Kochamy, ale jednak zdradzamy. Co takiego jest w zdradzie, że tak bardzo nas pociąga?

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
20 sierpnia 2017
Fot. iStock/MilosStankovic
Fot. iStock/MilosStankovic
 

Spotkasz go i od początku czujesz jakąś chemię, coś czego nie potrafisz nazwać, a co wywołuje ekscytację pomieszaną z niepokojem. Bo jak to? Jesteś mężatką, masz partnera, którego kochasz,  a tymczasem ktoś, kogo właściwie nie znasz, sprawia, że czujesz motyle w brzuchu i masz ochotę spędzić z nim trochę więcej czasu. Albo kolega z pracy, z którym flirtujesz, zarzekając się, że to tylko flirt, ale podskórnie wiesz, że jedna sytuacja mogłaby wiele zmienić… I mówisz sobie: „Hej, po co ci to, zdrada to zło”, a jednak, choć nie wiesz dlaczego, brniesz w to coraz bardziej… Nawet, gdy przez chwilę próbujesz uciec, to chęć zdrady do ciebie wraca.

Ewa Raczyńska: Dlaczego zdradzamy? W końcu często mamy fajne domy, fajne rodziny, a jednak coś, a raczej ktoś nas ciągnie i kusi.

Anna Borys: Ze zdradą jest o tyle ciekawie, że jest ona pociągająca i z pewnością pikanterii dodaje fakt, że jest zakazana. Jednak warto zdawać sobie sprawę, że przede wszystkim w zdradzie pociąga nas to, czego nam brakuje w związku albo to, czego my szukamy. Może to być zarówno stan, w jaki nas zdrada wprowadza, czy w ogóle uczucia jej towarzyszące. Z perspektywy osoby, która zdradza, pociągające  może być to, w jaki sposób czujemy się z naszym kochankiem, albo w ogóle to jakim on jest.

Pracowałam kiedyś z osobą, która w swojej relacji na co dzień była zaradna, pomocna, zorganizowana, gotowa rozwiązać każdy problem, a do tego bardzo zakochana w swoim partnerze. Nagle jednak okazało się, że poznała mężczyznę, przy którym mogła być kompletnie niezaradną, mogła być księżniczką. A on jak ten rycerz przychodzi i rozwiązuje każdy jej problem, zanim ona o tym pomyśli.

I rozumiem, że dla niej było to coś nowego, coś odkrywczego i bardzo pociągającego, czego nie ma w codziennej relacji, w której chce być i w której jest szczęśliwa. To tylko jeden z przykładów, a powodów dlaczego coś nas pociąga na zewnątrz jest bardzo dużo i prawdopodobnie każdy, kogo pociąga zdrada, będzie miał trochę inny powód swojej zdrady.

Znam kobietę, która jest w cudownej relacji, bardzo kocha swojego już teraz męża, ale fascynowali ją mężczyźni, którzy byli tacy niedostępni, wywoływali w niej dreszczyk emocji, bo wszystko było takie nieznane… I jakoś nie potrafiła się powstrzymać i też coś tam się jej przydarzyło…

Oczywiście fakt, że zdrada w ogóle nas pociąga, możemy traktować, jako coś trudnego dla nas i kuszącego i nic poza tym. Ale możemy też popatrzeć na tę naszą nazwijmy to „tendencję” trochę z boku, co jest dla nas atrakcyjne tak bardzo,  że nie możemy sobie wyobrazić życia bez tego i wtedy się zastanowić, czy o tę rzecz możemy wzbogacić naszą relację, w której jesteśmy teraz.

Z tym głównie pracuję na moich warsztatach, czyli przyjmuję fakt, że coś nas pociąga i tak jest i to się nie zmieni, ale czy jesteśmy w stanie być na tyle przytomni emocjonalnie i umysłowo, by się móc temu przyjrzeć.

Zapanować nad emocjami, impulsem, to bardzo trudne.

Tak. Bo zdrada zabiera nas całych w tę przygodę.

