Lifestyle Psychologia

5 sposobów, by przestać robić z igły widły i skończyć z dramatyzowaniem

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
4 lutego 2017
Fot. iStock/ByeByeTokyo
 

Dramat! Masakra! Katastrofa! Jakże często reagujemy właśnie w ten sposób na napotkane wydarzenia i sytuacje, które… wcale nie są AŻ tak straszne i negatywne. Ale my – nakręceni i na fali naszych wrzących emocji – już widzimy wszystko w czarnych barwach, zaczynamy mnożyć przeszkody i dostrzegać kolejne wady, często de facto nieistniejące lub zupełnie nieistotne dla całego wydarzenia. Czas nieco się uspokoić i przestać robić z igły widły – oto pięć niezawodnych sposobów na to, by skończyć z katastrofizowaniem i zmienić myślenie na bardziej pozytywne.

Nie przesadzaj, trzymaj się konkretów

Jednym z największych błędów myślowych jakie popełniamy jest wyolbrzymianie skutków i konsekwencji negatywnego wydarzenia, które nas spotkało. Błąd w pracy postrzegamy jako totalną porażkę, która zrujnuje naszą karierę i zniszczy nam życie. Kłótnia z koleżanką jest dla nas dramatem, bo wyobrażamy sobie, że wspólni znajomi wezmą jej stronę, ona rozgniewana rozpuści złośliwe plotki, a my zostaniemy czarną owcą w towarzystwie. A po co to tak wybiegać myślami i wyobrażać sobie nieistniejące problemy, tworzyć scenariusze przyszłych zdarzeń? Po co przenosić trudności z jednej sfery naszego życia na pozostałe i wieszczyć kryzys i upadek? Więcej optymizmu i mniej przesady! Trzymajmy się konkretów, bądźmy specyficzni i nie dodawajmy do opisów problemu naszych lęków i wyobrażeń.

Prześpij się z problemem

Dobrze wiemy, że sen to zdrowie, regeneracja i wypoczynek. Jego niedobór sprawia, że ​​jesteśmy bardziej drażliwi i niezdolni do jasnego myślenia, zmienia się także nasza perspektywa na świat i otoczenie. Niewyspani i zmęczeni stajemy się nadwrażliwi na to, co negatywne, lekkie wzniesienie widzimy jak wielką górę, mały problem urasta do rangi katastrofy. Dlatego gdy tylko nasze myśli wydają się być coraz gorsze i ciemniejsze, pomyślmy o odpoczynku i śnie. Dajmy czas naszym emocjom na uspokojenie się, a umysłowi na chwilę wyciszenia i spokoju.

Zrozum, że myśli nie definiują tego kim i jaka jesteś

Nasze negatywne myśli często powodują, że czujemy się źle nie z powodu tego jakie są, ale z powodu tego, że w ogóle się pojawiły – obwiniamy się o pesymizm, wyrzucamy sobie brak pozytywnego podejścia i marudzenie, uważamy, że skoro myślimy w ten sposób, to coś jest z nami nie tak. Ale przecież nie liczy się to, jaka myśl pojawia się w naszej głowie, tylko to, co dalej z nią robimy! Kiedy następnym razem poczujesz się przybita i smutna, zaczniesz widzieć świat w najczarniejszych barwach, poobserwuj swoje myśli, zastanów się skąd się wzięły, co je spowodowało. Zauważ ich istnienie, a następnie pozwól im swobodnie odejść. Poświęciłaś im chwilę, przyjrzałaś się im, a teraz możesz zacząć działać – w końcu to były tylko refleksje, pierwsze reakcje, chwilowe wątki.

Rozłącz teraźniejszość (lub przeszłość) od przyszłości

Często myślimy , a nawet mówimy głośno „już nigdy nie będę szczęśliwa”, „nic dobrego już mnie nie czeka”, „wszystko, co dobre już za mną”. A to poważny błąd! O wiele łatwiej jest nam założyć, że dana sytuacja już zawsze będzie taka, jak teraz, niż wyobrazić sobie konkretne zmiany, uwierzyć w poprawę i progres. Jeśli w przeszłości coś nam nie wyszło, nad czymś straciliśmy kontrolę, to już nigdy nam się nie uda – zatem, po co w ogóle się starać i próbować? Takie myślenie prowadzi donikąd! Postaraj nie skupiać się na tym, co było kiedyś, nie zakładaj, że to co dzisiaj trudne i bolesne będzie trwać wiecznie – rozciąganie problemów na całe swoje życie nie przyniesie nic dobrego.

