Kuchnia Lifestyle

Czarna lemoniada – absolutny hit kulinarny 2017 roku, który wspomaga odchudzanie

Redakcja
Redakcja
5 kwietnia 2017
Fot. Screen z Instagram/samit265
 

Klasyczna lemoniada cytrynowa doczekała się silnej konkurencji, która nie tylko interesująco wygląda, lecz także świetnie smakuje. Czarna lemoniada podbija rynek, a na Instagramie jest prawdziwym hitem. Zobacz, skąd się bierze jej kolor oraz dlaczego pozytywnie wpływa na nasze zdrowie i powinna znaleźć się w naszej diecie podczas kuracji odchudzającej.

Czarny napój został uznany za jeden z najważniejszych trendów kulinarnych 2017 roku i zyskuje coraz więcej zwolenników na całym świecie, również w Polsce (można ją znaleźć w ofercie knajp w Poznaniu i Gdańsku). Czemu zawdzięcza swoją wyjątkową barwę? Sekretem jest węgiel aktywny powstały z łupin kokosa, drewna i torfu, który ma pozytywny wpływ na nasze zdrowie. Co jeszcze znajduje się w jej składzie?

Czarna lemoniada to najczęściej sok wyciśnięty z cytryn z wodą, połączone z syropem klonowym oraz dodatkiem wspomnianego węgla aktywnego. Jeśli masz ochotę przygotować w domu swój napój, możesz polepszyć jego smak używając wody kokosowej. Dlaczego warto po nią sięgnąć? Na przykład po to, aby pozbyć się toksyn, co jest świetną informacją dla osób dbających o swoje zdrowie i chcących przeprowadzić detoks organizmu oraz odchudzających się. Przyczynia się do tego dodatek węgla, który ma silne właściwości oczyszczające. Jednocześnie jest to zastrzyk energii, który świetnie stawia na nogi, dzięki połączeniu węgla z cytrusami.

Post udostępniony przez @soulfullywell

Biorąc pod uwagę zawartość dużej dawki witaminy C oraz właściwości węgla, czarna lemoniada jest zachwalana jako skuteczny środek na kaca, który pomaga pozbyć się skutków picia alkoholu.

Czyżby wreszcie poimprezowe poranki stały się znośne?

Źródło:prevention.com


Kuchnia Lifestyle

13 małych wskazówek mówiących, że koniec związku jest blisko

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
5 kwietnia 2017
Fot. iStock / NicolasMcComber
 

Koniec związku rzadko spowodowany jest nagłym wydarzeniem i szybką decyzją podjętą w pięć minut. Zazwyczaj rozstanie to dłuższy proces, w którym partnerzy wysyłają sygnały mówiące o tym, że koniec jest blisko – czasami nawet samemu o tym nie wiedząc. Zobacz, jakie małe wskazówki i drobnostki mogą wskazywać na to, że między wami coś zgrzyta i wymaga szybkiej naprawy lub… odważnej decyzji, by od teraz iść przez życie samodzielnie.

Pojawiająca się skrytość

Jeśli nagle zaczęłaś wstydzić się partnera, nie czujesz się swobodnie zwierzając mu się, a swoje troski zostawisz tylko dla siebie i wolisz je przemilczeć, to nie dzieje się dobrze.  Związek polega przecież na wzajemnym wsparciu, otwartości, byciu razem na dobre i złe. Przestałaś ufać swojemu mężczyźnie? Dlaczego? Zastanów się, skąd biorą się twoje odczucia i dokładnie je przeanalizuj.

Rodzinna zawierucha

Dramaty rodzinne bywają szczególnie raniące dla związku. Jeśli coś złego dzieje się z twoimi bliskimi, a partner nie potrafi tego zrozumieć (lub odwrotnie – to on boryka się z rodzinną zawieruchą), to bardzo łatwo o częstsze kłótnie, pretensje i nieporozumienia. Czasami ukrywamy też pewne fakty rodzinne przed drugą połową, a kiedy nagle wychodzą na jaw…

Kłótnie o pieniądze

Niby wiemy, że pieniądze nie są w życiu najważniejsze, ale w związku potrafią być przyczyną wielu sprzeczek, a nawet doprowadzić do rozstania. Jeśli jesteście na dwóch różnych finansowych biegunach, inaczej podchodzicie do sprawy wydatków i planowania budżetu i dochodzi między wami do ekonomicznych potyczek, to wasze szanse na szczęśliwe życie do grobowej deski znacznie maleją.

