Lifestyle Psychologia

„Nie poddam się, nie poddam”. Co to za durna filozofia?! A życie mija…

Matka, żona i kłopoty
Matka, żona i kłopoty
18 kwietnia 2016
„Nie poddam się, nie poddam". Co to za durna filozofia?! A życie mija...
Fot.Splitshire / Daniel Nanescu / CC0 Public Domain
 

Przeczytałam dziś na Facebooku wpis Olgi Paluchowskiej, znanej dietetyczki. Olga jest wzorem samokontroli i pracy nad sobą. Idealna sylwetka, od iluś lat trenuje japońskie sztuki walki. Wczoraj napisała: „Zawsze Was motywowałam, „never give up”. Ale teraz to już sama nie wiem. Trzeci start, mój pierwszy, brązowy medal. W kata kobudo byłam jedyną kobietą. Pierwsze starcie – przegrane, trzęsłam się jak galareta. Drugie wygrane. Trzecie remis (…) W dogrywce wygrałam, ale już nie o to chodzi. W tygodniu przed zawodami zrobiłam kata 130 razy, uszkodziłam nadgarstek, stres i koszt psychiczny na macie był tak wysoki, że nie wiem czy czasem nie lepiej się poddać”.

Wczoraj z kolei widziałam ludzi biegnących w półmaratonie. Obok mnie zatrzymała się dziewczyna i ze zmęczenia wymiotowała żółcią. Ale po minucie pobiegła dalej. Pomyślałam: „wow”. Podziwiałam, ale jednocześnie zastanawiałam się: dlaczego ludzie sobie to robią? Czy przekraczanie własnych granic jest tak kręcące? Myślałam o tym skąd to się bierze i gdzie jest złoty środek.

Chwilę wcześniej słyszałam historię o sześciolatkach, które trenują w rosyjskiej szkole gimnastyki artystycznej. Nauczyciele krzyczą na dziewczynki: „Ma boleć, jak nie boli to znaczy, że nie żyjesz”. Wow. Serio? Dziewczynki ileś godzin trenują bez jedzenia, często nie wychodzą nawet do łazienki, zdarza się, że załatwiają się z wysiłku na matę, bo boją się poprosić o wyjście do łazienki. Patrzę na matki tych dziewczynek i myślę: co one robią swoim dzieciom?! Zaraz po tym włącza się poczucie winy: dlaczego ja tego nie robię swojemu dziecku?? Może on straci przez to? Nie będzie silny, nie odniesie sukcesu.

– A co to jest sukces? – spytała mnie ostatnio terapeutka.

– Osiąganie celów

– Naprawdę? – spytała. – A może sukcesem jest odpoczynek? Bliscy? Picie zielonej herbaty w spokoju, bycie blisko siebie i pasanie owiec?

Zakrztusiłam się. Czy ona ZWARIOWAŁA?

– Nic nie osiągnęłam – jęczałam dalej. – A zbliżam się do czterdziestki.

– A co to znaczy coś osiągnąć?

„I ja jej płacę za te farmazony?” zezłościłam się. Ale potem wracałam do domu i pomyślałam, że żyjemy w jakiś cholernych czasach, gdzie największą wartością jest nie poddawanie się. I praca nad sobą. „Jeśli nie boli, nie jest trudno to ja nie żyję” powiedziała mi kiedyś przyjaciółka. Przez całe życie musimy pokonywać siebie, mieć otwarty umysł, gimnastykować szare komórki, znać języki, trenować sporty, piec, sprzątać, gotować, pracować. To samo wpajamy naszym dzieciom. Ku…, mam tego dość. Dziś nie wypada być po prostu sobą. Czasem średnim, czasem nie. Trzeba być najlepszym. Och nie, nie od innych, bo przecież nikt nie przyzna się, że chodzi też o rywalizację. Chodzi o pokonywanie siebie – tak pięknie to brzmi. Tylko po co POKONYWAĆ siebie. Czy ja to mój wróg, którego muszę ukatrupić?

– Co robiliście w weekend? – pyta koleżanka.

– Nic – odrzekłam.

– Nic – usłyszałam zdziwienie w głosie.

– Nic – powtórzyłam. Już z lekkim niepokojem, ale nie po to chodzę na terapię, żeby być sobą (kuriozum, co?), żebym nie była sobą.

