Kariera

Pozwólmy sobie na sukces!

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
30 października 2016
Fot, i Stock/Eva Katalin Kondoros
 

Jak to pozwolić sobie na sukces? Przecież on jest albo go nie ma… przecież na niego trzeba pracować, a nie sobie na niego pozwalać… zresztą nie każdy sukces osiągnąć musi, to dla wybranych, szczególnie uzdolnionych, pracowitych lub wiesz – tych, co mają znajomości, dobry start w przyszłość…To wszystko twoje przekonania na temat sukcesu. Czy są one wspierające? Czy dają ci przestrzeń do tego, by rzeczywiście ten sukces osiągnąć? Ale gdybyś przyjrzała się temu? Czy jest w tobie pełna zgoda na sukces? Czy podjęłaś tę decyzję świadomie – analizując blaski i cienie tego, co on ze sobą niesie? Czy jesteś gotowa na to, że twoje życie może zmienić się totalnie w ciągu kilku miesięcy, a może nawet tygodni czy dni?!? 

Bądź dla siebie dobra

Na początku, zanim trochę głębiej wejdziemy w tematykę sukcesu i tego, co on ze sobą niesie, chciałabym, żebyś podczas swojej życiowej podróży była dla siebie samej dobra, wspierająca i troskliwa. Bądź swoją najlepszą przyjaciółką. Często mamy bardzo negatywne myśli w stosunku do siebie – besztamy się za nie zrobienie czegoś lub nawet małe opóźnienie. Powiedz mi, czy gdyby twoja najlepsza przyjaciółka nie zrobiłaby czegoś, na co się umawiałyście, bo byłaby zwyczajnie przemęczona lub niespodziewanie wypadłoby jej coś ważnego, to czy byś na nią nakrzyczała, skrytykowała i zrobiłabyś wszystko, żeby poczuła się podle? Pewnie nie. Starałabyś się ją zrozumieć i sprawić, żeby poczuła się lepiej. Tak, fajnie być swoją najlepszą przyjaciółką i móc liczyć na wsparcie, zrozumienie i moc pozytywnych uczuć. Pielęgnuj przyjaźń ze sobą. Bądź dla siebie dobra. Dbaj o siebie, bo jesteś ważna. Bez ciebie nie ma sukcesu, nie ma nic – to ty dajesz wartość tym, kim jesteś i co robisz!

Znajdź swoją definicję sukcesu

Jesteśmy trochę niewolnikami pojęć i znaczeń im nadanych przez innych. Sukces kojarzy się ze świetnym wykształceniem, bogactwem, błyskotliwą karierą lub własną firmą, która odniosła sukces, ze sławą, splendorem, luksusem. A co by się stało, gdybyś wyszła poza te sztywne ramy?  Co by było, gdybyś sama stworzyła swoją definicję sukcesu, gdybyś ubrała go w znaczenia, które są ci bliskie, są dla ciebie ważne i sprawiają, że czujesz się szczęśliwa i spełniona. To wymaga na pewno odwagi, ale także może stać się piękną drogą do odkrycia tego, co cię tworzy, co sprawia, że jesteś spójna i prawdziwa w tym, kim jesteś. Nie daj sobie więc wmówić, że sukces to jedna droga, że kariera musi być linearna, że aby podążać na szczyt musisz iść wyznaczoną ścieżką i nie zbaczać z niej. To twoje życie, kreuj je tak, abyś była szczęśliwa!

 Nie podstawiaj sobie nogi

Obserwuję, jak wiele kobiet podstawia sobie nogę na drodze do osiągnięcia sukcesu, o którym marzą. Jak to robią? Na różne, bardzo zresztą kreatywne sposoby! Jeden z najczęstszych to: „Nie jestem jeszcze gotowa” – wmawiamy sobie, że wszystko musi być perfekcyjne, wymuskane i musimy być ekspertkami, które znają odpowiedź na każde pytanie. Albo stawiamy sobie szereg warunków, typu: jak moje dziecko podrośnie, jak mąż zmieni pracę na lepszą, jak schudnę, jak będę miała więcej pieniędzy, jak zdobędę więcej doświadczenia i wiele, wiele innych. Zacznij z tym, co masz, w tym miejscu, gdzie jesteś i działaj – nie mówię, że od razu masz zakładać firmę czy aplikować na stanowiska managera, ale zacznij robić coś, co przybliża cię to Twego celu, a razem z tym przyjdzie większa pewność siebie, doświadczenie i szereg możliwości, które nigdy by się nie pojawiły, gdybyś nie zrobiła tego pierwszego kroku! Odwagi! Nie musisz być doskonała! Gdyby Maria Curie – Skłodowska czekała aż będzie w 100% gotowa i idealnie przygotowana, to nie dostałaby Nobla. Jej sekret tkwił w próbowaniu, testowaniu, ulepszaniu, a przede wszystkim w wielkiej determinacji i cierpliwości. Nie zrażaj się porażkami, potknięciami – one są potrzebne, byś mogła dojść tam, gdzie idziesz!

