Seks Związek

„Tak, wiem, dla ciebie będzie inny. Każda tak myśli”. Pięć faz życia z egoistą. Słowo do wszystkich kobiet

Seksualnie
Seksualnie
15 lutego 2016
Fot. iStock / hjalmeida
 

Moja kochana,

Właściwie nie powinnam nic pisać, bo to zupełnie bez sensu. Brak klasy i takie tam. Zresztą i tak uważasz, że jestem idiotką, wiadomo. Powiesz, że złość jest we mnie straszna, bo on mnie zostawił i pewnie tak też jest, choć wybacz bez przesady. Mam grubo (gruboooo) po trzydziestce. On karmi cię kłamstwami na mój temat. Jak kiedyś kłamstwami karmił mnie. Wiem, że wierzysz, nie mam pretensji.

Trochę szkoda, że nie pomyślałaś, że facet z którym się wiążesz ma dwoje małych dzieci. Czekaj jak to było: nie uprawiamy seksu od lat. No tak, dzieci to pewnie jakieś niepokalane poczęcie. Wiem, wiem, cuda się zdarzają.

Żadna kobieta nie uwierzy, że istnieje typ faceta od którego należy trzymać się z daleka. Dopóki dopóty go nie spotka, oczywiście. Ja też nie wiedziałam. Ale po 8 latach życia z największym egoistą mogę z całą pewnością powiedzieć – mogłabym napisać przewodnik. Nie przejmuj się, nie jestem aż tak egocentryczna, żeby opierać się tylko na swojej historii. Ale jest nas trochę. Kobiet egoistów i narcyzów.  Byłych i aktualnych.

Jak można nas rozpoznać? No najczęściej w pierwszej fazie zakochania fruwamy, potem jest już znacznie gorzej. Jeśli zobaczysz gdzieś na imprezie dziewczynę, która próbuje uspokajać  partnera, a on mówi: „daj spokój, zostaw mnie”– to coś czuję, że właśnie ją znalazłaś. Podobnie, gdy on wychodzi, bo ma focha i nie przejmuje się nią, zostawia ją na środku ulicy, bo coś. Nie dzwoni do niej, bo tamto. I w ogóle nie ma dialogu tylko całe życie, to jest nieustający monolog. Oczywiście jego, bo ważne jest co on czuje, co on myśli, co on uważa. A ona się tłumaczy, tłumaczy i pląsa obok niego wierząc, że to w ogóle przyniesie jakiś skutek (ech, naiwna ona).

A teraz do dzieła. Związek z egoistą charakteryzuje się tym, że zawsze dzieli się na 5 charakterystycznych faz. Jeśli jesteś święta (tak to nazwijmy dla naszego dobrego samopoczucia)  masz szansę dotrwać z nim do późnych lat starości.

Ale jednak szczerze współczuję. Bo spokojnym życiem to tego nazwać nie można. To raczej nieustający rollercoaster, a ciebie trzyma przy nim jedno – pamięć tego co dobre. Tych uroczych chwil z początku (albo uroczych chwil, kiedy mu się akurat podoba).

Faza pierwsza: wrażenie

Oszałamiające. Ten błysk, to spojrzenie, ten gest. Jeśli jakieś związki zaczynają się trzęsieniem ziemi to właśnie z nim. Jakby wystrzeliło cię na inną planetę. Planetę szok i rozwibrowanie. On najczęściej jest przystojny albo sprawia, że wszyscy tak go odbierają, jest też czarujący. Od razu zwracasz na niego uwagę.

W korespondencji waszej którą znalazłam napisałaś: kiedy cię zobaczyłam, zrozumiałam, że… No pewnie. Też to miałam. Rozumiem.  Zgadzam się, mój eks jest czarujący:)

Faza druga: uwodzenie

Jeśli nie zwróciłaś, a on zwrócił na ciebie – to możesz być pewna, że nic nie będzie dla niego przeszkodą. Nawet piątka dzieci i mąż. Wiem, że gdzieś jesteś dumna. On cię kocha tak bardzo, że porzucił dla ciebie rodzinę, kobietę, która urodziła mu dzieci. To sprawia, że czujesz się wyjątkowa. Lepsza.

