Związek

„Zaufałam i czekam na ciąg dalszy. Po prostu jesteśmy dla siebie. Bez żadnych gwarancji, naturalni ze swoimi wadami”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
29 grudnia 2021
fot. archiwum własne autorki listu
 

14.02.2021, niedziela 5:27.  Wysłałam sparowanemu 2 dni wcześniej na Tinderze „Mariuszowi 36” – buźkę . O 6:12 odpisał i rozpoczęliśmy wspólne klikanie.

„Piszesz z 40” . Interakcja: „Lepsza inteligentna 40 niż pusta 30”.

Pisaliśmy kilka dni, bardzo naturalnie o życiu, o naszych celach, o pasjach, o tym, co przed nami… 17.02 przysłał zaświadczenie o niekaralności i zapytał, czy wypijemy kawę. Zaskoczył mnie szczególnie KRK… Zaproponował MC w mojej okolicy rano. I tak 18.02 o 8:15 czekał,  a ja jechałam, spóźniona jakieś 20 minut.
Spotkaliśmy się w realu w mroźny, czwartkowy poranek na kawę w MC. Otrzymałam w prezencie „3 Ryby”, mocno mnie to zaskoczyło. Poszliśmy po kawę, spojrzeliśmy sobie w oczy i przez kolejne dwie godziny rozmawialiśmy w moim samochodzie.

Każdy pojechał w swoją stronę, ja do pracy, on 284 km dalej do domu. Pisaliśmy kolejne dni, drocząc i poznając się. Pisząc każdego dnia, umówiliśmy się na spontanie: „Pokażesz Warszawę?” Hmmm, brak zastanowienia i to jest zastanawiające: „Tak!”

27.02 kolejne spotkanie w Warszawie – wspólny spacer po Łazienkach, rozmowa, Starówka, dużo śmiechu, pizza z mojej ulubionej pizzerii w aucie. MM okazał się młodym, energicznym chłopakiem, kibicem przeciwnej drużyny. Ja kobieta z doświadczeniem życiowym, stabilna, z domem i dziećmi. On wolny bez przeszłości, z dużym apetytem na życie, męskimi pasjami.

Po tym spotkaniu było we mnie dużo wątpliwości, czy powinnam z nim pisać, zaangażować się, czego on ode mnie chce… pewnie tylko jednego, jak to facet z Tindera. Po tym spotkaniu nadal konwersowaliśmy. Pisałam do niego: „Czego chcesz od starszej? Ty, młody, bez ogonów… A on jak obuchem w łeb: „Jeśli liczysz na seks to musisz ze mną pochodzić”. Oooo pomyślałam, to Ty sobie pochodzisz…, bo ja szukam związku, a nie seksu.

Następne dni dużo klikaliśmy i poznawaliśmy się, on słuchał uważnie, co mówiłam i reagował na to. Przesyłał cudowne widoki z tras, które pokonywał. Pisał pierwszy codziennie, po przebudzeniu miałam zawsze miłą wiadomość… i tak robi do dzisiaj…

W moim życiu nadszedł bardzo trudny czas,  choroba najbliższych osób, walka o życie. Ze strony MM otrzymałam dużo wsparcia, ciepła. Były dwa spotkania, w Częstochowie i w Licheniu. Dużo normalnych i trudnych rozmów o chorobie, rodzinie. Nadszedł najgorszy moment – śmierć mojego Taty. Ten tinderowy chłopak nie wiadomo skąd…, z jakiej rodziny, cały czas przy mnie trwał, dzwonił, wspierał i nie wycofał się. Dał mi dużo siły i rad w tym trudnym czasie.

15.04 zapytałam, czy ma ochotę na spacer juro w Rozalinie. Napisał tylko jedno słowo: ”Będę”. Przyjechał, jak zawsze, punktualnie, ja, jak zawsze, spóźniona. Było to trudne spotkanie po ciężkim dla mnie miesiącu. Miałam w założeniu go przytulić, podziękować, ale nie wiedziałam, jak. Pomógł, wyciągnął dłonie i mnie delikatnie przytulił. Było to bardzo miłe. Pojechaliśmy na długi spacer do pobliskiego Parku w Młochowie. Między alejkami zostawialiśmy nasze spojrzenia, rozmowy, uśmiech. Po tym następowały kolejne spotkania.

