Psychologia Seks Związek

Zdradzić czy nie, odejść czy zostać? Stały związek też jest wyborem

Matka, żona i kłopoty
Matka, żona i kłopoty
15 października 2015
Fot. Pixabay / NGDPhotoworks / CC0 Public Domain
 

– Po co komu ślub? – prycha moja młodsza kuzynka.

– Nikomu po nic – stwierdzam krótko. Do szału doprowadzają mnie dyskusje na ten temat. Brać ślub, nie brać, związek ma szansę przetrwać, nie ma. Papierek psuje, naprawia. Aaaaa, ratunku, pomocy.  Kuzynka niech sobie myśli, co chce. Niech każdy sobie myśli, co chce? Czy miłość i związek to jest matematyka? Jedna stała? Jedna prawda? Aaaa. Nie jest.

Kocham też wszystkie moje koleżanki i ich opinie na temat małżeństwa. Szczególnie mojego. Wiadomo. „Powinnaś się rozwieść”, mówi koleżanka singielka. „Powinnaś walczyć o stałość”, mówi druga, ta po rozwodzie. Hmm, o ile sobie przypominam kilka lat temu, gdy sama się rozstawała, głośno krzyczała: „Życie jest jedno. Żyj!” Bardzo już jestem tym zmęczona – dlatego jakiś czas temu w ogóle przestałam radzić innym w sprawach dotyczących miłości. Przestałam słuchać (przepraszam wszystkie moje przyjaciółki oraz kobiety, które życzą mi dobrze), przestałam analizować cudze związki, wydawać opinie. „Och, ci są idealni. Daję im prawo do bycia razem”, „Nie, ci to dramat, koszmar koszmarów. Rozstanie poproszę od zaraz”. Nawet upojona dużą ilością alkoholu milczę. Milczenie jest święte – jak zawsze powtarza Mężczyzna Mojego Życia. Nie słuchajcie żadnych rad (no dobra za wielu) dotyczących miłości. Mądra przyjaciółka tylko was pyta. I słucha. A to wy same znajdujecie odpowiedź… nawet najbardziej szaloną z możliwych.

Ale tak cichutko, wieczorami przecież coś sobie myślę. O małżeństwie, stałości i jej braku. Bez krzyku: „nieeeee”  i bez „achów”, że to jedyne słuszne i prawdziwe. Żadna skrajna opinia nie jest prawdziwa – obiecuję. Bo dłuższy związek to naprawdę niezły lot….

WSZYSTKIE ZA

– ten moment, gdy ktoś, kogo kochasz, ci się oświadcza. Mówi, że tylko ty i na zawsze. A potem… drżą mu ręce, te kilka godzin przed ślubem i potem. Macie tę wymarzoną uroczystość, ty sukienkę i czujesz, że świat jest twój. Te parę momentów unoszenia się nad ziemią. Kochacie się na plaży nad ranem i ten seks jest USANKCJONOWANY. Taki krótki moment, gdy masz w życiu wszystko – i pożądanie, i stałość. Pewność i odlot. Rzadkie.

– budowanie domu. „Hej, wyobrażam sobie, jak kiedyś pijemy tu kawę”, mówi ona podziwiając mieszkanie na poddaszu.  Stan zero. Ale kupują to mieszkanie, pal licho, że kredyt. I  „wyobrażam” staję się „mam”.  Pachnie kawą.

– dziecko. Dla szczęśliwej mężatki są rzeczy pewne. Dziecko jest chciane, ciąża wymarzona, poród – w jakimś sensie – wspólny. Gdy ona zamyka oczy i wspomina poród, pamięta też miłość. Bo on ją łapał za rękę, gdy udawała, że nie boli i śmiała się do położnych: „halo, jest luz, mogę rodzić milion razy”. Bo powiedział szczerze: No sorry, nie wzrusza mnie ten poród. Bo był zmęczony. Bo poszedł. Ale pewność w miłości, to zgoda na odchodzenie. Gdy on cię naprawdę kocha– nigdy się nie boisz.

