Lifestyle

Miał być księciem z bajki, mógł być kimkolwiek. Oszust matrymonialny da ci złudzenie miłości, które kosztuje drogo

Magdalena Lis
Magdalena Lis
30 kwietnia 2017
Fot. iStock/Siphotography
 

‘Miał być księciem z bajki. Myślałam, że złapałam Pana Boga za nogi, bujałam w obłokach. Tymczasem utonęłam w kłamstwach, osiągnęłam dno finansowe.’ Wyznania ofiary oszusta matrymonialnego.

Marzyły o miłościach niczym z komedii romantycznych. Szczęśliwe, zakochane, wierzyły we wspólne życie i składane obietnice. Nie dostrzegały, że padły ofiarą oszusta matrymonialnego a pętle słów zaciskane wokół ich szyi to skrupulatnie napisany scenariusz bajki bez happy endu.

Basia jest nauczycielką, pracuje w przedszkolu. Atrakcyjna, choć bardzo skromna. Rozwiodła się niecały rok temu uwalniając się od koszmaru życia z mężem alkoholikiem.

– Wieczory spędzałam samotnie, nudziłam się w domu. Któregoś dnia weszłam na czat, znalazłam tam wiele tematycznych pokoi. Kliknęłam, odezwało się kilku mężczyzn, zaczęliśmy rozmawiać. Potrzebowałam czyjejś adoracji, uwagi. I wtedy odezwał się Darek.

Napisał, że ma dobrą pracę, jest wdowcem i szuka miłości. Komplementował, wiedział jak poprowadzić rozmowę. Wysłał swoje zdjęcie. Przystojny brunet, dobrze ubrany. Subtelny w rozmowie i obietnicach. Basia była nim wyraźnie zainteresowana.

– Opowiedziałam mu o sobie, o doskwierającym braku męskiego ramienia. Słuchał mnie. Opowiadał o kinie, literaturze w sposób niebywale mądry i ciekawy. Zadeklarował pomoc przy remoncie mieszkanie, bo akurat miałam to w planach. Przegadaliśmy kilkanaście wieczorów. W końcu zaprosiłam go do siebie.

Darek szybko zareagował na zaproszenie. Przyjechał w czwartek, powiedział, że ma czas do niedzieli. Przekonał Basię, że tym sposobem lepiej się poznają. Przywiózł walizkę pełną rzeczy. Basia była lekko zszokowana, ale nie protestowała.

– Ciągle mnie przepytywał, niewiele mówił o sobie. Nie przeszkadzało mu, że musiał zostać przez większą część piątku sam w moim domu, bo ja przecież pracowałam. Pytał ile zarabiam. Pytany o rodzinę uciekał od tematu, unikał kontaktu wzrokowego. Bywał podenerwowany. Zaproponowałam wspólny wyjazd na przyszły weekend to nie wyraził zainteresowania. Okolica w której mieszkam daje dużo możliwości. Chciałam wyrwać się z domu, pójść do fajnej restauracji, na basen, pospacerować. No i chciałam poznać jego rodzinę.

Darek twierdził, że poznanie bliskich to kolejny etap znajomości, że przyjdzie na to czas. Kiedy w sobotę wieczorem mieli pójść razem na grilla do przyjaciół Basi, Darek niezwłocznie musiał wracać do domu.

– Wyjechał i przez trzy dni nie odbierał ode mnie telefonu. Kolejnym krokiem było przysłanie zdawkowego smsa. Pisał, że był zajęty, że pracował.

Basia była zdziwiona. Kiedy był u niej odbierał sporo telefonów. Zawsze wychodził. Aparat miał zabezpieczony hasłem. Ich kontakt przygasał. Elementy układanki przestały składać się w jednolitą całość. Któregoś dnia Basia zadzwoniła do firmy, w której Darek rzekomo miał pracować.

– Nie znali człowieka, nie mieli pojęcia o kogo pytam. Mówił mi, że pracuje tam osiem lat, że jest zastępcą dyrektora. Myślałam, że może coś pomyliłam, nie dopuszczałam do siebie myśli, że zostałam oszukana.

Nastały kolejne ciche dni. Darek nie łaknął kontaktu z Basią, ona cierpiała, bo była zakochana. Wmówił jej, że jest miłością jego życia. Odwracał jej uwagę mamiąc ją dobrymi słówkami. Czuła się odtrącona, myślała, że może poznał jakąś inną kobietę, że może zbyt mało się starała. Najgorsze miało dopiero wyjść na jaw.

