Lifestyle Związek

4 powody, dla których czujesz się znudzona twoim partnerem i związkiem. Może problem leży w tobie, a nie w nim?

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
27 maja 2017
Fot. iStock/Mixmike
 

Nadchodzi moment, w którym przestajesz zaprzeczać i przyznajesz to sama przed sobą: on mnie nudzi. Wracasz do domu, patrzysz na swojego partnera i przeraża cię myśl, że potrafisz precyzyjnie przewidzieć, co do ciebie powie, zanim jeszcze otworzy usta. Łapiesz się na tym, że chcesz by w ogóle się do ciebie nie odzywał. I zaczynasz się zastanawiać, czy to na pewno tak miało być, czy przypadkiem gdzieś, nie czeka ktoś inny, lepszy, bardziej interesujący. Nie „nudny”.

Ale nie zdajesz sobie sprawy, że twoje znudzenie partnerem lub związkiem, może oznaczać wiele, nie zawsze oczywistych rzeczy.

4 powody, dla których partner wydaje nam się nudny

Twoja miłość traci kolory

Może twoje uczucie weszło właśnie w fazę, w której uświadomiłaś sobie kim on naprawdę jest i to, że prawdopodobnie do siebie nie pasujecie. Albo, czujesz, że chcesz się z tego związku uwolnić, stajesz się chłodny, powściągliwy i widzisz swoją partnerkę jako do bólu przewidywalną i nudną osobę. Tymczasem problem leży w twoim wypieraniu braku uczucia, a nie w niej.

Miłość to szalony stan. Na początku towarzyszą mu intensywne doznania, idealizacja partnera, pęd hormonów, tęsknota i wyobrażenia o przyszłym, wspólnym życiu. Potem zaczynasz widzieć nieco jaśniej, wyraźniej. Możesz albo zakochać się jeszcze raz, w tym kim on/ona naprawdę jest, albo rozczarować się i zdać sobie sprawę z tego, że macie z sobą niewiele wspólnego.

Blizny z dzieciństwa

Może trudno w to uwierzyć, ale znudzenie partnerem może mieć swoje korzenie w nieudanym dzieciństwie. Być może nie otrzymałeś od swoich rodziców tyle uwagi i uczucia, ile pragnąłeś od. Byłeś dla nich” niewidoczny” i czułeś, że to twoje rodzeństwo, nie ty, jest dla nich dumą i radością. Próbujesz się teraz chronić, wycofując się z każdej relacji w samotność, dobrze znaną, twoją. Wolisz być sam niż ryzykować bycie z kimś bardzo blisko.

A może byłeś idealizowany i uwielbiany przez rodziców, byłeś centrum ich wszechświata. Kiedy twoja partnerka traktuje cię „normalnie”, nie śpiewa peanów na twoją część i nie wielbi nieustannie, dystansujesz się, co odczuwasz jako irytację i znudzenie twoją drugą połówką.

Destrukcyjna walka o władzę

Zastanów się, czy nie jesteś po prostu zmęczony nieustannymi „przepychankami” o to, kto „naprawdę utrzymuje ten dom”, kto ma wstać w nocy do dziecka lub przeprowadzić z nim rozmowę, gdy nabroiło, a kto ma w danej chwili prawo do odpoczynku.

Nuda może być obroną. Twój umysł nie chce mieć więcej do czynienia z gniewem i rozczarowaniem, więc blokuje emocje i czujesz się znudzony. Uwaga, to bardzo niebezpieczne: to co „niedopowiedziane”, nie „obgadane” problemy mogą przynieść wam obojgu nieszczęśliwe, nudne życie w związku, gdzie każde z was marzy o tym, by być gdzie indziej, z kimś innym. To może trwać latami.

Nuda jako objaw

Nuda nie musi być tylko uczuciem, ale także objawem. Być może cierpisz na nierozpoznaną depresję. Ta choroba zabiera ci witalność i zainteresowanie tymi, których kochasz. Może  rzeczywiście jesteś „tylko” nieszczęśliwa w swoim związku, ale należy pamiętać, że depresja często prowadzi do apatii lub  zatracenia umiejętności odnajdywania szczęścia w rzeczach, które kiedyś dawały nam radość .

Życie w „nudnym” związku nie rokuje niczym pozytywnym w przyszłości. Uczucie znudzenia i zobojętnienia sprawia, że jesteśmy skłonni do zdrad, agresji i frustracji. Warto być ze sobą samym szczerym i nie lekceważyć pierwszych sygnałów znudzenia partnerem i relacją.


Na podstawie: psychologytoday.com

 


Lifestyle Związek

Niebo nie ma limitu. Puść sznurki, które trzymasz w dłoniach i zobacz, co się wydarzy!

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
28 maja 2017
Fot. iStock / SolisImages
 

Tyle gadamy o tym szczęściu, my tyle o nim piszemy. Mówimy – zrób to, zrób tamto, niczego nie musisz, możesz tylko chcieć. Nie spełniaj oczekiwań innych, żyj swoim życiem.