– Aha.

– A co wy robiliście?

– Biegaliśmy, byliśmy na rowerach, w muzeum, uczyłam K. jeździć na rolkach, A. miał trening (tenis i piłka), K. była na koniach i….

Zasłabłam. Monolog trwał dalej. I tu, i tam, i tamto i siamto. Łeb pęka. I wspaniale. Skoro komuś to pasuje. My, na przykład, byliśmy na spacerze w lesie, siedzieliśmy nad jeziorem i słuchaliśmy ptaków. Mało spektakularne, przepraszam. Nie rozwijałam się w tym czasie zanadto (nie?). Poczytałam książkę, graliśmy w „planszówki”. Nuda, ziew.

Jest taka książka. „Mądre życie” Rogera Merrilla i Rebeki Merrill, amerykańskich specjalistów od rozwoju osobistego. Takie oto zdanie: „W życiu jest podobnie jak w samochodzie – nogę z gazu można zdjąć tylko wtedy, gdy zjeżdża się w dół”. I oni serio biorą za to kasę. Czy to serio znaczy, że nasza egzystencja to mozolne wspinanie się w górę?

Po kiego? Żeby potem i tak umrzeć? Certyfikaty, treningi, kursy samodoskonalenia. Nie, nie ma nic w tym złego. Generalnie. Bo nie mylmy realizowania pasji z obsesyjną zajętością.  Z mówieniem sobie: nie poddam się, będę najlepsza. A po co być najlepszym skoro to i tak niemożliwe i tylko narcyz myśli, że w ogóle może być najlepszy.

„On jest takim leniem” mówimy czasem o kimś. A może on nie jest leniem? Może rozwija się duchowo na kanapie, może siłę dają mu przeczytane książki i myśli, które przebiegną mu przez głowę? No na litość boską.

„Nieustanne doszkalanie może przerodzić się w wyniszczający styl życia”. Idzie zanim nie ulga tylko stres, nie luz tylko napięcie, brak kontaktów z bliskimi osobami. Przeciążenie destabilizuje rozwój. Śmieszne, co? No, nie do pomyślenia.

Niepoddawanie się też nie jest zawsze taką dobrą filozofią życia, bo

– tkwimy w pracy gdzie nam źle, gdzie mamy za dużo obowiązków ( nie poddam się, udowodnię, że dam radę)

– walczymy o ludzi i związki, które się skończyły ( nie poddam się przecież)

– kończymy szkoły i kursy, choć w ich trakcie rozumiemy, że to w ogóle nie dla nas ( nie poddam się przecież)

A to nie jest przypadkiem marnowanie czasu?

Kiedyś pewien psycholog powiedział mi, że samodoskonalenie się może być formą samobiczowania się. Jeśli nie lubimy siebie, nie akceptujemy, stajemy się bojowo nastawione do siebie samych. Chcemy pokazać innym, że jesteśmy fajne. Przecież im więcej potrafimy tym bardziej jesteśmy „popularne”. To niebezpieczne, bo oddala od samoświadomości. Zresztą  to nie tresura, a życie przecież.  Zyta Rudzka, w magazynie Pani napisała kiedyś: „ Moja znajoma nie mogła poradzić sobie z agresywnością syna, zapisała się więc na tai–chi. Nie po to jednak, żeby się zrelaksować i nawiązać kontakt z dzieckiem, ale żeby mieć gdzie wychodzić z domu. Przez kilka miesięcy była nieświadoma alibi, które sobie wymyśliła.

A ja bardzo lubię słowa pewnej bliskiej mi, starszej kobiety. „Chcesz biec dalej? Biegnij wolniej”.

Poddajcie się CZASEM,  to naprawdę duża ulga.


Lifestyle Psychologia

40 pytań, które chcielibyście zadać czterdziestolatce, ale boicie się zapytać. Dla kobiet i mężczyzn

Matka, żona i kłopoty
Matka, żona i kłopoty
18 kwietnia 2016
40 pytań, które można zadać każdej czterdziestolatce i dowiedzieć się czegoś o sobie. Dla mężczyzn i kobiet
Fot. iStock / Johnny Greig
 

M. (tak ją najlepiej nazwijmy) w maju kończy czterdzieści lat. Groza, grozunia. Patrzy krytycznie w lustro. Boże, ja mam zaraz 40 lat? Przecież wcale nie wyglądam (hihihi, ciekawe, która wygląda). Nie, to na pewno żart, ZARAZ się obudzę, mam 20 lat i właśnie wychodzę na imprezę. 

