Lifestyle

8 rzeczy, których dowiadujesz się wraz z wiekiem

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
24 września 2016
fot. iStock/ BraunS
 

Chcielibyśmy wiedzieć wszystko od razu, z miejsca i najlepiej bez większego wysiłku. Nie lubimy czekać, cierpliwość nijak nie pasuje do pędzącego życia i pośpiesznej codzienności. Czego nie wiemy – znajdziemy w Internecie i „wygoglujemy”. Ale są pewne rzeczy, których nie da się poznać i przyswoić w trybie zwykłej edukacji, bo dowiadujemy się ich wraz z wiekiem.

Życiowej mądrości nie można posiadać tak po prostu, dostać w darze od losu lub przekazać ją w genach kolejnym pokoleniom. Mądrość ta przychodzi do nas w miarę dorastania i starzenia się, buduje się na naszych wspomnieniach i rośnie z każdą kolejną przeżywaną przez nas chwilą. Lata lecą, a my wraz z ich upływem przekonujemy się, że :

Że nie wszystkie marzenia zrealizujemy

Bo życie się zmienia, zaskakuje, jest nieprzewidywalne. Zmieniają się także nasze marzenia – to, co kiedyś wydawało się nam wielkim WOW, w obliczu nowych doświadczeń i zmienionej perspektywy będzie znaczyć niewiele. Nie wszystkie marzenia zrealizujemy, ale nie martwmy się, to nic takiego – póki wciąż pojawiają się nowe, a nasze głowy pełne są planów i celów czekających na realizację, jest dobrze, znaczy się, że ciągle mamy energię i zapał do życia.

Że przyjaźń bywa tymczasowa

Choć mając naście i dwadzieścia parę lat wydaje nam się, że grono znajomych i przyjaciół już na zawsze będzie z nami (no bo przecież nie może być inaczej, jesteśmy zgraną paczką, dream team’em!) to rzeczywistość bywa mniej optymistyczna. Z kimś się poróżnimy i nasze drogi się rozejdą. Ktoś wyjedzie i kontakt stanie się jedynie sporadyczny. Ktoś stanie się nam obcy duchowo i intelektualnie. Zostaną z nami ci, których bez wahania będziemy mogli nazwać bratnimi duszami i na których polegać można zawsze i wszędzie. Zostaną prawdziwi przyjaciele.

Że nie musimy zadowalać wszystkich

Nie jesteśmy niczyimi marionetkami, błaznami na cudzym dworze i aktorami liczącymi na oklaski publiczności. Naszym celem nie jest zadowalanie innych, ale budowanie życia tak, by być szczęśliwym. Komuś nie podobają się nasze wybory? Ktoś krytykuje nasz styl życia? Cóż, to jego problem! Dopóki nie krzywdzimy innych i możemy bez wyrzutów sumienia spojrzeć na własne oblicze w lustrze, wszystko jest w porządku.

Że bycie egoistycznym nie musi być złe

Zdrowy egoizm wcale nie oznacza stawiania siebie ponad wszystkich i wszystko – to po prostu nie stawianie siebie poniżej. Czasami po prostu trzeba powiedzieć „nie”, zadbać o własne przyjemności i przez kilka chwil być pępkiem świata – choćby miało to oznaczać jedynie kąpiel w aromatycznej pianie, wieczór przy ulubionym serialu albo zjedzenie czekolady bez dzielenia się z innymi.  Dla zdrowia psychicznego i dobrych relacji z innymi takie przyjemności powinny być zalecane przez specjalistów.

Że „być” jest o wiele lepsze niż „mieć”

Co z tego, że mamy wszystko skoro nie ma obok nas nikogo, z kim można się tą radością podzielić? Sam fakt posiadania dóbr nie daje spełnienia, choć wielu osobom wydaje się inaczej. Liczą się przyjaciele, rodzina, ukochani, z którymi można porozmawiać, pośmiać się, zwierzyć ze smutków lub zwyczajnie pomilczeć.  Jesteśmy istotami społecznymi, samotność – nawet w luksusach – męczy, smuci i powoli wyniszcza.