2.05 padał mocny deszcz, byliśmy umówieni na spacer. Aura pozwalała tylko na bycie w domu. Myśl goniła myśl, jak mamy się spotkać. Postanowiłam zaryzykować i zaprosić go do domu na kawę. Napisałam tylko, że robię ciasto czekoladowe i napisałam adres. Przyjechał. Pomimo obecności na górze dzieci, kawę wypiliśmy sami i pojechaliśmy nad Wisłę. Pogoda troszkę się poprawiła. Następnie do parku foodtracków. Kupiliśmy burgery i przyjechaliśmy do domu. MM poznał moje dzieci, syna 13 l i córkę 20 l. Siedzieliśmy i długo rozmawialiśmy.

9.02 zaprosiłam MM na 10:00 do Warszawy. Pamiętam, jak mówił, że jak skończy się lockdown to chciałby odwiedzić CK. Kupiłam bilety i zrobiłam mu super dzień w Centrum Kopernika. Zwiedziliśmy wystawy, mieliśmy wspólne interakcje zakończone jazdą tandemem. Pojechaliśmy po pizzę, a z nią na ławeczkę do Parku Szczęśliwickiego. Przy nim czułam się tak młodo, jakbym miała znowu 18 lat, naturalnie. Czułam w Nim bratnią duszę.

29.05 pojechaliśmy na koncert mojej córki. I to był pierwszy wspólny weekend, podczas którego MM nocował u mnie. Weekend pełen wrażeń, egzamin, poznanie na spontanie mamy i rodzeństwa, spacer o zachodzie słońca wiejskimi leśnymi dróżkami… Ten czas był dla Nas przełomowy. Z niepozornej relacji przyjacielskiej przeszliśmy małymi krokami do damsko-męskiej.

06.06 kolejny wspólny weekend, spacer w Starej Owczarni. Wieczorem urodzinowa niespodzianka dla MM. Pierwszy raz widziałam go wzruszonego, z uśmiechem małego chłopca.

Kolejne weekendy wzmacniały naszą relację, uczymy się siebie. Jesteśmy ze sobą w tych smutnych i radosnych chwilach życia. Rozmawiamy codziennie, dzielimy się energią, po prostu Jesteśmy dla Siebie bez żadnych gwarancji, gry słów, naturalni ze swoimi wadami, których jeszcze nie zauważamy. Były pierwsze cudowne momenty skradanych pocałunków, poproszenia o rączkę na spacerze, delikatnej bliskości, w których dał mi możliwość poznania siebie na nowo jako kobiety, ja jemu bycia przy mnie mężczyzną: „Już nie chłopiec, tylko Twój M”.

Dzieli nas odległość, każde ma swoją historię i doświadczenie, ale budujemy swoją. Ten rok jest rokiem bardzo dużych zmian w moim życiu – strata najbliższej osoby, silnego ramienia w rodzinie, które musiałam zastąpić jako najstarsze dziecko w pierwszych miesiącach. Matura córki, wybory życiowe. Operacja mamy. Wypadek syna. Moje kontuzje… Bardzo dużo stresu i jednocześnie obecność Jego. Taka codzienna w pisaniu, rozmowie – nieśmiałego , chudego, wysokiego bruneta. U niego też to jest rok nowości – pracy, mieszkania i poznania oraz budowy relacji ze mną. Na tej tinderowej giełdzie poznałam Mężczyznę, który daje mi bezpieczeństwo, otulenie, bycie czasami małą dziewczynką, a równocześnie kobietą – Mojego MM.

Nasza relacja rodziła się krok po kroku, wspólne weekendy, interakcje z moimi dziećmi. Uczymy się siebie nawzajem, rozumiemy bez słów. Cudowny weekend w Trójmieście, piękna aura. Nasze zdjęcie – deszcz i nagle wyszło cudowne, oślepiające słońce z podwójną tęczą.

15.10. Po tym czasie przyszedł też czas na pierwsze poważne słowa i taka wewnętrzna siła pozwoliła nam naturalnie na wyznanie uczucia, „Współwłasności Naszej Miłości”. Możemy napisać, że mamy Swoje Anioły, które nas Sparowały. Zaufałam i czekam na dalszy scenariusz Naszej Historii Życia.

10 miesięcy, MM i IK.


