Lifestyle

20 cytatów sławnych ludzi o zdradzie! Czubaszek, Nosowska, Grochola i Eichelberger – oni znają się na złamanym sercu

Redakcja
Redakcja
7 października 2021
 

Jeżeli na paczkach ze szkłem pisze się: »Uwaga: szkło«, to czemuż na paczce, w której mieści się nasze serce, nie miałoby być napisu: »Uwaga: drugi człowiek«?” – napisała kiedyś Agnieszka Osiecka. I miała rację! Bo zawiedziona miłość potrafi bardzo zranić! Dlatego zebraliśmy dla ciebie cytaty mądrych i sławnych ludzi (zarówno kobiet, jak i mężczyzn) na temat zdrady i zawodów serca. Być może pomogą ci znaleźć ukojenie po nieudanej miłości i w momencie, kiedy czujesz się oszukana… Jesteśmy tu po to, by wzajemnie się wspierać. A ty znasz jakieś cytaty, które pomogłyby innym kobietom poczuć ulgę po traumatycznym rozstaniu, gdy zostały zdradzone? 

1. „Jedyna miłość, która nas nigdy nie zdradzi, to miłość własna” – Kamil Cyprian Norwid

2.  Marylin Monroe

fot. domena publiczna

3. „Jeżeli na paczkach ze szkłem pisze się:»Uwaga: szkło«, to czemuż na paczce, w której mieści się nasze serce, nie miałoby być napisu: »Uwaga: drugi człowiek«?” – Agnieszka Osiecka

4. „W pierwszym małżeństwie byłam lekiem na zdradę. Ale z tego małżeństwa mam fantastyczną córkę, więc jeszcze raz dałabym się użyć jako tego lekarstwa, żeby mieć takie dziecko. Drugie małżeństwo było kompletnym nieporozumieniem. Moją kompletną nieświadomością, za szybką decyzją. Nic o nim nie wiedziałam. Nie wiedziałam, że pije, że jego poprzednia żona uciekła. To była ciężka szkoła życia” – Katarzyna Grochola

5. „Ja wiem. Ja wiem, dlaczego ona ciebie zdradzała. Ty wtedy, jak ona tam jeździła, nie byłeś dla niej miły. A on był miły. I tyle. Nic więcej” – Jerzy Pilch

6. „Nie każdy romans jest zdradą. Zakochanie się w innym człowieku to jeszcze nie zdrada” – Wojciech Eichelberger

7. Maria Czubaszek

fot. domena publiczna, CC BY-SA 4.0

8. „Zdradę lubię, zdrajców nienawidzę” – Juliusz Cezar

9. Oprah Winfrey

11. „Zdrada to nie niemoralny wyskok partnera, który należy potępić w czambuł, i sprawa załatwiona. To symptom choroby związku, a więc dotyczy obu stron” – Katarzyna Miller

2. „Tak to już jest, zdrajcy zdradzają zdrajców” – Andrzej Sapkowski

13.  Katarzyna Nosowska

fot. domena publiczna, CC BY 4.0

14. „Słyszę, że zdarzają się związki, w których mąż idzie w szkodę, potem wraca, a żona go przyjmuje, wybacza mu, wracają do siebie. Ja nie umiałabym tak, jak owe kobiety przyjąć męża i udawać, że nic się nie stało” – Maryla Rodowicz.

15. „Kochanie kogoś to danie mu takiej mocy, że może złamać ci serce, przy jednoczesnym zaufaniu mu, że tego jednak nie zrobi” – Julianne Moore

16. „Nigdy nie pożyczaj mężczyzny od innej kobiety. Jeśli zdradził z tobą, to oszuka też ciebie” – Oprah Winfrey

17. „Lecz broń zdrady zawsze jest obosieczna” – J.R.R. Tolkien

18. „Zagłuszanie bólu na jakiś czas sprawia, że powraca ze zdwojoną siłą” –

19. Doda

Doda, fot. domena publiczna, CC BY 3.0

 

20. „Ludzie nie zaklepują sobie innych ludzi. Podejmują świadomą decyzję, że będę z nimi. To wymaga wiary. Rysujesz koło na piasku i zgadzasz się w nim stać, i wierzyć w nie” – Zadie Smith


Lifestyle

Krople żołądkowe na włosy? Tak, właśnie ten sposób znalazł uznanie wśród kobiet

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
7 października 2021
Krople żołądkowe na włosy
Fot. iStock
 

Krople żołądkowe na włosy — to brzmi co najmniej dziwnie, a jednak ta metoda cieszy się niemałą popularnością wśród miłośniczek gęstych i zdrowych włosów. Okazuje się, że specyfik kojarzony głównie z walką z niedyspozycją żołądka, może pozytywnie wpłynąć na wygląd czupryny. O co chodzi w tej metodzie i jakie efekty mogą przynieść krople żołądkowe stosowane na włosy?

