Lifestyle

Nie uważam, że to prostytucja. Ja leczę kilka męskich dusz. Jestem lekarzem, dziewczyną do towarzystwa

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
10 kwietnia 2016
Fot. iStock/kaspiic
 

Umawiamy się w znanej kawiarni –  dużej, popularnej wśród rodzin z dziećmi. Zajmuję miejsce i zerkam na zegarek. Po dziesięciu minutach, lekko spóźniona, zjawia się młoda, piękna kobieta ubrana w obcisłe dżinsy i małą zamszową kurtkę. Na nogach ma trampki. Łapiemy się wzrokiem i wymieniamy porozumiewawcze spojrzenia. Wstaję, wyciągam rękę i przedstawiam się.

– A to ja – mówi ona nie podając swojego imienia – Może pani o mnie napisać Maja. Spotykałam się kiedyś z chłopakiem, dla którego musiałam być Mają. A w ogóle przejdźmy na „ty”. Będzie swobodniej.

Trochę onieśmiela mnie ta pewność siebie dwudziestolatki, która wygląda jak z okładki kolorowego pisma o modzie. Kiedy zamawia ciastko i latte, miękkim ruchem odgarnia długie, brązowe włosy. Dłonie ma zadbane, piękne, na nadgarstku jedna za drugą kilka cienkich kolorowych bransoletek.

Teraz też musisz być dla kogoś kimś, kim nie jesteś zazwyczaj?

Teraz jestem sobą. Na tym zarabiam. Nikogo nie udaję. Lubię moich mężczyzn. Lubię się z nimi spotykać, czuć, że mnie uwielbiają, że ich podniecam. Wiesz, nie tylko fizycznie, ale jako osoba, w ogóle. Lubię nawet z nimi po prostu porozmawiać. I oni rozmowy ze mną też szukają, nie tylko fizycznego spełnienia. Mogę ci pokazać SMS- y od jednego z moich panów – rozmawiamy o różnych, ważnych sprawach.

Ale nie powiesz mi, że twoi rodzice wiedzą, że spotykasz się z facetami za pieniądze. Wyglądasz młodo, ile masz lat?

W czerwcu skończę 27. Rodzina wie o mnie niewiele. Mieszkają na Śląsku, myślą, że pracuję w biurze tłumaczeń. I że znajomość języków to bardzo opłacalna umiejętność. Spotykamy się na święta albo w urodziny taty. W domu jest nas czwórka rodzeństwa, każdy opowiada inną bajkę, rodzice są szczęśliwi, że dobrze nam się powodzi, że się rozwijamy.

A jak jest naprawdę?

Naprawdę to mam wolny zawód. Robię tłumaczenia może raz na miesiąc.

Nie o to pytam.

A ty jakbyś nazwała to, co robię? Wstydzisz się powiedzieć? Ja leczę kilka męskich dusz. Jestem lekarzem, dziewczyną do towarzystwa.

Sprzedawanie ciała nie jest dla ciebie prostytucją?

Nie widzisz różnicy między tym, jak ja to robię, a jak robią to dziewczyny w klubach, czy już nawet na ulicy? Nie widzisz, że jestem kimś zupełnie innym? Ja nie podaję swojego ciała jak towar w sklepie, na wystawie. Do mnie trzeba było dotrzeć, a potem jeszcze na tyle mnie sobą zainteresować, żeby to była moja decyzja, że wchodzę w dany układ. Ja muszę chcieć się z nimi spotykać, pozwolić im na bliższy kontakt. No i muszą mnie też fizycznie pociągać. To ja wybieram.

To jak to nazwiesz? Sponsoring?

Może po prostu opieka? To ładne i odpowiednie słowo. Mam czterech stałych opiekunów. To moi stróże. Z resztą dbamy o siebie wzajemnie. Oni mnie potrzebują, a i mi jest z nimi dobrze, bezpiecznie. Jesteśmy jak Julia Roberts i Richard Gere.