– dramaty. I poczucie, że z kimś je dzielisz. Bo jemu umiera tata, bo to i tamto. Bo twój choruje. Albo na odwrót. Albo mama. W dramatach poznaje się miłość. Gdy cierpisz z powodu straty i ktoś zostaje. Gdy odpowiada milion razy na to samo pytanie. Niezależnie od tego jak cierpisz. I jak żałosna jesteś, mało idealna. Albo on cierpi z powodu straty i ty wiesz – nie można się za wiele odzywać, trzeba być. Nawet, gdy to być oznacza rzeczy trudne. Czuwanie nad trumną w nocy, monologi  męczące, złe sny.

– zwyczajność.  Dzielisz ją z kimś, kłócicie się o rachunki, porządki, zasady. O rzeczy w lodówce, o dywan, o wodę – dobra ta czy inna. Pal licho o co. Kłócicie się o gówna. Ale on nigdy w złości nie mówi: „to koniec”. Bardziej mówi: „rozumiem”.

– seks. Bo on zna cię jak nikt, bo kocha, przebacza, bo macie do siebie kod. Choćby w łóżku. Choćby przez dziesięć minut.

– zrozumienie. Znasz rytm jego słów, wszystkie poglądy. Ta mina oznacza to, tamta co innego. Jakby to nie było obce – jest jego. Ty uczysz się rozumieć. I słuchać.

WSZYSTKIE PRZECIW

Widzicie, ich chyba nie ma. To nieprawda, że nie można mieć kochanka, że kończy się wolność, że rezygnacja. Człowiek zawsze dąży do wolności. Niestety. Wybiera. Prędzej czy później większość z nas dobrze, część z nas stanie przed wyborem: „zdradzić czy nie”, „odejść czy zostać”. I niezależnie od tego, jaką decyzję podejmiemy, poniesiemy jej konsekwencje.

Piękną rzecz powiedziała mi kilka lat temu pewna terapeutka. Siedziałam przed nią rozwalona na milion kawałków, w histerii słowa: „czuję”. Odpowiedziała:

„Hej, spójrz na mnie… Nie czujesz – decydujesz. Życie to nie teatr, nie wiatr, nie żywioł. To decyzja. I wybór”.

Stały związek też jest wyborem. Wybierz dobrze:)


Psychologia Seks Związek

„Kochana, nie wierz, że on cię nigdy nie porzuci… Ale też nie przejmuj się tym zanadto”. Słowo starszej kobiety do młodszej

Matka, żona i kłopoty
Matka, żona i kłopoty
20 października 2015
po czym poznać kiepskiego kochanka
Fot. Unsplash / CC0 Public Domain
 

Być może jestem twoją szefową, sporo starszą siostrą, koleżanką. Podziwiasz, bo robię karierę albo jej nie robię, ale to jest mój wybór na który ciebie jeszcze nie stać, bo podążasz tam gdzie większość.  Żyję jak chcę. No prawie. Mam dzieci, o których ty marzysz, mieszkanie, w którym chciałabyś mieszkać. Mam też doświadczenie. Czasem sporo radości w sobie, czasem mniej. Bo w każdym moim działaniu jest jakieś planowanie. Bo nie stać mnie: „na jakoś to będzie” i bardziej myślę niż czuję. Przynajmniej staram się.

Widzę cię. Roześmianą i taką pewną. Właśnie planujesz swoje fajne życie. Mówisz ze stanowczością, nie znosisz sprzeciwu, często krzyczysz. Nie rozstajesz się z „zawsze” i „nigdy”. Nigdy nie przebaczysz mężczyźnie znudzenia, zaniedbania, zdrady. Przyjaciółkom nielojalności, sobie straconych szans, nadwagi, niedowagi, a przede wszystkim zwyczajności. Zwyczajności w dzieleniu losu. No ba, jesteś inna. Twój związek będzie inny, praca, dzieci…. Przecież ty sama jesteś Inna. Inna niż wszystkie twoje rówieśniczki, oczywiście.