Związek

„Jedno kliknięcie, jedna sekunda przywraca wiarę w miłość”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
29 grudnia 2021
fot. YakobchukOlena/iStock
 

Konto założyłam po wyprowadzce od męża. Pierwsze samotne weekendy bez dzieci to była istna katastrofa emocjonalna. Powiedziałam sobie: dość. Chcę chodzić na randki. Chcę świetnie wyglądać. Chcę poczuć się kobietą, nie tylko matką i porzuconą żoną. Chcę uprawiać seks. Założyłam konto na Tinderze.

Kilka wiadomości, faceci – porażka. Opowieści, co to by on ze mną nie robił w łóżku… Ok. Nie szukałam miłości. Ale litości.. to nie Agencja.
I nagle bach. Ktoś mnie polubił. Myślę sobie: fajny. Napiszę. Chociaż nigdy nie pisałam pierwsza. Kilka wiadomości, wow! ale się super rozmawia. Mówię coś o sobie. Że mam dzieci. Że jestem w trakcie rozwodu. On tak samo. W głowie każdy z nas ma czysty układ. Wyskoczyć czasem na kolację, potańczyć, fajny seks. Trochę oderwania od rzeczywistości. Proponuje wspólnego sylwestra. Mówię, że to wariactwo. Po dwóch tygodniach pisania, jadę.
O godzinie 18 zszedł do mnie spięty facet w jeansowej koszuli. Pierwszy raz go zobaczyłam, usiadłam na kanapie w mieszkaniu, w którym, gdyby ktoś mi powiedział, że będę potem regularnie spędzać weekendy, to by go wyśmiała. I zrobiliśmy coś szalonego – ludzie, którzy kompletnie się nie znali, pisali ze sobą kilka dni, postanowili spędzić ze sobą sylwestra, świętować Nowy Rok. Wariactwo co?
Potem to wszystko jakoś się tak samo potoczyło. Kompletnie nie miałam w planach, że tak to się ułoży. Ktoś kiedyś powiedział, że serce nie sługa.. I jest w tym dużo prawdy. Im bardziej mówiłam sobie, że nie chcę, tym bardziej o nim myślałam. Mimo, że broniłam się przed tym, to wszystko zadziało się samo.
Minął prawie rok a ja dokładnie pamiętam tego sylwestra. Te godziny rozmów, śmiechu, to, co potem myślałam w sypialni. Z dnia na dzień było go w więcej w mojej głowie. Pamiętam ten ścisk w brzuchu i rollercoaster w głowie, gdy mnie pocałował na parkingu. Nie wspominam naszych randek w wymyślnych knajpach z pysznym jedzeniem i winem, nie wspominam kina, bo po prostu nie mieliśmy tego etapu. Co, jak się okazało, mimo, że pierwotnie mogło wydawać się trudne, spowodowało, że teraz stoimy tu, gdzie stoimy.
Pamiętam nasze pokerowe rozgrywki: nikt się nie zakocha, absolutnie żadnych uczuć, chociaż już nie mogliśmy się od siebie odkleić. Pamiętam jego wiadomości, żebym się w nie zakochiwała (swoją drogą był moment, że zaczęło mnie to irytować), bo zakochanie jest krótkie i przejściowe. Ja sama też mu mówiłam, żeby absolutnie się nie zakochał.
 Ja się nigdy tak nie czułam, jak wtedy. Mnie to uczucie do niego wtedy rozrywało od środka. To była euforia, przepełniona morzem miłości. Wtedy powiedział: grałem w życiu w pokera, miałem dwie damy, wymieniłem karty na dwa asy. „Ty jesteś te moje dwa Asy”. Pamiętam, jak bardzo nie chciałam go wpuszczać do mojego świata. Miał być tylko z doskoku. Potem poznał dziewczynki, zaczął zostawać na noc, a ja z dnia na dzień głupiałam, jak nastolatka na jego punkcie.
Jest spełnieniem wszystkich moich pragnień, mam związek idealny. Związek, o jakim marzyłam. Mam fantastycznego faceta, który o mnie dba, wspiera, a przede wszystkim kocha. Tak bardzo, że czuć to już jak wjeżdża na parking. Mam obok kogoś, kto wywołuje uśmiech samym powiedzeniem „dzień dobry”. Mam kogoś, komu raz wystarczy powiedzieć, jaką lubię czekoladę i on zapamiętuje. Mam kogoś, o kim pewnie marzą miliony. Ale on jest mój!
Tak ten rok był nasz. Z morzem czułości. Z dużą ilością trudności. Ale też z wielkimi chęciami. Z pięknymi wyjazdami. Z troską dnia codziennego. Chociaż żadne z nas nie jest idealne, chociaż każde z nas ma swój worek kamieni na plecach, to to wszystko razem tworzy piękny zespół. Choć nasze światy są tak kompletnie rożne, tak kompletnie odległe, to mimo wszystko te dwa puzzle się układają. Jest najbardziej niespodziewanym, nieplanowanym szczęściem, jakie mnie spotkało. A nasza historia to istny scenariusz na film.
Pokazał mi rzeczy, jakie widziałam tylko w filmach. Pokazał mi miłość, o jakiej czytałam. Nauczył mnie wiele. Dzięki niemu znowu jestem fajną, uśmiechniętą dziewczyną z motywacją do działania. Przy nim zapominam o całym świecie i staję się jego dziewczynką. I jestem malutka.
Jedno kliknięcie. Jedna sekunda. Przywraca wiarę w miłość.

