Dom i wnętrze Kuchnia

Kto nie lubi weekendowych, leniwych poranków? Śniadaniowe spotkanie z Gosią Ohme

Redakcja
Redakcja
16 listopada 2016
Fot. Paulina Wyszyńska
 

Jak odczarować jesienny poranek i zyskać nieco energii? To bardzo proste! Nic nie poprawia nastroju tak, jak wspólne, długie i aromatyczne śniadanie. A gdy spędzimy je w dobrym towarzystwie, weekend musi być udany!

Śniadanie to nie tylko posiłek, szybkie płatki z mlekiem, byleby tylko wrzucić coś na ząb. O nie, przez cały tydzień pędzimy od samego rana, dlatego w sobotni lub niedzielny poranek zdecydowanie warto celebrować śniadanie! W im większym gronie – tym lepiej!

I nie myślcie od razu: „O nie, nikt nie zapędzi mnie w sobotę do kuchni i garów. Musiałabym postradać zmysły, żeby gotować od rana dla znajomych!”. Przecież wspólne śniadanie, to i wspólne przygotowanie, zabawa, i ten bezcenny czas dla dzieci, bliskich, znajomych. Właśnie dlatego ochoczo przyjechałyśmy na wspólne śniadaniowanie u Gosi Ohme. Zobaczcie, jak nam udało się odczarować pewien szaro-bury poranek.

_MG_7691

Fot. Paulina Wyszyńska

Żeby było miło i przyjemnie podczas naprawdę „wielkiego” śniadania – obowiązuje jedna zasada: wszystkie ręce (małe i duże) na pokład, a raczej do kuchni. Weekend to czas przeznaczony dla nas, dla naszych najbliższych, dlatego na naszym śniadaniu nie mogło zabraknąć dzieci – sobota i niedziela, to jedyny czas, gdy wszyscy mamy siebie na wyłączność. Bez szkoły, pracy, wszystkich dodatkowych zajęć i szybkich wypadów po konieczne zakupy. I choć Gosia jest dziś szefem i królową kuchni, pracują wszyscy, nikt się nie ociąga ;).

_MG_7703

Fot. Paulina Wyszyńska

A co, jeśli goście nie są tacy chętni do pomocy – no cóż, pozostaje wytoczyć najcięższe działa, wypróbujcie śniadaniowe przepisy Gosi Ohme i skuście ich zapachami, wtedy z kuchni już nikogo nie wygonicie – nawet siłą.

Śniadaniowe menu Gosi Ohme

Jaja w czerwonym oczku

_MG_7592

Fot. Paulina Wyszyńska

 

Składniki:

Jajka – po jednym na osobę,
Duże, czerwone papryki,
Przyprawy – wybierz swoje ulubione,
Tłuszcz do smażenia

Przyda się: porządna patelnia, do której nie przywierają potrawy. My korzystałyśmy z patelni Valdinox Black

Przygotowanie:

Papryki pokrój na grube plastry. Przygotuj tyle jajek, ilu planujesz śniadaniowych gości.

_MG_7554

Fot. Paulina Wyszyńska

Jajka umyj i odłóż do miseczki.

Rozgrzej tłuszcz na patelni.

Podsmaż krążki z papryki na patelni. Po chwili obróć je na drugą stronę, a do środka „czerwonych oczek” wbij po jednym jajku.

_MG_7570

Fot. Paulina Wyszyńska

Smażymy tak jak jajka sadzone. Na górę jajek dodaj ulubione przyprawy.

_MG_7579

Fot. Paulina Wyszyńska

Gdy jajka będą gotowe, wystarczy podać je na pięknej zastawie – tak by cieszyły i żołądek, i oczy. Zobaczcie sami, jak pięknie prezentują się na porcelanie z kolekcji Cynie! Prawda, że ten prosty przepis skradnie serca najbardziej wybrednych?

_MG_7582

Fot. Paulina Wyszyńska

Placuszki z jabłkami Gosi Ohme

_MG_7681

Fot. Paulina Wyszyńska

Składniki:

3 jaja,
kubek (200 ml) kefiru,
¾ szklanki mąki (ilość kontrolować tak, by ciasto dobrze nakładało się łyżką na patelnię),
2 duże jabłka,
cukier wanilinowy,
olej do smażenia (względnie inny tłuszcz do smażenia jeśli nie przepadasz za olejem),
ewentualnie cukier puder do posypania gotowych placuszków.

Przyda się:  patelnia z dobrą powłoką nieprzywieralną. My ponowie zaufałyśmy patelni Valdinox Black.

Przygotowanie:

Jaja wbijamy do naczynia, roztrzepujemy trzepaczką lub zwykłym widelcem.

