Lifestyle

Jak trenować z Balans Bag?

Redakcja
Redakcja
20 sierpnia 2021
 

Worek z regulowanym obciążeniem to coraz chętniej wybierany przyrząd do ćwiczeń, które wykonujemy w domowych warunkach. Dzięki swojej prostej budowie i możliwości doboru ciężaru sprawdza się jako wszechstronne narzędzie do budowania formy.

Jakie są rodzaje worków z regulowanym obciążeniem?

Jeśli szukasz uniwersalnego przyrządu umożliwiającego wykonywanie ćwiczeń na wszystkie partie ciała, na rynku fitness dostępne są worki z regulowanym obciążeniem. Do najpopularniejszych należą m.in. sandbagi czy worki bułgarskie.

Sandbag to nic innego jak worek w kształcie torby wypełnionej piaskiem, który jest alternatywą do klasycznych ciężarków. Podejmując decyzję o zakupie należy zwrócić uwagę na jakość wykonania, wytrzymałość uchwytów czy możliwość określania optymalnego dla nas ciężaru. Worek bułgarski został stworzony przez bułgarskiego trenera kadry amerykańskich zapaśników, który dążył do znalezienia najłatwiejszej metody podniesienia sprawności fizycznej swoich zawodników. Co do zasady wykonany jest dokładnie tak jak sandbag, lecz w odróżnieniu od niego posiada kształt podkowy i nie daje możliwości swobodnego dopasowania obciążenia.

Worek z regulowanym obciążeniem Balans Bag stanowi ulepszoną, wzmocnioną i bardziej przyjazną użytkownikowi wersję sandbaga. Jest wypełniony wodą, przez co nie musimy obawiać się o rozerwanie podczas treningu. Dzięki temu, że znajdujący się w środku płyn w zależności od ułożenia worka zmienia swoje położenie, oprócz szlifowania wytrzymałości ciała, daje możliwość pracy także nad koordynacją, co zdecydowanie przekłada się na wyższą jakość i precyzję wykonywanych ćwiczeń. Identyczna ilość powtórzeń z workiem Balans Bag przyniesie widoczne efekty i pomoże w szybkim spalaniu tkanki tłuszczowej.

Jak ćwiczyć z workiem Balans Bag?

Przed rozpoczęciem ćwiczeń, należy określić obciążenie worka od 1 do 19 kilogramów. Trening z Balans Bag pozwala na wykonanie ponad 30 ćwiczeń, takich jak przysiady, podnoszenia, skłony czy wykroki, podczas których zaangażowane są wszystkie partie mięśni. Można wykorzystywać go zarówno do pracy nad doskonaleniem balansu ciała i poprawiania motoryki, jak i klasyczną formę worka z obciążeniem, przy użyciu którego wzmacniane są mięśnie oraz kształtowana sylwetka.

Jakie korzyści płyną z treningu?

Worek z regulowanym obciążeniem to świetna alternatywa dla wielu tradycyjnych przyrządów, spotykanych na przykład w klubach fitness, ponieważ jego wykorzystanie istotnie wpływa na rozwój całego ciała, przede wszystkim poprawiając ruchomość stawów i możliwości rotacyjne kręgosłupa. Ze względu na swoje kompaktowe wymiary po złożeniu w łatwy sposób da się zabrać ze sobą w podróż i będzie gotowy do użytku niemal zawsze wtedy, gdy istnieje taka potrzeba. Trenowanie wraz z nim aktywuje głębokie włókna mięśniowe, co przekłada się na poprawienie wydolności i siły.

Kto najczęściej trenuje z workiem z obciążeniem?

Worki z obciążeniem najczęściej wykorzystywane są przez profesjonalnych sportowców, lecz z powodzeniem sprawdzą się także przy amatorskich ćwiczeniach. Ze względu na szerokie zastosowanie cieszą się sporą popularnością wśród osób trenujących crossfit. Worek Balans Bag chętnie wykorzystywany jest w treningach funkcjonalnych, personalnych, jak i zajęciach w grupie. Dlatego można je spotkać w klubach fitness oraz siłowniach. Dokonać zakupu można w gipara.com/pl/sklep/


Lifestyle

„Czy powinnam powiedzieć koleżance, że mąż ją zdradza? Mają trójkę dzieci, jedno dopiero się urodziło…”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
20 sierpnia 2021
fot. Rawpixel/iStock
 
Mam dylemat i proszę o poradę. Jest żona, jest mąż i jest trójka dzieci (jedno dopiero co się urodziło). Mąż zdradzał żonę, która była wtedy jeszcze w ciąży. Miał romans, trwał na pewno ponad pół roku. Zdradzał ją zresztą już wcześniej. Mam liczne dowody jego zdrady, ale czy powinnam powiedzieć o tym jego żonie? Jeśli tak, to kiedy? Teraz moja znajoma ma noworodka, więc na pewno nie można jej denerwować. Jestem w kropce. Okropnie się z tym tematem męczę.


