Lifestyle

Jak spakować się na wakacje? Przeczytaj koniecznie!

Klaudia Kierzkowska
Klaudia Kierzkowska
31 maja 2022
fot. martin-dm/iStock
 

Jak spakować się na wakacje, by cieszyć się udanym wypoczynkiem? Dobra organizacja i sprawnie spakowana walizka jest gwarancją udanej podróży. Niestety, pakowanie często bywa największym wyzwaniem.

Jak spakować się na wakacje?

Przygotuj listę rzeczy

Przemyślana i dobrze przygotowana lista znacznie ułatwi pakowanie – w szczególności, jeśli na wyjazd wybiera się kilka osób. Kilkanaście dni przed wakacjami dobrze jest sporządzić szczegółową listę rzeczy, które chcecie zabrać na wakacje. Dzięki niej pakowanie stanie się łatwiejsze i przyjemniejsze.

Zabierz tylko to co potrzebne

Nie zabieraj rzeczy na wszelki wypadek, które gdzieś, kiedyś, mogą ci się przydać. Nie pakuj ubrań, których nie lubisz, w których nie czujesz się dobrze, licząc, że podczas wakacji może się do nich przekonasz. Nie zabieraj rzeczy, które nie są ci potrzebne. Przed pakowaniem ręczników dobrze się zastanów – sprawdź, czy miejsce w którym będziecie mieszkać nie ma ich na wyposażeniu.

Przygotuj zestawy

Zaplanuj konkretną ilość poszczególnych elementów garderoby. Przygotuj kilka zestawów, których poszczególne elementy będzie można ze sobą dowolnie łączyć. Nawet z niewielu uniwersalnych i stonowanych kolorystycznie ubrań można stworzyć wiele kombinacji.

Nie kupuj butów na wyjazd

Istnieje ryzyko, że nowe buty mogą być niewygodne. Założone po raz pierwszy obetrą skórę lub okażą się za ciepłe albo zbyt przewiewne. Chcesz żeby wakacje były udane – nie eksperymentuj i zabieraj tylko sprawdzone rzeczy.

Pamiętaj o apteczce

Do podróżnej apteczki spakuj leki, które przyjmujesz na stałe i te, które warto mieć przy sobie, przykładowo: coś od bólu głowy, na przeziębienie i problemy ze strony układu pokarmowego. Nie zapomnij o plastrach i płynie odkażającym rany. Wybierając się na wakacje z małymi dziećmi zabierz koniecznie – leki od gorączki, syrop na kaszel, coś od bólu gardła, aspirator do nosa dla niemowląt oraz probiotyk.

Nie zapomnij o kosmetykach

Na liście rzeczy do spakowania na wakacje nie może zabraknąć kosmetyków i akcesoriów do pielęgnacji. Kosmetyków wszystkich uczestników podróży nie pakuj do jednej dużej kosmetyczki, lepiej przygotuj mniejsze zestawy dla każdego z osobna. Nie zapomnij o kremach z filtrem i balsamach do ciała! Nie zabieraj dużych opakowań, lepiej skorzystaj z małych wersji produktów lub przelej je do mniejszych opakowań.

Dobierz odpowiedni rodzaj bagażu

Bagaż dostosuj do obowiązujących ograniczeń. Pod uwagę weź również swoje potrzeby, miejsce wyjazdu i to, co macie w planach robić podczas wakacji. Wybierając rodzaj bagażu upewnij się, że spełnia wymogi linii lotniczej. Szykując się na wakacje często pakujemy więcej rzeczy niż potrzeba – a za dodatkowe kilogramy bagażu wykraczające poza ustalony limit, trzeba dodatkowo zapłacić. Lecicie na wakacje do ciepłych krajów – zabierz walizkę na kółkach. Wybieracie się na turystyczne wakacje – lepiej sprawdzi się plecak wykonany z nieprzemakalnych materiałów.

Zobacz również: Patchworkowa rodzina jedzie na wakacje… Czyli o tym, jak przeżyć urlop z dziećmi swojego partnera i z nikim się nie pokłócić

Pakując zadbaj o bezpieczeństwo

Delikatne, drobne przedmioty schowaj do skarpetek lub owiń w szalik. To co może się wylać, schowaj do foliowego i szczelnego opakowania. Przed schowaniem do walizki sprawdź, czy wszystko jest dobrze zamknięte.