Ale gdyby popatrzeć na zdradę, jako na coś, z czego możemy dużo wziąć dla naszego związku i przez to wzbogacić naszą relację, byłoby to niezwykle cenne. Bo zdrada jest odpowiedzią na to, czego nam brakuje w związku. I wcale nie chodzi o to, żeby teraz nagle swojego stałego partnera zmieniać, oczekiwać, że stanie się kimś innym. Tu nacisk powinno się położyć na to, by wziąć odpowiedzialność za tę swoją potrzebę i w ogóle dbać o tę postać w sobie, o to uczucie – tak jak choćby w przypadku tej kobiety, która chciała chwilami czuć się jak księżniczka. Powinno się komunikować, że ja potrzebuję być też tak traktowana, bo jak partner ma się domyślić, skoro relacja trwa, my nic nie mówimy…

Ale też często my sami nie zdajemy sobie sprawy z tego deficytu, dopóki nie przytrafi nam się taki bodziec.

To prawda. Często jest tak, że najwięcej emocji pojawia się w momencie, gdy nasze relacje się romantycznie zaczynają. Potem jakoś tak idzie i mało zastanawiamy się nad tym, czego nam potrzeba, nie bierzemy odpowiedzialności za swoje potrzeby. Poza tym też często w pogoni dnia codziennego, pojawiają się nasze nowe role społeczne – stajemy się rodzicami, pochłania nas praca. Jakoś uwaga od tej relacji romantycznej odchodzi na rzecz innych, też równie ważnych, spraw w naszym życiu. I właśnie chęć zdrady albo sama zdrada jest bodźcem, który nas budzi z tego wszystkiego, z takiego poczucia, że jest dobrze. Bo w jakiś sposób ten czas, w którym zaniedbywaliśmy nasz związek, a także swoje potrzeby i partnera trwał. I nagle jest takie BUM i trzeba coś z tym zrobić.

To ważna umiejętność przyjrzenie się z boku temu, co się dzieje, a nie wchodzenie na wariata w zdradę. Przecież nasz związek też ewoluuje, tylko brak nam refleksji, co tak naprawdę się zmienia.

Brak nam czasu i brak nam wzorców, że to jest ważne. Mało mamy uważności wokół tego. Jesteśmy nauczeni, że jak już mamy tego męża czy żonę, partnera na całe życie, to tak już jest na zawsze i teraz przechodzimy do kolejnych etapów – rodzina, praca… Taka jest część prawdy. Ale też nie wiemy do końca, jak dbać o tę relacje. Bywa, że jeśli  sami jesteśmy nieuważni na siebie, to też nie mamy możliwości, by być uważnym na drugiego człowieka, a szczególnie w takim trybie życia jak dzisiaj – kiedy dużo pracujemy, potem chcemy odpocząć i nie ma już przestrzeni na zajmowanie się trudnymi sprawami w relacji.

Bo też nie jest łatwe, żeby się z tym zmierzyć. Ale rzeczywiście problemy nie znikają, tylko eskalują, dzieje się oraz więcej złego i mocniej odczuwalnego. I często kończy się to zdradą, zranieniem, a wtedy trudno już się tym nie zająć, tyle, ze czasem może być już za późno. Ale czasem wcale nie.

Toczą się nieustannie dyskusje, czy zdradę wybaczać, czy nie. Ale są też opinie, że po zdradzie nasz związek może być lepszy, można wejść na jego wyższy poziom.

Z tym czy wybaczyć czy nie, nie ma jednej odpowiedzi, bo tyle ile relacji tyle opinii. Istotne jest to, by w całej tej sytuacji mieć czas na reakcję i zastanowienie się nad przyczyną. Każdego, kto przychodzi do mnie na terapię i mówi, że zdradził, pytam: ale jaki jest problem? I dla wielu problemem jest fakt, że ich zdrada wyszła na jaw. Dla innych, że ma się do tego tendencję. Tymczasem bardzo ważne jest, by przyjrzeć się zdradzie. Ludzie mają zazwyczaj poczucie winy, nie chcą zajmować się tym, co trudne. Nawet dla tych, którzy zdradzają, jest to powód do wstydu, chociażby z tego powodu, że zdrada jest oceniana społecznie.