Zazdrość o eks

Zazdrość to potworne uczucie, które może zniszczyć nawet najlepiej zapowiadający się związek. Szczególnie niebezpieczna jest zazdrość o byłego partnera, z którym kiedyś łączyły cię zażyłe stosunki. Zastanów się, czy twoje relacje z eks nie są zbyt bliskie i czy twój mężczyzna naprawdę może czuć się w jakiś sposób zagrożony. Pamiętaj także, że zdrada nie musi oznaczać kontaktu fizycznego – poświęcany czas, uwaga, częsta wymiana wiadomości na Facebooku może dla twojego faceta być podejrzana.

Sprawy dotyczące dzieci

Ty chcesz mieć dużą rodzinę, twój partner nie dorósł jeszcze do roli ojca (lub odwrotnie) – decyzja dotycząca kształtu i liczebności rodziny niejedną parę doprowadziła do poważnego kryzysu w związku i rozstania. Jeśli jesteście już rodzicami bardzo ważne jest mówienie jednym głosem i granie do tej samej bramki. Kwestie wychowawcze i decyzje dotyczące dzieci bywają przyczyną niejednej kłótni, ale najważniejsze, by zdać sobie sprawę, że obojgu wam chodzi o to samo, o dobro waszego dziecka!  Porozmawiajcie szczerze o waszych wizjach wychowania i tym, jak wyobrażacie sobie rodzicielstwo, postarajcie się wspólnie wyznaczyć cele i obrać właściwą drogę.

Brak komunikacji

Wzajemna komunikacja, otwarte i szczere wyrażanie swoich myśli, pragnień i potrzeb to podstawa trwałego, bezpiecznego i silnego związku. Jeśli przestaliście ze sobą rozmawiać, a każdy konflikt zamienia się w wojnę na argumenty, to coś w komunikacji poważnie szwankuje i może być znakiem, że wasz czas razem dobiega końca.

Rutyna i nuda

Nuda może stać się wrogiem nawet najlepszego związku. W miłości potrzebna jest odrobina żaru i iskierka, która rozpala partnerów pomimo codziennych problemów i szarej rzeczywistości – w tym tkwi cała magia uczucia. Oczywiście, każdy przeżywa lepsze i gorsze chwile i może czuć się zmęczony i znużony partnerem, ale nie powinno to trać zbyt długo i dominować nad innymi uczuciami.

Non- stop na ostrzu noża

Każda para się kłóci, to całkiem normalne w relacjach międzyludzkich. Ale jeśli twój związek zaczyna przypominać pole bitwy albo ring bokserski, to zastanów się, czy gra jest warta świeczki. Czasami lepiej jest odejść i zakończyć relację, niż trwać w niej sfrustrowana i nieszczęśliwa.

Myślenie o innych

Jeśli pomimo partnera u boku, w twojej głowie nieustannie siedzi ktoś inny, to czas się zastanowić, czy ma to sens. Bądź uczciwa wobec samej siebie i swojego faceta, nie traktuj go jako kogoś drugiej kategorii, partnera „zamiast” i deskę ratunku od samotności. Skoro interesuje cię ktoś inny, to daj mu szansę na znalezienie kogoś, kto pokocha go naprawdę.

Unikanie siebie nawzajem

Związek, w którym partnerzy marzą o tym, by jak najmniej czasu spędzać razem? Chyba coś tutaj nie gra… Unikanie to dobra taktyka w sportach walki, ale nie w miłości. Gdybyś była naprawdę zaangażowana i zakochana, to rozłąka byłaby przykrą koniecznością, a nie wybawieniem. Przemyśl to dobrze, może czas już na zmianę?

Ciągłe próby „naprawienia” partnera

Nie tak wygląda, nie tak się zachowuje, nie taką ma pracę, nie tych znajomych…. Skoro cały jest „nie taki” i nieustannie krytykujesz go i próbujesz zmieniać, może prościej byłoby się pożegnać i poszukać kogoś, kogo zaakceptujesz?

