Go to content

Nie czekaj na specjalną okazję. Dlaczego małe przyjemności są nam tak potrzebne?

Nie muszą kosztować wiele ani wymagać szczególnego przygotowania. Czasem wystarczy kilka spokojnych minut, ulubiona filiżanka i smak, który kojarzy się z deserem z dzieciństwa. W świecie pełnym obowiązków małe przyjemności przestają być kaprysem. Stają się sposobem na odzyskanie kontaktu ze sobą.

Przez lata przyjemność traktowaliśmy trochę jak nagrodę. Najpierw należało skończyć pracę, wykonać wszystkie obowiązki, zadbać o innych i odhaczyć kolejne punkty z listy. Dopiero później – o ile zostało jeszcze trochę czasu – można było pozwolić sobie na coś miłego. Problem w tym, że lista obowiązków właściwie nigdy się nie kończy. Być może właśnie dlatego coraz częściej nie czekamy już na urlop, weekend ani wielką uroczystość. Szukamy drobnych momentów, które można wpleść w zwyczajny dzień: spokojnego śniadania, kilku stron książki, rozmowy z bliską osobą czy filiżanki herbaty wypitej bez zerkania na telefon.

To zjawisko bywa nazywane treatonomics – ekonomią małych przyjemności. Zamiast jednej wielkiej nagrody wybieramy niewielkie doświadczenia, które są dostępne tu i teraz, poprawiają nastrój i pozwalają na moment wyjść z trybu ciągłego działania.

Chcesz więcej takich treści?
Zapisz się do mojego newslettera i otrzymuj najnowsze artykuły z ohme.pl.

Przyjemność nie musi być zasłużona

W małych przyjemnościach nie chodzi wyłącznie o smak produktu. Najważniejszy jest komunikat, który wysyłamy samym sobie: „mogę na chwilę się zatrzymać”, „ten moment również jest ważny”, „nie wszystko musi mieć konkretny cel”.

To szczególnie cenne w codzienności, w której nawet odpoczynek próbujemy zamienić w kolejne zadanie. Ćwiczymy, żeby osiągnąć wynik. Medytujemy, żeby być bardziej efektywni. Wyjeżdżamy, żeby zrobić piękne zdjęcia. Mały rytuał przyjemności nie musi tymczasem niczemu służyć. Może być po prostu miły.

Nie rozwiąże wszystkich problemów i nie zastąpi prawdziwego odpoczynku. Może jednak stać się krótką przerwą pomiędzy tym, co już za nami, a tym, co jeszcze musimy zrobić. Takim codziennym przecinkiem.

Smak jako wehikuł wspomnień

Nieprzypadkowo wiele małych przyjemności związanych jest ze smakiem i zapachem. Potrafią one w jednej chwili przywołać wspomnienie domowej kuchni, wakacji, dzieciństwa albo spokojnych popołudni, podczas których nikt nigdzie się nie spieszył. Szczególną moc mają smaki deserowe. Truskawki z bezą czy śliwki pod kruszonką nie są wyłącznie połączeniem składników. Niosą ze sobą całe obrazy: stół przykryty obrusem, zapach pieczenia, wizytę u babci, letni ogród albo jesienny wieczór spędzony w domu.

Na tę potrzebę odpowiedział Herbapol, tworząc dwie nowe herbatki owocowo-ziołowe inspirowane popularnymi deserami: Bezę Truskawkową oraz Crumble Śliwkowe. Pierwsza z nich łączy smak soczystych truskawek z delikatną, deserową słodyczą przywodzącą na myśl bezę. To kompozycja lekka i owocowa, ale jednocześnie wyraźnie kojarząca się z chwilą przyjemności.

Crumble Śliwkowe nawiązuje natomiast do śliwek zapiekanych pod chrupiącą kruszonką. Ma bardziej otulający charakter i przywołuje skojarzenia z domowym ciastem, ciepłem kuchni i spokojnymi, jesiennymi popołudniami.

Obie propozycje powstały ze 100% naturalnych składników i zawierają duże kawałki owoców, dzięki którym napar zyskuje pełniejszy aromat. Deserowa inspiracja zostaje tu przeniesiona do filiżanki, ale zachowuje lekkość owocowo-ziołowej herbatki.

Filiżanka, która wyznacza granicę

Warto jednak pamiętać, że nawet najprzyjemniejszy smak nie stworzy rytuału, jeżeli wypijemy herbatę w biegu, odpowiadając jednocześnie na wiadomości i kończąc kolejne zadanie. Różnicę robi nie tylko to, co wybieramy, lecz także sposób, w jaki z tego korzystamy.

Można więc potraktować przygotowanie naparu jako małą granicę postawioną codziennemu pośpiechowi. Zagotować wodę. Wybrać filiżankę. Poczekać, aż smak i aromat się rozwiną. Usiąść choćby na kilka minut. Bez szczególnej okazji. Bo być może jedną z najważniejszych rzeczy, których dziś powinniśmy się nauczyć, jest pozwalanie sobie na przyjemność, zanim będziemy całkowicie zmęczeni. Nie jako rekompensatę za trudny dzień, lecz jako jego naturalną część.

Nie zawsze potrzebujemy wielkich zmian, żeby poczuć się trochę lepiej. Czasami wystarczy mały, świadomie wybrany moment. I smak deseru zamknięty w filiżance.

Artykuł redakcyjny

Udostępnij