Związek

Twój związek nie sprawia, że jesteś szczęśliwa? Sprawdź, czy nie związałaś się z narcyzem

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
28 kwietnia 2016
Twój związek nie sprawia, że jesteś szczęśliwa? Sprawdź, czy nie związałaś się z narcyzem
Fot. iStock / m-gucci
 

Poznaliście się niedawno, a może jesteście razem kupę lat. Kochasz go, ale nie czujesz się dobrze w tym związku. Coś ci zgrzyta. Bywasz smutna, brak ci energii i chęci na uśmiech? A może związałaś się z narcyzem? Jeśli tak, uciekaj, gdzie pieprze rośnie! Jasne, łatwo powiedzieć. Bo właściwie skąd mieć pewność, że on narcyzem jest? Może ma trudny charakter, jest zagubiony, miał trudne dzieciństwo, a może boi się bliskości i jego zachowanie to reakcja obronna? Usprawiedliwień można znaleźć tysiące .

Nie mam zamiaru cię przepytywać, czy on narcyzem jest, czy nie, ani też zmuszać do jakiejkolwiek refleksji. Więc może lepiej sama odpowiedz sobie na kilka pytań.

Czujesz się gorsza od niego?

On sprawia, że jesteś przy nim taka malutka, takie trochę nic. Odkąd z nim jesteś twoje poczucie wartości spadło  z hukiem na łeb na szyję, bo robisz wszystko, by mu się przypodobać, by sprostać jego oczekiwaniom, a tymczasem on wiecznie cię krytykuje, potrafi w niewybredny sposób zażartować z ciebie przy innych? Za to on, to istny pępek świata. Pan sytuacji i czasu. To on w waszym związku ma lśnić, ma być najlepszy i podziwiany. Nie daj Boże, jeśli będziesz chciała zabrać mu trochę tego blasku, ty co najwyżej możesz gdzieś przez chwilę się w nim ogrzać. To wszystko.

Brak ci poczucia bezpieczeństwa?

Nigdy nie go nie poczujesz. Bo życie z narcyzem jest jak rollercoster. To zawsze huśtawka, bo nigdy nie wiesz, na jaki jego humor trafisz, w jakim nastroju wstanie i właściwie, jak ciebie potraktuje. Potrafi wpaść z kwiatami po południu, a po godzinie wyjść i nie odpowiadać na twoje telefony. On zawsze będzie zabiegał o twoją uwagę, będzie żądał dowodów twojego dla niego uznania. To ty masz mu stworzyć przestrzeń, w której on będzie czuł się dobrze i bezpieczenie, jak ty się czujesz mało go obchodzi.

Jest zazdrosny o sukces innych?

„Nie wiem, jakim cudem on awansował, pewnie tatuś mu znowu coś załatwił” – rzuca pewnego dnia, a ty jesteś w szoku, bo znasz sytuację i wiesz, że osoba, o której rozmawiacie awans wyrwała ciężką pracą. Ale on tego nie widzi. Bo on uważa się za lepszego. Bo to jego trzeba podziwiać i to on zasługuje jedynie na splendor i chwałę. Bo jest mądrzejszy, przystojniejszy, bardziej dowcipny, bystrzejszy i bardziej uroczy. To jego zdanie na swój temat. Sukces innych weryfikuje trochę jego postrzeganie samego siebie, dlatego jest tak o niego zazdrosny. Bo przecież, jak ktoś śmie uznać kogoś lepszym od niego?

Nie chce słuchać krytyki na swój temat?

Kiedy próbujesz mu powiedzieć, że coś ci się nie podoba, że jego zachowanie, stosunek do ciebie cię rani, on przechodzi od razu do ataku. Próbowałaś z nim rozmawiać łagodnie, trochę brać go pod włos mówiąc: „Wiesz, jesteś cudowny, ale mógłbyś czasami…”. Co to, to nie. On jest bardzo wyczulony na swoim punkcie. Kiedy ty zaczynasz go krytykować, on od razu skupia się na tobie. Na tym, że to ty masz problem, bo nie radzisz sobie z pewnymi rzeczami, nie akceptujesz. To ty jesteś ta zła, on jest ideałem, którego ty nie potrafisz nawet docenić. „To ty masz problem” – pada najczęściej.

