Seks

Piotr Adamczyk: „Czasami czuję, jakbyś się ze mną tylko bzykała”… Kochanie to sztuka

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
4 listopada 2016
Kochanie to sztuka
Screen/You Tube
 

W tym roku mija 40 lat od premiery książki Michaliny Wisłockiej „Sztuka kochania”. Siedem milionów sprzedanych egzemplarzy książki, książki, która z pewnością dokonała  rewolucji. Tylko, czy my przez te 40 lat zmieniliśmy swoje myślenie o seksie, czy zmieniło się nasze nastawienie do seksu w związku. Okazuje się, że nadal nasza seksualność jest tematem tabu. Nie rozmawiamy o seksie, bardzo często uciekamy od tego tematu, co staje się problemem w naszej relacji. Nie potrafimy komunikować naszych potrzeb. A przecież seks, a co za nim idzie – intymność to jeden z filarów w związku. A my się jednak wstydzimy, udajemy, że wszystko jest dobrze, machamy ręką – jakoś to będzie… A przecież wszyscy wiemy, że to droga do nikąd, a raczej do furstracji, żalu i wzajmnej niechęci.

Aby podkreślić jak ważna między partnerami jest rozmowa o seksie powstała ogólnopolska kampania „Kochanie to sztuka”, do której zaproszono między innymi: Czesława Mozzila, Piotra Adamczyka. Karolinę Michalską, Adę Fijał. Magdalenę Boczarską, Eryka Lubosa. Znani i lubiani mówią, co lubią w seksie, na czym im zależy w ten sposób pokazując, że o seksie można mówić głośno, można w rozmowie otworzyć się, powiedzieć, co lubimy, czego oczekujemy… Zobaczcie i podajcie dalej. Bo seks nie powinien być tematem tabu przede wszystkim między dwojgiem kochających się ludzi.

Choć czasami czuję się tak, jakbyś się ze mną tylko bzykała…

Chciałbym się nie wstydzić, ale taka przecież moja natura. Krępuje mnie to i podnieca

Czasami jednak brakuje mi Ciebie…

Lubię, jak mnie kochasz powoli…

Uwielbiam Twój dotyk wszędzie, szczególnie, jak zaczynasz mnie pieścić, gdy nie jesteśmy sami


Seks

Pierwsze sygnały depresji, które większość z nas nieświadomie ignoruje

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
4 listopada 2016
Fot. iStock / Dirima
 

Depresja jest coraz częstszym zaburzeniem, które dotyka ogromną rzeszę ludzi. Według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) jest ona główną przyczyną niesprawności i niezdolności do pracy na całym świecie. W sumie nawet 350 milionów osób zmaga się z jej różnymi objawami. Ponad połowa przypadków osób z depresją pozostaje nierozpoznana, a spośród osób z rozpoznaniem, jedynie połowa otrzymuje adekwatne leczenie. Nie jest to łatwe ani dla chorego, ani dla jego bliskich. Wielkie trudności pojawiają się już na początku, gdy ani lekarz, ani chory i jego bliscy nie zauważają pierwszych symptomów depresji. 

Depresja — skojarzenia, które nie zawsze pokrywają się z rzeczywistością

Mówiąc o depresji, większość osób kojarzy ją ze skrajnymi zachowaniami, takimi jak zupełna izolacja od społeczeństwa, czy niewstawanie z łóżka przez cały czas. A to przecież jedne z poważniejszych jej objawów. Tak jak inne choroby, depresja ma swoje źródło, początek, który poprzez delikatne sygnały daje znać, że coś się dzieje. Problem tkwi w tym, że większość z nas nie potrafi zauważyć tych oznak, nie kojarząc ich z depresją, a jedynie z chwilowym gorszym czasem w życiu.

13 subtelnych sygnałów pojawiających się przy depresji

1. Smutek

Można zauważyć pojawiającą się stopniowo utratę radości życia. Zanika umiejętność cieszenia się rzeczami i wydarzeniami, które do tej pory były odczuwane jako radosne, co staje się zauważalne po czasie dla bliskiego otoczenia.

2. Lęk

Nie jest podstawowym objawem, ale często towarzyszy depresji. Ma charakter przewlekły, jego nasilenie stopniowo narasta i zmniejsza się. Trudno określić, czego dana osoba konkretnie się boi.

