Lifestyle

8 powodów, dla których nigdy nie zapominamy o naszej pierwszej miłości

Redakcja
Redakcja
17 września 2021
fot. XiXinXing/iStock
 

Niezapomniana, czysta, często wyidealizowana. Czasem porywcza, z błyskawicami w sercu. Kończy się szybko albo zostaje z nami na całe życie… Pierwsza miłość.
Miłość zawsze jest wyjątkowa, ale wspomnienie tej pierwszej porusza cię w sposób szczególny. Budzi uczucia inne niż wszystkie, czujesz zachwyt, podniecenie. Nawet jeśli twoja pierwsza miłość nie przetrwała próby czasu, już zawsze będzie częścią tego, kim jesteś. Według badań Biostatu dla 34 proc. pierwszą miłością okazała się osoba znana od lat. Połowa związków z pierwszej miłości się rozpadła, a więcej niż co czwarty przetrwał do dziś.

Kiedy myślimy o naszej pierwszej miłości, wszyscy odczuwamy mieszankę emocji, która może być trudna do wyjaśnienia. Ale dlaczego, pomimo tego, że kochaliśmy po raz pierwszy 5, 10, 15, a nawet 50 lub więcej lat temu, wielu z nas nadal o niej myśli?

Oto 8 powodów, dla których nasze pierwsze miłości są niezapomniane

1. Pierwsza miłość ma siłę

Gdy zakochujesz się po raz pierwszy, czujesz, jak ziemia się trzęsie. Nagle zdajesz sobie sprawę, że troszczysz się o kogoś innego w sposób, który nie do końca rozumiesz i którego się po sobie nie spodziewałaś. Mimo że jesteśmy świadomi istnienia miłości, pierwszy raz, gdy doświadczamy jej osobiście, otwiera się przed nami świat możliwości i podniet, połączonych z nutą strachu. Ten świat jest niepodobny do niczego, co czuliśmy wcześniej. I to wszystko sprawia, że osoba, którą tą pierwszą miłością obdarzyliśmy już na zawsze ma swoje miejsce w naszej pamięci.

2. Serce złamane po raz pierwszy boli najmocniej

Jedyną rzeczą, która rywalizuje z intensywnością pierwszej miłości, jest ból pierwszy raz złamanego serca. Dla tych, którzy nie pozostali ze swoją pierwszą miłością do końca życia, zakończenie tego związku było prawdopodobnie bardzo bolesne, niezależnie od tego, kto zainicjował koniec i czy był on polubowny. Trudno jest puścić swoją pierwszą miłość, odejść od tych wczesnych uczuć, które były niemal magiczne. Wysiłek, jaki musimy włożyć w przetrwanie tej sytuacji i odczuwany ból prawdopodobnie pozostaną z nami na całe życie.

3. Pierwsza miłość jest niewinna

Wolna od manipulacji, rozwijająca się samoistnie z biegiem czasu. To nie było coś, co próbowałaś zrobić, to się po prostu stało. To naprawdę wyjątkowe. Po naszej pierwszej miłości jesteśmy wysoce świadomi, czego pragniemy w każdym kolejnym związku. Możemy wywierać większą presję na te relacje, żeby uzyskać coś, co przeniesie nas z powrotem do tych pierwszych uczuć.

4. Pierwsza miłość niesie ze sobą inne pierwsze razy

Twoja pierwsza miłość prawdopodobnie nie była jedynym pierwszą rzeczą, jakiej wtedy doświadczyłaś. Niezależnie od tego, czy był to pierwszy pocałunek, czy utrata dziewictwa, te fizyczne pierwsze są również wspomnieniami, które zwykle nosimy ze sobą przez całe życie. Nawet jeśli było niezdarnie lub niewygodnie, na większość tych wspomnień patrzymy się z pewną czułością. Pierwsza miłość to nowe rzeczy, nowe uczucia i nowe wyzwania. Pierwsza miłość to kamień milowy w rozwoju osobistym.