Sprawdź pogodę

Zamiast przygotowywać po kilka zestawów ubrań na różną pogodę, po prostu ją sprawdź. Wybieracie się na wakacje, gdzie słońce i wysokie temperatury są  niemalże gwarantowane? Postaw na przewiewne, delikatne i wykonane z naturalnych materiałów stroje. Asekuracyjnie możesz zabrać jedną bluzkę i spodnie z długim rękawem.


Lifestyle

Napisałam testament. Dla siebie i dla moich Sióstr Kobiet

Redakcja
Redakcja
31 maja 2022
 

Tak, napisałam testament. Choć mam dopiero 53 lata i nie myślę o odejściu. Napisałam testament, aby innym kobietom ofiarować szansę na życie tak spełnione, jak moje.

Na imię mam Natalia

A nazwiskami posługuję się dwoma. Od narodzin, tym od rodziców – Rudolf. I od 24 lat tym od męża – Niewójt. Przyszłam na świat, wychowywałam się i wciąż mieszkam we Wrocławiu. Kocham to miasto i nie wyobrażam sobie życia w innym miejscu. Na dłużej opuściłam je tylko raz, gdy jako studentka wyjechałam na 1,5 roku do Wielkiej Brytanii. Moi rodzice byli wykładowcami akademickimi. Dorastałam
w domu pełnym szacunku dla nauki, wiedzy, rozwoju. Ukończenie studiów wyższych było dla mnie zatem naturalnym życiowym etapem.

Geologię wybrałam z pasji

Uwielbiałam przyrodę – poznawanie jej, dotykanie, chwytanie jej zapachów i smakowanie. Miałam w szkole wiele ulubionych przedmiotów, a wśród nich były też: geografia i chemia. Dzięki Uniwersytetowi Wrocławskiemu stałam się więc specjalistką od skał i minerałów, czyli mineralogiem i petrografem.

Lata studiów geologicznych to jedna z największych przygód mojego życia. Z ludźmi równie żarliwymi jak ja, na wędrówkach i praktykach w miejscach tak interesujących i nie dla wszystkich dostępnych jak np. Półwysep Kolski, gdzie za kręgiem polarnym, 200 km od Murmańska skutecznie poszukiwaliśmy rubinów i szafirów, czyli odmian korundu.

A potem „wkroczyłam” na rynek pracy

Był rok 1992. Polska, niczym dziecko uczące się chodzić wpełzała na czworakach w świat kapitalistycznej konkurencji, a ja z dyplomem magistra geologii zaczęłam szukać pracy. Szybko jednak okazało się, że popytu na kobietę z moim wykształceniem nie ma prawie wcale; że biegłe odróżnianie od siebie skał jest niczym w porównaniu z biegłą znajomością języka angielskiego oraz równie biegłym poruszaniem się w komputerowym środowisku DOS. Mogłam oczywiście pójść śladem rodziców i pozostać na uczelni. Tyle, że jako początkujący akademicki
nauczyciel nie zarobiłabym wiele. A ja szczęśliwie podczas studiów komputerowo-lingwistyczne umiejętności posiadłam. Zatrudniłam się więc jako sekretarka z pensją prawie równą sumie miesięcznych wynagrodzeń obojga moich rodziców.

Rozpoczęłam także studia typu MBA w Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu, aby wkrótce stać się drugim magistrem – tym razem od zarządzania.

„Natalie, kup mi samolot”

To było jedno z pierwszych zadań, które wyznaczył mi drugi w mojej karierze zawodowej szef. Był amerykańskim inwestorem, potomkiem jednej z 500 najbogatszych rodzin w Stanach Zjednoczonych. W Polsce rozwijał nowe interesy. A to sieć kręgielni, a to telewizję kablową, a to pierwszy super nowoczesny klub fitness z rocznym karnetem członkowskim i zagranicznymi trenerami.

A że mój szef interesy rozwijał w wielu miejscach, a nasze ówczesne drogi uznawał za zbyt wąskie i niebezpieczne, a wyposażenie pociągowych wagonów za dalekie od jego standardów, uznał, że będzie się poruszał po kraju samolotem. Zdobycie jednostki latającej wraz ze wszelkimi pozwoleniami na owo latanie, profesjonalną załogą i hangarem powierzył swojej asystentce ds. polskich, czyli mnie. I to był
pierwszy z projektów, które zrealizowałam i które zadziwiają niezwykłością nawet i dziś.

