Lifestyle

„Klimat się zmienia i nie obchodzi go, co chcesz jutro założyć”. Kampania zapierająca dech w piersiach

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
28 grudnia 2015
Fot. Screen z YouTube / The VonWong
 

Benjamin Von Wong to artysta, który postanowił zwrócić naszą uwagę na problem zmian klimatycznych i ich wpływu na środowisko naturalne wielu gatunków zwierząt. Zrobił to w bardzo nietypowy sposób. Sesje portretowe wykonał na tle strzelających wokół piorunów. Efekt jest zachwycający, a zdjęcia piękne i niepokojące. Poniżej, kilka z nich. Zapraszamy Was do obejrzenia tego niesamowitego projektu.

Zobacz galerię zdjęć i making off z sesji

via GIPHY

 

Fot. Screen z YouTube/ The VonWong

Fot. Screen z YouTube / The VonWong

 

Fot. Screen z YouTube/ The VonWong

Fot. Screen z YouTube / The VonWong

 

Fot. Screen z YouTube/ The VonWong

Fot. Screen z YouTube / The VonWong

 

Fot. Screen z YouTube/ The VonWong

Fot. Screen z YouTube / The VonWong

 

Fot. Screen z YouTube/ The VonWong

Fot. Screen z YouTube / The VonWong

Więcej informacji znajdziecie na blogu Wonga.


 

Źródło: YouTubeboredpanda.com


Lifestyle

„Nie rozumiem dlaczego nas, facetów obwinia się za to, że odchodzimy. Przestałem kochać, mam żyć w kłamstwie?”

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
28 grudnia 2015
Fot. Unsplash / / CC0 Public Domain
 

Wojtek odezwał się do mnie kilka miesięcy temu, po tym jak napisałam artykuł o mężczyźnie w jego wieku (około 35 lat), w podobnej sytuacji życiowej. Obaj porzucili żony dla innej kobiety, obaj mieli dzieci w wieku przedszkolno-szkolnym. „To ja odszedłem, ale była żona też się do tego przyczyniła” mówił Paweł, bohater artykułu.

Wojtek napisał: „U mnie to samo. Nie rozumiem dlaczego nas facetów obwinia się za to, że odchodzimy. Przestałem kochać, mam żyć w kłamstwie? Potem mówi się, że faceci romansują i nie potrafią podejmować decyzji.  Ja ją podjąłem. To było dla mnie trudne, ale zrobiłem to z szacunku do siebie, żony i kobiety, w której się zakochałem. Nie nienawidzę mojej żony, mam wrażenie, że to ona nienawidzi mnie. Długo próbowałem ją rozumieć, ale z czasem zrozumiałem, że nie ma eleganckich rozstań. Jesteśmy już po dwóch stronach barykady. Ona będzie miała do mnie zawsze żal, że ją zostawiłem, ja zawsze będę uważał, że zdecydowałem się na mniejsze zło. Nie szukam dla siebie usprawiedliwienia, ale chciałbym, żeby kobiety, mężczyźni też, wiedzieli, że czasem miłość się kończy. Że nie warto być ze sobą z przyzwyczajenia, dla dzieci, bo to jest niszczące dla obu stron”.

Katarzyna Troszczyńska: Parę miesięcy temu napisałeś, że mimo problemów jesteś pewien swojej decyzji o odejściu. Wciąż tak jest?

Wojtek: Tak. Choć wiem jaką ponoszę za to cenę. Ja, ale też moja eks żona, dzieci. To nie jest tak, że facet skreśla porzuconą kobietę, że ona nic dla niego nie znaczy.  Może jacyś wariaci tak robią. Magda jest matką moich dzieci, przeżyłem z nią ponad dziesięć lat, kochałem ją. Zdarza mi się być w jakimś miejscu i nagle poczuć: tu byłem kiedyś z nią, byliśmy wtedy tacy szczęśliwi.  Są też cechy za którą wciąż moją żonę podziwiam. Jest czułą matką, jest bardzo zorganizowana, mądra. Ma fajną energię, jest cholernie pracowita.

Skoro jest taka fajna to dlaczego ją zostawiłeś?

