Lifestyle

Nie mam już mamy, męża, ukochanego psa. Ale spełniłam swoje marzenia…

Listy do redakcji
Listy do redakcji
30 kwietnia 2016
Nie mam już mamy, męża, ukochanego psa. Ale spełniłam swoje marzenia...
Fot. iStock / Pekic
 

Pięć lat temu odeszła moja mama, spokojnie we śnie zmęczona chorobą, która przyszła nagle powoli odbierając siły, urodę, ale nie godność.

– Wiesz, z życiem trzeba się czasem pogodzić, nie ma co bez przerwy walczyć i zgłaszać pretensje – powiedziała, a była już bardzo chora i … poszła grać w piłkę z wnukiem.

Miała zaledwie 58 lat. Wracałam z pogrzebu z niedowierzaniem, w poczuciu pustki i żalu tak ogromnego, że nie da się go opisać. Bo tak boli nieodwracalność. Wtedy myślałam, że gorzej już być nie może. Ale wtedy nie byłam sama.

My Trzej Muszkieterowie (mąż, syn, ja i jeszcze nasz wierny pies) żyliśmy sobie w uroczym domu z ogrodem, podróżowaliśmy po świecie, celebrowaliśmy mniejsze i większe święta, radości i czasem smutki. Ale zawsze razem… chociaż mąż z racji wykonywanego zawodu często poza tym sielskim życiem przebywał.

Dwa lata temu przyjechał i oświadczył: „ Tatuś mamusi już nie kocha. Każdy w życiu ma prawo do szczęścia”. I za tym „szczęściem” podążył nie oglądając się na łzy, błagania, wszystko, co składa się na rozpacz. Zostałam sama, w wieku 40 lat, bez pracy ze złamanym swoim i dziecka sercem. Ile bólu jest w porzuconej matce, kobiecie? Całe mnóstwo. A ile siły? Wystarczająco dużo, by przez to wszystko przejść. Tylko czasem strasznie trudno w tą siłę uwierzyć i ciężko ją w sobie znaleźć. Jest takie powiedzenie, stare chyba jak świat:, „co nas nie zabije, to nas wzmocni”. Powiem każdej zranionej kobiecie, dziewczynie – to nie zabija, to tylko odbiera na chwilę chęć do życia. W cierpieniu przestajemy racjonalnie myśleć, przychodzą złe, bardzo złe pomysły do głowy. To wszystko jest zupełnie normalne, zwyczajnie ludzkie jak łzy i złość. A więc płakałam tak strasznie dużo, że w końcu już nie miałam siły nawet na płacz. Zaczęłam pisać maile do mojego męża, najpierw najpiękniejsze listy miłosne, później cięte riposty, a następnie..spokojne rzeczowe odpowiedzi. Wszystkie etapy rozstania.

Dzisiaj jestem już prawie rok po rozwodzie. Nie mam już męża, nie ma psa. Wierna suczka odeszła na moich kolanach dzień przed pierwszą rozprawą. I nagle cały sąd, nieprzyjemna pani adwokat męża, bezsensowna pani świadek z ich strony – wszystko przestało mieć znaczenie. Siedziałam na tej sali z wysoko podniesioną głową i coraz bardziej szeroko otwartymi oczami. A on siedział spięty, korporacyjny, wciśnięty w garnitur i to swoje szczęście.

Od kilku miesięcy jestem dziennikarzem małej gazety, bo pewnego dnia jej redaktor dał mi szansę. Zaufał dziewczynie, która przyszła i powiedziała, że nie ma zbyt wiele do stracenia i dlatego ośmiela się zapytać, czy w redakcji nie przydałoby się dodatkowe pióro. I chociaż zaczynałam, jako stażystka z Urzędu Pracy, a teraz jestem zatrudniona jedynie na popularną „śmieciówkę”, to nie ma znaczenia. To dobry początek! Żadna inna praca nie dała mi tyle satysfakcj. Nigdy już nie wróciłabym do korporacji, w której pracowałam przed urodzeniem syna. Nie żałuję też lat spędzonych w domu, pieczonych ciast przed nadejściem weekendu, każdej posadzonej własnoręcznie rośliny w ogrodzie. Żałuję tylko, że tak strasznie rozpaczałam zapominając o własnym zdrowiu, ale taka jestem, taka była moja żałoba po miłości. Tak to jest, że w życiu wszystko wali się na raz. Na koniec zdrowie. Zarówno na pierwszą, jak i drugą operację zawiozłam się sama i sama wróciłam samochodem. Czy człowiek jest stworzony, żeby w takich sytuacjach być zdanym jedynie na siebie..? Nie bardzo. W każdym razie, to też nie koniec świata i da się przeżyć. A zdrowie jest naprawdę najważniejsze, dlatego nie dajcie go sobie odebrać, zupełnie nie warto. Złe chorobowe dni minęły, nie ma już po nich śladu. Rany w sercu też się zabliźniły. Na wszystko potrzebny jest czas.