Że trójka, czwórka lub piątka z przodu nic nie zmienia

Wiek nie jest sprawą metryki, a starość to nie tylko kwestia ciała i urody, ale także i ducha. Można być zgrzybiałym, zdziadziałym trzydziestolatkiem lub pełnym energii i wigoru osiemdziesięciolatkiem – wybór zależy od nas i naszego podejścia do życia. Bo przecież chodzi o to, by umrzeć młodo najpóźniej jak się da.

Że nie ma jednego, uniwersalnego przepisu na szczęście

Gdyby tak było, jego autor byłby osławionym milionerem, któremu wdzięczni stawialibyśmy pomniki i ku jego czci pisali namiętne poematy. Każdy jest kowalem swojego szczęścia, choć wydaje nam się czasem, że cały świat i zły los sprzymierzyli się, by nam je odebrać. Trzeba wierzyć w czekającą za rogiem pomyślność, a przede wszystkim, w samego siebie, nie bać się marzyć i sięgać po to, czego chcemy – często to właśnie ten wewnętrzny strach jest naszym najgorszym wrogiem.

Że małe rzeczy mogą cieszyć równie mocno, co wielkie

A kto wie, może nawet i bardziej? Uśmiech tej jednej, odpowiedniej osoby, miłe słowo kogoś życzliwego, niespodziewany przejaw dobra albo zachwycające zjawiska natury potrafią naładować nas pozytywną energią na bardzo długo. Jest tylko jeden warunek – musimy nauczyć się dostrzegać te drobnostki i cieszyć nimi. Ziarnko do ziarnka, a zbierze się szczęścia cała miarka.

Zapisz

Zapisz


Lifestyle

One w męskim świecie. Policjantki

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
24 września 2016
policjantki
Fot. iStock / John Roman
 

Ania, Agata i Iwona. Trzy różne miasta, trzy różne stanowiska. Trzy różne długości stażu w policji. Trzy miłości do pracy, którą ciągle jeszcze wykonują z poświęceniem i wiarą, że mogą zmienić świat na lepsze. Trzy bardzo trudne uczucia do zawodu policjantki.

Agata odgarnia długie, jasne włosy z czoła. Jest po pracy, w swoich ulubionych dżinsach i obcisłej bluzce. To naprawdę piękna kobieta, co, jak przyznaje, w pracy raczej jej nie pomaga, a dużo częściej przeszkadza. Bo ładnej policjantce to jakoś tak łatwiej wulgarnie napyskować, że niedorżnięta, że zdzira, że tylko czeka na okazję, po to w końcu poszła do tej pracy. Koledzy? Reagują. Ale zdarzają się i tacy od niewybrednych dowcipów. Najgorzej, jeśli to twoi przełożeni.

Agata, jak pozostałe dwie dziewczyny, nie chce zdradzić w której jednostce pracuje. – Zaznacz tylko, że drogówka. Nie mów z jakiego jestem miasta – prosi, bo boi się kłopotów, które mogłaby mieć, gdyby powiedziała za dużo. A o to naprawdę nie trudno, kiedy ma się ciągle jakiś tam żal do szefa, albo raczej do całej instytucji. O co właściwie? O to, że konserwą pachnie na kilometr.

Że tu nie ma miejsca na to, żeby się nad sobą rozczulać, dziewczyny w policji dobrze wiedzą. Choć zdarza im się słyszeć, że „to nie jest dla nich”  lepiej sobie z tym radzą, niż niejeden facet, niekoniecznie nowicjusz.

– Opanowanie to podstawa. Jedziesz do wypadku z udziałem motocyklisty, wiesz już, że oddzielnie zobaczysz rękę, oddzielnie głowę, jedna wielka plama krwi – mówi Agata. – Wrażliwość zostaw w domu, dla bliskich. Musisz nauczyć się sobie z tym radzić i to bardzo szybko. Ale to nie oznacza, że nie odczuwamy emocji. W naszej pracy jest mnóstwo trudnych emocjonalnie momentów. Na przykład, gdy widzisz śmierć dziecka, potrąconego przez pijanego kierowcę. Oglądasz łzy matki, słyszysz ten krzyk… Albo kiedy musisz poinformować żonę, że jej mąż właśnie zginął.

