Shirley jest jednak pełna nadziei, uczy jak żyć. A ty masz odwagę żyć?

Małgorzata Ohme
Małgorzata Ohme
17 sierpnia 2017
www.krystynajanda.pl
www.krystynajanda.pl

Oglądam po raz kolejny Shirley Valentine, monodram (znakomity!) Krystyny Jandy w Teatrze Polonia. Co kilka lat powtarzam tę przyjemność, tak samo śmieję się, wzruszam i zachwycam, a jednocześnie zdumiewa mnie jej ponadczasowość. A o co chodzi?

Ona, klasa średnia, matka, żona, przez większość czasu rozmawia ze ścianą. „Słuchaj ściana, a pamiętasz?”, „Ściana, ale to było wydarzenie!”. Ściana to synonim samotności. Które z nas na różnych etapach związków nie rozmawiały ze ścianą? Ja tak.

Gotuje, sprząta, chodzi na zakupy, jej życie ogranicza się do sumy tych samych czynności, które są częścią życia większości z nas. Mąż wraca do domu, rozkłada gazetki o motoryzacji i czeka aż będzie mu do stołu podane (trochę taka parabola stereotypowego małżeństwa). W sumie chodzi jej w życiu o odrobinę uwagi.  Brzmi znajomo, prawda?

Raz w miesiącu robi większe zakupy, jedzie autobusem na drugi koniec miasta, wraca objuczona siatami. Zawsze wtedy pada? Dlaczego? Dlaczego tego dnia właśnie pada? Czy świat jest przeciwko niej? Czasami płacze. Płacze tak mocno, że zalewa się łzami, właściwie nie ma powodu by tak płakać. Jest mąż, nie bije, są dzieci, nie siedzą w więzieniu, wystarcza na ziemniaki i sadzone. Więc o co chodzi?

Dużo opowiada ścianie o przeszłości. Wtedy, gdy miała marzenia i odwagę. Była kolorowa i nosiła obcisłe sukienki. Głośno się śmiała. Przeszłość jest znacznie bardziej interesująca niż teraźniejszość. Mówi, że po pięćdziesiątce każe się kobietom umierać.

A potem dzieje się coś. Jedna decyzja, która zmienia wszystko. Wcale nieskomplikowana, niezbyt oryginalna, prosta jak drut, na wyciągnięcie ręki dla ciebie lub dla mnie. Bo wbrew naszym wyobrażeniem, to głównie małe zmiany pociągają za sobą większe.

Jak to się dzieje? Po prostu pewnego dnia postanawiasz zrobić coś inaczej. Najczęściej wiesz, że nikt nie będzie cię w tym wspierał, no może tylko psycholog lub daleki znajomy z FB. Bliscy najczęściej życzą nam dobrze, pod warunkiem, że to nie narusza ich komfortu. A przecież niewiele można zmienić nie naruszając terytorium innych. Czyli pat. Córka Shirley na wieść o tym, że ma zająć się ojcem, wyprowadza się do koleżanki. Co za wygłup mieć na „starość” marzenia.

Także tak. Resztę znasz. Z opowieści innych, ze sztuki Shirley Valentine lub ze swojego życia. Gdy raz coś zrobisz inaczej, gdy staniesz nad morzem i zachwyt złapie cię mocno za gardło, gdy poleją się łzy i pomyślisz „co tak głupio płaczesz, przecież jest pięknie”, a przecież płaczesz właśnie dlatego, że jest pięknie, a ty tak rzadko tego doświadczasz.

„Dlaczego tyle życia zmarnowałam?”- pyta Shirley. Można dyskutować, co to znaczy zmarnować życie, czy „produkowanie”: dzieci, mebli, jedzenia, podróży, produktów, pracy jest bezsensowne. To takie życie na taśmie. Dzień za dniem. Miesiąc za miesiącem. I rok za rokiem. Ale produkcja tworzy gospodarkę przecież.

Z drugiej strony twoja „produkcja” przyczynia się do rozwoju gospodarki. Dzięki temu istnieje i wzrasta rodzina. Ściana, powiedz, że to ma sens. Dlaczego milczysz ściana?

Shirley jest jednak pełna nadziei. Wzruszająca. Radosna. Słodko-gorzka. Uczy jak żyć.

A ty masz odwagę żyć?


