Związek

Uświadomiłam sobie, że kocham ją bardzo, że pragnę niezmiernie, ale… siebie kocham bardziej. Odeszłam”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
22 listopada 2021
fot. franckreporter/iStock
 

Dzielę się z Wami naprawdę trudnym i bolesnym epizodem z mojego życia. Mam głęboką nadzieję, że zatrzymacie się nad tą historią. Doświadczenie, o którym piszę, jest dla mnie szczególnie ważne, bo udowodniło mi samej, kto jest dla mnie najważniejszy…

Byłam w ostatniej klasie liceum. Prywatnego. Klasztornego. Chłodne mury starego pałacu, chłodne spojrzenia sióstr, chłodne podmuchy popołudniowego wiatru, gdy wracałam po lekcjach do domu. W poniedziałki i piątki wyjątkowo się spieszyłam. Ale nie do domu, w którym sytuacja relacyjno-emocjonalna była splątana jak kabel słuchawek na dnie plecaka nastolatka. Do niej. Kim była?

Trzydzieści kilka lat starszą mentorką. Mistrzynią, autorytetem, boginią, fantazją, snem. Lub z obiektywnego punktu widzenia przeciętną kobietą po czterdziestce, która od niedawna zaczęła prowadzić zajęcia wokalne dla młodzieży i młodych dorosłych w lokalnym domu kultury. Miała wielu znajomych w mieście, dwie inne prace (jak to artystka), męża i starszego ode mnie syna.

Pociągały mnie jej intelekt, wyczucie sytuacji, umiejętność prowadzenia rozmowy, opowiadania anegdot. Nie była atrakcyjna fizycznie według powszechnego kanonu piękna, ale otaczała ją aura subtelności i ciepła. Jej miękkie, ciepłe fale włosów opadały na nadmiernie wydatne kości jarzmowe. Na dłoniach błyszczały pierścionki i masywne bransolety. Bez wątpienia była kobietą elegancką. Imponowała mi. Jej piękny sopran otulał mnie jak szal w mroźny poranek.

Chciałam być jak najbliżej niej, więc tak szybko jak mogłam, stałam się młodą instruktorką w tym samym domu kultury. Skróciłam formalny dystans między nami, ale to nie pomogło mi się do niej zbliżyć w sposób, w jaki bym chciała, o jakim marzyłam i śniłam przez wiele następnych lat. Bałam się tego, co czuję, tego, jak jej obecność na mnie działa, a jednocześnie nie chciałam przerwać tego zauroczenia.

Mężczyznom, zwłaszcza rówieśnikom nie dawałam wtedy szans, koleżankom, rodzinie i znajomym z zespołu wciskałam historię o kolejnych rozstaniach lub nowych potencjalnych chłopakach, z którymi jednak nikt mnie nigdy nie widział.

A ona? Na pewno czuła moje niby przypadkowe muśnięcia dłonią, widziała nienaturalnie przedłużone spojrzenia, śledzące każdy jej krok, to, że zawsze byłam obok, podziwiałam ją i adorowałam. Pozostawała jednak obojętna przez ponad pięć lat, a ja nie miałam wystarczająco wiele wiary w siebie, by zrobić pierwszy odważny krok w stronę ustatkowanej, zamężnej i dojrzałej kobiety, więc cierpiałam w samotności, w każdy poniedziałek i piątek doznając katharsis. Aż do minionego lata.

Wyjechaliśmy z zespołem wokalnym na warsztaty w ramach wymiany międzynarodowej. Nie pierwszy raz, dlatego wiedziałam, że czekają mnie tam wspólne próby, treningi indywidualne, zajęcia z akompaniatorami, ćwiczenia oddechowe. Wycieczki, koncerty, próbowanie lokalnej kuchni. Wieczorami imprezy, alkohol, taniec i śpiew. Tak było i tym razem.

