Lifestyle Psychologia Związek

Wyzwiska, groźby, zabieranie pieniędzy. Piekło życia z uzależnionym. Wyszłam z tego, też możesz

Listy do redakcji
Listy do redakcji
29 kwietnia 2016
Fot. Unsplash / CC0 Public Domain
 

Mam 22 lata. Mam stanowczy charakter. Mam w opinii innych egoistyczne podejście do życia. Mam ochotę dobrze się ubrać, dobrze wyglądać. Mam potrzebę wsiadać do dobrego samochodu. Mam w zwyczaju mocno zaznaczać swoją stabilną pozycję. Mam pracę stabilną i pewną. Mam pracę, w której lepiej się bawię niż pracuję. Mam męża.

Mam męża, którego znam od 7 lat. Mam męża przystojnego, zaradnego. Mam męża pracowitego i co najważniejsze wpatrzonego we mnie jak w obrazek. Mam pewność, że wystarczy skinienie, a spełnione zostanie każde moje słowo. Mam tę wygodę, że to co niemożliwe dla mnie stanie się możliwe. Mam nowiutki, wymarzony dom. Mam już plan gdzie i co będzie stało. Jakie kwiatki posadzę za oknem. Mam ochotę kupić leżak, który postawię na swoim tarasie. Wybieram firanki, meble kuchenne, kolory farb.  Mam również niecodzienny stan. Stan mija wyjątkowo szybko. Mam cudowną i śliczną dziewczynkę. Mam podziw i zazdrość wszystkich dookoła. Mam wszystko. Być może Ty teraz o tym wszystkim marzysz.

Tak było 8 lat temu. To wszystko co spadło Nam z nieba jak złoty deszcz jeszcze szybciej zabrał los…

Nikt nawet w najgorszych myślach nie podejrzewałby tego co się wydarzyło. Z perspektywy czasu jaki upłynął i zdobytego doświadczenia wiem, że zgubiły Nas przerośnięte ambicje i brak uczuć. Uczuciem było dla Nas wszystko co można było kupić. Im więcej pieniędzy było na koncie, tym jeszcze więcej chcieliśmy. Pomysłom nie było końca. Aż w końcu cudownego męża złapał w swoje sidła alkohol. Uzależnienie porwało go bardzo szybko i bardzo mocno.

Wszystko co mieliśmy zaczęło znikać, a problemy, których nigdy nie było przypływały jak szalone. Zaczęły się moje noce nieprzespane, jego nieobecne w domu. Moje pomysły na rozwiązanie problemów i jego pomysły na stworzenie nowych. Moje łzy i jego śmiech. Uzależnienie zabrało mi męża, a dało potwora. Przez rok żyłam w więzieniu, we współuzależnieniu. Próbowałam ratować sypiące się mury, odpadające tynki, rozwiązujące się więzi naszego małżeństwa. Jednocześnie pozwalałam na upokarzanie, awantury, wyzwiska. Za własnym przyzwoleniem została całkowicie zdeptana moja kobiecość, moja pewność siebie, moje istnienie. Dziewczynka była jedynym światełkiem w tunelu.

Przybywało nie zapłaconych rachunków, długów..

On przestał pracować. Pamięć jego ówczesnego stan do dziś budzi mnie w nocy.  Brudny, zapity, wstrętny, śmierdzący. Powtarzający, że przestanie pić jak będę jego żoną, będę spełniała obowiązki małżeńskie. Będę z nim spała.

Za karę zabierał mi wszystko. Telefon, portfel, komputer, kluczyki do samochodu. To mu sprawiało najwięcej radości. Dodawał, że jeśli nie będę taka jak powinnam, to nie będę miała nic. Wyśmiewał moje słowa o odejściu. Żartował, że jestem za głupia na to. Żebym nie robiła scen bo i tak wrócę szybciej niż mi się wydaje. Stawiałam opór, ale w środku niszczył mnie. Rozrywało moje ciało na strzępy. W takich okolicznościach dorobiłam się zaburzeń odżywiania. Prób zakończenia tej tragedii były dwie, trzecia ze skutkiem pozytywnym. Sytuacja, w której w jego oczach zobaczyłam agresję i istne opętanie, a ręce miał zaciśnięte w pięści uświadomiła mi, że to ten moment. Błyskawiczna decyzja, szybkie pakowanie i Mnie z dziewczynką nie ma. Ratunek chciałam znaleźć u najbliższej rodziny. Jednak tu napotkałam kolejna ścianę. Ścianę, której do chwili kiedy była „dobrze ustawionym człowiekiem” nie było.