A więc drogie kobiety i dziewczyny – kiedy on odejdzie, nie śledźcie jego nowego życia, nie dociekajcie kim ona jest. To wszystko jest nie ważne, ta miłość już nie wróci. Być może wróci kiedyś on, a szczęście, za którym gna okaże się złudne i takie pospolite, ale wtedy Wy będziecie w innym momencie swojego życia. A może on i ona będą ze sobą po kres dni, bo są sobie przeznaczeni – wszystko jest możliwe i zupełnie nieistotne. Bo na Was i na mnie jeszcze coś dobrego czeka, takiego zupełnie nieprzewidywalnego, jak życie. Jestem tego pewna! A dzisiaj, usiądę na ławce, tej od zachodniej strony pod kuchennym oknem sielankowego domu, w którym jeszcze przez jakiś czas mogę mieszkać. Usiądę z kieliszkiem wina, popatrzę na piękną zieloną wiosnę, posłucham ptaków, pogłaszczę za uchem nieznośnego szczeniaka, który z nami zamieszkał. Teraz też nie jestem sama, mam syna, psa, dwie przyjaciółki, koleżanki, dobrego szefa i dużo, dużo siły, żeby poradzić sobie z całą resztą. A jeśli ktoś zapyta mnie w najbliższych dniach o plany na wakacje powiem tak: „Nie mam żadnych konkretnych. Jak na resztę życia i póki co, to dobry plan?! Nie dość, że z życiem się pogodziłam, to jeszcze postanowiłam mu zaufać :).

Gosia


List nadesłany w ramach naszej akcji: „Pokonałam kryzys. Ty też możesz”.


Lifestyle

Przepisy na domowe maseczki. Akcja „Bądź piękna każdego dnia”. Dzień #10 [30.04.]

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
30 kwietnia 2016
Przepisy na domowe maseczki
Fot. Pixabay / Debowscy foto / CC0 Public Domain
 

Sobota, hurra! Dzisiaj wolne i zadanie specjalne – na kobiecą wytrwałość: zamiast od rana biegać z mopem i dbać o swoje cztery kąty – zadbaj o siebie i zrób sobie domową maseczkę, albo kilka! A co, kto nam zabroni!

Specjalnie dla was kilka sprawdzonych przepisów na domowe maski, szczególnie łaskawe dla skóry tłustej. Pamiętajcie, że to co najfajniejsze dla naszej skóry, to fakt, że domowe kosmetyki są „bio”.

Jogurtowa maseczka 

Wyjątkowo prosta, wystarczy pół filiżanki gęstego jogurtu naturalnego nałożyć na twarz i trzymać na twarzy do wyschnięcia jogurtu, po czym zmyć z twarzy.

Maseczka z zielonej herbaty

2 łyżeczki zielonej herbaty zalać 3 łyżkami wrzątku. Po przestygnięciu dodać łyżeczkę mąki ziemniaczanej, wymieszać. Nałożyć na twarz na 20 min.

Maseczka ogórkowa

Najprościej plastry ogórka położyć na oczyszczoną twarz. Można też podnieść poprzeczkę: średni ogórek zetrzeć na tarce o drobnych oczkach i dodać do niego 2dag serka tofu oraz 2 dag drożdży piekarskich. Składniki należy ze sobą wymieszać i nałożyć na twarz. Po 20 minutach zmyć maseczkę ciepłą wodą.

Więcej przepisów znajdziecie w artykule: Pomysły na domowe maseczki dla cery tłustej

Akcja „Bądź piękna każdego dnia”

Do 18 maja będziemy codziennie umieszczać dla was wpisy dotyczące urodowych wyzwań. Będziemy was namawiać do odrobiny szaleństwa, do zadbania o to, by wasza uroda była tej wiosny widoczna w wyjątkowy sposób.

Co trzeba zrobić? Pod codziennym wpisem dotyczącym naszej akcji zamieść komentarz, w którym napiszesz, co takiego dzisiaj zrobiłaś dla swojej urody. Najciekawsze z komentarzy zostaną nagrodzone.


A poniżej na zachętę przypominamy o wyjątkowych nagrodach ufundowanych przez BaByliss.

Depilator IPL

Depilator IPL BaByliss | Akcja "Bądź piękna każdego dnia"

Mat. prasowe

Prostownicę 

Mat. prasowe

Mat. prasowe

Lokówkę

Mat. prasowe

Mat. prasowe

Czas trwania: 20.04.2016 – 18.05.2016. Wyniki zostaną opublikowane do dnia 27.05.2016

Regulamin akcji dostępny jest tutaj.