Najwyższy czas, żeby porządnie się zmęczyć? Oto 8 powodów, dla których warto uprawiać crossfit

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
18 sierpnia 2017
fot. iStock/ PeopleImages
fot. iStock/ PeopleImages

Crossfit od kilku lat jest jedną z najpopularniejszych form treningu. Narodził się w Stanach Zjednoczonych i początkowo służył do trenowania kalifornijskiej policji, później straży pożarnej i armii. W skrócie można powiedzieć, że chodzi o maksymalne zmęczenie w krótkim czasie, bowiem jedna sesja treningowa to tylko 20 minut! Pompki, podskoki, przeskoki, podciąganie na drążku, przysiady, dźwiganie ciężarów, brzuszki, bieganie… No dobrze, ale co poza zmęczeniem daje nam crossfit? Całkiem sporo – poznajcie osiem jego zalet!

Poprawia kondycję, siłę i wytrzymałość

W crossficie nie ma miejsca na nudę! Łączy on w sobie trening siłowy z treningiem kardio o wysokiej intensywności. Pracuje całe ciało, a ćwiczenia zwiększają naszą siłę, wytrzymałość, elastyczność i gibkość,  a nasza kondycja jest wyraźnie lepsza.

Jest szybki i skuteczny

Duża intensywność treningu daje szybkie i wyraźne efekty. Podczas ćwiczeń spalamy duże ilości kalorii, a każdy trening to nowe wyzwanie, nie ma tutaj czasu na odpoczynek – działamy bez przerwy. Jeśli jesteśmy zabiegani, wystarczy 20 minut – jedna sesja – by spocić się i porządnie zmęczyć.

Poprawia wydolność tlenową

Pod wpływem treningów crossfit płuca stają się bardziej efektywne w wymianie tlenu, a nasze ciało otrzymuje go więcej – mięśnie, które intensywnie pracują, będą za to wdzięczne! Serce też na tym sporo zyskuje i staje się zdrowsze.

Wzmacnia układ krążenia

Wysoka intensywność to wyzwanie dla naszego serca – pompuje ono krew mocniej i szybciej niż kiedykolwiek! Dzięki wytężonej pracy wzmacnia się, co może zmniejszyć ryzyko chorób układu krążenia.crossfit2

Spala mnóstwo kalorii

Crossfit to jeden z najefektywniejszych sposobów na zredukowanie zbędnej tkanki tłuszczowej – idealny zatem dla tych, którzy marzą o schudnięciu lub chcą utrzymać swoją wagę. Ponadto crossfit pozwala utrzymać w ryzach poziom insuliny we krwi, dzięki czemu nie dopadną nas nagłe ataki głodu, a pokusy nie będą tak silne.

Jest niedrogi

Crossfit bardzo często ćwiczy się w grupach, co wiąże się z mniejszymi kosztami. Nie potrzebuje też dużej ilości sprzętów, bo większość znajdziesz na siłowni (drążki, sztangi, ciężarki) – wystarczy wygodny strój sportowy. A jeśli chcesz ćwiczyć w domu, to masz do dyspozycji ciężar własnego ciała – nawet bez sprzętu można ułożyć sesję treningową, która da ci niezły wycisk.

Poprawia samopoczucie i humor

W czasie treningu i po jego zakończeniu nasz mózg wydziela hormony szczęścia (czyli endorfiny), które poprawiają nasze samopoczucie – choć zmęczeni, jesteśmy przeszczęśliwi. Dzięki temu mamy lepszy humor, więcej energii w ciągu dnia, a także zdrowszy i spokojniejszy sen.

Wzmacnia charakter

Każdy trening to wyzwanie, która zmusza nas do wytężonej pracy i pokonywania tego, co wydaje nam się niemożliwe. Nieustannie pracujemy nad tym, by wykonywać ćwiczenia lepiej, szybciej, z większą siłą. Rywalizujemy tez często z innymi członkami grupy, co ma niebagatelny wpływ na motywację. Nie ma mowy o poddawaniu się, trzeba walczyć – przede wszystkim z samym sobą.

Uwaga!