Przemoc

Jakakolwiek przemoc – fizyczna, psychiczna, ekonomiczna czy seksualna – to wyraźny znak do zakończenia związku. Dla dobra samej siebie szybko zdecyduj się na opuszczenie toksycznego partnera, nawet jeśli przeraża cię myśl o zmianie. Walcz o siebie i nie miej tolerancji na krzywdzenie i poniżanie.

Nieszczerość przeprosin

Jeśli przepraszasz partnera dlatego, że powinnaś i tak trzeba, ale w ogóle nie czujesz się winna i nie masz wyrzutów sumienia, to może oznaczać, że przestałaś rozumieć jego emocje i potrzeby, przestało ci zależeć i już się nie starasz. Przeprosiny powinny znaczyć coś dla obu stron i być wyrazem chęci pojednania i naprawienia sytuacji. Jeśli nie chcesz już naprawiać, nie ma sensu tkwić w relacji na siłę.

Zauważasz któryś ze znaków w swoim związku? Może nadszedł już czas na głębsze przemyślenia i odważne decyzje, które dla obu stron będą początkiem innej, szczęśliwszej drogi.

Na podstawie: www.bustle.com


Kuchnia Lifestyle

Ałbena Grabowska: Najprzyjemniej pisze się pierwsze pięćdziesiąt stron powieści

Redakcja
Redakcja
5 kwietnia 2017
Fot. iStock / Kichigin

Ałbena Grabowska, autorka znana bywalcom bibliotek i klientom księgarni z sagi Stulecie Winnych powróciła na półki księgarskie trylogią Alicja w krainie czasów.

Redakcja: Jest pani laureatką nagrody „Pióra” przyznanej przez czytelniczki podczas Festiwalu Literatury Kobiet. Jak w związku z tym traktuje Pani określenie „literatura kobieca”? Jak etykietkę, zaszufladkowanie, czy też słowo-klucz, które pozwala czytelniczce zorientować się, czy dana lektura jest czymś, po co chciałaby sięgnąć?

Ałbena Grabowska: Jest to raczej etykietka, przypina się ją nam autorkom, a my z nią bezskutecznie walczymy. Samo określenie jest pejoratywne, sugeruje, że literatura, którą reprezentujemy jest lekka, łatwa i przyjemna i ulatuje z umysłu z chwilą kiedy przeczytamy ostatnie zdanie. Wiem oczywiście, że są książki źle zredagowane, zawierające prościutką fabułkę, płytkie postaci, nawet błędy merytoryczne. Powieści, które przedstawiają świat w sposób czarno-biały, a bohaterki jako karykatury kobiet. To jednak jest margines, ale psuje nam opinię.

Większość z nas, autorek pisze nie tylko dla kobiet. Naszymi odbiorcami są czytelnicy, którzy czytają polskie powieści współczesne lub te z historią w tle. Zapewniam, że piszemy wartościowe pozycje, podejmujemy trudne tematy, piszemy o bohaterkach wnikliwie analizując ich psychikę.

A dlaczego literaturę określamy mianem „kobieca”? W Polsce zakupem książek raczej zajmują się kobiety. One także częściej sięgają po powieści, szczególnie sagi, epickie opowieści o rodzinie. Mężczyźni raczej wybierają biografie albo coś z kręgu literatury non fiction. Może dlatego notki na ostatniej stronie, „polecajki” czy blurby pisane są raczej z myślą o kobietach. Wydawnictwa mają nadzieję, że kobieta sięgnie to daną pozycję, ale też, że przekaże ją swojemu partnerowi, ojcu czy bratu. Wiem, że tak często się dzieje.

Czy książka traktująca o kobietach może mieć trudności z tym, by zostać zauważona przez krytyków, a jej autorka – przez media?