5. Pierwsza miłość to pierwsze „My”

Chociaż być może już wcześniej identyfikowałeś się jako część pary, twoja pierwsza miłość jest często pierwszym momentem, w którym naprawdę poczułaś się częścią „nas”. Może to oznaczać, że po raz pierwszy podjęłaś decyzje na podstawie tego, co miało sens dla ciebie jako części pary, a nie dla ciebie jako jednostki. Być może w obliczu decyzji nadałaś priorytet myślom, opiniom lub uczuciom drugiej osoby, rezygnując ze swoich potrzeb.

6. Pierwsza miłość to wspomnienie młodości

Z biegiem czasu myśli o twojej pierwszej miłości nie odnoszą się tylko do niej, ale do miejsca, w którym byłaś w tym momencie swojego życia. Powracają wspomnienia z młodości, z czasów, które mogą wydawać się o wiele prostsze i bardziej kolorowe, gdy spojrzymy na nie z perspektywy czasu. Tęsknota za pierwszą miłością może reprezentować tęsknotę za powrotem do tych prostszych czasów.

7. Pierwsza miłość cię zmieniła

Przyznasz, oboje wywarliście na siebie nawzajem wpływ. Pierwsza miłość jest często naznaczona okresem osobistego rozwoju, czasem nowych doświadczeń i stawiania czoła własnym lękom. W rezultacie ta relacja pomaga kształtować to, kim jesteś i jak poruszasz się po świecie.

8. Pierwsza miłość zdarza się tylko raz

Pierwsza miłość już zawsze będzie z nami, bo… była pierwsza. Może się zdarzyć tylko raz w życiu, co czyni ją wyjątkowym w swojej wyłączności. Bez względu na to, kogo później kochasz lub jak bardzo się zmienisz, twoja pierwsza miłość zawsze będzie pierwsza, już na zawsze.

 


Lifestyle

„Żona. Mój wzór i idolka. Nauczycielka życia. Zrozumiałem to późno, ale nie za późno”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
18 września 2021
 

To nie jest historia zdrady, uniesienia z inną kobietą, a potem wracania, jak pies z podkulonym ogonem.

Nie zdradziłem nigdy kobiety, z którą jestem już kilkanaście lat.

Ale byłem nielojalny w inny sposób. Nie doceniałem, bagatelizowałem, nie zauważałem.

I nie dlatego, że nie mamy równego podziału obowiązków – mamy i chyba mieliśmy.

Nie dlatego również, że byłem złym ojcem. Nie, ojcem jestem dość dobrym. Piszę dość, bo jednak facet wychowany bez ojca, z silną matką, z matką bohaterką– musi się uczyć rodziny. Miłości, uwagi, obecności.

Gdybym trafił na inną kobietę, być może to by nie wyszło. Być może szamotalibyśmy się w swoim lęku, ranili siebie nieustannie, a potem każde z nas uciekłoby z tego związku z przekonaniem, że gdzieś indziej będzie nam lepiej, będziemy mieli pełnie.

Tak to raniłem ja. Nieuwagą. A ona była.

Dwa lata temu powiedziała, że już dłużej nie może. Że ma poczucie nieustannego dawania energii, a to nie idzie w drugą stronę. Że chce iść na terapię.

Nie rozumiałem. Przecież pracowałem, ogarniałem dom, zajmowałem się dziećmi. Dla mnie wszystko działało. Byłem zły, że się czepia. Myśl o terapii wydała mi się absurdem. Po co rozmawiać z obcą osobą o swoim związku? Ja nawet z bliskimi o nim nie rozmawiam. Po co robić to, gdy wszystko gra.

Ale żona się uparła. Zrobiłem to dla niej.

Czułem opór i bunt, ale jednak to zrobiłem. Te pierwsze spotkania to był jakiś koszmar, czułem się, jak obrzygane gówno, bo ona wylewała na mnie wiadro pretensji. Jakbym rozmawiał z inną osobą, słuchał innej osoby.