Tak mocno kochasz i tak gwałtowanie nienawidzisz. Dusisz się w szarości, gdzie ja wiję sobie spokojne życie. Z tej  perspektywy „starości” patrzę na ciebie i bolą mnie oczy od samego obserwowania tego tańca.

No cóż, też tam byłam, tam mieszkałam. Stamtąd planowałam życie. Nie chcę pozbawiać cię tej radości z poczucia wyjątkowości, ale opowiem ci gdzie najprawdopodobniej dotrzesz. Ech, miło by było gdybyś się przy tym nie poobijała zanadto, dlatego właściwie o tym piszę, bo choć na początku pomyślisz, że naprawdę zwariowałam i  głupoty wypisuję – to potem może przeczytasz raz jeszcze i uznasz, że to jednak nie był monolog wariatki.

1. Nie ufaj za bardzo mężczyznom

Tak na wszelki wypadek. Nawet jakby on nie był wspaniały i jak wiele obiecywał. Nawet gdy będziesz miała z nim plany, dom, dzieci, koty, rybki, psa, wspólne konto i wakacje. Nawet jak jesteś go pewna i  bardziej niż pewna…. to – to jednak nie ufaj tak do końca. I nie każ mi tego tłumaczyć scenami i obrazkami, po prostu: odrobina dystansu jeszcze nikomu nie zaszkodziła. No a jeśli już koniecznie musisz wiedzieć to – porozmawiaj z rozwódkami.

Nie przesadzaj jednak w drugą stronę, gdy ktoś cię zrani – niechęć do mężczyzn, wrzucanie ich do worka pt. „zło” bardziej zniszczy ciebie niż kogoś innego.

2. Nie ufaj za bardzo kobietom

Są najwspanialszymi przyjaciółkami, szefowymi, koleżankami, ale…. czasem nie są. Albo przestają nimi być. Kochaj je z dystansem. I zgodą, że mogą cię zawieść. Nie, oczywiście, że nie wszystkie. Ale któraś pewnie tak. Lepiej wiedzieć to od razu, niż potem się dziwić:)

3. Nie ufaj za bardzo sobie

Że sama nie zawiedziesz, nie zranisz, nie odejdziesz. Nie oślepi cię, choć na chwilę, chęć kariery, awansu, czy czegoś o czym jeszcze nie masz pojęcia. Nie zrobisz czegoś źle, nie zawalisz. Zrobisz to. Prawie na pewno. I cóż z tego? No nic takiego.

4. Nie przywiązuj się tak do planów

Tak, tak znam teorie coachów. Dzięki planom osiągniesz sukcesy, zbudujesz dom, będziesz miała miłość i…. i tak dalej. Ale lepiej od razu pomyśl: plany planami, a życie się toczy. Nie, nie twoją drogą. Swoją zwykle.

5. Macierzyństwo lub jego brak często cię zaskoczy

Ech, trudno mi  ten punkt tłumaczyć. Ale przypomnij go sobie, gdy już zostaniesz matką, albo świadomie zdecydujesz, że nie chcesz nią zostać.

6. Nie mów, że będziesz inną matką niż twoja mama

Bo tego  nie wiesz. Patrz punkt. 4. A nawet jeśli będziesz zupełnie inna to… no cóż, nie znaczy, że idealna. A raczej prawie na pewno nieidealna. Więc najlepiej w ogóle nie rób sobie ciśnienia. Starać się to jedno, drugie to kurczowo trzymać się wyobrażeń i wariować, że się ich nie spełnia.

7. Opiekuj się rodzicami

Bo choć trudno ci w to uwierzyć, kiedyś zobaczysz ich w szpitalu albo chorych w domu. Zobaczysz ich pomarszczone szyje, ręce – namacalny dowód ich przemijania.