3. Słaba koncentracja i pamięć

Poczucie pogorszenia pamięci i funkcji poznawczych może objawiać się niemożnością skupienia uwagi, zbytnim „roztrzepaniem”. Osoba, którą dotyka ten objaw, zapomina co miała zrobić, odkłada nie na miejsce i gubi dokumenty czy przedmioty, nie koncentruje się na zapamiętaniu nowych rzeczy — np. nazw, nazwiska właśnie poznawanych osób.

4. Poczucie straty

Coś gniecie w środku, czegoś stale brakuje, ale osobie z depresją często trudno jest określić przyczynę tego dyskomfortu. Trudno jest wypełnić coś bliżej nieokreślonego, ale często wciągające zajęcia czy znajomości, wypełniają wolną przestrzeń, a dotychczasowa „dziura” przestaje być taka nieznośna.

5. Bezsenność

Pojawia się często trudność w zasypianiu i utrzymaniu snu, sen często jest płytki, przerywany. Charakterystyczne dla depresji jest również częste budzenie się w godzinach porannych, ok. 3.00-5.00.

6. Zajadanie smutków

Nadmierny apetyt lub przeciwnie — głodzenie się mogą towarzyszyć depresji. Jedzenie spełnia w tym przypadku funkcję pocieszyciela, pozwala zapomnieć o problemach, ale powoduje tycie i różne choroby. Przy depresji obserwuje się zaburzenia takie jak bulimia, anoreksja oraz zespół gwałtownego objadania się.

7. Stałe zmęczenie

Osoba, którą dotknęła depresja nie jest w stanie wykrzesać z siebie energii do działania. Nawet jeśli pozornie nie brakuje jej snu i możliwości wypoczynku, brakuje energii. A nawet jeśli jest w stanie wykonywać codzienne obowiązki, to zmusza się do tych aktywności z dużym wysiłkiem.

Fot. iStock / Mixmike

Fot. iStock / Mixmike

8. Pesymizm

Jeśli dotychczasowy nawet umiarkowany optymista lub realista widzi wszystko w ciemnych barwach, może to wskazywać na początek zaburzenia. Przecież depresja dotyka także osoby z natury wesołe, dusze towarzystwa, których nawet nie podejrzewamy o problemy. Wystarczy wspomnieć osobę Robina Williamsa, cudownego komika, który nie udźwignął ciężaru tego zaburzenia.

9. Brak cierpliwości

Może pojawiać się rozdrażnienie, frustracja, nieumiejętność radzenia sobie z sytuacjami stresowymi, wywołującymi napięcie. Najdrobniejsze rzeczy są w stanie wywołać prawdziwą lawinę emocji, nad którymi trudno jest zapanować.

10. Chroniczne bóle ciała

To nie jest wymysł osób cierpiących na depresję. Wiadomo, że przewlekły ból powoduje zwiększenie ryzyka depresji, a depresja może prowadzić do bólu fizycznego, ponieważ oba stany wpływają na te same chemiczne receptory w mózgu. Osoby cierpiące na depresję aż trzykrotnie częściej mogą cierpieć na przewlekłe bóle. Depresja zaburza homeostazę organizmu i sprawia, że gromadzą się w nim trujące toksyny, które  nie są usuwane. Z tego powodu częściej zapadają oni na nowotwory i choroby układu krążenia.

11. Izolowanie się od ludzi

Nie od razu następuje zamykanie się z dnia na dzień w czterech ścianach, ale stopniowe wycofywanie się z życia towarzyskiego, rodzinnego. Mimo wyraźnej tendencji do samotności osoby z depresją, warto zaktywizować ją do wspólnych czynności, np. spaceru czy wypadu na miasto. To może zapobiec „zakopywaniu” się w samotności i otworzyć na rozmowę i przyjęcie pomocy.

12. Nierozsądne zachowania 

Czyli podejmowanie niepotrzebnego ryzyka, typu szybka jazda samochodem, zażywanie narkotyków, godzenie się na seks z przypadkowym partnerem. Osoby z depresją łatwiej ryzykują swoim zdrowiem i życiem, bo nie zależy im na tym tak, jak wcześniej.