– Tuż przed jego przyjazdem wypłaciłam spore oszczędności z konta bankowego. Chciałam przeznaczyć je na remont, który miałam w planach. Przyszedł czas wpłaty zaliczek dla ekip remontowych. Wówczas zorientowałam się, że gotówka zniknęła.

Basi zapaliła się czerwona lampka. Myślała, że może gdzieś indziej te pieniądze schowała. Następnie przejrzała wszystkie szkatułki z biżuterią. Zniknęły cenne rodzinne pamiątki wykonane ze złota. Nie wierzyła własnym oczom, była zdruzgotana. Telefon Darka milczał, odpowiadała tylko poczta głosowa. Długo nie myśląc zgłosiła na policję, że została okradziona.

Darek, który tak naprawdę był Mariuszem widniał już w policyjnej kartotece. Jak się okazało oszukał i okradł wiele innych kobiet. Celowo rozkochiwał w sobie osoby samotne, łaknące miłości, zagubione, słabe. Zazwyczaj znajdował on ich czuły punkt, na którym się skupiał.

– Bardzo to przeżyłam. Paraliżował mnie wstyd. Musiałam się przyznać rodzinie i przyjaciołom, zostałam bez grosza. Wylądowałam u psychologa. Nie wiem jak mogłam dać się tak oszukać. Teraz jestem daleka od jakichkolwiek znajomości z mężczyznami. Nie wiem czy jeszcze kiedykolwiek komuś zaufam. Może jak skończę terapię?

Łucja ma trzydzieści trzy lata, od dziesięciu jest sama. Przebojowa wysoka brunetka, kolorowy ptak, ekscentrycznie ubrana.

– Nie miałam pomysłu na to, jak zmienić swoje życie. Jak w dobie pracy niemalże przez większą część doby znaleźć faceta. Gdzie poznać mężczyznę, który zostałby towarzyszem życia. Z odsieczą przyszła moja znajoma. Powiedziała mi, żebym założyła sobie konto na instagramie, bo ten kanał to źródło testosteronu.

Łucję szybko wciągnął świat kolorowych zdjęć okraszonych masą hasztagów. Dodawała fotkę, podpisywała i zgarniała zainteresowanie.

Piotr nie miał zdjęcia. Na jego profilu widniała tylko nazwa użytkownika. Wysyłał Łucji serduszka, pisał wiadomości. Zapytany o brak fotografii, powiedział, że jest wojskowym i nie wolno mu widnieć na tego typu portalach. Opis jego osoby był krótki, lakoniczny, nie zawierał zbyt wielu informacji.

– Miałam kolegę, który był żołnierzem zawodowym, ale nigdy nie wspominał mi o tego typu zakazach. Kiedy mu o tym powiedziałam, odwrócił kota ogonem. Wspominał, że dodatkowo wykłada na jednej z uczelni we Wrocławiu i nie chciałby, żeby studenci widywali bo w formie prywaty.

Na wiadomości Łucji Piotr odpowiadał wyrywkowo. Po początkowej euforii stworzył spory dystans w tej relacji. Zawsze przepraszał. Mówił, że się nie logował, miał słaby zasięg bądź awarię internetu.

– Potem dzwonił, gubił się w zeznaniach. Myliły mu się informacje. Sprawiał wrażenie, jakby rozmawiał z jakąś inną, zupełnie nieznaną mi osobą. Zaklinał się, że tylko ja i żadna inna. Wierzyłam mu.

Piotr odwlekał spotkanie w realu. Mówił, że ma chorą matkę i przez to cierpi na chroniczny brak czasu. Że chciałby się spotkać, ale ostatnie pieniądze wydał na lekarzy i nie ma nawet na benzynę.

– Współczułam mu. Opowiadał, że jego matka miała krwotok z żylaka, że jej stan nie jest dobry. Mówił, że musi mieć niezwłocznie cztery i pół tysiąca na zabieg. Ja straciłam matkę w wieku ośmiu lat, serce mi pękało, kiedy go słuchałam. Szlochał mi do słuchawki. Myślałam, że cierpiał. Miałam jakieś oszczędności, zaproponowałam, że mu przeleję. Był dobrym aktorem, a ja się nabrałam.

