Lifestyle Psychologia

7 rytuałów kobiecego szczęścia. Czy dbasz o ich jakość?

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
29 marca 2016
Fot. Snapwire/ /lizzie guilbert / CC0 Public Domain
 

Ktoś powiedział mi kiedyś, że tak kobiety jak i mężczyźni, mają swoje osobiste rytuały, kilka powtarzalnych zachowań, które pomagają im zorganizować sobie świat i przestrzeń wokół, oswoić codzienną rutynę i poczuć się szczęśliwymi ludźmi. Pewnie dla każdego z nas jest to coś innego, coś bardzo osobistego, coś co pozwala zatrzymać się na chwilę i poczuć spokój, albo odwrotnie, przypływ rozpierającej nas energii.

Ja lubię wstać bardzo wcześnie, zanim cały dom obudzi się do życia, zaparzyć kawę i usiąść na chwilę w fotelu przy oknie, owinięta ciepłym, miłym w dotyku pledem. To jest moja, bardzo osobista chwila szczęścia, moment w którym jestem tylko dla siebie i swoich myśli. Mój, niecodzienny rytuał.

Gdybyśmy jednak mieli stworzyć bardziej uniwersalną listę kobiecych rytuałów, które zagwarantują nam szczęśliwe i dobrze zrównoważone życie, powinniśmy umieścić na niej:

1. Rytuały miłości i dotyku

Bliskość, emocjonalna i fizyczna, okazywane sobie z zaangażowaniem i dbałością o szczegóły mają na nas zbawienny wpływ. Co ważne, odczuwamy ten efekt niemal natychmiast. Badania pokazują, że aktywne życie seksualne zmniejsza kobiecą depresję i lęk. Dodatkowo, udane życie miłosne zwiększa naszą kobiecą samoocenę, zmniejsza stres i wpływa pozytywnie na jakość naszego snu.

Podobnie jest z czułym, wspierającym dotykiem. Rodzimy się z potrzebą bycia dotykaną. Dziecko, którego nie przytulamy rozwija się wolniej. Dotyk daje nam ciepło, przekazuje komunikaty o bezpieczeństwie, zapewnia, że jesteśmy ważne. Ponieważ obniża nam także poziom hormonu stresu, kortyzolu, nasz organizm interpretuje wspierający dotyk jak zapewnienie tej drugiej osoby: „Jestem tu dla ciebie.” Tego właśnie pragniemy, prawda?

2. Rytuał dobrego snu i odpoczynku

Od tego jak realizujemy ten rytuał zależy nasze samopoczucie, a w konsekwencji stosunek do najbliższych: do dzieci, partnera. Ważne, by naszemu zasypianiu towarzyszyły powtarzalne, wyciszające czynności: ciepła kąpiel, uspokajająca lektura, spokojna rozmowa z bliską osobą.

Wieczorne odprężenie, ale także chwila rozluźnienia w ciągu dnia pozwalają nam zachować zawsze jakieś pokłady energii, zebrać myśli, które czasem biegną w naszej głowie bez ładu i składu, a w końcu zrozumieć, że i my potrzebujemy odpoczynku i uświadomić to naszym dzieciom i partnerom.

3. Rytuał aktywności fizycznej

Kobiece ciało jest w ciągu swojego życia eksploatowane w szczególny sposób. Zachodząc w ciążę i rodząc dzieci odczuwamy to jeszcze mocniej. Regularna dbałość o formę jest koniecznością. Przypiszmy  tej konieczności właściwie znaczenie: tu chodzi o nas, o nasze samopoczucie, o czułość, którą możemy podarować same sobie.

4. Rytuały społeczne i towarzyskie

Nawet jeśli pracujemy w domu lub/i mamy bardzo małe dzieci, wszystkie (w różnym stopniu) potrzebujemy kontaktów z innymi ludźmi. Pragniemy także pozytywnych, łączących relacji z najbliższymi. To one pozwalają nam się rozwijać, akceptować i rozumieć różnice w poglądach i podejściu do życia oraz przetrwać momenty ogromnego, fizycznego i psychicznego zmęczenia, jakie zdarza nam się odczuwać.

5. Rytuał fizyczności

Czyli dbania o swój wygląd fizyczny. Bo on jest ważny. Wiedząc, że wyglądamy dobrze (oczywiście bez popadania w przesadę) czujemy się lepiej, wzmocnione dodatkowym atutem. Pomyślcie o tym jak zbawienny wpływ potrafi mieć na naszą psychikę wizyta u fryzjera lub kosmetyczki.

6. Rytuał wspólnoty

Proste gesty świadczące o tym, że nie żyjemy w próżni, że gdzieś „należymy”. To może być cotygodniowy telefon do przyjaciółki, przynależność do jakiejś grupy ludzi o wspólnych zainteresowaniach, ale także silne poczucie więzi rodzinnych. Odnajdywanie siebie na mapie swojej osobistej planety.

