Związek

Tak, jestem w stałym związku, ale marzę o czymś więcej, marzę o romansie. Czy przez to jestem gorszą żoną?

Z życia kobiety
Z życia kobiety
4 listopada 2017
Fot. iStock / m-gucci
 

Załóżmy, że mam na imię Magda. Załóżmy, że jestem tuż przed 40-tką. Dwoje dzieci wchodzące w nastoletni wiek. Mąż, od niemal 20-tu lat ten sam. Najpierw zakochanie, później chodzenie za rączkę, aż w końcu obrączka i wspólne życie.

Jestem jedną z wielu z was. Pracuję, zajmuję się domem. Mój dzień pewnie niczym nie różni się od waszego. Wstaję rano, robię sobie kawę, dzieciom i mężowi śniadanie. Spieszymy się każde do swoich obowiązków. Dzieci do szkoły, my do pracy. Szybka wymiana zdań, poranny buziak i rzucone „miłego dnia” na stałe weszły w naszą codzienną rutynę. Ustalamy popołudnie, kto kogo gdzie odwiezie, odbierze, zrobi zakupy. Wszystko działa jak w dobrze nakręconym zegarku . W końcu tyle lat razem, znamy się doskonale, wiemy na co kogo stać, w czym możemy na siebie liczyć.

Proste rodzinne życie. Bez zbędnych emocji. Czasami się pokłócimy, najczęściej od dzieci, czasami o jakieś głupoty. Że ja go prosiłam, żeby coś tam kupił, a on zapomniał. Albo on, żebym przestała zostawiać pod prysznicem końcówki od maszynki do golenia. Nic wielkiego. Nic, co wywołałoby burzę. Tyle tylko, że ja tej burzy chcę, potrzebuję tego deszczu, tych błysków i piorunów. Kiedy myślę sobie, że tak już będzie wyglądać moje życie, chce mi się wyć, uciec, zrobić coś szalonego. Rzucić pracę, spakować plecak i wyjechać poznawać świat. Nie chcę tkwić w tym zdrewnieniu, wykreślając jeden dzień podobny do drugiego. Serio? Tak mam teraz żyć? Moja mama mówi: „Masz dzieci, ciesz się nimi”. Jasne, że się cieszę, ale nie chcę jak ona żyć życiem moich dzieci, skupiać się jedynie na ich osiągnięciach i kłopotach. Naprawdę? Skończę 40 lat i to koniec? Koniec emocji, podnieceń, ekscytacji?

Rozmawiam o tym z mężem, ale słyszę jedynie: „Nie wiem, o co ci chodzi”. A mi chodzi o to, żebyśmy wyjechali gdzieś sami, pojechali w końcu na wakacje tylko we dwójkę. Żeby on mnie zaskoczył, zaprosił na randkę, zabrał do kina – ot tak spontanicznie, a nie po wspólnym prześledzeniu repertuaru i ustalaniu, co grają. Chcę, by iskrzyło, byśmy patrzyli na siebie z pożądaniem. Ale czy to jest w ogóle możliwe? Szczerze – straciłam nadzieję. Nie chcę seksu jedynie w sypialni, w ciszy, żeby dzieci nie słyszały. Dobrego, ale do bólu przewidywalnego. Kocham swojego męża, ale dzisiaj rozważam, czy nie jest mi bliższy jedynie jako przyjaciel, a nie jako kochanek?

Ktoś powie: „Głupia, ciesz się tym, co masz”. Jasne, że się cieszę, ale co, jeśli mi to nie wystarcza? Jeśli ja chcę od życia czegoś więcej. Mam siedzieć cicho i niczego więcej nie wymagać? Marzę o romansie. Marzę o życiu obok, po drugiej stronie lustra. O życiu pełnym namiętności, mrowienia na karku, podniecenia i pożądania, nad którym nie sposób zapanować. Kiedy jedyne o czym myśleć będę przez cały dzień, to o jego dotyku, o spojrzeniu, które mówi jedno: „Marzę, żeby zostać już z tobą sam na sam”. A potem kochać się na stole w kuchni, pod prysznicem, na podłodze przed telewizorem, bo przecież żaden film nie interesuje nas tak bardzo jak my sami.

