Lifestyle

35 iluzji, które utrudniają nam życie. Wystarczy tylko przejrzeć na oczy

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
29 stycznia 2016
Fot. Picjumbo / Victor Hanacek / CC0 Public Domain
 

Pisze się o nich w poradnikach, mówią o nich mądrzy ludzie. A my nic. Potrzebujemy miliona (miliarda) kopów w tyłek. Potrzebujemy dorosnąć (cudownie, gdy to się dzieje wraz z upływem lat, a nie tylko pod wpływem strasznych życiowych doświadczeń).

Te iluzje tylko stopują i niszczą nas. Przejrzymy lepiej na oczy, po drugiej stronie jest lepiej, może czasem mniej bezpiecznie, ale stabilniej.

  1. W życiu jest wszystko albo nic (nie, kochanie, jest szarość też)
  2. Przyjaciele zawsze z nami będą (nie, kochanie, niektórzy)
  3. To moja wina (a weź, wypluj, nie ma nic gorszego niż samokrytyka)
  4. To wina innych (nie)
  5. Ludzie są głupi (nie, tylko ich nie rozumiesz)
  6. Ludzie są dobrzy i na pewno zrozumieją w końcu (no nie, każdy ma swoją prawdą)
  7. Prawdziwa miłość przetrwa wszystko (tylko pod warunkiem, że ludzie rozmawiają, ale nie końca też)
  8. Życie to jest obowiązek. Obowiązki to podstawa (nie, to tylko początek perfekcjonizmu)
  9. Dam radę (ze wszystkim na pewno nie. I zresztą po co)
  10.  Ludzie mnie używają (nie, tylko im pozwalasz)
  11. Ludzie są niewdzięczny (bywają, ale nie wszyscy)
  12. Istnieją zasady niepodważalne (naprawdę?)
  13. Miłość nie ma znaczenia (o rany, serio?)
  14. Wiem wszystko (hmmm…)
  15. Jestem lepsza od innych (oczywiście)
  16. Nie muszę się zmieniać, w końcu spotkam prawdziwą miłość (uff, jasne)
  17. Jeśli będę naprawdę dobra uniknę bólu (tak, a co to znaczy być naprawdę dobrą?)
  18. Cel jest najważniejszy (zdejmij te klapki, proszę)
  19. Do wszystkiego doszłam sama (jasne, a ci, którzy pomogli ci po drodze nie istnieją)
  20. Ludzie są jacyś. Ta nadwrażliwa, ten opieszały, tamta zła (nie, ludzie bywają różni. Ta sama osoba też się zmienia)
  21. Trzeba nazywać rzeczy po imieniu (hmm, głównie to trzeba odpuścić)
  22. Nie kochał mnie, nie będzie kochał tamtej (cóż… czasem ktoś naprawdę nie kochał nas. Zresztą każdy może dojrzeć do miłości)
  23. On/ ona w końcu zrozumieją, że popełnili błąd (może.  Ale jednak niekoniecznie)
  24. Ludzie pamiętają dobro, które im dałeś (pamiętają, najczęściej przed śmiercią albo gdy im źle. Poza tym mają się świetnie)
  25. To MUSI tak być (serio? Jednak nic nie musi)
  26. Nie dam rady (oczywiście, że dasz)
  27. Pieniądze nie są ważne (hmm…)
  28. Praca jest najważniejsza (oj nie)
  29. Mogę wszystko (nie, możesz wiele)
  30. Muszę udowodnić innym swoją rację (wręcz nie powinnaś)
  31. Decyzje trzeba podejmować pod wpływem emocji (auć)
  32. Mogę powiedzieć wszystkim co myślę (możesz, ale po co)
  33. Tylko ja pracuję w tym zespole, tylko ja się staram w tym domu  (to przestań i daj szansę innym)
  34. Nie mogę przyznać się do słabości (świetna droga do tego, by nikt cię nie rozumiał)
  35. Ludzie nie są warci, żeby im coś tłumaczyć (ludzie są warci wszystkiego, przynajmniej na początku)


Lifestyle

Pozwalamy na to, godzimy się, a często też o to prosimy. Jak kochać i nie tracić siebie?