Nie liczy się  z twoimi uczuciami?

Jego nie interesuje, czy ty akurat jesteś smutna i zmęczona. On wpada w euforii i musi natychmiast coś ci opowiedzieć, a ty musisz podzielić jego entuzjazm tu i teraz. I odwrotnie – kiedy on nie ma ochoty na rozmowę, nie ma szans, żeby ciebie wysłuchał. Jego emocje i nastrój są zawsze najważniejsze. Kiedy jest zły, ty chodzisz na paluszkach, żeby go czymś nie urazić, a kiedy wesoły, też musisz taka być. On chce wyjść do kina? Nie interesuje go, że dzisiaj akurat nie masz ochoty, najwyżej pójdzie sam. Jesteś chora? I co z tego, on i tak jest najważniejszy i wokół niego trzeba skakać.

Uważa, że zawsze ma rację?

Narcyz nie jest partnerem do dyskusji, bo on zawsze wie wszystko najlepiej i to jego zdanie jest tym jedynym słusznym. Możesz przywoływać argumenty, mówić: „Chodź, przeczytaj, zobacz”. Nie ma takiej opcji. On zawsze będzie trwał przy swoim, nigdy nie przyzna się do błędu. Bywasz zażenowana, poziomem dyskusji wśród znajomych, w których on uczestniczy? Jego agresją i atakowaniem wszystkich, którzy z nim się nie zgadzają? No i ty zawsze musisz brać jego stronę…

Innych ma za nic?

„Wiesz, ta Jola to jednak idiotka”, „Paweł to tępak, nie ma z nim o czym rozmawiać”. Krytycznie wypowiada się o waszych znajomych, bo przecież to on jest najlepszy. Przeciętny człowiek nie jest dla niego partnerem do rozmów, czy do bycia kolegą. Bardzo często w towarzystwie (bo na początku znajomości przed tobą) chwali się kontaktami z jakimiś wyjątkowymi ludźmi, a ty znasz te historie na pamięć, kiedy ktoś „ważny i znany” zaledwie podał mu rękę, ale on snuje opowieść, jakby byli dobrymi znajomymi.

Jest nieodpowiedzialny?

Nie wiesz, czego się po nim spodziewać? Nie bierze na siebie odpowiedzialności za swoje decyzje, wybory. Trochę jak rozkapryszone dziecko, które chce coś na tu i teraz, a odpowiedzialność zawsze spada na ciebie. Bo to ty ostatecznie bywasz winna temu, że wybrane przez niego auto się popsuło, albo że hotel w wakacje był fatalny. To z jednej strony, a z drugiej nie lubi opuszczać swojej strefy komfortu, miejsca gdzie czuje się pewnie i jest panem sytuacji. Musi kontrolować wszystko i wszystkich.

Wzbudza w tobie poczucie winy?

Zastanów się, czy nieustannie zastanawiasz się, czy wystarczająco się starasz? Czy nie zrobiłaś, nie powiedziałaś czego nieodpowiedniego? A może jesteś już na etapie wycofania – on błyszczy, on jest najmądrzejszy, a ty tylko siedzisz na taborecie obok zastanawiając się, jakim cudem zasłużyłaś na takiego wspaniałego faceta? I masz poczucie winy, że jednak nie zasłużyłaś i jesteś mu wdzięczna, że on z tobą wytrzymuje. Halooo. Przyjrzyj się sobie, temu związkowi. Nie zabrnęłaś przypadkiem w ślepy zaułek?