Zobacz wszystkie wyzwania w naszej akcji


Lifestyle

Życie zaczyna się po 40-tce? Po co na nią czekać? Nie trać czasu

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
30 kwietnia 2016
Życie zaczyna się po 40-tce? Po co na nią czekać? Nie trać czasu
Fot. Unsplash/Seth Doyle / CCO

Moja mama zawsze mi powtarza: „Kochana, życie zaczyna się po 40-tce”. Myślę sobie: „Ufff to zostało mi jeszcze kilka lat (niedużo, ale zawsze)”. Chwilę później dociera do mnie, że właściwie to czemu mam czekać do 40-tki? Ten wiek daje dopiero przyzwolenie do pełnego szczęścia?

Eee tam, nie chce mi się czekać. Na czym polega fenomen tej magicznej granicy? „Po 40-tce wiesz już wszystko to, czego nie wiedziałaś kończąc 30 lat” – tłumaczy mi mama, a ja drążę temat jak dziecko: „Czyli co?”. Lista okazuje się być dosyć długa.

Akceptujesz siebie

Wiesz już kim jesteś, czego chcesz. Nie ma w tobie już tego rozdrgania i niepewności. Uśmiechasz się do siebie i wiesz, że twoje uda, które kiedyś wydawały ci się za duże, są twoim atutem, bo są częścią ciebie. Zresztą problemy z wyglądem stają się właście nic nie znaczącą błahostką, a kiedyś potrafiły pełnić rolę dramatu. Dostrzegasz zmarszczki na twarzy i lubisz je. Lubisz siebie. Jesteś pogodzona z samą sobą i ufasz sobie – a to bardzo ważne doświadczenie.

Odnajdujesz pasje

To czas, kiedy dzieci przeważnie są już większe i nie absorbują już tak twojego czasu. Nagle masz więcej przestrzeni dla siebie, odkrywasz, że są rzeczy, które lubisz robić bardziej, które sprawiają ci przyjemność. A czasami wracasz do tych pasji porzuconych. Zapisujesz się na warsztaty, kursy, zaczynasz biegać, podróżować. To trochę jak odzyskanie swojego życia. Nie płacz nad tym, że dzieci mnie cię potrzebują, wykorzystaj ponownie dany ci czas.

Masz wokół siebie sprawdzonych ludzi

I już wiesz, że ludzie odchodzą i przychodzą. Są ci, którzy od wielu lat trwają przy tobie i nagle dostrzegasz ich wyraźniej i jeszcze bardziej doceniasz nazywając te relacje przyjaźnią. To trochę taka naturalna selekcja. Ty się zmieniasz, oni się zmieniają. Z jednymi jest już ci nie po drodze, ale ty już rozumiesz, już się nie szarpiesz. Zostawiasz dla nich miejsce w sercu i idziesz dalej. A na twojej drodze pojawiają się nowi ludzie, których obecność staje się dla ciebie ważna. Ale też masz umiejętność wyłapywania negatywnych relacji, które źle na ciebie wpływają i masz odwagę się z nich wycofywać.

Jesteś sobą

Przestajesz grać i udawać kogoś kim nie jesteś. Dlaczego dopiero teraz? Bo znasz swoją wartość i nie za bardzo interesuje cię, co inni powiedzą, albo pomyślą na twój temat. Nie chcesz uśmiechać się sztucznie, mówić tego, co inni chcieliby usłyszeć. Albo ktoś ciebie akceptuje z pełnym bagażem, który masz, albo nie. Już nikomu nie nadskakujesz.

Dbasz o siebie

To też taki czas, kiedy w końcu zauważasz siebie i swoje potrzeby. Przestajesz dbać jedynie o innych, ale zaczynasz myśleć o sobie. O tym, co dla ciebie jest dobre. Analizujesz swoje relacje, związek. Stawiasz znak równości pomiędzy tym ile dajesz, a ile dostajesz w zamian i sprawdzasz, czy faktycznie po obu stronach jest po równo. Jeśli ty idziesz na kompromis, tego samego wymagasz od drugiej strony. Już nie robisz niczego wbrew sobie. Po prostu – chcesz być szczęśliwa.

Mniej się martwisz

Zwłaszcza o rzeczy, na które nie masz wpływu. Przestają cię one zajmować. Z większym optymizmem patrzysz w przyszłość i jakoś częściej mówisz: „Co ma być, to będzie” naprawdę tak myślisz. Poza tym jest w tobie taka pewność, że obojętnie co by się nie stało, dasz sobie radę. Nie roztrząsasz przeszłości, wyciągnęłaś już wnioski z tego, co było, co się zadziało i teraz ważne dla ciebie staje się co tu i teraz.