Kochanie, on to przede wszystkim kocha tak bardzo siebie, że nie potrafi zapanować nad impulsami. Dąży do celu taranując wszystko wokół. A co się stanie jak przestaniesz być jego celem?

Wiem, że trudno ci w to uwierzyć, ale też byłam jego celem. 🙂

Też kupował bilety za ostatnie pieniądze, żeby dotrzeć gdzieś do mnie. Też nie liczyło się nic i nikt, żadne jego zobowiązania i obietnice dane komuś innemu. Wtedy myślałam: ależ on umie zawalczyć. Teraz myślę: ależ on umie zawalczyć o siebie.

Dziś powiedziałabym: to powinien być sygnał ostrzegawczy, gdy on chce poświęcić WSZYSTKO, żeby z tobą być, spędzić noc, wyjechać. Nieważne jest jego życie, twoje życie. Praca, zobowiązania, cokolwiek. On CHCE. Teraz chce ciebie, więc jesteś zachwycona. Jeszcze nie łapiesz, że on kiedyś będzie chciał czegoś innego i tak samo ochoczo pójdzie w to. No w każdym razie jesteś w raju, dryfujesz w ekstazie i miłości. Wspaniale. Potrzebujesz dużo siły na potem.

Faza trzecia: on cię ma

Wiesz, myślałam, że on po prostu chce bliskości. No cóż, wielu ludzi chce bliskości.

Narcyz i egoista nie chce. Bo kiedy tylko wyjdziecie z fazy jeden, dwa – lądujecie twardo w trzeciej. Przepraszam, ty lądujesz, bo on ma się wciąż dobrze.

Cechy charakterystyczne tej fazy

– pojawiają się pierwsze fochy (w ogóle najczęściej nie wiesz o co chodzi)

– on lubi karać cię milczeniem (w ogóle nie wiesz o co chodzi)

– rzadko wyciąga rękę do zgody (jeśli już to po jakimś czasie)

– gdy mówisz: porozmawiajmy on mówi: ale o czym?– to zawsze on decyduje, gdy chce pojednania.

– W ogóle on decyduje. Gdzie chcecie wyjść, co zjeść, co robić wieczorem, do kogo pojechać. To robi się jakoś tak niezauważalnie

W ogóle masz poczucie jakby ktoś spuścił z niego powietrze. Tak, tak. Myślisz sobie: ale jak to? To ten co tak się o mnie starał. Tak, to ten, kochana.

Dziś powiedziałabym: kiedy rozpoznajesz choć jeden z wymienionych symptomów– uciekaj. Szczególnie jeśli mówisz mu o tym, a on się nie zmienia.

Tak, wiem, uważasz jeszcze, że on fochy ma tylko w stosunku do mnie, naszych dzieci, swojej mamy, współpracowników i…. To cały świat jest zły, z wami będzie inaczej.

Faza czwarta: on czuje się – trochę – zmęczony (wami, hmm, tobą)

Nagle czujesz się jak petentka w relacji. Ale o co chodzi, co się stało, porozmawiajmy. On patrzy na ciebie jak na (nie)szkodliwe zwierzątko, upierdliwą babę, nudną babę, męczącą osobę. Jezu, nie męcz, ale o co ci chodzi, nie dzwonię, bo nie mam ochoty, nie pomyślałem. Jezu, no tak nie będziemy rozmawiać. Nie lubię jak ktoś ogranicza moją wolność. Hmm, dlaczego nie widzisz już w nim zachwytu. Wydaje ci się, że jesteś taka dobra, rozumiejąca, tyle dajesz. Przecież normalny facet byłby zachwycony. Właśnie, NORMALNY. Ty jesteś z narcyzem/egoistą.