Ale bardzo ważne jest, by zrobić temu miejsce, a z drugiej strony, by dać sobie przestrzeń na reakcję. I te są przeróżne. Bo dla niektórych to w ogóle nie jest problem i uważają, że zdrada jest wpisana w relację i nie ma co robić z tego tragedii. Ale bywa też tak, że zdrada mocno godzi w poczucie godności i jest bardzo głęboko raniąca. W takiej sytuacji, by można mówić o dalszej relacji,  należy rozważyć zemstę. Zemsta jest zupełnie niepopularna społecznie i postrzegana jest jako coś bardzo negatywnego. Warto jednak sobie przypomnieć, jak reagują dzieci  – kiedy małemu dziecku się coś zrobi, ono natychmiast musi oddać, żeby odzyskać swoje poczucie godności. I ten mechanizm jest też bardzo przydatny do pracy z zemstą. Jeśli ktoś został bardzo mocno zraniony, to żeby w ogóle była możliwa rozmowa o tym, czy coś dalej, i czy razem czy osobno, to musi być to „oddać”.

Chęć zemsty jest wyrazem ciągłego przywiązania do drugiej osoby. Warto o tym pamiętać. Jeżeli tego nie przejdziemy, to ludzie podejmując decyzję, że nadal będą razem, mszczą się na bieżąco, mszczą się latami. A osoba, która zdradziła  przez cały czas czuje się winna. Zatem zdrada nie posłużyła w żaden sposób tej relacji, tylko zatruwa ją na lata.

Jeśli doszło do zranienia poczucia godności, to naturalną rzeczą jest potrzeba zemsty, żeby móc później wspólnie kontynuować życie. Mścić można się na wiele sposobów. Ważne jest, by „oddać” tak, żeby przestało boleć – często są to wyzwiska, wściekłość, ukaranie na różne sposoby partnera. I niezwykle istotne jest, żeby druga strona miała świadomość, że zemsta to próba kontaktu, próba budowania czegoś nowego. Bo jeśli jest obojętność, to tam nic już nie ma, a jeżeli jest złość i poczucie urażenia, to są one miarą przywiązania do drugiej osoby i uczuć. Ważne jest określenie, co wyrówna nasz ból i co sprawi, że będziemy chcieli w ogóle rozmawiać.

A to jest niezwykle trudne…

Zgadza się, to jest trudne. I prawda jest taka, że gdy chcemy się zemścić na oślep w emocjach, to nie przyniesie nam nic dobrego. Warta jest pomoc psychoterapeuty, żeby oddzielić reakcję od zranienia.

Inną bardzo ważną rzeczą w przypadku zdrady jest fakt, żeby nie zostawać z partnerem, który nas zdradzał ze strachu przed samotnością, bo boimy się zostać sami. To częsty przypadek, ale trudno, żeby taka relacja się dobrze skończyła. Jesteśmy tam, bo boimy się czegoś nowego.

Często pytamy siebie – co jest takiego we mnie, że przyciągam partnerów, którzy zdradzają?

Pracuję z kobietą, której mąż ma notoryczne „skoki w bok”. Co się okazuje – otóż ta kobieta kompletnie wyzbyła się swojej kobiecości, oddaliła ją od siebie, a sama miałaby ochotę na flirt z innymi mężczyznami. To nie jest rozwiązanie dla każdego, ale są rzeczywiście sytuacje, że jeśli my wiążemy się z partnerami, którzy jakoś są zainteresowani innymi, to musimy sprawdzić, czy tego nie ma w nas. Wiadomo, że są przekonania, które nas ograniczają, bo jednak zdrada jest społecznie piętnowana. Ale gdy gdzieś głęboko mamy na to ochotę, to być może wiążemy się z osobami, które mają do tego łatwość.

Oczywiście może to być jedna z przyczyn, ale tak naprawdę zazwyczaj jest to  bardzo indywidualne. Każdy z innego powodu wiąże się z taką osobą. I chociaż jest to trudne, warto, by osoba zdradzana przyjrzała się dla kogo jej partner ją zdradził, kto to jest, bo to może być odpowiedzią, czego w tym związku brakuje. Na przykład gdy jest to kobieta z poczuciem humoru, otwartością na różne rzeczy.