Iwona zajmuje w policji wysokie (jak na kobietę) stanowisko. W zawodzie pracuje od 20 lat. Jak sama mówi zahartowała się na niewybredne zaczepki, głupawe komentarze i wulgarne odzywki (np. te o dziurawcach). Przez lata znosiła chamskie uwagi swoich przełożonych i uważa, że ciągle niewiele się w tej kwestii zmieniło. – Moje odczucie jest takie, że policjantka musi udowadniać dwa, albo nawet trzy razy mocniej niż mężczyzna, że to jest miejsce, w którym powinna się znaleźć. Często spotykam się z opinią, że w ogóle to jest nas w tym zawodzie za dużo. Ale kobiety w policji są bardzo potrzebne, na przykład przy negocjacjach. Albo przy delikatnych sprawach, wymagających większej wrażliwości: gwałtach, przemocy domowej, przy pracy z dziećmi.

W pracy Iwona jest wymagająca tak samo w stosunku do mężczyzn jak i do kobiet. Mimo to, niejednokrotnie słyszała, że faworyzuje „swoje”, a nad facetami się znęca.  – Jak w każdej innej, normalnej firmie – śmieje się Iwona. –  Mieć babę-szefa, to ciągle jakoś „głupio”. Zamiast przyznać się do nieudolności, do błędu, lepiej powiedzieć, że się czepia, bo ma okres.

Młodsze koleżanki (jest ich naprawdę bardzo mało) stara się wspierać jak może najlepiej.

–  W domu nie jestem policjantką –  mówi Iwona. – Mam męża, dwoje dzieci, swoje zainteresowania. Pracę zostawiam na komendzie, dzięki temu w domu jestem zwyczajną żoną i matką. Od 15 lat.

Ania jest wysoka i bardzo wysportowana. Testy sprawnościowe zdała celująco. O pracy w policji marzyła od dziecka, razem z bratem oglądała filmy, w których ściga się przestępców, strzela… Do szkoły policyjnej startowali oboje, ale to jej się poszczęściło. Na patrole jeździ  teraz z kolegą, który na początku traktował ją jak kulę u nogi. – Kiedy okazało się, że jestem jego parą, był załamany – śmieje się Ania. – Musiałam mu dopiero udowodnić, że potrafię sobie poradzić bez męskiej pomocy. Tego nas przecież uczą, a ja zawsze byłam pilną uczennicą.

Udowodniła podczas pewnej pamiętnej nocy, kiedy obezwładniła prawie dwumetrowego mężczyznę, znęcającego się nad matką swojego dziecka. – Wchodzimy, on na mnie z nożem kuchennym. Szybki ogląd sytuacji, jeden chwyt i znalazł się na podłodze. Nie spodziewał się chyba.

Kolega popatrzył z uznaniem. Od tej pory traktuje ją z szacunkiem. Po jednostce rozeszła się fama, że z Anią nie wstyd się pokazać.  Ale to ciągle za mało, by zmienić ogóle podejście do kobiet w policji.

Ania nie czuje strachu. Może dopiero po interwencji, kiedy dochodzi do niej, na ile jej bezpieczeństwo było zagrożone. Za to bardzo obawia się momentu, kiedy będzie musiała sięgnąć po broń, po to, żeby zabić. Zabić człowieka. O tym czasem myśli, kiedy nie może zasnąć. Albo nawet śni, kiedy sen już nadejdzie. Widzi w tym śnie postać, wyciąga odruchowo pistolet i trrrrrach! Wie, że on już nie żyje. Ania bardzo nie lubi tego snu.

Narzeczony Ani, Kamil, jest informatykiem. Ślub biorą w przyszłym roku, o dzieciach na razie nie myślą. Mają za sobą już jeden, poważny kryzys, bo Kamil nalegał, żeby odeszła, zmieniła pracę, ale Ania mówi, że praca w policji jest jak narkotyk. Ryzyko? Teoretycznie jest codziennie, praktycznie: zdarza się.