Trudno mi dzisiaj rano wykrzesać coś kreatywnego i lotnego skoro głowa pełna jeszcze myśli po wczorajszym spotkaniu, a w środku pełno emocji. Mam taką przypadłość, że emocje zawsze docierają do mnie z opóźnieniem. Znam co najmniej jedną osobę, która ma tak samo. Wiecie na czym to polega? Dopiero dzisiaj wzruszam się, bo dochodzi do mnie, jak wiele dobra wczoraj doświadczyłam, jak wiele cudownych kobiet spotkałam i jak cudowne było to, że my chciałyśmy wam coś dać, a wy to wzięłyście i z pewnością z tego skorzystacie.

Dlatego tak naprawdę leżąc jeszcze w łóżku (mąż przyniósł mi kawę), to myślę sobie właśnie o szczęściu.

Bo czego tak naprawdę chcemy w życiu, jeśli nie tego, żeby być szczęśliwymi. Z Gosią Ohme jechałyśmy wczoraj rano na spotkanie z wami – kobietami i płakałyśmy obie pół drogi. Dlaczego? Bo włączyłyśmy sobie Zbyszka Wodeckiego, śpiewałyśmy na cały głos wspominając, że dla nas obu to symbol dzieciństwa, to niedzielny Koncert Życzeń, to tańce z tatą na jakiś imieninach… I wtedy Gosia powiedziała: „Zobacz, ludzie tak nagle odchodzą, a nam przy dobrych wiatrach zostało może z 40 świątecznych Wigilii. Z naszymi starzejącymi się rodzicami – może 5, a może 10”. I kiedy zaczynasz czas twojego życia przeliczać na Wigilie, nie na lata, na ilość spotkań z ludźmi, to wpadasz w panikę, bo zaczynasz zdawać sobie sprawę, jak niewiele czasu masz. Coś może się nie wydarzyć, bo już nie zdążysz, jeśli wszystko będziesz odkładać na później, na wieczne jutro, na nieznany nikomu kolejny poniedziałek.

I dzisiaj zbierając myśli i ogrom wiedzy o sobie i ludziach z tego naszego spotkania, myślę sobie, że możemy sobie pisać nawet i tysiąc sposobów na to, jak być szczęśliwą, ale najważniejsze, to chcieć. To powiedzieć sobie: „chcę decydować, chcę stanowić, chcę kłaść się spać każdego dnia z uśmiechem na ustach i z nim wstawać będąc ciekawa, co się wydarzy”. I jasne, że to jest utopia, że tak się nie da każdego dnia. Że musimy mocno obić sobie tyłki, żeby wstać i otrzepać się, i pójść dalej jeszcze bardziej doceniając cud jakim jest życie i to, co wokół nas.

Bo chcieć, to znaczy dopuścić do siebie myśl, że wszystko może się zdarzyć. To pozwolić sobie na porażki, na popełnianie błędów. To w końcu wyciągać rękę po pomoc i chcieć ją przyjąć. Usłyszałam ostatnio od świetnej kobiety, z którą miałam wywiad: „Ja myślałam, że mogę wszystko i moje życie przez 30 lat tak się układało. Mogłam wszystko, realizowałam swój życiowy plan punkt po punkcie, aż pewnego dnia dotarło do mnie, że mam ograniczenia… I to było bardzo bolesne doświadczenie, bardzo”. Bo my z ograniczeń się składamy, choć tak bardzo nie chcemy ich widzieć. Mówimy: oj gdyby dobra mogła się wydłużyć, ja często powtarzam: żeby tak nie musieć spać, bo nagle okazuje się, że nie na wszystko mamy wpływ, że nie wszystko możemy kontrolować.

I wiecie, czym najlepiej nakarmić nasze szczęście? Pozwolić sobie na puszczenie wszystkich tych nitek, które teraz już od rana trzymacie w dłoni. Już planujecie, już ustawiacie dzień, już myślicie, jak zorganizować sobie cały nadchodzący tydzień. Hej, puśćcie to, świat się nie zawali. To nie jest tak, że te nitki podtrzymują filary wasze codziennego życia, choć teraz jesteście o tym święcie przekonane.

Zobaczcie stoicie pośrodku wielkiego placu, w rękach trzymacie sznurki – może cztery, może osiem, a może i z szesnaście, a nierzadko pewnie setki. Te sznurki podtrzymują filary, a wy z rozpiętymi ramionami napinacie od rana mięśnie, by to utrzymać. Boli was kark, może trochę brzuch, próbujecie pokręcić głową, żeby zluzować napięcie. Uśmiechacie się, chociaż tak cholernie wam ciężko. A co by się stało, gdybyście te sznurki puściły. Wyobraźcie to sobie – puszczacie – jeden po drugim i nic się nie dzieje. Filary stoją, świat się kręci, dzieci się uśmiechają, mąż całuje w czoło. Puszczacie kolejne i siadacie z kawą na balkonie, tarasie, w ukochanym fotelu. I kolejne, kiedy znika przyklejony uśmiech, a wy ze zdumieniem zaczynacie dostrzegać, że bez już przekwita, ale kwiatów innych całe mnóstwo, a w was budzi się dzikość (wieczorem będzie o tym w wywiadzie z Jackiem Santorskim) i żądza przygody, żeby wyjść – z dziećmi, umówić się z przyjaciółmi, spędzić ten dzień tak, jak naprawdę tego chcecie, bez planowania, niech poniesie was czas i fantazja. Może zjecie ogromną porcję lodów, poleżycie gdzieś na trawie nad wodą, spojrzycie w niebo i – tak jak mówił wczoraj Rafał Ohme, zobaczycie, że niebo nie ma limitu, że ograniczenia są w nas i od nas zależy, co z nimi zrobimy. I czy będziemy szczęśliwi.