Pracowałam też z kobietą, która notorycznie zdradzała swojego męża. Problem polegał na tym, że on jest czułym, troskliwym facetem, bardzo ciepłym – taki misiu, który dawała jej ogromne poczucie bezpieczeństwa. Tymczasem ona – seks bomba, biegała przed nim w podwiązkach, a on tego zupełnie nie zauważał. I chociaż kocha go i jest z nim szczęśliwa, to jednak wskakuje w czerwone kiecki i w te podwiązki i jeździ do innego faceta… Uważam, że jeśli mężczyzna wybiera sobie taką kobietę za żonę, to on prawdopodobnie ma w sobie tę ikrę i tego silnego mężczyznę, ale też trudno mu do tego mieć dostęp albo z  jakiegoś powodu tego nie wybiera.

Dlatego tak ważne jest komunikowanie swoich potrzeb, bo dla kobiety to, że zdradza też nie jest łatwe. Bo skoro jest w dobrym związku, kocha, to dlaczego ciągle zakochuje się w innych facetach i o nich myśli. Zwłaszcza, gdy jest w małżeństwie, z którego nie chce rezygnować, bo ono odpowiada na wiele innych jej potrzeb.

W kochanku znajdujemy to, czego nam w związku brakuje?

Bardzo często tak jest. Bo przecież jeśli jesteśmy w relacji, to tę drugą osobę bardzo dobrze znamy. Natomiast, gdy poznajemy kogoś, kto nas pociąga, mniej ta cała postać, człowiek nas interesuje. Skupiamy się na konkretnych cechach, zachowaniach, to z czym ta osoba ma łatwość, co jest dla nas w jakiś sposób bardzo atrakcyjne. I właśnie tym poczuciem atrakcyjności można się zająć, to jest to, co my potrzebujemy zauważyć, zrozumieć i z czego tak naprawdę możemy skorzystać dla siebie i dla rozwoju naszej relacji.

Wychodzi na to, że  ze zdrady, a nawet z samej chęci zdrady możemy wyciągnąć coś dobrego dla siebie, dla związku. Możemy popracować nad deficytami.

Po zdradzie jest to trudniejsze, ale też dużo silniejsze, bo trzeba się tym naprawdę zająć. Ale przyznam szczerze, że przed zdradą mało osób ma taką refleksję na ten temat. Bo my też nie jesteśmy nauczeni myśleć w ten sposób o zdradzie. Raczej przyjęte jest, że to coś złego, że należy się tego wystrzegać i że nie ma w tym nic dobrego, że jest to jakaś fanaberia. Nie myślimy o zdradzie jako o potencjale.

I zamiast ukrywać się z telefonem i odpisywać w łazience na SMS-y, żeby mąż czy żona nie widzieli, lepiej usiąść i zastanowić się, co tak naprawdę się dzieje?

Właśnie, ale też często nie mamy z kim o tym porozmawiać. Nawet przyjaciel raczej będzie skłonny powiedzieć: „co ty wyprawiasz, daj sobie spokój, zniszczysz sobie życie dla jakieś miłostki”. Mało osób ma podejście na zasadzie: to przyjrzyjmy się temu, pogadajmy. Interwencje raczej mają na celu za wszelką cenę utrzymać związek.

Problem polega też na tym, że my lubimy bezpieczeństwo, a nie zmiany. I związek też chce utrzymać status quo, a zdrada wprowadza destabilizację. Co więcej, każda ze stron w związku musi na to zareagować,  a my nie robimy tego chętnie, wolimy, żeby nie było problemu, po co się nim zajmować. W związku z tym łatwiej jest zignorować to, że ktoś się nam podoba i zbagatelizować to, bo odsuwamy w ten sposób potrzebę zajęcia się problemem… Może raz się uda. Ale gdy to się powtarza, to jednak warto się temu przyjrzeć i stanąć twarzą w twarz.