Związek

Awokado z pestki – jak zasadzić je (na dwa sposoby) i uprawiać w domu?

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
29 grudnia 2021
Awokado z pestki
Fot. iStock

Awokado z pestki to drzewko polecane osobom, którym nie brakuje cierpliwości i które lubią obserwować rozwój roślin. Dość łatwo jest je wyhodować, w dodatku rośnie szybko i przybiera wygląd, który będzie cieszył oczy. Awokado z pestki to ciekawa żywa ozdoba domu, która  przy prawidłowej pielęgnacji może nawet wydać owoce, choć nieczęsto się to zdarza. Jak uprawiać awokado z pestki, by zapewnić mu jak najlepsze warunki?

Awokado wywodzi się z klimatu tropikalnego i subtropikalnego na kontynencie amerykańskim. W naturalnych warunkach drzewo awokado  może dorastać nawet do 20 m wysokości. Jest to roślina wiecznie zielona, zakwitająca kwiatami pachnącymi dość specyficznie, z których  rozwijają się pestkowe owoce trafiające ostatecznie do sklepów. Właśnie z kupnych owoców można zostawić sobie pestkę do rozwoju nowej rośliny w doniczce.

Awokado z pestki osiągnie z kolei „jedynie” wysokość 1.5 – 2 metrów, i stanie się piękną ozdobą, dzięki jego dużym, lancetowatym liściom oraz wyglądowi drzewka.

Awokado z pestki

Fot. iStock/Awokado z pestki

Awokado z pestki krok po kroku

Można samodzielnie wyhodować awokado z pestki krok po kroku, ponieważ nie ma w tym nic trudnego. Potrzeba jednak uzbroić się w  cierpliwość i poczekać na efekty starań.

Kiełkowanie w wodzie

Awokado z pestki możesz wyhodować przez kiełkowanie w wodzie. Możesz to zrobić w prosty sposób. Wyjmij pestkę ze środka owocu, wbij w jej  wierzchołek po przekątnej trzy wykałaczki. Następnie włóż pestkę do wody tak, by 3/4 jej wysokości było pod powierzchnią wody. Woda powinna być świeża, najlepiej zmieniana raz dziennie. Jest duża szansa na to, że pestka wykiełkuje w ciągu nawet 2-3 tygodni. Gdy awokado z pestki będzie miało łodygę i liście, nadszedł czas, by przenieść je do doniczki.

awokado - właściwości, jak jeść, z pestki, przepis

Fot. iStock

Awokado z pestki w ziemi

Inną metodą na pozyskanie egzotycznego drzewka jest zasadzenie pestki do ziemi. Potrzebujesz do tego świeżo wyjętą pestkę, dość wysoką doniczkę, podłoże (ziemię z perlitem lub mieszanka piasku i torfu w stosunku 1:2), i przezroczystą folię lub część butelki. Wyjmij pestkę z owocu i włóż ją szerszym końcem do podłoża w doniczce. Wciśnij ją na głębokość 1-2 cm — węższa część powinna nieco wystawać ponad ziemię.

Pestkę podlej i przykryj folią lub odciętym kawałkiem butelki doniczkę, aby utrzymać wysoką wilgotność. Zachowaj umiar w podlewaniu, ponieważ pestka nie może stać w wodzie. Doniczkę odstaw w ciepłe i słoneczne miejsce. W ten sposób awokado z pestki w ziemi powinno wykiełkować po około 6-8 tygodniach i wtedy można je przenieść do właściwej doniczki, z przygotowanym drenażem na dnie i otworami odpływowymi.