13. Destruktywne myśli

Myśli samobójcze pojawiają się często wbrew woli osoby, która stara się sobie z nimi radzić, ignorować je. Wraz z postępem zaburzenia, odpychanie myśli staje się czymś coraz trudniejszym, nie do udźwignięcia. Osoba z depresją może o tym informować bliskich, mówić wprost, o czym myśli. Nie wolno tego ignorować, traktować jako fanaberię czy próbę zastraszania /zwrócenia na siebie uwagi. Myśli o śmierci, samobójstwie są bezwzględnym wskazaniem do konsultacji psychiatrycznej.

Do poddania się badaniom w kierunku depresji powinny skłonić między innymi następujące stany:

  • chroniczna (tj. trwająca ponad miesiąc) bezsenność,
  • przewlekły ból,
  • przewlekłe choroby somatyczne (np. cukrzyca, choroba niedokrwienna serca i stany przed- czy pozawałowe, niedoczynność i nadczynność tarczycy),
  • choroby neurologiczne (w tym udar mózgu),
  • niewyjaśnione objawy somatyczne, częste wizyty u lekarza nieprzynoszące diagnozy lub poprawy samopoczucia pacjenta,
  • okres poporodowy,
  • nadużywanie i uzależnienie od substancji psychoaktywnych,
  • ciężkie stresujące wydarzenia życiowe.

źródło: www.lifehack.orgpsychiatria.mp.plwww.psychiatria.pl


Seks

Samotność, która leczy. Jak długo powinniśmy być sami po rozstaniu? Czy można ten czas zmierzyć?

Karolina Krause
Karolina Krause
4 listopada 2016
Fot. iStock/lolostock

To koniec. Odchodzisz, albo on cię zostawia. Jedyne, co w tym momencie czujesz to paląca pustka, po czymś, co z trudem nazwałabyś miłością (w końcu miłość trwa wiecznie, czyż nie?). Pustka, przed którą najczęściej uciekamy w objęcia nowej znajomości. Ale, czy to zawsze jest dobry wybór?

Z doświadczenia wiem, że niekoniecznie. Po moim ostatnim związku obłożyłam się poradnikami na temat rozstań. W końcu natrafiłam na informację o tym, że czas jaki potrzebujemy na to, aby dojść do siebie po rozstaniu, powinien być równy długości trwania związku lub przynajmniej jego połowy. Zarzekałam się więc, że będę singielką przynajmniej przez rok. Wytrzymałam 3 miesiące.

Na początku szło mi całkiem nieźle. Jedna po drugiej, wcielałam w życie złote rady z poradników. „Postaw swojej rozpaczy granice”. Postawiłam. Przez większość dnia starałam się normalnie funkcjonować, a nocami ryczałam do poduszki. „Pozbądź się wspólnych zdjęć i pamiątek” – byłoby łatwiej, gdybym nie musiała mieszkać w naszym mieszkaniu. Ale dałam radę. Schowałam i wyrzuciłam, co się dało, po czym wywróciłam mieszkanie do góry nogami, byle tylko wyglądało nieco inaczej, niż przedtem. „Spotykaj się z przyjaciółmi”. I tu zaczęły się schody.

Na moje szczęście w nieszczęściu mieszkałam akurat wtedy blisko najbardziej imprezowych ulic w mieście… Znajomi nie odpuszczali. „Nie chce słyszeć słowa – nie! Idziemy i koniec. Wybawisz się, rozerwiesz, nie będziesz tyle myśleć o tym du*ku”. Zabierali mnie do miejsc, gdzie nie musiałam się stroić (nie miałam na to najmniejszej ochoty), a i muzyka była w sumie bardziej niż znośna. Na jednej z takich imprez, poznałam Jego. Przystojny, wysoki brunet, o niebanalnym poczuciu humoru. Uczepił się mnie, jak rzep psiego ogona. Tłumaczyłam, że to nie jest dla mnie najlepszy czas, że nie szukam nikogo na stałe. Nie przeszkadzało mu to wcale.