Zobaczysz, jak słabną i dotykają ich wszystkie objawy starości i choroby. Pomyślisz; „Boże, nie zauważyłam”. I nawet nie tylko o zauważanie chodzi. Boleśnie zdasz sobie też wtedy sprawę z twojego przemijania. Z błędów popełnianych, z rozmów nieodbytych i przebaczeń, do których nie miałaś głowy.

Zauważaj  więc prędzej, dbaj i wybaczaj. Człowiek się bardzo później obwinia. Po ci to? Tak, wiem, zupełnie mnie nie rozumiesz. Już zapomniałam, że byłam gdzie ty i nie da się być mądrzejszą na zapas.

8.  Naprawdę jesteś piękna, a mądrzejsza zawsze możesz być

Za ileś lat zobaczysz swoje zdjęcia i pomyślisz: „O co mi chodziło???!!! Przecież byłam super. Ciesz się tym super. I  bardziej dbaj o umysł. Obiecuję, naprawdę wiesz niewiele, powinnaś więcej. Kiedyś będziesz śmiała się z tej „wiedzy”, którą dziś się tak popisujesz, o której mówisz, że jest jedyna słuszna.   

9. Bądź niezależna

Finansowo i mentalnie. Teraz myślisz pewnie, że to takie proste i w ogóle nie rozumiesz tych uzależnionych od mężczyzn kobiet, kobiet pijących, łykających nerwowo proszki czy uzależnionych od pracy  czy perfekcji. Nie rozum ich wciąż, ale prześledź ich drogę i zobacz czy nie idziesz tą samą. W żaden nałóg nie wpada się w pięć minut, każdy pozbawia cię dużej części siebie.

10. Myśl, że piszę głupoty i jestem taaaaka sfrustrowana

To prawo młodości, tak  jak prawem dojrzałości jest widzieć więcej, niż ty widzisz dzisiaj.

Enjoy 🙂


Psychologia Seks Związek

10 powodów, dla których warto cieszyć się z dzisiaj!

Matka, żona i kłopoty
Matka, żona i kłopoty
13 października 2015
For. iStock

Smęciłam, nudziłam, marudziłam. Ech, niby nie, mi przynajmniej wydawało się, że nie, ale potem ktoś mi bliski powiedział, że lubię tak wytarzać się w życiowej zgrozie. Taaa, to byłam ja kiedyś. Teraz dziękuję, do widzenia. Bo gdyby tak policzyć te dni, w których użalamy się nad sobą. Znajdujemy minusy swojego życia. Brr. Mogłyby wyjść z tego nawet lata. Lata młodości, najfajniejszego czasu. Po co tak wszystko marnować.

Poniżej – MOJA– subiektywna lista powodów, żeby cieszyć się z dzisiaj. Paulo Coelho by się nie powstydził. Nie lubię go, więc trochę mi smutno, że uderzam w jego tony. No cóż, wolę jednak tak niż leżeć w swojej grozie. Męczyć innych energią frustry. Już wolę sobie napisać te – banalne – powody do radości. Powiesić na lodówce, położyć gdzieś w widocznym miejscu. Ot, na wszelki wypadek, gdybym zapomniała.

1. Dziś rano było lepsze niż wczoraj wieczór. Tak mnie ktoś wczoraj zezłościł, że myślałam, że dziś rano rozniosę świat. A tu proszę….Obudziłam się zadowolona. Rację mają więc ci, którzy mawiają, że poranek jest zawsze bardziej zdystansowany niż wieczór.

2. Jednak żyłam. Hmm, niby oczywiste. Ale kilka dni temu słyszałam, że pewna trzydziestolatka umarła we śnie. Pękł jej tętniak. Przepraszam, naprawdę się cieszę, że nią nie jestem.