Krople żołądkowe do zadań specjalnych

Krople żołądkowe są znanym tradycyjnym specyfikiem, którego nie może zabraknąć w domowej apteczce. Stosuje się je przy niestrawności, dla pobudzenia wydzielania soku żołądkowego. Wykazują łagodne działanie rozkurczające, wiatropędne i przeciwbólowe, działają więc na wzdęcia, zgagę, stany skurczowe, bóle żołądka, przy kolce wątrobowej i problemach z pęcherzykiem żółciowym. Można stosować je przy wymiotach, ponieważ krople uspokajają nudności.

Poza łagodzeniem problemów trawiennych, krople żołądkowe docenia się za właściwości uspokajające i ułatwiające zasypianie, dzięki obecności kozłka lekarskiego. Z kolei ekstrakt z dziurawca uważany jest za naturalny i łagodnie działający antydepresant.

Okazuje się, że powyższa lista to nie wszystko, do czego można wykorzystać krople żołądkowe, a ich zastosowanie poszerzyło się ostatnio również o pielęgnację włosów. Na czym to polega?

Krople żołądkowe na włosy

Fot. iStock/Krople żołądkowe na włosy

Krople żołądkowe na włosy 

Ziołowy skład kropli żołądkowych odpowiada za ich różnorodne zastosowanie, od leczenia bólu żołądka, do pielęgnacji włosów. W skład kropli żołądkowych wchodzą ziołowe ekstrakty, takie jak:

  • nalewka z korzenia kozłka (Valerianae tinctura, waleriana). Działa bakteriobójczo i łagodząco, jest stosowany do walki z łupieżem i nadmiernym przetłuszczaniem się skóry głowy. Walerianę stosuje się w mieszankach ziołowych przeciwko łysieniu łojotokowemu.
  • intrakt (wyciąg alkoholowy) z ziela dziurawca (Hyperici intractum). Wykazuje działanie przeciwzapalne i ściągające, co jest pomocne w walce z łupieżem, wzmacnia cebulki włosów i pobudza je do wzrostu;
  • nalewka z mięty pieprzowej (Menthae piperitae tinctura). Jest znana z działania kojącego na skórę głowy, hamuje nadmierne przetłuszczanie oraz wspiera walkę z łupieżem. Wpływa na odżywienie cebulek i pobudzenie włosów do szybszego wzrostu, ponieważ mięta jest źródłem żelaza, wapnia, potasu, magnezu oraz witamin A i C;
  • nalewka gorzka (Amara tinctura), czyli nalewka z korzenia goryczki (działa odkażająco), liście bobrka (zatrzymuje problem wypadania włosów) i owoce pomarańczy gorzkiej (doceniane za działanie bakteriobójcze.

Ponieważ składniki pochodzą z natury, a ta najlepiej służy naszym włosom, warto wypróbować działanie wcierki z kropli żołądkowych na włosy.

Krople żołądkowe na włosy

Fot. iStock/ Krople żołądkowe na włosy

Krople żołądkowe na włosy — jak je stosować?

Optymalnym rozwiązaniem jest potraktowanie ich jako wcierki do skóry głowy, stosowanej tuż po myciu głowy. Nie należy stosować kropli bez rozcieńczenia, ze względu na silne działanie ziół oraz obecność etanolu w składzie. Etanol może podrażniać skórę lub wysuszać same włosy, a przecież efekt ma być zupełnie inny.

Jak rozcieńczać krople żołądkowe na włosy?

Istnieje kilka „szkół”, które polecają nieco inne proporcje. Według nich maksymalnie działające proporcje wody i kropli wynoszą 1:1, czyli 1 kropla nalewki na 1 łyżkę wody. Trzeba jednak pamiętać, że krople żołądkowe są mocno skoncentrowanym specyfikiem. Można rozcieńczyć je bardziej, w proporcji 1 kropla na 2 łyżki wody, (1:2) lub 1 kropla na 3 łyżki wody (1:3). W tym przypadku trzeba samodzielnie sprawdzić, które proporcje przysłużą się włosom najlepiej. Jeśli masz skłonności do reakcji alergicznych, zrób próbę uczuleniową działania kropli żołądkowych na skórę głowy.