Chcę tej radości w głowie, tego cudownego napięcia mięśni na godzinę przed spotkaniem. Chcę tęsknić całą skórą, całą sobą za nim, za jego ustami, językiem. Chcę poddać się temu, czekać na nieznane, wiedzieć, że nadal żyję, że moje życie trwa, a ja czuję, pragnę i jestem pożądana.

Chciałabym mieć dla kogo poprawiać włosy, malować usta szminką, zakładać szpilki i kupować sobie seksowną bieliznę. Chciałabym znowu poczuć się kobietą – piękną i atrakcyjną, chciałabym zobaczyć w oczach mężczyzny ten tylko dla mnie uchwytny moment, kiedy wiesz, że właśnie rozbiera cię wzrokiem i myśli tylko o tym, co będziecie robić, gdy zostaniecie sami.

Tak. Marzę o romansie, o tych rozbrajających cię emocjach, kiedy znowu wiesz, że żyjesz, że to, co w tobie ważne, nie umarło, nie spowszedniało, że nadal możesz tak kochać, tak czuć, tak na nowo odkrywać  samą siebie.

Czy przez to jestem gorszą żoną? Myślę o tym smażąc jajecznicę mojemu mężowi, wieszając pranie, wyciągając naczynia ze zmywarki i biorąc prysznic dotykając się tak, jak chciałabym, żeby on mnie dotykał. Nadal tu jestem, choć  chciałabym na kilka chwil być zupełnie gdzie indziej… A ty?


Związek

Zawalczę o nasz związek, o nas. Chcę, żeby było w końcu dobrze, dlatego obiecuję, że…

Z życia kobiety
Z życia kobiety
11 stycznia 2018
Fot, iStock/AleksandarNakic
 

Na ten rok mam jedno postanowienie – chcę zawalczyć o swój związek. Chcę, żeby był dobry, żeby nam w nim było dobrze. Dość już jeżenia się i szukania winy we wszystkich, tylko nie w sobie. Jasne, winny jest on, jego matka, jego praca, nasze dzieci. Litości. Niech to będzie nasze ostatnie rozdanie – ten rok, nasza ostatnia szansa. Nie chwilowa, nie przelotna, kiedy przez miesiąc oboje się staramy, a później popadamy w ten sam niszczący nas schemat.

Jeśli nie spróbuję, wiem, że będę tego żałować, że będę sobie wyrzucać, że zabrakło mi odwagi, chęci, że będę się zastanawiać, co by było gdyby. Dlatego obiecałam sobie, że:

– spojrzę na siebie twoimi oczami

To nie jest łatwe – przejrzeć się w oczach drugiej osoby i zobaczyć w sobie wady, słabości, irytujące zachowania. My chcemy myśleć o sobie dobrze, bez cienia refleksji oceniając innych. Wiem, że to droga donikąd, że coby nie mówić, danej sytuacji winni jesteśmy oboje, w takim samym stopniu. Zawsze. Bo jedno z nas zaniechało próby zmiany, bo drugie odpuściło, bo oboje na zmianę machaliśmy ręką uznając, że już niczego między nami nie da się naprawić, wytłumaczyć. Bo nie znaleźliśmy w sobie chęci do rozmowy, wyjaśnień, do krytycznej oceny samych siebie.

– zacznę słuchać

Zwłaszcza tego, co mówisz na mój temat. „Wiecznie jesteś zmęczona” – ile razy to mówiłeś w ciągu minionego roku, z żalem, złością, w gniewie? „Tobie nigdy nic nie pasuje”, „Zrób to sama, skoro uważasz, że potrafisz lepiej”. Wkurzało mnie, później już nawet tego nie słyszałam, ale skoro powtarzasz to nieustannie, musi być w tym jakaś prawda, jakaś nauka dla mnie, coś, czego wcześniej nie dostrzegłam. Nie będę ignorować, gdy mówisz, że ciebie odpycham, że nie zwracam uwagi, że zawsze wszystko inne jest ważniejsze od ciebie.

– znajdę czas tylko dla nas

Tak mało go mamy. Tak mało o tym rozmawiamy, każde pochłonięte swoimi i domowymi obowiązkami, a przecież powinniśmy znaleźć czas na wyjście do kina, na wspólne obejrzenie filmu w domu, kolację tylko we dwoje. Kiedyś to sobie obiecywaliśmy, jeszcze przed dziećmi, teraz myślimy, że jak dzieci będą większe, to o to zadbamy, ale czy nie będzie za późno, czy nie oddalimy się od siebie zbyt bardzo?