Sama byłam kiedyś zdradzana i żałuję, że nikt mi o tym nie powiedział. Najgorsze jest to, że dziś mam już świadomość tego, że o tych zdradach wiedziało wiele osób, (ba, nawet przyjaciół z mojego otoczenia). Dziś wyobrażam sobie, że wszyscy musieli w towarzystwie o mnie rozmawiać, ekscytować się moim cierpieniem, może nawet naiwnością. Pewnie deliberowali na ten temat, ale nikt nie okazał się wystarczająco odważny, żeby mi powiedzieć prawdę.

Uważam, że powinni to zrobić, powinni mi powiedzieć. Wtedy nie straciłabym tak wielu cennych lat mojego życia. Mogłabym wszystko szybciej ogarnąć, pójść do pracy, szukać innej miłości.

Pamiętam ten moment, kiedy sama dowiedziałam się o zdradzie. Coś okropnego! On całą noc nie odbierał telefonu, wrócił dopiero nad ranem. Coś takiego zdarzyło się pierwszy raz. Myślę, że on wcześniej miał różne alibi i się ukrywał. Pamiętam jednak ten poranek, kiedy wrócił po seksie do domu zrelaksowany, wypoczęty, szczęśliwy, ale z miną zbitą jak pies. Od razu wiedziałam, że to koniec. On nie zaprzeczał. Zrobiło mi się niedobrze. Nie spałam całą noc, ledwo składałam myśli w jakieś pojedyncze zdania w swojej głowie. Czułam do niego fizyczne obrzydzenie. To ciało, którego kiedyś dotykałam z taką rozkoszą, nagle wydało się obce. Obrzydliwe. Pamiętam, że poszedł pod prysznic. Mył się po tej nocy z inną kobietą. Kiedy wyszedł do pracy, zakładając uprasowaną przeze mnie koszulę, wzięłam płyn do dezynfekcji i szorowałam kabinę prysznicową jak jakaś oszalała. Wiedziałam, że nie potrafię mu tego wybaczyć. To są dla mnie okropne wspomnienia. Po pracy mój mąż spakował się i zamieszkał z nią. Miałam ochotę zniszczyć mu wszystkie prywatne rzeczy. Miałam ochotę leżeć w łóżku i płakać. Przy życiu trzymało mnie tylko to, że mam dzieci, że muszę im dać jeść, odprowadzić do szkoły i przedszkola. Zdrada jest czymś okropnym. Okropnym, nieludzkim. Słabo mi nawet dziś, gdy to wszystko piszę.

Potem przyszło rozmyślanie, przypominanie sobie wszystkich tych okropnych szczegółów. Kiedy mu wierzyłam, a przecież wszystko wskazywało na to, że oszukuje. Telefon, którego pilnował na każdym kroku. Minuty i kwadranse, które spędzał w łazience, a pewnie odpisywał jej wtedy na SMS-y. I to, że kiedyś zobaczyłam u niego na komórce powiadomienia z Sympatii. Spytałam: „Co to do cholery jest?” A on jak z nut, że to jego firma powiesiła jakieś banery reklamowe na tym portalu randkowym i że stąd te powiadomienia. Boże, jaka ja byłam naiwna, że to łyknęłam! W sekundę! Podszedł do mnie, przytulił mnie i z politowaniem powiedział o tych banerach. Poczułam, że jestem głupio zazdrosna. Jego całe ciało, mimika, postura, twarz mówiły: „Oj ty mały głuptasie! To wszystko przecież związane z moją pracą”.

Potem przyszedł rozwód i rozmowy ze znajomymi. Niektórzy z politowaniem i lekkim uśmieszkiem pukali się w głowę. Inni twierdzili, że nie wiedzieli, jak mi powiedzieć, bo nie chcieli się wtrącać. Jedna z przyjaciółek powiedziała, że rok wcześniej przeglądała portal randkowy i trafiła na jego profil i że zgłupiała. Przepraszała mnie ze łzami w oczach, że nie powiedziała. Usłyszałam od niej: „Macie dzieci, a wszystkim wydawało się, że jesteście szczęśliwym małżeństwem. Pomyślałam, że to jakiś jednorazowy wybryk i łudziłam się, że to nic wielkiego albo chwilowy kryzys”. Nie wybaczyłam jej tego. Co to za przyjaciółka, która tak bardzo mnie nie znała?! Nie mamy już kontaktu.