Jak stosować wcierkę z kropli żołądkowych na włosy?

Wcierkę wmasuj delikatnie w skórę głowy, ale nie w same włosy. Jeśli możesz, zostaw wcierkę na godzinę na skórze głowy, owiń ją ręcznikiem, i po godzinie umyj włosy szamponem. Warto stosować tę metodę regularnie przez dłuższy czas, nie częściej niż 2 razy w tygodniu.

Krople żołądkowe na włosy

Fot. iStock/Krople żołądkowe na włosy

Krople żołądkowe na włosy — opinie, efekty

Ten prosty i naturalny sposób na wzmocnienie włosów zebrał wiele pozytywnych opinii. Użytkowniczki podkreślają przy tym, że jedynie regularne stosowanie wcierki przyniesie wymarzone efekty. Ziołowy skład kropli rzeczywiście może pozytywnie wpływać ma kondycję włosów. Stosowanie kropli chwalone jest głównie za ograniczenie przetłuszczania włosów, zahamowanie wypadania, zagęszczenie oraz ich wzmocnienie. Warto więc (o ile nie ma alergii na ich skład) samodzielnie przekonać się o tym, w jakim zakresie ten sposób działa.

O czym jeszcze trzeba pamiętać, sięgając po wyciągi z ziół?

Późną wiosną i latem, czyli w okresach silnego nasłonecznienia należy pamiętać, że dziurawiec obecny w składzie kropli, ma działanie fotouczulające. Aby uniknąć ewentualnych problemów, kurację najlepiej przeprowadzić późną jesienią i zimą. Dobrze jest wziąć również pod uwagę fakt, że krople mają bardzo intensywny zapach, który zostaje na włosach. Krople chłodzą również mocno skórę, co nie każdemu odpowiada.

W przypadku kobiet ciężarnych lub matek karmiących stosowanie jakichkolwiek ziołowych specyfików powinno zostać omówione z lekarzem, ze względu na możliwy wpływ ziół na dziecko. Ponadto zioła mogą wchodzić w interakcję z substancjami czynnymi w lekach, o czym koniecznie trzeba pamiętać przy jednoczesnym stosowaniu ziołowych preparatów i farmaceutyków.


źródło:  sekretypiekna.com.pl, kosmetycznahedonistka.pl

Lifestyle

Ma raka i żyje normalnie. Po chemioterapii nie wymiotowała, tylko kosiła trawnik

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
7 października 2021
Jagna Kaczanowska, archiwum prywatne

– Zanim zachorowałam, wydawało mi się, że rak jest jakimś rodzajem wyroku. Niewiele wiedziałam na ten temat. Jak dostałam diagnozę, to podobnie jak większość ludzi w mojej sytuacji, wydawało mi się, że niedługo umrę. Zaczęłam zastanawiać się, jak zapewnić swoim dzieciom na ten wypadek miłość i wsparcie. Zastanawiałam się, co będzie z moimi zwierzętami. Na szczęście szybko do porządku przywołała mnie moja pani doktor onkolog – mówi Jagna Kaczanowska. O raku piersi mówi na wesoło i do bólu szczerze. Obala mity, związane z chorobą nowotworową piersi.


W jakim momencie leczenia swojej choroby nowotworowej jesteś?

– Jestem już po chemioterapii i po operacji, czyli mastektomii z rekonstrukcją ekspanderem. W środku piersi zamiast tkanki gruczołowej mam woreczek z solą fizjologiczną. W planach jest zrobienie tego samego z drugą piersią, a potem wymiana na implanty, które już, jak mam nadzieję, będą mi towarzyszyć do końca życia.

Kiedy wykryłaś u siebie nowotwór piersi?

– Od stycznia 2021 roku zaczęłam robić badania, a w marcu została postawiona diagnoza.

W jaki sposób dowiedziałaś się o chorobie?

– Wyczułam w piersi bolesną zmianę, wokół której zrobił się stan zapalny. To miejsce było ciepłe, tkliwe i bolesne.

Zaraz, ja słyszałam obiegową opinię, że rak nie boli!

– Lekarze powiedzieli mi, że to mit. Podobnie jak mitem jest to, że rak rośnie latami. Ja znam dziewczyny, którym od diagnozy do chemioterapii w kilka tygodni guzy urosły dwukrotnie. Dlatego jak słyszę, że ktoś zamierza się tym zająć, ale najpierw jedzie na wakacje, to włos mi się jeży.