Do tej pory stwarzany przeze mnie obrazek idealnego małżeństwa skończył się tym, że nikt nie wierzył w to piekło, które zagościło w naszym domu. Moja ucieczka była nazywana fanaberią, fochami czy wyolbrzymianiem problemu. To ja byłam tą złą żoną, żoną, która się czepia, która nie docenia, żoną, której nic nie pasuje. Słyszałam rady o tym, by się nie obrażać, wrócić, zapomnieć, nie zabierać dziecku domu. Kiedy tylko mogłam ryczałam w głos. Najbliżsi kierowali się pieniędzmi, majątkiem, statusem społecznym. Nikt nie dostrzegał mojego cierpienia. Namawiano mnie na powrót do tej męczarni.

Zostałam zupełnie sama. Jako ta do granic możliwości sponiewierana i jako ta najsilniejsza na świecie dla mojej dziewczynki. Pomimo wszystkich przeciwności przydał się mocny charakter. Stos podjętych decyzji systematycznie malał, a efekty pozwalały nabrać wiatru w żagle. Terapia dla osób współuzależnionych była najlepszą decyzją jaką podjęłam w życiu. Narodziłam się na nowo. Nowa ja kipiała dumą z samej siebie. Głowa wysoko uniesiona i kolejne kroki stawiałam celująco. Zakres spraw dotyczących rozwodu, wspólnoty majątkowej oraz opieki nad dzieckiem został konkretnie ustalony.

Materiał dowodowy w każdej sprawie był doskonale przygotowany…

Mój były mąż bardzo zawodowo się do tego przyczynił. W swoim szaleństwie i opętaniu jakie go dotknęło po moim odejściu, po milionie przeprosin,  po niejednym błaganiu o to, żebym wróciła popełnił mnóstwo błędów, które świadczyły na jego niekorzyść. Gdybym nie była stanowcza, nie potrafiłabym tego wykorzystać.

Swoim zachowaniem wszystkim dookoła pokazywał jaki jest naprawdę. Jego kłamstwa, czarne interesy, niebezpieczne kontakty i nie czyste sumienie ujrzały światło dzienne. On się pogrążał, ja triumfowałam. Przybywało osób, które przyznawały mi rację i gratulowały postawy. Wyszłam na swoje pod każdym względem. Wyszłam na prostą własnymi siłami. A moja dziewczynka była uśmiechnięta. W tym samozachwycie zabrakło mi uczuciowych hamulców.

Na mojej drodze los postawił kogoś kto na pierwszy rzut oka był chodzącym ideałem, nagrodą od losu za całe zło. Pojawił się znikąd, a zawierał w sobie wszystko to czego wtedy najbardziej potrzebowałam. Zainteresowanie, czułość, bliskość, ciepło, zrozumienie. Te uczucia jakiś czas temu we mnie zasnęły. On potrafił je obudzić. To, że był daleko dodawało intensywności uczuciom. Potrafiliśmy w wyjątkowy, niespotykany sposób rozpalać w sobie pożądanie. Narodziło się uczucie, które zmieniło moje życie. Wszystko co robiłam podporządkowałam jemu. Byłam w stanie rzucić wszystko. Zakochałam się bez pamięci ponieważ potrafił mówić o tym czego potrzebowałam. Mówił, mówił, mówił……w zasadzie tylko mówił, a to przede wszystkim dlatego, ze miał żonę. To było największe ograniczenie naszej relacji. Relacji, która trwała 2 lata. Relacji, którą ciężko jednoznacznie nazwać. Relacji, która nie była związkiem, ale też relacji, która nie była byle czym. Dwa lata i przeplatające się  ze sobą miłosne wyznania z mściwością zdradzanej  żony. Tony obietnic. Uczucie, które było jednocześnie błogosławieństwem i nauczką. Dziś najbardziej przeraża mnie ilość używanych wtedy słów, żeby opisać to nasze uczucie. Setki pomysłów na udowodnienie sobie tego uczucia. Jeszcze więcej pomysłów na to by zatrzymać go przy sobie. Potrzebowałam czasu żeby zrozumieć, że ta sytuacja będzie ciągła się w nieskończoność, a górnolotnym obietnicom nie będzie końca. Dziś jest mi obojętny.