Tutaj szacunek dla naszego terapeuty, starszego faceta, doświadczonego. Był jak najlepszy mediator. Pozwolił, żebyśmy nie spłonęli we własnym ogniu.

Trudno opisać dwa lata terapii, nasz upór, żeby nad sobą pracować (tak, mój w końcu też), spotkania na Skypie. Ale teraz jest już inaczej. Naprawdę. Widzę swoje błędy. I dziś doceniam swoją żonę za.

Czułość

Tego jej najbardziej brakowało. Dotyku. Uważała, że pragnę go tylko w seksie. Nie do końca tak było, ale rzeczywiście bliskość fizyczna w codzienności nie była mi specjalnie potrzebna. Chciałem mieć ją w nocy.

Terapia pozwoliła mi zajrzeć we mnie. Wrócić do nieobecności fizycznej ojca i nieobecności emocjonalnej matki – bo ona miała troje dzieci oprócz mnie i pracowała na trzech etatach, żeby nas utrzymać. Nie dawała nam za wiele czułości. Nawet teraz, gdy to piszę, mam w gardle gule – choć nigdy wcześniej nie umiałem o tym gadać.

Uświadomiłem sobie, że to żona, jako pierwsza osoba w moim życiu, dała mi czułość. Bezwarunkową czułość, nie tylko tę fizyczną, ale też psychiczną. Była przy mnie niezależnie od wszystkiego, zawsze tak samo uważna i słuchająca.

Ja raczej byłem jak moja mama:  chciałem załatwiać, działać. To dla mnie było wsparcie. Nie bardzo też umiałem słuchać.

Rodzicielstwo

Była i jest moim przewodnikiem w tym świecie. Jest świetną matką. Czułą, uważną, potrafiącą dać dużo wolności, a zarazem postawić granice.

Patrzę na nią i czasem myślę, że moje rodzicielstwo to błądzenie z zawiązanymi oczami, gdyby nie ona – nigdzie bym nie doszedł.

Nauczyła mnie fajnej miłości do syna – nie dopingowania, ale też odpuszczania. Mówienia o emocjach. Raczej wciąż jestem w tym słaby, ale próbuję. Syn znał ojca tylko jako kompana do piłki, nart, pomocy w matematyce i fizyce. Teraz częściej mi się zwierza, potrafimy się przytulić, co kiedyś wydawało mi się takie… nie wiem, nieistotne. Bo przecież świat męski to działanie.

Pokazuje mi też, jak kochać córkę – co już jest mega wyzwaniem. Nasza córka powoli staje się nastolatką i kiepsko radziłem sobie z nagłą utratą ukochanej córeczki. Teraz po prostu zaczynam ją obserwować i pozwalać na bunt, nie gaszę jej.

Zrozumiałem, że to gaszenie jej to też lęk przed utratą miłości. Bez terapii i mojej żony, w życiu by mi to nie przyszło do głowy.

Dobrą, bezpieczną codzienność

Dla kogoś, kto najpierw drżał przed agresją pijanego ojca, drżał o matkę i młodsze rodzeństwo, a potem drżał, czy ojciec któregoś dnia nie wróci, nie rozwali siekierą drzwi, nie pozabija nas, stabilność to raj.

Wesołe śniadania, rodzinne weekendy, wspólne oglądanie filmów, przewidywalność. Rodzinne święta, gdzie nikt się nie upija, nie ma afer i pretensji.

Moja żona pokazała mi takie życie. Za to jestem jej bardzo wdzięczny.

Rozmowy

Nie miałem słów za coś istotnego. Ale ona mi pokazała, że można gadać, mówić o tym, co się czuje i tak jest łatwiej.

Nie jestem w tym mistrzem, nie będę, ale już nie bagatelizuję tego.

