Lifestyle

10 powodów, by odwiedzić Norwegię. Akcja „Kocham podróże, kocham swobodę”. Dzień #4 [19.05]

Redakcja
Redakcja
19 maja 2016
Fot. Materiały prasowe
 

Jest taki kraj, gdzie słońce świeci za Kołem Podbiegunowym czasami nawet 24 godziny na dobę, ale nie przypala nas do żywego. Gdzie morze wgryza się w ląd na kilkadziesiąt kilometrów  tworząc legendarne już fiordy, otoczone majestatycznymi górami. A właściwie gdzie mamy wrażenie, że owe góry wyłaniają się wprost z błękitnych wód. Gdzie krystalicznie czyste potoki spływają z gór, nierzadko tworząc spektakularne wodospady. Jest taki kraj, w którym zdrowy tryb życia  i uśmiech na opalonej twarzy dziedziczy się z pokolenia na pokolenie.

Norwegia – a o niej mówimy – uznawana jest za jeden z widokowo najpiękniejszych krajów na kuli ziemskiej.  Nie sposób opisać jest słowami, jak wyjątkowe jest to miejsce.. Ile byśmy nie mówili o zapierających dech widokach na fiordy, o nieskalanej przyrodzie – Norwegii nie da się opisać, trzeba ją po prostu zobaczyć.

10 powodów, by odwiedzić Norwegię

  1. Norwegia, to idealne miejsce i do wypoczynku aktywnego i leniwego wpatrywania się w niebo
  2. To jedyne takie miejsce, gdzie jako turysta żółtodziób, możesz zobaczyć zorzę polarną. Bez ekspedycji,  namiotu i przewodnika – tak po prostu przez okno lub z tarasu.
  3. Kochasz naturę, ale boisz się porzucić cywilizację? Jedź do Norwegii. To wysoko rozwinięty kraj, który idzie z naturą pod rękę.
  4. Kuchnia norweska jest smaczna i zdrowa. Nie myśl, że zaczyna i kończy się na łososiu. Ma naprawdę wiele do zaoferowania, warto poznać jej oryginalny smak.
  5. Chcesz poznać inną kulturę i pozwiedzać? W Skandynawii możesz upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu, jednocześnie nie rezygnując z górskiego chilloutu.
  6. Norwegia ma wiele do zaoferowania turystom. Przepiękna architektura zachwyca nie tylko miłośników minimalizmu. Warto obejrzeć drewniane zabytki z czasów średniowiecza oraz nowoczesne perełki architektoniczne, np. Operę w Oslo.
  7. Nie możesz się zdecydować: góry czy morze? Po co wybierać, skoro można „mieć” wszystko.
  8. Norwegia wcale nie musi być droga. Jeżeli zamienisz wycieczkę zorganizowaną i drogi hotel na własny nocleg (np. w wynajmowanym domku) ceny wcale nie są zabójcze. Komunikacja na miejscu jest wręcz doskonała, a miejsc na piesze wycieczki bez liku.
  9. W Trondheim znajduje się jedyny na świecie wyciąg dla rowerzystów. To miasto kocha rowery!
  10. Norwegia jest bezkonkurencyjna w swojej różnorodności. Jeśli pojedziesz na oklepaną plażę w ciepłych krajach południa – zazwyczaj poza piaskiem lub pobliskimi zabytkami, nie masz zbyt wiele atrakcji do podziwiania. A Norwegia, jak to Norwegia – jest i surowa i przyjazna. Fiordy, góry, zabytki, miasta, pieszo na rowerze czy pociągiem, sztuka i historia i wiele, wiele więcej. Można śmiało powiedzieć, że pomaga zaspokoić gusta wielu osób.

norwegia-baner

Akcja „Kocham podróże, kocham swobodę”

powinnam tam pojchac bo

Norwegia, by „fiordy jadły nam z ręki”, a słońce nigdy nie zachodziło…

Bo przecież z jednej strony Norwegia jest już bardzo daleko na północy, więc pewnie jest tam bardzo zimno i nieprzyjaźnie. Poza tym – mówi się, że to kraj bardzo drogi, a zatem mało przystępny.