Zostawiłem ją, bo zakochałem się w innej kobiecie. Zakochałem się w innej kobiecie, bo Magda odpuściła mnie jako faceta. Bo o wszystko wciąż miała pretensje, bo nie chciała miesiącami seksu, bo kłóciliśmy się o każdy drobiazg. Gadam czasem z kumplami, wiem, że nie jestem wyjątkiem. Bo przeczytaniu tamtego twojego tekstu pomyślałem: rany, jak bardzo to o mnie. Czyli w zasadzie wszyscy mamy pretensje o to samo. Brak czasu, czułości, rozmowy. Był taki moment w naszym życiu, że gadaliśmy tylko o dzieciach, o domu. „Wynieś śmieci”, „Dlaczego zostawiłeś tu rzeczy?!”, „Zapłać rachunek”.

Moja eks żona ma  w sobie coś z dyktatora. Jest bardzo niezależna, czym się szczyci, a ja nie wiem czy to jest zaleta w związku. Bo ona stawia bardzo wysoko sobie poprzeczkę, ale też innym. I to bywa nie do zniesienia. Sorry, ale ja nie rozumiem dlaczego spodnie czy kubek muszą mieć tylko jedno miejsce, a jak nie są na miejscu to jest afera. To się nie mieści w moim pojęciu szczęśliwego życia. Magda wyobraziła sobie, jak ma wyglądać jej egzystencja. Ma być poukładana, ogarnięta, od do. Długo się na to godziłem, ale w pewnym momencie poczułem, że się duszę. Aż nie mogłem złapać tchu. „Nie chcę tego porządku, tej przewidywalności, tego ciśnienia” myślałem. I myślałem jeszcze, że chcę żyć inaczej.

Wtedy pojawiła się ta druga?

Nie. Najpierw długo byłem po prostu smutny. Dużo pracowałem, bo Magda lubiła pieniądze. Nie chcę teraz jej oskarżać, ale oczekiwała, że będę ambitny, że przyniosę kasę, nowe projekty. Jednocześnie wymagała, żebym zajmował się dziećmi. Prawda jest taka, że wracałem po dziesięciu godzinach użerania się z szefem i nie miałem siły. Miałem takie ciśnienie w firmie, że chciałem wykąpać synka bez komentarzy, że źle coś robię, że czegoś nie dopilnowałem. Więc może nie chodzi o to, że nie nie chciałem czegoś robić, ale jej komentarze odbierały mi chęci. Prawda była taka, że bylem non stop krytykowany i przez szefa i żonę, a chciałem spokoju.

Może twoja żona była wkurzona, że sama daje radę. Łączyła pracę z domem?

Łączyła. I co z tego? To znaczy jeśli myślisz, że to jest fajne, gdy żyjesz z ideałem to ja ci powiem, że to nie jest fajne. Ona robiła non stop ciśnienie. Pamiętam moment przełomowy. Na raka umarła moja ukochana ciotka, która właściwie mnie wychowywała. Byłem przy jej śmierci, trzymałem ją za rękę, słyszałem jak ostatni raz nabiera powietrza. To jest niesamowite jak umierają ludzie. Ciocia rzucała się po łóżku, oddech był krótki, urwany. Potem godzinę czekaliśmy na lekarza, który potwierdzi zgon. Widziałem jej kości obleczone skórą i zrozumiałem,  że życie jest za krótkie, by tak wegetować. Ciężka praca, stres, piękne mieszkanie, syn, córka, z zewnątrz kolorowy obrazek, a ja nie czuję się sobą. „Chodź, kochanie” mówiłem do Magdy. A ona: „nie teraz, jestem zajęta, posprzątałbyś lepiej”. Seksu prawie nie mieliśmy „Jestem spięta, zmęczona, później” tłumaczyła. I ok. Tyle, że później nie nadchodziło, a ona była zmęczona wciąż. Nie dziwię się – jeśli ktoś musi mieć perfekcyjnie zadbany dom, ogarniętą pracę, musi zrobić wszystko sam to jak ma mieć siłę, żeby zrelaksować się w łóżku.

Miała do ciebie pretensje?