– znajdę czas dla siebie

Niby wiem, że nie można się zatracić, że powinnam być dla siebie ważna, że powinnam zachować dla siebie przestrzeń. Ale to pusta wiedza, dla której brak miejsca w praktyce. Chcę to zmienić. Tak mocno czuję, że potrzebuję zadbać o siebie, że ważna jest też dla mnie chwila wytchnienia, by mieć więcej siły, cierpliwości i chęci dla nas. Jak dziwnie świat jest skonstruowany, żeby aby coś dać, musisz sama coś od świata wziąć. I ja w końcu chcę zacząć brać, korzystać, nie ograniczać się, a później własnym ograniczeniem obarczać ciebie. Wiem, że nie chcesz dla mnie źle, zrozumienie tego dało mi dużo siły.

– pozwolę nam na popełnianie błędów

Nikt z nas nie jest idealny. Przede wszystkim to ja muszę przestać dążyć do bycia perfekcyjną, najlepszą, podziwianą przez wszystkich. Przecież tak naprawdę wcale tego nie chcę, wcale mi na tym nie zależy. Chcę móc się do ciebie przytulić, kiedy chodzę po domu w dresach i zamiast czyścić kuchnię, pośmiać się z tobą grając scrablle. Kiedy odpuszczę sobie, przestaną mnie drażnić twoje błędy. Wiesz, co zrozumiałam? Że zazdrościłam ci tego luzu, tego dystansu do siebie, pogodzenia się z tym, że czegoś nie potrafisz, że coś ci nie wyszło, kiedy sama sobie bardzo wysoko stawiałam poprzeczkę. Już tak nie chcę. Chcę, żebyśmy oboje byli niedoskonali.

– docenię, że inaczej nie znaczy gorzej

Przeczytałam ostatnio, że nie ma rzeczy typowo damskich i typowo męskich, po prostu każdy z nas robi coś na swój własny sposób, inaczej. Inaczej niż ja zajmujesz się dziećmi, inaczej niż ja dbasz o nas, inaczej niż ja się nami opiekujesz, inaczej niż ja patrzysz na świat, ale to nie znaczy, że gorzej. Muszę wbić to sobie do głowy, nie wymagać, że ugotujesz obiad według moich wskazówek, a gdy zrobisz inaczej – wściekać się. Tak samo zostawiając cię z dziećmi – ty nie potrzebujesz całej listy, co z nimi robić, jak się zająć, przecież to wiesz, zaopiekujesz się nimi na swój sposób i wiesz… chcę to polubić i zaakceptować.

– przestanę z tobą rywalizować

Nie chcę udowadniać, że jestem lepsza we wszystkim, co dotyczy naszego domu, dzieci, nas samych. Nie chcę się z tobą licytować, kto ostatnio wyniósł śmieci, sprzątnął kuchnię, kto ile razy sprawdzał dzieciom lekcje, czytał książkę. To jest chore… Przecież nasz związek nie powinien być polem bitwy. Idziemy ramię w ramię, zależy nam na tym samym, możemy cudownie się uzupełniać, wiem o tym, bo nie raz zdążyłam tego doświadczyć, ale pozwoliłam sobie o tym zapomnieć. Bądźmy razem, nie przeciwko sobie.

– skupię się na tym, co dobre

Zdałam sobie sprawę, że ostatnio tylko narzekałam, mówiłam o tym, czego mi brakuje, jak mi źle, a przecież wokół dzieje się tyle dobrego, tyle dobrego dostaję też od ciebie. Trzeba tylko szerzej otworzyć oczy, by zrozumieć, że on wstaje wcześniej, budzi dzieci, żebyś ty mogła chwilę dłużej poleżeć. Tankuje ci auto, kiedy wie, że musisz pojechać dalej. Kupuje winogrona, które uwielbiasz i pamięta, jakie lubisz jabłka. Faceci inaczej okazują miłość, ona pojawia się w ich drobnych gestach, których my często nie zauważamy, bo jesteśmy zbyt skupione na sobie i na tym, czego nie dostajemy, nie widząc, jak dużo mamy.