Stawiasz sobie oczekiwania na miarę swoich możliwości

Przestajesz już zawieszać poprzeczkę na jakimś nadludzkim poziomie. To nie znaczy, że już niczego od siebie nie oczekujesz. Wręcz przeciwnie nadal marzysz, nadal stawiasz sobie cele – ale tym razem już realne, które wiesz, że możesz osiągnąć. I to jest cudowne. Bo w końcu spełniasz swoje marzenia, które nie muszą być wydumane. Tych wcale nie chciałaś, czasami o czym marzysz bywa na wyciągnięcie ręki. Jesteś spokojniejsza. I też nie stawiasz oczekiwań wobec innych ludzi. Przestajesz myśleć, jacy mogliby być, jak się zmienić. Tam jest ich życie, a tu twoje, każdy w nim ma czuć się jak najlepiej.

Przestajesz się porównywać

Nie myślisz już o tym, że ona jest ładniejsza i szczuplejsza, albo więcej osiągnęła. Cieszysz się z tego co masz i co najważniejsze – doceniasz to, bo sama to osiągnęłaś. I wiesz, że dla ciebie nie jest ważne to jakim jeździsz samochodem, ale jakie masz fantastyczne dzieci. Że nie ma znaczenia, że ktoś pojechał na wakacje do Grecji, bo ty kochasz Mazury. Przestajesz czuć się gorsza, bo jest w tobie pewność twoich wyborów. Po prostu wiesz, że wybierasz to, co dla ciebie, a nie innych jest najlepsze. I nie potrzebujesz się przeglądać w oczach innych, by znać swoją wartość i wartość swojego życia.

Pracujesz, żeby żyć, a nie żyjesz, żeby pracować

Wcześniej praca wydaje ci się być jedną z najważniejszych rzeczy w twoim życiu, jest źródłem twojego stresy, frustracji, ale też zadowolenia. Z czasem zaczynasz rozumieć, że to „tylko” praca i nabierasz do niej dystansu. Łatwiej ci powiedzieć: „Jest weekend, przepraszam, skończę to w poniedziałek”, zamiast siedzieć w sobotę nad jakimś projektem. Szanujesz siebie i swój czas i widzisz, że dzięki temu twoi przełożeni szanują ciebie.

Przestajesz uszczęśliwiać innych

Bo wiesz, że ich szczęście nie zależy od ciebie. Oni sami muszą go chcieć i wiedzieć, jak znaleźć. Na siłę nie sprawisz, że ktoś będzie szczęśliwy, nigdy też nie zadowolisz wszystkich. I teraz już to rozumiesz. Jeśli ci na kimś zależy, mówisz: „Pamiętaj jestem blisko”, bo już wiesz, że nic więcej nie możesz zrobić. Możesz być, a jeśli ten ktoś będzie chciał, to do ciebie przyjdzie z prośbą o pomoc, której nigdy nie odmówisz.

Cieszą cię drobnostki

A cieszą dlatego, że zaczynasz je dostrzegać. Zwalniasz i widzisz jak kwitną kasztanowce, ile gwiazd pojawia się na niebie. Potrafisz usiąść nad brzegiem morza i nie zastanawiać się, ile czasu tak spędzisz. Stajesz się uważniejsza, doceniasz wieczór z książką na równi z wieczorem z przyjaciółmi. Znajdujesz w swoim życiu równowagę, bo wsłuchujesz się w siebie i w swoje potrzeby. Co nie znaczy, że twoje życie płynie przewidywalnym nurtem.

Jesteś gotowa na zmiany

I to jest wielki skarb tego wieku. Bo już wiesz, że życie to zmiana, że to wychodzenie ze swojej strefy komfortu, że jeśli chcesz, by twoje życie było pełne musi być w nim miejsce na porażkę i na sukces. Ale teraz już każde potknięcie potrafisz umiejętnie wykorzystać, wyciągnąć z niego naukę i iść do przodu. Czasami myślisz: „Kurde, czemu wcześniej tak do tego nie podchodziłam, czemu tak się bałam wziąć z życiem za bary?”. Powiem ci czemu, bo nie wiedziałaś tego wszystkiego, co wiesz dzisiaj.


Zobacz także

„Drunk Yoga”. Ćwiczenia z lampką wina!

„Mobbing nie przyjmuje formy otwartej agresji, to raczej manipulacja słowna i psychiczna”

Wakacje jak z filmu, czyli Wybrzeże Amalfi, Toskania i słynne kluski Sophie Loren. Akcja „Kocham podróże, kocham swobodę”. Dzień #13 [28.05]