Temperatury:

Fakt, jeżeli  na urlopie zależy nam głównie na plażowaniu i wysokiej temperaturze, to Norwegia może nie być dla nas pierwszym wyborem. Ale jeżeli, preferujemy aktywny wypoczynek, wędrówki po górach, jazdę na rowerze, jogging, Nordic Walking itp. to temperatury w Norwegii raczej nas ani nie zszokują, ani nie rozczarują.

Aktywność:

Będą właśnie idealne na aktywny wypoczynek na łonie przyrody. Ciepłe prądy morskie de facto ocieplają klimat Norwegii bardziej niż sobie wyobrażamy. A umówmy się – do rozkoszowania się owymi zapierającymi dech w piersiach widokami nie potrzebujemy upału.

Prawda o wakacjach w Norwegii jest jednak taka, że aby delektować się przyrodą i widokami w tym kraju, wcale nie trzeba jakoś strasznie się przemieszczać. Jeżeli wolimy raczej odpoczynek  z książką w ręku, przy dobrej kawie w relaksującym otoczeniu – wystarczy wybrać jeden z prywatnych domów znajdujących się nad brzegiem fiordu, by właśnie fiordy po prostu jadły nam z ręki :). Pewnie, że nie brakuje także w Europie miejsc, w których możemy siedzieć nad brzegiem morza, ale pomieszkać nad brzegiem fiordu, z cudownym widokiem na góry, można tylko w Norwegii i żaden inny widok tego nie zastąpi.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

A marzenie takie wcale nie tak trudno zrealizować!

NOVASOL w swojej ofercie udostępnia blisko 1500 prywatnych domów na wynajem w najpiękniejszych miejscach Norwegii – od jej południa aż za Koło Podbiegunowe.  Domy w Norwegii są fantastycznie wkomponowane w swoje naturalne otoczenie, dlatego wiele znajdziecie tu domów drewnianych, wybudowanych w tradycyjnym norweskim stylu i tradycyjnie już u Skandynawów jasnych  i dość przestronnych.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Korzystanie z takiej bazy noclegowej pozwala obalić natomiast mit o tym, że Norwegia jest nieprzystępna cenowo. Wybierając się do Norwegii z rodziną czy przyjaciółmi, prywatny dom wakacyjny wynajmiemy w sierpniu już w nawet w cenie 1200 PLN za tygodniowy pobyt 6 osób w tradycyjnym norweskim domu zaledwie 300 m od fiordu i oczywiście z widokiem na taki. I z tarasem, który pozwoli nam się delektować wspominanym widokiem bez ograniczeń – przy porannej kawie, o zachodzie słońca itd.

Zorza Polarna i białe noce

Ale oprócz tego fantastycznego połączenia gór i wody, Norwegia oferuje jeszcze cały szereg atrakcji przyrodniczych, w tym jedne z najbardziej fascynujących: Zorzę Polarną oraz białe noce wypełnione Polarnym Słońcem.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Zorza Polarna to wyjątkowe zjawisko przyciągające ludzi z całego świata, a najbardziej widoczne jest pomiędzy późną jesienią a wczesną wiosną, przy czym historia dowiodła, że najlepszymi miesiącami do oglądania tego niezwykłego spektaklu światła są październik, luty i marzec.

Natomiast w miesiącach wiosenno-letnich na północ od Koła Podbiegunowego słońce nigdy nie zachodzi. Taki 24-godzinny dzień daje jeszcze więcej możliwości do odkrywania uroków północnej Norwegii. Zjawisko Słońca Polarnego jest najbardziej odczuwalne na najbardziej wysuniętych na północ terenach Norwegii w czerwcu.

