Lifestyle

Każda matka wierzy w cud. Do samego końca, do ostatniego oddechu swojego dziecka. Śmierć może być początkiem nowego życia…

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
1 kwietnia 2018
Fot. iStock/Antonuk
 

Myślała, że pierwsze urodziny swojej córki spędzi wyjątkowo. Z tortem, balonami, wszystkimi różowymi dodatkami, które kochają dziewczynki, a na których punkcie tracą też głowę ich mamy. Miały być piski, śmiechy, mnóstwo zabawy i radości. Tymczasem był szpital i strach. – Pytałam lekarzy, czy moja córka w dorosłym życiu będzie mogła normalnie żyć, a oni walczyli o każdy jej dzień… Nie przyjmowałam do wiadomości, co tak naprawdę się dzieje.

Jadzia nie miała mieć dzieci. Wiele lat temu usłyszała, że szanse, by kiedyś zaszła w ciążę są właściwie żadne. – Moje życie było beztroskie. Studia, praca, kredyt na mieszkanie, kredyt na samochód. Pensja w takiej wysokości, że wystarczała na normalne życie. Tylko nieustannie szukałam czegoś, czym mogłabym się zająć – wspomina. Zajmowała się zwierzętami, kończyła różne kursy, szkolenia, ale nadal nie wiedziała, czego tak naprawdę od życia chce. Jakby pustka, którą gdzieś w głębi duszy odczuwała, była nie do wypełnienia.

– Dzień, w którym zobaczyłam na teście ciążowym dwie kreski, był najszczęśliwszym dniem w moim życiu. Płakałam z niedowierzania, a wypełniała mnie tak ogromna radość, że myślałam, że nie jestem w stanie jej w sobie pomieścić. Miała 38 lat. Wiek, w którym warto zadbać o badania, sprawdzić, czy ciąża przebiega prawidłowo. Jadzia miał idealne wyniki. Aniela rosła książkowo, nic nie zapowiadało, że może wydarzyć się coś złego. W końcu była wymarzonym, wymodlonym dzieckiem. Teraz już mieli żyć w trójkę, w harmonijnej pełni. Pustka, którą tak trudno było wypełnić, w końcu miała zniknąć, bo przecież na świecie pojawić się miała Aniela.

– Nie ma dnia, żebym nie pytała: „Dlaczego?”, „Dlaczego ona, dlaczego my?”, „Dlaczego była na tym świecie tylko na chwilę, na zbyt krótką chwilę?”…

Aniela była piękna. Kiedy Jadzia wychodziła z nią na spacer niosąc ją w chuście, na warszawskiej Pradze jej stali mieszkańcy zawsze zwracali na nie uwagę. „Śliczna ta dziewczynka” – mówili panowie wystający w bramach…

Zaczęło się od kaszlu. – Aniela nigdy nie chorowała, nie miała nawet kataru. Byłam taka dumna, że jako mama w sekundę wyczuwałam jej nastroje i potrzeby. Zawsze wiedziałam, czego jej potrzeba, jak się nią zaopiekować. To była taka wyjątkowa więź… Kaszel, SOR, szpital. Aniela miała dziesięć miesięcy, gdy jej rodzice usłyszeli: „Przykro nam, wada serca”.

To nie mogła być prawda. Po tylu latach, kiedy w końcu zdarzył się cud, kiedy Aniela pojawiła się na świecie, mieli im ją odebrać? To absurd. Przecież nikt nie zabiera takich małych dzieci, przecież życie nie może być tak okrutne. Nie mogło tak zadrwić z kobiety, która wierzyła, że właśnie teraz odnalazła istotę swojego bycia. Bycia z Anielą, przy niej, obok niej, kochając ją miłością największą, bo matczyną.

Która matka jest w stanie wyobrazić sobie, że jej dziecko umiera? Że odchodzi w ogromnym cierpieniu pozbawione szans na jakąkolwiek pomoc? Żadna. Nie znam kobiety, która pogodziłaby się z wyrokiem, choćby był najgorszy i bezlitosny. Żadna matka nie da sobie odebrać nadziei. Każda będzie walczyć do utraty tchu, do ostatku sił. Upokorzy się, poniży, będzie żebrać, zrobi wszystko, by uratować swoje dziecko. Będzie myślała nie raz: „Mnie zabierz, a je zostaw. Ono ma przed sobą całe życie, mi już wystarczy”. Każda matka wierzy w cud. Do samego końca, do ostatniego oddechu swojego dziecka. Wierzy, że cud się zdarzy.