Małgorzata Ohme
Małgorzata Ohme
29 stycznia 2016
Fot. Unsplash / Chris Sardegna / CC0 Public Domain
 

Jak kochać i nie tracić siebie? To chyba temat, z którym najczęściej ostatnio spotykam się w pracy z kobietami. „Mam wrażenie, że przestałam się liczyć, moje potrzeby są kompletnie zaniedbane” albo „Kiedy odszedł, musiałam zmierzyć się z wielką pustką. Okazało się, że straciłam przyjaciół, nie mam do kogo zadzwonić” lub też „Nawet nie mam pomysłu, co zrobić, gdy go nie ma. A przecież byłam tak aktywną osobą?”.

Najczęściej też słyszę, że to jego wina. „Zabrał mi to, zabrał mi tamto, nie mogę przez niego…”, jest egoistą, który myśli tylko o sobie, gdybym była sama, to zrobiłabym tyle rzeczy, byłabym zupełnie gdzieś indziej. Myślę wtedy (czasami nawet to mówię) „To zrób. To bądź. To idź.”. Nie jest przecież prawdą, że ktoś może nam tyle zabrać, gdy tego nie chcemy. Pozwalamy na to. Godzimy się. A często też o to prosimy.

Gorzka prawda, wiem. Ale zatracanie się w relacji, oddawanie siebie – to proces, który dzieje się w nas, nie w nim, nie w samej relacji. Należy do nas i zależy od nas – zrozumienie tego wyzwala w nas początkowo złość: „Co pani mówi?! To cholerny egoista?”. Trudno jest przyznać się do tego, że mamy wpływ na nasze „nędzne” życie, na to kim jesteśmy w tej ofiarnej postawie i… co z tego czerpiemy.

Właśnie. To kolejne pytanie, które zadaję. „Co byś robiła, gdybyś nagle przestała tyle dawać? Opowiedz mi. Wymyśl przykładowy dzień z twojego życia”. Hmmm? „No nie wiem. Nie mam pojęcia, ale byłabym bardzo szczęśliwa”. Kolejna iluzja. Świat samoistnie zmieniłby się od jego zniknięcia, a ty stałabyś się kimś zupełnie innym.

I dalej „Muszę odejść, by siebie odzyskać”, „Nie mogę tak dalej żyć, musimy się rozstać”, „Wracam do siebie, to moja walka o siebie”. Czy naprawdę musimy odejść od kogoś kogo kochamy, by być ze sobą jednocześnie? By istnieć w związku, by spełniać swoje potrzeby, by stanowić same o sobie?

Spójrzmy na to też z drugiej strony: czy mężczyzna tego naprawdę oczekuje? Pełnego poświecenia, wyłączności, ekskluzywności, bycia na każde skinienie kosztem twojej osoby? Czy może z jego punktu widzenia traci kogoś, w kim się zakochał, kobietę pełną energii, pasji, autonomiczną, wolną? Mężczyźni często powtarzają „Wydawało mi się, że ma tyle zainteresowań, jest aktywna, a potem przestała wykazywać jakąkolwiek inicjatywę”. Albo też „Zamieniła się w kogoś innego. Na pytanie, na co masz ochotę, odpowiadała, że nie wie”. W skrajnych przypadkach wyglądało to jak scena z filmu „Książę w Nowym Jorku”, gdy wybrana przez rodziców kandydatka na żonę, zaszczekała, bo książę (Eddie Murphy) ją o to poprosił. Smutne, wiem. Takie też stajemy się w relacjach, gdy zapominamy o sobie.

Kobiety, które kochają za bardzo – lubimy to określenie, bo zawiera w sobie ten pierwiastek poświęcenia, coś, co nie jest toksyczne, jest dobre, ale jest tego za dużo. Bo czy nadmiar miłości może być oceniany jako coś złego? Nie. Dlatego czytamy poradniki, w których ktoś włącza nas schemat kochającej za bardzo i radzi jak żyć. A ja powiedziałabym, że problemem nie jest za bardzo (bo kochać bardzo to piękna rzecz); problemem jest kochać za mało. SIEBIE.

Co zrobić, by tak się nie stało?