Ale ona grała prostytutkę…

Chodzi mi o to, że oglądałaś to i zachwycałaś się ich miłością, a nie myślałaś, że to dziwka, prawda? Nawet pewnie ją polubiłaś, nie oceniałaś jej pod względem moralnym. Zajęłaś się tym co między nimi.

To prawda.. I trzeba przyznać, że Julia ostatecznie dobrze na tym wyszła…

Możesz zapytać mnie o pieniądze wprost, dla mnie to nie jest tabu .Mam wynajęte mieszkanie, kawalerkę, ale dość sporą. Opłaca mi ją, dajmy na to Krzysztof.  Do tego dostaję miesięczne kieszonkowe. Coś jak dwa razy średnia krajowa. (ostatecznie ustalamy, że chodzi o  kwotę 4000zł – przyp.red.). Krzysztof jest prezesem dużego banku, nie ma dzieci, to stać go na mnie. Drugim opiekunem jest, powiedzmy Paweł. Ma świra na punkcie moich stóp. Właściwie to kocha się głównie z moimi stopami. Na początku mnie to strasznie śmieszyło, teraz już trochę go rozumiem. Paweł zostawia mi gotówkę po każdym spotkaniu. Czasem 500zł, czasem dużo więcej. Dwóch pozostałych panów dodatkowo zabiera mnie na zakupy. Jeden jest sportowcem, drugi pracuje w dużej spółce, ale nic więcej ci o nich nie powiem, bo obaj są żonaci i mają dzieci. Nie powiem ci, jak ich poznałam, to  jedyna rzecz, której nie mogę powiedzieć.

Czego oni właściwie od ciebie chcą? Dajesz im lepszy seks, młodsze ciało, ale żeby wydawać na to aż tyle pieniędzy…

Ja tworzę z nimi związki… To nie jest jednorazowe pójście do łóżka, to jest coś głębszego i trwalszego. Nie, nie kocham ich, ale bardzo ich lubię. I jeszcze szanuję ich za to, że tak wiele osiągnęli. To są bardzo pracowici i mądrzy faceci. Spalają się jednak psychicznie, bo mają odpowiedzialne stanowiska. Wracają do domu, a tam zero zrozumienia. Wiesz, żona tylko niezadowolona, bo chciałaby, żeby on się tymi dzieciakami zajął i awantura, że on może jednak chciałby odpocząć. Ciągłe wyrzuty, pretensje. A ja ich rozumiem. Plus oczywiście pójście ze mną do łóżka, też jest dalekie od tej rutyny, którą maja po kilkunastu latach małżeństwa. Jeśli kiedyś wyjdę za mąż, będę się starała być inna.

 Miewasz wyrzuty sumienia w stosunku do ich żon, dzieci?

Dzieci? Nie, dzieci przecież w żaden sposób nie krzywdzę. No jak? A żony? W pewnym sensie robię im przysługę. Mąż wraca do domu ode mnie szczęśliwy, spokojniejszy. Ja w ogóle o nich nie myślę. Za dużo stresu.

Ale idziesz do łóżka z facetem, który należy do innej kobiety, dzielisz z nim intymność, pewnie jeszcze opowiada ci szczegóły dotyczące tego, jak jest między nim a jego żoną, to nie jest zdrada?

No wiesz, to on zdradza, nie ja. Przecież ja żadnej z tych kobiet nie zagrażam. Z resztą, nie mają o mnie pojęcia. Sportowiec wywozi mnie na zakupy do innego miasta, żeby się z żoną nie spotkać w jakiejś galerii handlowej. Kiedyś mieliśmy taką sytuację, że zobaczył kogoś podobnego do niej, kiedy jedliśmy obiad w restauracji. Prawie wszedł pod stół. Miałam z tego dobry ubaw.

Ale w życiu, w ogóle starcza ci taka forma czułości, miłości? Nie brak ci bliskiej, bezinteresownie bliskiej osoby?