Moja wściekłość z dnia na dzień rosła. Okropieństwo! Jak oni mogli?! Przyrzekam, ja wolałabym wiedzieć. Nieważne, że dzieci, nieważne, że nie pracowałam wtedy zawodowo. Po prostu jako człowiek miałam prawo, by wiedzieć, że moje życie jest jakąś okropną fikcją. Gdyby nie było, to by się to tak po prostu nie rozpadło. Dziś pomału układam sobie wszystko na nowo. Ale mam okropną traumę, bo nie potrafię już zaufać mężczyźnie. Nie potrafię uwierzyć, że są ludzie, którzy życzą mi dobrze. Wszyscy chyba wolą się nie wychylać, zamiatać pod dywan i mieć święty spokój. Nie było przy mnie nikogo odważnego, żadnego człowieka, który potrafiłby mi powiedzieć prawdę. Kogoś, kto znałby mnie i szanował na tyle, że wiedziałby, że ja tej prawdy potrzebowałam.

Teraz to ja jestem w podobnej sytuacji. Mam znajomą, którą lubię i wiem, że mąż ją zdradza. Wiem, że nie pierwszy raz. Ale nie mam pewności, jakie jest jej podejście do zdrady. Czy jak jej powiem, to ona się wścieknie? Może o wszystkim wie i chce tak żyć? Może woli tego po prostu nie wiedzieć? Przecież ludzie są bardzo różni i żyją w różnych układach. Nie chciałabym być tą, która rozbije czyjeś małżeństwo. Nie, nie rozbije, to przecież złe słowo. Nie chciałabym być tą, która przyczyni się do rozpadu i spowoduje, że cierpieć będzie nie tylko kobieta, ale trójka jej dzieci. Może jakimś cudem im się jeszcze wszystko ułoży?

Najgorsze jest to, że ta moja znajoma ma teraz maleńkie dziecko. Wiem, jakie trudne są pierwsze chwile z niemowlakiem w domu, jak szaleją w kobiecie hormony, jak bardzo potrzebuje teraz wsparcia, a nie… dramatu. Mnóstwo ma teraz nowych obowiązków, mnóstwo trudów. Jak ona sobie poradzi? Boże…

Z drugiej strony wiem, że ten facet robi to nie pierwszy raz. Wiem o jego romansie z dziewczyną, którą poznał na siłowni, a teraz ostatnio… z naszą wspólną sąsiadką. Najgorsze, że ta moja znajoma zna tę kobietę, widuje ją przynajmniej kilka razy w miesiącu. Nie, nie przyjaźnią się, ale mówią sobie na korytarzu, na podwórku i w sklepie „dzień dobry”. Co będzie, jak się dowie? Przecież nie wyprowadzi się z domu nagle, ot tak. A może to wszystko jest po prostu nie moją sprawą?

Wierzę jednak głęboko, że ludzie mają prawo do prawdy. Z drugiej strony biję się z myślami, kiedy mam to zrobić i w jaki sposób. Wysłać anonimowy list? To tchórzostwo! Nie potrafię tak! Jeśli to powiem, postaram się być delikatna. Jeśli to zrobię, to chyba w jakimś sensie muszę wziąć odpowiedzialność za tę moją znajomą, za jej samopoczucie. Pomóc jej zorganizować grupę wsparcia? Ale kiedy myślę o tej fali okropnych emocji, związanych ze zdradą, wracają do mnie moje własne wspomnienia i przyrzekam – nie chcę się z tym kontaktować. Nie chcę znów widzieć, jak ktoś cierpi. Nie chcę grzebać się w „bagienku” innych ludzi, ich emocjach i dramatach. Czy teraz tchórzę? Sama nie wiem, co robić. Pomóżcie.


Lifestyle

Wstyd, problemy w związkach, frustracja – psychologiczne konsekwencje nietrzymania moczu

Media Room
Media Room
19 sierpnia 2021
fot. globalmoments/iStock
Nietrzymanie moczu to nie tylko problem medyczny, lecz także społeczny – często bywa źródłem frustracji i lęków, znacząco obniża jakość życia, a do tego wpływa m.in. na relacje z partnerem, co w konsekwencji może prowadzić do problemów w związku. Dlatego lepiej nie lekceważyć tej przypadłości i już przy pojawieniu się pierwszych symptomów warto poszukać fachowej pomocy, aby móc zdusić problem w zarodku.