 

anna borysAnna Borys – psychoterapeutką, ukończyła  I etap Programu Licencyjnego Instytutu Psychologii Procesu, Politykę relacji – studium rozwiązywania konfliktów i pracy ze światem oraz kurs Relacji terapeutycznej. Jest członkiem Polskiego Stowarzyszenia Psychoterapeutów i Trenerów Psychologii Procesu. Prowadzi terapię indywidualną i warsztaty (m.in. Anatomia zdrady, Recepta na miłość, Kobiety, które kochają za bardzo, Sztuka kochania, W ogniu konfliktu) pod superwizją dyplomowanego terapeuty psychologii procesu. Pracuje z problemami w relacjach. Wszyscy jesteśmy w relacjach, w tych chcianych, niechcianych, upragnionych, przypadkowych, jak również konfliktowych. Relacje, szczególnie powtarzające się w nich schematy, dużo mówią o nas samych. Bycie z drugą osobą uczy nas stawiać granice i komunikować nasze potrzeby. Interesują ją symptomy. Choroba lub dolegliwości fizyczne sprawiają, że czujemy się niekomfortowo. Terapia pomaga czerpać siłę z tego co się nam przydarza, ponieważ ciało jest mądrym przewodnikiem. Fascynuje ją praca ze snami. Są one interesującą drogą do zgłębiania tych części nas samych, których jeszcze nie znamy. Ich potencjał jest nam w życiu potrzebny. Lubi medytację w ruchu, tańczy od 10 lat. Kocha nurkować i z przyjemnością gra w gry planszowe z przyjaciółmi.

 


Najlepsze z najlepszych. 7 polskich hoteli, które uwielbiamy!

Redakcja
Redakcja
21 sierpnia 2017
Fot. Hotel Lidia / Materiały prasowe
Następny

Ostatnie dni wakacji. W tym roku, zamiast się smucić, wykorzystajcie je do maksimum! Jeśli po urlopie zostały już tylko piękne wspomnienia, najwyższa pora by wykorzystać ostatnie dwa weekendy na ostateczne naładowanie baterii!

A jak to zrobić skutecznie? Przede wszystkim wybrać się w miejsce wyjątkowe, takie, do którego chce się wracać. Zapraszamy na nasz bardzo subiektywny przegląd polskich, ukochanych hoteli. Takich, które mamy blisko, chętnie odwiedzamy i odkrywamy co roku na nowo!

Śmierdzę żarciem. Nawet jeśli nie, to i tak szef ma rację, ja idiotka śmierdzę…

Listy do redakcji
Listy do redakcji
20 sierpnia 2017
Fot. iStock/Juanmonino
Fot. iStock/Juanmonino
 

– Długo zamierzasz stać jak ta miotła między półkami?- Anka rozejrzała się po sklepie. Nie było żywej duszy, ale to żaden problem. Szef lenistwa nie znosi, szybko znalazł jej zajęcie. „Nudzisz się? To zap*ierdalaj ze śmieciami”. Tak jest szefie!

Małe miasteczko. Jeśli znajdujesz tu dobrze płatną pracę, trzymasz się jej choćby nie wiem co. “Szanuj szefa swego, możesz mieć gorszego” – śmieje się z przekąsem Ania, pracownica sklepu z AGD. Tabliczka z takimi słowami wisi w jego gabinecie. Czy tak jest? Nie zawsze, czasem okazuje się że jesteś w miejscu, z którego nikt cię już niżej nie zepchnie.

„Śmierdzisz żarciem”

Praca w sektorze handlowym potrafi człowieka nieźle zmęczyć i zniechęcić do wszystkiego. Szczególnie, gdy na odcisk raz i drugi nadepnie uporczywy klient. Niektórzy “apacze” przychodzą i zawracają głowę, bo lubią. Ot, po prostu, przyjść, obejrzeć produkty, zadać kilka pytań i wyjść. Ale klient nasz pan, więc obsługujesz go trzeci raz tego samego dnia z przyklejonym uśmiechem. Mijają godziny, patrzysz nerwowo na zegarek, byle do przerwy, zjesz coś, odchamisz się… i po prostu usiądziesz.

Nie tym razem, zamiast spokoju, zderzasz się po raz  pierwszy z tym, co przynosi rzeczywistość.

– „Śmierdzisz żarciem” – rzucił  mi w twarz szef wchodząc do pokoju, który służy za szatnię i stołówkę w jednym. Nie mogłam uwierzyć, w to co usłyszałam. Spojrzałam na swoją kanapkę z tuńczykiem, odechciało mi się jeść. Szef bywa dobitny i bardzo konkretny – Śmierdzisz ty i śmierdzi całe pomieszczenie, chcesz jeść takie rzeczy, to wyjdź za sklep.