Więc pozwól, że dam ci radę, choć wiem, że jej ode mnie nie chcesz. Ale ja wolałabym, żeby nigdy już nie było nowej pani. Tak, dla dobra moich dzieci. Więc proszę, posłuchaj. Nie możesz być dla niego dobra. Nie możesz pokazać słabości, bo zje cię żywcem. Jeśli masz ogromną potrzebę bycia z nim– wracaj wciąż do fazy uwiedzenia.Uciekaj i znów wracaj.

Nie, nie sprawdził się podczas ciąży i porodu zanadto. Ale mógł być młody. Nie, nie wstawał do dzieci. Nie, nie poświęcał zbyt wiele. Oczywiście, z wami będzie inaczej. Chciałam tylko, żebyś wiedziała. Żeby potem nie było, że nie ostrzegałam.

Faza piąta: rozstanie

Nie chciej się z nim rozstawać, bo jeśli ktoś zapomina przeszłość to właśnie narcyz i egoista. To jest typ faceta, który znika z twojego życia z dnia na dzień albo z dnia na dzień masz poczucie, że jego miłość ci się śniła. Nie ma żalu, współczucia, niczego. No, zresztą powinnaś to wiedzieć, bo rozstawał się ze mną. Wiesz co mówił. Dziś rozumiem przyjaciółkę, która nie związała się z kimś, kto bez słowa porzucił byłą: „Ty chyba żartujesz, to samo zrobi kiedyś mi”. Przyjaciółka ma głowę na karku, twardy tyłek, żelazny charakter. I nie cierpi – bo umie wybierać. Że ty się nie zaniepokoiłaś.

A tak, to ja jestem ta zła, ta podła i nieczuła. Przecież nie opowie ci o wszystkich naszych fazach związku. Sami je musicie przeżyć.

Czy ja widzę jakąś dobrą stronę naszego związku – prychasz oburzona.  Kochana, oczywiście, że widzę. Kobieta przeczołgana przez narcyza i egoistę spokój odnajduje u boku normalnego, dobrego i kochającego faceta. To się da odróżnić. Często nie ma aż takich fajerwerków na początku, za to rozkręca się z czasem.  I jest prawdziwie i dobrze. Bez fochów i stresów.

Więc cieszę się, że go sobie wzięłaś. Zostaje mi życzyć ci powodzenia.

Była (Była Zła, oczywiście)


Seks Związek

„Jestem jak dziwka, której płaci się czułością”. Gdy on nie bierze nawet seksu [18+]

Seksualnie
Seksualnie
18 lutego 2016
Fot. Unsplash / Nevena Vilimanovic / CC0 Public Domain
 

Przychodzisz czasem jak ci się chce. Seksu, może odrobinę bliskości, nie mnie. Jestem jak dziwka, która czeka i której płaci się czułością. Znaczy pogłaszczesz mnie po głowie lub pocałujesz w szyję. Raz. Na więcej nie masz ochoty albo może to byłoby zobowiązujące? Nie wiem. Już się nad tym nie zastanawiam. Wypłakałam tyle przez ciebie, a teraz już nie płaczę, to nie ma sensu. Biorę co dajesz a raczej biorę co bierzesz. Myślę „ile tracisz kochany, ale jeszcze nie czas na mnie. Jeszcze chwila.

Znasz moje mroczne tajemnice, choć nigdy tam nie byłeś. Śmiejesz się, że mogłabym napisać coś zamiast Greya. Mogłabym, rozczarowała mnie lekkość jego erotycznych scenariuszy, ale tak naprawdę nic o tym nie wiesz. Kilka szokujących zdań, raz uderzyłeś mnie w twarz – wtedy jeszcze chciałeś się mnie uczyć. Teraz tylko proszę o to, bym mogła zrobić ci dobrze. Robię to bez większej fantazji, bo nie jesteś ze mną, prawie zawsze dochodzisz, a ja przez chwilę czuję się dla ciebie ważna. No może przesadzamnie ważna, ale potrzebna, a to przecież ogromna różnica. Tyle, że teraz mi to wystarczy, ten jeden moment bycia potrzebą, gdy kochasz, jest czymś więcej niż sto orgazmów.