– Może jestem za małej wiary? Może nie umiałam tak mocno wierzyć, tak gorąco się modlić o to, by moja córka ocalała… Serduszko rosło jak szalone, rozpychało klatkę piersiową. – Patrzyłam i nie chciałam uwierzyć, że choroba tak szybko postępuje. Szłam do lekarza i pytałam, czy serce naprawdę tak zniekształca wygląd mojej córki, czy to tylko moje paranoje. W odpowiedzi widziałam rozłożone ręce i potakującą głowę.

Aniela nie trafiła do komory, w której często przebywają dzieci kwalifikujące się do przeszczepu. Spędzają w nich nawet kilka lat, na koniec żegnając się ze swoimi rodzicami, bo dla nich nie było nadziei. Dopóki dziecko żyje, dopóki rodzic wierzy, można zrobić wszystko. Aniela wróciła do domu, wyszła ze szpitala. – Wcześniej nie zdawałam sobie sprawy, jak wygląda życie rodziców przewlekle chorych dzieci. Z dnia na dzień musiałam rzucić pracę, zasiłek wystarczał tylko na leki. A gdzie reszta? Rurki, sprzęt, wizyty u specjalistów, podróże do lekarzy? Nie mogłam nawet wyjść z Anielą sama na spacer, zawsze były potrzebne dodatkowe ręce do pomocy.

Postanowili walczyć, nie poddawać się. Poruszyli niebo i ziemię. Polska nie ma podpisanych umów międzynarodowych dotyczących przeszczepów. Wszędzie słyszeli odmowę: „Przykro nam, nie możemy. Nie jesteście państwo rezydentami naszego państwa. Nie mamy umowy z waszym krajem”. – Dzisiaj, gdy rodzice proszą mnie o pomoc, mówię otwarcie: „Wasze dziecko potrzebuje przeszczepu? Starajcie się jak najszybciej uzyskać prawa rezydenta w kraju, gdzie statystki dotycząc transplantacji są lepsze niż u nas”. U nas nie przeszczepia się organów u małych dzieci… A przecież one też umierają. W Polsce są białe plamy, gdzie najbliższych umierającej osoby, nawet się nie pyta o możliwość przekazania organów! Najmłodsze dzieci nie mają szans, inne czekają latami, tylko po to, by na końcu przekonać się, że ich nadzieja była płonna…

W końcu się udało. Niemcy zaproponowali pomoc dla Anieli. Zaczęło się błyskawiczne zbieranie środków na jej leczenie. I znowu – jej rodzice byli w stanie poruszyć niebo i ziemię, byleby uzyskać potrzebną kwotę. Nie zdążyli… Aniela nie zdążyła. – Ona wiedziała od początku, że to się nie uda. Kiedy tylko zaczynałam jej opowiadać, że wyjedziemy na leczenie, że wszystko się ułoży, że czeka nas podróż, odwracała się do mnie plecami. Jakby chciała mi powiedzieć: „Mamo, daj spokój. To się nie wydarzy”… Przegrali wyścig z czasem, z rosnącym serduszkiem, z biurokracją. Jadzi nie udało się uratować jej malutkiej córeczki. – Płaczę każdego dnia. Ta rana, którą w sobie noszę chyba nie jest w stanie się zabliźnić… Wszystko miało być inaczej. Przecież mieliśmy być w trójkę, mieć fajne wspólne życie. Nie zdążyłam Anieli zabrać w góry, pokazać jej morza… Nic nie zdążyła zobaczyć…

Jadzia nie miała czasu na żałobę. – Chciałam rozpaczać, chciałam krzyczeć, pytać każdego dnia po tysiące razy „dlaczego” nie mogąc uzyskać żadnej odpowiedzi. Ale wiedziałam, że tam są inne dzieci. Dzieci takie, jak Aniela. Są ich rodzice, którzy jeszcze wierzą w cud, których nadzieja nie gaśnie, którzy słysząc: „Państwa dziecko może uratować jedynie przeszczep” myślą, że to proste, że to się zdarzy. Rzeczywistość wygląda jednak inaczej. Nie ma nawet statystyk dotyczących przeszczepów wśród małych dzieci. Brak edukacji. Wiesz, że jeśli już ktoś spyta rodzinę, czy odda organy do przeszczepu, tylko 12% odmawia? Tyle, że nikt nie pyta, nikt o tym nie mówi, nikt nie podejmuje trudnego tematu śmierci, która może dać życie komuś innemu. Także czekającemu na organy dziecku i jego rodzicom.