„Uszczypnij mnie” mówi M. do przyjaciółki. Przyjaciółka szczypie. „Auć” wrzeszczy M. No, niestety, czasy są jakie są. 2016 rok, a nie 1996. Córka koleżanki urodziła się w 1996 roku (ratunkuuuuu).

„A pamiętasz jak kiedyś w klasie maturalnej mówiłyśmy, że w 2000 roku będziemy taaakie stare?” Pamiętam. Nie, nie pamiętam. Wyparłam. M. często ktoś pyta: „I jak się czujesz?”. A jak ma się czuć? Nie chciałaby rzecz: 40 lat i w głowie ciągle pstro. Ale jeśli komuś się wydaje, że dojrzałość nadciąga niczym poważna staruszka – to przepraszam. Niekoniecznie.

– Mogę cię o coś spytać – dopytywała M. kiedyś swoją czterdziestoletnią ciotkę. M. – z perspektywy swoich 20 lat wydawało się wtedy, że ciotka już się wita z laską i kremówką do kawy oraz brydżykiem z przyjaciółkami jako jedyną rozrywką. Niektórych pytań wstydziła się zadać. Ale serio, serio chciała wiedzieć czy POTEM kończy się życie, jak być mądrą, czego nie robić, a co robić.

No i stąd ten zestaw pytań. A odpowiedzi, no cóż, odpowiedzi udziela sama M. tuż przed swoimi czterdziestymi urodzinami.

1. Czy czterdziestolatka czuje się stara?

A o którą porę dnia pytasz? Nie, żadna czterdziestolatka nie czuje się stara. Chyba, że po nocy pracy (ewentualnie imprezy).

2. Widzi, że jest stara?

Nie. Ale widzi, że jest dojrzała:).

3. Zdajesz sobie sprawę, że dwudziestolatek myśli o tobie, że jesteś stara?

A cóż mnie obchodzi co myśli dwudziestolatek? A teraz bardziej serio. Podobno. Ale w tym czasie moja ponad czterdziestoletnia przyjaciółka ma ognisty romans z chłopakiem grubo przed trzydziestką, więc…

4. Ale wiesz, że starsi uważają, że masz życie przed tobą?

Pewnie, że wiem. I słucham co mówią. Za dużo lat spędzamy na niesłuchaniu starszych.

5. W tym wieku uprawia się seks?

Wyznam szczerze, że dopiero w tym wieku uprawia się naprawdę dobry seks. Wcześniej jest fajnie, pięknie, młodzieńczo, namiętnie. Ale rzadko którzy mężczyźni 20 plus potrafią być NAPRAWDĘ skupieni na partnerce. Młodych kochanków łączy pasja. Starszych pasja i doświadczenie.

Tak, seks się uprawia i bywa on zdecydowanie lepszy.

6.  Często się go uprawia?

Nie, coś ty. Przecież nadajemy z grobu… A serio. Tak jak w każdym wieku. W stałym związku pewnie rzadziej, na początku częściej:)

7. Czy czterdziestolatka może lubić swoje ciało?

Boższ, cóż za pytanie. Ona WRESZCIE lubi swoje ciało. Lubi to znaczy zna jego słabe i mocne strony. Słabych jest może i więcej. Zależy.

8. A siebie lubi?

Wreszcie. To jest nieprawdopodobne przestać porównywać się z innymi, martwić, że nie jest się jakimś. Wolność nie do opisania.

9. Pamięta, że oszalała kiedyś z miłości?

Pewnie. Najbardziej to, że szlochała komuś w słuchawkę i chciała się rzucać z dziesiątego piętra swojego biura. No dobra, nie chciała się rzucać. Ale upiła się tego dnia do nieprzytomności i wspaniała przyjaciółka zbierała ją tego dnia z ulicy ( z taksówki konkretnie).

10. Warto oszaleć z miłości?

Oczywiście. Choćby po to, by zrozumieć kim się jest, i po to, by zrozumieć, że nikt nie zagwarantuje nam totalnej symbiozy i porozumienia. Poza tym cierpienie uszlachetnia, a kryzys jest początkiem rozwoju.