Dni robocze w Warszawie

A weekendy we Wrocławiu. Tak zaczęłam żyć, gdy mój szef ulokował swoje stałe biuro w stolicy. W czwartek lub piątek pakowałam walizeczkę i jechałam z nią do Wrocławia, aby spędzić 2 dni z moim chłopakiem. A w poniedziałek z walizeczką wsiadałam o 4.00 rano do pociągu, aby wrócić do pracy w Warszawie. I tak przez kilkanaście miesięcy. Ostatecznie – po wielu nieprzespanych nocach, wahaniach i
namysłach – postanowiłam wrócić i osiąść we Wrocławiu.

Przyznaję, pracę miałam dynamiczną, interesującą, pełną wyzwań i niespodzianek. Doskonałą na start kariery. Ale ja już dłużej nie chciałam prowadzić takich dwóch żyć. Ucieszył się z mojej decyzji chłopak, bo znów byliśmy dla siebie przez cały tydzień. Uradowali się rodzice, którzy choć akceptowali moje wybory i nie mieli żalu, że nie kontynuuję rodzinnych tradycji akademickich, to również chcieli, abym była bliżej nich. Tylko, że ja znalazłam się wtedy na… życiowym zakręcie.

Nie pamiętam koloru lampki

Pamiętam, że na pewno jakaś lampka zapaliła się w mojej głowie przestrzegając, abym się zastanowiła nad tym, co usłyszałam. Moja koleżanka oznajmiła, że również odchodzi z pracy i wspólnie z dwiema innymi kobietami zakładają własną firmę. Był rok 1995. Znajomość języka angielskiego i obsługi komputera już nie zachwycały  potencjalnych pracodawców i nie pachniały wielkim biznesem. Jedna, druga, trzecia rozmowa kwalifikacyjna. Każdą kończyłam z niesmakiem i rozczarowaniem, że to nie to. Podświadomie porównywałam ewentualnych szefów z tym, którego zostawiłam i w tej analizie ci pierwsi wypadali jakoś nijako. Zdecydowałam się dołączyć do koleżanek. 30 grudnia zarejestrowałyśmy spółkę, a w kilka dni później wystawiłyśmy pierwszą fakturę.

„Daję wam 4 miesiące”

Zawyrokował prawnik redagujący statut naszej spółki. A wydając wyrok rozsiadł się przy tym nonszalancko na sofie w swoim gabinecie i zaciągnął dymem z papierosa. „Bo jest was 4 dziewczyny. Dłużej, niż 4 miesiące nie pociągniecie” – wyjaśnił. Cóż, nasz prawny akuszer zdecydowanie nie jest dobrym prorokiem. Nasza firma działa bowiem do dziś.

Oferujemy pracodawcom i pracownikom różnego rodzaju kompleksowe, wkraczające w wiele dziedzin zawodowych, życia społecznego i indywidualnego warsztaty i szkolenia rozwojowe. Przez te niemal 30 lat przeszliśmy długą drogę. Od druczków przelewów, z którymi biegałyśmy do banków do bankowości elektronicznej. Od teleksów (!), telefaksów po smartfony. Od ulotek drukowanych na biurowej drukarce po nowoczesną witrynę www.

Pierwsza wspólniczka opuściła nas po 20 latach. Druga odeszła na emeryturę. Naszym pracownikom i współpracownikom urodziło się dotąd 7 dzieci. Były lata tłuste. Były lata chude. Był czas pandemii i wojennego niepokoju. A my trwamy…

Trwam i ja

Wciąż we Wrocławiu. Z mężem obchodzimy w tym roku 25 rocznicę ślubu. A jesteśmy ze sobą od 35 lat. Nasza córka Daria jest studentką Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu. Napawa nas dumą. To mądra i niezależna, młoda kobieta, która od gimnazjum podejmuje samodzielne, przemyślane, najlepsze dla niej decyzje. Mieszka ze swoim chłopakiem, przygotowuje się do obrony magisterium i jednocześnie pracuje.

„Najlepsza Siostra”

A ja coraz więcej czasu poza tym rodzinnym i zawodowym spędzam z kobietami. Matkami, partnerkami, przyjaciółkami, opiekunkami rodziców seniorów lub dzieci z niepełnosprawnościami. Kobietami, które pragną wyjść poza te codzienne role i rozwijać się na innych polach. A im jestem starsza, tym kobiet-towarzyszek jest wokół mnie więcej. Od prawie 10 lat jestem członkinią Wrocławskiej Rady Kobiet – gremium doradczego przy urzędzie Prezydenta Wrocławia oraz międzynarodowego stowarzyszenia Soroptimist International.