Chyba jestem gorszą kochanką, gdy kocham

 Może to kwestia, że bez wzajemności. Robię sobie paskudną cenzurę zamiast wejść z właściwą sobie otwartością, która nie zna prawie żadnych barier, która zaprowadziła mnie w te mroczne światy bólu i przyjemności. Tam rodzaj oddania jest bezgraniczny, kiedy przestajesz patrzeć na to jak na ludzkie sadomasochistyczne coś, dostrzegasz zaufanie tak wielkie, że pozbawione oporu, instynktu samozachowawczego, lęku. Paradoks polega na tym, że bojąc się nie boisz się wcale, bo strach przed bólem nie jest niczym wielkim w porównaniu ze strachem wobec człowieka. Zaufałabym ci najbardziej i ty zaufałbyś mi. Wiem to. Ale wolisz zostać tu, gdzie jesteś, bo wiesz, że tamten rodzaj relacji jest związaniem bardzo silnym, cielesno-duchowym, tajemnicą dwojga uwikłanych.

Klęczę więc i robię ci dobrze, a ty palisz papierosa

Pytasz, czy mnie to uraża, a mnie to podnieca. Ten rodzaj poniżenia, że ktoś bierze tak bezczelnie paląc fajkę. Masz więc tę dominację w sobie, ale potem zaśmiewasz to jakimś spektaklem klauna i deprecjonujesz. Niepotrzebnie. Weź sobie to doświadczenie jako prezent ode mnie. Wiem, że będziesz to dobrze wspominał.

Każdy kto tam był, lubi tam wracać. Wbrew twoim domysłom, nie przebywam tam ciągle. Lubię miłość spokojną, romantyczną, gdy tulisz mnie do sobie (tuliłeś), gdy łapiesz moje usta i uspokajasz je podtrzymując ręką moją niecierpliwą twarz. Dla mnie to jest jakaś droga, która ma wiele możliwości. Jest ten zakręt opętania, szaleństwa, braku kontroli. Gdy wracam stamtąd zmęczona i kilka dni czuję swoje ciało bólem, który się w nim kryje. Wracam skonana powłócząc nogami, bo ktoś tak długo i mocno we mnie był, pali mnie twarz, usta mam piękne czerwone i skórę czystą wytartą wielokrotnie od jego zarostu.

Kocham to zmęczenie, które zostaje i przypomina, że żyję, że jestem kobietą od stóp do głowy, wszędzie nią jestem, a nie jak zwykle zapominam i kulę się w niepewności swej. Lubię tę bezczelność, która mi towarzyszy, gdy patrzę w pożądliwe oczy mężczyzny, który mnie mija. On jak pies czuję ten stan we mnie i chciałby mieć tego choć fragment, móc wejść tam na chwilę, a ja patrzę mu w oczy z wyższością, bo należę wtedy do kogoś innego. Należę do siebie w tym sensie, że niczego nie potrzebuję.

Marzyłabym, by tak do ciebie należeć, kochany…

Więc biorę tylko tego papierosa i poranne budzenie cię, gdy pochylam głowę nad twoimi udami, gdy biorę go do ust, tak symbolicznie tylko to mi oddajesz, a ja jestem wtedy tylko jedną setną tamtej kobiety wracającej, gdy wycieram lubieżnie usta po twojej spermie, gdy mam włosy sklejone i pościel pachnącą tym grzechem. Wcieram wieczorem policzek w nią i robię sobie dobrze. Nigdy przecież nie dostałam tego od ciebie, twoich ust, palców, które doprowadzają mnie do orgazmu, więc zostaję z twoją poduszką i zapachem i wyobrażam sobie, że to robisz i to niezwykłe, że jesteś w tej fantazji tak kochający i oddany, że zawsze potem płaczę. Ty nawet nie wiesz, że ja zawsze płaczę po orgazmie, jakie to smutne, prawda, że nie wiesz?

