Związek

Czasami rozwód, to jedyny sposób, by uratować to, co dobrego jeszcze zostało…

Anika Zadylak
Anika Zadylak
9 marca 2017
Fot. iStock / kieferpix
 

„Świadoma praw i obowiązków, wynikających z założenia rodziny…”

Marianna i Rafał są małżeństwem z 10-letnim stażem i już blisko 15 lat po rozwodzie. Patrząc na nich i słuchając, aż ciężko uwierzyć, że nie są  ze sobą, że od dawna tworzą nowe i szczęśliwe związki. Mają dwoje dzieci już zupełnie samodzielne i pełnoletnie, osobne rodziny i życia. Ale przez bardzo długi czas byli rodzicami i małżeństwem. Jak najbardziej zgodnym, a do pewnego momentu nawet ze sobą szczęśliwym.

Marianna

– Poznaliśmy się na studiach, ale długo mijaliśmy. Rafał był taki stonowany, poukładany i z tą przylizaną grzywką na bok. Ja punkiem, kolorowe sukienki i ciężkie buty, czyli dwa różne światy. I chyba to prawda, że przeciwieństwa się przyciągają, bo my do siebie lgnęliśmy coraz bardziej. Zaczęło się od manifestacji. W naszym mieście chcieli zamknąć jedyne schronisko dla zwierząt i to wtedy odkryłam w nim coś niezwykłego. Stał za mną zupełnie inny człowiek, krzyczał i domagał się praw zwierząt, był wrażliwy. A gdy się wtedy rozpadało, dał mi swoją kurtkę.

Przedziwną byliśmy parą, ja jak ten paw, on niczym lekko wystraszony kujon. Ale ta jego cisza i spokój dawały mi poczucie bezpieczeństwa, czułam się kochana, wiedziałam, że ktoś się mną opiekuje. Kochałam go bardzo mimo różnic i odmiennych poglądów. Po prostu, bo był mądrym i dobrym facetem, a takiej wariatce jak ja przydał się ktoś do wyciszenia.

O ślubie zaczęliśmy rozmawiać (jeśli mam być szczera to Rafał bardziej naciskał) jakieś trzy lata później. W sumie, nie mogę powiedzieć, że tego nie chciałam, nie przeszkadzało mi, że pójdziemy do urzędu i zmienię nazwisko. Było nam ze sobą dobrze, obrączka niczego nie mogła zmienić.

„Uroczyście oświadczam, że wstępuję w związek małżeński…”

Rafał

– Jak ją pierwszy raz zobaczyłem, to się wystraszyłem i jakoś mnie tak odepchnęło. Marysia była jakby nie z tego świata, a już na pewno nie z mojego, bo faktycznie miałem zgoła inny charakter. Ale na manifestacji dostrzegłem w niej zupełnie inną osobę. Delikatną dziewczynę, która płakała, gdy do klatek siłą wsadzano psy, żeby je przewieźć. I poszliśmy później razem na kawę, a potem kolejną.

Nie mogłem się z nią nagadać i nagle okazało się, że wcale nas tak wiele nie dzieli. A wręcz przeciwnie. Nigdy nie byłem tak zakochany i szczęśliwy, zmieniło mnie to i otworzyło. Byliśmy nierozłączni, choć nadal tak skrajnie różni, ale przez to, że nie wywieraliśmy na sobie nacisków. Marianna lubiła koncerty, więc częściej chodziła na nie z przyjaciółmi niż ze mną, ja natomiast, z kumplami, na bilard czy wieczór jazzowy. A potem, wracaliśmy do wspólnie wynajmowanego mieszkania i do siebie.

Było nam cudownie, na uczelni szło po naszej myśli, nasi rodzice się uwielbiali, a my snuliśmy wspólne plany.