Oni nie są interesowni. Kochają mnie na swój sposób. Tak to czuję. Między nami jest naprawdę dużo ciepła. To nie jest tak, że wpadają tylko na szybki numerek, dla higieny. Zawsze dopytują, czy czegoś nie potrzebuję. Jak byłam chora, Paweł przysyłał mi kuriera z zakupami. A w łóżku też starają się bardzo, żeby i mi było dobrze. To prawdziwi mężczyźni, wiedzą jak zaspokoić kobietę. Pytasz, czy o sobie wzajemnie wiedzą? Krzysztof nie wie o pozostałych opiekunach. To typ zazdrośnika, chciałby mnie na własność. A ja muszę zarabiać. Ale on wpada tutaj może cztery razy w miesiącu. Mam swój grafik. Właściwie zostaje mi dużo wolnego czasu. Ja przy tym wszystkim jestem bardzo niezależna, wolna.

A ty kochasz któregoś z nich?

Mam do miłości bardzo racjonalny stosunek. Mogłabym wybrać, w którym z moich opiekunów mogłabym się zakochać, ale po co? To wszystko komplikuje. Nie, nie mam nikogo poza nimi.

Co będzie dalej? Z twoim życiem? Skończyłaś studia, mogłabyś normalnie pracować.

Nie myślę o tym. Wiem, że kiedyś to wszystko się skończy i staram się jakoś zabezpieczyć, wiesz finansowo. Robię różne kursy, teraz zapisałam się na zaawansowany hiszpański. Chcę zdać egzamin i uzyskać uprawnienia tłumacza tego języka. Te pieniądze są mi bardzo potrzebne.

Rozmowę przerywa dźwięk dzwonka telefonu, Maja odbiera i miłym, uległym głosem tłumaczy, że za chwilę będzie na miejscu. – Przepraszam– rzuca w pośpiechu – On już jest. Jakoś wcześniej. Muszę lecieć.

Wolna i niezależna „Maja”, a może Kasia czy Paulina, wybiega z kawiarni na szybką randkę z „Krzyśkiem”, który odczuł nagłą potrzebę, by ją zobaczyć, pomiędzy ważnym spotkaniem biznesowym, a partyjką squasha. A potem Maja odrobi ćwiczenia z hiszpańskiego i zadzwoni do Pawła, tego od stóp. Paweł dawno się nie odzywał, może znalazł sobie inną Maję, albo co gorsza, kogoś na stałe…?


Lifestyle

Czy współczesna rodzina jest w kryzysie?

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
11 kwietnia 2016
Czy współczesna rodzina jest w kryzysie?
 

Rodzina ach rodzina… Ta współczesna to dziś nie ma lekko. Ale czy można mówić o kryzysie współczesnej rodziny? O tym, jak widzimy siebie w roli rodziców i jak naprawdę wyglądają nasze relacje z dziećmi, rozmawialiśmy na przygotowanej wspólnie z NEUROHM Polska konferencji, która odbyła się 7 kwietnia  w restauracji N31 restaurant&bar by Robert Sowa.

W przygotowanej przez NEUROHM Polska ankiecie pytaliśmy was między innymi o to jak wiele czasu spędzacie z waszymi dziećmi i jak dobrze je znacie. Wiarygodność odpowiedzi oceniono mierząc czas reakcji (odpowiedzi). Im szybszy, tym odpowiedz bardziej wiarygodna, bo pewna. Wyniki tego badania dotyczącego relacji rodzinnych podsumowała w specjalnym wykładzie Małgorzata Ohme.

konfa 11

 

Czego zatem dowiedzieliśmy się o naszych rodzinach? Przede wszystkim tego, że w sprawach podstawowych wcale nie jest tak źle. Ponad 80% naszych ankietowanych z całą pewnością stwierdziło, że mówi swojemu dziecku, że je kocha, a ponad 60%, że dużo z nim rozmawia. O ile jednak aż 70% respondentów było pewnych tego, że rozmawia ze swoim dzieckiem na każdy temat, o seksie umie rozmawiać już tylko 40% z nich. W dobie realnych zagrożeń związanych z wszechobecnością mediów społecznościowych i wolnego dostępu do Internetu warto się więc w tej kwestii podszkolić, drodzy rodzice :).k1