Dziękuję wam za wczoraj. Wszystkim.


Lifestyle Związek

Istnieje jedno pytanie na temat twojego partnera, na które powinnaś znać odpowiedź

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
27 maja 2017
Przyjaźń czy kochanie? Co on naprawdę do ciebie czuje
Fot. Pixabay / unsplash / CC0 Public Domain – Przyjaźń czy kochanie? Co on naprawdę do ciebie czuje

Każdy nowy związek to emocje i nadzieja na stworzenie idealnej i budującej nas relacji. Często jednak pełnia szczęścia zostaje przysłonięta przez strach, który od czasu do czasu się pojawia, bo wcześniej doświadczyliśmy rozczarowania, zdrady i boimy się zostać po raz kolejni zranieni.Podstawową emocją mózgu jest strach, to emocja, którą dzielimy z innymi ssakami, gdzie każde w sytuacji zagrożenia reaguje w różny sposób. Kiedy ludzie są przerażeni, nasze mózgi chcą, abyśmy szukali pomocy i pocieszenia u innych.

Jaki przekłada się to na związek? Jakich umiejętności potrzebujemy i co musimy wiedzieć o sobie nawzajem, nim zaufamy komuś bezgranicznie. Odpowiedź jest zaskakująca, ale bardzo prosta – nim zaufamy, powinniśmy wiedzieć, co nasz partner zrobi, jak się zachowa, kiedy się czegoś boi? Strach obnaża nas, budzi w nas te najgorsze instynkty, nad którymi trudno zapanować.

Wiedza o tym, jak człowiek, którego pokochaliśmy, reaguje na strach ma kluczowe znaczenie dla powodzenia naszego związku. Na początku jest zabawa i ekscytująca przygoda. Jednak w pewnym momencie związek może nas przestraszać. Dlaczego? Bo po pierwsze jesteśmy tylko ludźmi, a więc popełniamy błędy, jesteśmy niekonsekwentni w tym, jacy naprawdę chcielibyśmy być. Po drugie boimy się, że stracimy tę drugą osobę. Możemy pomyśleć: „Ta osoba jest cudowna!” Ale kiedy planujemy wspólne wakacje i przyszłość, pojawia się: „A co, jeśli się zmieni? Jeśli postanowi, że nie chce być ze mną i odejdzie?”. Gdy tylko takie myśli się pojawią, powinniśmy pójść do tej osoby i powiedzieć: „Boję się zastanawiać nad tym, jak będzie wyglądać moje życie, gdy odjedziesz”. Jeśli wybrałaś mądrze, ta druga osoba powinna złapać cię za rękę i powiedzieć: „Rozumiem, czasami też o tym myślę i się tego obawiam”.

Te same odnoszą się do wszelkich ważnych nowych lub stałych relacji, czy to przyjaźń, czy romans, czy partnerstwo w biznesie. Kiedy czujemy strach, każdy z nas powinien mieć możliwość powiedzenia tego, by uzyskać wsparcie i zrozumienie.

Odkrycie, czy twój partner ma tę umiejętność – czy też nie – nie zawsze jest łatwe. Oto cztery pytania, które warto rozważyć, gdy nasz związek się rozwija:

Czy człowiek, którego kocham, ma bliskich przyjaciół, w których ma oparcie i którym ufa?

Czy kiedy poproszę go o wsparcie, otrzymam współczucie i troskę?

Czy zwrócił się o pomoc w trudnej sytuacji, w sytuacji porażki czy pomyłki?

Czy kiedy pytam go o sukcesy, dzieli się nimi, opowiada o nich, czy raczej tego unika?

Jeśli odpowiadając sobie na te pytania, nadal czerpiesz radość z relacji, nie budzą się w tobie obawy i wątpliwości, to świetnie. Pamiętaj jednak, że rzeczą, którą powinniśmy wiedzieć, zanim zaufamy drugiemu człowiekowi, jest to, jak on się zachowa, kiedy się boi, jak się zachowa, kiedy w tobie budzą się lęki.


Zobacz także

Akcja #Niewysłany List

Bądź szczęśliwy. Łucjo wygrałaś. Oddaję Ci syna. Akcja #Niewysłany List

5 rzeczy, które powinny się znaleźć w diecie każdego ucznia, by dobrze odżywić jego mózg. Akcja „Lekcja przetrwania”

Wybrzeże Amalfi – dziennik z samotnej podróży