Chciałem ślubu, takiego okazania, że traktuję nas poważnie i na zawsze. Było pięknie, choć skromnie i kameralnie, bo mniej więcej 40 osób, najbliższych nam ludzi. Pół roku później Marysia wróciła do domu, z jedną z najlepszych w moim życiu wiadomości. Miałem być ojcem, czego jeszcze w  życiu można pragnąć bardziej zasypiając u boku ukochanej kobiety?

To był ciężki, ale też dobry okres, bardzo nas scementował i jeszcze bardziej udowodnił, że to właściwą kobietę poprosiłem o rękę.

Psuć zaczęło się nagle – wtedy, tak to widziałem, bo dziś inaczej na to patrzę. Myśmy od pewnego momentu naszego syna traktowali trochę, jak kartę przetargową, z tym najgłupszym argumentem, że to dla dobra dziecka.

„I przyrzekam, że uczynię wszystko, aby nasze małżeństwo było zgodne…”

Marianna

– Tak, byliśmy zgodnym związkiem. Bez większych, a w zasadzie żadnych uniesień, ale też bez awantur i znikania na długie dni. Nie wiem, kiedy przestaliśmy się kochać, a  zaczęliśmy lubić, jak dobrzy kumple, którzy przy okazji mają dzieci i mieszkają pod wspólnym dachem.

Było poprawnie, pracowaliśmy, wychowywaliśmy synka, a potem też córkę, jeździliśmy na wakacje i kłóciliśmy się czasem. Wszystko w granicach zdrowego rozsądku i ułożenia, które wypadało nam rodzicom i odpowiedzialnym ludziom.

Z cichym jękiem w sypialni, żeby nikt nie usłyszał. Niby dobrze, a coraz gorzej.

Miałam wrażenie, że jestem w klatce. Takiej idealnej, gdzie codziennie ktoś dba o to, żebym nie była głodna, żebym miała ciepło i żeby mi się krzywda nie działa. Ale do której drzwi zgubiłam klucze.

Nie kłóciliśmy się, było gorzej, bo przestawaliśmy ze sobą rozmawiać. Co może dzielić bardziej niż mur milczenia?

Oddalaliśmy się od siebie, stawaliśmy obcy, bo jednak każde z nas miało inną wizję życia. Ja nadal chciałam być tą spontaniczną dziewczyną, która we mnie była, ale Rafał, tego nie rozumiał i nie chciał się zgodzić. Uważał, że już nie powinnam ubierać się wyraziście, głosić niektórych poglądów, śmiać i tańczyć. Czułam, że już dłużej nie wytrzymam, że dzieci rosną, a my, jesteśmy fikcją na papierku z urzędu stanu cywilnego. I że to ostatni dzwonek, żeby coś z tym zrobić.

Próby wszelkiego dogadania się i kompromisów nie przynosiły żadnych efektów i wtedy, zdobyłam się na tę najtrudniejszą w życiu rozmowę.

„Wyrokiem Sądu Okręgowego, rozwiązuje małżeństwo stron…”

Rafał

– Gdy Marysia przyszła i powiedziała mi, że chyba chce rozwodu, to odetchnąłem. Darzyłem ją jeszcze głębokim uczuciem i zawsze będę, bo to matka moich dzieci, ale to trochę za mało, żeby się ze sobą zestarzeć. Od dawna już nie było tak, jak powinno.

Ja chciałem spokoju i statecznego życia, a ona była niespokojnym duchem, pełnym energii i słońca. Był okres, że nawet się z kimś spotykałem za jej plecami i przyznałem się choć do niczego, poważnego nie doszło. Chodziło mi o danie sygnału, że coś musimy poradzić na to nasze małżeństwo, bo wspólne dotąd drogi rozchodzą się nam coraz bardziej.

A dzieci rosną, pewnie już dostrzegają, zaczynają rozumieć i cierpieć przez to, że nie potrafimy się dogadać. Że nie umiemy podjąć konkretnych decyzji.

Bardzo kochałem dzieciaki. Nie chciałem ich krzywdzić i wiedziałem, że moja żona jest rozsądną kobietą i wie, że na siłę jeszcze nic się nie udało i nie było trwałe.