Crossfit nie jest dla każdego! Powinny zrezygnować z niego osoby po zabiegach, operacjach, wypadkach czy kontuzjach, z rozpoznaną osteoporozą, niewydolnością układu krążenia i układu oddechowego, chorobami serca, nadciśnieniem lub innymi dolegliwościami, które uniemożliwiają ćwiczenia i wpływają na osłabienie organizmu. To bardzo intensywny i wymagający trening, w którym łatwo o kontuzję.

Wolicie inne formy treningu? Może pływanie, rower albo joga? Możliwości jest całkiem sporo, na pewno wybierzecie coś dla siebie :)

Na podstawie: www.sfd.pl  www.wformie24.poradnikzdrowie.pl

Zapisz


„Mąż zdeklarowany pilnie poszukiwany, bo nie mam czasu na szukanie”. Drogie Panie, spuście powietrze z tego balona!

Listy do redakcji
Listy do redakcji
17 sierpnia 2017
Fot. iStock/wundervisuals
Fot. iStock/wundervisuals

„Szukam męża, ale bez ściemy. Nie mam czasu na czekanie, jeśli masz tempo żółwia” – tak powinny anonsować laski na Tinderze. Sorry za wyrażenie „laski”, ale jak Kuba Bogu, tak… Bo ja też mam wrażenie, że jestem uprzedmiotowiony. Nad waszym łóżkiem zamiast obrazka z Bozią, zdjęcie rodziny. Moje zadanie? Jak najszybciej się w to wpasować. 

Kobiety na Tinderach dzielą się na dwie grupy. Na te tuż po 30-tce, które już histerycznie szukają faceta, najlepiej nie z odzysku, choć każdy i tak podejrzany, bo skoro żadna go nie chciała, to musi być jakiś wybrakowany albo psychopata. Znajomy mówił mi, że zawsze opowiadał ckliwą historię o długoletnim związku, gdzie ona go zdradziła i zraniła tym samym. „To wystarczało, nie musiałem tłumaczyć, że nie znalazłem jeszcze kobiety, z którą chciałbym być” – tłumaczył. Tym bardziej, że wśród tych najbardziej podejrzliwych też nie zamierzał wybierać, więc kłamstwo uchodziło mu właściwie na sucho, bo do drugiej randki nigdy nie dochodziło.

Siadasz wieczorem. Oglądasz zdjęcia, czytasz co lubią, kim są, o czym marzą. Co za bzdury piszą. Najczęściej są tu z ciekawości, oczywiście pierwszy raz w życiu, i na luzie. Czasami jakiś romantyczny cytat, ale zakończony ironią, by zdjąć z niego ciężar napięcia.  Bo one są lekkie jak motyle, lubiące zabawę, niezobowiązujący flirt i tak dalej. HA HA HA. „Niezobowiązujący”odbija ci się czkawką, jak przez pięć minut nie odpiszesz, bo akurat chce ci się siku (nie daj Boże kupe). To już znak, że ściemniasz. Jak nie ściemniasz, jesteś online 24/h.

A więc czytasz te podpisy pod zdjęcia, kompletnie nieświadomy. Patrzy na ciebie uśmiechnięta buzia albo kocie oczy i czasami to jest impuls, że odezwiesz się akurat do tej, a nie innej dziewczyny. Nie masz pojęcia stary co cię czeka!! Przez rok siedziałem na Tinderze. Przez rok czułem się jak żywa przynęta.

– Ile chcesz mieć dzieci? – Gdzie chciałbyś mieszkać? – Gdzie pracujesz, ile zarabiasz, sam mieszkasz czy z kolegami/rodzicami? – Masz dzieci? – to stały zestaw pytań, które w niby luźnej rozmowie zawsze się powtarzają. Jak przegląd konia, czy akurat ten wygra wyścig.

– Gdzie byłeś jak cię nie było? Nie pisałeś a byłeś online? Po co? Dlaczego jeszcze się nie wylogowałeś z tindera skoro piszemy? I co mam jej napisać? Że żyję, myślę o niej, ale oprócz tego oddycham, jem, wypróżniam, spotykam ze znajomymi, loguje bo nie mam tam kilka rozpoczętych korespondencji. Bo, wreszcie, nie wiem co będzie?