Wartościowe książki często nie docierają do potencjalnych czytelniczek. Myślę, że to wynika z mnogości pozycji na naszym rynku i konieczności ich promowania. Od sposobu promocji i nakładów, jakie wydawnictwo zechce ponieść często zależy powodzenie danej pozycji. Obserwuję rynek od czasu, kiedy sama zaczęłam być jego częścią. Krzykliwa reklama, notatki na okładce przekonujące, że mamy do czynienia z arcydziełem, nowym objawieniem w literaturze, tytuły jakimi określa się autora. To męczy i nie sprzyja selekcji pozycji, które naprawdę są wartościowe. Krytycy często nie sięgają po pozycje natrętnie promowane, zwłaszcza, kiedy mogą przeczytać, że autorka jest nową Danielle Steel czy Nora Roberts.

Poza tym krytyka w Polsce zanika zastępowana przez blogosferę. To dobrze i źle jednocześnie. Krytyk, który szuka powieści rozrachunkowej może nie być zadowolony, kiedy dostanie do ręki sprawnie napisane czytadło. Bloger to z małymi wyjątkami amator, który lubi czytać, ma większe lub mniejsze rozeznanie w literaturze jako takiej. Pisze najczęściej opinie, które mylnie nazywa recenzjami a w nich można przeczytać głównie, że dana pozycja się podoba albo nie podoba, bo „każdy ma prawo mieć swoje zdanie”. Dodatkowo to przeświadczenie, że wszystkie książki kobietach są właściwie takie same, zmieniają się jedynie imiona bohaterek. To powoduje chaos na rynku. Media nie szukają dobrej literatury. Wydawnictwa zwykle są związane z czasopismami, mają swoje strony lub reklamy sponsorowane. Te same książki są polecane przez wszystkie miesięczniki, a pozycje niesponsorowane, wydawane przez niszowe wydawnictwa muszą sobie radzić bez wsparcia.

Często jest Pani pytana o swój styl pracy, o to, jak godzi Pani życie zawodowe związane z medycyną i pisanie książek. Ponieważ jednak często odpowiadała Pani na to pytanie, zadam nieco inne, aczkolwiek nadal związane ze stylem Pani pracy: czy zdarza się, że wyobraźnia Pani nie „niesie”, staje Pani w miejscu i nie wie Pani, w którą stronę powinna rozwijać się akcja powieści?

To mi się nie zdarza. Jeśli danego dnia napiszę mniej, to tylko z powodu braku czasu. Osobiście nie znam takiego pojęcia jak wena. Piszę wtedy, kiedy mam czas. Chciałabym go oczywiście mieć więcej. Mam jednak inny problem niż nośność mojej historii. Piszę i raz mi się wydaje, że tworzę arcydzieło, przebłysk geniuszu, poszczególne zdania wydają mi się trafne, celne, pomysły świetne, zwroty akcji genialne. Innym razem mam wrażenie, że banał goni banał, postaci są papierowe, pomysły wtórne, a fabuła nikogo nie zainteresuje. Takie „męki twórcze” J .

Co jest najprzyjemniejsze w pisaniu książki?

Najprzyjemniej pisze się pierwsze pięćdziesiąt stron. Zwykle mam początek bardzo dobrze przemyślany, bohaterowie „stoją” w moim umyśle i czekają aż przeleję ich losy na papier. Podobnie dobrze czyta mi się całą książkę po jej zakończeniu i dopracowuje szczegóły.

Co jest najtrudniejsze w pisaniu książki?

Najtrudniej jest mi napisać fabułę od 50 strony do 150. To najważniejsze strony powieści, przynajmniej w moim przypadku. Od tego zależy w którą stronę „pójdzie” książka i to, czy czytelnik podąży za bohaterem, czy też nie będzie ciekawy jego losów. Mam ogromne poczucie odpowiedzialności za własną historię, dlatego ta część książki powstaje najwolniej.

Od czego zależy i czym tak w ogóle jest według Pani sukces w literaturze w chwili obecnej?

Moim zdaniem sukces zależy od promocji i szczęścia. Kiedyś powiedziałabym, że wystarczy nośna historia i lekkie pióro, ale dziś już tak nie jest. Dla mnie sukcesem jest powiększające się grono czytelników, setki tysięcy sprzedanych egzemplarzy, wiele wypożyczeń w bibliotekach, przekłady oraz ekranizacje. Rozpoznawalność autora jest akurat w Polsce kwestią wtórną. Nasi autorzy, nawet ci bestsellerowi, rzadko są celebrytami.