 Sukces to nie tylko radość

Jak sukces wpłynie na twoje życie – zależy głównie od ciebie! Od twojego nastawienia, od tego, jak dobrze się do tego przygotujesz. Zachęcam cię do tego, abyś przyjrzała się temu, jakie emocje towarzyszą Ci, gdy myślisz o sukcesie? Czy budzi w Tobie niepokój, ekscytację, smutek, lęk, radość, spełnienie? Ja odczuwam to wszystko na raz! I czuję, że to dobrze, bo umiem dostrzec jego wielowymiarowość. Każda zmiana, nawet ta najlepsza, jest dla nas wyzwaniem, czymś, co każe nam wyjść ze strefy komfortu. I nawet kiedy wiemy, że czeka nas coś wspaniałego, zawsze będziemy czuć ten dyskomfort wychodzenia ze znanego ku nieznanemu. Pozwól sobie odczuć wszystkie te emocje. Nie ulegaj schematom – sukces to nie tylko radość, ekscytacja, spełnienie – i to dobrze, bo mieści się w nim całe nasze człowieczeństwo! 

Zmiana – coś tracisz, by zyskać

Wiele negatywnych uczuć dotyczących sukcesu jest związanych z tym, że musisz coś zostawić, odpuścić, stracić, by zrobić miejsce na nowe. Mogą być to banalne sprawy – twój ustalony od lat rytm dnia, codzienny kontakt z ludźmi z biura, twoje ulubione miejsce w parku, gdzie jesz lunch w godzinach pracy. Mogą to być sprawy o wiele ważniejsze – jak poczucie kontroli nad życiem, stabilność finansowa czy możliwość rozwoju swoich kompetencji… kiedy zaczniesz żyć na własnych warunkach, to niektóre z tych rzeczy utracisz, niektóre będziesz musiała na nowo przedefiniować, a jeszcze innych będziesz się musiała na nowo nauczyć! To wielkie wyzwanie, ekscytujące, a jednak trochę zabarwione smutkiem, bo coś co tworzyło twoją dotychczasową przestrzeń – znika, zmienia się… Poświęć chwilę czasu na to, by pomyśleć o tym i okazać wdzięczność za to, co dostałaś i za to, co nadchodzi!

 Pozwól sobie – a co!

Poświęć trochę czasu na to, by dowiedzieć się, co Ci w duszy gra, ale nie przestawaj działać. Kiedy już będziesz świadoma swoich uczuć, emocji, a także swoich ograniczeń, to zrób z tego użytek – podejmij świadomą decyzję i pozwól sobie na sukces. Taki, jakiego pragniesz. Zaczynając tu, gdzie jesteś, z tym co masz. Działaj i wygrywaj!

Autor:  Agnieszka Karakurd www.kobietaifirma.pl

 Coach kobiecych biznesów, project manager, psycholożka, pedagożka. Pomysłodawczyni i współtwórczyni portalu KOBIETA i FIRMA. Jej marzeniem jest, by kobiety prowadziły wspaniałe biznesy, świetnie nimi zarządzały i zarabiały naprawdę dobre pieniądze.

Wspiera i wzmacnia kobiety w budowaniu mocnych biznesów i uwalnianiu ich finansowego potencjału.

 Agnieszka Karakurd prowadzi na Festiwalu PROGRESSteron warsztat:

Pozwól sobie na sukces

PROGRAM I REZERWACJE: www.progressteron.pl

 


Kariera

„Byłem jej pierwszym klientem, w jej pierwszy dzień pracy. Była dziwką”. Historia pewnej niezwykłej miłości

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
30 października 2016
Fot. iStock/Martinan
 

To jedna z tych historii, które usłyszane zostają już z tobą na zawsze. Historia pewnej miłości, trudnej, opowiedziana przez Belga, który kilka lat temu zabrał nas na stopa gdzieś między Francją a Hiszpanią… A może to było już w drodze powrotnej do Polski? Nieważne.

– Polacy? Kocham Polskę! Pierogi, bigos! – krzyczał do nas, kiedy z plecakami ładowaliśmy się do jego ciężarówki. I kochał polską muzykę, więc zostaliśmy zmuszeni do odsłuchania całej kasety disco polo zakupionej kiedyś w naszym kraju. Z uprzejmości nie protestowaliśmy uśmiechając się szeroko.