No i pomyślałam: czemu nie. Nagle te wszystkie „pobądź chwile sama, odkryj siebie na nowo” przestały mieć jakiekolwiek znaczenie. Nie muszę przecież być w tym wszystkim tak do końca sama. Prawda? Jemu to odpowiada, nikogo nie oszukuję, więc wszystko w porządku. Jak się później miało okazać, była jednak jedna osoba, którą robiłam wtedy w balona i to na czysto – ja sama.

Mój przystojny brunet nie odstępował mnie na krok. Zabierał na kolacje, wycieczki za miasto, do kina, prawił komplementy. Słowem – chodzący ideał. Miał tylko jedną zasadniczą wadę – nie był Nim. W ciągu dnia czułam się przy nim świetnie, za to nocą dalej płakałam do poduszki. Po pewnym czasie zaczęłam żałować. Bo, choć nie można mierzyć uczuć w dniach ani godzinach, szybko zdałam sobie sprawę z tego, że moje dojście do siebie po tym czasie, było jedynie powierzchowne. Gdzieś głęboko w środku dalej drzemały we mnie silne uczucia, które nie mogąc znaleźć drogi ujścia, targały mną od środka. „Nie mogę przecież kochać ich obu jednocześnie?!” – myślałam. Zanim się obejrzałam, znów byłam sama, tylko że tym razem był to mój świadomy wybór.

Dzisiaj przyznaję, że zachowywałam się głupio. Głupio, bo wierzyłam, że wyleczę się z miłości, miłością. Głupio, bo zamiast starać się iść do przodu, znowu byłam po uszy w gównie. Głupio, bo nie wiedziałam, jak mam się z tego znowu wyplątać. Słyszałam ostatnio, że tam, gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty. Potwierdzam. Jeśli chcesz dojść do siebie po rozstaniu, musisz z tego dołka wyjść krok po kroku. Z całym bólem jaki przychodzi ci znieść. Sorry. Tylko wtedy masz szansę się czegoś nauczyć.

Tak więc, po kilku miesiącach złudnej poprawy, znowu wylądowałam w mojej samotni. Ale tym razem wydała mi się ona jakaś inna, dziwnie kojąca. Dalej cierpiałam, ale miałam wrażanie, że tak jak w chorobie, nastąpił we mnie jakiś punkt zwrotny i teraz był to już raczej „ból na wyleczenie”. Wyrzuciłam wszystkie poradniki i zaczęłam zwracać uwagę na to jak się aktualnie czuję, a nie na to jak powinnam się czuć. Skupiłam się na sobie. Na tym, co tylko „moje”. Wróciłam do tego, kim byłam zanim On mnie zmienił. Zastanów się, co zawsze chciałaś robić, a z różnych względów nie znalazłaś na to czasu? Ja na przykład od zawsze chciałam codziennie jeździć na rowerze, ale ciągle brakowało mi do tego motywacji. Czas po rozstaniu wydał mi się najlepszym momentem, aby w końcu się przełamać. Wreszcie zaczęłam realizować swoje marzenia. Wyjechałam do obcego kraju. Nauczyłam się języka, którego zawsze chciałam się nauczyć. No i numer jeden na mojej liście – w końcu skoczyłam ze spadochronem!

Czy żałuję tego, że nie wytrzymałam całego roku? I tak, i nie. Z jednej strony mogłam sobie oszczędzić tych nieprzespanych nocy i zmartwień. Z drugiej każde doświadczenie czegoś nas uczy. Może w przyszłości będę mądrzejsza… Jak długo zatem powinniśmy być sami? Nie wiem, bo pewnie każdy potrzebuje innej ilości czasu na to, aby dokonać „wewnętrznej przemiany”. Wierzę, że kiedy będziesz gotowa na kolejny związek, na pewno to poczujesz. Zrób sobie jednak przysługę i zanim znowu się w coś wpakujesz zastanów się, czy czas bycia samą to tylko stracony czas.


Zobacz także

Za chwilę sprawią, że zawali się czyjś świat. Ale to ich nie obchodzi, chcą tylko nareszcie być ze sobą „naprawdę”

Zdarzyło ci się płakać w trakcie seksu? Nie jesteś jedyna

Dynamit, który rozsadzi każde małżeństwo. Dwa najczęstsze powody rozwodów

Praca a rozwód. Jakie zawody sprzyjają rozstaniom?