Nieustająco. Tym bardziej zdziwiłem się, że potem tak walczy o mnie, że chce, żebym został. Spytałem nawet: „Przecież ty wciąż mnie krytykowałaś, dla ciebie to rozstanie też będzie dobre, nie spełniam twoich oczekiwań”. A ona, że to nie tak, że kocha. Tyle, że to kocham było za późno. We mnie już coś pękło. Dlatego doradziłbym innym kobietom, żeby to „kocham” mówiły wcześniej.

A wcześniej mówiłeś co ci nie pasuje?

Nie, i to pewnie był mój błąd. Mówiłem: „wyluzuj”. Albo się kłóciliśmy. Nigdy nie usiadłem i nie powiedziałem, jak chcę żyć. Chociaż jak teraz pytasz, to wydaje mi się, że próbowałem. Mieliśmy takich przyjaciół. Chaos w domu, wolne zawody. Ona bardzo mi się podobała, bo jak on próbował coś na siłę ogarniać, mówiła; „weź się wyluzuj, proszę”. Kiedyś powiedziałem Magdzie, że moglibyśmy się uczyć od nich takiego podejścia do życia. Prychnęła i powiedziała, że jeśli oczekuję czegoś takiego, to od razu możemy się rozwieść.

Ta druga pojawiła się i…..

… nie zdarzyło się nic spektakularnego. Na początku. Karolina nie jest tak piękna jak Magda. Nie było też takiego „wow” miłosnego. Pracujemy w jednej firmie, zeszliśmy na papierosa. Fajnie nam się gadało. Czułem jej zainteresowanie. Rany, dawno nie widziałem takiego spojrzenia. Chyba to ona napisała pierwszego SMS–a. Potem zaprosiłem ją na kawę. Długo trzymaliśmy dystans. Głównie rozmawialiśmy. Magda potem napisała: „Ta suka, uwiodła cię”. To nieprawda. Facet nie może być uwiedziony jeśli nie chce. Myślę zresztą, że to ja uwiodłem Karolinę. Przede wszystkim zaczęliśmy pisać.

Po pół roku zorientowałem się, że to jej opowiadam o najbardziej intymnych sprawach. Że jestem zmęczony, znudzony, że mam dość. Pierwszy raz w życiu miałem na to przestrzeń, bo żona nienawidziła słabości. Pamiętam swój epizod depresyjny. Nie spałem, miałem napady lęków, nie chciało mi się nigdzie wychodzić, choć zawsze miałem energię i siłę. Nasza przyjaciółka, psycholog powiedziała, że to depresja. Magda zaśmiała się: „depresja to wymysł. Dlaczego ja nie mogę mieć depresji?!”

Robisz z niej nieempatycznego potwora. Wiesz o tym?

Nie, może ty jesteś empatyczna i wiesz, że depresja jest chorobą, ona nie wiedziała. Ale to  pokazuje jaki ma charakter. I ja nie mówię, że jest zła, czy nie da się z nią żyć. Ja zrozumiałem, że nie chce z nią żyć.

Już słyszę, jak inne kobiety piszą: „Stary, życie to odpowiedzialność”

Tak, ale nie kosztem siebie. Jestem odpowiedzialny – zostawiłem jej nasze mieszkanie, samochód. Może na mnie liczyć zawsze jeśli chodzi o dzieci, płacę duże alimenty, choć dzieci tak samo dużo czasu spędzają u mnie. Zawaliłem, tak, ale ona też.

Kiedy odszedłeś?

Po pół roku przyjaźni poszedłem z Karoliną do łóżka. Dwa tygodnie później powiedziałem Magdzie, że nasz związek nie ma sensu.

Co zrobiła?

Najpierw się wściekła, potem, gdy zobaczyła jak wyciągam walizki, prosiła i błagała, żebym został. Czułem się strasznie, okropnie, bolało mnie wszystko, ale wiedziałem, że tak będzie lepiej dla nas. Nie chciałem patrzeć na jej cierpienie. Próbowałem ją pocieszać. Słabe to jest, gdy po długich miesiącach pustki zakochujesz się w kimś innym. Gdy już czujesz w sobie tę moc, nadzieję. I daję ci ją ktoś inny, a ty musisz jeszcze zamknąć stary etap. I wiesz, jak kogoś ranisz. Każdy kto kogoś porzucał chyba wie jak to boli.