– będę mówić, co czuję

Jestem typową kobietą, tę od „domyśl się”. Większość moich znajomych takimi kobietami jest. Strzelamy fochy, obrażamy się, a nie stać nas na powiedzenie, o co tak naprawdę chodzi. Bo o co chodzi? O to, że on znowu się nie domyślił? Czy może o coś, co jest głębiej? Ostatnio zrozumiałam, że wściekam się, bo szef mnie wkurzył i muszę na kimś odreagować swoją złość – na tobie najłatwiej, a ty zdezorientowany kompletnie nie wiesz, o co chodzi. Mówienie, co czuję wymaga dojrzałości, więc może czas najwyższy się na nią zdobyć.

– stanę się wsparciem dla ciebie

Nie chcę negować ani podważać tego, co robisz, nie chcę wytykać ci błędów, nie chcę sprawiać, żebyś czuł się gorszy, tylko dlatego, że ja mam zły dzień. Chcę być dla ciebie wsparciem w najdrobniejszych rzeczach, w zwykłej codzienności, chcę, żebyś czuł, że zawsze stoję za mną murem, choć tak rzadko ci to dotychczas okazywałam. Chcę, żebyś wiedział, że zawsze możesz na mnie liczyć, tak jak ja mogę liczyć na ciebie.

Te dziesięć rzeczy powtarzam w głowie, spisuję ku pamięci, żeby o nich nie zapomnieć. Tak, wiem, są kobiety, które powiedzą: „Dlaczego to ja mam się starać, niech on zacznie”. Ja nie chcę czekać, nie chcę przerzucać na niego odpowiedzialność za nas dwoje. Chcę zmiany dla siebie, dla nas, bo wierzę, że jeśli ja się zmienię, on też to zrobi. Jesteśmy jak połączone naczynia, między którymi musi w końcu nastąpić równowaga, wyrównanie poziomów, gdzie każdy będzie tyle samo otrzymywał, ile dawał. To zresztą i tak nie będzie miało większego znaczenia, bo jeśli jest się z kimś szczęśliwym, wszelkie rozliczenia tracą na znaczeniu. Kocham, wiem, że jestem kochana, choć czasami o tym nie pamiętam. Nie chcę tego zaprzepaścić, chcę spróbować, jeszcze raz, ten ostatni.


Związek

„Mam jedno życie, chciałabym przeżyć to jeszcze raz”. Zdrada jest niezwykle atrakcyjna

Z życia kobiety
Z życia kobiety
21 października 2017
Fot. iStock/emke

„Wiesz, tak chciałabym mieć romans” zwierza mi się przyjaciółka. Śmiejemy się, bo zdrada to coś tak abstrakcyjnego… ale jednak możliwego.

Ona w długoletnim związku, w którym znikoma ilość deficytów przykrywana jest tym, co dobre. Fajną są parą, co prawda już bez fajerwerków, bez uniesień, ale w końcu czy motyle w brzuchu można czuć przez całe życie przy jednym facecie? Przy facecie, którego znasz na wylot i nie ma w tym nic złego, bo dzięki temu czujesz się przy nim bezpiecznie. Wiesz na co go stać, kiedy możesz na niego liczyć, on daje ci pewność stałości waszego związku

„Chciałabym znowu poczuć te motyle w brzuchu” – wzdychamy obie. Bo z jednej strony mamy wszystko – dom, rodzinę, dzieci, a z drugiej gdzieś nas ciągnie, coś nas gna. Czasami trochę bardziej uwiera codzienność, a my byśmy jeszcze chciały tak z pasją, namiętnością i ogromnym pożądaniem. I choć ten seks jest zdecydowanie lepszy niż wiele lat temu, to jednak tej iskry tych pierwszych przypadkowych dotknięć czasami brak.

Zdrada jest atrakcyjna, czyż nie? Pamiętam Magdę, która miała romans. Od razu było widać, tego błysku w oku nie da się ukryć, tego uśmiechu, który pojawia się w zamyśleniu. Była szczęśliwsza, aż promieniało od niej radością.

Słyszeliście te historie, gdy ze zdrady rodziła się przepiękna miłość. Ile znacie takich par, które mając romans podjęły decyzję o odejściu od swoich dotychczasowych partnerów i stworzyło cudowny związek.