Rusz się!

Powysiłkowe endorfiny to nie jest mit, ale szczera prawda i recepta na to, by przestać robić z igły widły. Dotleniony po wysiłku fizycznym mózg będzie myśleć sprawniej i bardziej klarownie, a uwolnione przez nasz organizm hormony szczęścia sprawią, że spojrzymy na świat bardziej pozytywnie. Kilka kilometrów przebieżki, runda na rowerze, aerobik albo godzina na siłowni i wielki problem zamieni się w mała niedogodność. Wszak na strapienie najlepsze… ćwiczenie!

Co jeszcze możesz zrobić?

Gdy następnym razem spotka cię trudna sytuacja i poczujesz, że zaczynasz katastrofizować i popadać w rozpacz, spróbuj prostych ćwiczeń, które pomogą ci w zmianie stylu myślenia. Usiądź wygodnie i pomyśl o tych obszarach swojego życia, w których czujesz się dobrze – np. o rodzinie, przyjaciołach, twoich pasjach i hobby. Zastanów się, co przynosi ci zadowolenie, rozśmiesza, rozluźnia, sprawia, że czujesz się bezpiecznie. Nie pozwól sobie na wyolbrzymianie trudności i popadanie w przesadny pesymizm, bo to w niczym nie pomaga – tylko spokojna znajdziesz sposób na rozwiązanie problemu i poprawę sytuacji.


 

Na podstawie: www.psychologytoday.com


Lifestyle Psychologia

Jak poznać, że zależy ci za bardzo?

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
4 lutego 2017
Fot. iStock/SIphotography
 

Oczywiście, ten świat byłby cudownym miejscem, gdyby każdy z nas miał w sobie podobne pokłady życzliwości i współczucia, szczególnie, że żyjemy w bardzo egocentrycznych czasach.  Bywa jednak, że ci życzliwi i mili, ci, którym za bardzo zależy na innym ponoszą same straty, nie otrzymują w zamian dobra, które wysyłają w świat. Jak poznać, że zależy ci za bardzo?…

1

2

 


Na podstawie: powerofpositivity.com

 


Lifestyle Psychologia

Śmierć nie ma litości, nie wzrusza jej młody wiek. Nie słucha historii o ciężkim życiu

Anika Zadylak
Anika Zadylak
3 lutego 2017
Fot. iStock / lolostock

Stoję na cmentarzu, wśród dużej grupy obcych mi ludzi. Nie wiem, czy jest dzień czy noc, bo deszcz wszystko rozmazał. Staram się nie patrzeć w tamtą stronę. Skupić na resztkach brudnego śniegu. Widzę kobietę zgiętą w pół, dziwnie przygarbioną. Jakby, schowaną w sobie. Wiem, kim jest. Jeszcze kilka dni temu, była taka, jak ja. Miała komu zrobić śniadanie, podać leki i porozmawiać. Miała do kogo się uśmiechnąć i zapewnić, że wszystko się ułoży, że będzie lepiej. Była matką. Dziś jest przeszytym bólem cieniem człowieka, który usiłuje się nie przewrócić.

Słyszę, jak łamiącym głosem pyta, czy nie będzie jej tam zimno. Bo w głębokim dole, na który boję się spojrzeć leży trumna. A w niej ciało ukochanej córki, której serce przestało bić… o całe życie za szybko. Wychodzę gdy słyszę, że Bogu była bardziej potrzebna.

Pojechałam wczoraj odwiedzić koleżankę, którą toczy nowotwór. Była bardzo słaba, dlatego jej czytałam. Ona trochę przysypiała, trochę słuchała. Gdy wychodziłam z jej sali, zapytała, czy wierzę w to, że rano jeszcze tu będzie.

– Wiesz, ja mam przecież dopiero 26 lat. Ty w moim wieku, miałaś już dwoje dzieci. Ja mam zrosty na żyłach, łysą głowę i zapewnienia, że gdy przyjdzie ten czas, nie pozwolą mi cierpieć.

Zatyka mnie, usiłuję się nie udusić. I nie wykrzyczeć, że przepraszam!

Za to, że nie doceniam, nie szanuję, nie dostrzegam.

Że głupio i bezmyślnie, szastam i poniewieram.

Odkładam na potem, bo zawsze jest coś ważniejszego.

Odkładam coś najcenniejszego, co możesz stracić wtedy, gdy czas na realizowanie marzeń.