Długo rozmawialiśmy i to nie jeden raz. Dokładnie wszystko przedyskutowaliśmy, z dziećmi też usiedliśmy razem, żeby im powiedzieć i wytłumaczyć.

Córka była trochę wystraszona, ale szybko ją uspokoiłem, że niewiele się zmieni, oprócz tego, że się wyprowadzę. I z tego byłem najbardziej dumny, że nam się udało. Rozwieść jak ludzie, którzy spędzili ze sobą kawał dobrego życia i nadal potrafią się wspierać i razem wychowywać swoje dzieci.

Marianna

– Gdy sąd ogłaszał wyrok i mówił o uzasadnieniach dotyczących rozpadu naszego związku, prawie nie słuchałam. Uśmiechałam lekko do mojego już nie-męża i cieszyłam, że to właśnie jemu kiedyś powiedziałam „tak”.

Wyszliśmy razem z budynku i poszliśmy na wino. Zawsze mi potem bardzo pomagał i był, kiedy tego potrzebowałam. Z dziećmi miał kapitalny kontakt, mimo tego, że po latach, stworzyliśmy nowe, osobne rodziny. Znamy się wszyscy i świetnie dogadujemy. Gdybyśmy wtedy nie podjęli tej niełatwej przecież decyzji, może dziś, nie mówilibyśmy sobie nawet „dzień dobry”, a nasze dzieci wiele by straciły. Rozwód to nie zawsze jest ostateczność. To często nadzieja na uratowanie tego, co jeszcze zostało. A my mieliśmy przecież, tak wiele.

Kuba, syn Marianny i Rafała

– Jestem losowi wdzięczny za moich rodziców, za to, że byli i są tak mądrymi ludźmi. Zaoszczędzili nam najgorszego, co może spotkać dzieci, bo ich rozwód tak naprawdę uratował nasz dom.

Nadal mieliśmy oboje kochających nas rodziców i nie musieliśmy patrzeć, jak ojciec nie wraca na kolejną noc, jak się awanturuje, a matka płacze. Czasem lepiej się rozejść i zostać przyjaciółmi, jak mama i tata. Dziękuję im za to, że nauczyli nas, że miłość to też czasem wybranie innej drogi. Nawet, jeśli oznacza, że trzeba się pożegnać.


Związek

Piękne stopy „zaczynają się” na długo przed pomalowaniem paznokci. Akcja „14 dni dla mojego ciała” – wyzwanie #4

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
10 marca 2017
Fot. iStock / laskvv
 

Stopy. Ostatni przystanek na pielęgnacyjnej mapie naszego ciała. Dlaczego?

Bo najłatwiej je ukryć, bo przez większość roku skrzętnie zasłaniamy je obuwiem i skarpetkami, a szkoda… Pora oddać swoim stopom to, na co zasługują!

Stopy nie tylko powinny pięknie wyglądać, przede wszystkim jesteś winna im odrobinę wdzięczności za to, że niosą cię przez życie nawet w niebotycznie wysokich szpilkach (choć wcale im to nie w smak).

Przez ostatnie tygodnie przywracałyśmy w sobie poczucie odpowiedzialności za nasze ciało. Oswajałyśmy małe rytuały, aby codzienna domowa pielęgnacja nie była dla nas złem czy przykrą koniecznością. To doskonały moment, aby dopełnić dzieła. Zobaczycie, że domowy pedicure jest łatwy i do tego bardzo, ale to bardzo przyjemny!

Wieczór dla twoich stóp

Pierwszy krok do zadbania o stopy to sprawienie sobie przyjemności. Wyznacz sobie na dobry początek jeden wieczór w tygodniu na domowy pedicure. Niech to będzie dzień, gdy nie musisz gonić – może piątek, sobota? Podczas wykonywania przyjemnego pedicure pewne dodatki okażą się niezbędne. Do wyboru są (wedle własnych potrzeb i upodobań):

  • dobry film,
  • relaksująca muzyka,
  • świetna książka

oraz niezbędny element tego zabiegu, czyli wygodny fotel lub kanapa. Resztę możecie dowolnie modyfikować 😉 .