Przyszłość

Przed poznaniem jej były takie momenty, że nie widziałem przyszłości. Nie to, że miałem myśli samobójcze. Raczej przyszłość wydawała mi się szarą plamą, wielką mgłą, w którą muszę wejść, bo nie mam wyjścia. Ale i tak nic nie zobaczę.

Dzięki żonie przyszłość nabrała kształtów. Była naszymi dziećmi, domem, o którym marzyliśmy, wakacjami, nową pracą. Wszystko widziałem i wiedziałem, gdzie mam dojść.

Nawet teraz widzę naszą przyszłość – kiedyś dzieci odejdą, zostaniemy sami, będziemy na wakacje jeździć jesienią, dobrze się razem bawić.

Z nią wszystko jest radosne.

Dziękuję też mojej żonie, że dzięki niej zrozumiałem, że te wszystkie wyżej wymienione rzeczy nie są takie oczywiste. Że na to nie może pracować jedna osoba.

Buziaki K,

Twój M.


Lifestyle

„Ciągnie się coś za nami, czego nie można nazwać ani miłością, ani przyjaźnią, ani romansem. To jest pierwsza miłość, po prostu…”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
17 września 2021
fot. malerapaso/iStock

Zaczynam się uzależniać. Ja, taka niezależna, wolna, bezkompromisowa. Swoja. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, że można tak tęsknić za messengerowym – „co słychać?”. Wiedziałam, że mnie znajdzie, że będzie dociekał, wyjaśniał, wracał… Wracał do lat, kiedy byliśmy razem. Po co? Każde z nas ma swoje rodziny, poukładane życie, dzieci, swoje marzenia. I jak widać – tęsknoty wspólne. Czy robimy coś złego, że wspominamy?

Pierwsza miłość – zapiski nikomu niepotrzebne

ON: „Najbardziej mnie wkurwia to, że chyba zawsze będę Cię kochać, trochę Cię nienawidzę przez to, że jestem Twoim niewolnikiem…”

Otwieram oczy ze zdumienia, nigdy nie był tak szczery ze mną, jak to możliwe? Nie widzieliśmy się 15 lat, nie wydarzyło się nic od kiedy rozjechaliśmy się po Polsce. Przyznaję, zostaliśmy rozdzieleni wbrew sobie. Taka profilaktyka rodzicielska przed niechcianą ciążą zamiast edukacji i rozmowy. Wtedy, 30 lat temu, myślałam, że skończył się świat. Jak widać jego też.

ON: Nie pytaj mnie więcej o to… sam nie wiem… kocham moje dziewczyny, wszystkie, jak nikogo na świecie, ale Ciebie też kocham i nie potrafię sobie z tym poradzić, sorry… kocham Cię i to pewnie się nie skończy.

Pytam, jak można tak żyć?

ON: „Sam nie wiem, Ty jesteś we mnie, żyjesz we mnie…”

Tak. Potrafię to zrozumieć, bo choć sama nie wiem, jak to możliwe, doskonale pamiętam każdy fragment jego ciała. Mocne ramiona, gładkie plecy. Byliśmy opętani pragnieniem nieustannego kochania się, całowania, bycia w sobie. Niewiarygodne.
Wierzę mu. Mnie chowa w myślach, idealizuje, żonę trzyma w ramionach. Znane przypadki, męczące na dłuższą metę. Boję się spotkania z nim, bo wiem, że kiedy się rozjedziemy, tęsknić będziemy już zawsze. I wszystko zacznie się od nowa. Zdecydowanie dużo lepszy jest taki rodzaj abstrakcji – jestem dla niego idealna, on dalej pamięta mnie jako nastolatkę, czas stanął w miejscu…
Nieźle się ubawiłam, kiedy stwierdził, że „ze mną to już nawet nie zdrada”.