Ostatniej nocy pozwoliłam sobie popłynąć, wyluzować i po prostu dobrze się bawić. Byliśmy wszyscy na tarasie, bo był to jeden z tych przyjemnych, późno sierpniowych wieczorów. Kończyłam chyba drugie wino, gdy ona, siedząca do tej pory obok mnie, wstała, pożegnała się i życzyła wszystkim dobrej nocy. Nie wiem co mnie tknęło – na pewno nie bez znaczenia pozostał krążący w moich żyłach gruziński trunek – ale rzuciłam do niej słowami napisanymi kiedyś przez Jeremiego Przyborę, jednego z moich ulubionych poetów i tekściarzy: ”Zimne drewno tej ławki zawsze już tęsknić będzie za ciepłem Pani dotknięcia”. Oniemiała, usiadła i spojrzała na mnie wzrokiem, jakim nikt nigdy wcześniej na mnie nie patrzył. Nie wiem ile czasu spędziłyśmy wpatrzone w siebie ani o czym wtedy myślałam. Gdy z głośnika poleciało “I’ve got you under my skin” Sinatry, subtelnym ruchem ręki zaprosiła mnie na parkiet. Tego tańca, dotyku jej dłoni, szeptu i zapachu nie zapomnę do końca życia. Zaprowadziła mnie do altany tuż obok, zaczęła kołysać się w rytm kolejnej piosenki, przytulając moją głowę do swojej, muskając palcami moje włosy, twarz, szyję, piersi. Gdy oparła mnie o ścianę i zaczęła całować, a jej ręka błądziła po moim brzuchu, nagle jakby ktoś przełączył w mojej głowie przycisk programujący wszystkie moje pragnienia i instynkty. Odsunęłam głowę, przeprosiłam ją i się uśmiechnęłam, bo milisekundy wcześniej wykonałam kalkulację całej sytuacji.

Uświadomiłam sobie, że kocham ją bardzo, że pragnę jej niezmiernie, ale… Ale siebie kocham bardziej! Zrozumiałam, że jedna noc z nią sprawi, że moja codzienność będzie tylko bardziej bolesna, że to, co właśnie się dzieje, to tylko incydent sprowokowany cytatem z Przybory i szybko uzupełnianymi kieliszkami. Czułam, że gdy wrócimy, ona w najlepszym przypadku będzie ponownie obojętna na moje uczucia, a w najgorszym – będzie mnie winić za to, co się stało. A ja nie mogłam sobie pozwolić na to, by uczuciowa sinusoida, jaką zapewniała mi przez ostatnich kilka lat zwiększyła swoją amplitudę.

Wróciłyśmy na taras, napiłyśmy się jeszcze razem, po czym drugi raz tej nocy wstała i pożegnała się. Nigdy później nie rozmawiałyśmy o tym, co się działo. Zaraz po powrocie odeszłam z zespołu. Zrobiłam to dla siebie. Za jakiś czas pewnie się odezwę, zapytam co słychać, może nawet ich odwiedzę. I choć blizny na moim sercu będę pielęgnować przez lata, to terapia, jakiej się poddałam i autorefleksje, jakie podejmuje każdego dnia utwierdzają mnie w przekonaniu, że wybrnęłam z tego najlepiej jak mogłam – wybrałam siebie!


Związek

Spójrz na obrazek – ten test zagląda w głąb ciebie. Sprawdź, czy diagnoza się zgadza!

Redakcja
Redakcja
22 listopada 2021
 

Obrazkowe testy osobowości mogą być interesującym i ekscytującym sposobem odkrywania potencjalnych sposobów, w jakie nasz mózg interpretuje informacje i co może to oznaczać w kontekście naszych osobistych nawyków i preferencji.

Według światowej sławy psychologa Richarda Gregory’ego i jego eksperymentu z pustą maską, wzrokowa percepcja mózgu opiera się na przetwarzaniu odgórnym, a prawie 90% informacji, które postrzegają nasze oczy, jest tracone, zanim dotrą do mózgu.
Z tego powodu umysł musi jak najlepiej zgadywać na podstawie przeszłych doświadczeń i wspomnień, związanych z wiedzą na temat obserwowanego przedmiotu.

Na przykładzie obracającej się maski Charliego Chaplina dr Gregory wyjaśnił, dlaczego postrzegamy pustą stronę maski jako wypukłą i obracającą się w przeciwnym kierunku. Umysł nie jest przyzwyczajony do oglądania odwróconych twarzy, ale ma ogromną ilość danych na temat tego, jak wyglądają zwykłe ludzkie twarze, więc to powoduje, że widzimy coś innego niż to, co faktycznie istnieje.

To, co nasz umysł najpierw postrzega, może być również powiązane z pewnymi podświadomymi skojarzeniami, które są powiązane z częściami naszej osobowości. W tym zabawnym teście wizualnym zwróć uwagę na to, jakie zwierzę (zwierzęta) rzuca ci się w oczy jako pierwsze, a następnie przeczytaj poniżej, aby zobaczyć, co mówi o tobie.