Postanowiła walczyć. Aniela kilka tygodni obchodziłaby drugie rodziny. Jej mama chce dać świadectwo jej istnienia. Chce przekuć to życie i tę śmierć, która okrutnie odebrała jej córkę, w coś, co nada sens temu, co się wydarzyło. Bo Jadzia nadal nie znajduje odpowiedzi na pytanie: „Dlaczego”. Dzisiaj o transplantacji wie bardzo dużo, puka wszędzie, gdzie to możliwe, żeby temat zaczął być publicznie omawiany. Otrzymuje wsparcie wielu osób. – Tak bardzo bym chciała, żeby Aniela była ze mnie dumna…

P.S.Chcecie wiedzieć więcej o Jadzi, Anieli, o ciągu dalszym tej historii, której nie zakończyła śmierć? Zaglądajcie na Serce dla Anieli. Pamiętajcie, że śmierć nie zawsze musi oznaczać koniec, bywa też początkiem. Początkiem czyjegoś nowego życia.


Lifestyle

Toksyczne efekty zawstydzania dzieci. Dlaczego sami sobie tego nie robimy?

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
2 kwietnia 2018
Fot. iStock/Juanmonino
 

Wstyd od dawna jest używanym przez rodziców, potężnym i szkodliwym narzędziem do modyfikowania zachowania dziecka. Kiedy zawstydzamy dzieci,  zazwyczaj starają się one nas zadowolić, dając nam złudzenie, że to „działa”, ale pojawiające się jednocześnie poczucie bezwartościowości powoduje głębokie blizny, które mogą zostać już na całe życie.

Wstyd jest nie tylko powszechną bronią w „agresywnych”, przemocowych domach, ale jest ogólnie akceptowalną formą „dyscypliny” w przeciętnej „miłej” rodzinie. Zawstydzanie obejmuje komentarze werbalne, takie jak „przestań zachowywać się jak dziecko”, „niegrzeczne dziecko” i „czy jesteś aż taki głupi?”, jak również niefortunny trend upokarzania (ostatnio także w mediach społecznościowych).

Jak to działa

Pojęcie jaźni oznacza obraz nas samych, który posiadamy – naszych zdolności, naszej natury, cech i typowych zachowań. Jaźń jest ukształtowane w naszych najwcześniejszych latach przez to, co słyszymy o nas od tych, którzy są najbliżej nas. W gruncie rzeczy dzieci widzą się takimi, jakimi postrzegają ich rodzice i opiekunowie. Dlatego, gdy konsekwentnie otrzymują wiadomość, że są „złe”, „niegrzeczne”, „głupie” lub, że „zachowują się jak dziecko”, jest ona przez nie zinternalizowana.  Dziecko, które uważa się za złe, przejawia złe zachowania, często powodując, że rodzic zawstydza je jeszcze mocniej, próbując je kontrolować. Cykl utrwala się.

Zawstydzanie działa szybko i jest skuteczne na krótki dystans. To łatwe rozwiązanie. Ale nie zapominaj, że za złym zachowaniem twojego dziecka kryje się wartościowy, cierpiący z jakiegoś powodu, młody człowiek.

Koszty zawstydzania

Osoby wstydliwe są z reguły bardziej agresywne i wykazują skłonność do autodestrukcji. Upokarzanie powoduje, że ludzie rezygnują ze związków, izolują się i rekompensują sobie głębokie poczucie wstydu postawą wyższości wobec innych, znęcania się nad sobą lub obsesyjnego perfekcjonizmu.

Co zamiast

Istnieje wiele sposobów wychowywania dzieci bez konieczności atakowania i upokarzania. Oto tylko kilka z nich:

  • Dyscyplina poprzez zabawę (podczas zabawy mózgi dzieci są bardzo otwarte, jest to odpowiedni czas na wyznaczanie granic i pokazanie właściwego zachowania)
  • Chwila na uspokojenie emocji
  • Pokazywanie konsekwencji, które uczą właściwego reagowania na daną sytuację.

Aby wychować dorosłych, którzy potrafią sobie radzić z emocjami, powinniśmy na zawsze zrezygnować z zawstydzania jako metody wychowaczej.