Okazało się, że lubił bardzo polskie kobiety, a raczej w ogóle kobiety ze środkowej i wschodniej Europy. Wyciągnął zdjęcie swojej żony – Białorusinki. Długie czarne włosy, długie nogi w wysokich kozakach. – Byłem jej pierwszym klientem, w jej pierwszy dzień pracy – powiedział. A ja do dziś, dzięki tej opowieści wierzę, że czasami zjawia się książę na białym koniu, by uratować jakąś kobietę.

Kierowca ciężarówki i jego kolejny dzień w trasie. Zatrzymał się, bo dziewczyna stojąca przy ulicy bardzo mu się spodobała. Wsiadła, a on standardowo zasunął firanki w kabinie… – Była bardzo zdenerwowana – wspominał. – Próbowałem się z nią  porozumieć, ale nie mówiłam ani po angielsku, ani po francusku, a ja nie znałem słowa po rosyjsku.

Na migi, rysując na kartce to, co chcieli powiedzieć, udało im się dogadać. – Zrozumiałem, że nie jest prostytutką, jakich wiele przy ulicy i z których usług od czasu do czasu korzystałem. To był jej pierwszy dzień, a ja byłem pierwszym kierowcą, który się przy niej zatrzymał. Zapłakaną i trzęsącą się ze strachu zabrałem stamtąd. Nie mogłem jej tam zostawić – opowiadał.

Jeździł z nią po Europie. Ona w jego ciężarówce zobaczyła kawał świata. Okazało się, że pochodziła z bardzo biednej rodziny. Rodzice zapożyczyli się, by mogła wyjechać na Zachód i zacząć pracę, zwłaszcza, że zaproponowała im to jakaś kobieta, która podobno wielu rodzinom w ten sposób pomogła. Nie pamiętam jej imienia, załóżmy, że była to Irina. Przewieziono ją w bagażnikach samochodów przez Polskę do Belgii, nielegalnie, bez uprawniających ją do pobytu dokumentów. Sprawa była prosta: jest w Belgii, idzie do urzędu prosić o możliwość tymczasowego pobytu. Otrzymuje dokumenty, zaczyna pracę, reszta ma się jakoś sama ułożyć.

Tyle tylko, że w urzędzie Irinie odmawiają pobytu. Decyzja urzędu jest niepodważalna – ma wracać do swojego kraju. – Tylko jak ona miała wracać? Bez pieniędzy, do rodziny, która na życie miesięcznie miała wtedy około ośmiu dolarów? – pytał zupełnie retorycznie kierowca „naszej” ciężarówki. „Rozwiązanie” znalazło ją samo. Kiedy taka załamana dziewczyna wychodziła z urzędu, czekała już na nią mafia. Wykorzystując fakt, że jest sama w obcym dla niej kraju, bez znajomości języka, bez pieniędzy, za to ze świadomością długu zaciągniętego przez jej rodzinę, proponowali pomoc. Tak też było w przypadku Iriny. Zabrali jej paszport i powiedzieli, że od dziś jest dziwką i tak będzie zarabiać na swoje utrzymanie. A jak zarobi wystarczającą ilość pieniędzy, to oni załatwią jej legalne dokumenty, jeśli nie wraca do kraju i wszyscy będą wiedzieć, czym się zajmowała. Czy kiedykolwiek by do tego doszło? Tego już Irina nie miała się dowiedzieć bo wsiadła do ciężarówki mężczyzny, który spróbował ją zrozumieć, okazał jej mnóstwo empatii i postanowił pomóc.

Po półrocznej podróży po Europie stwierdzili, że tak być nie może. Że ona nie może żyć bez dokumentów, bez własnej tożsamości. Tym razem to on poszedł do urzędu, przedstawił całą sytuację i… Irinę aresztowano za nielegalny pobyt. – Myślałem, że zwariuję, że jak to moje państwo, mój rząd nie chcieli jej pomóc. Jak ona miała wrócić do domu, z czym? Byłem tam codziennie, powiedziano mi, że ona zostanie deportowana. Naciskałem, pytałem, aż uzyskałem informację jakim samolotem ma wrócić na Białoruś. Zapowiedziałem, że polecę razem z nią. Chyba mieli mnie serdecznie dosyć, moich awantur, pytań, próśb. Dostałem do podpisania oświadczenie, że wypuszczą Irinę z aresztu i pozwolą na jej pobyt, jeśli ona raz w tygodniu będzie przychodzić na policję i podpisywać swoją listę obecności. Tak zrobiliśmy.