Związek

Proces starzenia? Nie musi tak szybko poddawać się mu ani twój organizm, ani twoja twarz. Sprawdź, co możesz dla siebie zrobić

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
28 kwietnia 2016
Fot. Pixabay / Unsplash / CC0 Public Domain
 

Starość to czas, do którego nikomu się nie spieszy. Z upływem lat, zauważamy coraz więcej oznak mijającego czasu . Pierwsze załamania na skórze, kurze łapki wokół oczu. Dodaje nam to swoistego uroku i na to jesteśmy w stanie się zgodzić. Jednak gdy proces postępuje dalej, jeszcze głębiej tworząc ślady czasu i przeżyć na naszej skórze, szukamy skutecznego ratunku. Niestety, trudno jest odwrócić efekt procesu, który od dłuższego czasu toczy się w naszych organizmach. Lepiej jest podjąć różne czynności, by jemu zapobiec jak najskuteczniej, niż próbować cofnąć zmiany, co czasem bywa niemożliwe.

Od czego zacząć?

Przede wszystkim, by dłużej cieszyć się zdrowiem i urodą, należy prowadzić zdrowy, aktywny tryb życia. Nie zatrzymamy młodości siedząc na kanapie, jedząc niezdrowe rzeczy i zabijając czas i zdrowie niszczącymi nałogami.

Lepiej jest zadbać o siebie i od samego początku wyrabiać dobre nawyki.

Gotuj i piecz, zapomnij o smażeniu, ponieważ w żywności przyrządzanej w wysokiej temperaturze, tworzą się toksyczne substancje zwane końcowymi produktami zaawansowanej glikacji, przyspieszające proces starzenia. Największe ich stężenie występuje produktach wysoko przetworzonych, takich jak chipsy, ser i inne, poddane obróbce wysokiej temperaturze. Pamiętaj, że niskokaloryczna dieta wpływa na poprawę zdrowia, warto raz na jakiś czas przeprowadzić detoks organizmu, zmniejszając racje żywnościowe. Uprawiaj sport, ponieważ umiarkowany wysiłek fizyczny pobudza układ odpornościowy, pomaga neutralizować wolne rodniki  i sprzyja powstawaniu nowych komórek mózgowych. Już 15 minut spaceru dziennie, wydłuża życie i wpływa pozytywnie na jego jakość. Brak snu ma destruktywny wpływ na zdrowie, może powodować choroby układu krążenia i cukrzycę, wpływa na mniejszą sprawność układu odpornościowego, oraz zwiększa podatność na stres. Sen, wynoszący 7 godzin w ciągu nocy, potrafi mieć zbawienny wpływ na samopoczucie i zdrowie.

Jeśli szukasz kompleksowego wsparcia dla organizmu, wypróbuj Aminocare 10

Preparat Aminocare A10 zawiera w swoim składzie przede wszystkim wyselekcjonowane aminokwasy. Na podstawie badań przeprowadzonych na modelach nowotworów w hodowlach tkankowych, wykazano, że zwalniają one proces starzenia oraz potrafią przyhamować rozwój nowotworu. To buduje swego rodzaju zabezpieczenie przed nowotworami, będącymi częstą przyczyną zgonów. Preparat zawiera Antyneoplaston A10, czyli peptydy i pochodne aminokwasów, odkrytych przez Dr S. Burzyńskiego w 1967 roku. Dr Burzyński będący wybitnym doktorem nauk medycznych oraz biochemikiem mieszkającym na stałe w Ameryce, pierwszy raz zidentyfikował naturalnie występujące w w osoczu i moczu ludzkim peptydy, chroniące przed rozwojem raka. Do celów medycznych są produkowane syntetycznie.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Jakie jeszcze zastosowania ma AminoCare A10?

Preparat zawiera naturalne składniki, takie jak:

witaminy z grupy B –  zapewniają prawidłowe działanie układu nerwowego, dostarczają energii, a także odpowiadają za równowagę psychiczną i aktywnie chronią przed nowotworami

likopen – działa przeciwutleniająco i przyczynia się do zachowania dobrego stanu zdrowia. Wpływa korzystnie na gęstość mineralną kości, zmniejsza ryzyko wystąpienia osteoporozy.

wyciąg z owocu granatu jako źródło witaminy C, chroni przed starzeniem i wspiera regenerację komórek oraz hamuje rozwój nowotworu. Badania pokazują, że granat chroni układ sercowo – naczyniowy przywracając zdrowie śródbłonka, obniża ciśnienie krwi i ochrania lipoproteiny o niskiej gęstości przed szkodliwym utlenianiem

wyciąg z zielonej herbaty – obniża poziom trójglicerydów i cholesterolu, co zmniejsza zagrożenie miażdżycą, obniża ciśnienie krwi, poprawiając przy tym krążenie i zmniejszając ryzyko wystąpienia chorób serca. Jest niezbędnym składnikiem w walce z nowotworami.