Awokado z pestki — uprawa

Awokado z pestki wyrasta na pokaźne drzewko dość szybko, o ile zapewni się mu właściwe warunki. Posłuży mu temperatura powietrza w zakresie 21-24º Celsjusza i  codzienne podlewanie (ale nieprzelewanie) podłoża. Ziemia w doniczce z awokado zawsze była lekko wilgotna, ale nie mokra, szczególnie trzeba o to zadbać latem, przy wysokich temperaturach. Należy unikać przesuszenia, które szkodzi roślinie. Zimą dobrze jest ograniczyć podlewanie, dbając o regularne zraszanie liści wodą, najlepiej z filtra, unikając bezpośrednio tzw. kranówki, od której może pojawić się biały nalot.

Awokado z pestki nie toleruje chłodu i spadków temperatur poniżej 10º Celsjusza, źle wpływają na nie przeciągi i zostawianie doniczki zimą przy uchylonym oknie. Roślinie wystarczy umiarkowane nasłonecznienie, dlatego najlepiej będzie się czuła przy oknie od strony południowo-wschodniej lub południowo-zachodniej.

Awokado z pestki

Fot. iStock/Awokado w doniczce

Latem wyrośnięte już awokado z pestki można wystawiać na balkon, w miejscu osłoniętym przed ostrymi promieniami słońca. Lato to również dobry czas na zasilanie rośliny odpowiednim nawozem.

Ponieważ młode awokado z pestki rośnie szybko, co roku, najlepiej wiosną, trzeba je przesadzić do większe doniczki. Aby sprowokować mocniejsze krzewienie się rośliny, należy najwyższe pędy przyciąć. To sprawi, że przybierze ona bardziej drzewkowaty kształt.

Czy awokado z pestki owocuje?

Jest taka możliwość, ale awokado z pestki uprawiane w domu rzadko kwitnie i owocuje, podobnie jak cytrusy. Według ekspertów można się do tego przyczynić, gwarantując drzewku stabilne i odpowiednie warunki godne tropików. Przez cały rok temperatura powinna wynosić ok. 24°C, należy roślinie zapewnić wysoką wilgotność powietrza oraz dobre oświetlenie. W takich warunkach jest większa szansa, że awokado z pestki zaowocuje ok. 6-8 latach. To niemało, szczególnie gdy weźmiemy pod uwagę fakt, że egzemplarze rozmnażane wegetatywnie mogą owocować już po 2-3 latach. W naturze owoce awokado dojrzewają od 6 do 8 miesięcy i uzyskują wagę nawet kilograma, owoce wyhodowane w domu są zdecydowanie mniej okazałe.

Jeśli szczęśliwie pojawią się owoce, warto wiedzieć, że są one skarbnicą wartościowych dla zdrowia substancji. W maślanym miąższu awokado nie brakuje witaminy E, witamin A, B1, B2, B5, B9, C, PP, K, H. Nie brakuje w nim również wapnia, potasu i fosforu. Awokado zawiera nienasycone kwasy tłuszczowe omega-3 i omega-6, nieco białka i węglowodanów, oraz sporo błonnika (6,3 g na 100 g). Jest ono  kaloryczne (w 100 g 221 kcal), ale kalorie pochodzą ze zdrowych tłuszczów.

Fot. iStock/Awokado w doniczce

Trujące awokado

Mimo tego, że awokado prezentuje się ładnie, jego obecność w domu nie zawsze jest pożądana. Drzewko awokado jest trujące dla zwierząt domowych, szczególnie takich jak ptaki i gryzonie, w każdej jego części — liście, gałęzie, kora. W przypadku, gdy zwierzę jest zbyt ciekawe rośliny, trzeba ją odstawić na miejsce, w którym będzie dla niego niedostępne.

FB/ohmepl

 


źródło: www.e-ogrodek.pl 

Zobacz także

Zazdrość i podejrzliwość idą ze sobą w parze…. 6 sygnałów, świadczących o tym, że relacja staje się patologiczna

5 porannych rytuałów, które wzmocnią twój związek. Warto o nich pamiętać!

Rozstaliście się, a ty ciągle o nim śnisz? Co te sny oznaczają, co chcą ci powiedzieć?