Nie żałuj mnie, bo ja nie żałowałam innych. Taka to kolej rzeczy, być czasem na kolanach lub palić papierosa. Tak naprawdę to tylko seks. I aż miłość.


Seks Związek

„Lubię jego awantury o jogurt i to, że bywa kiepski w łóżku”. Miłość spełniona. Czy na pewno takiej szukasz?

Seksualnie
Seksualnie
9 lutego 2016
Fot. Unsplash / Scott Webb / CC0 Public Domain

Czy miłość może być po prostu dobra? – pytasz. Czy ty się nudzisz? No wiesz, z tym samym facetem.

Czy ty nie myślisz o innych? Czy ty… Och, jakże ja bym chciała mieć miłość stabilną – wyznajesz.

Wiem, też czasem pytam ciebie. Chociaż w zasadzie pytam mniej, bo już wiem, że żyjesz tylko w stanie ekstazy albo w stanie rozpaczy. Znam te rytmy. Akceptuję.

Chociaż dziś, gdy mówiłaś o A. która od 11 lat żyje bez seksu z ojcem swojego dziecka, to trochę się zdziwiłam. Spytałam nawet: A ona nie chciałaby odejść?

Usłyszałam: Ona boi się odejść. Aha.

Twój związek też analizujemy bez końca. Oczywiście w twojej rozpaczy, bo kiedy jest ekstaza to mówisz tylko „okej” i skupiasz się na pracy. Lubisz zapominać jak on cię rani, nie zauważa, bo przecież też jesteś DDA, a ktoś kto miał trudne dzieciństwo ma przedziwną umiejętność zapominania, dostosowywania się i nie rozmawiajmy o tym więcej, bo żyć i zapominać trzeba.

Ale nie trzeba, wiesz?

Patrzę wtedy na swoje spokojne życie, myślę o tym, że dziś On chrapał i nawet pomyślałam o drugiej w nocy ze wstrętem, że tego się da nie znieść po prostu i to potworne, że On wciąż nie zoperował sobie przegrody. Że to egoizm i nieuwaga. Bo przecież nie śpię i może się, do diabła, przeniosę na kanapę.

Ale nie bardzo mogę na tę kanapę, bo to właśnie przy Nim odnajduję  spokój.

No wiesz, miłość stabilna, miłość nudna, przewidywalna, nie targana żadną złością poza tą, że on chrapie, nie napisał SMS–a, nie odłożył.

Niektórzy z powodu „nie odłożył” nawet się rozwodzą, ale za dużo w życiu przeszłam, żebym mogła pomyśleć o rozstaniu z powodu skarpetek, jogurtu, czy łyżki. Ziew straszliwy, co?

Ale wybacz, kochanie, lubię tę pewność, którą daje stabilna miłość…

Że on obudzi się i kątem oka obserwuje jak wstaje. Sunie do łazienki, żeby umyć zęby. Takie śmieszne ludzkie nawyki, że oni nie zrobią czegoś bez czegoś. On nie zrobi kawy bez tych zębów, więc mogę nawet napisać plan tego poranka. Potem naleje wody, zapali papierosa, nie cierpię tego, zacznie sypać ziarna do ekspresu. Przepraszam, wiem, że wolisz szybciej, ale miłość stabilna ma swoją powolność.

Jeśli mówisz, że jej chcesz – zastanów się czy na pewno.