Piotr bardzo dziękował. Do Łucji dzwonił codziennie, relacjonował jak się rzekomo miewa jego mama. Całkowicie zjednał sobie serce wybranki. Obiecywał, że będzie obsypywał ją kwiatami, że będą spacerować w blasku księżyca. Bo zasługujesz – dawał jej do zrozumienia.

Jego telefon ucichł dwa tygodnie później. Internetowe konto zniknęło. Łucja zaczęła podejrzewać, że mogła zostać oszukana. Mimo to racjonalne argumenty do niej nie docierały. Broniła się do ostatniej chwili. Nie dopuszczała tej myśli do siebie.

– Uwierzyłam, że wreszcie ktoś mógł mnie pokochać. Miał być księciem z bajki. Myślałam, że złapałam Pana Boga za nogi, bujałam w obłokach. Tymczasem utonęłam w kłamstwach, osiągnęłam dno finansowe.

Łucja sprawy nie zgłosiła na policję.

– To by mnie zbyt mocno upokorzyło – dodaje na koniec.

Oszust matrymonialny to nie tylko bohater filmu ‘Tulipan’. Jest wielu mężczyzn, którzy z premedytacją wabią kobiety, po to aby się ich kosztem wzbogacić. Współczesne realia i świat internetu bardzo tę drogę upraszczają. W świecie online można być kimkolwiek. Warto zachować wszelkie względy bezpieczeństwa – choćby tak na wszelki wypadek.


Lifestyle

10 rzeczy, które rozumiemy dopiero po rozwodzie, a szkoda…

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
1 maja 2017
10 rzeczy, które rozumiemy dopiero po rozwodzie, a szkoda…
Fot. iStock/PeopleImages
 

Niestety w naszym życiu muszą zadziać się pewne rzeczy, abyśmy mogli z nich wyciągnąć wnioski i się czegoś mądrego o sobie i świecie dowiedzieć. Niestety, bo czasami są to trudne doświadczenia, których wolelibyśmy uniknąć… Ale cóż, mało kto jest w stanie nauczyć się na czyichś, a nie swoich błędach.

Tak samo jest w przypadku rozstań i rozwodów. Jak wiele rzeczy można zrozumieć, jakiej życiowej mądrości nabyć… Pozostaje jedynie wierzyć, że to, co zrozumieliśmy przekujemy na korzyści w dalszym życiu, że może uda się nam dzięki temu zbudować szczęśliwy, nowy związek.

10 rzeczy, które rozumiemy dopiero po rozwodzie

1. Znalezienie nowego partnera nie uczyni nas szczęśliwym

Nikt z nas nie jest doskonały, a trawa zawsze wydaje się bardziej zielona po drugiej stronie ogrodzenia. To złudne. Rozwód nie daje nam gwarancji na to, że kolejny związek będziesz idealny, a my w nim szczęśliwi. Nic nie dzieje się tak po prostu i każdy związek wymaga naszej pracy i zaangażowania, żeby był lepszym od poprzedniego.

2. Nie rezygnuj nigdy z pracy

To potwierdzi każda rozwiedziona kobieta – pracuj, nawet jeśli nie musisz, kształć się, rozwijaj swoją karierę zawodową. Pracuj nawet w niepełnym wymiarze godzin, ale rób wszystko, by mieć swoją niezależność finansową. O tym często zapominamy poświęcając się dzieciom i obowiązkom domowym.

3. Miłość nie zawsze jest prosta

Czasami kochanie naszego partnera zdaje się być ciężką pracą, nie ma w sobie nic z uniesień i motyli w brzuchu, bo on też ma swoje wady, nawyki, bo my mamy gorszy czas w swoim życiu. Ale trzeba pamiętać, że miłość to też wybór, nie tylko samo uczucie, że czasami musimy się od siebie oddalić, żeby znowu się zbliżyć…

4. Nie zapominaj, co sobie obiecaliście

Tak rzadko pamiętamy o słowach wypowiedzianych podczas ślubu, o tym, że na dobre i złe, że dopóki śmierć nas nie rozłączy. To często staje się utartym frazesem, nic dla nas nie znaczącym. A może właśnie warto do tych słów wracać, spisać je sobie, powtarzać co jakiś czas i zmierzyć się z odpowiedzialnością, która idzie za tą obietnicą…

5. Nie staraj się być lepszym

Żadne z was nie musi starać się być lepszym w związku. Najlepsze są te małżeństwa, w których partnerstwo jest autentyczne, kiedy praca, obowiązki obojga są tak samo ważne, a opinie i decyzje są cenione na równi.