Dodajemy kefir i znów roztrzepujemy. Dodajemy kolejno suche składniki: mąkę, cukier i cukier wanilinowy i… roztrzepujemy ;), a dokładnie mieszamy do uzyskania jednolitej masy (powinna swoją konsystencją przypominać gęstą śmietanę).

_MG_7620

Fot. Paulina Wyszyńska

Do gotowej masy dodajemy jabłka pokrojone w plasterki

_MG_7623

Fot. Paulina Wyszyńska

Placuszki smażymy na rozgrzanym oleju, aż zrobią się złocisto-brązowe.

_MG_7644

Fot. Paulina Wyszyńska

_MG_7654

Fot. Paulina Wyszyńska

Po zdjęciu z patelni nadmiar tłuszczu możemy odsączyć układając je na ręczniku papierowym.

_MG_7657

Fot. Paulina Wyszyńska

_MG_7659

Fot. Paulina Wyszyńska

Układamy na porcelanie, posypujemy niewielką ilością cukru pudru… i gotowe. Pycha!

_MG_7666

Fot. Paulina Wyszyńska

My, nasze leniwe śniadanie zaserwowałyśmy na pięknej porcelanie Cynie z kolekcji Altom Design, możecie znaleźć ją tutaj.

Dodatki śniadaniowe, których nie może zabraknąć

Oczywiście co to za śniadanie, które kończy się na dwóch potrawach? Bez obaw, nie będziemy zaganiać nikogo do kuchni ;), idealnym uzupełnieniem przedłużonego śniadania i dekoracją, będą nasze pyszne, polskie, sezonowe owoce! Jabłka, gruszki, śliwki – to najlepszy moment, żeby zachwycać się ich smakiem – i wyglądem! Możecie zjadać je w całości, wycisnąć z nich sok lub ugotować pyszny kompot z dodatkiem goździków!

porcelana z gory

 

Piękne podkładki pod naczynia, serwetki – to wszystko drobiazgi, które nadadzą spotkaniu wyjątkowego charakteru. Postawcie na stole doniczkę z wrzosem, kwiaty lub bukiet z nazbieranych liści. Będzie pięknie, obiecujemy!

15057764_10207828483418897_2015748304_n

Fot. Paulina Wyszyńska

PS: Nie zapomnijcie o prostych i eleganckich szklankach na zimne napoje, doskonale sprawdzą się jako uzupełnienie dekoracji!

_MG_7700

Fot. Paulina Wyszyńska

_MG_7407

Fot. Paulina Wyszyńska

_MG_7673

Fot. Paulina Wyszyńska

 


Dom i wnętrze Kuchnia

Ja tych gejów, to nawet lubię. Naszą tolerancję mierzymy liczbą lajków pod postem Roberta Biedronia

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
16 listopada 2016
Fot. iStock/SvetaZi
 

Gdzie jest granica naszej tolerancji? Myślę, że tam dopóki jej brak nas nie dotyka. Co tam, że mówimy ciapaty – kiedy obok nas nie ma uchodźcy. Co z tego, że pedał i ciota – gdy żadnego geja na horyzoncie nie widać, a w końcu lubimy tego Biedronia. I co, że ona nosi ciuchy bez znanej metki, a on jeździ starym rozwalonym oplem, skoro akurat nie mijają nas na ulicy, a my ich do domu nie zapraszamy.

A tamta stara dziwaczka, co koty dokarmia? A ta – co się jej w głowie poprzewracało, bo włosy na różowo farbuje i kolczyków jej przybywa?

Przecież my jesteśmy tolerancyjni. Rozumiemy, że inność nie jest niczym złym, że odmienność powinna być akceptowana. Przytakujemy za każdym razem, gdy ktoś pyta, czy tolerancyjni jesteśmy.

Oczywiście, że jesteśmy. W końcu przyjaźnimy się z Olą, której brat jest gejem – nie, nigdy go na kolację nie zapraszaliśmy, bo czasem przyszedłby z chłopakiem i co dzieciom byśmy powiedzieli.

Pozwalamy się naszym dzieciom bawić z tą Kasią z kamienicy obok. Mama co prawda sprzątaczka, ale przecież nie musimy się od razu na sąsiedzkie kawki zapraszać.

A jak nasze dziecko przeklnie? To na pewno wina tego Piotrka, co to ojciec odszedł do jakieś innej baby i kto go ma dobrych manier uczyć, skoro matka cały czas w pracy.

Miarą naszej tolerancji jest ilość lajków pod kolejnym wpisem Roberta Biedronia. Ale już Anna Grodzka – lepiej, żeby publicznie się nie pokazywała. I ten, o którym słyszeliśmy, że w kobiecie ciuchy lubi się przebierać  – niech nie mówi tego głośno. To co inne najlepiej pierzmy we własnym domu, w czterech ścianach. Nie wychodźmy z tym do ludzi, bo tolerancja jest fajna, ale na odległość. Tak łatwo jest tolerować tych, którzy są daleko, których nie spotykamy każdego dnia na ulicy.