mleczko pszczele  wspomaga układ odpornościowy, zawiera białka, witaminę B1, B2, B6 i kwas foliowy. Jest skuteczny w powstrzymywaniu procesów starzenia

Preparat wzmacnia system obronny organizmu oraz bierze udział w prawidłowym podziale komórek w tkankach. Wpływa na właściwe różnicowanie się komórek, jednocześnie utrzymując ich naturalną aktywność. Obniża podwyższony poziom cholesterolu we krwi, zmniejsza powiększony gruczoł krokowy oraz zmniejsza niezłośliwe guzki piersi. Doskonale wpływa na funkcjonowanie skóry, układu nerwowego, krwiotwórczego i odpornościowego, mięśniowo-szkieletowego, pokarmowego, moczowo-płciowego, chroni geny wraz z DNA. Preparat warto przyjmować profilaktycznie, po przekroczeniu 30 roku życia, ale szczególnie należy go stosować u osób osłabionych.

Pomoc dla zatrzymania młodości twarzy – kosmetyki Aminocare

Zdrowy, wolny od chorób organizm, to najlepszy kapitał na długie lata. Jednak kobiety szukają także innych rozwiązań, aby zatrzymać czas na tym, co widać od razu – na twarzy. Dobrym rozwiązaniem jest zastosowanie kremu do twarzy, oraz mleczka Aminocare, które posiada właściwości wygładzające i regenerujące. Kosmetyki opóźniają proces starzenia skóry i pomagają zmniejszyć szkodliwe. Co ważne nie  jest  to jedynie powierzchowne działanie na naskórek, a kompleksowy efekt na geny włączone w proces starzenia.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Skuteczność preparatów wynika z ich podstawowego składu: pochodne aminokwasów (fenyloacetyloglutamina i fenyloacetyloizoglutamina) oraz wyciąg z  rośliny tamanu.

Pochodne aminokwasów działają jak „wyłączniki genetyczne”: wyciszają grupę genów których aktywność wrasta z wiekiem a które to odpowiedzialne są za powstawanie zmarszczek natomiast uaktywniają geny produkcji kolagenu i odnowy naskórka.

Olejek z rośliny tamanu  używany jest od wieków przez ludność wysp Polinezyjskich. Ma znakomite właściwości: chroni skórę przed szkodliwym działaniem promieni słonecznych, wysokimi temperaturami,  poprawia jej koloryt, ma właściwości wygładzające i gojące.

Działanie preparatów zostało przebadane podczas badań klinicznych w Uniwersytecie w Bordeaux we Francji. Wykazały one obiektywne zmniejszenie i zniknięcie zmarszczek pod wpływem kremu Aminocare.


Wpis powstał we współpracy z Lubgen Farma


Związek

Niania widzi więcej… „Nie każdy zasługuje na to, by mieć dziecko”

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
27 kwietnia 2016
Fot. iStock / ipekata

Ma na imię Ania. Właśnie skończyła 24 lata i za dwa miesiące dostanie termin obrony swojej pracy magisterskiej na wydziale pedagogiki. A potem wyjedzie, do Finlandii, dalej się uczyć. Pracować pewnie też, jako niania oczywiście. Ania pochodzi z niewielkiego miasteczka nad morzem. Ostatnio była nianią Jasia i Frania (2,5 roku), a wcześniej Poli (8 lat) i Helenki (18 miesięcy). Już pierwsze 15 minut rozmowy z Anią utwierdza mnie w przekonaniu, że opiekowanie się dziećmi rodziców którzy sami mają problemy wychowawcze, to ciężki kawałek chleba. Ale, przeczytajcie sami.