I dzięki NOVASOL możecie wybrać się także w takie miejsca, które pozwolą Wam cieszyć się tymi niezwykłymi  zjawiskami. Wystarczy zarezerwować jedne z około 50 domów położonych właśnie w okolicach Koła Podbiegunowego (66 N) – to własnie tam jest największe prawdopodobieństwo doświadczenia niesamowitego zjawiska Zorzy Polarnej zimą lub Słońca Polarnego latem. Nasze domy bowiem usytuowane są w taki sposób, że zwłaszcza fenomenem Zorzy Polarnej można cieszyć się  bez zakłóceń tworzonych przez światła miasta.

Koszt tygodniowego pobytu w domach wakacyjnych w wymienionych okresach, by cieszyć się jednym lub drugim zjawiskiem, to od ok. 1500 PLN za 4 osoby.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

linia 2px

W komentarzu do tego artykułu dokończ zdanie: „Powinnam tam pojechać, bo…” i weź udział w naszej zabawy. Najfajniejszy komentarz zostanie nagrodzony voucherem wakacyjnym o wartości 2.000 zł od Novasol. Regulamin akcji znajduje się tutaj.


Lifestyle

Przestań oczekiwać, żyj po swojemu i pozwól na to innym

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
19 maja 2016
Przestań oczekiwać, żyj po swojemu i pozwól na to innym
Fot. iStock / razyph
 

Czasem, kiedy coś idzie nie twojej myśli, łapiesz się na tym nieprzyjemnym uczuciu. Albo inni zachowali się niezgodnie z twoimi oczekiwaniami, albo ty sam postąpiłeś inaczej niż byś chciał, niż zakładałeś. Okoliczności nie były sprzyjające, zawiódł człowiek. Zaraz, co to za uczucie? Żal, że nie wyszło? Złość, że sytuacja, którą sobie wyobrażałeś milion razy, w rzeczywistości przedstawia się zupełnie inaczej? Daj spokój, odpuść. Te zawiedzione oczekiwania to taki bagaż emocji, którego w ogóle nie powinieneś ze sobą nieść.

Po pierwsze, nikt nie jest zobligowany do tego, żeby spełniać twoje oczekiwania

Życie też nie jest po to, by dawać nam to, czego oczekujemy. Ty również, nie musisz nakładać na siebie tego poczucia obowiązku, związanego z czyimiś wyobrażeniami na twój temat. Działaj dlatego, że ci zależy. Dlatego, że wiesz, że tak jest właściwie. Nigdy z tego tylko powodu, że ktoś od ciebie tego oczekuje, nawet jeśli tym „kimś” jesteś ty sam. To, czego się nie spodziewasz bywa lepsze od tego, co sobie misternie zaplanujesz. Nasze całe życie można by przecież podsumować takim właśnie zdaniem: „Nie poszło tak, jak zaplanowałem, ale było OK.”

Człowiek powinien uczyć się na błędach, ale bez całej tej niepotrzebnej presji oczekiwań

To pewne, że nieraz ci nie wyjdzie. Ale pewne jest również to, że jeśli słuchasz swojej intuicji, będziesz miał wpływ na to, jak się z tej porażki podniesiesz. A to oznacza, że umiesz zdecydować jak chcesz żyć i czego się w tym życiu nauczysz o sobie, czego dowiesz o innych.

Każdy sam wie najlepiej na co go stać

Nasze wyobrażenia o innych rzadko kiedy w pełni pokrywają się z rzeczywistością. Gdybyś usłyszał to, co inni myślą o tobie z pewnością niejednokrotnie poczułbyś wielką niesprawiedliwość, że tak cię „oceniono”. Co z tego wynika? Jeśli ktoś wysnuwa swoje opinie na podstawie pobieżnych, stereotypowych spostrzeżeń, to niech sam się teraz biedzi z rzeczywistością. Ty nie musisz nic udowadniać. Pamiętaj, prawdziwy życiowy sukces związany jest nie z tym co widzą inni, ale z tym jak ty się czujesz. Twoja prawda i wszystko co sprawia, że czujesz, że żyjesz.