Mam takie poczucie, że dziś samo słowo tolerancja urosło do rangi wysokiej wartości. Bo jak nie być tolerancyjnym w multi-kulti świecie. Oczywiście, że jestem. Odmienność mi nie przeszkadza, żadna. Ja tych gejów to nawet lubię. Krzywdy nikomu nie robią, dopóki żadnego mój syn do domu nie przyprowadzi.  I na te kolczyki i tatuaże machnę ręką, dopóki córka z takim chłopakiem spotykać się nie zacznie. Ten dzieciak z upośledzeniem w szkole, też ok, ale niech się z moimi lepiej nie bawi.

Fot. iStock/DragonImages

Fot. iStock/DragonImages

Taka jest nasza tolerancja. W szkole na informację podaną przez dyrekcję, psychologa i lekarza – że w klasie jest dwoje dzieci zarażonych wirusem HIV, co nie stwarza absolutnie żadnego zagrożenia dla reszty dzieci, rodzice postawili warunek: „Albo te dzieci znikną ze szkoły, albo oni przeniosą swoje do innej”.

W lodziarni pani, tuż po tym, jak obsłużyła dwoje dzieci z ciemniejsza karnacją skóry i kręconymi włosami, wyszeptała złowieszczo: „Coraz więcej się ich tu pojawia”.

Jest mi wstyd, gdy słyszę w kolejce: „co za głupia baba, skasować cebuli nie potrafi, do szkoły specjalnej z taką, a nie na kasę”. A obok stoi mama z niepełnosprawnym dzieckiem. Nie, nikt się nie zreflektował, kiedy wyszła ze sklepu zostawiając zakupy w koszyku.

Dzisiaj jest Dzień Tolerancji. Jakoś nie huczą o nim media, nikt o niej nie dyskutuje, dopóki czarnoskórego ktoś nie skatuje na ulicy, albo gdy geje nie zostaną pobici przechodząc przez krakowski rynek.

Ile w nas tolerancji? Tyle, by nie musieć opuszczać swojej bezpiecznej strefy komfortu.  By nie musieć się zderzać z odmiennością, z innością. Tyle, by jeszcze matkę z niepełnosprawnym dzieckiem przepuścić w drzwiach sklepu, a już nie tyle, by pozwolić swojemu dziecku spotykać z tym z zespołem Downa.

Wyślemy kilka złotych na jakąś akcję charytatywną – pomoc uchodźcom, dzieciom z krajów Afryki, byleby do nas nie przyjeżdżali, byleby nie mieszkali po sąsiedzku.

Wytykamy palcem tą, która co niedzielę jest w kościele, a ona wytyka nas – że do niego nie chodzimy. Śmiejemy się z tych, co wierzą w innego boga uznając ich za głupców. Oceniamy tę która aborcji dokonała miarą naszej tolerancji. Wystawiamy opinie, doklejamy łatki. Ta gruba, ta świnia, ten cham, ta głupia, idiota, pedał, maminsynek, pantofel, szmata, dziwka.

Spytajcie się dzisiaj samych siebie, czym dla was jest tolerancja. Odpowiedzcie sobie na podstawowe pytanie – jak wyglądałby świat, gdyby większość ludzi nosiła w sobie tyle tolerancji, ile wy jej macie dla innych. I czy chcielibyście, by w takim świecie żyły wasze dzieci, w świecie, gdzie one wyróżniać się będą swoją odmiennością?


Dom i wnętrze Kuchnia

Przeciw samej sobie. Jak powstrzymać zachowania autodestrukcyjne

Karolina Krause
Karolina Krause
16 listopada 2016
Przeciw samej sobie. Jak powstrzymać zachowania autodestrukcyjne
Fot. iStock

Nie masz czasem wrażenia, że specjalnie robisz sobie pod górkę? Za każdym razem, kiedy starasz się wprowadzić jakieś pozytywne zmiany w swoim życiu ciągle coś idzie nie tak. Za nieszczęścia, które nas spotykają najczęściej obwiniamy ludzi wokół nas: szef cię nie rozumie, facet ma pretensje o wszystko, spóźniłaś się bo „ta durna baba w sklepie musiała akurat wtedy zmienić tusz w drukarce”. A co, jeśliby się okazało, że największą przeszkodą do osiągnięcia twojego szczęścia jesteś ty sama?

Zachowania autodestrukcyjne najczęściej kojarzą nam się z bulimią czy anoreksją, skłonnością do nadużywania alkoholu, różnego typu używek i samookaleczaniem. Ale przecież można zrobić sobie krzywdę na tysiąc różnych sposobów. Niekoniecznie tych, widocznych gołym okiem. Za każdym razem kiedy wypominasz sobie błędy, jakie popełniłaś w przeszłości. Za każdym razem kiedy wchodzisz do łóżka innego faceta, którego imienia nawet nie pamiętasz (bo tylu ich już było), dodajesz sobie kolejną krechę wyrytą żyletką na swoim nadgarstku.