Czemu każda z Pani książek reprezentuje nieco odmienną stylistykę, czemu po napisaniu powieści stricte współczesnej zdecydowała się Pani osadzić dwie kolejne – sagę „Stulecie Winnych” i trylogię „Alicja w krainie czasów” w poprzednich wiekach?

Czułam, że jestem gotowa aby napisać historię epicką, że uniosę rozmach, który tego typu literatura ze sobą niesie. To jest ogromnie trudne, ponieważ nie tylko wymaga analizowania historii, dokumentów, sprawdzania, weryfikowania, ale także stworzenia świata z całym spektrum bohaterów, którzy muszą odnaleźć się w tym świecie na poziomie języka, obyczajowości.

W „Stuleciu” śledzimy losy jednej rodziny, która z tomu na tom powiększa się i zmienia. Dochodzą nowi bohaterowie, odchodzą starzy. W „Alicji” jest inaczej. Bohaterka kroczy przez czas właściwie samodzielnie, inni bohaterowie, których poznaje na swojej drodze życia w pewnym momencie odchodzą od niej, umierają, znikają, bądź ona ich opuszcza. To wymagało zupełnie innego rodzaju narracji. W ”Stuleciu” użyłam zabiegu wychodzenia w przyszłość. Wprowadzałam bohatera i informowałam czytelnika, co się z nim stanie za kilka lat. W „Alicji” jest zupełnie inaczej. Tu nie ma wszechwiedzącego narratora. Jeśli Alicja nie zna czyichś losów, my też ich nie poznamy.

Pisze Pani głównie o kobietach. Na ile obdarza je Pani cechami swoimi, bądź zaobserwowanymi u znanych sobie osób? Na ile jest Pani Alicją z „Alicji w krainie czasów”, bądź Anną Winną ze „Stulecia Winnych”?

Nie jestem Anią Winną. To zupełnie inna kobieta niż ja, pod każdym względem. Wymyśliłam tę bohaterkę, że tak to ujmę „od stóp do głów”. Inaczej ma się sprawa z Alicją Księgopolską, vel Aliną Charme. Tu tropy prowadzą wyraźnie do mojej osoby i jest to efekt zamierzony. Mamy podobne wykształcenie, system wartości. Mogłabym być Alicją, a ona mogłaby być mną. Gdybym tylko tak jak ona się nie starzała…

W odniesieniu do najnowszej, dopiero co zakończonej wydaniem trzeciego tomu trylogii: czy nawiązanie tytułem do książki Carrolla „Alicja w krainie czarów” było celowe? To przecież książka, której podstawowym czytelnikiem jest młodzież – nawet jeżeli nie wszystkie niuanse odczytuje?

Teoretycznie odbiorcą jest młodzież, ale książkę chętnie czytają dorośli. Sama sięgnęłam po nią dwa razy, w dzieciństwie, kiedy niewiele zrozumiałam i jako osoba dorosła. Moja Alicja nie podróżuje w podświadomości, ale przez czas.

Można zaryzykować twierdzenie, że moja bohaterka także wpada do króliczej nory i wyskakuje z niej w 1880 roku, jako owoc zakazanego związku niepiśmiennej służącej oraz hrabiego. W bajkowy wręcz sposób zostaje obdarzona niezwykłym umysłem i ciałem, które się praktycznie nie starzeje. Jej losy są miejscami zupełnie nieprawdopodobne, a życie niezwykłe. Sama bohaterka ma świadomość, że mało kto uwierzyłby w prawdziwość jej opowieści.

Napisała Pani jedną książkę z nurtu non fiction, której drugie wydanie wkrótce się ukaże. To Pani debiut jako pisarki, bardzo udany zresztą. Czemu zatem po takim pięknym początku skierowała Pani swoje pióro (a w zasadzie klawiaturę) w stronę fikcji?