Pierwszy klub Soroptimist powstał w 1921r. w Kalifornii (USA), a swoją nazwę organizacja zaczerpnęła od łacińskich słów: „soror” i „optimae” co tłumaczy się jako: najlepsza siostra. Stowarzyszenie jest apolityczną i awyznaniową organizacją zrzeszającą kobiety, które myślą podobnie, pomagają sobie wzajemnie w skali makro i mikro, wspólnie stawiają czoło wyzwaniom, stają się globalnie i lokalnie rzeczniczkami interesów dziewcząt i kobiet. W Polsce działa ok. 10 klubów Soroptimist, w tym mój: Klub Wratislavia.

Dlaczego kobiety?

Rachunek moich własnych zysków i strat pokazuje jak wielkie miałam szczęście. Urodziłam się w dużym mieście, w rodzinie, w której wiedza i wykształcenie były wartościami nadrzędnymi, dzięki czemu mogłam rozwijać się i dokonywać własnych wyborów. Samorozwój. Tym jednym słowem mogę określić nie tylko profil mojej firmy. To także moje własne motto. W dzisiejszym świecie stałe uczenie się, nabywanie nowych kompetencji stały się koniecznością, a nie wyborem. Chciałabym zatem stworzyć tym dziewczętom i kobietom, które nie mają takiego szczęścia jak ja, warunki i możliwości, aby stale kształtowały siebie i nie stały się analfabetkami przyszłości. Taki jest cel mojego zaangażowania. To także jeden z powodów, dla których spisałam już swoje ostatnie życzenie.

Napisałam testament

Konieczności jego istnienia byłam świadoma od wielu lat. Myśl o nim błysnęła we mnie już kilka razy przy przełomach. Kiedy urodziła się Daria, albo gdy skończyłam 40 lat. Gasiłam jednak te błyski. Ze strachu. Testament kojarzył mi się z odchodzeniem ducha, wyłączeniem funkcji organizmu, własnym niebytem i rozpaczą tych, którzy pozostali. Odsuwałam więc zadanie napisania go na później. Tłumaczyłam sobie, że to nie pilne, że są sprawy ważniejsze, że jeszcze przyjdzie czas, że nie jestem jeszcze taka stara, aby się żegnać. Testament rozumiałam jako pożegnanie. Dopóki nie straciłam rodziców…

Pierwsza odeszła mama. Tata 3 lata później. Po rozległym udarze, który sparaliżował jego ciało. Podłączony do respiratora przeżył 3 lata zachowując świadomość, ale bez szansy na skontaktowanie się z nami. Żadne z nich nie pozostawiło testamentu. „Masę spadkową”, z której często żartował tata, podzieliliśmy zgodnie z prawem i bez sporów. Ale może tata chciałby, aby jego księgozbiór chemiczny przekazać konkretnej uczelni, a jego ulubioną wędkę któremuś wnukowi? Tego się już nie dowiem. Za to mam szansę podpowiedzieć swoim bliskim, czego ja sobie życzę.

Napisałam więc testament. Bez pośpiechu, powoli, akapitami, analizując jak daleko wchodzić w szczegóły, czy rozkładać moją „masę spadkową” na setki puzzli, czy może skupić się na najważniejszych elementach. Obdarowałam w nim wszystkich i wszystko co dla mnie ważne. Przypomniałam sobie o światowej tradycji donatorów społecznych i przekazałam także część moich pieniędzy na organizacje
pozarządowe, w których działam. Aby kiedyś, kiedy mnie już nie będzie, Kobiety Siostry stały się również, albo bardziej barwne i twórcze jak te, które towarzyszą mnie.

Natalia jest bohaterką kampanii społecznej Zapisz Dobro. Jeśli chcesz się dowiedzieć, jak można pomóc jednym zdaniem, wejdź na www.zapiszdobro.pl. W ramach trwającej do 10 czerwca kampanii Zapisz Dobro, możesz zadzwonić na infolinię testamentową i skonsultować swoją indywidualną sprawę z ekspertem.