To jest męski świat. I nie chodzi tu wcale o agresję, przekleństwa, które są ich codziennością, smród spalonych zwłok, czy fakt, że bywa niebezpiecznie. To jest świat mocno zhierarchizowany, ciągle jeszcze zamknięty na kobiety, mimo pozorów, jakie stara się stworzyć. Ania, Iwona i Agata nie zamieniłyby go jednak na nic innego.


Lifestyle

Mój mąż gej… To takie dziwne, że jeszcze wczoraj żyłam w zupełnie innym świecie

Anika Zadylak
Anika Zadylak
23 września 2016
Mój mąż gej
Fot. iStock / © Nubia Eisenlohr

Najpierw mnie zemdliło, potem zrobiło mi się gorąco i zimno jednocześnie, a nogi odmówiły posłuszeństwa. Trzymałam w rękach zdjęcie jakiegoś obcego faceta, z dedykacją, dla mojego męża. Ze słowami, jakie ukochany zostawia uwielbianej przez siebie kobiecie. Usiadłam, ale tylko po to, żeby gwałtownie wstać i krzyczeć. – Jak to jesteś pedałem?! Nie poprawiaj mnie k*rwa! Gej, pedał, człowieku, jakie to ma teraz znaczenie? Przecież my mamy dwoje dzieci, jak to się stało, że w ogóle je mamy?! Chcesz mi powiedzieć, że gdy byłeś ze mną, to myślałeś o nim?! Boże, przecież te wyjazdy, coraz częstsze szkolenia, to tylko pretekst tak? Karol, my jesteśmy małżeństwem ponad 15 lat, co ty wyprawiasz?  Może ty masz gorączkę, może to omamy?! Nie wierzę, to jakiś koszmarny sen. Co ty robisz?! Jak to się wyprowadzasz, gdzie? A co ja powiem dziewczynkom? Że tatusiowi odbiło i woli fiuty? Zostań, słyszysz! Nie odwracaj się, gdy do ciebie mówię, przecież ja cię kocham! Karol, ty nie możesz być gejem, przecież jesteś ojcem!  Błagam cię, powiedz, że to głupi żart, wybaczę ci! Karol, nie wychodź!

Ona, sama w jeszcze wczoraj, wspólnej sypialni:

Poznaliśmy się na drugim roku studiów, urzekł mnie jego spokój i takie trochę wycofanie, takie trzymanie z boku. Pasowało mi to, bo sama nie lubię zgiełku, głośnej muzyki, rozkrzyczanych ludzi. To nie był jakiś gwałtowny poryw uczuć, pełen namiętności seks. Teraz to widzę, zaczynam układać w całość. Cieszyłam się, że nie ciągnie mnie do wyra, nie wkłada łap, gdzie nie trzeba, bez pozwolenia. Że odnosi się do mnie i mojego ciała z takim szacunkiem. A on pewnie już wtedy wolał chłopaków, tylko czasy były inne, a jego rodzice zbyt radykalni. Moi teściowie bardzo świeccy ludzie, lekarze starej daty, z twardymi zasadami. Zwłaszcza tymi dotyczącymi zakładania rodziny. A może oni też się domyślali, dlatego tak bardzo naciskali na ślub zaraz po zaręczynach? Teraz już się nie dowiem, oboje nie żyją od kilku lat. Zresztą, czy to ważne? Rano wrócą dziewczynki, były na obozie zimowym, pewnie pomyślą, że tatuś jest w pracy. A tatuś, pewnie się gździ ze swoim kochasiem. Chyba znowu chce mi się zwymiotować. Z inną baba to jeszcze mogłabym powalczyć, ale przecież jaj między nogami sobie nie doszyję. Co on nam zrobił i po tylu latach, jak mógł. I jak do cholery udawało mu się to wszystko ukryć? Co czuł, gdy ze mną spał? Może wróci, wszystko wyjaśni, może da się to wszystko jeszcze odkręcić.