7. Rytuał koncentracji na swoim wnętrzu

Bo czas spędzony na tym, by lepiej zrozumieć siebie, swoje potrzeby i zależności w jakich się znajdujemy to najlepsza inwestycja. Każdy potrzebuje takich momentów głębszej refleksji nad sobą, nad swoimi decyzjami i życiowymi wyborami.

Większość z tych rytuałów jest w naszym życiu obecna. Nie chodzi tu jednak jedynie o ich obecność, ale przede wszystkim o jakość. Zadbajmy o to, by była satysfakcjonująca.


Lifestyle Psychologia

Jak radzić sobie w relacjach z toksycznymi ludźmi?

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
29 marca 2016
Fot.Picjumbo/Viktor Hanacek / CCO
 

Choćbyśmy nie wiem, ile sił i energii włożyli w unikanie relacji z kłamcami, manipulatorami, plotkarzami, to nie ma sposobu, żeby na pewnym etapie naszego życia ich nie spotkać. Takiej relacji nie unikniemy i pewnie szybciej czy później przyjdzie się nam z nią zmierzyć.

Toksyczni ludzie stawiają na pierwszym miejscu swoje potrzeby, prawdopodobnie wynika to z ich bardzo niskiego poczucia bezpieczeństwa, dlatego dążą do tego, by w innych wzbudzić niepokój, wprowadzić element niestabilności w czyjeś życie, zatrzymać naturalną potrzebę zmian, realizowania swoich celów. Przyciągają do siebie i trzymają kurczowo cały czas podsycając uczucie niepewności w innych.

Często bywa tak, że na początku nie zdajemy sobie sprawy z tego, że tkwimy w toksycznej relacji. Owszem jest w nas niepokój, nie wiemy co powiedzieć, jak się zachować, bo niekontrolowane wybuchy emocji drugiej strony blokują nas w relacji, sprawiają, że nie czujemy się komfortowo.

Czasami jedynym wyjściem jest ograniczenie kontaktów, ale nie zawsze jest to możliwe, bo wśród toksycznych osób może być na przykład ktoś z naszej rodziny, albo z pracy. Jak radzić sobie w tak trudnej dla nas relacji? Jest kilka sposobów.

Jak radzić sobie w relacjach z toksycznymi ludźmi?

Nie skupiaj uwagi

To częste dla manipulatorów. Zaczepiają cię z błahego powodu, z lekkim pytaniem, czy prośbą. Często jest to dla nas na pierwszy rzut bezpieczne, ale trzeba pamiętać, że dla toksycznych ludzi najważniejsze jest skupienie na sobie naszej uwagi. Dlatego zdawałoby się banalne pytanie może przerodzić się w trudną dla nas dyskusję.

Stawiaj granice

Ważne, żeby nie dawać się w ciągać w grę, w którą gra taka osoba. Stawianie granic sprawi, że nie damy się wciągnąć w dyskusję, w działania. Sygnał: „wysłucham cię, ale do pewnego określonego momentu” sprawi, że będziemy mogli bezpiecznie wyplątać się z niekomfortowej sytuacji. Podobnie w innych obszarach naszego życia, nie tylko w rozmowie.

Nie ufaj

Bardzo często manipulanci próbują zdobyć nasze zainteresowanie zdradzając nam sekrety na temat innych ludzi, wciągając w nas plotkarskie rozmowy. Jeśli mówią nam o innych, to z pewnością o nas mówią też. Ważne, by nie dać się wciągnąć w zwierzenia, bo nagle okaże się, że twój problem omawiany jest na forum publicznym.

Pokazuj, że masz przyjaciół

Bardzo często relacje z toksyczną osobą osłabiane są przez przyjaciół, na których możesz polegać i którym możesz ufać. Warto na nich się skupić, czerpać od nich spokój, akceptację i zrozumienia. Często to pokazuje nam, co jest filarem tej relacji, o której długo nie sądziliśmy, że może nosić znamiona manipulacji.

Nie stawaj po żadnej ze stron

Zdarza się, że toksyczni ludzie stawiają nas pod murem. Każą wybierać na tu i teraz, opowiedzieć się po jednej ze stron konfliktu, czy danej sytuacji. Nie można dać się wciągnąć w taką walkę. Toksyczne osoby dążą do wywołania kłótni, karmią się konfliktem, żądają deklaracji, czy jesteś po ich stronie. Nie wiesz, jak ewakuować się z takiej sytuacji? Wystarczy powiedzieć: „Mnie to nie dotyczy”. I odsunąć się.