Lifestyle

Pierwsza głowa państwa, która skorzystała z maila. Tajemnice królowej Elżbiety

Agnieszka Żukowska
Agnieszka Żukowska
31 maja 2022
Elżbieta II, fot. domena publiczna

Zimna, niewzruszona, konserwatywna – mówili o niej nie tylko rodacy, a media do dzisiaj nie mogą wybaczyć jej lodowatego serca po śmierci Diany.

Tymczasem Wielka Brytania świętuje 70-lecie na tronie swojej królowej, a ona stała się solidnym gwarantem architektury narodu i jego wizerunku. 20 lat temu, podczas Złotego Jubileuszu królowa powiedziała, że ​​widzi swoją rolę jako „prowadzenie tego królestwa przez zmieniające się czasy”. Konsekwencja i stałość stały się jej atutami, kluczowymi cechami jej rządów. Przez lata polerowała swój wizerunek monarchy, jako niezawodny i lojalny. To jedyna monarchini, która panuje 70 lat na tronie.

Windsor

Od kiedy wybuchła pandemia, królowa na stałe przeniosła się do Windsoru. Jego sercem jest zamek królewski, jeden z najstarszych i najdłużej zamieszkiwanych w Europie. Sztandar na wieży powiewa i dzisiaj, znak to, że królowa jest na zamku. To tutaj, cztery lata temu, odbył się ślub Megan i Harrego, jak większość najważniejszych królewskich wydarzeń.

Nowy początek

W wieku 27 lat podczas koronacji w 1953 roku królowa Elżbieta została przedstawiona światu jako nowy początek. Dla zubożałego królestwa i jego rozpadającego się Imperium była to przełomowa koronacja.

Nie posiada paszportu

Pomimo tego, że jest najczęściej podróżującą głową państwa w historii – odwiedziła ponad 116 krajów podczas swoich rządów – Elżbieta nie posiada paszportu. Wszystkie brytyjskie paszporty są wydawane na nazwisko królowej, ale ona sama go nie potrzebuje. Nie wymagane od niej jest również prawa jazdy, chociaż sama jeździ po królewskich posiadłościach swoim Range Roverem.

Ma dwie daty urodzin

Panująca brytyjska monarchini urodziła się 21 kwietnia 1926 r. Elizabeth Alexandra Mary z Yorku. Jednak każdy kraj Wspólnoty tradycyjnie obchodzi swoje urodziny w wyznaczonym dniu w maju lub czerwcu. Na przykład w Wielkiej Brytanii przypada na pierwszą, drugą lub trzecią sobotę czerwca. Królowa spędza swoje prawdziwe urodziny na prywatnych uroczystościach z rodziną.

Prowadziła ciężarówkę podczas II wojny światowej

W wieku 18 lat, jeszcze wtedy księżniczka, wybłagała u ojca, króla Jerzego VI, zgodę na dołączenie do Pomocniczej Służby Terytorialnej dla Kobiet. Było to podczas II wojny światowej. Znana jako Second Subaltern Elizabeth Windsor, założyła kombinezon i szkoliła się w Londynie jako mechanik i kierowca ciężarówki wojskowej. Królowa pozostaje jedyną kobietą z rodziny królewskiej, która weszła do sił zbrojnych i jest jedyną żyjącą głową państwa, która służyła podczas II wojny światowej.

Za suknię ślubną zapłaciła talonami

Księżniczka Elżbieta poślubiła swojego trzeciego kuzyna Philipa Mountbattena, byłego księcia Grecji i Danii, 20 listopada 1947 roku. Ich ślub, odbył się w latach powojennej odbudowy i w porównaniu ze spektakularnym ślubem księcia Karola i lady Diany Spencer w lipcu 1981 roku – był po prostu skromny. Elżbieta musiała oszczędzać bony na zakup żywności, żeby zapłacić nimi za materiał na jej suknię ślubną – satynową w kolorze kości słoniowej, zaprojektowaną przez Normana Hartnella i wysadzaną 10 000 białych pereł.

Nie przyjęła imienia męża

Ojciec Elżbiety, Jerzy VI, urodził się w domu Saxe-Coburg and Gotha, ale z powodów antyniemieckich nastrojów , podczas I wojny światowej nazwisko rodowe zostało zmienione na Windsor. Podobnie jej mąż, książę Filip, porzucił germańskie nazwisko ojca, Schleswig-Holstein-Sonderburg-Glücksburg, na rzecz swoich dziadków ze strony matki, Mountbatten, podczas ich zaręczyn.