ON: „Znalazłbym Cię wszędzie, ale nie wiedziałem, czy tego chcesz…”

Czy chciałam? Próbuję przypomnieć sobie tamte lata. Na pewno nie myślałam już o nim i nie zdawałam sobie sprawy z tego, że w ogóle może mnie szukać. To jeszcze gorsze niż pisanie listów, które nigdy nie doszły, a potem zwinięte w jedną paczkę – wracają do adresata. Takie są teraz jego wiadomości: pełne żalu, tęsknoty, rozczarowania sobą, że nigdy nie powalczył o mnie do końca. Że za szybko odpuścił. Ale na boga, mieliśmy po 19 lat…

***

Nie lubi, jak w korespondencji ze mną pojawia się temat związany z żoną. Natychmiast się wycofuje i odpowiada zdawkowo. W naszej korespondencji jesteśmy tylko MY, matrixowa enklawa. W tym świecie mamy „swoją rodzinę”, swoje tajemnice, marzenia, wyobrażamy sobie różne sytuacje, jesteśmy razem, jakby nigdy nic. Czy to chore? Sama nie wiem…

Pytam, jak mu minął weekend.

ON: Dobrze.

Nie jest wylewny, albo może inaczej: jest oszczędny w słowach. Zresztą, niektóre trafiają bezbłędnie w sedno. Napisałam dzisiaj, że za nim tęsknię. Żeby mu było miło. I żeby wiedział, że zawsze tęsknię, ale musi tak zostać. Nie zobaczymy się nigdy.

ON: Dobra.

Odpisał jednym słowem. Jednym… nie żadne: dlaczego, umrę, jeśli się nie zobaczymy, uschnę, błagam, tylko nie to… Dobra. Po prostu – „dobra”.

ON: „Myślałaś kiedyś o tym, że możesz znaczyć dla kogoś więcej niż Ci się wydaje?”

Nie myślałam, bo nie znaczyłam nigdy więcej, niż mi się wydawało. Sama decydowałam o tym, jak dużo miałam znaczyć …

ON: Co słychać?

– Nic. Smutno mi.

ON: Martwię się, kiedy jest Ci smutno.

Dziwne się czuję, kiedy tak pisze. Czasem racjonalizuje mu te jego uczucia, nie chcę, żeby się tak męczył, tłumaczę.

ON: „Skąd wiesz, co jest dla mnie dobre? Dlaczego uważasz, że to niemożliwe że Cię kocham? Nie zabieraj mi tego, nic o mnie nie wiesz!

To prawda. Nie wiem. Nie mam zielonego pojęcia co lubi, co je na śniadanie, na co ma alergię, jakim jest ojcem. Nie wiem nic. Pewnie dlatego wydaje się idealny. I z całą pewnością on podobnie myśli o mnie. Wspomina i kocha, myśli że jest obecny.

***
Odeszli od siebie z powodu nieustaleń
Zgubili adresy i zapomnieli twarzy
Wracali do wspomnień co najwyżej z uśmiechem
Po którejś tam wódce kiedy robi się gorzko

Nie – ani ich pociąg ani też katastrofa
Ani deszcz też nie złączył To było bezpowrotne
To że bardzo kiedyś z powodu nieustaleń
Odeszli od siebie na dwa bieguny mostu
(Stanisław Grochowiak)

Z powodu nieustaleń… tak właśnie było z nami, M., dlatego tak siedzimy w sobie, gdybyśmy chociaż się pokłócili, znienawidzili, zrobili złe rzeczy, byłoby łatwiej.

A tak, ciągnie się coś za nami, czego nie można nazwać ani miłością, ani przyjaźnią, ani romansem. To jest pierwsza miłość po prostu… Przepraszam Cię za tę nostalgię, siedzę nad książką i lubię pogrzebać w przeszłości, zwłaszcza kiedy trwa…

 

 


Zobacz także

Najbardziej kocham swoje dzieci, gdy… śpią u dziadków

Najbardziej kocham swoje dzieci, gdy… śpią u dziadków

Siostrzane więzi – co daje im siłę, a co je osłabia

Jak zerwać z telefonem, czyli kiedy nie możesz się oderwać od małego ekranu