Ale zablokowałam się na relacje damsko-męskie. Regularnie pytałam siebie dlaczego los daje mi tak wiele, a zaraz to zabiera?! Stałam się całkowicie samowystarczalna. Postawiłam wokół siebie i Dziewczynki solidny mur. Nikogo za niego nie wpuszczałam.Niczego mi nie brakowało. Bałam sie kolejnego ryzyka, ale też musiałam podnieść się po nieudanej miłości. Było. Chyba ciężej niż po ex mężu. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że pomysłowy los popchnął w moim kierunku kolejną falę. Falę, na której unoszę się do dziś i mam szczerą nadzieję, że niekoniecznie najwyżej, ale będę się na niej unosić do końca.

Pojawił się ktoś kto ma jedną, niepowtarzalną, najcudowniejszą cechę. On o swojej miłości nie mówi. On swoją miłość okazuje. Każdego dnia lepiej, każdego dnia mocniej. Co najmniej kilka razy  mógł się poddać, wycofać, zrezygnować. Nie zrobił tego, bo jest pewny tego co czuje. est przede wszystkim dobrym człowiekiem. Jest wsparciem, pomocą i miłością dla Dziewczynki. Dla mnie jest Dobrem, które wcześniej czy później do każdego z Nas wraca. A mojego doświadczenia nie zamieniłabym na nic w świecie.


Lifestyle Psychologia Związek

Jak znaleźć szczęście siedząc sobie na sofie…

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
29 kwietnia 2016
SOFA SARAGOSSA | Fot. Materiały prasowe
 

Czy zastawiałeś się kiedyś nad tym, jaki wpływ na twoje życie ma to na czym siedzisz i gdzie? Chyba nie. Ja też. Ale to dość ciekawe, dlaczego lubimy przebywać w ładnym otoczeniu i dopieszczamy nasze cztery kąty.

Okazuje się, że ma to swoje dość oczywiste powody. I nie chodzi o ogólną potrzebę piękna i luksusu, nie o wyznacznik naszej pozycji społecznej. Badania Uniwersytetu w Gothenburgu w Szwecji pokazują, w ​​jaki sposób przestrzeń wokół nas wpływa na nasze zdrowie fizyczne i psychiczne. To „piękno” wokół nas – bez względu na gusta czy osobiste preferencje jest człowiekowi bardzo potrzebne.

Nie ma jak w domu

Do znudzenia to powtarzamy, gdy świat zajdzie nam za skórę. Jednak nie bez powodu. Bo dom to bezpieczeństwo, ciepło, piękno – nasze piękno. Starannie uwite gniazdo, do którego wracamy zawsze. Okazuje się, że dom, to coś więcej, bo nawet same estetyczne bodźce pozwalają, aby slogan nabrał prawdziwej mocy. Przekonali się o tym pacjenci Szpitala Uniwersyteckiego Sahlgrensk, gdzie przeprowadzono dość prosty eksperyment. Typowej szpitalnej przestrzeni nadano domowego charakteru, wzbudzając tym samym poczucie ciepła i bliskości, pokoje pacjentów zyskały domowe meble i dodatki, zorganizowaną przestrzeń do wspólnego przygotowywania posiłków z rodzinami i przyjmowania gości. Na wyniki nie trzeba było długo czekać, bo pacjenci uczestniczący w badaniu bardzo szybko ich dostarczyli.

Efektem była znaczna poprawa samopoczucia i szybsze efekty stosowanych terapii medycznych. Bo z ludźmi już tak jest, że co w sercu i duszy – to na ciele. Badania po raz kolejny dowiodły, że bezpośrednie otoczenie ma olbrzymi wpływ na nasze życie i zdrowie – zarówno to psychiczne, jak i fizyczne. Przestrzeń, którą sobie kreujemy – jest nam bardzo potrzebna i własnie na tym założeniu opiera się neuroarchitektura.