Czy ty się regularnie badałaś?

– Tak! Ale muszę powiedzieć, że dziś już wiem, że 90% kobiet sama znajduje swoje raki. Poza tym, żeby skomplikować ten obraz, powiem ci, że co piątego nowotworu nie sposób wykryć podczas mammografii czy USG. I mój też taki był! Tuż po rozpoznaniu, miałam zrobioną mammografię, w opisie której stoi, że piersi są zdrowe, bez zmian patologicznych.

Kiedy dostałaś diagnozę, że jesteś chora, pomyślałaś: „To koniec!”

– Byłam w szoku, bo pochodzę z długowiecznej rodziny, w której tylko jedna ciocia zmarła na raka płuc, ale ona była nałogową palaczką przez całe życie. Natomiast ja od zawsze uprawiałam sport, przez 15 lat byłam na diecie wegetariańskiej. Lekarze mówili, że mam witalny organizm i pewnie będę żyła ze sto lat, a przyjaciele podziwiali pokłady mojej energii. W dodatku karmiłam oboje swoich dzieci piersią, więc nic nie wskazywało na to, że mogę zachorować.

Bałaś się?

– Zanim zachorowałam, wydawało mi się, że rak jest jakimś rodzajem wyroku. Niewiele wiedziałam na ten temat. Jak dostałam diagnozę, to podobnie jak większość ludzi w mojej sytuacji, wydawało mi się, że niedługo umrę. Zaczęłam zastanawiać się, jak zapewnić swoim dzieciom na ten wypadek miłość i wsparcie. Zastanawiałam się, co będzie z moimi zwierzętami. Na szczęście szybko do porządku przywołała mnie moja pani doktor onkolog. Gdy jej powiedziałam, że rozdałam już w myślach moje psy i konia, powiedziała, że na raka tak łatwo się nie umiera, a jej pacjentki latają na kajcie, więc dlaczego ja nie miałabym jeszcze jeździć konno.

Kto był dla ciebie największym wsparciem?

– Rodzice, mój partner, przyjaciółka Beata, która dwa lata temu przeszła przez raka piersi, przyjaciele i ludzie z pracy. Ogrom!

Rak weryfikuje przyjaciół?

– Dwa miesiące po pierwszym wlewie chemioterapii, mój partner Roman miał operację kręgosłupa. I nagle w środku lata odezwali się do nas znajomi, którzy zaproponowali, że skoszą nam trawnik. Powiem ci, że to są bardzo zajęci ludzie, a podarowali mi coś najbardziej cennego, czyli swój czas.

Wydaje mi się jednak, że największym wsparciem była dwójka moich dzieci – dwu i półroczna Ania i pięcioletni Michał. Mówię w tym sensie, że dzięki nim musiałam się mobilizować.

Jak powiedziałaś dzieciom, że masz nowotwór?

– To było trudne, bo one jednak są małe. Wydaje mi się, że zrobiłam to jednak adekwatnie do ich wieku. Ania mogła niewiele zrozumieć, ale Michałek już więcej. W naszym domu zawsze przygarnialiśmy różne zwierzęta pokrzywdzone przez los. Kiedy umierały, mówiłam synkowi, że „piesek był chory i od nas odleciał”.

Dlatego Michał spytał mnie, czy też zamierzam odlecieć, więc zgodnie z prawdą powiedziałam mu, że nie mam najmniejszego zamiaru. Potem wytłumaczyłam, że kiedyś i tak wszyscy odlecimy. Ale nie teraz! I nie wszyscy na raz, bo to go bardzo martwiło.

To niesamowite, że potrafisz żartować sobie ze swojej choroby.

– Uważam, że z nowotworem wiąże się takie demonizowanie jak kiedyś z gruźlicą czy potem Aids. A rak to nie wyrok! To normalna choroba, zresztą dziś dość skutecznie leczona. Większość kobiet, które wykryją u siebie we wczesnej fazie nowotwór piersi – będzie żyć długie lata. Ja też mam świetne rokowania, dziś już wiem, że mój typ nowotworu daje mi aż 95% szans na pełne wyzdrowienie.

Powiedz, jakim cudem można śmiać się z raka? Ty śmiałaś się nawet podczas przyjmowania chemii, że pijecie z koleżankami na oddziale różnokolorowe drinki w piątunio.