Przyznam się do tego, że osobiście najbardziej cenię powieść. Noc fiction to literatura po którą sięgam znacznie rzadziej. „Orfeusz” wziął się stąd, że chciałam spisać historie rodzinne, żeby moje dzieci miały świadomość swoich korzeni. Ja pamiętam, że jestem pół-Bułgarką, mówię po bułgarsku, każde wakacje w dzieciństwie spędzałam właśnie tam przesiąkając opowieściami babci i jej koleżanek. Moje dzieci już nie. „Orfeusz” miał być początkowo wydany jedynie dla mojej rodziny. Potem, kiedy ukazał się drukiem, podobnie, nie miałam w planach pisania innych książek. Zupełnie przypadkowo stało się inaczej. Piszę tylko takie książki, które „widzę”. Tak się składa, że są to już tylko powieści.

Co zatem będzie następne – literatura faktu czy kolejna powieść?

Sądzę, że powieść. ;-). Na pocieszenie jednak powiem, że do wątku bułgarskiego zamierzam wrócić w swoich kolejnych powieściach i będzie on bardziej rozbudowany niż w „Alicji”. Poza tym nadal będę dbała o różnorodność gatunkową. Przyzwyczaiłam czytelników do tego, że każda moja książka jest inna i obiecuję, że nadal tak będzie.

Dziękujemy za rozmowę

linia 2px

Pułapka czasu, czy królicza nora?

Ałbena GrabowskaAłbena Grabowska, autorka znana bywalcom bibliotek i klientom księgarni z sagi Stulecie Winnych powróciła na półki księgarskie trylogią Alicja w krainie czasów.

Tym razem, wykorzystując niesłychanie plastyczną twarz autorki i jej unikalną urodę, zaprosiliśmy ją do sesji okładkowej. Dlatego to ona, jako Alicja spogląda na czytelników z każdego tomu.   A – jak autorka, A – jak Ałbena, A – jak Alicja.

Sięgając po nową trylogię Ałbeny Grabowskiej wyruszamy w magiczną, pełną emocji podróż w czasie…

Ałbena Grabowska w „Alicji w krainie czasów” zachowuje się jak doświadczony alchemik – łączy style i różne typy narracji.

Dla zaciekawionych, czy tytułowe nawiązanie do „Alicji w krainie czarów” jest celowe – potwierdzamy. A moment wpadnięcia do króliczy nory to przyjście Alicji na świat. Alicja bowiem rusza wówczas w podróż. Nie w podświadomości, jak jej imienniczka, ale w czasie.

Tom pierwszy, zarazem początek trylogii, to  klasyczna powieść XIX wieczna, ze spokojną narracją, wolno rozwijającą się akcją. Alicja, przychodzi na świat jako nieślubne dziecko hrabiego Księgopolskiego i niepiśmiennej służącej. Prosta dziewczyna przed jej narodzinami postanawia zapewnić jej specjalną opiekę i prosi o pomoc popularną w ubiegłych wiekach szeptuchę. Córka trafia do dworu jako dziecko hrabiego. Magiczne zaklęcia zapewniły jej dobrobyt, nie sprawiły jednak, że będzie przez przybranych rodziców kochana…

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

II tom  to powieść awanturnicza i książka drogi z jej wszystkimi elementami, bardzo szybką akcją i narracją, w której bieżące wydarzenia są przeplatane opowieściami samej Alicji i osób, które „przekazują jej” swoje historie.

Alicja trafia do Wiednia, gdzie w szpitalu dla nerwowo chorych uczy się jeżyka niemieckiego po to, aby walczyć o swoją wolność. Spotyka Zygmunta Freuda, jest jedną z jego pierwszych pacjentek, które „leczy przez rozmowę”. To Freud przekona ją, że powinna studiować medycynę.

W tomie II po raz pierwszy mamy możliwość zmierzyć się z wynikami czarów matki Alicji. Alicja praktycznie się nie starzeje. Czas bardzo wolno odciska na niej swoje piętno.

Tom III  to klasyczny thriller szpiegowski ze wszystkimi charakterystycznymi elementami gatunku: sensacją, zagadką, bardzo efektowną akcją, trzymający w napięciu.


Zobacz także

Trzy rzeczy, które musisz zabrać na wakacje. Nasz niezbędnik

Chirurgia piersi. Dlaczego warto poddać się operacji i czym powinnyśmy się kierować przy wyborze kliniki?

Konkurs „Odnajdź w sobie radość dziecka”