Pamiętam rozmowę z pewną kobietą. Zdradzała męża przez dwa lata, aż postanowiła od niego odjeść. Facet, z którym miała romans zostawił swoją żonę. Ich patchwork to jeszcze czwórka dzieci, po dwoje z każdego małżeństwa i jedno ich wspólne. „Nigdy tak nie kochałam, z nikim nigdy nie było mi tak dobrze, przy żadnym mężczyźnie tak się nie czułam” – opowiadała. A ja myślałam: „Matko, przecież życie jest tylko jedno, a co jak już nigdy tego nie poczuję?”.

Zdrada niesie nadzieję na lepsze życie. Na to niezwykle atrakcyjne, pełne emocji, kolorowe, kiedy masz wrażenie, że cały świat się do ciebie uśmiecha. To wtedy czujesz się niezwykle atrakcyjna, zaczynasz myśleć o sobie dobrze, w końcu skupiasz się bardziej na sobie, dbasz o siebie. Każdy dzień niesie jakąś niespodziankę, jest niewiadomą, a to dla ciebie tak ważne – wyrwać się z tych okowów szarej codzienności. Przecież tyle razy powtarzałaś, że musicie coś zmienić, że powinniście popracować nad waszym związkiem, że się mijacie i chyba nie zauważacie. Ale mimo twoich uwag, nic nie się zmienia, Cały czas trwacie w tym układzie małżeńskim, jakby naturalnym było, że na pewnym etapie coś zamiera, coś wygasa i należy się z tym pogodzić.

Romans – lustro naszych braków i tęsknot w miłości, która miała być na całe życie. Romans wypełnia całą pustkę, która jest w nas, pozwala ponownie nabrać powietrza głęboko w płuca i odetchnąć z radością, że jestem, że żyję, że czuję się kochaną, zaopiekowaną. Że nie pozostaję jedynie matką, żoną, ale nadal mam w sobie tę nieuchwytną atrakcyjność, która w końcu kręci jakiegoś faceta.

Te spotkania po kryjomu, wyjazdy, to nic, że okupione kłamstwem – przecież inaczej się nie da. Nie myślałaś, że to cię będzie kręcić, że odnajdziesz się w tych szeptach, oszustwach, udawaniach. A jednak.

Gdzieś w myślach już układasz sobie życie na nowo. Z nim, z tym, który jest tutaj i kocha do utraty tchu. Który akceptuje ciebie taką jaką jesteś. Bo dziś jesteś już dojrzałą kobietą, która wie czego chce, która potrafi mówić o swoich potrzebach, a o których dotychczasowy mąż nie chce słuchać – bo tyle lat się znacie, że on nie przyjmuje, że coś się mogło zmienić, że ty się zmieniłaś.

Miłość po romansie jest inna. Ta miłość jest mądra, wyrozumiała i cierpliwa, bo oboje jesteście po przejściach, bo postanowiliście być razem wbrew wszelkim przeciwnościom. To daje siłę i zespala. To daje kopa do działania, do bycia jeszcze lepszym, do stworzenia związku tak zupełnie innego od małżeństwa, które się rozpadło.

„Zdrada, to najlepsze, co mogłoby mi się przytrafić w życiu” – usłyszałam jakiś czas temu od kobiety nieszczęśliwej w swoim małżeństwie. Romans to szansa na lepszy związek. To szansa na powiedzenie: „Nigdy już nie popełnię tych samych błędów”. I faktycznie, wiele tych związków, których początkiem była zdrada, zbudowanych zostaje na solidnych podstawach doświadczeń.

„To jest coś zupełnie innego” – powiedziała Aśka, która odeszła od męża i związała się z mężczyzną, z którym miała romans. Jest dzisiaj szczęśliwa, niczego nie żałuje, patrzy z miłością na niego, a on na nią z czułością, jakby odnaleźli siebie po latach. „Cieszę się, że pozwoliłam sobie na tę szansę” – mówi.

Tak, zdrada jest atrakcyjna. Pozwala uciec przed problemami, znaleźć usprawiedliwienie na to, że nie wyszło, że się nie udało, że nie chcemy już walczyć o to, co trwało przez lata. Pociąga nas to, co nowe, pełne niespodzianek. Rozwiązanie w efekcie okupione ogromnymi kosztami. Czy zawsze warto?