– Na oddziale poznałam dziewczyny w moim wieku, które podobnie jak ja mają dzieci, mężów, partnerów. Kobiety w sile wieku. To naturalne chyba że ciągnęło nas w stronę afirmacji życia. Spotykałyśmy się tam właśnie w piątek, więc śmiałyśmy się, że chemia to nasze drinki, które pijemy sobie już od rana. Bo musisz wiedzieć, że jest „biała chemia”, „żółta” i „czerwona”.

Ale śmiałyśmy się z różnych rzeczy, np. z tego, co tam odrasta nam na głowach. Ja mówiłam do koleżanki: „Ty to masz takie kiwi”. A kiedy ona zobaczyła, że moje włosy mają już centymetr, powiedziała: „Aaaale ty masz długie włosy!”. Ja na to: „No taki komplement to naprawdę można usłyszeć tylko na onkologii!”.

Czy mogę cię spytać, jak się czułaś po chemioterapii. Ja znam to z filmów, że jak się ją przyjmuje, to potem człowiek czuje się fatalnie i wymiotuje.

– Tak naprawdę ani ja, ani nikt z moich znajomych nie wymiotował po chemii. Dziś przyjmuje się na godzinę przed wlewem bardzo skuteczne leki przeciwwymiotne. Natomiast faktycznie temu procesowi towarzyszy szereg dziwnych i nieprzyjemnych doznań. Chemia to są środki, które działają tak silnie, że zabijają wszystkie szybko dzielące się komórki w organizmie, nie tylko te rakowe, ale też te zdrowe. Nagle masz obrzydliwy posmak w ustach, bardzo suche spojówki.

Ponieważ noszę szkła kontaktowe, bez przerwy musiałam używać kropli do oczu. Dzwoniło mi w uszach i mrowiła skóra na głowie. Ciało natychmiast czuje chemię i każda komórka się przed nią broni. Nie jest to przyjemne, nie będę oszukiwać. To jest oczywiście cierpienie, ale bez przesady.

Kiedy będziesz mogła powiedzieć, że jesteś już zdrowa? Za trzy lata?

– Ja w ogóle nie używam takich sformułowań, bo nie wiem, czy ktokolwiek z nas może powiedzieć z ręką na sercu: „Jestem zdrowy”. Ja kilka lat temu tak właśnie o sobie mówiłam. A prawda jest taka, że pewnie już wtedy rósł we mnie nowotwór. Teraz, a jestem dosyć dobrze przebadana i prześwietlona, mogę powiedzieć, że go nie mam, ale pacjentem onkologicznym będę do końca życia. Mam dziś zupełnie inne niż jeszcze rok temu podejście do tej choroby. Czasem cytuję dość popularny żart wśród onkologów: „Nie ma ludzi, którzy nie mają raka. Są tylko tacy, którzy nie zostali jeszcze zdiagnozowani”.

Procesy kancerogenezy w organizmie każdego człowieka toczą się non stop. Czasem wymyka się to spod kontroli, to wtedy z tych komórek powstaje rak. Przyznam jednak, że jak było pytanie w spisie powszechnym: „Czy czuje się pani zdrowa?”, napisałam, że tak. Bo tak się teraz czuję!

Walczysz z rakiem, czy go oswajasz?

– Nie do końca podpisuję się pod hasłem: „Walczę z rakiem i się nie poddam”. Jakbym miała być już tak zupełnie szczera, to wolałabym powiedzieć: „Mam raka, ale o nim zapominam”, albo „Mam raka, ale mam go w dupie”.

Dlaczego takie hasło jest dla ciebie ważne?

– Bo ja w ogóle nie posługuję się tą retoryką wojenną – „wygrał”, „przegrał”, „pokonał”, „walczy”, ponieważ ona mi się wydaje fałszywa. Nie można powiedzieć, że osoba, która umiera z powodu nowotworu – przegrała walkę z guzem, bo nie można przegrać z fragmentem własnego ciała. Przecież to jednak są nasze własne komórki, które się „zbuntowały”. Ale przecież te komórki nie myślą, więc jaki to jest niby przeciwnik dla człowieka. Nie pielęgnuję też w sobie bojowych nastrojów. Czasem dziewczyny na forum „Amazonka. Życie po diagnozie rak piersi” mówią np. wycięłam sobie „gada”, a mnie bardzo się spodobało, gdy jedna nazwała własny nowotwór: „Henrykiem”.

Dlaczego ci się to podoba?