Już wtedy byli w sobie zakochani, choć trudno im było się do tego przyznać. Ona bała się, że to tylko litość, a on nie chciał miłości z wdzięczności. Mieszkała u niego, on jeździł dalej swoją ciężarówką. Ona sprzątała domy jego znajomych, sąsiadów, zaczęła zarabiać swoje pieniądze co tydzień zgłaszając się na policję. – Tyle, że nic się nie zmieniało. Wyobrażasz sobie. Jest dziewczyna, mieszka pracuje w obcym kraju i nikt nie chce jej dać żadnych dokumentów. NIKT. Wkurzyłem się znowu, bo żaden urząd nie reagował. Zagrozili jej ponownie deportacją. To wtedy spytałem wprost, co musiałoby się stać, żeby ona mogła legalnie mieszkać i pracować w Belgii. „Musiałaby wyjść za mąż za Belga” – usłyszałem i… nie wahałem się nawet przez chwilę. W drodze do domu kupiłem pierścionek i poprosiłem ją o rękę. Nie chciałem, żeby obiecywała mi dozgonną miłość i życie aż do śmierci, czy jak to tam się u was mówi. Chciałem, by mogła żyć spokojnie. Ale za to dostałem ogromne uczucie, uczucie tak wielkie, że mógłby góry nim przenosić – w jego oczach widać łzy wzruszenia.

Książę uratował swoją królewnę. Wzięli ślub. Ona tak bardzo tęskniła za rodziną, że postanowili zamieszkać na Białorusi. – Niestety, oszukiwali mnie w pracy. Jeździłem ciężarówką z Białorusi do Paryża, wracałem tą samą drogą, a oni mówili, że przejechałem zero kilometrów… Zarabiałem mniej, trafiałem na oszustów, więc wróciliśmy do Belgii. Irina pracuje w małej kawiarni, ja nadal jeżdżę. Jesteśmy szczęśliwi, bardzo szczęśliwi. Odzyskaliśmy spokój. Dzisiaj marzę tylko o tym, żeby odłożyć pieniądze, wyjechać na Białoruś otworzyć tam stację benzynową z motelem dla kierowców takich jak ja…

Jego opowieść dobiegła końca, a my przejechaliśmy zjazd na autostradzie, gdzie mieliśmy wysiąść… Książę – pamiętam go. Z niezbyt pięknym uzębieniem, w ogóle on sam niezbyt piękny. Nie miał swojego białego rumaka, ale wielką ciężarówkę, w której mogliśmy się przespać, w której uraczył nas na śniadanie świeżymi bułkami i w której chyba pierwszy, a na pewno ostatni raz w życiu z sentymentem (bo długo byliśmy już w drodze)  wysłuchaliśmy disco polo.

Szybko musieliśmy się żegnać, wysiadać gdzieś na środku autostrady, żeby się cofnąć na dobrą drogę. Nie mam pamięci do twarzy, ale jego uśmiechniętą – pamiętam do dzisiaj. I to aura dobra, która od niego biła.

Cała historia, którą od czasu do czasu opowiadam, wraca do mnie trochę jak bajka. Ale w takie bajki chcę wierzyć i chcę wierzyć, że dzisiaj mają ten swój motel na Białorusi. I że żyje im się szczęśliwie.

Chcę też wierzyć, że nadal są faceci, którzy ratują z opresji swoje kobiety, którzy są dla nich wsparciem dając ogromne poczucie bezpieczeństwa i pewność raz złożonej przysięgi – że na dobre i złe i dopóki śmierć nas nie rozłączy.

 


Kariera

Ten tata sprawił, że rysunki jego syna ożyły. I są naprawdę urocze

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
30 października 2016
Fot. Screen z Instagram/ https://www.instagram.com/thingsihavedrawn/

Zastanawialiście się kiedyś, jak w rzeczywistym świecie wygładałyby zwierzaki i stworki narysowane przez dzieci? Tata pewnego sześciolatka postanowił to sprawdzić – efekt jest zachwycający 🙂

I’ll start with a picture I’ve drawn of my cat You might be surprised but she does look like that #kidsdrawing #thingsihavedrawn #cat #catpictures

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Things I have drawn (@thingsihavedrawn)


Zródło: Instagram


Zobacz także

Magazyn dla kobiet Oh!me zatrudni sprzedawcę. Dołącz do naszego zespołu

Co by się stało, gdyby „usunąć” panów z polityki? Brytyjska kampania nie pozostawia złudzeń – chcemy więcej kobiet!

10 błędów mowy ciała, popełnianych podczas rozmowy rekrutacyjnej