Kosmetyki i rytuały

  1. Kąpiel stóp
    Potrzebna i relaksująca. Dzięki namoczeniu stóp zmiękczysz zrogowaciały naskórek. Możesz użyć zwykłej, ciepłej wody. Przy problemie z potliwością sprawdzi się napar ziołowy z szałwii lub tymianku. Aby zmiękczyć skórę możesz również dodać do wody odrobinę soli (kosmetycznej lub zwykłej, kuchennej). Możesz również skorzystać z kosmetyków dostępnych w drogerii, które ułatwiają złuszczanie i usuwają nieprzyjemny zapach.

    soft-bath-zmiekczajaco-regenerujaca-kapiel-do-stop-skoncentrowana-formula-do-skory-zrogowacialej-szorstkiej-i-twardej

    SOFT BATH

    ZMIĘKCZAJĄCO-REGENERUJĄCA KĄPIEL DO STÓP

    do skóry zrogowaciałej, szorstkiej i twardej

    skoncentrowana formuła, która idealnie przygotowuje skórę do zabiegu pedicure. Zmiękcza obumarły naskórek, doskonale regeneruje, odżywia i niweluje nieprzyjemny zapach

    SKŁADNIKI AKTYWNE
    • olejek z drzewa herbacianego
    • kwas mlekowy
    • olejek arganowy
    DZIAŁANIE
    • zapobiega nadmiernemu poceniu się stóp
    • delikatnie złuszcza obumarły naskórek, wygładzając szorstką skórę
    • zmiękcza powstałe zrogowacenia
    • intensywnie odżywia i chroni skórę przed wysuszeniem
  2. Złuszczanie
    W zależności od tego w jakim stanie są twoje stopy oraz czy borykasz się z problemami twardej skóry na piętach, możesz wybrać kilka metod złuszczania martwych komórek skóry.
    Porzuć myśli o staromodnej żyletce do pięt, zbyt mocne złuszczanie spotęguje problem, ponieważ pozbawisz stopy naturalnej bariery ochronnej. Genialnie sprawdzają się tarki – te papierowe, kupisz w drogerii za 3-5 zł, zazwyczaj są dwustronne (z papierem o grubszej ziarnistości oraz tym drobniejszym do wygładzania). Staraj się wykonywać 2-3 razy w tygodniu zwykły peeling pod prysznicem.

    smooth-scrub-wygladzajacy-peeling-do-stop-do-skory-stwardnialej-i-zrogowacialej

    SMOOTH SCRUB

    WYGŁADZAJĄCY PEELING DO STÓP

    do skóry stwardniałej i zrogowaciałej

    Bogactwo składników aktywnych zawartych w peelingu idealnie wygładza bez zbędnego wysuszania skóry oraz pozostawia długotrwały efekt świeżości.

    SKŁADNIKI AKTYWNE:
    • drobinki naturalnego pumeksu
    • olejek lawendowy
    • wosk pszczeli
    DZIAŁANIE:
    • usuwa martwe komórki naskórka
    • zmiękcza skórę stóp
    • zapobiega tworzeniu się stwardnień i zrogowaceń
    • działa bakteriostatycznie i odświeżająco

    Pamiętaj o regularności, to tutaj ukryty jest cały sekret miękkich stóp. Nawarstwiony, martwy naskórek to główna przyczyna pękających pięt. Złuszczaj, jeśli to nie wystarcza, używaj kremu do stóp

  3. Na dzień
    Stosuj lekkie kremy do stóp, nie są tłuste i nie wzmagają potliwości. Doskonale sprawdzą się również kosmetyki w spreju.

    deo-repair-ekspresowo-nawilzajacy-spray-do-stop-alternatywa-dla-kremu-do-skory-suchej-i-szorstkiej-sklonnej-do-pocenia

    DEO REPAIR

    EKSPRESOWO NAWILŻAJĄCY SPRAY DO STÓP

    do skóry suchej i szorstkiej, skłonnej do pocenia

    To doskonała alternatywa dla kremu. Spray natychmiastowo nawilża spierzchnięte stopy, regeneruje podrażnienia oraz pozostawia orzeźwiający, mentolowy zapach.