On, w hotelowym pokoju, sam na sam, ze swoimi myślami:

Jak ona znalazła, to cholerne zdjęcie? A może to i dobrze, już i tak przestawałem wytrzymywać. Żeby tylko nie zabrała mi dzieci, muszę jej to wszystko wytłumaczyć. Powiedzieć, że choć ciężko to zrozumieć, bardzo je kocham, wszystkie trzy. To moja wina, przecież odkąd skończyłem 15 lat, wiedziałem…, ale rodzice, oni by tego nie przeżyli. Na co ja liczyłem? Sam się krzywię i krew mnie zalewa, gdy słyszę, że homoseksualizm to choroba, że można to leczyć, że się z tego wyrasta. Ja, pieprzony hipokryta! Gdy poznałem moją żonę, nie ukrywam, że była dla mnie świetną przykrywką, ale tego jej chyba nigdy nie powiem. Już wystarczająco ją skrzywdziłem. Ją i nasze córki, bo jak to wszystko wyjdzie na jaw, ludzie nie dadzą im żyć. Wyjedziemy, ja i mój partner, bo on też ma pogmatwaną sytuacje. Jak to teraz będzie? Czuję ulgę, złość i żal. Żal do rodziców, bo to przez swoje radykalne poglądy, do tego doprowadzili. Ale znowu, gdy myślę, że moje córki mogłyby nie istnieć, to pęka mi serce. Cholera, kim ja właściwie jestem…?

Ona, czekając na niego, jeszcze w ich wspólnym domu:

Minął cholerny tydzień pytań bez odpowiedzi, zadręczania się, głupiej tęsknoty, miłości przemieszanej z nienawiścią. Dziewczynki jeszcze nic nie wiedzą, domyślają się, że jest coś na rzeczy, ale pewnie nigdy tego, że ich ojciec kocha innego faceta. Musimy to jakoś rozwiązać, dla ich dobra, bo przecież my i tak już nigdy nie będziemy razem. Wczoraj, gdy do kartonów pakowałam jego rzeczy, zaczęłam myśleć. W ciągu tych wszystkich lat kochaliśmy się może kilkanaście razy. Nie przywiązywałam do tego uwagi, oboje dużo pracujemy, w domu jest ciągle coś do zrobienia, córki pochłaniają sporo czasu. Poza tym jestem jedną z tych, mniej żywiołowych kobiet, a czułości i ciepła od męża nie brakowało mi nigdy. Kim ja dla niego byłam? Przykrywką, żeby nikt się nie domyślił? Czuję się jak bohaterka ” Lejdis” tylko tym razem kompletnie nie chce mi się śmiać Przecież byliśmy szczęśliwi, nigdy nie zachowywał się tak, jakby mu coś nie pasowało, nie uciekał. Wyjeżdżał, ostatnio częściej, ale tak naprawdę nie wiem, czy do niego, tego swojego faceta. Ciekawe kim jest mój rywal, ten lepszy. Co ja pieprzę, jaki lepszy! Diametralnie inny… Muszę się uspokoić, pozwolić mu wyjaśnić, inaczej się pozabijamy, a przecież mamy dzieci. One potrzebują nas oboje, a Karol to fantastyczny ojciec.

On, jadąc do niej, odbyć jedna z najważniejszych rozmów w życiu:

Nie wiem, na co ja liczę, ale cieszę się, że zgodziła się porozmawiać. Tylko co ja jej powiem? Że kocham i ją i jego i nie wiem dlaczego, tak długo to skrywałem? Pewnie i tak nie zrozumie, zresztą słusznie. Jest taką kruchą, delikatna istotą, zasługuje na wszystko co najlepsze. Na wszytko to, czego nigdy nie mogłem jej dać, choć pewnie wydawało jej się, że jest inaczej. Nie zdradziłem Olgi nigdy, z Andrzejem spotykam się od kilku miesięcy. I to on właściwie pomógł mi zrozumieć, że jeśli czegoś z tym nie zrobię, zadręczę nas wszystkich. Rozumiał też, że nie chciałem zbliżeń, dopóki nie wyjawię wszystkiego mojej żonie. W końcu jesteśmy ze sobą tyle lat, jak nikt inny, to własnie ona zasługuje na prawdę. Na szczerość, bolesną i ciężką do przyjęcia, ale nie mogę inaczej. Nigdy nie miałem lepszego przyjaciela, niż właśnie ona. I nie wyobrażam sobie, że mógłbym ją stracić, żeby zechciała mnie wysłuchać.