Kanapa ONES | Fot. Materiały prasowe

NAROŻNIK ONES | Fot. Materiały prasowe

Dwa bijące serca

To domowe otoczenie ma za zwyczaj dwa bijące serca: kuchnię – a dokładniej stół – i salon – sofę lub narożnik. To właśnie tam toczy się większość naszego życia poza codziennym pędem. Tam przede wszystkim się spotykamy. Dlatego też te dwa pomieszczenia wydają się nam najważniejsze, zależy nam na ich pięknie i jakości. To tam lokujemy swoje wyobrażenia i marzenia – jak będą wyglądały. I chyba we współczesnym świecie to serce mocniej bije w salonie. Coraz więcej czasu spędzamy poza domem, jadamy na mieście – spotkania przy stole choć ważne i wyjątkowe – staja się również coraz bardziej egzotyczne, odświętne.

Kuchnia – choć wielu relaksuje, ma bardziej warsztatowy charakter; salon – to synonim odpoczynku i życia towarzyskiego. Dobrze lubić to miejsce w swoim domu. Co to za przyjemność przyjmować gości rozmyślając ciągle nad tym, że sami nie czujemy się dobrze u siebie.

... na sofie toczy się rodzinne życie

NAROŻNIK DUNE | Fot. Materiały prasowe

Azyl

A czy można znaleźć szczęście siedząc na sofie? To chyba bardzo dobry punkt wyjścia, choć może wydawać się banalny. Sofa nie rozwiąże problemu, nie stworzy związku, nie wychowa dzieci – ale w bardzo dużym stopniu staje się w pewnym sensie codziennym towarzyszem. To już nie tylko element wystroju. To bardzo symboliczne miejsce. Na niej się śmiejemy i płaczemy, naznaczamy ją plamami i wspomnieniami, spędzamy na niej sporo czasu – tego ważnego, wspólnego czasu. Bo samo założenie użytkowe takiego mebla sugeruje gościnność, spotkania, odpoczynek i relaks. fajnie jest zacząć drogę po szczęście od pokochania swojego życia – i swojej życiowej przestrzeni. To ona potrafi, tak jak ludzie dać sporo motywacji.

Mieć swój azyl w salonie z ciepłym kocem i pomocnym ramieniem do przytulenia, to już bardzo wiele. Miejsce, które daje spokój i radość – nie znienawidzone graty, meble po byłej żonie ukochanego czy nieudane prezenty. Bo bardzo prozaicznie z przedmiotami użytkowymi wiążemy swoją własną symbolikę. Czasem jest to symbol naszej drogi przez życie, szczebel w drabinie – gdy planujemy, marzymy o czymś pięknym, musimy na to zapracować. Innym razem to rodzinna sofa – to dla nas walizka na wiele wspomnień – chwil, które na niej spędziliśmy lub początek nowego. Taki początek wystroju wnętrza – z pozoru bardzo pragmatyczny, bo użyteczny i potrzebny, a jednak nieodarty z marzeń – bo od tego pierwszego zaczynam budować całą resztę, kompletując po drodze meble, bibeloty, chwile i marzenia, które jeszcze chcemy dla siebie spełnić.

Oczywiście aranżacja mieszkania czy domu wymaga odpowiednich nakładów finansowych – co nie znaczy, że jest celem nieosiągalnym. Skoro potrafimy sukcesywnie organizować sobie środki na podróże lub przyjemności, przygotowanie domu – „mojego domu” jest równie ważnym elementem życia. Trudno o szczęście, jeśli codziennie po otwarciu oczu, myślimy „ileż ja bym dał, żeby się gdzie indziej obudzić”.

Z początkiem marca wystartował nowy sklep internetowy marki Adriana Furniture

Adriana Furniture to młoda polska marka, która od samego początku swojego istnienia mocno stawia na internet. Marka specjalizuje się w projektowaniu i produkcji wysokiej jakości mebli tapicerowanych.

„Szczęście na miarę”, czyli twoja wymarzona wersja sofy

Marka idzie z duchem czasu. Wie, że każdy klient jest indywidualistą i chce stworzyć unikalny klimat wnętrza. Oferta mebli Adriana Furniture liczy 34 modele, ale biorąc pod uwagę liczbę dostępnych wariantów mamy do czynienia z kilkoma tysiącami różnych wersji. Użytkownicy mają bowiem do dyspozycji konfigurator, w którym tworzą swoją własną wersję modelu, decydując o rodzaju bryły, przebierając w licznych wariantach kolorystycznych i wybierając spośród kilkudziesięciu dostępnych tkanin oraz skór. Dzięki temu możesz poczuć się współtwórcą mebla, który ostatecznie zajmie miejsce w twoim salonie.