Nietrzymanie moczu uważane jest za jeden z ważniejszych problemów zdrowotnych XXI wieku i ma status choroby społecznej. Potrafi znacznie obniżyć jakość życia – chorzy często odczuwają wstyd, bezradność, mają obniżone poczucie własnej wartości. Wiele osób ogranicza z tego powodu wychodzenie z domu, rezygnuje z pracy i kontaktów towarzyskich, co w skrajnych przypadkach prowadzi do zupełnej izolacji społecznej, a nawet depresji. Nietrzymanie moczu niejednokrotnie jest też przyczyną zaburzeń seksualnych, a w rezultacie – powodem zaniechania aktywności seksualnej.

NTM a problemy w związkach

Nietrzymanie moczu zaburza obraz samego siebie. U wielu kobiet NTM nie tylko pogarsza nastrój, ale nawet prowadzi do zaburzeń depresyjnych lub lękowych.

„Obniżenie samooceny pacjentek wiąże się z poczuciem nieatrakcyjności i poczuciem odrzucenia ze strony osób, na których najbardziej im zależy (partnera). Może to rodzić różnego rodzaju problemy natury seksualnej: z pożądaniem, podnieceniem seksualnym, orgazmem, a także satysfakcją ze stosunków seksualnych oraz spłyceniem lub zanikiem fantazji seksualnych” – zwraca uwagę psycholog Agata Ejsmont.

To wszystko wpływa na relacje z partnerem i często prowadzi do problemów w związku. Badania dowodzą, że 1/3 badanych kobiet i mężczyzn stwierdza, że ich problemy seksualne mają właśnie podłoże w problemach z nietrzymaniem moczu. Zdarza się, że konsekwencją jest dyspareunia – dysfunkcja seksualna objawiająca się odczuwaniem bólu w czasie stosunku.

Dlaczego warto pokonać wstyd i skrępowanie

Nietrzymanie moczu to uciążliwy i wstydliwy problem, do którego przyznajemy się bardzo niechętnie. Według danych statystycznych z jego powodu może cierpieć nawet 2-3 mln kobiet w Polsce. Wiele z nich nie ma odwagi przyznać się do niego nawet swojemu ginekologowi lub informują o nim dopiero w drugiej lub trzeciej fazie, kiedy schorzenie kwalifikuje się już wyłącznie do leczenia farmakologicznego bądź interwencji chirurgicznej.

„Problem z nietrzymaniem moczu jest problemem natury intymnej, związanym z poczuciem wstydu, skrępowaniem przed rozmową na temat problemu. Pacjentki mają bardzo dużo oporów przed przyznaniem się niego – wiele badań potwierdza, że nie pytane o problem podczas wizyt u ginekologa, bagatelizują go i nie przyznają się do jego uciążliwości. Wstydzą się same zapytać o możliwe sposoby leczenia, nie mają odwagi porozmawiać z lekarzem pierwszego kontaktu, internistą czy ginekologiem” – wymienia terapeutka.

Choć problem nietrzymania moczu nie jest chorobą zagrażającą życiu pacjentek, powoduje wiele powikłań natury psychicznej.

„U niektórych nawet niewielkie zaburzenie kontroli oddawania moczu wywołuje uczucie niepełnosprawności i braku wartości społecznej, do tego stopnia, że zmusza do pozostania w domu” – zwraca uwagę prof. Piotr Chłosta kierownik Katedry i Kliniki Urologii Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, Prezes Polskiego Towarzystwa Urologicznego.

O ile Polacy słyną z umiłowania do rozmów na temat chorób i różnego rodzaju przypadłości, nietrzymanie moczu jest współczesnym tematem tabu.

„Chorzy nie rozmawiają o tym nawet z najbliższym otoczeniem, często wręcz ukrywają to przed partnerem, bojąc się odrzucenia, ośmieszenia. Z czasem stają się oziębli, wycofani i tym samym pogłębiają w sobie poczucie odrzucenia i wyobcowania” – mówi Agata Ejsmont

Kobiety przypisują zmiany procesom starzenia się, co jest dodatkowym źródłem przygnębienia. W dodatku nie bardzo wierzą w skuteczność metod leczenia nietrzymania moczu.