    WYGODNA APLIKACJA

    SKŁADNIKI AKTYWNE
    • urea
    • d-panthenol
    • ekstrakt z szałwii
    DZIAŁANIE
    • skutecznie nawilża, pozostawiając skórę miękką i gładką
    • łagodzi podrażnienia i przyspiesza regenerację bolesnych otarć
    • chroni stopy przed nadmiernym poceniem
    • działa antybakteryjnie i przeciwgrzybiczo
  4. Na noc
    Użyj silniejszego kremu lub serum do stóp.

    max-repair-regenerujace-serum-do-stop-skoncentrowana-formula-do-skory-bardzo-suchej-zrogowacialej-i-popekanej

    MAX REPAIR

    INTENSYWNIE REGENERUJĄCE SERUM DO STÓP

    do skóry bardzo suchej, zrogowaciałej i popękanej

    Silnie skoncentrowana formuła serum przynosi natychmiastowe ukojenie i odżywienie. Efekt nawilżenia utrzymuje się przez długi czas.

    UWAGA: stosuj niewielką ilość!

    SKŁADNIKI AKTYWNE:
    • Hydromanil ™
    • urea
    • olejek arganowy
    DZIAŁANIE:
    • dogłębnie nawilża i zmiękcza zrogowaciały naskórek
    • zapewnia skuteczną regenerację
    • przynosi ulgę popękanym lub mocno przesuszonym stopom
    • niweluje zrogowacenia stóp, a także łokci i kolan

To ci się przyda: miska, bawełniane skarpetki, tarka do stóp, szczoteczka, peeling, krem.

Must have, czyli pedicure minimalistyczny

Jeśli nadal trudno ci się przekonać do poświęcenia swoim stopom więcej uwagi, wypróbuj absolutnie podstawową pielęgnację:

Ścieranie: do wyboru w zależności od tego jak twardy naskórek np. na piętach u ciebie występuje: tarka/pumeks/peeling

Zmiękczanie i nawilżanie: krem do stóp.

W wersji minimalistycznej wystarczy tylko tyle, by regularne pielęgnować swoje stopy. Namoczyć możesz je po prostu w ciepłej wodzie. Możesz dodać kilka kropli ulubionego olejku, żeby było ci przyjemniej. Stopy niewiele różnią się od reszty naszego ciała – również potrzebują pobudzenia do regeneracji (peeling) oraz odżywienia i nawilżenia (krem).

Oczywiście pamiętaj o tym, aby zadbać o paznokcie. U stóp należy obcinać je na „na prosto”, to pozwoli uniknąć kłopotów z wrastaniem paznokci.

Co trzeba zrobić?

Akcja „14 dni dla mojego ciała”

ZADANIE KONKURSOWE: 

Specjalnie dla was przygotujemy cztery wyzwania dla waszego ciała. Dziś drugie z nich – regularna pielęgnacja dłoni. W kolejnych dniach zajmiemy się naszym ciałem i stopami. 14 dni – to niewiele, ale wystarczająco długo, by zobaczyć i poczuć różnicę.

twarz-h.fw_ evree-ikona-dlonie-roz evree-cialo-roz stopy-h.fw_

W komentarzach do artykułów – piszcie, co wam udało się dobrego zrobić dla ciała. Jak przez te 14 dni dbacie o siebie – bez pośpiechu, bez wyrzutów sumienia, z troską i miłością. Zadbajcie o siebie w nowym roku, wszystko w waszych rękach!!!