Zadawaj zamknięte pytania

Jeśli potrzebujesz od takiej osoby uzyskać konkretne deklaracje, zobowiązać ją do czegoś, to nigdy nie zadawaj otwartych pytań. To mistrzowie manipulacji i unikania konkretnych odpowiedzi. Najczęściej odpowiadają pytaniem na pytanie – jeśli damy im taką możliwość lub zaczynają snuć jakąś wizję, w efekcie pozostawiając nas bez odpowiedzi. Jeśli już potrzebujesz usłyszeć coś konkretnego, zadawaj pytania, na które można udzielić jednoznacznej odpowiedzi: „tak” lub „nie”.

Nie daj ponieść się emocjom

Manipulatorzy chcą deklaracji emocji, uczuć, poglądów natychmiast. Jeśli czujesz, że jest wywierana na tobie presja, że za chwilę stracisz kontrolę nad swoimi emocjami i powiesz coś, co może kiedyś zostać wykorzystane przeciwko tobie – wycofaj się. Powiedz, że porozmawiacie o tym kiedy indziej. Daj sobie czas, a pewnie już nigdy nie wrócicie do tej rozmowy.

Dąż do rozwiązywania problemów

Nie skupiaj się na problemie, nie analizuj go w nieskończoność i nie dawaj możliwości powrotu do niego. Po prostu znajdź rozwiązanie, by móc iść do przodu. Tylko taki sposób działania sprawi, że toksyczna relacja nie będzie cię ograniczać.

W toksycznych relacjach można funkcjonować, można sobie z nimi radzić, ważne jednak by wiedzieć w jaki sposób to robić i jak ograniczać wpływ tej drugiej osoby na nasze życie i na nasz nastrój.


Lifestyle Psychologia

Dlaczego nie mogę zajść w ciążę?

Redakcja
Redakcja
29 marca 2016
Czasowa niepłodność to dzisiaj fachowo nazywany problem z zajściem w ciążę. Jest czymś zupełnie innym niż bezpłodność, co często bywa mylone. Niepłodność można wyleczyć.
Fot. iStock / Willie B. Thomas – Czasowa niepłodność to dzisiaj fachowo nazywany problem z zajściem w ciążę. Jest czymś zupełnie innym niż bezpłodność, co często bywa mylone. Niepłodność można wyleczyć.

Plan na życie? Karolina obmyśliła go jeszcze jako nastolatka. Najpierw studia i praca, potem poważny związek z dojrzałym emocjonalnie partnerem oraz dziecko. Od małego kierowała się zasadą „chcieć to móc”, dlatego nie była zaskoczona, że do pewnego momentu wszystko układało się po jej myśli. Studia inżynierskie skończyła z wyróżnieniem, pracę znalazła tydzień po obronie, a poznany podczas urodzin przyjaciółki Maciek okazał się świetnym materiałem na męża i ojca. „Miałam 25 lat, a moje życie było mocno poukładane”, wspomina Karolina, dziś 33-latka. „Koleżanki pytały, czy nie za wcześnie na stabilizację, ale ja nie miałam wątpliwości, że mój plan na przyszłość ma sens. Przez najbliższe trzy lata chciałam nacieszyć się życiem w parze, potem mieliśmy zacząć ‚Projekt dziecko’. Co mogło pójść nie tak?”

Mamy czas!

Pierwsze miesiące starań o dziecko minęły błyskawicznie. Maciek po cichu niepokoił się brakiem efektów, ale Karolina – wieczna optymistka – była spokojna. W jej rodzinie nie było nigdy problemów z płodnością, prawie nigdy nie chorowała, a miesiączka pojawiała się regularnie co miesiąc. Zajście w ciążę to tylko kwestia czasu, przekonywała męża, podsuwając mu przykłady znajomych, które urodziły po 35. lub 40. roku życia. Rzecz jasna, nie chciała czekać tak długo z ciążą i macierzyństwem, ale świadomość, że ma przed sobą wiele płodnych lat, działała na nią uspokajająco.

Koniec z czekaniem

Pierwszy kryzys miał miejsce po roku bezowocnych prób. Karolina nadal robiła dobrą minę do złej gry, ale Maciek miał dość. O ile na początku chętnie omawiał z żoną wystrój dziecięcego pokoiku i nawet nie przewracał oczami, gdy wracała z zakupów z torbą pełną niemowlęcych ubranek („Dziwnym trafem zawsze była jakaś promocja…”), z każdym tygodniem coraz rzadziej poruszał temat ciąży. Choć nie mówił tego wprost, zaczął wątpić, czy uda im się począć dziecko bez ingerencji medycznej. Nadal miał nadzieję, że zostaną rodzicami, ale nie zamierzał czekać na cud w nieskończoność.