Szczęście to przecież możliwość życia „po swojemu”

No właśnie. Bez tej presji, że musisz odnieść przynajmniej w połowie taki sukces jak twój starszy brat, że powinieneś „dokonać czegoś” w tym samym wieku co twój ojciec. Szczęście to odnalezienie swoich własnych wartości, a nie zadowalanie innych i ciągłe próby udowadniania im, że jesteś coś wart. Jesteś „coś” wart bez ich akceptacji i aprobaty. Pozwól więc także na to samo szczęście innym.

Spełnianie oczekiwań zbyt często wiąże się z brakiem szczerości

Czego naprawdę chcesz w relacjach z innymi ludźmi? Chcesz prawdy, relacji opartej na uczciwości, czy dążysz jedynie do tego, by grali oni tak, jak im zagrasz? Nie obchodzi cię ich prawdziwa motywacja i to, że w duszy mają do ciebie żal za to, że nie pozwalasz im (po części, przyjmując taką „adaptacyjną” postawę, sami sobie nie pozwalają) być sobą?

A co z uczuciem zawodu? Z rozczarowaniem? Zniknie, skoro przestaniesz mieć zbyt wygórowane, nierealne oczekiwania. Pomyśl, to naprawdę dobra wiadomość. Żal, frustracja związana z tym, że coś nie jest tak jak miało być zabiera nam zbyt dużo energii.

Odpuść. Sobie i innym.  Gwarantuję ci, że choć na początku nie będzie łatwo, z czasem zyskasz spokój o jakim marzyłeś przez lata.


Lifestyle

„Jesteś nikim, nie jesteś potrzebna, czas się rozstać”. Co czuje kobieta, która traci pracę

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
18 maja 2016
Fot. iStock / South_agency

Ewa

  Tego dnia, gdy zostałam zwolniona, miałam sen. Siedzę naga na plaży, wokół ludzie, śmieją się, wytykają mnie palcami. To był chyba proroczy sen, bo przecież tego dnia, kilka dni później czułam to samo: upokorzenie. 

Możesz to wypierać, ale jednak pierwszy moment pełen jest wstydu. Wychodzisz z papierkiem. Oto twoja nagroda za lata poświęcenia. Ktoś cię przytula, obejmuje, mówi, że będzie dobrze. Jest w tym życzliwość, ale też ulga. Uff, to spotkało ją, a nie nas.

U nas zwolnienia trwają od dwóch lat. Ostatniego dnia miesiąca popołudniu wszyscy wychodzą z ulgą. Tym razem nie my. Zwolnienie szefowej, czyli mnie, było spektakularne. Ci, którzy mnie lubili – naprawdę współczuli. W oczach mniej życzliwych widziałam triumf.

Zeszłam do samochodu, który stał na wąskiej uliczce koło firmy. Parkowałam tam kilkanaście lat, każdego dnia. Płakałam w tym aucie pół godziny, nie byłam w stanie do nikogo zadzwonić.

Kawał życia. Przeżyłam gorący romans, awansowałam, umarła moja mama, zakochałam się, urodziłam dziecko. Praca wciąż ta sama. Miałam poczucie jakby to właśnie rodzic powiedział mi: „Nie interesujesz mnie, radź sobie”. Albo wieloletni mąż: „No sorry, już się tobą nakarmiłem, teraz wypluwam resztkę, którą jesteś”.

Ewa, 15 lat pracy w korporacji, wysokie stanowisko, jej zespół liczył ponad 30 osób.

Magda

– Czułam tylko ulgę. Przynajmniej przez pierwszy miesiąc. Jakby ktoś zdjął mi z serca kamień. Pozwolił znów oddychać. Odebrałam dziecko od niani, wreszcie miałam czas na zabawę. „Ile ja mam klocków w domu” pomyślałam. Następnego dnia spałam do 10.00. Pierwszy raz, od pięciu lat, spałam dobrze. Tak to budziłam się co godzinę, dwie i zastanawiałam się; czy wszystko ogarnęłam,  dałam radę?

Magda, dwa lata pracy w wydawnictwie po kilkanaście godzin na dobę (w nocy też często)

– Co się dzieje przed?