  1. Przede wszystkim nie traktuj związku jako terapii, która uleczy urazy z dzieciństwa, zastąpi brak ojca lub matki, podniesie ci samoocenę i sprawi, że będziesz kochać siebie bardziej. Nie. To zadanie twoje, moje, ale nie związku, nie partnera. Dzięki dobrej miłości, fakt, będzie ci się lepiej żyć, nada to kolor twojemu życiu, dodatkowy sens (dodatkowy, nie główny!), będziesz szczęśliwsza. Praca nad deficytami jest jednak pracą, którą musisz wykonać sama. Wysoka samoocena, harmonia z sobą samą – będzie buforem, granicą, dzięki której nie poniesiesz kosztów tak wysokich, jak teraz.
  2. Związek nie może też być ZAMIAST. Przyjaciół, rodziny, pasji, rozwoju. On towarzyszy tym wszystkim aktywnościom, ale nie może ich zastąpić. W jakimś sensie oczywiście relacja z drugim człowiekiem może być pełna pasji, przyjaźni, może sprawiać, że się rozwijasz. Ale nie może być twoim jedynym źródłem. Bo niektóre związki się kończą, a poza tym rozwój własny to coś, co ty wnosisz także do wymiany, która nieustannie toczy się między tobą a partnerem.
  3. Zmień myślenie. Poświęcenie nie jest, tak jak mówisz, jednostronną korzyścią. On dostaje, ale ty też. Zastanów się, co ty czerpiesz z tego, że dajesz za dużo, jak się czujesz wtedy, gdy kogoś obdarowujesz, czy być może wtedy twoja samoocena nie rośnie gwałtownie? A więc dalej, co czujesz, gdy tego nie robisz? Gdy ktoś próbuje dać coś tobie? Jak było w związkach, w których ktoś być większym dawcą niż ty? Czy przypadkiem nie czułaś się wtedy niepotrzebna, nieważna, bezwartościowa? A może odrzucałaś takie relacje, uznając czyjeś dawanie za nieatrakcyjne? Dlaczego bycie obdarowywaną nie sprawia ci przyjemności?
  4. A więc zmień zachowanie. Wycofaj swoją ofiarność. Zrób przestrzeń dla niego. Może okaże się, że jednak potrafi: ugotować zupę, posprzątać, zrobić zakupy, ba, sprawić ci niespodziankę? Wciąż powtarzasz „zrobię to lepiej, zrobię szybciej, zrobię to za ciebie”. Jak więc możesz oczekiwać, że ktoś przebije twoje chcenie? Ile razy słyszę od kobiet, że wpuszczenie go do kuchni kończy się sceną,w której po kuchni przewinęło się tornado. Co z tego? Może jednak przyjemnie jest zjeść jego makaron, nawet jeśli przez chwilę zostanie po tym bałagan? W sumie to dość przyjemny bałagan.
  5. Mów o swoich potrzebach (jeśli ci trudno, napisz). Nie oczekuj, że się domyśli, czego od niego potrzebujesz, gdy nigdy o tym nie wspominasz. Prawdopodobnie nie ma nawet takiego odruchu, bo go tego skutecznie oduczyłaś. Powiedz „dziś twoja kolej z kolacją”. Albo „miło by mi było, gdybyś czasami o mnie pomyślał i zorganizował nam wieczór”.
  6. Planuj swoje przyjemności. Nie wpisuj ich w jego kalendarz, nie uzależniaj od jego planów. Masz ochotę coś zrobić, zaplanuj to, nawet jeśli to jest sobota wieczorem. Jak będzie miał ochotę, dołączy.

I zastanów się, czy naprawdę musisz tak ciężko pracować na miłość? Czy musisz być wciąż „bardziej i lepiej”? Czy to ma związek z innymi twoimi relacjami? Czy któreś z nich także były warunkowe? Czy to jaka jesteś nie wystarczy, by kochać cię bardzo? Przecież dlatego cię wybrał, nie mając pojęcia o pakiecie, który mu teraz serwujesz.

Wróć do początków…

Wystarczyła kawa w kawiarni i rozmowa. Twój urok i osobowość. To naprawdę nie miało nic wspólnego z nadmiernym dawaniem. Był na tobie skupiony, słuchał cię i podał ci płaszcz jak wychodziliście (może). Zapytał, czy cię podwieźć do domu, a jeśli palisz podpalił ci papierosa. Zadzwonił potem, a jak nie odbierałaś, zadzwonił znów. Poprosił o kolejne spotkanie i znów wypiliście kawę. Niewiele musiałaś robić, by był oczarowany. Byłaś tylko ty przecież. Zrozum, że nie musisz robić więcej.