„Tymczasem naprawdę mamy możliwości, żeby pomóc tym chorym. Wszystko zależy od przyczyny nietrzymania moczu, ale wiele z tych problemów jesteśmy w stanie leczyć” – zapewnia prof. dr hab. n. med. Ewa Barcz z Międzyleskiego Szpitala Specjalistycznego w Warszawie.

NTM może zrujnować komuś życie

Warto się tym zająć, bo nietrzymanie moczu znacznie obniża jakość życia. Wpływa na stan fizyczny, psychiczny, doznania somatyczne, poczucie zadowolenia z codziennych aktywności.

„To dolegliwość, która zaburza wiele obszarów codziennej aktywności. Ma wpływ na jej funkcjonowanie społeczne, bo osoby, które mają problem z nietrzymaniem moczu ograniczają kontakty społeczne i towarzyskie, alienują się, a tym samym czują się wyobcowane. Ingerują w sferę zawodową, bo problem, z którym się borykają powoduje, że zmieniają plany zawodowe, ograniczają je, opracowując grafik pracy zawsze uwzględniają wyjścia do toalety, a nawet rezygnują z pracy. I wreszcie oddziaływują na sferę rodzinną – powodują zmiany w trybie i stylu życia rodziny, obniżają aktywność seksualną pacjentów, mają wpływ na wydatki związane z zapewnieniem higieny osobistej” – wylicza specjalistka.

Wstyd najczęściej sprawia, że chorzy nie starają się szukać pomocy u specjalistów przez co ich wiedza o sposobach leczenia problemów z nietrzymaniem moczu jest niewielka. Z czasem godzą się ze swoim stanem zdrowia skazując się tym samym na bardzo niski komfort funkcjonowania i szereg problemów psychicznych, które mogą towarzyszyć im do końca życia.

„Należy pamiętać, że nietrzymanie moczu wpływa negatywnie na jakość życia nie tylko osób dotkniętych tą przypadłością, ale także ich rodzin. Dotyczy to zwłaszcza opieki nad osobami starszymi i niepełnosprawnymi ruchowo. Dlatego tak ważne jest, by po zaobserwowaniu objawów u siebie lub bliskiej nam osoby, niezwłocznie skonsultować się ze lekarzem i – w razie diagnozy – jak najszybciej wdrożyć specjalistyczne leczenie” – radzi ginekolog lek. Ewelina Śliwka-Zapaśnik z LUX MED.

Wielu pacjentów decyduje się na wizytę w gabinecie dopiero wówczas, gdy nie potrafią już ukryć skutków inkontynencji, które wręcz uniemożliwiają im wykonywanie podstawowych, codziennych czynności. Paraliżujący strach nie jest jednak dobrym doradcą. Wstyd sprawia, że zamiast walczyć z problemem, próbujemy go „ukryć”, stosując doraźne rozwiązania (np. specjalną, chłonną bieliznę czy wkładki urologiczne).

Co robić, gdy pojawi się problem z nietrzymaniem moczu:

  • Po pierwsze, wybierz się do lekarza, w celu dokładnego zdiagnozowania problemu i dobrania skutecznej metody leczenia, którą może się okazać np. specjalistyczna fizykoterapia.
  • Po drugie, zadbaj o swoją ogólną kondycję, w tym m.in. o prawidłową masę ciała, zdrową dietę, higienę miejsc intymnych, a także odpowiedni dla ciebie poziom i rodzaj aktywności fizycznej.
  • Po trzecie, pamiętaj o regularnym korzystaniu z toalety. W ten sposób zmniejszysz ryzyko wystąpienia przykrych niespodzianek. Warto też ćwiczyć mięśnie pęcherza, dzięki czemu można skuteczniej opróżniać pęcherz.
  • Ponadto: wyeliminuj z menu ostre przyprawy, gdyż podrażniają pęcherz moczowy, a także ogranicz ilość spożywanego alkoholu i kawy.
  • Jeśli odczuwasz obawę wychodząc z domu korzystaj z czarnych ubrań – to zapewni ci dyskrecję w razie „wypadku”.
  • Zastanów się również, czy nie powinieneś udać się po wsparcie do psychoterapeuty lub specjalisty seksuologa.

Źródło informacji: Serwis Zdrowie


Zobacz także

Czego na temat macierzyństwa może nauczyć nas Kate Middleton?

20 ciekawostek, których nie wiedziałaś o swoim ciele

Nowy rok, nowa ty. Poradnik coacha