Ewa: Od 16 roku życia pracowałam. Bywałam kelnerką w kawiarniach, roznosiłam ulotki, uczyłam dzieci windsurfingu. Lata życia nauczyły mnie: wszystko zależy od ciebie, jeśli chcesz – dasz radę. „Tylko nieudaczników zwalniają” myślałam w głębi duszy. To zresztą była dewiza mojej rodziny: „Jesteś świetna, masz pracę”. Rodzice prawnicy, siostry w dużych firmach, na dobrych stanowiskach.

W mojej firmie szybko awansowałam. Na początku postanowiłam: „Dam z siebie wszystko”. Wszystko to znaczy każdy weekend jeśli trzeba, każde popołudnie i wieczór. Nie odbierałam telefonów od znajomych, nie oddzwaniałam, żyłam pracą. Mówiłam: za jakiś czas to się zwróci. I zwróciło się– dostałam awans. Zarabiałam bardzo dobrze, prezes mnie cenił. Teraz bardziej nadzorowałam pracę niż tyrałam od rana do nocy. Ale wciąż byłam zaangażowana. Potrafiłam odwołać urlop, bo domykaliśmy ważny kontrakt z klientem.

Ta firma to był mój drugi dom, właściwie pierwszy. W firmie poznałam faceta, byliśmy ze sobą trzy lata. Oboje żyliśmy pracą. Potem on mnie zostawił – praca też stała się moim antidotum na smutek.

Cztery lata temu coś się zaczęło zmieniać. Zakochałam się, zależało mi na tym, żeby szybciej wracać do domu. Nie podobały mi się zebrania zaczynane o godzinie 18.00, wieczne pretensje przełożonych. „Trzeba zwiększyć zyski, zwiększyć zyski” słyszałam. To się stawało absurdalne. Na początku cisnęłam moich pracowników. A potem pomyślałam: niewiarygodne, mam 40 lat, uczestniczę w cyrku. Za te same pieniądze mam robić to, co kiedyś robiło kilka osób, mam stresować ludzi, nie mam narzędzi, które motywują – podwyżek, karnetów na siłownię, wyjazdów zagranicznych w ramach pracy. Wielu pracownikom zabrali służbowe samochody- na spotkania z klientami jechali autobusami.

Buntowałam się, kłóciłam, pierwszy raz mówiłam: „nie”. Moja pozycja wydawała mi się bezpieczna. Przecież pracowałam tyle lat. Mijały miesiące, zaszłam w ciążę, urodziłam dziecko. „Późno” usłyszałam w szpitalu. „Pracowałam na przyszłość” odpowiedziałam. Z zazdrością, ale i z pobłażaniem patrzyłam na młode matki. I sytuacja zawodowa jest taka niepewna.

Wróciłam po urlopie macierzyńskim na swoje stanowisko, ale byłam inną osobą: zależało mi, żeby wyjść o normalnej godzinie. Nie miałam czasu na gierki z prezesem, umilanie mu czasu. Z pracoholiczki stałam się zwyczajna.

Uważałam, że to jest naturalne. Kilkanaście lat pracowałam na swoją pozycję. Niech rzeczywiście teraz młodzi siedzą po nocy skoro chcą, i to dla nich ważne.

Magda: Dopóki nie trafiłam do mojej firmy nie wiedziałam, że można tak ciężko pracować.

Ale ta firma była marzeniem – w mojej branży jedna z bardziej znanych, prestiżowa. „Proponujemy pani 2000 na rękę, bez etatu”. Zgodziłam się. Mam 28 lat, dużo moich znajomych zakłada jednoosobowe firmy, ale mi się wydawało, że stała praca, choćby to, że trzeba rano wstać, zebrać się, pojechać – pomaga w jakiejś normalności. Zresztą rodzice mówili: staraj się o stałą pracę, inaczej nie dostaniesz kredytu, nie będziesz dorosła. Cieszyli się z mojego sukcesu.