Na podstawie: creativechild.com

 


Lifestyle

Kilka dobrych powodów, by rozstać się z facetem, nawet jeśli tego nie chcesz

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
1 kwietnia 2018
Fot. iStock/Foremniakowski

Zrezygnować z miłości? Czy to nie szaleństwo? Jak można odejść, skoro się kocha? Czy to na pewno dobra decyzja? Przecież takie uczucie, taka relacja może się już więcej nie powtórzyć. Jeśli masz wątpliwości, słuchaj swojej intuicji. Ona pomoże ci dokonać trafnego wyboru. I tak, będziesz przez chwilę, może nawet dłuższą, cierpieć. Ale to minie. Lepiej być nieszczęśliwą przez chwilę niż przez całe życie, zastanawiając się „co by było, gdyby”.

Kiedy powinnaś odejść, mimo, że kochasz

1. Kiedy myśl o nim sprawia ci ból

Kiedy decydujesz się z kimś rozstać, nie dzieje się to raczej przypadkowo. Bez wątpienia dużo się nad tym zastanawiałaś, zanim to zrobiłeś, a jednak, gdzieś w głębi czujesz ulgę, że to już koniec. Zanim podjęłaś decyzję, męczyły cię trudne, smutne myśli, pętla pytań.

Oczywiście nie jest łatwo odejść od kogoś, z kim byłaś tak blisko, z kim przez jakiś moment dzieliłaś swoje życie. Ale musisz się zatrzymać na chwilę i uświadomić sobie, że te wszystkie męczące cię wątpliwości nie są dobre dla spokoju twojego umysłu. Jeśli każda myśl o nim sprawia ci ból, to znaczy, że to nie jest dobry związek. A może to nie jest dobry czas dla was, razem?

2. To, czego pragniesz, to miłość, ale to, co masz, jest czymś innym

Pamiętaj, że dla każdego miłość oznacza co innego. Jedno jest jednak pewne – miłość powinna być zdrowa i wypływać z człowieka naturalnie. Miłość wiąże się z troską o drugą osobę, o ciekawość jak minął jej dzień, o potrzebę zapewnienia jej poczucia bezpieczeństwa. To jest abdolutna podstawa relacji, którą można nazwać prawdziwym związkiem. Jeśli tego nie masz, czym jest wasza znajomość?

3. Bycie samotnym nie jest tak złe, jak ci się teraz wydaje

Czasami bylibyśmy skłonni cierpieć w złym związku, byle tylko nie żyć w pojedynkę.  Nawet jeśli z kimś się zerwiesz, strach przed samotnością może Cię wciąż do niego przyciągać. W takich momentach pomyśl o powodach, dla których z nim zerwałaś. Czy całe to nieszczęście, które w sobie niosłaś, żale i zły były tego warte?  Wolałabyś być samotna i szczęśliwa czy nadal być z kimś, kto sprawia, że ​​twoje życie staje się coraz trudniejsze każdego dnia?

4. Próbowałaś dbać jak najlepiej o wasz związek, ale on nie podejmował tego wysiłku

Kiedy byłaś z nim w związku i po raz pierwszy zauważyłaś jakieś niepokojące sygnały natychmiast próbowałaś postąpić właściwie. Powiedziałaś mu o rzeczach, które cię martwiły i oczekiwałaś, że zareaguje i podejmie wspólnie z tobą jakieś działania, spróbuje zaradzić nieporozumieniom.  Ale on nic z tym nie zrobił. Przez cały wasz związek był na to zbyt wygodny i nie chciało mu się podjąć dla ciebie tego wysiłku. Liczył, że weźmiesz ten obowiązek sama na siebie. Związek nie może być „jednostronny”, pamiętaj.

5. Nie mogłaś skupić się na pozytywnych rzeczach

Stale martwiłaś się o to, co z wami będzie, czy przetrwacie. I to nie dlatego, że taki masz charakter. Nie czułaś się spokojna, odczuwałaś niepokój, niepewność. Nie mogłaś powiedzieć i wiedzieć na pewno, że jesteś przez nieggo kochana, że on wiąże z tobą swoją przyszłość. Miałaś mnóstwo wątpliwości co do jego postępowania, uczuć, tego, co myśli. I nie mogłaś  się ich pozbyć, bo on ci w tym nie pomógł. Życie w takiej niepewności to jedna z najgorszych rzezczy w miłości. Szkoda na to twojego czasu.


 

Na podstawie: mindwaft.com

 


Zobacz także

Pokaż ten film swoim rodzicom i dziadkom! 4,5 godziny to czas, który może uratować im życie

Co wyprowadza cię z równowagi? I jak sobie z tym radzisz? Akcja #MiesiącKobiet

50 sposobów, by uspokoić zdenerwowane dziecko – sprawdzone!