Lubię jego pośpiech w zbieraniu się do pracy…

„Zapłaciłaś rachunki?” „A co z bankiem, a gazem?”. Niektórzy nazywają to nudą, ale ja lubię patrzeć na niego w tym momencie przemiany. Z nocnej bezradności w siłę, inaczej patrzy, ton nabiera mocniejszej nuty. Wciąga na siebie spodnie, opakowuje się w rzeczy, w które opakowujemy się wszyscy. Ale ja jestem świadkiem jego przemiany co bywa intymniejsze niż seks. „No to hej”rzuca. Wiem, że powiesz, że „hej” jest nudne. Ale ja jestem wdzięczna za te same poranki przez lata, bo one są moją życiową pewnością. To przekleństwo albo dar. Wolę patrzeć na to jak na dar, sama rozumiesz.

Lubię nawet tę jego nieobecność w ciągu dnia…

Bo zawsze jest zapowiedzią powrotu. Nie boję się, gdy mówi: „spóźnię się”, „umówiłem się z T”. Bo wiem, że on mówi co czuje i nigdy nie oszukuje – naprawdę można mieć takiego mężczyznę. Ale ty przecież czasem mówisz, że lubisz się bać. 

Kroję marchewkę i tłukę kotlety. Jestem mieszczańska i taka przewidywalna w tych  kilku kulinarnych hitach. A on zawsze mówi, że dobre, wyśmienite.

Miłość stabilna jest czasem taka czułostkowa, zupełnie bez potrzeby. Z tym „misiu”, „kotku” i innymi zdrobnieniami, które żenują prawie każdego poza związkiem. Nas nie, bo nawet nie zauważamy. Jeśli mówisz, że chcesz tej miłości dobrej, zastanów się czy na pewno – przecież lubisz twardzieli.

A i seks. Ludzie tak czasem o to pytają. O ten seks w bardzo stałych związkach. Czy on jest boski, czy żaden. Istnieje czy ze świecą go szukać.

Lubię nasz seks…

Gdy on tym w sumie zawsze dość podobnym językiem i słowami, o których wiem, że je uwielbiam – doprowadza mnie gdzie chce. Albo raczej zabiera. Gdzie chcemy oboje.  I w tym seksie jest wszystko za czym tęsknią ludzie, bo i czułość, i prowokacja jest, przewidywalność i nieprzewidywalność. I absolutne poczucie, że to nasze.

No ale w gruncie rzeczy dotyka cię wciąż ten sam facet.

Jeśli mówisz, że chcesz stabilnej miłości, zastanów się, bo jednak to ten sam, a nie wciąż inny.

I seks nie jest narzędziem, ani uniesieniem, ani szaleństwem. Nie zawsze w każdym razie.

No i te wieczory.

Lubię, gdy on opowiada mi o sobie, gdy mości się na kanapie.

I w tej kanapie nie wieszczę końca miłości tylko raczej widzę jej siłę. Że oni dwoje ze sobą, bezpiecznie. Po prostu. Bez ciśnienia na jakąś oryginalność. Ale czy ty byś się w tym odnalazła? Na tej kanapie. Ona jest takim spektakularnym obiektem żartów, a obiecuję, że na tej kanapie jest przepięknie– jeśli kochasz.

Czy ludzie, którzy tak krzyczą, że brakuje im spokojniej miłości są w stanie znieść jej zwyczajność? Czasem– moim zdaniem– nie są i dlatego wciąż szukają innej. Groźnej, gorącej, niepokojącej. Albo chociaż namiętnej, kiedy kanapa służy tylko do bzykania.

Moja kochana przyjaciółko, jest mi smutno, że nie czujesz się w miłości pewnie i dobrze, że musisz wciąż zasługiwać. Że płaczesz i wciąż uczysz się odraczać emocje. Nie zadzwonię, nie napiszę, nie powiem.

Nie, ostatnio w ogóle nie myślę o tym, że mogłabym inaczej.

Tak, miłość może być po prostu dobra.

Ale nie wszyscy dobrą miłość potrafią w swoim życiu znieść.