PS: Liczy się jak zawsze wasza kreatywność i sumienność, dodawajcie komentarze regularnie.

Najciekawsze komentarze nagrodzimy fantastycznymi kosmetykami marki evrēe–  partnera naszej akcji.

Evree grey Logo+claim

Nagrody:

10 x zestaw Super Slim, w którego skład wchodzi:

  • SUPER SLIM WYGŁADZAJĄCY CUKROWO-SOLNY PEELING DO CIAŁA
  • SUPER SLIM NAWILŻAJĄCY OLEJEK DO MYCIA CIAŁA
  • SUPER SLIM MODELUJĄCY OLEJEK DO CIAŁA
Olejek-do-ciała-SS Super Slim Peeling Super Slim Olejek Prysznic

Super Slim

Czas trwania akcji: 17.02.2017 – 12.03.2017. Ogłoszenie wyników nastąpi do 21.03.2017 roku.

Regulamin akcji dostępny jest tutaj.


[aktualizacja] Czas trwania Akcji zostaje przedłużony do 12.03.2017 r.

Związek

„Czy chcę, by tak wyglądało moje życie”. Pomyśl o sobie, o tym, co dla ciebie dobre

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
9 marca 2017
Fot. iStock / martin-dm

Rozmawiam z przyjaciółką i słyszę: „Z moją mamą kiepsko już, umiera”. Rak postanowił wygrać tę wojnę. To już właściwie przesądzone.

„Wiesz, jakkolwiek by to nie zabrzmiało – cieszę się, że mamy jeszcze wspólny czas, czas nam dany”. I opowiada o tym, że z mamą, która mieszka kilkaset kilometrów od niej, spędza teraz dużo czasu. Urlop, weekend. „Wiesz, pamiętam, jak byłam mała i krzyczałam, kiedy obcinała mi paznokcie u nóg, a dzisiaj śmieję się z jej miny, kiedy sama zaczynam jej obcinać. Pamiętam, jak myła mi włosy, a dziś ja jej mogę umyć. Kładę się obok niej pod kocem i słucham jej spokojnego oddechu, bo ona co chwilę już przysypia. I tak bardzo się cieszę, że za chwilę znowu do niej jadę, że znowu pobędę z nią kilka dni. Wiem, że kiedy odejdzie, będę spokojna, będę pamiętać to, co dobre, a nie wyrzucać sobie, że czegoś nie zrobiłam, że skupiłam się tylko na własnym rozpaczaniu”.

Myślę dziś o nich. Myślę o przyjaciółce, która już teraz też jest kilkaset kilometrów ode mnie, a która przypomniała mi wczoraj jedną bardzo istotną rzecz: by cieszyć się tym, co mamy. By wyciągać z każdej sytuacji to, co dobre. Bo co nam da rozpaczanie, kopanie sobie jeszcze większego doła. Jasne, że smutek jest naszą integralną częścią, że każdy z nas miewa chwile zwątpienia, załamania, kiedy wydaje się nam, że świat się skończył. Ale on się nie kończy, choć czasami tylko tego sobie życzymy.

Tak łatwo przykryć się kocem naszego nieszczęścia. Stać się bezsilnym, zupełnie bezradnym na to, co nas dotyka. Łatwiej myśleć, że nie mamy wpływu na wiele rzeczy: na to, gdzie mieszkamy, co robimy, na to, że ktoś nas porzuca, ktoś inny odchodzi, ktoś krzywdzi.

Wolimy tkwić w tym, co złe. Przyjąć rolę ofiary, której wszyscy wokół będą żałować, będą głaskać po głowie pytając, jak można nam pomóc. Tak, wtedy jesteśmy w centrum uwagi. W końcu wydaje się nam, że tylko, gdy cierpimy wzbudzamy czyjąś litość, zainteresowanie. Bo inni lubią pocieszać, lubią myśleć, że ich życie jest lepsze, wygodniejsze, dalekie od zmartwień, które my mamy.