Jest jeszcze jedna grupa, tych przed 40-tką. Drugi sort – jak żartują moi koledzy. Po rozwodach, z dziećmi. Im to się dopiero pali grunt pod nogami. Jakby tylko mogły, to najchętniej walizki już by spakowały i przeprowadziły faceta do siebie. Obiad ugotowany, trzydaniowy, seksowna bielizna, kwiaty w doniczkach, szuflada z lawendą- gotowe życie po prostu czeka. Bylebyś nie zwlekał, o tu jeszcze czas jest ważny. Nie dość, że ten co świeżak, to szybko wyłapany, to jeszcze one myślą: „Jak do czterdziestki nie znajdę, to później kto będzie mnie chciał”. Więc one się spieszą bardzo i facetów pospieszają. Bo pogadasz wirtualnie z nią o życiu, jest miło, przyjemnie, umawiacie się, a ona już chce deklaracji. Ona już myśli, że wy razem tak zostaniecie. Kurde nie wyślesz SMS-a jak obiecywałeś, to albo bombarduje cię wiadomościami, albo gdy dzwonisz jest obrażona! No ja pierdzielę. Serio? Jakbyś miał wybrać w katalogu po zdjęciu laskę, iść z nią na randkę i już wiedzieć, czy to ta na resztę życia. Bo ona NIE MA CZASU. Jej się spieszy, ona nie chce tracić ani chwili na jakieś niezobowiązujące spotkania, z których nie wiadomo, co wyjdzie, bo przecież może nie wyjść nic. A ona? Będzie starsza o kilka miesięcy i bliżej tej przeklętej czterdziestki. A może jakaś inna okazja przejdzie jej koło nosa, kiedy będzie z tobą się umawiać do kina, drinka, czy weekendowy wypad. Ona chce deklaracji od razu! Od razu chce mieć pewność, że to nie ściema.

Szczerze? One są jak piranie, którym wody brakuje i złapanie zębami pierwszego lepszego, ale zdeklarowanego jest jedynym celem ich emocjonalnego życia. One nie bawią się w rozmowy, w poznawanie się, w spotykaniu się, wyczuciu. Walą kawę na ławę, jakie są, z czym mają problem, czego oczekują od faceta (niejedna kazała mi wysłać zdjęcie penisa, by rozmiar się zgadzał) i badawczo przyglądają się, jak reagujesz. Siedzą, nerwowo spoglądając w zegarek, jak już wiedzą, że nic z tego nie będzie, że ja – czyli ten gość naprzeciwko – chce powoli, spokojnie, zobaczyć, czy w ogóle do siebie pasujemy, banalnie poznać się lepiej. Ich to nie interesuje. „Gościu albo się decydujesz albo dupy mi nie zawracaj”. Dosłownie. A gdy tylko wychodzisz, łapią za telefon i przeglądają kolejne zdjęcia i oferty mając nadzieję, że tym razem szczerze matrymonialne i poważne.

Kręcą się w kółko, coraz bardziej sfrustrowane, zdyszane, nieobecne. Bo to jest wyścig. Wyścig po faceta, po jego uwagę, SMS-y, telefony, zainteresowanie.Jakby nie było innej drogi. Nasi dziadkowie chodzili do kawiarni, pili kawkę, zapalili papieroska, następnym razem złapali się za rękę w kinie, ona napisała wiersz, poperfumowała kopertę, on kupił kwiatka albo zebrał na łące. Rozumieli pojęcie czasu.

Tinder, Facebook, portal randkowy, whatever – nawet w wirtualu nie da się na skróty. Wrzućcie Brada Pitta na tapetę albo Ryana Goslinga, a obrazki rodzinne odłóżcie na później. Nastawcie się na fajne spotkanie, relaks, dobrą kawę, a może coś was zaskoczy? A tak w ogóle gdybyście spuściły powietrze z tego balona, już dawno by was tu nie było.

ps. Iwona, sorry, nie przyjadę w niedzielę na obiad do twojej mamy. Znamy się tydzień!!!!


Zobacz także

Jaroński/ skandalista

Zajrzyj i rozwiąż rebusowe ilustracje. Świetne

Pięć kroków do zdrowej skóry twarzy latem

Nie zawsze warto inwestować w drogie kosmetyki czy wizytę u kosmetyczki. Wszystko co chciałybyście wiedzieć o urodzie

Fot. iStock/Nadezhda1906

Rodzice nie dali ci w dzieciństwie wsparcia? Wyrzuć to ze swojej głowy. Jak pozbyć się fałszywych przekonań o sobie?