Jeśli jako pierwsze spostrzegłaś dwa koty

Koty są często kojarzone z mądrością i duchowością, ponieważ ich spokojna natura może symbolizować wewnętrzny spokój i panowanie nad sobą. W czasach starożytnego Egiptu koty były czczone jako istoty magiczne, boskie i duchowe. Jeśli jako pierwsze dostrzegłaś właśnie dwa koty dotykające się ogonkami i serduszko między nimi, oznacza to, że twoja dbałość o szczegóły jest dość duża, ponieważ jest to dużo trudniejszy do rozpoznania obraz.

Może to sugerować twoją pasję do romansu, miłosną więź z przyjacielem lub bliski związek z członkiem rodziny. Koty zwykle prowadzą nocny tryb życia i są najbardziej aktywne w nocy, a towarzystwo, którego szukasz, prawdopodobnie można znaleźć w późniejszych godzinach po pracy: przyjemna kolacja, wieczór z przyjaciółmi, a nawet spędzanie czasu z ukochaną osobą, wpatrując się w gwiazdy i rozważanie tajemnic życia i wszechświata.

Jesteś też bardziej powściągliwa i selektywna, jeśli chodzi o to, kogo dopuszczasz blisko do siebie. Dokładnie tak jak koty, które od czasu do czasu przychodzą pobawić się z człowiekiem, ale tak naprawdę ich zainteresowanie jest ograniczone i dość szybko oddalają się do swoich spraw. 🙂

Głębokie zrozumienie i znajomość siebie dają ci wspaniały wgląd w życie. Wysoki poziom rozwoju osobistego, który osiągnęłaś, może być trudny do wyjaśnienia tym, którzy nie przeżyli tych samych wewnętrznych podróży co ty. Czasami może to spowodować głęboką tęsknotę za zrozumieniem, ale na szczęście jesteś wystarczająco mądra, aby znaleźć właściwe drogi, aby poznać ludzi, którzy będą twoimi bratnimi duszami.

Ważne jest, abyś w czasach, gdy pragniesz i tęsknisz za kimś, pamiętała o tym, co już wiesz: że jesteś kochana i już w środku jesteś kompletna, niczego nie potrzebujesz. W żaden sposób nie powinno to zniechęcać cię do otwierania na innych swojego cudownego i opiekuńczego serca. Wszystko będzie dobrze.

Jeśli jako pierwszego spostrzegłaś psa

 

Psy są z natury lojalne, odważne, opiekuńcze i kochające bezinteresowne. Ci, którzy jako pierwszego widzą tu psa, są jednymi z najbardziej lojalnych ludzi. Ale wiedzą też, jak od czasu do czasu wyluzować się i pobawić. Twoja osobowość ułatwia ludziom zaprzyjaźnianie się z tobą i zazwyczaj tęsknią za tobą, gdy nie ma cię w pobliżu, nawet jeśli tego nie mówią na głos. Masz więcej dobrych cech, niż można by tu wymienić, a ludzie, którzy znają prawdziwego ciebie, naprawdę cię kochają.

Możesz być pomocą, której ludzie potrzebują, i ramieniem, na którym można się wypłakać. Wykorzystaj swoją naturalną dobrą naturę, aby być dobrym człowiekiem dla otaczających cię osób, ponieważ twój rodzaj energii może pomóc im  stracić niepotrzebną, blokującą ich czujność i naprawdę zaakceptować pomoc, której tak potrzebują.

Badanie wykazało, że ludzie, którzy identyfikują się jako „psiarze”, są bardziej ekstrawertyczni, ugodowi i sumienni. Sumienność wiąże się ze skłonnością do samodyscypliny, wykonywania zadań i dążenia do osiągnięcia. Osoby sumienne również preferują zachowania zaplanowane, a nie spontaniczne.


Związek

Doda urządziła… przyjęcie rozwodowe! „Było, k****, co świętować!”

Redakcja
Redakcja
21 listopada 2021
fot.https://www.facebook.com/officialdoda/

Na facebookowym profilu Dody pojawiła się bogato ilustrowana relacja z imprezy, która okazała się być świętowaniem… rozwodu. Gwiazda chciała nie tylko uczcić to wydarzenie, ale też podziękować bliskim za wsparcie w trudnych chwilach. 

Imprezy rozwodowe od dobrych paru lat są popularne w USA, czy zachodniej Europie, trafiły też pod polskie strzechy. Osobiście byłam na dwóch. Jedną rozwiedziona para organizowała wspólnie – bardzo ciekawe doświadczenie dla wszystkich, nie tylko świeżo upieczonych rozwodników.