Wstała, wyszła, to był jej ostatni posiłek w tym miejscu.

Motywacja: Czynsz 470 zł. Śmierdzę żarciem.

„Idiotko, gdzie ty pustaku kładziesz te opakowania?!”

Nie taką przyszłość dla siebie wymarzyła. Ukończyła dwa fakultety na uniwerku, marzyła o pracy w zawodzie. Brak wolnych etatów w banku zmusił ją do wzięcia innej pracy, na przeczekanie. Kiepska praca za dobry pieniądz, ale nie chciała narzekać, zresztą gdzie indziej teraz by poszła. Praca może byłaby znośna, tylko szef postanowił inaczej.

Idiotko, gdzie ty pustaku kładziesz te opakowania?! – szef nie krzyczał, on ryczał na cały sklep. – Zatkało mnie, stanęłam jak wryta a inni pracownicy rozpierzchli się między półkami. Cholera, zamyśliłam się, położyłam towar przez pomyłkę w innym miejscu. Fakt moja wina, ale to nie powód by mieszać mnie z błotem. “Ty idiotko” słyszę to za każdym razem, gdy szef ma ochotę mnie zbluzgać. Ja nie myślę? Owszem, po czymś takim przestaję myśleć, bo świadomość mojego uwiązania w tym miejscu aż boli.

Motywacja: Rachunki około 300 zł. Jestem idiotką (z dwoma dyplomami).

“Pilnuj się, bo cię wypi*rdolę z roboty, pójdziesz na bruk debilko!”

Praca powoli przestaje być znośna. Za to znośna i bardzo porządna jest wypłata, która odrobinę podbudowuje zadeptywaną w pracy godność.

Godność? A co to takiego? 

Mam dość, serdecznie. Ale jak co rano wstaję o wiele wcześniej niż powinnam, bo i tak nie mogę spać. Wstaję, szykuję dziecko do przedszkola. Im bliżej wyjścia z domu, tym bardziej boli mnie brzuch i nic nie mogę na to poradzić. Poganiam córkę, bo nie mam czasu, nie mam cierpliwości, wypycham ją za drzwi, nie mogę się spóźnić!

K*rwa!!! – poleciało przez sklep – Anka, do mnie!!! Nawet się nie zastanawiałam, rzuciłam robotę i poleciałam do szefa. Wymachiwał mi przed nosem plikiem papierów, szukając jakiegoś zestawienia. Rzucił papiery na biurko, po czym kazał mi znaleźć brakującą kartkę, której na oczy nie widziałam. – Szefie, ale ja nie wiem gdzie to jest, szukał szef w sejfie? Nie, nie szukał, ale pytanie go rozzłościło – Debilko, to sama szukaj, zapamiętaj sobie, wiem że to ty zgubiłaś, i radzę ci to znaleźć. Usłyszałam za plecami jeszcze to “pilnuj się, bo cię wypi*rdolę z roboty, pójdziesz na bruk”. Najgorsza możliwość.

Motywacja: Przedszkole 210 zł plus wydatki. Jestem debilką (tak trzeba).

„Pilnuj swojej p*zdy!”

Córka zachorowała, nie miałam wyjścia, musiałam iść do szefa prosić o wolne. To co usłyszałam, wolałabym na zawsze zapomnieć. Dla szefa nie ma dziecka – jest bachor, mój bachor. Dla szefa nie jestem matką, a pracownikiem który ma pilnować swojej “p*zdy”. Szef ma dziecko, ale to szef, on nie musi żebrać by pozwolono mu pojechać po córeczkę do przedszkola – czuć w głosie rezygnację, jakby nie było dziecka, tylko jedyna i słuszna praca.

Nie pojechała, małą po pracy odebrał mąż, strach okazał się silniejszy.

Motywacja: Rata kredytu 1300 zł. Pilnuję swoich spraw, swojej p*zdy i bachora. Mojego bachora.