Wiele z nas przez większość życia nie wie, że w ogóle to robi. A te, które coś podejrzewają, nie wiedzą dlaczego.

Przyczyny występowania tego rodzaju zachowań nie są zbyt skomplikowane. Najczęściej mają swoje korzenie w naszym dzieciństwie i wynikają z braku doświadczania dobrej miłości. Braku akceptacji ze strony rodziców.

Jeśli jednak zapytałybyśmy nawet te dziewczyny, które drogi ucieczki poszukały w narkotykach czy alkoholu, odpowiedziałyby, że nie widzą winy po stronie swoich rodziców. „No wiesz, robili to co było konieczne”, „To były inne czasy”. A w jakich czasach w porządku było codzienne bicie, krzyczenie i krytykowanie swojego dziecka?! Może kiedyś nawet zdawały sobie sprawę, że coś jest nie tak. Ale szybko odrzuciły od siebie tę myśl – „W końcu to moi rodzice – kochają mnie – na swój sposób”. Nie dopuszczając do siebie własnych uczuć, zamknęły tym samym drogę do samych siebie.

Nieco inaczej wygląda to, w przypadku łagodniejszych form autodestrukcji. Znacznie częściej zdajemy sobie z nich sprawę.

Wewnętrzny krytyk

Przykład takiego zachowa najczęściej pojawia się wtedy, kiedy same byłyśmy nadmiernie krytykowane w przeszłości. Te wszystkie: „Jesteś głupia, jak możesz nie wiedzieć, jak to zrobić”, „Każdy zrobiłby to lepiej, niż ty”, „Wstyd mi za ciebie”, „Dlaczego nie możesz być taka, jak Kasia?”, wywarły ogromny wpływ na to jak same o sobie myślimy. Jako dorosłe kobiety przejmujemy tę werbalną pałkę, którą zwykło nam się obrywać i sama dla siebie stajemy się wewnętrznym rodzicem-krytkiem. Wydaje się nam, że nie zasługujemy na nic dobrego. Myślimy :„Za dobrze mi było”, „Zasłużyłam na to”, a kiedy przydarza się nam coś złego, obwiniamy się wierząc, że to nasza wina. Drogą do uwolnienia się od wewnętrznego krytyka jest uświadomienie sobie, że takie myśli są jedynie echem słów naszych rodziców, a nie nas samych. Potrzeba jednak wiele czasu i ciężkiej pracy by zupełnie wyciszyć ten głos.

Szukanie dowodów miłości

Nieustanne zamartwianie się tym, czy nasz partner rzeczywiście nas kocha i wieczne domaganie się dowodów na potwierdzenie tej tezy, to efekt wewnętrznego przekonania, że na miłość trzeba zasłużyć. Jeśli wasi rodzice okazywali nam miłość, wyłącznie wtedy, kiedy spełniliśmy jakieś warunki (byliśmy cicho, nie przeszkadzaliśmy, dostawialiśmy piątki w szkole) to między doszło do wytworzenia się tak zwanego poza-bezpiecznego styl przywiązania. Takie doświadczenia z dzieciństwa mają swoje przełożenie na relację z naszym partnerem. Jeśli każde sygnały z jego strony interpretujesz jako wyraz chęci do zerwania relacji i nieustannie martwisz się o autentyczność jego uczuć, warto by się zastanowić z czego to tak naprawdę wynika i co należałoby zrobić, by to zmienić.

Ucieczka w to samo

Kiedy doświadczamy czegoś przykrego w dzieciństwie, jako dorośli najczęściej staramy się od tego uciec. Na swoich partnerów szukamy kogoś zupełnie innego niż nasi rodzice. Podświadomie jednak coś pcha nas w objęcia taki samych osób. Osób, którzy traktują nas tak samo, jak nasi rodzice. Bo to co znamy wydaje nam się bardziej bezpieczne, nawet jeśli miałoby to dla nas oznaczać „powtórkę z rozrywki”.

Czy można zatem uwolnić się od błędnego koła? Tak. Wielu z nas udało się tego dokonać. Musimy tylko uwolnić się od bagażów przeszłości i przyswoić sobie te przejawy miłości, których doświadczamy od innych osób już teraz. Już czas odrzucić kij besbollowy, którym wewnętrznie ciągle siebie okładasz. Pierwszym krokiem do poluzowania uścisku jest uświadomienie sobie, że naprawdę to robisz.


Zobacz także

Wyciskarka do owoców – czym się kierować przy wyborze?

Chałka drożdżowa

Zrób sobie mleko w domu. Zdrowe, bo z orzechów. To naprawdę proste