Przecież 19 lat to taki wiek. Randki, matura, wyprowadzka. Pierwsze decyzje, samotne podróże. Romanse, porażki i słońce, każdego dnia. Nawet, gdy pochmurny dzień. Młodość, taka zwyczajna, aż piękna.

I tak czasem nieosiągalna, aż straszna. Bo  spędzasz ją podpięty do aparatury, która pomaga ci oddychać. I czekasz, patrzysz na drzwi, bo wiesz, że za chwilę zamkną się już bezpowrotnie. A potem, gdy rówieśnicy urządzają imprezy urodzinowe, oni dostają świeczkę na pomniku.

I dostajesz w twarz ponownie, zatrzymujesz się i starasz nie myśleć. Zwłaszcza o tym, że wiecznie na coś narzekasz, ciągle ci mało, zawsze nie tak. Jak nie w pracy, to w domu. W miłości albo u kumpli. Bo dopiero teraz widzisz, że takie to zwykłe, aż niezauważalne. A dla niektórych, nieosiągalne. Bo przykuci do szpitalnych łóżek, są każdego dnia obdzierani ze złudzeń. Samotni, zmęczeni chorobą, zrezygnowani.

Co chwilę dowiadują się, o śmierci kolegi czy koleżanki. Przewijają się cyfry, lata, które są ciągle za małe, niezrozumiałe. Bo słyszą 17, 23, 9, 35, 28, 12. I ciągle się boją. Inaczej mój ciężko chory syn, nie żegnałby się tak ze mną, zanim zaśnie.

I gdy ty pakujesz walizkę i pół drogi ględzisz, że siedzenia niewygodne. A potem, że to prawda, co mówią, że nasze morze najdroższe. Lepiej było, jak kiedyś do Egiptu. Albo masz żal do całego świata, że w tym roku wakacje w swoim mieście. Bo tylko kino i dyskoteki, lody w cukierni i koncert w sobotę. I patrzysz z zazdrością na nowe auto sąsiadki, bo twoje ma już trzy lata przecież. A córka brata muzycznie uzdolniona i siostry syn dostał stypendium. A twoje dzieci, takie zwyczajne jakieś, w przeciętnej normie.  I ten mąż też jakiś taki, bez uniesień. Pracuje, dba i kocha chyba nawet. Tylko bez iskier.

Oni też, pakują torby.

Do klinik, szpitali, hospicjów. Zbierają środki na jeszcze jedną szansę, na jeszcze kilka dni. Nigdzie nie byli przykuci do tlenu i wózków. Nie mają nic, prócz nadziei. I cieszą się z każdego, spokojniejszego dnia. Gdy nie trzeba było dzwonić po karetkę. I po księdza. Nawet śniadanie się zjeść udało. I pożartować i jeszcze raz przytulić. I często w pojedynkę, bo iskry wygasły, przy diagnozie dziecka. Wiedząc, że każda chwila może ich rozdzielić, już na zawsze.

Wstyd mi za siebie, że jeszcze wymagam, że ciągle zbyt mało. I czas nie tłumaczy, gdy nie chce się przyznać. Nie odzywać się do siebie latami, tracić rodziny i przyjaciół. Żeby się potem dowiedzieć, że już za późno, już mu nie powiesz. Że żałowałeś, że on miał racje.

Ja wiem, że ona zawsze przychodzi nie w porę, że nie ma odpowiedniego czasu, ani dnia. Że zawsze za szybko, że nikt na nią nie czekał. Nie zatrzyma jej ulewa czy tęgi mróz. Nie ma odległości, jakiej by nie pokonała.  Nie ma też litości, nie wzrusza jej  młody wiek. Nie słucha historii o ciężkim życiu. O tym, które się kończy, nim się zaczęło. Zostawia zgarbione postaci, które były ojcami, siostrami, mężami. I zawsze po kogoś wraca.

– Bardzo często zastanawiam się, co będzie, gdy umrę – mówił Oskar. – Gdy ktoś jest chory tak, jak ja, na nieuleczalną chorobę, to ma przepustkę do nieba.

Miał 11 lat, gdy jego światło zgasło.

 


Zobacz także

Czy ty przypadkiem nie matkujesz swojemu partnerowi w związku? Lepiej sprawdź :) [QUIZ]

Czy przypadkiem nie matkujesz swojemu partnerowi w związku? Lepiej sprawdź :) [QUIZ]

Nie można kochać za bardzo, więc nie bój się, że miłością „zepsujesz” dziecko

Siła podświadomości. Jak uwolnić się od stresu w 15 minut

Siła podświadomości. Jak uwolnić się od stresu w 15 minut