Kurz to twój najgorszy wróg

Debiutuję w roli etatowej niani na drugim roku studiów. Pamiętam swój entuzjazm: trochę teorii wychowawczych już liznęłam, ale przede wszystkim mam doświadczenie w pracy z dziećmi (sama mam czworo młodszego rodzeństwa i kocham zajmować się maluchami). Pierwsza pracę dostaję po znajomości. Koleżanka „oddaje mi swoją rodzinę”, bo jak mówi, zaoferowano jej pracę w szkole. Dopiero potem dowiaduje się, że to nieprawa. Zdezerterowała po prostu, a mnie wpuściła w maliny. Nie mam żalu. Pracując tam nieraz zastanawiałam się nad tym, czy nie postąpić podobnie.

Na pierwsze spotkanie z Helenką i jej mamą przychodzę 5 minut przed czasem, bo wiem, że pani Kasia szczególnie ceni sobie punktualność. Jestem potwornie spięta i przygotowana najlepiej jak umiem (zanim dotknę dzwonka videofonu powtórzę jeszcze w głowie to, co chciałam o sobie powiedzieć). Drzwi otwiera mi elegancka, młoda kobieta na wysokich obcasach. Uśmiecha się szeroko i czuję, że jej wzrok mierzy mnie od stóp do głów i zaprasza by oprowadzić po swoim, jak mówi „królestwie”.

Kątem oka rozglądam się wokół. Dom jest ogromny, urządzony minimalistycznie i… chłodno. Trudno uwierzyć, że mieszka tu dziecko. Moja uwagę zwraca mnóstwo pustych przestrzeni i brak książek. Dopiero później dowiaduje się, że pani domu preferuje Kindla. Ma na nim „wszystko, a co najważniejsze, „nic się nie kurzy”. A jak wiadomo, kurzyć nic się nie może. Kurz to najgorsze zło. Gorsze jeszcze mogą być tylko porozrzucane bezładnie dziecięce klocki. Nasza rozmowa szybko zamienia się w monolog. Pani Kasia informuje mnie, że Helenka jest całkiem samodzielna (mówi już pełnymi zdaniami, posługuje się widelcem, samodzielnie pije), do żłobka chodzić nie będzie. Powinna otrzymać indywidualny tok nauczania.

– Znasz oczywiście angielski? – pyta pani Kasia (właściwie nie mam pojęcia dlaczego zwraca się do mnie na „ty”, ale stres odbiera mi mowę, a jej pewność siebie – odwagę). Oczywiście, znam. Mam do Helenki mówić po angielsku dwie godziny dziennie, opisywać czynności, które wykonuję i zachęcać małą do powtarzania słówek. Pani Kasia prosi o próbkę akcentu. Z testu wychodzę obronną ręką, od dwunastu lat wakacje spędzam u cioci w Birmingham. Pani Kasia jest usatysfakcjonowana. Na koniec dostaję wydrukowany na ekologicznym papierze regulamin poruszania się po domu, który będę studiować przez najbliższy wieczór. Wewnątrz 23 zakazy. Nie wolno między innymi otwierać szaf, ani wchodzić do sypialni „pani i pana” (cytat!) Wychodząc na spacer z dzieckiem nie wolno mi zapomnieć o włączeniu wszystkich alarmów (kody zostaną mi przesłane SMS-em,) kawę i herbatę powinnam przynosić sobie z domu, jeżeli jem (jeżeli! – opieka nad małą ma zajmować mi około 9 godzin dziennie, choć w praktyce przedłuży się do 11, a czasem i 12 godzin) mam po sobie „sprzątać okruszki”. Prócz tego wolno mi korzystać tylko z dolnych łazienek i dbać o czystość domu. Później okazuje się, że „dbanie o czystość” w domu to czyszczenie blatów kuchennych, zlewu, umywalek i odkurzanie.

Dziecko

Pytam nieśmiało, czy mogłabym poznać dziecko, w końcu mam zostać zatrudniona jako opiekunka do córki pani Kasi. Zostaję wprowadzona do pokoju dziecięcego, który rozmiarem przypomina mi ogromny salon w domu mojej cioci. Pokój urządzony jest bardzo gustownie, ale jest w nim… pusto i smutno. Pluszaki starannie poukładane na białej półeczce wyraźnie dobrano tak, by pasowały do siebie rozmiarami i kolorystyką.