Nie wiedzieli, że: zarabiam 2 tysiące złotych, a pracuje dniami i nocami. Codziennie jestem świadkiem mobbingu. Słyszę, że ktoś jest nazywany idiotą albo debilem. Ja jestem tak nazywana. Łykam hydroksyzynę przed wyjściem do pracy. Mój narzeczony, pracujący na „frilansie” mówił do mnie: „ty po prostu zwariowałaś”.

Co się dzieje po? (pierwsza faza)

Ewa: Bałam się zadzwonić do przyjaciół, bałam się prosić o pomoc. Na początku wszyscy współczują, mówią, że, oczywiście, pomogą. Że załatwią, rozejrzą się. Ty mówisz: „spokojnie, nie pali się”,  ale w głębi duszy myślisz, że naprawdę ci ktoś pomoże. Tylko, że to się nie dzieje. To jest jak z chorobą, każdy współczuje, ale też ma swoje życie.

Gdy masz po czterdziestce i tracisz pracę, gdzie dobrze zarabiałaś i byłaś na wysokim stanowisku – wszystkim wydaje się, że muszą ci zaproponować nie wiadomo co. A takiej pracy nie ma. Więc nie dzwonią w ogóle. Czujesz się jak wyrzucona na śmietnik.

Potem rozsyłasz CV, dzwonisz, idziesz na spotkania gdzie przepytują cię młodsze o kilkanaście lat dziewczyny czy chłopaki. Czujesz wstyd, bo to jednak ty ich powinnaś przepytywać. Ale na tym rynku tak to nie działa….

Zamykałam się w domu, całymi dniami nie wstawałam z łóżka, potem miałam znowu przypływ energii. Góra dół, góra dół. Myślałam, że zwariuję.

Magda: Ja czułam ulgę i to się nie zmieniało. Jakby ktoś za mnie załatwił „brudną robotę”. Raczej myślałam: jak ja to w ogóle znosiłam? Cieszyłam się kawą rano, tym, że mogę dziecko odprowadzić do przedszkola, odebrać. „Jej, to ludzie o 14.00 spotykają się na lunch? Chodzą do kina?” „O 19.00 nie siedzą w biurze?” Zaczęłam zastanawiać się– czy na pewno chcę żyć jak moi rodzice? Starsza siostra? Na etacie, w stresie, a każdy dzień jest taki sam. Zwolnienie zmusza się do zmiany myślenia. To kryzys, ale może być budujący i prowadzić do zmian na lepsze.

Co się dzieje po później? (druga faza)

Ewa: Po pół roku zaczęłam normalnie oddychać. Pewnie plusem było to, że miałam oszczędności, pracował też mój partner. Tylko, że na początku mi to nie pomagało, później już tak. Co mogę zrobić dla siebie? Jak mogę wybrnąć z tej sytuacji, że pracy nie ma?

Wspólnie z koleżanką założyłyśmy agencję eventową. Na razie zarabiam mniej, ale widzę ile rzeczy mnie w życiu omijało. No i wyciągnęłam jedną lekcję – nigdy, przenigdy nie poświęcałabym się pracując dla kogoś. Poświęcać to się możesz dla swojej firmy. Poza tym to po prostu nie ma sensu.

Ewa: Dwa miesiące temu telefon, świetna propozycja pracy. Taka, że, gdy wyszłam ze spotkania – darłam się jak opętana. „udało się”. Zarabiam trzy razy tyle co w poprzedniej  pracy, mam wyższe stanowisko, pracuję mniej. Ale tamto doświadczenie przydało mi się…. bo dzięki temu w ogóle się mną zainteresowali, że pracowałam w TAMTEJ firmie. Nie ma tego złego…

W pracy, w miłości, w związku.

Nie wolno tylko tracić nadziei.


Zobacz także

Płatki z aktywną witaminą C – TIMEWISE®. Będziecie zaskoczone, co potrafią!

9 rzeczy, które przydarzą się twojemu organizmowi, jeśli będziesz jeść dwa jajka dziennie

Napisz, co najbardziej lubisz w swojej twarzy i wygraj Serum Immortelle Reset marki L’occatine