedzenie i spędzić wieczór „jak zwykle”. Co zrobić, jeśli twój partner tego nie chce? Jeśli chce dać ci coś więcej, chce coś zrobić wspólnie?

Rada: Mów mu, że się boisz, że jego propozycje są dla ciebie mało komfortowe. Ale może metoda małych kroków tu pomoże. Niech nie proponuje ci wyjazdu od razu na cały tydzień, ale może na weekend, może na jedną noc. Naprawdę warto próbować przełamywać swój strach.

Jaką miarą mierzysz swój strach? Jak często dopuszczasz go do głosu? Jak bardzo dominuje on nad twoim życiem? Nie pozwól, by zniszczył to, co najcenniejsze, by odebrał ci miłość drugiej osoby.


Lifestyle

Łączy nas miłość, duża różnica wieku nie jest przeszkodą

Listy do redakcji
Listy do redakcji
8 sierpnia 2016
fot. iStock/ AleksandarNakic

Kiedyś żartowałam, że mój mąż będzie ode mnie 22 lata starszy. Ot tak, żeby przebić dwukrotnie różnicę wieku w związku moich rodziców. Cóż, chyba trzeba uważać na to, co się mówi.

Poznaliśmy się dzięki wspólnej pasji. Ja dopiero zaczynałam swoją przygodę z PR’em w sporcie, on od lat był dziennikarzem sportowym. Nasze pierwsze spotkanie jest gotową sceną do komedii romantycznej. Wpadliśmy na siebie na schodach prowadzących do jego redakcji. Wychodził akurat na kolejny mecz, a ja miałam załatwić typowo marketingowe sprawy. I pewnie długo miałabym w pamięci jego nienaganny, modny strój i ten szelmowski uśmiech, gdyby nie fakt, że kilka godzin później spotkaliśmy się w biurze prasowym tego samego wydarzenia. Do dzisiaj śmiejemy się z tego wydarzenia, prześmiewczo licytując się, które z nas wykorzysta to w swojej książce lub sprzeda scenarzystom kolejnej kiepskiej polskiej komedii.

Wiedziałam, że jest starszy. Celowałam maksymalnie w 15 lat różnicy. Pomyliłam się o siedem. I wcale nie było mi z tym źle. Od zawsze przebywałam wśród starszych od siebie osób, a dzięki świetlicy dla trudnej młodzieży prowadzonej przez moich rodziców wychowywałam się z nastolatkami. Mówi się, że starszych facetów zawsze wybierają dziewczyny którym brakowało ojca. Mój kontakt z tatą był wzorowy, razem rozwijaliśmy wspólne pasje, razem uczyliśmy się wiedzy o społeczeństwie i razem oglądaliśmy wiadomości zamiast wieczorynki.
Zawsze jednak byłam o krok przed swoimi rówieśnikami. Wiedziałam, gdzie chcę dotrzeć, ale co najważniejsze – jak to zrobić. Musiałam też szybciej dorosnąć z powodu śmierci taty tuż przed maturą. Tak, tak – to na pewno dlatego celowałaś w starszych facetów! Słyszałam to setki razy.

Mój obecny związek jest tak niemożliwy, że czasami zapominam o różnicy wieku, jaka nas dzieli. 22 lata to przecież przepaść. Oglądaliśmy zupełnie inne bajki, filmy, seriale. On przeżył stan wojenny i historyczne kolejki po wszystko, a ja dorastałam wśród kolorowych lalek i Britney Spears. Teoretycznie nie powinniśmy się dogadywać, a jeżeli już to na poziomie profesjonalnym. Śmiejemy się często, że albo on jest tak niedojrzały, albo ja taka dojrzała, bo potrafimy rozmawiać godzinami o wszystkim – o kuchni, serialach, historii, polityce, muzyce, podróżach, ale także o pracy. Często powtarza, że dzięki mnie łapie do tego zdrowy dystans, bo już dawno przestał czerpać radość ze swojego ukochanego dziennikarstwa. Ja za to dostaję zdrową dawkę racjonalnego myślenia, bo w mojej głowie ciągle tkwi idealny obraz świata.

Czasem bawią mnie komentarze ludzi, gdy przechodzimy obok. Niektórzy myślą, że idzie córka z ojcem, ale o wiele częściej słyszę, że na pewno poleciałam na jego pieniądze lub chcę zrobić karierę przez łóżko. Może bym się nawet i przejęła, ale zamiast tego zaplatam swoją dłoń w jego jeszcze mocniej i z uśmiechem, ale i dumą idę dalej. Tłumaczenia nikogo przecież nie obchodzą, łatwiej jest oceniać. Gdybym miała przejmować się opiniami innych, już dawno skończyłabym w psychiatryku. I tego samego uczę mojego czterdziestolatka.

Osiecka pisała: „A gdy już się zejdą (…) kobieta po przejściach, mężczyzna z przeszłością, bardzo się męczą, (…) przez długi czas co zrobić (…) z tą miłością.”  U nas okres tej męczarni był bardzo długi. Jego przeszłość ma 5 i 10 lat, a była żona postanowiła nie dopuszczać do siebie, że ich małżeństwo już nie istnieje. Pewnie pomyślałaś, że wplątałam się w niezłe bagno? Miłość tak mnie uskrzydla, że bagno nie jest mi straszne!

Jest nam razem dobrze, nawet bardzo dobrze. Na co dzień, w łóżku, od święta… Kiedyś powiedział, że jesteśmy jak dwie połówki jednej duszy, tylko jedna spadała na Ziemię dwa razy krócej od drugiej. Typowy artysta! Ma jednak rację, choć nie lubię mu tego przyznawać.. Czasem słuchając jednej czy drugiej piosenki z rozbawieniem stwierdza: ciebie jeszcze w planach nie było, gdy ta piosenka powstawała! Są też momenty, kiedy latają talerze, bo jedno ani drugie nie ma zamiaru odpuścić. W końcu jednak nastaje spokój, bo za bardzo zależy nam na nas, żeby nie dopuścić do kompromisu. Może dzieli nas duża różnica wieku, ale łączy miłość i to jest najważniejsze.


Zobacz także

8 prostych technik manipulacji. Sprawdź, czy pozwalasz sobą manipulować

Złe nawyki, przez które tracisz cenny czas

Tej nocy spadnie wiele drobnych okruchów szczęścia. Błagam, nie proście tylko, żeby On wrócił