Helenka okazuje się śliczną, ciemnowłosą dziewczynką o wielkich migdałowych oczach. Jest bardzo poważna i rzadko się uśmiecha. Gdy kilka tygodni później zwracam na to uwagę jej mamie, ta odpowiada: „widocznie przy tobie nie ma powodu”. Dziecko ma na sobie za to najmodniejsze dziecięce ciuszki i opaskę na głowie. Przez cały czas mojego pobytu próbuje sobie tę opaskę zdjąć, ale mama kategorycznym ruchem jej to uniemożliwia. Kiedy mała zaczyna płakać, pani Kasia natychmiast oddaje mi ją na ręce – Zobaczymy jak sobie poradzisz – mówi. Dziecko jest przerażone, widzi mnie pierwszy raz w życiu. Czuję jak małe ciałko spina się w moich ramionach. Delikatnie masuje więc małą po pleckach, żeby się rozluźniła. Ten ciepły gest pomaga, dziecko przywiera do mnie nieco ufniej. Pani Kasia jest zadowolona. Mam zacząć następnego dnia, z samego rana.

Pierwszy tydzień upływa szybko, poznaję Helenkę, uczę się rozpoznawać jej nastroje i zaczynam się do niej przywiązywać. Przychodzę zawsze punkt ósma, daje Helence śniadanie (potem okazuje się, że jej mama czeka z tym punktem dnia specjalnie na mnie i jest bardzo niezadowolona, jeśli dziecko zgłodnieje przed ósmą) ubieram ją w przygotowane wcześniej (i starannie dobrane kolorystycznie) ubranko. Moim obowiązkiem jest również dbanie o to, by te ubranka się nie plamiły, co właściwie mogłoby sprowadzać do pilnowania dziecka, żeby się nie przewróciło w trawie, nie korzystało z huśtawek (wolno nam chodzić na tylko jeden, zamknięty plac zabaw i do jednego, specjalnego parku) jadło przez specjalną sondę albo w jakiejś ochronnej tubie i nie bawiło niczym, czym potencjalnie mogłoby się ubrudzić. Więc śniadanie, potem spacer, drzemka (zawsze punkt 13), podgrzanie, a z czasem przygotowanie ekologicznego obiadku, spacerek, zabawa.

Przez pierwszy tydzień pani Kasia zjawiała się punktualnie, o 17. Po tym okresie czas oczekiwania na nią tylko się wydłużał. Po dwóch miesiącach zjawiała się już tak późno, że kiedy mała zaczęła zasypiać mi czekając na nią postanowiłam sama kłaść ją spać. Pani Kasia zareagowała na moją decyzję z ulgą. Ja miałam coraz bardziej mieszane uczucia i wrażenie, że mama chce spędzić ze swoją córką jak najmniej czasu, że wręcz ucieka przed kontaktem z dzieckiem.

Pod koniec trzeciego tygodnia następuje pierwszy kryzys. Pewnego dnia, kiedy po zakończonej pracy zbieram się do wyjścia pani Kasia przywołuje mnie do stojącego na gustownym stoliku komputera. – Chciałam ci coś pokazać – uruchamia nagranie, na którym widzę siebie karmiącą Helenkę specjalną ekologiczną zupką z fajansowej miseczki. – Tej miseczki nie wolno ci nigdy więcej używać – informuje mnie pani Kasia z pretensją. –  Używam jej do swoich płatków z jogurtem. To moja miseczka na dobry nastrój. Jeśli zrobisz to jeszcze raz potrącę ci z pensji – przez chwilę myślę, że moja pracodawczyni pozwala sobie na „taki żarcik”, ale tonu jej głosu wskazuje na to, że mówi całkiem poważnie. Jestem tak oszołomiona, że nie pytam nawet dlaczego nie poinformowano mnie o tym, że ktoś mnie nagrywa. Nie wiem nawet, czy powinnam zostać o tym powiadomiona. Wiadomo, rodzice stosują takie metody, żeby mieć pewność, że ich dzieci są bezpieczne.