6. Zdrada nie musi oznaczać końca

Zmieniamy się, zmieniają się nasze potrzeby zarówno seksualne i emocjonalne, co często staje się przyczyną zdrady. Po prostu w każdym związku istnieje taka możliwość. Ale zdrada wcale nie musi oznaczać końca, może stać się katalizatorem, może otworzyć w końcu zatkany kanał komunikacji, otworzyć nas na rozmowę, na siebie, na mówienie o własnych potrzebach. Przezwyciężenie kryzysu sprawia, że wychodzimy z tego mocniejsi, pewniejsi siebie.

7. Małżeństwo niczego nie naprawi

Jeśli jesteś nieszczęśliwa, jeśli uciekasz w małżeństwo przed problemami, od własnego domu, rodziny, nic z tego. Małżeństwo nie rozwiąże twoich problemów, nie naprawi ich jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Prędzej czy później będziesz musiała się z nimi zmierzyć.

8. Małżeństwo cię nie dopełni

Twój mąż, partner nie sprawi, że poczujesz się kompletna. Bajki o dwóch połówkach tej samej pomarańczy wsadź między książki. Ty musisz czuć się ze sobą dobrze, musisz rozumieć siebie, swoje potrzeby, by stworzyć szczęśliwy związek, w którym nie będziesz oczekiwać, że ktoś inny cię uszczęśliwi.

9. Nie zatracaj się w związku

Pamiętaj o sobie – zawsze. Nie oddaj małżeństwu całej siebie, nie zgub się w nim. Rozwijaj się, słuchaj swoich potrzeb niezależnie od związku, w którym jesteś. Pamiętaj o przyjaciołach, o spotkaniach z nimi, nie wyrzekaj się siebie.

10. Wina jest zawsze po obu stronach

Przyjmij odpowiedzialność za to, co się dzieje w twoim małżeństwie. Nie mów mu, że musi się zmienić, zobacz też, jak ty możesz się zmienić. Czasami to zmiana w nas samych wywołuje zmiany w naszym partnerze. Nie zawsze winna jest tylko jedna strona, nie zapominaj o tym.


Lifestyle

„Dziś mogę śmiało powiedzieć: Kobieto! Rozwód to nie koniec świata!”

Magdalena Lis
Magdalena Lis
30 kwietnia 2017
Dziś mogę śmiało powiedzieć: Kobieto! Rozwód to nie koniec świata!
Fot. iStock / kieferpix

Myślałam, że nic dobrego już mnie nie czeka, rozpaczałam nad przeszłością. Teraz wiem, że nasz los jest w naszych rękach, a swoje szczęście w każdym momencie życia można budować od nowa. Kobieto, rozwód to nie koniec świata.

Wyjdziesz za mnie?

Poznaliśmy się na weselu u moich znajomych, na które poszłam sama. Maciej był gościem pana młodego, też był bez pary, służbowo, w delegacji. Tak między nami zaiskrzyło, że tańczyliśmy do białego rana. Wymieniliśmy się numerami telefonów, szepnęłam mu, że może spotkamy się na kolejnym weselu.

‘Następne będzie nasze’  – powiedział z przekonaniem.

Miesiąc później oświadczył mi się na łące, dając pierścionek zapleciony z źdźbła trawy. Dwa miesiące później zamieszkaliśmy razem. W rocznicę ślubu naszych znajomych, to oni byli świadkami. To miała być dobra wróżba na start w całkiem nowe życie.

Biała kołyska

Na trzydzieste drugie urodziny dostałam piękną, białą kołyskę. Maciej był stolarzem, sam ją zrobił. To był taki znak z jego strony, taki akcent, chciał mi pokazać jak bardzo się cieszy, że wkrótce będziemy we troje. Cierpiałam na zespół policystycznych jajników, leczyłam się hormonalnie, ciąża była dla mnie cudem. Kolejna wizyta u lekarza nadała nowy obraz sytuacji. Nie będziemy we troje we czwórkę. Byłam w ciąży bliźniaczej.