A rodzina, dzieci? Nie chciałeś pójść na terapię?

Nie. Coś pękło. To znaczy myśmy poszli na terapię, ale ja wyraźnie powiedziałem, że w terapii chodzi o to, żebyśmy ustalili zgodnie co z dziećmi, jakie mamy wobec siebie oczekiwania. Ale już jako byli małżonkowie.

Jak jest teraz?

Trochę się uspokoiło.Wiem od przyjaciół, że Magda jest w lepszej formie. Straszne było to, gdy słyszałem, że bierze leki, nie może wstać z łóżka. Ale myślałem tylko o jednym: dlaczego nie kochała mnie wcześniej? Dlaczego potrzebowała odejścia, by zrozumieć? Pamiętam, że pół roku przed poznaniem Karoliny prosiłem ją, żebyśmy wyjechali. Powiedziała, że nie ma czasu, że szkoda pieniędzy. Tego się nigdy nie mówi przy okazji rozstań. Że ta porzucana osoba też popełniała błędy. Jeśli ona nie miała dla mnie czasu, to jak mogliśmy być dobrym małżeństwem?

Pragniesz miłości – musisz o nią dbać. Nie ma innej opcji. Ja teraz bardzo dbam o swoją. Moim marzeniem jest to, żeby dzieci mi wybaczyły. Jest mi przykro, że nie wyszła mi rodzina. Że to się nie udało. Ale nie mogę i nie chcę brać za to sam całej odpowiedzialności. Mam nadzieję, że przeczyta to Magda. I nie tylko Magda. Słabe jest to, że osoba porzucająca stawiana jest zawsze w roli potwora, a ona czasem po prostu ratuje siebie. Nie wiem czy byłbym dobrym ojcem gdybym był wściekły i nieszczęśliwy. Teraz jestem dużo lepszym. W ogóle jestem dużo lepszym człowiekiem. Bo żyję tak jak chciałem.


Lifestyle

Detoks w trzy dni. Aaaa, jak zgubić świąteczne kilogramy przed Sylwestrem? Spokojnie, coś doradzimy

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
28 grudnia 2015
Fot. iStock / undrey

Święta mają to do siebie że trudno odejść od stołu. „A może jeszcze tego spróbujesz?”, „Ale makowca jeszcze nie jadłaś” – słyszymy. I nie ma co ukrywać – trudno się oprzeć tej pokusie. Refleksja przychodzi jednak tuż po dniach świątecznych. Bo przecież za chwilę czeka nas sylwestrowa impreza.

Obojętnie czy to będzie domówka, czy nieduża potańcówka, czy wielki bal sylwestrowy. Żadna z nas nie chciałaby usłyszeć: „O rety, gratulacje nic nie wiedzieliśmy. Który to miesiąc?”.

Nie jestem zwolenniczką żadnych restrykcyjnych diet. A już w ogóle niejedzenia przez trzy dni, bo to żadna metoda, zwłaszcza przed Sylwestrem. Jednak, jeśli podejdziemy do sprawy naprawdę rozsądnie, to możemy schudnąć nawet do trzech kilogramów w ciągu najbliższych trzech dni.

Spróbujesz?

To najpierw przygotuj sobie kartkę i długopis. Rozpisz sobie, co będziesz jadła, o której godzinie przez najbliższe dni. Ważne, by było to od czterech do pięciu posiłków dziennie. Lekkich posiłków. Pamiętaj: nawet jeśli by się tobie wydawało inaczej, to naprawdę nie umrzesz z głodu, jeśli nie zjesz czekoladki, czy kanapki przed snem. W końcu to tylko trzy dni.

Zasada pierwsza – często i lekko

Dlaczego do pięciu posiłków dziennie – żeby nie spadał nam poziom cukru w organizmie. Jeśli dopuszczamy do takiego stanu, to łapiemy do jedzenia co nam w ręce wpadnie, czujemy senność i zmęczenie. Dlatego tak ważne, by jeść często. To po pierwsze. Po drugie trzeba jeść lekko. Niech w waszej lodówce zagości chudy twaróg, jajka, chude mięso, jogurt naturalny. Chcesz podpowiedzi, jak może wyglądać jeden dzień z dietą?