Gdy Karolina dostała kolejną miesiączkę, zadzwonił do kliniki leczenia niepłodności i umówił siebie oraz żonę na wizytę u specjalisty. „Nie spodziewała się, że to ja zrobię pierwszy krok, ale mamy przecież XXI wiek i łatwy dostęp do informacji”, zauważa Maciek. „Kilkadziesiąt lat temu mógłbym nie wiedzieć, czym jest cykl owulacyjny, ale teraz? Oboje chcieliśmy mieć dziecko, dlatego nie widzę powodu, dla którego nie miałbym przejąć inicjatywy w chwili, gdy ewidentnie mieliśmy problem z zajściem w ciążę.”

Zdaniem lek. med. Marcin Trzeciaka, specjalisty ginekologa-położnika z kliniki leczenia niepłodności InviMed we Wrocławiu, rok nieefektywnych starań o dziecko w przypadku pary po trzydziestce wystarczy, by poważnie rozważyć konsultacje ze specjalistą: „Przyczyn niepłodności może być wiele, od zaburzeń cyklu po obciążenia genetyczne, dlatego nie warto zwlekać z wizytą u lekarza, zwłaszcza że znalezienie źródła problemu nie zawsze jest proste”. Jeśli kobieta ma 35 lat lub więcej, o wizycie w ośrodku leczenia niepłodności najlepiej pomyśleć jeszcze wcześniej, po sześciu miesiącach bezowocnych starań o dziecko”.

Diagnoza – chwila prawdy

Badaniom diagnostycznym zawsze poddawani są oboje partnerzy jednocześnie, nawet jeśli u pacjentki – jak u Karoliny – nie występują objawy typowe dla endometriozy (m.in. silne bóle miesiączkowe, dolegliwości bólowe podczas oddawania moczu, zmęczenie) ani zespołu policystycznych jajników (zaburzenia miesiączkowania, nadmierne owłosienie, trądzik, łojotok), czyli chorób, które często powodują niepłodność u kobiet.

Wyniki pierwszych badań otrzymali szybciej niż się spodziewali. Już po trzech dniach od pobrania materiału od Maćka, proste i bezbolesne badanie nasienia wykazało, że jego parametry znacząco odbiegają od norm Światowej Organizacji Zdrowia. Plemników było za mało, w dodatku nie były szczególnie ruchliwe. W tej sytuacji szanse na zapłodnienie drogą naturalną były bardzo niskie.

Dużo lepsze wiadomości przyniosły badania, które wykonano u Karoliny. Tak jak podejrzewała, owulacja przebiegała u niej bez zastrzeżeń, a stan rezerwy jajnikowej – ważny wskaźnik płodności u kobiet – prezentował się wzorcowo.

Badanie plemników – wersja zaawansowana

Zwykłe badanie spermy wykryło sporo nieprawidłowości, ale nie ujawniło, czy plemniki Maćka mają prawidłową budowę, dlatego konieczne było przeprowadzenie jego rozszerzonej wersji. Znów wynik badania pozostawiał wiele do życzenia – wysoki odsetek plemników był uszkodzony lub miał wady budowy, które mogły utrudniać lub wręcz uniemożliwić zapłodnienie i właściwy rozwój zarodka. Na szczęście klinika in vitro, w której wykonywali badania diagnostyczne, oferowała badanie MSOME-6600, pozwalające na odnalezienie zdrowych plemników dzięki ponad 6000-krotnemu powiększeniu próbki ejakulatu. Starannie wyselekcjonowane plemniki są następnie wykorzystywane do zapłodnienia metodą in vitro.

„Jeszcze kilka lat wcześniej pary takie jak my mogły zastosować nasienie dawcy”, mówi Karolina. „My nadal mieliśmy szansę na wspólne biologiczne dziecko, dlatego wiedziałam, że musimy spróbować”. Było warto. Dziś ich synek ma prawie trzy lata i choć z wyglądu jest wierną kopią mamy, usposobienie i charakter ma po Maćku.

Plan Karoliny nie przewidywał wprawdzie wizyt w klinice leczenia niepłodności ani in vitro, ale życie nie zawsze przebiega zgodnie z założeniami. Dziś ani ona, ani Maciek, nie mają wątpliwości, że decyzja o odwiedzeniu specjalisty była słuszna, a leczenie niepłodności warto powierzyć ekspertom (renomowane kliniki łatwo znaleźć także przez internet, wpisując w wyszukiwarkę takie hasła jak „in vitro Poznań”, „leczenie niepłodności Wrocław” czy „klinika leczenia niepłodności Gdynia”).


Artykuł powstał we współpracy z Invimed

 


Zobacz także

Czasami warto zaufać

Dlaczego wstydzimy się samotności?

Dieta „antystresowa”. 6 produktów, które uspokoją skołatane nerwy