Lifestyle

6 rzeczy, których możesz nauczyć się od optymistów

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
29 stycznia 2016
Fot. Screen z YouTube / Ibarnard86

Jak oni to robią? O wiele lepiej radzą sobie ze stresem, a wyzwania codzienności traktują jak przygodę życia, a nie wieczną walkę dobra ze złem :). Optymiści. Szczęśliwi posiadacze szklanek, które zawsze są w połowie pełne. Ci, dla których życie jest ogromną, pięknie zapakowaną bombonierką. Nawet jeśli wyciągną z niej gorzką czekoladkę, powiedzą: mogłem trafić gorzej. Czego jeszcze możemy się od nich nauczyć, by i nam żyło się łatwiej?

1. Odpuszczanie

Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Nie roztrząsaj setny raz tego, co mogło być zrobione lepiej, co poszłoby inaczej, „gdyby tylko”. Ktoś cię zranił, zawiódł, trudno. Przestań przeżywać w nieskończoność tę samą historię. Są rzeczy ważne i … ważniejsze. Niektórzy nas są mistrzami w zadręczaniu się wspominaniem różnych „wpadek” w swoim życiu. Po co to wszystko? Co w tym dobrego? Wyciągnij lekcję, wnioski zapamiętaj, a resztę puść w niepamięć. To zdrowo!

2. Wykorzystywanie szans

To nie tak, że ONI mają więcej szczęścia i dziwnym zbiegiem okoliczności zawsze zdarza im się więcej dobrego. Człowiek pozytywnie nastawiony do życia patrzy na nie pod kątem tego, „co by tu jeszcze”. Z opuszczoną głową nie zauważysz tych wszystkich możliwości, które oferuje ci życie. Zobaczysz je wtedy, gdy będziesz patrzeć przed siebie.

3. Porażka to też szansa

Przecież wszyscy popełniamy błędy. Ale można mieć do tych błędów różne podejście. Albo martwić się i generalizować, że nic nam w życiu nie wychodzi, albo pokornie przyznać, że coś zawaliliśmy, ale – ileż ta klęska dała nam wiedzy! Dawno się tak nie nagłowiliśmy, żeby wyjść z kłopotów;).  A poza tym, wypadałoby w końcu zrozumieć, że życie nie jest ciągłym pasmem sukcesów i szczęśliwych wydarzeń. To by było dopiero nudne…

4. Docenianie

Tego, co już jest. Że w ogóle (tak, tak!), że tak, a nie inaczej. To jest podejście, do którego niektórzy dochodzą latami. Umiejętność odczuwania wdzięczności za to, co już mamy, za to kim jesteśmy, za to kogo mamy tuż obok jest bardzo istotna, ale i trudna. O wiele prościej jest skoncentrować się na tym, co negatywne, odpuścić. A badania naukowe wykazały, że ci, którzy potrafią być wdzięczni losowi dużo częściej i pełniej odczuwają szczęście, są zdrowsi i o wiele bardziej efektywni… Należy więc ćwiczyć wdzięczność, zaczynając od małego bilansu na koniec dnia. Bilansu pozytywów.

5. Zdolność dopasowywania się do okoliczności

Kiedy plany trzeba gwałtownie zmienić, optymiści częściej zachowają zimną krew i trzeźwy osąd sytuacji. Powiedzą po prostu: No dobrze, to co robimy teraz? To olbrzymia zaleta, czy to w pracy zespołowej, czy w trudnych sytuacjach rodzinnych. W ciężkich chwilach zawsze potrzebna nam jest osoba, która rzuci: „Będzie dobrze, działamy!.”.

6. Kula dobrej energii

Pozytywne podejście ma moc sprawczą. I jest zaraźliwe. Optymiści dają nam nadzieje w chwilach zwątpienia, podnoszą na duchu. Rozumieją, że negatywna i wycofana postawa nie może przynieść nic dobrego, że wspólne dołowanie się niszczy, łamie człowieka.

Jeśli macie wśród bliskich osób wiecznych optymistów, nie sprowadzajcie ich na ziemię, nie wyśmiewajcie ich entuzjazmu. Oni mogą dać wam więcej, niż podejrzewacie.


Zobacz także

CZY BRODA MA SIŁĘ PRZYCIĄGANIA KOBIET ?

„Żona zdradza mnie od 10 lat, nie żyję tak, jak tego pragnąłem…”. Emocjonalny wpis tego mężczyzny może być cenną lekcją

Moje życie wciąga mnie niczym ruchome piaski, z których nie potrafię się uwolnić, przytłacza i woła do mnie „nie dasz rady”