Tylko zamiast siedzieć w tej swojej norze smutku i szarości, może lepiej wystawić głowę, rozejrzeć się wokół, ale też spojrzeć tak bardzo głęboko w siebie. Odpowiedzieć sobie na pytania:

„Czy chcę, by tak wyglądało moje życie?”.

„Czy chcę właśnie w taki sposób wykorzystać czas, który jest mi dany?”.

„Czy chcę płakać nad swoim losem, czy go jednak znaleźć powody do uśmiechu?”.

„Co mogę dzisiaj zrobić dla siebie?”.

„Na co mam ochotę?”.

„Czy świat jest taki zły, czy tylko ja chcę go takim widzieć?”.

Jesteś w permanentnej niechęci do wszystkiego i wszystkich? Może czas spytać się, jakie masz z tego korzyści. Dlaczego wolisz się udręczać, niż wyjść poza to myślenie o świecie, o sobie, o innych ludziach, które teraz jest twoim udziałem. Dlaczego nie poszukasz rozwiązań, nie podniesiesz głowy? Czy naprawdę wolisz żyć smutnym życiem człowieka zadręczonego problemami, który nie chce szukać rozwiązania, który myśli, że wszyscy inni są winni, a samemu nie ma na nic wpływu.

Tak, ja wiem, że wszystko może przerastać. Zwłaszcza te rzeczy, na które wpływu nie mamy. Ale czy na pewno? Czy realnie musimy zmieniać to, co nas spotyka?

A gdyby tak zacząć od zmiany myślenia? Nie mam wpływu na drugą osobę, na sytuację, ale mam wpływ na to, jak ja będę o tym myśleć. Czy wymagającego i niesprawiedliwego szefa przyjmę jako lekcję, jako pokazanie mi, w jakim miejscu być nie chcę? Jego nie zmienię, ale mogę zmienić siebie. Mogę przestać godzić się na brak szacunku, na poniżanie. Mogę pomyśleć – ok, jestem w stanie w tym wytrwać, bo praca daje mi satysfakcję, a może pieniądze, dzięki którymi mogę robić coś więcej.

A może ten szef właśnie ci pokazuje, jak żyć nie chcesz, że czas na zmiany, których się boisz, a które przecież rozwijają nas i nasze myślenie o świecie.

Masz partnera, z którym nie jesteś szczęśliwa? To może czas pomyśleć, jak popracować nad tym związkiem, porozmawiać, powiedzieć, co nam w duszy smutno gra. Może czas wyciągnąć wnioski, dostrzec, jak traktowaną nie chcesz być. Znaleźć w sobie odwagę na zmiany, na zbudowanie siebie silniejszej.

Może, tak jak mojej przyjaciółce, tobie umiera najbliższa osoba – wykorzystaj ten czas najlepiej jak potrafisz. Bądźcie wspólnie jeszcze przez ten czas szczęśliwi, dostrzegajcie szczegóły, chwile, do których później będziesz mogła się uśmiechać.

Pomyśl o sobie, o tym, co dla ciebie dobre. W tym nie ma nic złego, bo każdy z nas ma prawo do szczęścia. To wtedy, gdy jesteśmy szczęśliwi, zostają przy nas przyjaciele, ludzie, którzy szczerze dobrze nam życzą. Zostają w nas samych dobre emocje, które sprawiają, że mamy wpływ na to, co dzieje się wokół nas, które budują nas mocniejszymi, które pozwalają nawet w najtrudniejszych chwilach dostrzegać jasne światło, jeśli nie nadziei, to wiary, że żyjemy w zgodzie ze sobą, a nie przeciwko…


Zobacz także

Starałem się, ale naprawdę nie wiem, co jeszcze mógłbym zrobić lepiej, żeby Cię zatrzymać. Cierpiałem, bo odeszłaś, ale wciąż chciałaś być blisko

Pochwała szybkich numerków. Jak ratują nasze związki?

11 sekretów kobiet, które nie mogą się opędzić od facetów