Kiedy Elżbieta wstąpiła na tron, jej matka i premier Winston Churchill dopilnowali formalności, aby zapobiec przekształceniu królowej i jej linii w Dom Mountbatten. Udało ale kilka lat później Elżbieta ogłosiła, że ​​niektórzy z jej potomków będą nosić nazwisko Mountbatten-Windsor – prawdopodobnie po to, by uspokoić rozgniewanego męża.

Pierwszego maila wysłała w 1976 roku

26 marca 1976 r. królowa Elżbieta wysłała swój pierwszy e-mail, biorąc udział w demonstracji technologii sieciowej w Royal Signals and Radar Establishment, ośrodku badawczym w Malvern w Anglii.  Jest uważana za pierwszą głowę państwa, która skorzystała z poczty elektronicznej.

Została postrzelona przez nastolatka

Podczas obchodów urodzin 13 czerwca 1981 r. kiedy Elizabeth jechała konno na paradzie w pobliżu Pałacu Buckingham, rozległy się strzały.  Marcus Sarjeant, 17-latek, który uwielbiał zabójców Johna F. Kennedy’ego i Johna Lennona, oddał sześć pustych strzałów w stronę królowej. Nastolatek spędził trzy lata w więzieniu psychiatrycznym. Elżbieta, po uspokojeniu spłoszonego konia, wznowiła procesję.

Prześladowca w sypialni

9 lipca 1982 roku, Michael Fagan, pacjent psychiatryczny, wdrapał się na rynnę Pałacu Buckingham i wszedł do komnat Elżbiety. Kiedy królowa obudziła się, zobaczyła mężczyznę przycupniętego na skraju jej łóżka, krwawiącego z ręki, w którą się skaleczył, wędrując po ciemnych korytarzach pałacu. Królowa nie mogąc skontaktować się z ochroną i policją ucięła z włamywaczem 10 minutową rozmowę, słuchając, jak opowiada o swoich problemach osobistych i relacjach z czwórką dzieci. Wreszcie wybudzony ze snu lokaj chwycił wygadanego intruza. Okazało się, że Fagan, któremu kazano spędzić sześć miesięcy w szpitalu psychiatrycznym, również kilka tygodni wcześniej zakradł się do królewskiej rezydencji, uciekając z butelką białego wina księcia Karola.

Platynowy jubileusz

W dniach od 2 do 5 czerwca Anglia hucznie będzie obchodzić platynowy jubileusz swojej królowej. Szacuje się, że uroczystości obejrzy ponad miliard ludzi na całym świecie. Przygotowania do hucznej celebracji wciąż trwają,  a sama królowa Elżbieta II weźmie udział w większości zaplanowanych wydarzeń.

Czterodniowe świętowanie rozpocznie się paradą wojskową w samym centrum Londynu. Królowa Elżbieta II ma wyjść na balkon i pokazać się swoim fanom. Nie będzie obok niej ani księcia Andrzej, ani Harrego. Panowie nie pełnią już swoich obowiązków, mimo że wciąż należą do rodziny królewskiej.

W piątek odbędzie się nabożeństwo dziękczynne w londyńskiej katedrze św. Pawła. W sobotę królowa weźmie udział w wyścigu konnym w Derby,  a przed Pałacem Buckingham odbędzie się koncert, w którym wystąpią m.in. Queen, Duran Duran i amerykańska piosenkarka Diana Ross. Jednak z całą pewnością jedną z największych atrakcji, na którą czeka nie tylko sama królowa, będzie parada psów rasy Corgi. Wybór czworonogów nie jest jednak przypadkowy.

Sugerujemy zatem, żeby przed spontanicznym wyjazdem do Londynu sprawdzić jeszcze dostępności noclegów – jest z tym już bardzo duży kłopot.

Elżbieta II, fot. domena publiczna

 

Żródło: www.history.com

 

 

 

 


Zobacz także

Słowa, które potrafiły zmienić bieg wydarzeń i podnieść na duchu. Wasze listy ❤ LAWENDOWY KONKURS BIOLAVEN

Seks bez uczuć to ściema? Kilka rzeczy, które nas jednak w życiu zaskakują

6 zasad udanej współpracy z krawcową

Jedna, idealna sukienka. Tylko i aż tyle, by poczuć się bardziej kobieco. 6 zasad udanej współpracy z krawcową