Ważną chwilą jednoczącą członków rodziny jest wspólne spożywanie posiłków. Nasze dzieci uwielbiają te momenty przy wspólnym stole i chętnie uczestniczyłyby w nich jak najczęściej. Niestety, z naszego badania wynika, że mimo, że prawie wszyscy respondenci stwierdzili, że jedzą wspólnie z dziećmi posiłki, to tylko połowa z nich była tym przekonana (odpowiedziała „tak”, będąc pewną swojej odpowiedzi).k5

Jeszcze gorzej przestawia się temat dzielenia z dziećmi wspólnej pasji, czy hobby. 65% badanych stwierdziło, że dzieli pasje z dzieckiem, ale tylko 26% było tego pewnych. A wspólne zainteresowania to przecież niejednokrotnie pole do naprawiania i budowania lepszych relacji z dzieckiem.

Ankieta pokazała, że brak nam czasu dla naszych dzieci i dla siebie wzajemnie. Co jest tego przyczyną?Na to pytanie starała się odpowiedzieć Małgorzata Ohme. Przede wszystkim zmienił nam się model rodziny. Mamy coraz więcej rodzin w których rodzice pracują w pełnym wymiarze godzin i coraz więcej rodzin niepełnych, z jednym rodzicem. Wzrasta także liczba tzw. rodzin rekonstruowanych, czyli takich, gdzie przynajmniej jeden z małżonków wprowadza do związku małżeńskiego dziecko z poprzedniego małżeństwa. Zaczynamy się gubić w tej sieci relacji i obowiązków domowych przemieszanych z zawodowymi.

Tymczasem rodzina to system wzajemnie powiązanych ze sobą osób, w którym każdemu z członków przypisuje się jakąś rolę. Ten system powinien działać sprawnie. W jego ramach  zawiązują się sojusze i koalicje (np. dzieci z jednym z rodziców przeciw drugiemu), zmieniają się układy sił (gdy np. jedno z rodziców, które dotychczas nie pracowało podejmuje pracę). Rodzina to „żywy organizm”, który rozwija się i przechodzi przez różne fazy. Możemy więc wyróżnić fazę małżeńską, fazę pary z małym dzieckiem, fazę rodziny z dzieckiem w okresach przedszkolnym i szkolnym, fazę rodziny  z natolatkiem, z dziećmi opuszczającymi dom… I  każdej z tych faz występują kryzysy, które kształtują, modelują rodzinę. k7

Problemy rodziny wpływają na jej członków i wzajemnie, to naturalny bieg rzeczy. Kryzysy pojawiają się w niej stale, są jakby przypisane do jej rozwoju. Najważniejsze dla pokonywania tych kryzysów są następujące elementy:

  • Zdolność adaptacji do zmian
  • Elastyczność w rolach
  • Czas, rozmowa, uwaga
  • Świadomość, że rodzina jest najtrudniejszym zadaniem, z jakim nieustająco się zmierzamy
  • Dobre wzorce
  • Determinacja i chęć walki
  • Miłość

Prezentację zakończyła ożywiona dyskusja zebranych i miła niespodzianka: zaproszenie od inemo.pl na warsztaty MindSPA.

k6k4 k2


Lifestyle

„Czy coś złego dzieje się w moim związku?”. Pięć pytań, na które powinnaś sobie odpowiedzieć

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
10 kwietnia 2016
Fot. iStock/vitapix

Wiemy, że nie ma idealnych związków, takich, w których dwie strony spijają sobie z dziubków słodycz. Ja bynajmniej nie znam żadnej takiej pary. Poważnie. Co oczywiście nie sprawia, że nie wierzę w długoletnie związki, te na dobre i złe, do samego końca. Oczywiście wierzę, ale też wiem, ile siły i pracy wymaga utrzymanie takiego związku i wytrwanie w nim.