3. W moim domu toczyło się rano życie. Koty, zwariowany pies, dziecko biegające i krzyczące: „Gdzie są moje skarpetki, a gdzie bluzka,  a gdzie?” Uff. Z drugiej strony to przecież piękne, że ktoś czegoś ode mnie chce. No i że mam zwierzęta. Nie wiem, jak ludzie mogą nie mieć zwierząt– toż to pozytywna energia w czystej postaci.

Ale załóżmy – gdybym była samotna, nie miała czworonogów, bo bym ich nie znosiła – też bym się cieszyła. Ech, luksus wypicia kawy w spokoju, muzyka, kąpiel. I błogosławiona cisza. Tak, samotność bywa cudowna.

4. Jednak wciąż miałam przyjaciół. Choć jestem upierdliwa, nerwowa i  tak dalej. Przyjaciół ma większość z nas, prawda? Dlatego więc się nie cieszyć, że oni istnieją? Szczególnie, gdy piszą „jak się czujesz?”

5. Wypiłam kawę. Nie ma życia bez dobrej kawy ranka. Banał, jasne, ale niech któryś kawosz obudzi się rano i zobaczy, że w pudełeczku nie ma nawet ziarenka. Grozunia.

6. Spotkałam panią, która sprząta na naszym osiedlu.  Prawie każdego dnia jest dla mnie małą lekcją: spokoju, radości życia, pokory i klasy. Ma tak dobrą energię, że mogłaby ją rozdawać wszystkim frustratom, którzy obiektywnie ( choć w sumie licho wie, co to znaczy obiektywnie) mają lepiej od niej. Na pewno każdy z nas ma, wśród ludzi z którymi kontaktuje się na co dzień, taką osobę Energię.  Niezły to cud, prawda?

7. Porozmawiałam z własną matką. Niby normalna sprawa, ale czy ja wiem? Matki mogłabym nie mieć. Albo mieć beznadziejną, taką, że nie byłoby z nią o czym rozmawiać. U mnie radość z rozmowy z mamą, u was niekoniecznie. Ale przecież ktoś w rodzinie fajny jest na pewno. Albo wróć do przyjaciółek. Chodzi o rozmowę z życzliwą, kochaną osobą.

8. Pobiegałam z psem, mam to szczęście, że mieszkam na osiedlu, które znajduje się w samym środku lasu. Ech…. Złości mnie ta Ewa Chodakowska czasem, ale jednak trzeba jej przyznać jedno– ruch to raj dla frustratów.

Inni nie mają lasu, ale mają parki, siłownie, fitnessy. Mają w końcu Ewę na You Tubie.  Mało w ludziach smutku, gdy mają dużo sportu.

9. Zrozumiałam, że jestem wolna. Żyję jak chcę, bo dążyłam do tego wiele lat. Ale załóżmy: gdybym pracowała w korporacji– to też bym się cieszyła, bo jednak to etat, stałe pieniądze, stali ludzie i rytm tak czasem nam potrzebny. Gdybym nie miała pracy, cieszyłabym się marzeniami, że w końcu ją znajdę. No nikt nie jest wiecznie na dnie. Gdzie nie spojrzeć tam fajnie;-)

10. Jak wszystkie wyżej punkty są do bani, nic nie działa– zawsze mamy siebie. To jest niezły powód do radości. Moja mama powtarza: „Każdy nowy dzień jest początkiem reszty twojego życia”. No, mama to już leci Coelho po bandzie, ale z drugiej strony tak lubię tę jej frazę. Jest taka obiecująca, optymistyczna, nawet jeśli wczoraj zrobiliśmy najgłupsze rzeczy w swoim życiu. Czyż nie?

Uff, trochę zmęczyłam się tą radością. Praca nad sobą bywa męcząca. Wolę jednak tak niż te intelektualne smęty dookoła do których sama mam tendencje. A kysz!


P.S: Z dedykacją m.in dla Pauli, która dziś na naszym redakcyjnym Facebooku napisała, że nostalgia i chce jej się wyć.