Tak, wiem, bełkoczę. Ale przypomnisz to sobie, gdy oszalejesz z miłości.

11. Zrobiłabyś to znów?

Nigdy w życiu:). Ale dojrzałość już wie, że powiedzieć „nigdy w życiu” jest po prostu głupotą.

11. Żałujesz, że byłaś średnią uczennicą?

Najbardziej na świecie:) Mogłam być wybitnym lekarzem, lingwistą.

Bardzo żałuję się rzeczy, których się nie dopilnowało. A jednocześnie już się rozumie: tak po prostu było. Jest jak jest. Jest fajnie.

12. Cieszysz się, że byłaś uczennicą wybitną?

W skrócie: czy żałujesz, że inni cię dręczyli, dopingowali. To zależy. Ale raczej jesteś wdzięczna. Za każdą lekcję dyscypliny, doskonałości, pracy nad sobą.

Chciałabym napisać inaczej, ale nie da się.

Ucz się, dziecko:)

13. Porównujesz się z innymi kobietami?

Dużo rzadziej niż kiedyś. A jeśli nawet to inne kobiety inspirują albo są motywacją do zmiany.

14. Co myślisz, gdy patrzysz na młodsze?

Że fajnie, że mają tyle życia przed sobą. I że są piękne. Oraz, że to straszne, że tyle nacierpią się przez facetów i przez złe decyzje (to ostatnie zależy od twoich doświadczeń).

No i jeszcze, że powinny żyć mądrze i mieć twoją wiedzę. Wiadomo. Starsza ciotka mówiła nam to samo.

15. Naprawdę to myślisz?

Nie, nie tylko, wiadomo:). Czasem zazdroszczę szans. Ale w spełnionej czterdziestolatce nie ma wrogości do innych kobiet. Naprawdę.

16. To prawda, że akceptacja przychodzi z wiekiem?

Oj prawda. Akceptacjo moja kochana, dobrze, że chociaż ciebie mam.

17. Przeżywasz kryzys wieku średniego

Średniego??!!!!!!!

18. Jesteś spełniona w pracy?

Nigdy dość.

19. Co trzeba zrobić, żeby być spełnionym w pracy?

Kochać to. Nie ma innej recepty. Nigdy nie zrobi się nic dobrego jeśli się tego nie kocha.

No dobra, chociaż lubić.

Ale i tak wierzę, że bardziej kochać.

20. Jesteś szczęśliwa w miłości?

Bardzo:) I tak samo nieszczęśliwa czasem. Ale uczysz się, że czas mija, emocje mijają, życie płynie.

21. O jakie przyjaciółki warto walczyć?

O takie, które po prostu są. Rozumiesz to z czasem. Akceptują, nie oceniają, nie odwracają się. I potrafią też o ciebie walczyć. Nie płaczesz za długo za innymi. Pozwalasz im odejść. Nawet je lubisz wciąż. Ale nie chcesz już im ufać. Nie ma bliskości prawdziwej bez słabości.

Ale nie ma też prawdziwej przyjaźni bez dania komuś szansy na dystans.

No i te poglądy polityczne. Niby nic, ale nie chcesz się już przyjaźnić z ludźmi, którzy nienawidzą Żydów, albo węszą wszędzie spiskowe teorie dziejów.

22. Zmądrzałaś?

Pewnie. Ale wciąż za mało:)

23. Jesteś bardziej doświadczona w łóżku?

Każda czterdziestolatka jest świetna w łóżku. To jest moc starości;-) No dobra, prawie każda.

24. O mężczyznę warto walczyć?

Tak. O wszystkich warto walczyć. Ale do czasu.

25. Rozstanie da się przeżyć?

Każde, najgorsze. Ale i tak boli. Wiedza nie uwalnia od emocji. Pomaga tylko ciut. To jest koniec świata na chwilę.

26. Istnieje jedna definicja miłości?

No pewnie, że nie. Na szczęście.

27. Rodzicom powinno się wybaczać?

Tak. Bo tylko wtedy można pójść dalej. Jeśli jesteś ciągle w żalu i niezrozumieniu nigdy nie będziesz naprawdę dorosła.