Przychodzi czasami taki moment, kiedy pytamy samych siebie: „Co w naszym związku jest nie tak?”. Bez znaczenia, czy jesteśmy razem pół roku, czy piętnaście lat. Gdzieś w środku wierci nas myśl, że coś nam nie gra, jakby uwierał nas jakiś kamyk. „Czy to coś złego?” – zastanawiamy się.

To nie musi być oznaka kryzysu, rozpadu związku. To może być sygnał nadchodzącej zmiany, czegoś co dzieje się w naszym życiu, a co niekoniecznie dotyczy bezpośrednio naszego związku.

Ale gdy nie daje nam spokoju myśl, że przyczyną naszego niepokoju czy kiepskiego nastroju może być to, że coś złego dzieje się w naszym związku, warto zadać sobie kilka podstawowych pytań i zmierzyć się ze szczerymi wobec siebie odpowiedziami.

Czy jestem sobą, czy gram kogoś kim zupełnie nie jestem?

W związku często ponad samych siebie stawiamy chęć zadowolenia partnera czy partnerki. Potrafimy dostosować się do oczekiwań i wymagań, by zostać zaakceptowanym i pokochanym. Bardzo często robimy to zupełnie nieświadomie. Zakochujesz się i nagle dla niego zakładasz szpilki albo trampki – których dotychczas nie nosiłaś? Jeździsz z nim na wakacje i łazisz po górach, czego szczerze nienawidzisz. Robisz wiele rzeczy tak naprawdę wbrew sobie, ale wmawiasz sobie, że to w imię miłości. Że to dla niego. Bo w końcu dla miłości trzeba się poświęcić. Znam kobiety, które przez wiele tak funkcjonują zapominając o sobie, chcąc tylko jemu się przypodobać. Rezygnowały nawet z przyjaźni, znajomych, którzy jemu nie odpowiadali.

RADA: Jeśli w ten sposób funkcjonujesz w związku, kompletnie zrezygnowałaś z własnych potrzeb, pasji czy zainteresowań, a nawet z siebie samej, to prędzej czy później przyjdzie moment, gdy zaczniesz w tym związku się dusić i buntować. Spytasz siebie: „Kim jestem” i trudno będzie ci znaleźć odpowiedź.

Czego chcę dla siebie?

Potrafisz określić, co chcesz? Co chciałabyś zrobić, zmienić w swoim życiu, by poczuć się bardziej komfortowo i być szczęśliwsza? A czy o tym wszystkim możesz porozmawiać ze swoim partnerem? Powiedzieć: „Kochanie, chcę zmienić pracę, potrzebuję twojego wsparcia”, „Chciałabym, żebyśmy zaczęli ze sobą rozmawiać”, „Potrzebuję więcej zrozumienia i akceptacji?”. Czy możesz partnerowi otwarcie mówić o swoich potrzebach licząc na jego wsparcie? Czy on rozumie, że macie też swoje osobne życia, i w ty w swoim chcesz się realizować?

RADA: Często w związku zupełnie zapominamy o nas samych, stawiamy siebie na końcu rodzinnego układu pokarmowego. Dla wszystkich mamy czas, tylko nie dla siebie. Uważaj, bo to prędzej czy później doprowadzi do frustracji.

Czy jestem niezależna?

Wyobraź sobie taką sytuację: zostajesz sama. Dasz sobie radę? Jesteś na tyle niezależna, że nie napawa cię przerażeniem fakt, że nagle twój partner mógłby od ciebie odejść, zginąć w wypadku – cokolwiek, co sprawiłoby, że zostałabyś bez niego? Bywa, że w związku uzależniamy się od drugiej osoby, bo tak nam wpojono – że jesteśmy jak jeden organizm. Co moje to twoje – niekoniecznie odwrotnie. Oddajemy mężczyźnie pod kontrolę wiele obszarów naszego życia, cedujemy na niego wiele rzeczy. Pozwalamy sobie na bycie bezbronnymi dziewczynkami, które w razie kryzysu mogą liczyć tylko na silne ramiona mężczyzny. To nie jest naturalne. Często nawet pracując, zarabiając pieniądze nie jesteśmy niezależne, bo finansami zarządza mężczyzna.