Julka

Pracowałam w sklepie odzieżowym. Szybko zeszłam na zwolnienie. Jakiś czas później szef zwolnił Julię, moją przyjaciółkę. Długo nie mogła znaleźć nowego zajęcia, była zrozpaczona. Mój mąż akurat szukał kadrowej. Poleciłam ją i została zatrudniona.

Królowa obłudy

Dzieciaki nie miały jeszcze roku, kiedy życzliwi donieśli mi, że mój mąż ma romans. Zdruzgotana natychmiast pożaliłam się Julce. Mówiła mi, że to niemożliwe, że Maciej jest we mnie zapatrzony, że widać, że nas kocha. Z moim mężem spotkali się jeszcze tego samego wieczoru. Mieli pecha. Byli w tym samym kinie co moja mama z przyjaciółkami.

Upadek

Byłam totalnie poniżona, odarta z kobiecości, oszukali mnie oboje. Nie miałam żadnych złudzeń.  Nie wiedziałam co dalej, bałam się o swoją przyszłość. Urlop macierzyński dobiegał końca, do pracy nie miałam po co wracać. Nie miałam żadnych oszczędności, czułam, że przegrałam życie.

Już cię nie kocham

Chciałam separacji, Maciej był zdecydowany na rozwód. Zimnym tonem oznajmił mi, że już mnie nie kocha. Nasze krótkie małżeństwo zostało rozwiązane w niecałe pół godziny. Przyznano mi niewielkie alimenty. Mój mąż nie kwapił się do ich płacenia. Domowy budżet skurczyłam do minimum, a pieniędzy i tak wciąż brakowało. Pomagali mi rodzice i brat z bratową. Mimo, że w środku byłam wrakiem, to dla dzieci byłam zawsze uśmiechnięta.

Majówka moich koszmarów

Poznaliśmy się podczas świąt majowych. Kiepsko znosiłam ten czas, ta data kompletnie mnie przytłaczała. Byłam z dziećmi na pikniku u znajomych, wszyscy się śmiali, gawędzili a ja miałam chęć zapaść się pod ziemię. Szybko wróciłam do domu . Następnego dnia podczas rodzinnego obiadu bratowa  ofuknęła mnie, że powinnam wziąć się w garść i skończyć się nad sobą użalać. Miała rację. Nie pogniewałam się, a jej słowa wzięłam sobie głęboko do siebie.

Fale, loki, koki

Dzieci były dla mnie najważniejsze, średnio widziałam się na etacie.  Zawsze miałam smykałkę do czesania. Klientki zdobywałam pocztą pantoflową. Czesałam, farbowałam, strzygłam po domach. Któregoś dnia podczas spaceru z dziećmi zupełnie przypadkiem trafiłam na ogłoszenie. Do wynajęcia był niewielki lokal. Kiedyś był tam zakład szewski i krawiec. Z pomocą znajomych wynajęłam go i wyremontowałam. Zapisałam się na finansowany przez miasto kurs fryzjerski.  Trochę musiałam się zapożyczyć, ale ruszyłam z miejsca. Szybko zdobyłam zaufanie pań z osiedla. Zaczęłam  zarabiać. Debet na koncie powoli zaczynał być uzupełniony.

Niespodzianka

Któregoś dnia na wizytę do salonu przyszła Julka. Jakież było jej zdziwienie, kiedy zobaczyła mnie stojąc w progu. Obróciła się na pięcie i wyszła. Zauważyłam, że była w ciąży. Cóż, niech im się układa.

Nie taki diabeł straszny

Myślałam, że nic dobrego już mnie nie czeka, rozpaczałam nad przeszłością. Teraz wiem, że nasz los jest w naszych rękach, a swoje szczęście w każdym momencie życia można budować od nowa. Dziś mogę mówić o tym już bez emocji. Nie czuję się gorsza, czy wybrakowana. Pracuję, niedawno zapisałam się na kurs tańca. Tam mogę dać upust swoim emocjom. To jest coś, co trzeba poczuć. Tego się nie da zobaczyć. Dziś mogę śmiało powiedzieć – Kobieto! Rozwód to nie koniec świata.


Zobacz także

10 przykrych konsekwencji odchudzania na wariata, czyli jak zaszkodzi ci dieta cud. Akcja „Polka na diecie”, dzień #25

Koła i kwadraty – must have sezonu SS18, czyli nowe inspiracje Anny Samków

Sprawdź, czy masz „starą” duszę – QUIZ