28. Macierzyństwo zmienia?

Dziecko zawsze zmienia. Chociaż na chwilę. Ale jeśli myślisz, że dziecko sprawi, że staniesz się mleczarnią, sypialnią, kołyską i zen na całe życie to przestań. Dojrzałe kobiety mówią czasem: dziecko jest naszym epizodem.  I to prawda. Są miłością na całe życie, ale epizodem codzienności. Odchodzą. A ty nie przestajesz być sobą. Poświęcać się możesz tylko przez jakiś czas. Inaczej będziesz sfrustrowana.

29. Co czujesz, gdy widzisz zmarszczki?

O rany, mnie też to dotyczy? Tylko tyle. Raczej nostalgicznie.

30. Zastanawiasz się czy mogłabyś żyć inaczej?

Jak każdy. I w pewnym momencie rozumiesz, że mogłabyś. Dalej jest już tylko pytanie: „po co?”. A odpowiedzi są bardzo różne.

31. Boisz się o to, że mąż zakocha się w młodszej?

Ja???? Niech on się boi, żebym ja nie zakochała się w młodszym. Ale podobno niektóre się boją. A inne nie analizują.

Jest jak jest.

33. Człowiek uczy się na błędach?

Powinien. Jak się nie uczy, wciąż przegrywa.

34. Przestałaś się starać być miła dla wszystkich?

Tak. Ogromna to ulga. Ale bardzo szanujesz ludzi  dobrych dla ciebie i życzliwych.

35. Ludzie wciąż wkurwiają tak samo?

Nie, kochanie. Czasem bardziej, a czasem mniej, ale już raczej wiesz, że są tylko twoim lustrem. Jeśli jesteś mądra.

36. Naprawdę jesteś taka LODOWATA w łóżku?

I Ty mu wierzysz?

37. To prawda, że możemy osiągnąć wszystko?

Srutututu pęczek drutu.

Ale nie daj sobie też wmówić, że możemy osiągnąć mało. Możemy dużo. Ale tylko próbując.

38. Warto walczyć o rodzinę?

Na pewno nie za wszelką cenę. Dzieci bardzo pamiętają konflikty, nieobecność, cierpienie.

39. Warto walczyć o wymarzoną pracę?

Grzech o nią nie walczyć, dziecko….

40. Szczęście zaczyna się po czterdziestce czy się po niej kończy?

Szczęście jest wtedy, gdy wiesz kim jesteś, nie ranisz innych, ale masz serio gdzieś co o tobie myślą.

Zresztą co to jest szczęście? Dajmy spokój. Po czterdziestce już to wiesz. Łapiesz chwilę, oddychasz głęboko i mówisz. „Jest bosko, jest pięknie, jestem rewelacyjną kobietą”.

I nie masz czasu na głupoty. I rozumiesz już dlaczego niektórzy w tym wieku robią w swoim życiu rewolucję– a kiedyś myślałaś: „W głowie im się poprzewracało na starość”.

P.S No pewnie, że M.to ja.


Lifestyle Psychologia

„Boższ, to się nie może udać” Jak utłuc w sobie Królową Katastrofę

Matka, żona i kłopoty
Matka, żona i kłopoty
14 kwietnia 2016
Fot. iStock / NinaMalyna

Dzień Dobry Czwartku, kocham cię. Co tam mamy zaplanowane? Znów chaos? Nie wierzę, proszę nieeeeeeee. Znów obwinianie, zadręczanie, lęki? Czwarteczku, idź że do diabła z tą samą wizją życia. Z tym chaosem, i katastroficznymi wizjami.

A gdyby tak od dziś być szczęśliwą? I po prostu mieć wywalone?

Są kobiety, których wygląd, życie i dusza zdają się mówić: „Hej, jestem Perfekcja, ogarniam wszystko, dzieci do przedszkola, i szkoły, kwiatki na balkonie, posiłki bardziej niż eko, hej jestem biuro o dziewiątej, porządek, poukładanie”.

– No ty Perfekcją nie jesteś,  jesteś królową katastrofy – mruczy przyjaciółka.

Że ja????!!!!

– No jest pewien typ kobiet, które przyciągają dramaty.

Oczy otwieram ze zdumienia

– Serio????

– Serio – mruczy z wyższością.

Bo ona jest Perfekcja. Ale kogo ona chce, na miłość boską, oszukać, przecież nie wiecznie analizującą domorosłą psycholożkę.