„BYŁO KURWA CO ŚWIĘTOWAĆ! 😝 – pisze Doda, jak zwykle niezwykle szczerze. – Nie jest sztuką celebrować sukces, kiedy los rzuca ci róże do stop, sztuką jest podnosić się kiedy rzuca ci pod nie kłody. Czas przełamać stereotypy, że rozwód to porażka. Porażką jest brak walki o siebie i swoje szczęście i szacunek. Porażką jest się poddać.. A inne „porażki” to tak naprawdę nasze sukcesy, bo nie sztuką jest wyciągnąć lekcję z róż – tylko z tych kłód właśnie. Teraz stoję na tej limuzynie w welonie i cieszę się, że list pożegnalny do fanów nigdy do nich nie trafił.

Impreza rozwodowa, nie musi być huczna, może być lampką szampana w towarzystwie najbliższych, to dobra okazja, żeby odciąć się od tego co złe, ale też – dokładnie jak Doda – podziękować za wsparcie tym, którzy przy nas byli w czasie rozwodu, czy podczas trudnego związku.

„Ostatni rok to był prawdziwy emocjonalny rollercoaster. Depresja, stany lękowe, podjęcie decyzji o rozstaniu, złożony pozew rozwodowy, „lizanie ran” w tajemnicy w Meksyku, gdzie przez miesiąc ratowały mnie koleżanki, które zjechały się z różnych stron świata. Terapia, leczenie. Niesamowity progres, powrót do dawnej ja, spokój, pierwszy szczery uśmiech. Chęć śpiewania znowu. Wydanie singla po rocznej przerwie w karierze. Przypływ mojej starej mocy, odwagi, siły. Oświadczenie do mediów o rozwodzie, wielka ulga mimo wielkiej medialnej burzy” – pisze Doda w poście na FB.

Niestety okazuje się, że ulga nie trwa długo i spada na nią kolejny cios”

Nawet jeśli nie śledzicie serwisów plotkarskich, informacji o prywatnym życiu Doroty Rabczewskiej nie sposób nie spotkać w sieci, czy innych mediach. Ostatnie wydarzenia związane z filmem „Dziewczyny z Dubaju”, odbiły się szerokim echem. Dotyczyły nie tylko jej i byłego już męża, ale też całej masy osób, które chcąc nie chcąc, zostały w to zaangażowane. Wypowiadali się wierzyciele, wypowiadał się autor książki „Dziewczyny z Dubaju”, na kanwie której powstał scenariusz filmy, wyprodukowanego przez Dodę. Wypowiadał się też jej były mąż Emil Stępień. A z tego, co mówi Dorota, wnioskować można, że nie tylko sprawy zawodowe były problemem w tym związku.

Zatem, kiedy wydawać się mogło, że jest już na dobrej drodze, że wychodzi na prostą, kolejne ciosy musiały boleć jeszcze bardziej.

– Nagle BUM! Prokurator, policja rano przeszukuje mój dom w poszukiwaniu dokumentów ex męża , artykuły o oszustwie spółki w której jestem i zrobiłam film, o okradzionych inwestorach.. każdy dzień to był nowy szok, nowe złe informacje, które otwierały mi oczy w co ja się wpakowałam. Przez chwile bałam się ze wszystko znowu wróci. Ze ten stres przekreśli moją pół roczną prace nad sobą i znowu będę miała ataki paniki ALE NIC TAKIEGO SIĘ NIE STAŁO. Spokojnie i zadaniowo postanowiłam posprzątać ten bałagan ,krok po kroku rozwiązywać prawne kwestie – pisze gwiazda. I znów – to nie koniec.

– Nagle kolejny BUM! Afera z filmem -miesiąc walki o final cut filmu, nad ktorym pracowałam ostanie 2 lata. Medialna przepychanka z ex mężem, przykre artykuły i komentarze. Przeszłam i to. Film ostatecznie skończyłam i moje małżeństwo również. Życzę wszystkim tak spokojnych i życzliwych spraw rozwodowych  – pisze Doda.

Dorocie życzymy szczęścia i spokoju. Zasłużyła! Śledźcie jej media społecznościowe, przygotowała dla Was coś naprawdę wyjątkowego!


Zobacz także

On nie chce już używać prezerwatyw, a ty się wahasz? 5 pytań, które musisz sobie zadać

„Nie podoba ci się, to się rozwiedź...”. To takie proste, naprawdę?

„Nie podoba ci się, to się rozwiedź…”. To takie proste, naprawdę?

Czy można odbudować związek po zdradzie?

Czy można odbudować związek po zdradzie? 10 etapów, przez które musicie wspólnie przejść