RADA: Twoja niezależność jest w związku bardzo ważna. Nie daj sobie wmówić, że jesteście jednością. To nieprawda. Każde z was osobno powinno też o siebie dbać – rozwijać pasje, zainteresowania. Znam kobiety, od których odchodził mąż, a one rozsypywały się bojąc, że same kompletnie nie dadzą sobie rady, nie mogąc znaleźć sobie miejsca bez tego mężczyzny obok.

Czy czuję się bezpiecznie i stabilnie w związku?

Takie pytanie warto zadawać sobie na różnych etapach związku. Bo zmieniamy się i zmieniają się nasze emocje, uczucia. Być może przyszedł taki moment, kiedy czujesz się źle, bo boisz się kolejnej zmiany, kolejnego niezapowiedzianego pomysłu, niespełnionej obietnicy. Masz już dość życia w ciągłej niepewności nie wiedząc, co za chwilę się wydarzy. Czy twój partner nie wymyśli jakiegoś nowego super interesu, nie zechce zmieniać nagle pracy nagle, albo wpadnie na kolejny pomysł jakieś niezwykłej i kosztownej pasji? Przy czym oczywiście nie liczy się za bardzo z twoim zdaniem.

RADA: Nie musisz się godzić na wszystko, co on wymyśli, co zechce, i co wpadnie mu do głowy. Jeśli potrzebujesz bezpieczeństwa, a przy nim go nie masz – zadbaj o siebie, skup się na sobie, na swojej własnej stabilizacji i bezpieczeństwie. A jak będziesz gotowa i zechcesz – odejdziesz spokojnie.

Czy związek mnie hamuje?

Być może jesteś na etapie, kiedy już wiesz, czego chcesz. Kiedy czujesz się silną kobietą. Chciałabyś iść do przodu, wyznaczasz sobie cele, chcesz się rozwijać, ale nie możesz wyrwać się z ram związku. Słyszysz: „Ale po co ci to”, „A co ze mną?”, „O mnie nie pomyślałaś?”, „Daj spokój, nie lepiej ci tu gdzie jesteś?”. Wszystkie te komunikaty trzymają cię w miejscu, a czasami sprawiają, że choć robisz krok do przodu, to za chwilę cofasz się o dwa. A przecież to twoje życie, ty chcesz je przeżyć jak najlepiej to sobie wymyśliłaś. Nie chcesz nikogo zostawiać, ale jak ktoś nie chce być przy tobie, nie rozumie, jak dla ciebie pewne rzeczy są ważne, nie potrafi wypracować wspólnego kompromisu – to nic dziwnego, gdy pytasz siebie: „Co jest nie tak?”.

RADA: To trudne, bo czujemy się odpowiedzialne za drugą osobę, nie chcemy nikogo zranić, nie chcemy być posądzone o egoizm i wyrachowanie. Ale jeśli, ktoś, kto mówi, że nas kocha, jednocześnie hamuje wszystkie działania, które są dla nas ważne, to warto zastanowić się, co dla mnie dzisiaj jest ważne. Jego wygoda i zadowolenie, czy moje szczęście.

No właśnie? Co dla ciebie jest ważne?


Zobacz także

„Teoria urodzenia”, czyli jak to, który się urodziłeś, kształtuje twoją osobowość. Najstarszy, średni, a może jedynak?

Po czym poznać prawdziwą miłość? Przychodzi po cichu. Sprawdź, czy jej właśnie nie spotkałaś

Po czym poznać prawdziwą miłość? Przychodzi po cichu. Sprawdź, czy jej właśnie nie spotkałaś

Przyjaźń dobra czy toksyczna?

Przyjaźń dobra czy toksyczna? Ludzie, których należy unikać