– Bo to oswaja temat. Henryk to nieproszony lokator, a nie wroga i demoniczna postać.

A dlaczego mówisz, że… „zapominasz o swojej chorobie”?

– Bo rak mnie nigdy nie definiował i mam nadzieję, że tak będzie dalej. Ja oczywiście leczę się i robię wszystko, by zminimalizować szanse, że ta choroba wróci. Ale uważam, że nie należy jej poświęcać zbyt wielkiej uwagi. Kilka dni temu przeczytałam artykuł w prasie amerykańskiej o kobiecie, która żyje z rakiem rozsianym od 39 lat, a teraz ma 85 lat. Wynika z tego, że ona prawie połowę swojego życia przeżyła z nowotworem.

Zamieniły cię te ostatnie miesiące?

– W procesie każdej choroby, człowiek zderza się z myślą, że może umrzeć niedługo. Nawet teraz. I to naprawdę zmienia perspektywę patrzenia na świat! Zaczynasz rozumieć, co jest istotne. Ja też maiłam takie myślenie, że jeszcze chcę polecić tu czy tam i zobaczyć kawał świata. A teraz sobie myślę: „Po co ja mam wsiadać w ten samolot? Produkować CO2?” Oczywiście wiem, że pluskanie w ciepłej wodzie i zajadanie krewetek może być bardzo przyjemne, ale czy to wnosi coś ważnego do mojego życia? Dziś uważam, że pewne rzeczy są bez sensu. Nie warto „klaksonić” samochodem, bo ktoś zajechał mi drogę. Dla mnie to strata energii. Wolę teraz spędzać czas z moimi bliskimi.

Który tytuł wolisz, byśmy wybrały do tego artykułu: „Mam raka, ale o nim zapominam”, czy „Mam raka, ale mam go w dupie”?

– (śmiech). Pewnie ten drugi! Ale boję się, że ludzie pomyślą, że mam raka odbytu (gromki śmiech). Ale z drugiej strony, jak damy ten pierwszy, to ludzie pomyślą, że nie dość, że mam raka to jeszcze i Alzheimera.(śmiech)

Czemu ty chcesz opowiadać o swoim nowotworze tak bardzo wprost i z humorem? Ludzie w twojej sytuacji zwykle są bardzo skrępowani!

– Bo to jest ważne, by mówić o tym normalnie. By znikła otoczka strachu. Wiem od mojej lekarki, że część osób, które słyszą diagnozę, w ogóle rezygnuje z leczenia, bo są tak bardzo przerażeni. Pewna kobieta po diagnozie położyła się do łóżka i tam płakała przez dwa miesiące.

Powiem ci szczerze, że ja pewnie właśnie tak bym zrobiła!

– Ależ to jest stracony czasu! Te dwa miesiące są bardzo cenne. Ostatnio w wydawnictwie powiedziałam, że miałam mastektomię i nie wstydzę się o tym mówić. Wtedy jedna z kobiet odezwała się: „Tak! A ja miałam kolonoskopię i też się tego nie wstydzę”. Racja – pomyślałam, trzeba mówić o tym głośno, bo to są normalne sprawy.

Ktoś ma stomię, inny kolonoskopię, a jeszcze inny przeszedł mastektomię. Nasz świat nie wygląda jak… w pewnej długiej reklamie firmy biżuteryjnej. Po chorobach trzeba się podnieść, otrzepać i iść dalej, dopóki można. No bo co? Nie mamy żadnej innej rozsądnej możliwości.


Jagna Kaczanowska – dziennikarka, pisarka i psycholożka. Od stycznia 2021 roku wie, że zachorowała na raka piersi. Mam dwójki dzieci: Michała (5 lat) i Ani (2,5 roku). Partnerka Romana. Najbardziej znaną do tej pory serią autorki jest “Ogród Zuzanny”. To cykl powieści obyczajowych, w którym bohaterowie walczą o szczęście i nie mają zamiaru rezygnować z marzeń. Cykl szybko stał się bestsellerem w Polsce i cały czas przyciąga kolejnych czytelników.

 


Zobacz także

Najciemniej pod latarnią, czyli dlaczego rodzina i najbliżsi mogą nas doprowadzić do depresji

„Dzień dobry, jestem Marysia i nie zabiję się dzisiaj” – Mery Spolsky o smutku i trzech innych emocjach, które rządzą jej życiem

Czy kiedykolwiek zastanawiałaś się, co twoja prababcia nosiła w torebce?