Arezzo w 3 różnych odsłonach | Fot. Materiały prasowe

Arezzo w 3 różnych odsłonach | Fot. Materiały prasowe

Dla miłośników określonego stylu

Dla tych, których bogactwo wyboru nieco przytłacza, ale chcieliby uzyskać w swoim mieszkaniu odpowiedni efekt aranżacyjny, produkty zostały podzielone na 4 linie, odpowiadające odmiennym stylom. W naszej kolekcji znajdują się linia Contempo , Present-Day,Exquisite, Scandinavian oraz  Basic .

Nietypowy konfigurator na Instagramie

Razem ze sklepem wystartował też niecodzienny konfigurator na Instagramie.  W sprytny sposób łączy on kilka kont, na których umieszczono wszystkie możliwe konfiguracje dwóch sztandarowych modeli marki: Dune oraz Enna. Klikając w odpowiednie zdjęcia użytkownik dokonuje wyboru bryły oraz materiału obiciowego. W efekcie może zobaczyć jak wymarzona sofa prezentuje się na zdjęciu.

insta

Odwiedź sklep internetowy www.adrianafurniture.com


 Artykuł powstał we współpracy z Adriana Furniture


Lifestyle Psychologia Związek

Zrób sobie nogi! Akcja „Bądź piękna każdego dnia”. Dzień #9 [29.04.]

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
29 kwietnia 2016

Piękne nogi to nie tylko nogi wydepilowane czy spełniające modowe wymagania długości/kształtu/rozmiaru – te często są absurdalne i z pięknem nie mają zbyt wiele wspólnego! Piękne to nogi zadbane i dopieszczone – a takie właśnie bez względu na rozmiar i kolor opalenizny zawsze wygrywają! Najlepszy pomysł i najprostszy zarazem, na łatwą domową pielęgnację to peeling. Nasza skóra (i to skóra całego ciała) go uwielbia. Daje szybkie efekty i pobudza do naturalnej odnowy!Dziś wieczorem zróbcie sobie domowy i relaksujący peeling pod prysznicem! Dla lepszego efektu – zgaście światło w łazience i zapalcie świecę.

Przepis na peeling kawowy
Fusy z kawy – 3-4 łyżki
Oliwka – 1 łyżka
Bezzapachowy żel pod prysznic – 1 łyżka*

Pamiętajcie o depilacji – ta może się okazać również przyjemna – szczególnie z BaByliss

Akcja „Bądź piękna każdego dnia”

Do 18 maja będziemy codziennie umieszczać dla was wpisy dotyczące urodowych wyzwań. Będziemy was namawiać do odrobiny szaleństwa, do zadbania o to, by wasza uroda była tej wiosny widoczna w wyjątkowy sposób.

Co trzeba zrobić? Pod codziennym wpisem dotyczącym naszej akcji zamieść komentarz, w którym napiszesz, co takiego dzisiaj zrobiłaś dla swojej urody. Najciekawsze z komentarzy zostaną nagrodzone.


A poniżej na zachętę przypominamy o wyjątkowych nagrodach ufundowanych przez BaByliss.

Depilator IPL

Depilator IPL BaByliss | Akcja "Bądź piękna każdego dnia"

Mat. prasowe

Prostownicę 

Mat. prasowe

Mat. prasowe

Lokówkę

Mat. prasowe

Mat. prasowe

Czas trwania: 20.04.2016 – 18.05.2016. Wyniki zostaną opublikowane do dnia 27.05.2016

Regulamin akcji dostępny jest tutaj.

Zobacz wszystkie wyzwania w naszej akcji


*źródło: wizaz.pl


Zobacz także

Depresja zatrzymuje cię w miejscu, tkwisz w niej. Sport daje szansę na powrót do równowagi

Regulamin konkursu „Przytul siebie”

ABC depilacji, czyli metody usuwania zbędnego owłosienia