Typów Kobiet Katastrof jest wiele. Więc jeśli patrzycie na rozdygotaną wariatkę, która śpiesząc się do pracy wylewa kawę, gubi szalik i maluje usta w korku (wprawiając w szał innych) nie patrzcie na nią z wyższością, bo wy tak nie macie. To jeszcze nic nie znaczy.

Królowa katastrofa często chadza w przebraniu Perfekcji. Bo bardziej liczą się myśli, a nie gustowne wdzianko czy dobre maniery, które zwyczajnie nie pozwalają szamotać się po życiu.

Świat Królowej Katastrofy to świat zdarzeń niemiłych, trudnych, okropnych, pełnych grozy, które… się jeszcze nawet nie zdarzyły.  Usłyszałam kiedyś: „Królowe Katastrofy to kobiety, które z normalnych zdarzeń codziennego dnia potrafią stworzyć film grozy”.

Jak zachowuje się KK (Królowa Katastrofa), gdy mąż spóźnia się pół godziny z pracy, a jego komórka milczy. „Na pewno coś się stało” myśli. Dalej już wyobraża sobie najgorsze – on na pewno miał wypadek, okradli go, pobili. Do najgorszego dochodzi wizja konsekwencji – jakie są numery do najważniejszych szpitali? Kiedy powinnam dzwonić? Już czy za chwilę? Uff. On wpada do domu pół godziny później i biedak nawet nie wie, że ona zdążyła go prawie pochować.

KK ma tak ze wszystkim. Nieustannie się spala emocjami. Szef burknął? Jak to burknął? Ona tworzy całą wizję tego, co się wydarzy. Ktoś ze znajomych choruje na raka? Na pewno ona też zachoruje i jej bliscy również. Zwolnienia w pracy? Ależ oczywiście – wiadomo, dotkną też ją. To się nie może dobrze skończyć. To jest jej maksyma.

Królowe Katastrofy to nasze mamy, które mówią: – Jezu, bez etatu? Dziecko, a dlaczego ty jeszcze nikogo nie masz? Taki kredyt? To się nie może udać.

I tak dalej. KK. podcina skrzydła sobie i komu może przy okazji. Nie da się, to niemożliwe, za trudne. Świat jest puszką Pandory. Brr. Wibrują wkoło negatywne emocje.

Męczą się z nią inni, męczy się sama KK, bo ile można żyć w napięciu  i ciśnienie robić innym. A gdyby tak powiedzieć sobie: żegnam Cię Królowo Katastrofo, zapraszam tu człowieka racjonalnego, który do świata podchodzi lekko i bez ciśnienia.

OD DZIŚ

– to, że mąż się spóźnia znaczy tylko tyle, że się spóźnił. I co z tego? Ktoś się spóźnia, ktoś nie spóźnia, czasem tak, a czasem nie, ale żeby od razu snuć fabułę niczym z horroru?

– to, że ty się spóźniasz do pracy znaczy tylko tyle, że się do niej spóźniasz, a nie właśnie ją tracisz i nie masz jak zarobić na życie (w perspektywie)

– to, że nie dzwonią w sprawie pracy nie znaczy, że do końca świata będziesz  siedzieć w tej. Znaczy to tylko tyle, że TERAZ nikt nie dzwoni

– to, że dziecko dostało trzy sprawdzianu z matematyki znaczy tylko tyle, że dostało trzy, co można poprawić, a nie że jest tumanem, nieukiem i skończy jako pan nikt

– to że nie zdążyłaś przygotować stroju na przedstawienie dla przedszkolaka znaczy tylko tyle, że nie zdążyłaś, a nie, że jesteś matką złą i z twojego dziecka śmiać będą się wszyscy

– to, że nie upiekłaś ciasta, nie przeczytałaś książki, wciąż jesteś w „niedoczasie” nie znaczy, że jesteś kiepsko zorganizowana i twoje życie to porażka. Po prostu nie upiekłaś ciasta i nie przeczytałaś książki.

– to, że mąż grozi, że rzuci pracę to jeszcze nie znaczy, że ją rzucił. On po prostu tak mówi.

I tak dalej. Nie żyj dramatami, których nie ma.

Świat jest piękny, gdy bierzesz go na luzie.

Tak więc czwartku, dzień dobry, kocham cię. Utłukłam Królową Katastrofę, powitałam Panią Luz i Zen.