Z tygodnia na tydzień przybywa mi obowiązków. Prócz opieki nad dzieckiem, mam jeszcze robić codzienne, drobne zakupy i przygotowywać posiłki dla niej. W piątki gotuje obiady na cały weekend, z ekologicznych warzyw. I mięsa z bazarku. Dostaję za  to podwyżkę, całe dodatkowe dwa złote więcej za godzinę. Powoli utwierdzam się w przekonaniu, że w tym domu brak dobrej, szczerej miłości do dziecka, a może i do drugiego człowieka. Zaczynam myśleć o odejściu. Ale trzyma mnie lęk o małą,  to, co z nią będzie. Często ją przytulam, a ona powoli zaczyna odpowiadać mi tym samym.

Kiedy malutka mocno gorączkuje dzwonię do Pani Kasi z prośbą by przyjechała. Zjawia się szybko, ale widzę, że nie jest zadowolona. Mała płacze, jest rozdrażniona, zaczyna jej się infekcja. Mama bierze ją na ręce między laptop a duży notes . Nie wychodź – prosi – nie poradzę sobie bez ciebie. Jedziemy do lekarza. To ja trzymam małą  na ręku podczas badania, ja uspokajam ją kiedy drażni ją nieprzyjemny stetoskop. I ja obmywam ją w domu, kiedy brudzi się wymiocinami.

„Pani i Pan”

Po kolejnym miesiącu w domu pojawia się pan domu. Człowiek który uśmiech ma przyklejony do twarzy. Jest w wieku pani Kasi, po trzydziestce. Wita mnie przyjaznym klepnięciem po ramieniu, wydaje mi się całkiem miły. Dopiero potem dochodzi do mnie, że o Helence nie mówi inaczej niż „dziecko”. Od tej pory przez kolejne pół roku jestem świadkiem codziennych awantur, wulgarnych wyzwisk. W ogóle się mną nie krępują. Jestem jak mebel. Helenka zdaje się być do krzyków swoich rodziców przyzwyczajona, jakby obojętna. Kiedy jednak podczas jednej z awantur robi się naprawdę głośno, mała zaczyna płakać. Mama próbuje ją uspokoić, prawie wyrywa mi Lenkę z objęć, ale to nie działa, bo sama jest zdenerwowana. Kiedy dziecko uspokaja się przytulone do mnie, pani Kasia dostaje szału. Wyrzuca mnie z domu. Nad ranem dzwoni z przeprosinami. Wracam ze względu na Helenkę.

W domu musi być czysto. Bardzo czysto. Choć ode mnie wymaga się ciągłego odkurzania i przecierania blatów, parapetów i stołów, dwa razy w tygodniu przychodzi Swietłana, Rosjanka do sprzątania. Helenka zna ją i lubi, Swieta jest jedną z nielicznych osób na którą reaguje uśmiechem. Swietlana łamaną polszczyną opowiada mi, że jestem już czwartą nianią małej. W pewnych kwestiach rozumiemy się bez słów.

Pewnego dnia nie wytrzymuję. Mała jest chora, potrzebuje czułości, rodzice wybierają się mimo to do teatru. Najbardziej kulturalnie jak się da, zwracam im uwagę, proszę, tłumaczę. Potem mówię o kłótniach, że to dla dziecka bardzo niedobrze. Wychodzą.

Po siedmiu miesiącach i jednym dniu pracy, rezygnuję. Jestem wyczerpana psychicznie i nie radzę sobie emocjonalnie. Ale najbardziej szkoda mi małej Helenki. Myślę o niej często, zastanawiam się kto się nią opiekuje, czy coś się zmieniło. Następne doświadczenia w pracy mam bardzo pozytywne ,”dobrze trafiam”. Ale jednego jestem pewna. Nie każdy zasługuje na to, by mieć dziecko…


Zobacz także

8 sygnałów, że facet ewidentnie cię wykorzystuje. Jesteś potrzebna, ale nie kochana

Czy z nami – kobietami, naprawdę tak trudno wytrzymać? Fajna żona ma kilka własnych zasad

12 nawyków faceta, który nie dojrzał do poważnego związku