Każdy ma swoją cenę. Ja kosztuję 2,500 PLN na rękę

Każdy dzień wygląda tak samo. Rezygnacja, ciągły stres, notoryczne bóle brzucha. – Nie jem przed pracą, nie jem w pracy, więc chudnę. Akurat dla mnie do dobrze – uśmiecha się smutno – fajnie jest mieć paręnaście kilo mniej, nie ma śladu po mojej nadwadze. Jedyny pozytyw to nowa, lepsza figura i regularnie spłacane rachunki, resztę trzeba przetrzymać. W sumie wolę być chuda ze stresu niż z głodu. 

Pytasz czy się zwolnię? Nie, nie chcę jeść tynku ze ścian. Odejdę z tej pracy dopiero jak mnie szef wywali, a później pójdę do sądu. A może i nie, bo jak się taki smród rozniesie po mojej mieścinie, to gdzie ja znajdę pracę?

Czy mam walczyć o zasady, kłócić się z szefem o to czy śmierdzę czy nie? Nie mogę, wszystko ma swoją cenę, ja też. Co miesiąc 2500 na rękę. Tak, szef ma rację, śmierdzę…

Sięgasz dna, dalej nic już nie ma. Giń albo wreszcie się postaw!

Zrobiłam to, po prostu to zrobiłam!!! – krzyk Anki mało nie rozsadził telefonu. Co, zrobiła, jak zrobiła i czemu tak głośno, z marszu się dowiedziałam. Nie musiałam pytać, wypłynęła rzeka słów.

Było tylko gorzej – wyrzucała z siebie słowa, jak z karabinu – szef nie przebierał w słowach, zaczął obrażać mnie przy pracownikach a raz czy dwa, nawet klientach. Wylał na mnie szambo, którym się mało nie utopiłam. Zaczęłam nagrywać, ze strachu, że gotów posunąć się dalej, że coś mi zrobi. Nie tknął mnie co prawda, ale nie wiadomo do czego nienawiść pchnie drugiego człowieka. Tak, on mnie po prostu nienawidzi. Kupiłam leki na uspokojenie, takie ziołowe, w każdej aptece mają. Dało się po nich trzeźwo myśleć, chodziłam do pracy i pilnowałam, żeby dyktafon zawsze był włączony. Zebrałam godziny nagranych wyzwisk, pomiatania, nawet nie chciałam się już bronić. Pewnego dnia przyjechała kontrola, ktoś z wyższego szczebla, pytali pracowników, jak się nam pracuje. Zapraszano nas do pokoju w pojedynkę, na rozmowę. Szłam na trzęsących się nogach, nie umiałam opanować stresu. Było o wiele trudniej niż podejrzewałam, odpowiadałam na pytania jak automat, do momentu pytania o moje samopoczucie w zespole. Nie wytrzymałam , pękłam… To było upokarzające, ale stało się, zaczęłam mówić jak było naprawdę. Inspektor poprosił o nagrania, widziałam jak pobladł po kilku minutach.

Anka dosięgła dna, gdy wyrzuciła z siebie całe zło, w kierunku obcego człowieka. Obiecał pomoc. Słowa dotrzymał szybciej, niż Anka mogłaby o tym pomyśleć.

Za radą inspektora wzięłam kilka dni zwolnienia lekarskiego, on obiecał załatwić sprawę. – wspomina – Wróciłam z kulą ze strachu w gardle. Nie mogłam w to uwierzyć, szefa nie było! Zwolnienie dyscyplinarne. Nawet nie próbował się tłumaczyć, gdy przedstawiono mu nagrania, a koledzy potwierdzili moją wersję. Nie wiem, co się dzieje z moim byłym szefem i nie jestem ciekawa. Nadal tu pracuję, nadal za 2500 na rękę, tylko teraz nie jestem idiotką, nie śmierdzę, a mój „bachor” nowemu szefowi nie przeszkadza. Nie pytaj mnie, dlaczego nic nie zrobiłam wcześniej, zrozum, przecież każdy ma jakąś cenę.


Zobacz także

Fot. iStock / Jax71

Odpowiedz sobie na pytanie, w jakim świecie chcesz żyć. W takim, gdzie z kałasznikowem wprowadzasz pokój?

„Nie poddam się, nie poddam". Co to za durna filozofia?! A życie mija...

„Nie poddam się, nie poddam”. Co to za durna filozofia?! A życie mija…

Fot. iStock / freemixer

Naucz się odpoczywać. To wcale nie takie proste