Oni oboje, przy kuchennym stole:

– Olga, przepraszam. Po drodze tyle słów tłukło mi się po głowie, tyle chciałem ci powiedzieć. Teraz, jedyne co przychodzi mi do głowy, to banalne pytanie, czy mi wybaczysz. Nie to, że jestem gejem, taki się urodziłem tylko, że cię oszukałem, nie powiedziałem prawdy. Bałem się, odrzucenia, braku zrozumienia, liczyłem naiwnie że to się jakoś ułoży. Nawet był taki moment, gdy urodziła się nasza pierwsza córka, że chyba mi przeszło. Wiem jak to brzmi, sam tego słuchać nie mogę, ale tak było. I to nie tak, że się zmuszałem, że po kazdym naszym zbliżeniu, szorowałem się w łazience. Proszę cię nie płacz, głupi jestem, źle dobieram słowa, wszystko przez to, że mi cholernie na was zależy! Kocham cię ale nie tak, jakbyś sobie tego życzyła. I  kocham nasze córki, nie chce im rozbijać rodziny. Jesteś taką piękną kobietą, powinnaś być pożądana, a twój nieudacznik mąż pedał, wszystko spie*dolił. Jest mi tak cholernie przykro, no popatrz na mnie, płacze jak dziecko, a nie jak facet. Olga, ja się z nim wyprowadzę, nie chcę, żeby was ludzie palcami wytykali. Rozmowę z dziewczynkami też wezmę na siebie, w końcu to ja rozwaliłem wam życie. Ola, czemu nic nie mówisz, nienawidzisz mnie?

– Karol, czy on, jest dla ciebie dobry? Nie chcę, żeby cię ktoś skrzywdził, bo mimo wszystko, też nadal cię kocham. Nie musisz się przeprowadzać do innego miasta, dzieci potrzebują taty tu, na miejscu. Co mnie ludzie obchodzą, jak będą chcieli to i tak znajda powód, do tego, żeby plotkować. Tylko przez jakiś czas nie dzwoń, odbieraj je ze szkoły, nie z domu. Potrzebuje czasu, żeby to w sobie poukładać, może nawet kiedyś zrozumieć. I proszę cię idź już, po prostu idź. Już mnie o nic więcej nie pytaj, ja też nie chcę już nic wiedzieć. Stało się, przecież to nie twoja wina, że taki jesteś. Tylko nie mów mi  już nigdy więcej, że byłam najlepszą przyjaciółką. Bo ja chciałam być po prostu twoją żoną.

Dziś, trzy lata po rozwodzie, jeszcze nie dowierzam, że to się serio dzieje. Siedzę na werandzie i piję wino. Z Andrzejem, facetem mojego Karola. Dziewczyny polubiły „nowego wujka”, choć nie zdają sobie sprawy, kim tak naprawdę jest. Ja też kogoś mam, czuję się szczęśliwa. I wiem, że gdyby okazało się, że któraś z naszych córek, kocha inaczej, wspierałabym ją. Żeby nie musiała nigdy przeżywać tego, co jej ojciec. I ja.

Mój mąż gej

linia 2px

Jedyne takie spotkanie dla kobiet!

Magazyn Oh!me zaprasza na

„Kobieca strona mocy. Okryj z nami wyższy poziom kobiecości”

zaproszenie ohme.pl

Fot. iStock

Fot. iStock

 


Zobacz także

Nie bądź małą dziewczynką, dojrzej. Siedem cech dorosłej kobiety, które ułatwiają życie

Nigdy nie proś mężczyzny o to, by został w twoim życiu, jeśli on tego nie chce

Im szybciej chodzisz, tym dłużej będziesz żyć. Naukowcy potwierdzają tę tezę