Śniadanie: twaróg z jogurtem i szczypiorkiem z kawałkiem razowego chleba – i nie plaster twarogu, ale pokuś się nawet o 200 gram. Plus ulubione warzywa.

II śniadanie: owoc plus sok warzywny

Obiad: Grillowana pierś z kurczaka z sałatką: sałata+feta+pomidor+ogórek

Przekąska: zawijańce. Na sałatę kładziesz plaster chudego mięsa (może być ugotowana pierś z kurczaka, czy filet z indyka, może być jajko, twaróg), dodajesz ulubione warzywa i zawijasz wszystko razem – skropione octem balsamicznym, czy sokiem z cytryny do smaku.

Kolacja: dwa jajką gotowane z warzywami jako dodatkiem

Proste? Zdradzę ci małą tajemnicę: jeśli na kolację zjesz białko – tu akurat jajko, to wstaniesz z płaskim brzuchem, bo organizm zużywa więcej energii do strawienia białka podczas snu.

Zasada druga – pij, ile wlezie

Nie możesz zapominać o wodzie. Tak – te dwa litry to absolutne minimum. Najlepiej pić wodę przed posiłkiem, ona wypełnia żołądek i daje wrażenie sytości. Poza tym woda podkręca nasz metabolizm i pobudza pracę nerek, co ważne gdy jemy więcej białka. Wieczorem, po kolacji, kiedy czujesz, że coś byś jeszcze zjadła – wypij szklankę wody. Można dodać do niej trochę cytryny.

Tajemnica z wodą polega na tym, że często mylimy uczucie pragnienia z uczuciem głodu. Warto się sobie przyjrzeć i zamiast sięgać do lodówki, najpierw napić się wody i posłuchać, czego nasz organizm się domaga.

Możesz też przygotować sobie przecier warzywny i popijać przed każdym posiłkiem.

Zasada trzecia – ruch

No niestety, nie da się bez ruchu. Zwłaszcza, gdy zależy nam na odzyskaniu formy w trzy dni. Dlatego na kartce z planowanym posiłkami każdego dnia dopisz pół godziny spaceru. To wystarczy, by nasz metabolizm zaczął lepiej funkcjonować. Poza tym zbudujemy kondycję przed tańcami J

Zasada czwarta – wspomagacze

Nie, nie będzie tu mowy o jakiś magicznych tabletkach czy proszkach. Ale trzy dni to w końcu wyzwanie. Trawienie przyspiesza i poza tym zawiera dużo witamin ocet jabłkowy. Możesz trzy razy dziennie przez dwa dni wypijać szklankę wody z dwoma łyżkami octu jabłkowego dodając łyżeczkę miodu.

Za spalanie tłuszczu w naszym organizmie odpowiada między innymi tarczyca, dlatego warto dostarczać sobie odpowiednią ilość jodu, która pobudzi tarczycę do pracy. Jedz zatem ryby morskie – makrelę, łososia czy śledzia, używaj soli jodowanej.

Sekret podkręcania metabolizmu to także zimne napoje i posiłki. Dlatego warto trzy posiłki jeść na zimno, a wodę pić schłodzoną. Dlaczego? Nasz organizm musi zużyć więcej energii do ogrzania nas.

I jeśli macie pod ręką jabłka – jedzcie bez oporów. Zawierają one pektyny, które wspomagają trawienie tłuszczów.

Podejmujecie wyzwanie? To trzy dni. Może warto spróbować. A jeśli się uda, jeśli poczujecie się lepiej i lżej, to może warto pomyśleć, by takie odżywanie pociągnąć dłużej. Zasięgnijcie tylko porady fachowca, by uniknąć niepotrzebnych rozczarowań. Przez trzy dni możemy próbować same, później by, osiągnąć sukces, warto posłuchać kogoś, kto na odchudzaniu świetnie się zna.


Zobacz także

13 rzeczy, które łączą silne kobiety

Masz w sobie moc. Siła odwagi. Przejmij ster swojego życia. Zapraszamy na konferencję!

5 języków miłości

Żeby być szczęśliwym, nie potrzebujesz wielkiej miłości, starczy „wystarczająco dobry” związek

Jak każdego dnia szkodzisz swojej pochwie? 11 zdradliwych nawyków